Dodaj do ulubionych

Zabiłem mojego psa.

21.06.08, 21:28
Dzisiaj przed południem byłem na spacerze z moim owczarkiem
niemieckim. Strasznie sympatyczne i rozpieszczone psisko. Pies był
puszczony wolno, w kagańcu. Zupełnie się nie przejmowałeem tym gdzie
pójdzie. Potrącił go pociąg towarowy, miał chyba z kilkanaście
wagonów. Pies wszedł na tor zaraz przed jego przyjazdem i gapił sięw
lokomotywe. Ja byłem 10 m dalej i myślałem kretyńsko że uskoczy. W
ostaniej chwili krzyczałem, ale chyba mnie nie słyszał bo pociąg
trąbił. Znalazłem go ok 10 m od miejscu uderzenia. Leżał na środku
torów na boku. Ciągle chlodzil sie jezorem i gapil sie na mnie.
Myslem ze bedzie masakra, ale on mial tylko zerwane ucho i oderwana
czesc ogona, okaleczony w kilku miejscach... Teraz jest w domu.
Możliwe że ma pękniętą miednice albo połamane tylnie łapy, jakies
wewnetrzne obrazenia. Nie probuje sie podnosic., bo nie może
chodzić. Jeżeli tak będzie to trzeba go uśpić po 2 dniach. Pociąg go
chyba ciągnal przez 10 m pod soba. Mój tata sie rozkleil u
weterynarza, bardzo go lubil. Jest pewnie smutny że nasz pies tak
cierpi. To było zupełne odmóżdzenie i brak wyobrazni z mojej strony.
Bardzo mi przykro. To zwiere cierpi. Teraz slysze jak skuczy.
Obserwuj wątek
    • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 21:30
      Wiem że ludzie tu maja wieksze zmartwienia ale to bylo bardzo
      przykre widziec jak masakruje go pociag a pozniej przenosic go i byc
      brudnym od jego krwi.
      • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 21:47
        A co weterynarz powiedział? Co mu właściwie jest?
        • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:14
          Weterynarz obawia się że może mieć pękniętą miednice. To jest
          niewyleczalne. Pójdzie do uśpienia. Może mieć też pęknięte kości w
          łapach. Jeżeli bez przesunięcia to sie zrosna, inaczej do uśpienia.
          W. nie robil przeswietlenia. Niewykluczone są inne obrażenia
          wewnętrzne. Poza tym ma odcięte pół ogona i poharatany pysk... Jutro
          przyjdzie weterynarz i powie co dalej. Teraz słyszałem że biedak sie
          wił. Chciał wstać i skuczał z bólu. Nie udalo mu sie.
          • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:28
            To idźcie do innego weterynarza. Zarówno pękniętą miednicę jak i złamania z
            przemieszczeniem leczy się. Tylko jest prawdopodobieństwo, że pies nigdy nie
            odzyska pełnej sprawności i np będzie kulał do końca życia. Ale to nie jest dla
            psa jakiś wielki problem. Jak nie dostał żadnego środka przeciwbólowego to
            dajcie mu pyralginy. To chyba każdy ma w swojej apteczce domowej a jak nie to
            można iść do jakiejś apteki całodobowej. Jak to jest duży pies i cierpi to dawka
            powinna być taka jak dla dorosłej osoby czyli myślę, że spokojnie dwie tabletki
            mu można dać. W razie czego skonsultujcie się z weterynarzem. Przy takich
            obrażeniach od razu wiezie się psa do pierwszego lepszego weta a nie czeka
            dzień, czy dwa na wizytę domową.
      • aidka Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 21:58
        a ja myślę, że to jest wielkie zmartwienie
        z całego serca życzę, by jednak okazało się
        że piesek w środku jest nienaruszony i że wyzdrowieje
        pozdrawiam
        a.
        • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:16
          Ja również. Często mnie drażnił. Był dokuczliwy przez te swoje
          wymiary i wciskanie sie do domu na siłe. Ale to smutne co go spotkało
          • abasia471 Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:27
            Nie pisz, że zabiłeś swojego psa, bo to był wypadek. Każdemu się
            może zdarzyć, że nie przewidzi sytuacji,nie pomyśli na czas. Zadbaj
            o to, żeby pies nie cierpiał. Mam nadzieję, że weterynarz podał mu
            jakieś środki przeciwbólowe. Trzymaj się i nie katuj się poczuciem
            winy.
            • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:34
              Głupotą było myśleć że on nie wejdzie pod pociąg. Kompletne
              zamulenie z mojej strony!!!
            • ilquad Re: Zabiłem mojego psa. 28.06.08, 15:32
              No glupi byl pies.
    • lucyna_n Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 21:58

      depresyjni nie powinni się plątać w pobliżu torów...
      nie lubię psów, ale też byloby mi bardzo żal że zwierzak cierpi
      swoją drogą to bardzo dziwne że nie uskoczył, zwierzęta mają dośc dobrze
      rozwinięte instynkty samozachowawcze, dziwne naprawdę.
      • koalaa8 Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 22:39
        Ja myslę żebyś nie kupował cierpienia swojego psa, żal i płacz nad nim wpakuje
        Ciebie w depresję, pomóż mu swoim uśmiechem, a nie cierpieniem.
        pozdrawiam
        J.
      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:20
        lucyna_n napisała:

        >
        > depresyjni nie powinni się plątać w pobliżu torów...
        > nie lubię psów, ale też byloby mi bardzo żal że zwierzak cierpi
        > swoją drogą to bardzo dziwne że nie uskoczył, zwierzęta mają dośc
        dobrze
        > rozwinięte instynkty samozachowawcze, dziwne naprawdę.

        On uskoczył. W ostaniej chwili, wczesniej wpatrywal sie jak
        zahipnotyzowany a ja myslalem ze jak zobaczy pociag to ucieknie.
        Chyba zanurkowal pod pociag i to mu uratowalo zycie. A pozniej
        probowal pod spodem wstawac i go poharatalo i ciagnelo pod ziemi.
        Słysze jak probuje wstac.
    • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 22:35
      To weterynarz nie zrobił mu prześwietlenia ani USG, że nie wiadomo co mu
      dokładnie jest? Może mieć przecież uszkodzone jakieś narządy wewnętrzne.
      Skomplikowane złamania leczy się operacyjnie, więc im szybciej tym lepiej. To
      nie jest powód żeby psa usypiać. I jeszcze jedno, nie dostał żadnych środków
      przeciwbólowych ani nasennych? Z tego co wiem to jest standard w leczeniu psów.
      Jak mu jest gorzej to jedźcie z nim chociażby teraz do weterynarza. Niektórzy
      przyjmują całodobowo, wystarczy poszukać w internecie adresu i telefonu kogoś
      takiego z okolicy.
    • andalou Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 22:44
      niech nie boli
      • adavvv Re: Zabiłem mojego psa. 21.06.08, 22:53
        Koala tracisz rozum pod wpływem maska
    • carla.bruni Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:06
      to nie dostal Twoj pies czegos p/ bolowego? pozdrawiam serdecznie. ps, mam
      nadzieje, ze pies wyzdrowieje.
      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:22
        Obecnie nic. Przed poludniem dostal prochy.
    • quicki Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:06
      Koszmarny post.
      Kiedyś jak byłam na spacerze w lesie z moim psem, to gdy wychodziliśmy z lasu wybiegł na drogę, akurat pod samochód.To było koszmarne, ale wyszła z tego, bo nie było tak żle jak wyglądało.Dlatego to o czym piszesz stoi mi przed oczami.Nie umiem nawet napisać jak mi przykro.I zła jestem na siebie że przeczytałam ten post.
      Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze.Noc pokaże... i następne dni.A ty możesz teraz tylko przy nim być.I bądż, choćby to było trudne do zniesienia.
      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:26
        Ja do niego nie bylem tak bardzo przywaizany ale żal mi ze cierpi.
        Szczegolnie że to przez mnie. Mój tata sie rozkleil u weterynarza.
        To on jest do niego przywiazny bardziej.
        • quicki Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 00:33
          >Ja do niego nie bylem tak bardzo przywaizany
          Więc może właśnie dlatego, tobie będzie łatwiej opiekować się nim teraz, niż
          tacie. Poza tym, myślę że to twój "moralny obowiązek" (koszmarnie to brzmi) bo
          był pod twoją opieką.Choć wiadomo, nie da się uniknąć wszystkich zagrożeń..
        • i_250 Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 09:46
          W sumie odważny ten pies że się pociągu nie boi. Może ma depresję?
          • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 10:05
            i_250 napisał:

            > W sumie odważny ten pies że się pociągu nie boi. Może ma depresję?


            Nie. Był zbyt radosny i pelen życia. Prawie zero agresji,
            rozpieszczony. Nie wiedział że coś może go skrzywdzić na tym śiewcie.
            • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 10:10
              Jak on się dzisiaj czuje?
              • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 10:16
                Własnie byłem zobaczyć. Udało mu się zmienic pozycje i teraz już nie
                leży na boku. Ma coś z tylnimi łapami to przez ten tył nie może
                wstać. Wczoraj próbował o 24 kilka razy wstać ale tylko skuczał i
                się przewracał. Moze to tylko potłuczenie tam z tyłu. Chyba w takim
                przypadku też nie można sie ruszać przez długi czas. Ale jeżeli
                potrącił go kilkusettonowy skład to można się spodziewać
                najgorszego, szczególnie że te tylnie nogi ma nieruchome.
                • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 10:26
                  To jak on się będzie załatwiał? Byliście już u weterynarza?
                  • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 13:09
                    Bylismy u wterynarza. Chyba bedzie robil pod siebie. Bedzie trzeba
                    sprzatac. Dzisiaj usiadl
                    • i_250 Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 19:24
                      Dlaczego nie pójdziecie do normalnego weterynarza który zrobi
                      prześwietlenie, poskłada i zagipsuje co potrzeba?
                      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 00:16
                        Jutro inny weterynarz wyda diagnoze i moze to zrobimy. Niestety
                        decyzja nie zlaezy ode mnie.
                        • i_250 Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 19:21
                          Zawsze uważam że lepiej jest wiedzieć co jest grane niż nie wiedzieć.
                          Jeśli ludzi można zagipsować to psa chyba też (po znieczuleniu i
                          wymuszeniu snu żeby się nie ruszał) a im później tym gorzej bo może
                          się coś poprzestawiać.
    • laurpi Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 12:43
      Skąd jesteś?
      Bo jesli z Warszawy, to słyszałam, że tu jest pogotowie
      weterynaryjne, jeśli sam nie masz możliwości zawieźć psa do kliniki.
      I z tego co piszesz, weterynarz nie zalecił nic przeciwbólowego?
      PIszesz, że pies próbuje się podnosić i piszczy. Dlaczego nie
      zrobiono prześwietlenia i ew. jakichś badan, jeśli się da na
      obrażenia wewnętrzne. W warszawie znam kliniki na Bemowie i SGGW,
      gdzie pies mogłby zostać w szpitalu, jeśli zachodzi taka
      konieczność. Na SGGw są różni specjaliści i złamania chyba mogliby
      wyleczyć skutecznie.
      Szkoda psiny. Ja też miałam owczarki niemieckie. To moja ulubiona
      rasa.
      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 13:32
        To wszystko leży w gestii rodzicow jak bedzie leczony. Ja nie
        zarabiam na razie. Był w przychodni. Dostał wczoraj jakies leki
        przeciwkrwotoczne przeciwbolowe itd dzialajace przez 48 h.
        Najbliższa klinika ktora moglaby przeswietlic jest w Katowicach
        jakies 40 min drogi samochodem od mojego miasta. Nie bylismy tam.
        Weterynarz powidział ze w razie pęknięcia kości same sie zalewaja w
        kilka dni jezeli to nie jest miednica. Jeżeli nie bedzie mogl
        chodzic to go uspimy. Na razie kazal go obserwowac przez kilka dni.
        • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 13:51
          Nawet poważne złamania nie są powodem do uśpienia psa. Żaden uczciwy weterynarz
          tego nie zrobi. Osobiście znam trzy psy, które dobrze się mają po poważnych
          obrażeniach. Dwa z nich miały zmiażdżone łapy. Prawdopodobnie jakiś idiota im
          specjalne nadepnął albo z powodu złych warunków, w których przebywały miały
          odwapnione kości i byle co mogło spowodować złamania. Trzeci pies miał
          uszkodzoną albo tylna łapę albo miednicę. Wszystkie były leczone operacyjnie i
          miały gwoździami zespajane kości. I jeszcze dwa inne po uszkodzeniach
          kręgosłupa. Też się dało uratować. Jak to jest domowy pupil to na pewno
          zafundują mu leczenie. Wbrew pozorom leczenie weterynaryjne nie jest takie drogie.
          • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 18:06
            On caly dzien leży na boku. czasami podnosi głowe jak ktos sie do
            niego zblizy. I w ogóle go nie boli jak sie dotyka z tylu grzbietu,
            łap. Może dostał w głowe i coś mu sie poprzestawiało. Ma zerwana
            siersc na pyskuw okolicach czola. Jakby mial zlamania to chybaby
            strasznie skuczal a przez wieksza czesc czasu jest cicho. Skuczal
            jak probowal wstac.
            • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 19:17
              Może jednak warto z nim pojechać do jakiegoś innego weterynarza i zrobić
              prześwietlenie. Może jakieś inne leki przepisze, może trzeba go unieruchomić
              jakims opatrunkiem. Nawet w przypadku człowieka jak coś poważnego się dzieje, to
              dobrze jest to skonsultować z więcej niż jednym specjalistą. Poszukajcie w
              internecie jakiegoś weterynarza w okolicy, który ma dobrą renomę. Ludzie na
              forach weterynaryjnych chętnie dzielą się swoimi uwagami na temat weterynarzy i
              gabinetów.

              A to, że leży cały dzień to być może spowodowane jest lekami które dostał.
              Zwierzętom daje się rutynowo jakiś bardzo silny środek o działaniu
              przeciwbólowym i przeciwlękowym. On działa 2 do 3 dni. Mój pies też coś takiego
              dostał po sterylizacji i też 3 dni prawie w ogóle nie reagował na nic.
              • i_250 W sumie trwałego masz zwierzaka 22.06.08, 19:29
                Zderzenie z lokomotywą i dalej żyje!
                A pociąg był w stanie pojechać dalej?
                • maijkell Re: W sumie trwałego masz zwierzaka 23.06.08, 00:09
                  Pociąg uciekl z miejsca zdarzenia a pies nie chodzi i robi pod
                  siebie.
                  • i_250 Re: W sumie trwałego masz zwierzaka 23.06.08, 19:25
                    Bądźmy szczerzy, pojedynek nie był do końca wyrównany.
                    • maijkell Re: W sumie trwałego masz zwierzaka 23.06.08, 19:33
                      Mój pies grał w tchórza z tym pociągiem. Niestety nie ten przedzial
                      wagowy. Jak znowu zacznie chodzic to nie dopuszcze do rewanżu.
    • zoltanek Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 12:44
      szkoda psiaka
      sle spoko, szybko Ci przejdzie
    • obatala Re: Zabiłem mojego psa. 22.06.08, 13:00
      www.sggw.pias.pl/strony/chir.htm
      To klinika sggw. Byłam tam kiedyś z moim psem. Są nieźli. Może warto zadzwonić
      do ambulatorium i opowiedzieć, co się stało. Powinni coś doradzić.

      Trzeba koniecznie spytać o środki przeciwbólowe.
    • ferka Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 14:01
      wkurza mnie ten post. Specjalnie tak beznamiętnie o tym piszesz. A ja byłam na
      spacerze 10 lat temu i mój mały pies wpadł pod samochód. Miał pękniętą miednicę.
      Lekarz namawaił nas aby go uśpić, ale w końcu okazało się, że jest taka
      "maszyna" którą się wkłada w miednicę i ona pomaga się zrosnąć. Pies ma dzisiaj
      12 lat. Wkurza mnie ten post, strasznie. Kocham psy.
      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 15:43
        W moim życiu nie ma pasji i namiętności. Jak potrącił go pociąg to
        nie czułem własciwie żadnych emocji. Tylko pustke. Ja mam tak przez
        cały czas. Jak umarl mój dziadek też nie byłem z siebie wykrzesać
        żadnej żałoby. był tylko jakiś stłumiony żal że go nie ma. Większość
        emocji które czuje są stłumione. Dzisiaj Weterynarz stwierdzil ze
        skoro go bardzo boli przy stawianiu na tylnie lapy to kregoslup jest
        caly. Jest szansa że tylko strasznie sie tam z tylu potlukl. Dostal
        kilka zastrzykow i wygladal na zadowolonego.
        • demole Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 15:49
          pewnie 3 krotnie wzrosło mu cisnienie z powodu zatajenia przez dwoch sasiadów i
          wujka,że prowadzili w stanie wskazujacym,ze maja za mało krwi w alkocholu
        • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 19:03
          Antydepresanty nieco zobojętniają emocjonalnie. Podobnie zresztą jak i sama
          depresja. Ale przynajmniej twojemu psu sie poprawiło. Prawie całe forum się o
          niego zamartwiało. ;))
          Zrobiliście mu wreszcie to prześwietlenie? Rozwiałyby się przynajmniej wszelkie
          wątpliwości.
          • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 23.06.08, 19:29
            Siedzi teraz przed domem. Nawet pierwszy raz przed chwila wstal na
            przednie lapy. Obrocil sie wokol wlasnej osi, żeby nie siedziec na
            uszkodzonym ogonie. Dzisiaj weterynarz ustalil ze ma caly kregoslup.
            Probowalem go stawiac na przednie i tylnie lapy ale przy stawaniu na
            tylnie skuczal z bolu i sie przewracal. W. mowil ze to dobrze ze
            boli. Jak go podnosilismy z tata to wil sie jak ryba, rzucal lbem z
            bolu i nie dal sie przeniesc. Musi miec ciagle zmieniane scierki pod
            soba bo robi pd siebie i mocz go odparza. Mam nadzieje ze wyjdzie z
            tego. Nie robilismy przeswietlenia. dostal kilka zastrzykow od
            lekarza i samopoczucie mu sie popraWILO
            • ferka Re: Zabiłem mojego psa. 24.06.08, 09:46
              Nie robiliście prześwietlenia? Czy to jest jakiś żart? Wydaje mi się że autor
              tego postu prowokuje swoim beznamiętnym stosunkiem do całej sytuacji. "Zabiłem
              swojego psa" i "walił głową z bólu" i "robi pod siebie". Ja rozumiem, że
              skutkiem depresji jest brak zdolności do odczuwania emocji, ale z tego co
              pamiętam zachowuje się resztki logicznego myślenia. Możesz postarać się
              jakkolwiek wytłumaczyć brak prześwietlenia rentgenowskiego po tym jak pies wpadł
              pod pociąg? Can't wait...
              • tot.13 Re: Zabiłem mojego psa. 24.06.08, 11:17
                O prześwietleniu ma myśleć weterynarz. Weterynarzom trzeba
                podpowiadać co mają robić bo tak to by nie wiedzieli tak samo
                lekarzom, psychologom itd.
              • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 26.06.08, 18:44
                Ta kwestia ode mnie nie zależy. Prześwietlenie jest kosztowne. Ja
                jeszcze w tym domu nie zarabiam. Mój tata zdecydował w ten sposób.
                Poza tym weterynarz nie mówił że będzie konieczne. To nie jest
                prowokacja
                • laurpi Re: Zabiłem mojego psa. 26.06.08, 18:58
                  a jak się czuje pies? czy wet już wie, jakie są uszkodzenia?
                  • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 26.06.08, 19:12
                    Pies tylko leży albo siedzi. Weterynarz mówi że trzeba czekać.
                    Przychodzi co dwa dni i wstrzykuje leki.
                • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 26.06.08, 19:22
                  Nie możesz mówić, że to nie twoja sprawa. Mieszkasz w tym domu i
                  współodpowiadasz za wszystkich domowników na równi ze wszystkimi. Ten, kto
                  zarabia nie ma więcej do gadania niż ten kto nie zarabia. W świetle prawa
                  wszyscy członkowie rodziny są sobie równi.
                  Coś mi się wydaje, że chcesz zrzucić z siebie odpowiedzialność. Jest to
                  zrozumiałe w świetle tego, że jesteś trochę zamulony lekami i chorobą.
                  A jakby to dotyczyło nie psa tylko matki, to też byś zwalił odpowiedzialność na
                  ojca? Np jakby trzeba było podjąć decyzję czy odłączyć ją od aparatury
                  podtrzymującej życia czy nie? Też byś powiedział, że to ojciec finansuje
                  leczenie i ma wyłączność w podejmowaniu decyzji?
                  A swoją drogą to prześwietlenie psa kosztuje około 70PLN więc to nie jest
                  majątek. Kłopot pewnie byłby z transportem, zarówno dla was jak i dla psa. 40km
                  w aucie i z połamanymi kośćmi to nie byłoby pewnie zbyt miłe, ale zawsze można
                  mu podać jakieś leki nasenne i przeciwbólowe. Pies po operacyjnym zespoleniu
                  połamanych kości bardzo szybko wraca do siebie. I dodatkowo daje to większą
                  gwarancję na prawidłowe zrośnięcie się.
                  • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 26.06.08, 20:38
                    Z leków stosuje tylko terapie bacha. To ekstrakty z kwiatów w
                    alkoholu bez skutków ubocznych. Terapeuta do którego chodze
                    powiedział że nie jestem chory psychicznie. No jasne. Pewnie zrzucam
                    z siebie odpowiedzialność, ale to weterynarz, specjalista
                    powiedział, że to nie jest konieczne. Może jeszcze porozmawiam z
                    tatą. Jeżeli to byłaby matka to inaczej zareagowalbym. To złe
                    porównanie. Zdrowie bliskiej osoby i psa to sprawy o różnym ciężarze
                    gatunkowym.
    • tot.13 Re: Zabiłem mojego psa. 24.06.08, 02:03
      Współczuję z powodu psa. Ale pies nie człowiek, wyjdzie ze
      wszystkiego.
    • f_a_k_y Re: Zabiłem mojego psa. 27.06.08, 22:47
      No i jak z psem?

      Napisz cos.Pzdr.
      • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 27.06.08, 23:58
        Nic nowego. Leży, tylnie łapy nieruchome. Poza tym że nie wstaje
        wszystko ok. Mój tata rozważa prześwietlenie.
        • tristezza Re: Zabiłem mojego psa. 28.06.08, 10:13
          ten Twoj tata to ma chyba weza w kieszeni. niech on nie rozwaza
          tylko pojdzie do porzadnej kliniki. teraz przy pomocy osteosyntezy
          bardzo ladnie sie reperuje polamane pieski, a jak bedziecie tak
          czekac w nieskonczonosc to zmarnujecie psa
          • theoutsider Re: Zabiłem mojego psa. 28.06.08, 22:14
            Popieram. Jak się źle zrośnie to mogą być niezłe komplikacje.
            Znajomy przez takie rzeczy leżał z 9 miesięcy.
            • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 30.06.08, 14:15
              theoutsider napisał:

              > Popieram. Jak się źle zrośnie to mogą być niezłe komplikacje.
              > Znajomy przez takie rzeczy leżał z 9 miesięcy.

              Człowiek to nie pies. W. mówił że zrastanie wygląda inaczej. Wczoraj
              pies wylizałwój kikut ogona i zaczął bardzo krwawić. Dziś rano na
              jego boku znalezlismy pelno larw much. Tata mył go chyba przez 20
              min a i tak zostały w futrze. Mam nadzieje że pod nim nie ma larw,
              bo nie da się go przewrócić na bok. Rzucał się z bólu już przy
              myciu. Koncepcja prześwietlenia upadła. Sugerowałem je ale jakoś się
              rozmyło.
              • bertrada Re: Zabiłem mojego psa. 30.06.08, 15:56
                To wezwijcie weterynarza. Są jakieś maści i środki znieczulające na rany.
                Wszystkie zabiegi przy zwierzęciu robi się w krótkotrwałej narkozie dlatego
                weterynarz jest niezbędny. Ponadto pies najwyraźniej wymaga stałego podawania
                środków przeciwbólowych. Może trzeba go unieruchomić jakimś opatrunkiem i wtedy
                będzie go łatwiej przewracać. Poza tym opatrunek da gwarancję, że wszystko
                pozrasta się prawidłowo. Kości zrastają się minimum trzy tygodnie a po tym
                czasie i tak jaszcze mogą być zbyt słabe, żeby na nich stawać. Pewnie z 6
                tygodni pies będzie unieruchomiony. Trzeba dbać, żeby sobie odleżyn nie zrobił.
                Ja bym na waszym miejscu zmieniła weterynarza bo ten jest jakiś dziwny.
              • dolor Re: Zabiłem mojego psa. 30.06.08, 16:01
                "Badanie rentgenowskie
                Każdy pacjent, u którego podejrzewamy wystąpienie złamania, powinien być poddany
                prześwietleniu. Bez­pośrednio po wypadku wystarcza zdjęcie orientacyjne,
                wykonane w sposób jak najbardziej oszczędzający pacjenta. Można je z reguły
                zrobić bez znieczulenia, najczęściej w jednej płaszczyźnie. Jeżeli planuje się
                podjęcie zachowawczego lub chirurgicznego leczenia złamania, należy przygotować
                w znieczuleniu ogólnym standardowe rentgenogramy w dwóch wzajemnie prostopadłych
                płaszczyznach, obejmujące także sąsiadujące stawy. Często, aby móc dokładnie
                ocenić przebieg linii złamania, konieczne jest wykonanie dodatkowych zdjęć
                rentgenowskich. Jeśli przebieg wy­padku nie jest znany, szczególnie przy
                ciężkich urazach lub przy podejrzeniu urazu klatki piersiowej, obligatoryj­nie
                należy wykonać przeglądowe zdjęcie klatki piersio­wej. (...)
                Pacjent ze złamaniem
                Stabilizacja stanu pacjenta przez jak najszybsze le­czenie wstrząsu i zranień
                zagrażających życiu ma bez­względne pierwszeństwo w stosunku do jakichkolwiek
                zabiegów na kościach.
                Pacjenci ze złamaniami krytycznymi, jak złamania kości czaszki lub kręgów i
                złamania otwarte, a także z urazami wielokrotnymi, wy­magają natychmiastowych
                zabiegów pierwszej pomo­cy.
                W przypadku złamań problemowych, jak złamania w obrębie stawu, skomplikowane
                złamania trzonu, bliskie stawowi złamania miednicy, należy się spodziewać
                wystąpienia powikłań, jeśli złamania te nie zostaną zaopatrzone w ciągu 4-5 dni
                od zaistnienia złamania. Złamania bezproblemowe, takie jak zamknięte, proste
                złamania trzonu, złamania typu „zielonej gałązki"*, złamania łopatki i inne,
                pozwalają na odsunięcie operacyjnego zaopatrzenia złamania nawet do 10 dni.
                Dopiero gdy stan ogólny pacjenta ze złamaniem zostanie ustabilizowany za pomocą
                działań pierwszej pomocy stawia się pytanie, z jakimi uszkodzeniami mamy do
                czynienia:
                kości (złamanie),
                stawów (złamanie, zwichnięcie, skręcenie),
                mięśni (zerwanie, zgniecenie, naciągnięcie),
                nerwów obwodowych (przerwanie, zgniecenie).
                Jedynie dokładne badanie kliniczne i zdjęcia rentge­nowskie wykonane w co
                najmniej dwóch płaszczy­znach pozwalają na prawidłowe rozpoznanie zła­mania."
                Hans G. Niemand, Peter F. Suter "Praktyka kliniczna: PSY."
                • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 30.06.08, 20:19
                  dolor napisał:

                  > "Badanie rentgenowskie
                  > Każdy pacjent, u którego podejrzewamy wystąpienie złamania,
                  powinien być poddan
                  > y
                  > prześwietleniu. Bez­pośrednio po wypadku wystarcza zdjęcie
                  orientacyjne,
                  > wykonane w sposób jak najbardziej oszczędzający pacjenta. Można je
                  z reguły
                  > zrobić bez znieczulenia, najczęściej w jednej płaszczyźnie. Jeżeli
                  planuje się
                  > podjęcie zachowawczego lub chirurgicznego leczenia złamania,
                  należy przygotować
                  > w znieczuleniu ogólnym standardowe rentgenogramy w dwóch wzajemnie
                  prostopadłyc
                  > h
                  > płaszczyznach, obejmujące także sąsiadujące stawy. Często, aby móc
                  dokładnie
                  > ocenić przebieg linii złamania, konieczne jest wykonanie
                  dodatkowych zdjęć
                  > rentgenowskich. Jeśli przebieg wy­padku nie jest znany, szczególnie
                  przy
                  > ciężkich urazach lub przy podejrzeniu urazu klatki piersiowej,
                  obligatoryj­nie
                  > należy wykonać przeglądowe zdjęcie klatki piersio­wej. (...)
                  > Pacjent ze złamaniem
                  > Stabilizacja stanu pacjenta przez jak najszybsze le­czenie wstrząsu
                  i zranień
                  > zagrażających życiu ma bez­względne pierwszeństwo w stosunku do
                  jakichkolwiek
                  > zabiegów na kościach.
                  > Pacjenci ze złamaniami krytycznymi, jak złamania kości czaszki lub
                  kręgów i
                  > złamania otwarte, a także z urazami wielokrotnymi, wy­magają
                  natychmiastowych
                  > zabiegów pierwszej pomo­cy.
                  > W przypadku złamań problemowych, jak złamania w obrębie stawu,
                  skomplikowane
                  > złamania trzonu, bliskie stawowi złamania miednicy, należy się
                  spodziewać
                  > wystąpienia powikłań, jeśli złamania te nie zostaną zaopatrzone w
                  ciągu 4-5 dni
                  > od zaistnienia złamania. Złamania bezproblemowe, takie jak
                  zamknięte, proste
                  > złamania trzonu, złamania typu „zielonej gałązki"*, złamania
                  łopatki i in
                  > ne,
                  > pozwalają na odsunięcie operacyjnego zaopatrzenia złamania nawet
                  do 10 dni.
                  > Dopiero gdy stan ogólny pacjenta ze złamaniem zostanie
                  ustabilizowany za pomocą
                  > działań pierwszej pomocy stawia się pytanie, z jakimi
                  uszkodzeniami mamy do
                  > czynienia:
                  > kości (złamanie),
                  > stawów (złamanie, zwichnięcie, skręcenie),
                  > mięśni (zerwanie, zgniecenie, naciągnięcie),
                  > nerwów obwodowych (przerwanie, zgniecenie).
                  > Jedynie dokładne badanie kliniczne i zdjęcia rentge­nowskie
                  wykonane w co
                  > najmniej dwóch płaszczy­znach pozwalają na prawidłowe rozpoznanie
                  zła­mania."
                  > Hans G. Niemand, Peter F. Suter "Praktyka kliniczna: PSY."
                  >

                  Weterynarz obrócił go przed chwilą na bok a tam gnijące mieso
                  zżerane przez robale. Uspil go przeed chwila. Jedziemy z tata go
                  zakopac.
                  • basia9981 Re: Zabiłem mojego psa. 02.07.08, 20:33
                    Mam rozumieć, że Maijkell ma depresję, a Jego rodzina węża w kieszeni i jest bez
                    serca? Nie mogę pojąć, jak można patrzeć tyle czasu na jakieś cierpienie i
                    reagować w taki sposób. Co za ludzie....
                  • basiulka78 Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 08:49
                    no
                    • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 12:41
                      pozdrawiam
                  • ferka Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 12:16
                    No i dopiero teraz wątek ma odpowiedni tytuł. Przecież autor nie ma poczucia
                    winy...
                    • maijkell Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 12:49
                      Ja ciagle odczuwam poczucie winy tak zostalem wychowany. Matka
                      ciagle obwinia mnie za wszystkie moje niepowodzenia w życiu w tym że
                      nie upilnowalem psa. Mam skondensowane poczucie wszystkich moich
                      win. Trudno sie od tego wyrwac. Jeżeli chodzi o opieke po wypadku to
                      byla prowadzona wg zalecen weterynarza. Odwiedzla go co dwa dni.
                      Gdyby powiedzial ze przeswietlenie jest konieczne to pies bylby na
                      pewno przeswietlony. To prawda że ten pies nie byl ratowany tak jak
                      czlowiek. Sugerowalem rozne rozwiazania z tego forum moim rodzicom
                      ale to duzo nie dawalo.
                      • ferka Re: Zabiłem mojego psa. 04.07.08, 13:37
                        maijkell napisał:

                        > Ja ciagle odczuwam poczucie winy tak zostalem wychowany. Matka
                        > ciagle obwinia mnie za wszystkie moje niepowodzenia w życiu w tym że
                        > nie upilnowalem psa. Mam skondensowane poczucie wszystkich moich
                        > win. Trudno sie od tego wyrwac. Jeżeli chodzi o opieke po wypadku to
                        > byla prowadzona wg zalecen weterynarza. Odwiedzla go co dwa dni.
                        > Gdyby powiedzial ze przeswietlenie jest konieczne to pies bylby na
                        > pewno przeswietlony. To prawda że ten pies nie byl ratowany tak jak
                        > czlowiek. Sugerowalem rozne rozwiazania z tego forum moim rodzicom
                        > ale to duzo nie dawalo.


                        Hm, pierwszy sensowny post. Psy są wierne, wesołe i wdzięczne za pomoc. Szkoda,
                        że Twojego psa już nie ma (z drugiej strony dobrze że jego męki zostały przerwane).

                        Co do poczucia winy, czytałam ostatnio ciekawy punkt widzenia w Charakterach.
                        Wygodne jest twierdzenie, że błędy wychowawcze leżą u źródła naszych obecnych
                        problemów i złych decyzji (albo czegokolwiek innego : kompleksów, niepewności
                        siebie). Trzeba ugruntować sobie świadomość, że to nie są "wady genetyczne" W
                        każdym dniu możesz coś zmienić. Swoje myślenie. Swoje podejście do siebie.
                      • lilia06 Re: Zabiłem mojego psa. 09.07.08, 16:09
                        Po pierwsze strasznie beznamietnie o tym wszystkim piszesz. Tak jakby ci wcale
                        na tym psie nie zalezalo a to nieludzkie, musialbys go strasznie nie lubiec zeby
                        tak sucho o tym wszystkim pisac. Troche przeraził mnie ten post, wyglada jakbys
                        w ogole nie mial wyrzutow sumienia i zadnych uczuc:/. Mam nadzieje ze to taka
                        poza tylko a w srodku przezywasz silne emocje. Nawet jak pies byl ci obojetny,
                        to mi by chociazby bylo szkoda tego ojca bo to dla niego duza strata:(. A moze
                        specjalnie tak piszesz bo chcesz okreslonego odzewu od ludzi? Moze ten post to
                        jakas prowokacja tylko? Kto wie. Ale na pewno takie a nie inne wychowanie nie
                        usprawiedliwia braku uczuc. A poczucie winy o ktorym piszesz to chyba jest
                        sztuczne troche w tej sytuacji bo wyglada jakby wcale ci nie bylo szkoda psa
                        tylko szkoda ze zawiodles rodzicow.
                  • theoutsider Re: Zabiłem mojego psa. 08.07.08, 19:12
                    Kurcze, nie takiego końca się spodziewałem...
    • basiulka78 Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 08:40
      Rozumiem Cię, bo kiedyś przez nierozwagę i niedopilnowanie mojego
      psiaka potrącił samochód. Biedaka rzuciło kilkanascie metrów i
      długo leżał nieprzytomny. KIerowca uciekł. Pies był strasznie
      pokiereszowany, miał mnóstwo urazów. Kilka operacji, ciągłe wizyty u
      weterynarzy. Koszmar i wielkie cierpienie dla zwierzęcia. To było z
      5 lat temu, zwirzak przeżył, choć skutki tego widac do dziś, kuleje,
      ma bóle w kościach. MOi rodzice przez lata mi wpajali, żeby w
      okilicy drogi iść z nim na smyczy, a mnie było go po prostu
      strasznie żal i chcialam zeby sie wybiegał. Do dzis mnie sciska jak
      o tym mysle. Al eiwem, ze nie mozesz sie obwianiać ! Nie zrobiles
      tegom celowo i tez pewnie chciales zeby pisk sie wybiegal. A zwierze
      choć mądre to nierozważne. Jesli będzie trzeba go uśpić to może
      będzie to najlepsze wyjście. W końcu on nie rozuumie co sie dzieje i
      odczuwa tylko ból. Wiem jakie trudne, lae trzymaj się i za nic w
      świecie nie obwiniaj... POzdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki ;-
      )
      • basiulka78 Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 08:52
        Dopiero doczytalam do końca... Wiesz myślę, ze dobrze, że psiak
        uspiony. Musiał cierpieć... Ale wiesz co? Gdyby już tak bardzo
        chciec szukać winy to przede wszystkim w weterynarzu, bo coś to
        olewał od poczatku, no i twoim tacie... Nie daj sobie wmówić
        poczucia winy. Twoja wina jest maleńka w porównaniu z jego
        sknerusostwem.. Brak mi słów na jego liczenie kasy... Trzymaj się ;-)
        • zyrafa46 Re: Zabiłem mojego psa. 03.07.08, 19:22
          a co my możemy wiedzieć, jeśli nie było nas tam, na miejscu. Tamten pies już
          hasa sobie w niebiesiech.
          Można pomyśleć o psach bez właściciela, niekochanych, nieszczęśliwych.
          Żyra
          Zmykam (właśnie na "psie party")
    • ferka Re: Zabiłem mojego psa. 04.07.08, 13:39
      maijkell napisał:

      > Ja ciagle odczuwam poczucie winy tak zostalem wychowany. Matka
      > ciagle obwinia mnie za wszystkie moje niepowodzenia w życiu w tym że
      > nie upilnowalem psa. Mam skondensowane poczucie wszystkich moich
      > win. Trudno sie od tego wyrwac. Jeżeli chodzi o opieke po wypadku to
      > byla prowadzona wg zalecen weterynarza. Odwiedzla go co dwa dni.
      > Gdyby powiedzial ze przeswietlenie jest konieczne to pies bylby na
      > pewno przeswietlony. To prawda że ten pies nie byl ratowany tak jak
      > czlowiek. Sugerowalem rozne rozwiazania z tego forum moim rodzicom
      > ale to duzo nie dawalo.


      Hm, pierwszy sensowny post. Psy są wierne, wesołe i wdzięczne za pomoc. Szkoda,
      że Twojego psa już nie ma (z drugiej strony dobrze że jego męki zostały przerwane).

      Co do poczucia winy, czytałam ostatnio ciekawy punkt widzenia w Charakterach.
      Wygodne jest twierdzenie, że błędy wychowawcze leżą u źródła naszych obecnych
      problemów i złych decyzji (albo czegokolwiek innego : kompleksów, niepewności
      siebie). Trzeba ugruntować sobie świadomość, że to nie są "wady genetyczne" W
      każdym dniu możesz coś zmienić. Swoje myślenie. Swoje podejście do siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka