Dodaj do ulubionych

Moja Mama umiera...

21.09.03, 22:47
Ma raka. Niestety nie ma juz sznas na leczenie. Od trzech miesiecy nie
pracuje, wrocilam do domu i opiekuje sie nia. Myslalam, ze jestem
przygotowana na wszystko i ze uczynilam wszystko by jej pomoc. Jednak teraz
ciale nekaja mnie pytania czy rzeczywiscie wszystko? jestem zmeczona -
przebywam z nia 24h na dobe. Ojciec pojawia sie wieczorem i rano znika.
Siostra pojawia sie na weekendy. Ja nie moge opuscic mamy nawet na 5 minut a
to dlatego, ze moze doznac krwotoku (juz jeden mial miejsce) - istnieje duze
prawdopodobienstwo, ze taki krwotok z guza spowoduje jej smierc. Najgorsze,
ze guz jest w gardle i w tym przypadku smierc moze sowodowac zachlysniecie
sie wlasna krwia. Ciagle mam pod powiekami obraz z pierwszego krwotoku -
fontanna krwi tryskajaca przez usta i nos i slabnaca mama - przelewa mi sie
przez rece, mdleje, krztusi sie. pogotowie przybylo w ostatniej chwili. Teraz
nawet jak jestem w kuchni to boje sie ze jak za 3 minuty wroce to zastane
kaluze krwi i ja niezywa. Boje sie ogromnie, ze w chwili jej smierci bede
obecna tylko ja, ze nie bedzie ani ojca ani siostry. przeraza mnie to. nie
wiem jak sobie z tym radzic. zle sypiam, a w zasadzie nie sypiam tylko
nasluchuje czy nic zlego sie nie dzieje. jestem zmeczona, wieczorami nie
jestem w stanie juz nawet rozeslac lozka, a musze przeciez pomoc mamie
skorzystac z lazienki, pomoc w toalecie wieczornej porannej - we wszystkich
czynnosciach. A najgorsze jest obserwowanie jej poarszajacego sie stanu
zdrowia - robie wszystko by bylo jej lepiej, a ona z kazdym dniem czuje sie
coraz gorzej. Poza tym najbolesniejsze dla mnie jet to, ze trace nie tylko
matke, ale tez najlepszego przyjaciela. Bardzo ja kocham, nie wahalam sie ani
chwili w podjeciu decyzji o zostawieniu wszystkiego i zaopiekowaniu sie nia,
chociaz ode mnie tego nie wymagala. Nie wiem jednak czy wytrzymam, czy
podolam psychicznie. Powoli sie dusze, nic mi nie przynosi chocby chwilowej
ulgi. Wiem, ze nie moge sie zalamac. Mama jest dzielna i naprawde ja
podziwiam z jaka klasa i pokora znosi wszelkie trudy choroby. Chcialabym miec
tyle sily by ja wspierac, tylko nie wiem skad czerpc te sile??? moze
poradzicie jak sobie z tym radzic, jak wytrzymac?? pogodzic sie z jej choroba
nie moge i pewnie bedzie to niewykonalne.
Poza tym wszystkim od lat zylam w inym miescie a teraz mieszkam w rodzinnym
miescie i nie mam tu juz zadnych znajomych, zadnej przyjaznej duszy z ktora
moglabym czasem zaprosic na kawe. Skad brac sily???
Obserwuj wątek
    • empeka Re: Moja Mama umiera... 21.09.03, 23:03
      Gdzie teraz przebywasz?
      W wielu miastrach mam przyjaciół, może zechciałabyś, żeby ktoś z
      nich do Ciebie dotarł na pogaduchy?

      Moja Mama umarła półtora roku temu na raka. Ale było wszystko
      inaczej niż u Ciebie, dlatego nia umiem niczego doradzić...

      Poradzić się psychologa? (Przez telefon)

      Ściskam Cię bardzo serdecznie
      Marta
    • waleryj Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 00:17
      czemu mama nie jest w szpitalu ??? w USA by to bylo wprost nie do pomyslenia,
      zeby osoba w takim stanie byla w domu
      • beapud Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 00:42
        W/g mnie to dobrze, że Mama jest w domu. Ma w swoim otoczeniu najbliższych,
        powoli oswaja sie ze śmiercią. Space333, jesteś Mamie potrzebna jak nigdy
        dotąd. Jestem pielegniarka i wiem jak wiele dla chorego znaczy rodzina,
        zwłaszcza w tym końcowym stadium choroby. To co dotknęło Twoją Mame jest
        straszne, ale jeszcze gorsze byłoby poczucie samotności w obliczu zbliżającej
        sie śmierci. Piszesz, ze nie sposób pogodzić sie ze śmiercia. To nic
        niezwykłego, przeciez każdy buntuje sie przeciwko śmierci, zwłaszcza tak
        okrutnej. Uzbrój sie w cierpliwość i pokore wobec losu. Twoja rolą jest teraz
        ułatwienie Mamie przejścia na druga strone. Bądź przy niej, okazuj miłość i
        zrozumienie. Nie ma słów, które moga Cię pocieszyć w tej sytuacji... Życzę Wam
        wytrwałości i wiele radości płynącej z chwil, które spędzacie razem.
      • aenne Re: Moja Mama umiera... 26.09.03, 16:50
        waleryj napisał:

        > czemu mama nie jest w szpitalu ??? w USA by to bylo wprost nie do
        pomyslenia,
        > zeby osoba w takim stanie byla w domu

        bo u nas kolego to szpital przyjmuje na jeden dzien a jak po jednym dniu chory
        jednak nie moze chodzic to na dwa
        gdzies ty widzial w Trzeciej Rzeczpospolitej szpitale dla przewlekle chorych???
        pzdr
    • elfi25 Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 05:33
      Space...
      Nie potrafiłam pozostać obojętna wobec Twoich słów. Być może na ten moment
      niewiele czasu mam by do Ciebie pisać. Postaram się nieco więcej, może troszkę
      później.
      Proszę Cię !! Ty musisz walczyć teraz za dwoje. Musisz !! Mam 25 lat. W
      kwietniu tego roku, odeszła moja Mama. Choroba zabierała ją nam z każdym dniem.
      Jej ostatnim przekazanym pragnieniem było umrzeć w domu. A tak naprawdę wiele w
      niej było jszcze marzeń, takich bardzo zwykłych. Walczyła do końca, mimo
      cierpień, wycieńczenia, bólu. Nie napiszę, że rozumiem co przeżywasz. Napiszę
      tylko... przeżyłam chwile, które z każdym dniem zabierały mi moją Mamę.
      Opiekowałam się nią w domu 24 godziny na dobę. Nie zdążyła odejść w spokoju, w
      domu, tak jak chciała. Szpital jest tylko miejscem, takim przechodnim pokojem.
      ale nei powinno się tam umierać. Ja wiem, że jakiekolwiek napisane tu słowa nie
      uspokoją Twojej duszy. Pytasz skąd czerpać siłę... spójrz na Mamę, Ona daje Ci
      przykład. Jej walka, jej pragnienie życia. Daj Jej każdą wolną chwilę dnia.
      Wszystkie chwile. Usiądź przy niej, trzymaj za rękę, rozmawiaj, mów do niej,
      nawet gdyby wydawało Ci się, że Twoje słowa pozostają obok niej. Okaż jak
      najwięcej ciepła, zrozumienia, czasem kłóć się z nią, sprzeczaj, bo tak trzeba.
      Motywuj. Przytulaj. Nie myśl, zacznij marzyć razem z nią, bo marzenia znacznie
      lżejsze niż myśli. Jestem z Tobą... myślami.
      P.S. W której części kraju mieszkasz ?
      Pozdrawiam Cię mocno,
      ola
    • ixus Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 09:44
      Ja bym radzil skorzystac z porad kilku onkologow zajmujacych sie tym typem raka
      i dowiedziec sie o najlepszych metodach paliatywnych. A jesli chodzi o Twoj
      reaktywny stan, to moze dobrze byloby wesprzec sie antydepresantami?
    • ixus Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 09:56
      Wejdz na forum www.onkolink.pl Tam sa bardzo zyczliwi lekarze, na pewno dadza
      Ci pare cennych uwag.
    • femalespirit Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 11:50
      Wiem, ze zabrzmi to dziwnie, ale nie mozesz zapominac o sobie. Jesli bedziesz
      skrajnie zmeczona, nie pomozesz Mamie, tak jakbys mogla, a sama sie mozesz
      rozchorowac. Porozmawiaj z siostra i ojcem, musza Ci pomoc. Sytuacja jest na
      tyle wyjatkowa, ze moga chyba choc na czesc dnia zajac sie Mama. Ty musisz
      odpoczac. I wlasciwie na rodzine musisz liczyc, bo znajomi, nawet jesli bys ich
      odnalazla nie beda prawdopodobnie potrafili odnalezc sie w tej sytuacji. Zwroc
      sie takze o pomoc do osrodka opieki paliatywnej - moze cos Ci doradza w kwestii
      samego sposobu opieki.
      Pamietaj jednak, ze jestes tylko czlowiekiem i nie mozesz zapobiec smierci
      Mamy, nie dasz rady upilnowac jej w kazdej sekundzie. Robisz wszystko, co
      mozesz, ale Twoj wplyw na jej stan jest ograniczony. Wiec staraj sie robic co
      mozesz, ale nie zamartwiaj sie tym, czemu mimo najlepszych checi zapobiec nie
      mozesz. Inaczej jeszcze i Ty sie rozchorujesz. Staraj sie nie tylko niesc mamie
      ulge w cierpieniu fizycznym, ale takze jak najwiecej z nia rozmawiaj nie
      udawajac, ze wszystko bedzie dobrze. Szczery kontakt z najblizsza osoba jest
      najwazniejsza rzecza jaka mozna dac umierajacej osobie. Wiem to z wlasnego
      doswiadczenia osoby, ktora pozegnala dwie bliskie osoby, ktore zmarly na raka.
      Na pytania egzystencjalne kazdy musi odpowiedziec sobie sam, a pogodzenie sie
      ze smiercia najblizszej osoby jest jednym z tych doswiadczen, w ktorych nie
      mozna wiele pomoc. Trzymaj sie.
      • blue_a Wsparcie można czerpać z różnych źródeł 22.09.03, 12:09
        Może to zimno zabrzmiało, ale nie..Jestem zamyślona. I współ - czuję Ci. Po
        prostu. Wszyscy z moich bliskich żyją, ale mam świadomość ich kruchości, odejść
        mogą w każdym momencie.

        Czy to będzie nietaktem, jeśli z własnej strony zaproponuję Ci przeczytanie
        paru książek? Jeśli chcesz, jeśli znajdziesz czas:

        "Śmiertelni nieśmiertelni" Kena Wilbera
        "Czasami wołam w niebo" Tatiany Zwierzynieckiej (?)

        i film, bodajże z 86 r. "Idź w stronę światła".

        Moja Babcia odchodzi. Dla mnie (a myślę, czuję, że dla niej też)
        najistotniejsze jest trzymanie jej za rękę, bycie z nią. Tak najnormalniej na
        świecie. I rozmawianie.

        Kawałek rozmowy z Nią:

        - I już zapominam, gdy się modlę.. I muszę zaczynać jeszcze raz..
        - Babciu..Ale Bóg nawet woli takie niedokończone pacierze.

        Jej to pomaga.
        Mnie też.

        Tak sobie rozmawiamy trochę jak z przecudnego x. Twardowskiego..

        Trzymaj się ciepło.
        Dużo siły dla Ciebie i Mamy.

    • looserka Re: Moja Mama umiera... 22.09.03, 14:32
      Space, nie ma chyba nic trudniejszego i bolesniejszego niż towarzyszenie komuś
      najbliższemu w jego umieraniu, zwłaszcza,jesli to odchodzenie łączy się z
      cierpieniem. Nie mam jeszcze takich doświadczeń, ci bliscy,którzy już umarli,
      odchodzili nagle i cicho. Dlatego czuję sie bezradna w obliczu problemu,który
      Cie dotknął. Mogę życzyć Ci tylko duzo siły i wytrwałości i poradzić, abys
      poszukała wsparcia chocby w jakims hospicjum - tam pracują psychologowie,
      którzy może potrafią Ci pomóc wytrwać.
      Ogromnie Ci współczuję, ale musisz przez to przejść i sama wyjść cała. Dlatego
      nie pozostawaj sama ze swoim bólem.
      Trzymaj się
      L.
    • barbarella8 Re: Moja Mama umiera... 24.09.03, 23:21
      Przepraszam , ale odpowiedziałam na Twój post nie tu , gdzie potrzeba, pod
      tytulem Trzymaj sie! - jeżeli odnajdziesz, przeczytaj.<B>
    • space333 Re: Moja Mama umiera... 24.09.03, 23:24
      Dziekuje serdecznie wszystkim za tak liczne odpowiedzi. Niestety dopiero
      dzisiaj moglam troszke zasiasc do komputera. Wszyscy macie racje co do tego jak
      mam potepowac, jak przede wszystkim wspierac mame. Staram sie tak wlasnie
      czynic. Nie okazuje przy niej zmeczenia ani bolu, ktory odczuwam, bo to jej nie
      pomoze. Staramy sie zyc z dnia na dzien i zajmowac sie normalnymi codziennymi
      sprawami. Wiadomo, ze nie jest tak jak dawniej i tak juz nie bedzie.
      Co do opieki - mamy dobrego lekarza i wizyty domowe. Na razie leki dzialaja,
      bolu nie czuje. Jest bardzo slaba, ale na szczescie moge jej czytac bo uwielbia
      ksiazki, moge z nia rozmawiac i to jest najwazniejsze. Ja chce z nia byc i chce
      jej pomoc w tych ostatnich chwilach najlepiej jak potrafie. Mam nadzieje, ze
      sil mi nie zabraknie. Dzieki waszym slowom troche mi tych sil przybylo. Wiem,
      ze nie jestem jedyna na swiecie osoba, ktora to spotyka. Mialam potrzebe
      powiedzenia komus tego wszystkiego i ciesze sie, ze ktos mnie wysluchal.
      Jeszcze raz Wam serdecznie dziekuje/ pozdrawiam
      • sisters Re: Moja Mama umiera... 26.09.03, 10:27
        Przeczytałam Twój post i się popłakałam. Wróciły wspomnienia. Ja ponad dziewięć
        lat temu straciłam tatę. Zmarł na raka mózgu. Straszna choroba. Męczył się "na
        szczęście" tylko trzy miesiące. Ale to były trzy miesiące strasznego bólu. Moja
        mama tak jak Ty była z nim 24 godziny na dobę. Ja przyjeżdżałam w
        weekendy.Teraz żałuję, że nie spędziłam z nim więcej czasu.
        Moja mama była bardzo dzielna, nie moglismy liczyć na pomoc reszty rodziny.
        Jednak po swoich przeżyciach mogę Ci doradzić, abyś nie zapominała o sobie.
        Będzie Ci potrzebne jeszcze dużo siły i wytrwałości.
        Ja podczas wizyt w domu starałam się jak najwięcej czasu spędzić z tatą. I
        mimo, że po silnych lekach był "nieobecny", to mówiłam mu, jak bardzo go
        kocham, przytulałam się do niego, trzymałam go za ręce. Czasami dawał mi jakiś
        znak, że dociera do niego to co robię.
        Nie wyrzucaj sobie, że może jeszcze czegoś nie zrobiłaś. Zrobiłaś już bardzo
        dużo. Wielu ludzi nie stać na taką postawę. Możesz być z siebie dumna.
        Teraz zbieraj siły na to co przyniesie czas. Niestety człowiek nigdy nie jest
        przygotowany na śmierć bliskiej osoby. Ale jak patrzyłam na cierpienie mojego
        taty, to nie wiem, czy śmierć nie była najlepszym rozwiązaniem.Ja po dziewięciu
        latach nadal czasami popłakuję, często wspominam. Ale cieszę się, że nie
        zapomniałam. Staraj się zapamietać te nalepsze chwile spędzone z mamą.
        Trzymaj się. Jesteś wspaniała.
        Kończę bo znowu ryczę.
        • blue_a Przepraszam, może nie powinnam, ale 26.09.03, 10:36
          moja mama odwiedziła wczoraj swoją koleżankę, tak, też nowotwór. Przeważnie
          dość pogodna, wróciła z podkrążonymi oczami. Zapytałam. Zaczęła opowiadać.

          I to straszne:

          - dwie córki, za bardzo niedaleką granicą: jedna była po operacji, druga -
          przyjedzie w X.

          - jej b. mąż przychodzi do niej i prosi o kasę. Bo wie, że da.

          Dawno już tak z bólu nie krzyczałam..


          :(

          :(

          :(
          • space333 Re: Przepraszam, może nie powinnam, ale 29.09.03, 13:04
            hmm.. smutne jest to o czym mowisz...czasami obcy ludzie sa bardziej bliscy niz
            rodzina.:(((
        • space333 Re: Moja Mama umiera... 29.09.03, 13:02
          Aj, przez Ciebie to i ja sie poryczalam... Dzieki... Mnie tez zalezy na tym
          zeby spedzic jak najwiecej czasu z mama. Wiem jakie to wazne i dla mnie i dla
          niej.
          dziekuje..bardzo wazne sa dla mnie Twoje slowa i w ogole wszystkich osob, ktore
          zechcialy sie wypowiedziec
          • blue_a Re: Moja Mama umiera... 29.09.03, 14:40
            To miłe forum, może dlatego, że wszyscy w pewnym momencie zostaliśmy jakoś
            dotknięci przez los. I chyba tak też jest, że depresyjny=więcej czujący,
            bardziej empatyczny..

            Dużo ciepła dla Ciebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka