Dodaj do ulubionych

wyjscie z depresji, czy to mozliwe...

02.10.03, 12:16
na tej stronie okropnie ponuro...brac to, albo tamto, skutki uboczne, porady
lekarzy porady magikow...
udowodniono, ze czlowiek ulegajacy depresji ma bardzo niski wskaznik
serontininy, tzw.hormonu szczescia. no i teraz czy my wpadamy w depresje
poniewaz malo mamy tego hormonu, czy tez odwrotnie: depresja powoduje
obnizenie tego hormonu?
no i najwazniejsze, jakie sa wasze doswiadczenie, czy ktos sobie po porostu
znalazl uniwersalne rozwiazanie, jak wyjsc z depresji przy pomocy lekarstw,
medytacji, wiary w siebie, chinskiej medycyny, czy Bog wie jeszcze czego...
czy tez mozemy sobie powiedziec, to jest choroba 21 wieku, na to nie ma
lekarstwa, wszyscy na to jestesmy chorzy w mniejszym lub wiekszym stopniu...
Obserwuj wątek
    • hanka17 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 12:51
      Myślę, że choroby psychiczne to plaga XXI w. i każdego obecnie w mniejszym lub
      większym stopniu dopada jakieś cholerstwo: nerwice, depresja, manie,
      zaburzenia osobowości. Nie należy jednak temu ulegać. Ważna jest praca nad
      sobą i własnym charakterem, rozwijanie zainteresowań.
      Ja też zauważyłam ,że na tym forum pełno osób nawzajem wpędzających się w
      chorobę, narzekających na wszystko, porad na temat leków psychotropowych, etc.
      Mnie się wydaje że trzeba starać się zachować dystans do wszystkiego, łącznie
      z własną psychiką. Ktoś tu napisał że trzeba umieć cieszyć się drobiazgami i
      to jest prawda. Gdy człowiek nie ma co robić, wpędza się w takie klimaty.
      • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 13:12
        hanka17 napisała:

        > Gdy człowiek nie ma co robić, wpędza się w takie klimaty.

        Zaczyna we mnie narastać agresja... Tak, jasne, depresja bierze się z
        nieróbstwa, lenistwa i ze spania na niewłaściwym boku. No i z lekceważącego
        stosunku do nalewki z dziurawca...

        A wyjść można, podobno. Mój znajomy od 10 lat ma spokój, więc nie należy tracić
        nadziei :-)
        • hanka17 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 13:39
          Nie, nie bierze się z lenistwa, podobno podatność na depresję zapisana jest w
          genach. Ale powiedz mi co zrobiłaś żeby ją przezwyciężyć, podjęłaś jakieś
          działania własne. Skąd Twoje przeświadczenie że dziurawiec, który jest
          podstawowym antydepresantem stosowanym w Niemczech skuteczniejszym podobno niż
          Prozac nie pomoże Ci poczuć się lepiej, oczywiście potrzebna jest silna wola
          oraz chęć wyjścia z cieżkiego stanu i podjęcie pewnych kroków a nie tylko
          faszerowanie się lekami.

          A ty z góry wiesz że nic ci nie pomoże, bo dziurawiec to tyllko zioła a ty
          potrzebujesz silnych leków, a ja na pewno jestem alkoholiczką, jasne.
          Z takim nastawieniem rzeczywiście bardzo trudno tobie pomóc.
          • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 14:00
            Haniu, spokojnie. Ja wcale nie twierdzę, że jesteś alkoholiczką, do głowy mi to
            nie przyszło. Oczywiście, że jest potrzebny pierwszy krok - w moim przypadku
            była to właśnie decyzja o wizycie u psychiatry i rozpoczęcie kuracji lekami.
            Leki są jednym ze środków, być może początkiem drogi. Ale powiem Ci tak: moja
            lekarka z miejsca stwierdziła na przykład, że na psychoterapię wyśle mnie
            dopiero za jakiś czas, kiedy leki zrobia swoje. I nie widzę powodów, żeby jej
            nie zaufać. Wiem, że ma rację, bo wiem, jak się czuję.
            Istotnie, nie mam wielkiego zaufania do ziół. Jeśli komuś pomagają - super,
            wszystko, co pomaga, z placebo włącznie, jest ok. Trzeba się chwytać
            czegokolwiek, to prawda.
            Jeśli cokolwiek mnie irytuje w Twoich postach to to, że zdajesz się nie
            pojmować tego, że w poważnej depresji człowiek często nie jest w stanie zrobić
            NIC. I to nie jest wina jego lenistwa czy złego "nastawienia umysłu", i gadanie
            w stylu "weź się w garść" naprawdę nie pomaga, wprost przeciwnie - dobija
            chorego. I czasem nie ma innego wyjścia, jak właśnie leki. I tyle.
          • pollka do hanki 02.10.03, 14:00
            Zycze ci z calego serca i bede sie modlic za Ciebie zebys dostala najgorszej
            depresji. Zebys nie mogla ruszyc nawet palcem u stopy, zeby Ci sie nic nie
            chcialo. Juz zaczynam.I zycze Ci zebys sie stad wyniosla. Co Ty tutaj wogole
            robisz??? A wiesz ze dziurawiec byl okrzykniety jako niebezpieczny??
            • hanka17 Re: do hanki 02.10.03, 14:09
              Ja miałam taką depresje, naprawdę.
              Na szczęście nikt sie nade mną nie użalał,
              tylko własnie usłyszałam dokładnie to "weź się w garść"
              i nie miałam innego wyjścia,
              a dziurawiec...hm... możliwe że zadziałał psychologicznie, bo
              byłam przekonana o jego skuteczności,
              poza tym brałam tego naprawdę mało, bo było lato a ja lubię się opalać
              i bałam się przebarwień.
              Myslę, że powinnaś modlić się bardziej o swoje wyzdrowienie,
              bo jeśli jesteś wierząca, głęboko wierząca, to na pewno wyjdziesz z depresji,
              wiara w tym bardzo pomaga, mówię z własnego doświadczenia.
              Pozdrawiam serdecznie
            • pysiek13 Re: do hanki 02.10.03, 14:43
              do Pollki: czemu az tak zle zyczysz, nie zycz, badz lepsza...

              wierze, ze mozna miec tak powazna, tak gleboka depresje, ze oprocz tego ze nie
              mozesz sie ruszyc, do tego stopnia, ze nawet nie masz sily zabic sie, nie
              mozesz tez czuc, wierzysz jeszcze ze te wszystkie uczucia sa gdzie tam gleboko
              w tobie, ale nie masz sily ich wydobyc na powierzchnie...

            • ooptymistka Re: do hanki 28.11.03, 16:07
              A ja się będę modlić, żebyś była szczęśliwa i życzliwie nastawiona do bliźnich
          • hellio Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 03.10.03, 16:15
            Haniu, to ja napisałam parę dni temu, że jak nie pomagają tabletki ani herbatki
            a tak bardzo skuteczna jest nalewka na spirytusie, to może w tym spirytusie
            tkwi tajemnica. Wysłałam, chociaż żart wydawał mi się ciężkawy. Jak już
            wysłałam, to nawet za ciężki i brałam pod uwagę, że dostanę po uszach. Ale
            potem wątek poszedł swoim torem i sprawa - jak sądziłam - zapadła się w
            niepamięć. Dlatego nie przepraszałam. Robię to teraz, przepraszam Ciebie za
            niestosowną aluzję, a Kakafonię (ktora może nie bardzo wie o co chodzi) za to,
            że odebrała preteensje, które słusznie się mnie należały.Dziewczyny, serdecznie
            Was pozdrawiam.
            Co do meritum, to wszyscy wiemy, że przy zaburzeniach nastroju jedni siadają i
            kwękają inni zaś starają się "zarządzać" chandrą. Z różnym skutkiem, i różnymi
            sposobami - relaksacją, medytacją, plotkowaniem z przyjaciółmi, robieniem
            zakupów czy też,dlaczego nie? herbatką, sorry nalewką! z dziurawca.Wolimy,
            oczywiście, tych którzy "zarządzają" i na ogół staramy się uciekać od ciągle-
            narzekających-na-wszystko. Aż korci, żeby takiemu powiedzieć:Gościu, weź się w
            garść! I teraz tak: nie każdy pesymista, narzzekający malkontent i marudziarz
            jest chory na depresję. Ale niektórzy z nich są. A doradzić choremu na
            depresję, żeby się brał w garść i za robotę to jest rada straszna do kwadratu.
            Dlatego, że on się nie mo`ze wziąć w garść, na tym polega m.in. ta choroba. Nie
            może choćby chciał a na dodatek nie może chcieć i nie może uwierzyć, że będzie
            mógł w przyszłości. Po drugie zaś, zachęta do brania się czy za coś dokłada
            choremu poczucia winy, którego i tak ma nadmiar. Bo wychodzi na to, sam sobie
            winien, że jest chory i na dodatek mógłby się wyleczyć, a nie chce! Trudne to
            jest do zrozumienia dla zdrowego, który przecieź nie musi wylegiwać się na
            gęsim puchu tylko zapieprza do pracy i z pracy, ,szuka pracy, walczy z nadwagą,
            sprząta, remontuje i ma 1500 kłopotów. Mówi więc:ja nie mam czasu na depresję!I
            jest to tak głupie, jakby powiedzial:ja nie mam czasu na gruźlicę (przepraszam
            za porównanie, ale na jedno i na drugie można umrzeć). Bogatemu trudno
            zrozumieć biednego, zdrowemu - chorego. Choroby i zaburzenia psychiczne nie są
            wcale łatwiejsze do zniesienia niż fizyczne i wcale nie łatwiej je leczyć.
            Dlatego nie trzeba się brać za to po amatorsku, choćby w najlepszej wierze. A
            jesli już mamy dla bliźniego czas to zawsze możemy udzielić mu wsparcia w
            sposób dla każdego dostępny: słuchając i obdarzając go całą uwagą. Dopóki chce
            mówić.
            Pardzo serdecznie pozdrawiam,Hanię raz jeszcze przepraszam za dziurawcowe faux
            pas.H
            • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 09:05
              Hellio :-), przepraszać nie ma za co.
              Wiedziałam, o co chodzi z dziurawcem, ale pewnie - dajmy temu spokój, bo temat
              został już omówiony na wszystkie strony.
              A meritum jest właśnie takie, jak napisałaś.
              Też słyszałam ten tekst: "Nie mam czasu na depresję"... O matko!
            • sochacky Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 26.10.03, 15:13
              Hellio ma absolutną rację. Mówienie choremu na depresję żeby się wziął w garść
              moż sprawę pogorszyć.

              Jeśli o mnie chodzi, wpadłem depresję kilka miesięcy temu, i doszukiwałem
              wielu przyczyn - trawka (zepół amotywacyjny) amfetamina, LSD, problemy w
              związku, 4 miesiące wakacji - brak zajęcia. Doszedłem do wniosku żę to problem
              o podłożu klinicznym, tzn wynikający z niedoboru serotoniny. Owszem, mógł mieć
              przyczyny psychologiczne, ale sam problem był w fizjologii. Poszedłem do
              psychiatry, porozmawiałem, przpisał mi prozac. Biorę od 2 miesięcy. Poczułem
              poprawę. Ale: mogła ona być wynikiem tego że zaczął się rok szkolny i praca,
              że moje problemy w związku zaczęły się rozwiązywać, że przestałem brać
              jakiekolwiek narkotyki. Więc mamy tutaj kilka lekarstw, dla tych którzy
              szukają rozwiązań.

              Prozac przestaje brać od wczoraj. Dlaczego? Bo zauważyłem drastyczne obniżenie
              libido - innymi słowy, nie chce mi się. Życie mnie cieszy, ale żeby w wieku 27
              lat nie mieć ochoty na seks???

              Zobaczymy jak się sprawa potoczy, i odezwę się.
              Chętnych do rozmowy zapraszam -kontakt emailowy - sochacky@gazeta.pl
              • hellio Re: sochacky - upewnij się... 27.10.03, 20:12
                upewnij się, że można prozac odstawić od razu. Rozpędza się on przez kilka
                tygodni, a jak jest w drugą stronę? Na obniżenie potencji antydepresanty
                wpływają na pewno. Cieszę się, że lepiej się czujesz. Pozdrawiam, H.
                • sochacky Re: sochacky - upewnij się... 29.10.03, 19:16
                  a nie można? biorę tylko niecałe 2 miesiące. więc odstawienie nie powinno
                  stanowić problemu. zwłaszcza że pierwszy miesiąc brałem "na próbę", i nie wiem
                  czy nie dostałem placebo, bo nie działało:)
                  jestem gotowy na eksperymenty. czuję się silny. tak jak kiedyś :)
                  Pozdrawiam, i dziękuję za zainteresowanie
                  • ojlili Re: sochacky - upewnij się... 29.10.03, 21:10
                    sochacky...
                    nie chce tragizowac ..ale leki z tej grupy co prozak dzialaja wlasnie z
                    opoznieniem ok. jednomiesiecznym..
                    to.. ze zacząłes sie czuc silny -to prawdopodobnie wynik jego działania i
                    dowód na to ,że lek zostal dobrany prawidlowo i zaczyna dzialac.
                    niestety u niektorychj powoduje dodatkowo obnizone libido...ale moze warto
                    oddac skórke za wyprawe?
                    Po odstawieniu wróci wszystko /libido/ do normy..a przy okazji odzyskasz
                    zdrowie?
                    Na ten lek "wchodzi" sie miesiąc...zeby zaczął dzialac i "schodzi" sie też
                    miesiąc ..zeby nie spowodowac jakichs nieprzewidzianych skutków ubocznych.

                    Ps. Podejrzewam że skoro teraz ci sie "nie chce" to znaczy że przedtem ci
                    sie "chciało".A skoro ci "sie chciało"..to tyś zdrowy był jak koń.:):):
                    (To zart naturalnie ...ale coz nam czasem pozostaje?)
                  • pysiek13 Re: sochacky - upewnij się... 30.10.03, 01:41
                    Hi Sochacky,

                    dolaczyles tak jakos od srodka, ze nie zauwazylam Cie wczesniej.
                    widze ze nalezysz do szczesliwych ludzi, ktorym sie udalo 'wyjsc' stosunkowo
                    bez wiekszym dramatow? dwa miesiace na prozac brzmi jak holiday!
                    pozdrawiam
                    • sochacky Re: sochacky - upewnij się... 02.11.03, 11:58
                      Moze to dlatego ze podjalem radykalne srodki, a moja depersja byla wywolana
                      rownie radykalnymi dzialaniami z mojej strony - trawka, amfetamina, kwas
                      (raz), hulaszczy tryb zycia-nie zgodny z moim charakterem, brak zajecia,
                      ateizm, problemy w związku, zdrady itp. Od tych dwoch miesiecy - zro
                      narkotykow, zero masturbacji, uporzadkowywanie sfery osobistej, praca no i
                      prozac. Wiec tak naprawde ciezko stwierdzic co konkretnie wywolalo depresje, i
                      co konkretnie pozwala mi z niej wyjsc. Mysle ze to polaczenie tych elementow.
                      Wiec moze rada dla ludzi w depresji-to dzialanie kompleksowe - nie same
                      prochy, i nie same mowienie -weż się w garść.
                      Pozdrawiam.

                      PS - moze to tez kwestia tego ze jestem ostatnio zwlaszcza wnikliwim
                      obserwatorem samego siebie, a do tego jestem bardzo krytyczny wobec tego co
                      sie dzieje. Moze po prostu moja depresja tnijak sie miala do typowo pelno-
                      objawowej deresji, tylko wedlug mnie byl to stan nie do zaakceptowania. Choc
                      robilem testy na depresji i wyszlo ze mam.

                      To chyba tyle. O libido juz wspominalem?
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 14:17
      no nie, z lenistwa w depresje nie wpadniesz, nie dochodzmy od razu do tak
      pochopnych wnioskow. hanka ma racje, zyjemy w swiecie o duzych kompetycjach i
      sami od siebie wymagamy coraz wiecej. postrzeganie tego zwariowanego swiata
      jest bardzo istotne.

      kakofonia, skoro Twoj znajomy z tego wyszedl to jak? przy pomocy czego?

      w lekarzy z prawdziwego zdarzenia nie wierze, bardzo mi przykro, dzialaja oni
      wedlug reguly: 'keep people sick and you stay in business'.

      zgodze sie tez z opinia, ze podatnosc na depresje i nerwowe zalamania
      dostalismy w genach. OK, ale tez udowodniono, ze niektorzy z nas moga miec TO
      w genach, a mimo wszystko sa odporni. to tak jakby ktos byl nosicielem
      jakiegos bakcyla i nie chorowal.




      • hanka17 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 14:52
        Dokładnie to samo mam zdanie o lekarzach,
        oczywiście nie wszyscy, zdarzają się prawdziwi Judymowie
        i pasjonaci, ale ogólnie rzecz biorąc chodzi o nakręcanie chorób,
        uświadamianie ludziom że są ciężko chorzy, potrzebują leczenie i leków,
        i dużo czasu na wyzdrowienie, w bardzo ciężkich przypadkach nie ma innego
        wyjścia niż leczenie szpitalne, ale demonizowanie depresji do niczego dobrego
        nie prowadzi. Człowiek zaczyna sie jej bać, bo wmawia mu sie że jest ciężko
        chory, potrzebuje terapii, zaczyna się użalać nad samym sobą. Wtedy naprawdę
        można w tym utkwić na dobre.
      • hanka17 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 15:11
        Z tego co wiem psychozy endogenne są następstwem predyspozycji człowieka
        uwarunkowanych genetycznie i ujawniają się po okresie pokwitania. Także
        niektóre choroby powodują depresje i tu się zgodzę, że niełatwo ją pokonać w
        pojedynkę, gdyż jest uwarunkowana hormonalnie i bez wyleczenia choroby głównej
        nie da sie jej zwalczyć. Tak jest:
        - w przypadku depresji wywołanej przyjmowaniem doustnych środków
        antykoncepcyjnych,
        - zaburzeń wydzielania hormonów przysadki w związku z hormonami tarczycy.
        Możliwe jest usunięcie depresji dopiero po uzyskaniu równowagi t3 i t4.
      • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 20:00
        Znajomy wyszedł między inymi dzięki lekom, nie wiem, co brał. Miał depresję po
        zawale serca, to się zdarza. Wiem, że był na lekach ok. roku. Co robił poza
        lekami? Oczywiście starał się walczyć wszelkimi siłami, czyli pracować, słuchać
        muzyki, która mu pomagała, miał wsparcie emocjonalne ze strony żony i bliskich
        przyjaciół, i modlił się, bo jest religijnym człowiekiem.
        I myślę, że każdy chory na depresję tak się zachowuje. Walczy jak może, jak nie
        może, to pada, potem próbuje znowu. Z postów Hanki można by wnioskować, że
        wyłącznie siedzimy i płaczemy nad sobą. Tak z pewnością nie jest.
        Ale było i tak, też prawda, że przez parę tygodni siedziałam i rzeczywiście
        płakałam i nie czułam nic poza bólem i pragnieniem, żeby zniknął. I nie mogłam
        wziąć się w garść. Pomógł mi ktoś bardzo bliski, ów znajomy po depresji
        właśnie, bo ja sama nie miałam nawet pojęcia, co się ze mną dzieje. I
        żadne "weź się w garść" by mi nie pomogło.
        Pzdr.
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 15:26
      napisalam okropnie dlugi elaborat i mnie wyrzucilo!!!

      no wlasnie Hanka, do diabla z tymi lekarzami, a zdrugiej strony depresja to
      jest choroba psychiczna. niestety, widze, ze drepczemy w miejscu... dlaczego
      wiec, nikt nigdy nie odmowi pomocy choremu na raka, mimo ze nie ma juz dla
      niego zadneych dostepnych lekarstw? dlaczego depresje sie lekcewazy, i wymaga
      sie od chorego zeby "wzial sie w garsc".

      no i wlasnie, ciagle czekam ze moze kakofonia sie odezwie i opowie cos o tym
      swoim znajomym. chodzi mi o to, jakie sa wasze prywatne doswiadczenia nie z
      sama depresja, tylko z tym pozytywnym aspektem, z wyjsciem z depresji?

      hanka napisalas, ze bylas w miare silna i wzielas sie w garsc, prosze wiecej
      szczegolow, co jest w realu wziecie sie w garsc dla Ciebie?
      • hanka17 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 02.10.03, 15:52
        Powiem Ci tak, nie byłam w miarę silna, byłam bardzo słaba,
        nie byłam w stanie nic dobrze zrobić, nawet nalać wody do szklanki,
        żeby jej nie rozlać, oczywiście czarne myśli na każdy temat.
        Po pierwsze pomogła mi modlitwa i wiara w Boga.
        Po drugie ksiażka, którą już tu komuś polecałam, ale spotkałam się z wysłaniem
        na drzewo :-) Susan Jeffers "Nie bój się bać" - streszczenie można znależć w
        necie,
        Po trzecie wreszcie - własne nastawienie do problemu pt "muszę sobie z tym
        poradzić, bo jak nie to może być tylko gorzej", zajęcie się codziennymi
        sprawami, sprecyzowanie planów i celów.
        Oczywiście to czysta teoria i abstrakcja dla kogoś kto jest w bardzo ciężkim
        stanie, ja to rozumiem, może trzeba poczekać do lekkiej poprawy i wtedy się
        zmobilizować..?
        • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 03.10.03, 00:01
          no wlasnie, na kazdego dziala inna metoda..
          ja tez jestem gleboko wierzaca ale w sytuacji depresji, moja wiara mi zbyt
          duzo nie pomogla, wrecz przeciwnie, czulam sie jeszcze gorzej. ja nie
          potrzebuje litosci, potrzebuje troche zrozumienia.
          OK gdzies bylo napisane, Bog ma plany dla kazdego z nas individualnie, ze
          nigdy nie da nam zadania, ktoremu nie jestesmy w stanie sprostac, ze gdy nam
          zbyt ciezko, Bog nam pomaga dzwigac ten ciezar zycia...
          no i tutaj moja sytuacja, dla mnie bez wyjscia, okropnie dramatyczna, no
          rozumiem to jest moj krzyz, ja mam go dzwigac, a jak nie moge sobie poradzic,
          znikad pomoc jednak nie nadchodzi. czuje sie wobec Boga zaniedbana i slaba, bo
          moze inni w mojej sytuacji by sobie poradzili, a ja co ? za malo jestem
          wierzaca, albo moze niezbyt gleboko?
          • 50latka Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 03.10.03, 00:19
            Cale moje zycie to leki (z ktorych po jakims czasie zaden nie dziala) + terapia.
            Wynik: zero. Jedyne to podejsc do zycia filozoficznie. "Tak mialo byc i tylko
            Sila Wyzsza wie jaki jest tego cel". Zaakceptowalam i przestalam walczyc.

            Wiem ze ile razy ktos to tutaj napisze, zostaje zakrzyczany, ale ja powtorze:
            CZesto mozna wszystko doslownie robic by sobie pomoc i nie ma zadnych wynikow.
            I jak sie tutaj zmobilizowac, jak sie ie ma sily nawet z lozka wstac??


            • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 03.10.03, 00:25
              bravo 50-latka, ciesze sie ze sie odezwalas, a forum jest do dyskusji nie do
              pokrzykiwania jeden na drugiego.

              nie zrozumialam dobrze, chora jestes cale zycie na..depresje? czy masz az tyle
              problemow? czy to jest zwiazane z Twoja osobowoscia, bo wyczytalam gdzies, ze
              ludzie o profilu melancholijnym/sentymentalnym (tzn my Polacy) ulegaja takim
              stanom latwiej.

        • pysiek13 dla kakofonia... 03.10.03, 00:15
          ciesze sie, ze sie odezwalas.
          w twoim wypadku ten znajomy byl zeslany od Boga, znalazl sie w odpowiedniej
          chwili i w odpowiednim miejscu, wiec jestes szczesciara.
          no i temat lekarstw, brac czy nie brac?
          Twojemu znajomemu pomogla medycyna, a w wiekszosci jednak ludzie dzialaja
          wedlug stereotypu, ze tak zle ze mna jeszcze nie jest i wizyta u
          psychologa/psychiatry jest odkladana w nieskonczonosc. albo tez sami nie
          wiedza co jest z nimi zle...
          no i medycyna, przeciez te lekarstwa trzeba dopasowac do individualnych
          potrzeb, nie rozdawac jak cukierki na poprawe samopoczucia, co stalo sie z
          Prozac na calym swiecie.
          depresja jest choroba psychiczna, wiec lekarstwa pomagaja nam wyregulowac ten
          brak balansu w naszym organismie, ale jakie lekarstwa sa bezpieczne?
          • 50latka Re: dla kakofonia... 03.10.03, 04:32
            ja zaczelam czuc beznadzieje i zupelny brak energii od wieku 10 lat.
            Fizycznie badania wykazaly ze wszystko w porzadku. Potem zaczely sie proby
            roznych lekarstw. Dzialaly na samym poczatku przygluszajac, a potem jeszcze
            mniej energii bylo i wieksza beznedzieja. Doslownie nic nie cieszylo poza
            jedzeniem is spaniem. No i jeszcze muzyka, w czasie grania rzeczywiscie odrazu
            podnosi nastroj, ale jak sie skonczy - wszystko wraca.

            Prozac okazal sie zupelnym niewypalem. Probowalam tez SAME lekarstwo z USA.
            Przeczytalam wiele na temat depresji, chodzilam na przerozne terapie
            indywidualnie i grupowo. Zaczelam zaglebiac sie w wiare. Musze przyznac ze
            dotad jedynie to daje jako takie ukojenie.Medytacja relaksuje (przyznam), ale
            depresji nie pomaga, z raczej rozkojarza potem.

            Osobiscie uwazam ze osoby w depresji kochane przez partnera, maja o niebo
            lepiej od samotnych. Przytulenie i poczucie bezpieczenstwa jest najelpszym
            lekarstwem.
            • 50latka do pysiek13 03.10.03, 04:35
              moj stan nie jest niczym spowodowany o czym bym wiedziala. Wyglada na endogenna
              depresje. Poza tym mam bardzo niskie cisnienie.
          • kakofonia Re: dla kakofonia... 03.10.03, 09:05
            pysiek13 napisała:

            > ciesze sie, ze sie odezwalas.

            :-)

            > w twoim wypadku ten znajomy byl zeslany od Boga, znalazl sie w odpowiedniej
            > chwili i w odpowiednim miejscu, wiec jestes szczesciara.

            To prawda, jestem. Kompletnie nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje, a on
            zauważył, że coś jest nie tak, wypytał i stwierdził, że "moim zdaniem to
            depresja, wiem, bo miałem".

            > Twojemu znajomemu pomogla medycyna, a w wiekszosci jednak ludzie dzialaja
            > wedlug stereotypu, ze tak zle ze mna jeszcze nie jest i wizyta u
            > psychologa/psychiatry jest odkladana w nieskonczonosc. albo tez sami nie
            > wiedza co jest z nimi zle...

            Ze mną dokładnie tak było. Myślałam, że to całkiem normalne. Na takiej
            zasadzie: no cóż, może przez ostatnich parę miesięcy czuję nieco gorzej niż
            zwykle, ale to jeszcze nic strasznego. A jak zrobiło się strasznie, to dalej
            uważałam, że po prostu tak jest i zawsze będzie, i koniec. Ciekawa jestem, jak
            wiele osób tak sie morduje i zadręcza. Przez chwilę jest im lepiej, więc myślą:
            czyli jest ok. Potem wszystko wraca i tak w kółko. A czasem tylko dlatego, że
            nie wiedzą, albo nie wierzą w to, że są chorzy.

            > no i medycyna, przeciez te lekarstwa trzeba dopasowac do individualnych
            > potrzeb, nie rozdawac jak cukierki na poprawe samopoczucia, co stalo sie z
            > Prozac na calym swiecie.

            Ja na razie biorę cloranxen i fluoksetynę właśnie. Cloranxen już pomógł -
            jestem znacznie spokojniesza. Co będzie dalej - nie wiem, ale zaczęłam wierzyć,
            że nie musi być tak strasznie, jak było.

            Czego wszystkim życzę.
            • pysiek13 Re: dla kakofonia... 03.10.03, 10:43
              gratulacje, jak to dobrze miec kolo siebie dobra i wyrozumiala istote, zycze
              Ci takich ludzi jak najwiecej.

    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 03.10.03, 10:29
      ciesze sie, ze piszecie, to zaczyna byc interesujace.

      do 50latka - to jest okropnie przygnebiajace co napisalas. pocieszajace
      jednak, ze poradzilas sobie i zycze Ci abys zawsze miala w poblizu dobra,
      madra osobe do przytulania.
      piszesz, ze wiara, modlitwa Ci pomogly. ja jestem wierzaca i praktykujaca
      osoba, dzwigam ten moj krzyz jak najlepiej potrafie, ale niestety jak patrze
      na wszystkie nieszczescia i niepowodzenia to przychodza mi rozne pytania do
      glowy. no wlasnie, pytania do Boga. pytania bez odpowiedzi a wiesz sama jak
      trudne moze byc pytanie 'dlaczego'? jakie mierniki ludzkiej wytrzymalosci Pan
      Bog stosuje dajac nam doswiadczyc czasami tak dramatyczne sytuacje? moze to
      grzech nawet pytac? nie jestem zbyt potulna ostatnio...
      • 50latka Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 03.10.03, 13:56
        Ja sie nie zastanawiam czy to Bog nam daje te cierpienia bo i sama wtedy bym
        sie buntowala. Do mnie trafilo to co napisala kiedys tutaj elka28. Napisala ze
        ja pociesza mysl ze "Bog sie nia opiekuje" Jakos emocjonalnie to wzielam (nie
        glowa)i znalazlam w tym pewnie pocieszenie.
        • 50latka poprawka 03.10.03, 13:59
          > ja pociesza mysl ze "Bog sie nia opiekuje" Jakos emocjonalnie to wzielam (nie
          > glowa)i znalazlam w tym PEWNE pocieszenie.

          a nie "pewnie"
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 05.10.03, 10:49
      to co napisalas o Bogu jest bardziej dla mnie do przyjecia, szkoda ale nie
      mialam okazji przeczytac wypowiedzi Elki28.

      ztego co piszesz 50latka, to droga wlasnych prob i wnioskow sama sobie
      pomoglas. czy teraz ogolnie lepiej sie czujesz i nie masz nawrotow depresji,
      czy ciagle masz nawroty ale teraz wiesz jak sobie z tym radzic?

      no i w miedzy czasie spojrzalam na watek, ktory rozpoczela Hanka, o
      skutecznosci psychiatry.
      co mysle o lekarzach wspomnialam wczesniej, mysle jednak, ze w przypadku
      depresji skuteczne sa terapie, ale dobrze prowadzone. mam na mysli terapie
      gdzie prowadzacy pomaga tobie samej znalesc odpowiedzi na wlasne problemy, a
      nie podaje gotowe odpowiedzi "na talerzu".
      jakie masz/macie doswiadczenia z teraupetami?
      pozdrawiam
    • delpioro Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 07.10.03, 16:35
      Chciałbym podziękować Hellio za trafność wypowiedzi.Dobrze wiedzieć,że są
      ludzie którzy rozumieją ten stan.Być może opierasz się na własnych
      doświadczeniach,lub jesteś lekarzem,ale niema to znaczenia,znasz ten temat
      wydaje się dobrze.Siedzę już w tej chorobie długi czas,miałem okresy
      krytyczne,teraz jestem jakby w zawieszeniu,z nimożnością podjęcia żadnych
      decyzji,i nietety ryzykiem powrotu najgorszego.Czasami jak sami wiecie człowiek
      czuje sie okropnie jak nie widzi zrozumienia innych ludzi.Lecz tak jak trafnie
      napisał hellio ciężko bogatemu zrozumieć biednego a zdrowemu chorego.I nie
      dziwię się ludziom,gdybym był zdrowy,nie odczuł tego stanu zwyczajnie nie
      rozumiał bym.
      Wspomialiscie tutaj o nalewce z dziurawca wiem ,że to w niktórych krajach
      niezwylke skuteczny lek.Znam herbatę, tabletki ale czy to jest dostę pne w
      aptekach?
      POzrawiam wszystkich bardzo serdecznie!
      • pysiek13 do Delpioro 08.10.03, 05:17
        jak sie masz?

        ja mysle, ze jednak ludzie ktorzy twierdza, ze trzeba sie "wziasc w garsc" maja
        troche racji. nie chce tutaj negowac Twojego pogladu, ale popatrz sam na
        sytuacje obiektywnie: musisz zaczac od siebie, czyli musisz sie zmobilizowac, a
        ja sama wiem jak to trudno, obojetnie co bedziesz robic zeby sobie
        pomoc "musisz sie wziasc w garsc" zeby zaczac COS robic ze swoja depresja, czy
        nie mam racji?
        wiem ze to co powiem jest troche kontrowersyjne, ale ja mysle ze depresja to
        tez Twoja prywatna decyzja: albo pojdziesz do lekarza i sam sobie tym pomozesz,
        albo bedziesz szukal przyjaciol/ dobrej duszy do wsparcia, albo bedziesz sie
        modlil i wierzyl ze samo To gdzies sie ulotni..albo poszukasz dobrego teraupety.

        no i taki pozytywny akcent na zakonczenie, ze nalezymy mimo wszystko do
        szczesciarzy, bo ...mamy wybor.

        pozdrawiam serdecznie
        • delpioro Re: do Delpioro 10.10.03, 00:58
          Oczywiście masz rację.Jest niezmiernie trudno za coć się wziąść,ale to
          konieczność.Przynajmniej ten pierwszy krok do lekarza.Poprzez poprzedni post
          chciałem powiedzieć ,że po przeczytaniu hellio poczyłem się mniej
          osamotniony,to jest cała smutna prawda o chorobie,ale tak jak wpominałem nie
          ulega wątpliwości,że trzeba jakoś działać.Czasami naprawdę niemożna ,ale
          trzeba ,trzeba.Chciałem ,też zaznaczyć ,że nie możemy od wszystkich wymagac
          pełnego zrozumienia,bez własnych przeżyć niestety nie można tego czuć i to
          naturalna sprawa.Chyba się ze mną zgodzisz.Piszę ,może to dlatego ,że nie
          niedawno to zrozumiałem.

          A tak wogóle to nie tylko post hellio,a fakt ,że macie podobne przeżycia i tak
          licznie udzielacie się na forum,sprawia ,że czuję się mniej osamotniny:-)
          Pozdrawiam!
    • evee1 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 07.10.03, 17:14
      Zaczne od tego co napisala Hanka:
      > Po trzecie wreszcie - własne nastawienie do problemu pt "muszę sobie z tym
      > poradzić, bo jak nie to może być tylko gorzej", zajęcie się codziennymi
      > sprawami, sprecyzowanie planów i celów.
      Jak mnie irytuje takie stawianie sprawy!!! Musialam to napisac, bo nie ma
      nic gorszego niz takie rady. Sorry, ale ja przez 13 lat bralam sie w
      garsc, zajmowalam sie codziennymi sprawami, snulam plany i zdobywalam
      cele. W ciagu tych 13 lat skonczylam studia, wyjechalam za granice,
      mialam super prace, wyszlam za maz, urodzilam dwojke dzieci. Sytuacja
      super, zadnych problemow, tylko caly czas ta cholerna depresja i
      zniewalajace ataki paniki. 13 LAT, niemal codziennie!! Kochajacy ludzie
      wokolo, wiara podtrzymujaca na duchu, yoga. I zadego ukojenia. Ktoregos
      dnia wreszcie sie zalamalam, przestalam sie brac w garsc i poszlam do
      lekarza. Odkad zaczelam sie leczyc, to swiat sie zrobil piekny i mimo,
      ze mam rozne problemy (bo kto ich nie ma). Teraz kazdemu radze, zeby
      korzystal, jak najszybciej z pomocy specjalistow i zeby nie tracili
      niepotrzebnie czasu na proby dawania sobie rady w pojedynke. Nie warto!
      • pollka do eeve 08.10.03, 05:58
        a bralas tabletki jakies i czy nadal na nich jestes?
        • evee1 Re: do eeve 08.10.03, 10:31
          pollka napisała:
          > a bralas tabletki jakies i czy nadal na nich jestes?
          Stale to samo Seroxat (nie wiem pod jaka handlowa nazwa
          to wystepuje w Polsce, ale to jest Paroxetine).
          Zaczelam brac, potem po pol roku jak sie zrobilo lepiej,
          to powoli z tego zeszlam, i bylo przez jakis czas OK,
          ale moje problemy po pol roku znow wrocily, wiec z powrotem
          zaczelam brac. Przez rok bralam 20mg, od pol roku jestem
          na 10mg i za kilka miesiecy planuje znow sprobowac przestac,
          ale musze poczekac az mi sie sytuacja bardziej ustabilizuje.
          Wiem, ze Seroxat nie ma dobrej prasy ostatnio, ale mi bardzo
          pomogl, a sklonnosci samobojczych nie mialam nigdy.
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 04:57
      no i tak jak kazdy z nas jest indywidualna osobowoscia, z leczeniem bedzie
      identycznie( przynajmniej tak mi sie wydaje)tzn: co dziala na jednego nie
      bedzie mialo efektu dla innego.

      Evee, dziwi mnie ze mimo ze jestes otoczona kochajacymi, ciagle masz/mialas
      problem z depresja. Tobie pomogla medycyna, i ja tez jestem sklonna przyznac Ci
      racje. powtarzam ktorys kolejny raz, ze depresja to choroba i ja trzeba leczyc.
      ja tylko obawiam sie skutkow ubocznych i faktu, ze nie mozna tabletek tak po
      prostu odstawic.

      pozdrawiam
      • evee1 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 10:57
        > Evee, dziwi mnie ze mimo ze jestes otoczona kochajacymi, ciagle masz/mialas
        > problem z depresja. Tobie pomogla medycyna, i ja tez jestem sklonna przyznac
        Ci
        > racje. powtarzam ktorys kolejny raz, ze depresja to choroba i ja trzeba
        leczyc.
        Bo ja w ogole nie jestem smutna, jestem urodzona optymistka i kazdemu trudno
        bylo uwierzyc przez co przechodze. Byc moze dlatego tez trudno mi bylo sie
        ze swoim stanem pogodzic, bo przeciez wszystko mi sie w zyciu udawalo
        i naprawde duzo ludzi bylo w znacznie gorszym polozeniu, a jednak...
        Ja nigdy nie mialam niechecie do zycia i zawsze bylam pelna energii, az
        za bardzo. Potem zaczelam czytac na internecie i okazalo sie, ze moja
        nadpobudliwosc i ataki paniki, to rowniez objawy depresji. W ogole
        to jak przypominam sobie rozne swoje zachowania z dziecinstwa czy mlodosci,
        to widze, ze juz wtedy wykazywalam tendencje :-)). I teraz musze bardzo
        uwazac na syne, bo u niego (chociaz ma dopiero 6 lat) widze podobne
        sklonnosci. U corki jakos tego nie widac, ale to nigdy nic nie wiadomo.
        Oni oboje maja obciazenie z dwoch stron. Matka i babcia mojego meza
        mialy bardzo powazne depresje, ktore zreszta skonczyly sie ich samobojstwami.
        Chociaz on sam nie ma zadnych sklonnosci, mozna powiedziec, ze raczej
        wrecz przeciwnie - wplywa bardzo kojaco i "terapeutycznie" na mnie sama.
        Ale, ale, bo sie rozpisalam. Po tym jak wreszcie zaczelam brac leki
        (po jakims czasie oczywiscie, bo one tak od razu nie dzialaja),
        to doslownie czuje roznice " w glowie", w swoim stanie psychicznym.
        Tak jakby ktos zakrecil kurek z tymi emocjami, ktore poprzednio powodowaly
        moje stany.

        > ja tylko obawiam sie skutkow ubocznych i faktu, ze nie mozna tabletek tak po
        > prostu odstawic.
        Ja w czasie uzywania nie mam wlasciwie zadnych efektow ubocznych.
        Staram sie tez odstawiac wolno i w tym czasie mam jeden efekt uboczny -
        dreszcze, ale o ile sa malo przyjemne, to nie jest to cos co jakos
        przeszkadza mi w funkcjonowaniu.
        Czy boje sie odstawienia lekow? Moze troszeczke, tym bardziej, ze mam
        za soba nieudana probe poprzednio. Ale byc moze wtedy za krotko czulam
        sie dobrze i moj stan jeszcze sie nie ustabilizowal. Teraz juz od dlugiego
        czasu czuje sie dobrze i po rpostu jest to juz dla mnie stan normalny
        i nawet nie pamietam jak to bylo jak czulam sie zle i nie moge uwiezyc,
        jak bylam w stanie funkcjonowac przez tyle lat.
        Ale zdaje sobie sprawe ze moje problemy moga powrocic. Zanim jednak
        to nastapi chcialabym rowniez sprobowac psychoterapii, moze mi ona
        pomoze. A ja nie, to przeciez zawsze moge wrocic do tabletek. Widocznie
        ten typ tak ma :-)). Cale szczescie u mnie nie maja one skutkow ubocznych!!
        Pozdrowienia,
        Ewa
        • waleryj Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 11:12
          sexorat to chyba Paxil za granica.
          • evee1 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 12:17
            > sexorat to chyba Paxil za granica.
            Paxil, to zdaje sie w USA. W Anglii to Seroxat, a w Australii Aropax :-).
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 11:21
      hi Evee,

      dziekuje ze tak wyczerpujaco odpowiedzialas.

      nie wiem czy znasz osobe amerykanskiego socjologa Carl Rogers, wspominam go bo
      on glosil pewna teze, ze ludzie w depresji jesli znajda sie w przyjaznym
      otoczeniu, maja komu sie wyzalic, wygadac i przytulic, kogos kto cie
      kocha 'unconditionally' to ozdrowienie nastepuje niemalze automatycznie.

      ja bylam sklonna w to uwierzyc, a tymczasem Ty piszesz, ze masz partnera i nie
      narzekasz na brak milosci, jestes z natury optymistyczna, wiec nie bardzo
      rozumiem co Ciebie tak dolowalo? o ile moje pytanie nie jest zbyt 'private'.

      pozdrawiam
      • evee1 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 12:31
        > hi Evee,
        >
        > dziekuje ze tak wyczerpujaco odpowiedzialas.
        Nie ma za co. Ja jestem gadula, ale w samoterapii jakos mi to nie pomaga :-(.

        > nie wiem czy znasz osobe amerykanskiego socjologa Carl Rogers, wspominam go
        bo
        > on glosil pewna teze, ze ludzie w depresji jesli znajda sie w przyjaznym
        > otoczeniu, maja komu sie wyzalic, wygadac i przytulic, kogos kto cie
        > kocha 'unconditionally' to ozdrowienie nastepuje niemalze automatycznie.
        No to, pardon, glupoty gada, albo ja moze jestem wyjatkiem potwierdzajacym
        regule :-((.

        > ja bylam sklonna w to uwierzyc, a tymczasem Ty piszesz, ze masz partnera i
        nie
        > narzekasz na brak milosci, jestes z natury optymistyczna, wiec nie bardzo
        > rozumiem co Ciebie tak dolowalo? o ile moje pytanie nie jest zbyt 'private'.
        Nie nie, jest absolutnie. Ja naprawde nie mam pojecia co mnie dolowalo.
        Owszem mialam duzo stresow zwiazanych z roznymi zyciowymi zmianami, ale wiele
        ludzi sobie z takimi zmianami radzi i nie powoduja u nich depresji. I to nawet
        nie to, ze ja sie boje zmian. Wrecz przeciwnie, jestem raczej chetna do
        zmian i raczej widze w nich mozliwosc rozwoju, nowych doswiadczen. Nawet
        jak cos mi sie dzieje niezbyt dobrego, to podchodze do tego z zalozeniem, ze
        widocznie zdarza mi sie to po to, zeby mnie czegos nauczyc. I nie ma co
        biadolic, bo to co sie stalo, juz sie stalo i przed nami jest przyszlosc.
        I dlatego wytlumaczenie, ze depresja moze byc spowodowane zbyl balansem
        chemii w mozgu, pasuje do mnie jak ulal. Ja po prostu nie widze innego
        wytlumaczenia mojego stanu. No i prawde mowiac cichcem troche niewierze
        w psychoterapie w swoim przypadku, no ale sprobuje, bo moge sie wszak
        myslic i moze znajde jakis sposob na walke ze swoja depresja bez pomocy
        pigulek.
        Co oczywiscie nie oznacza, ze inni ludzie sa w tej samej sytuacji.
        Moze u nich faktycznie depresja spowodowana jest problemami, ktore ich
        otaczaja i z ktorymi trudno im sobie poradzic i w efekcie ich organizm
        odpowiada depresja.
        Jak masz jeszcze jakies pytania, to chetnie odpowiem.
      • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 08.10.03, 13:08
        > nie wiem czy znasz osobe amerykanskiego socjologa Carl Rogers, wspominam go
        bo
        > on glosil pewna teze, ze ludzie w depresji jesli znajda sie w przyjaznym
        > otoczeniu, maja komu sie wyzalic, wygadac i przytulic, kogos kto cie
        > kocha 'unconditionally' to ozdrowienie nastepuje niemalze automatycznie.

        Z całym szacunkiem dla tego socjologa, ale teza wydaje mi się cokolwiek
        bzdurna. Z pewnością obecność takich osób/osoby pomaga (może nawet BARDZO
        pomaga) i w ogóle taka "bezwarunkowa miłość" (cokolwiek miałoby to, tak na
        dobrą sprawę znaczyć) jest cudowną sprawą, ale nie wierzę w to, żeby to mogło
        wystarczyć do ozdrowienia.
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.10.03, 06:59
      OK ja tez sie z tym zgodze...ale: stwierdzono, ze obecnie co szosta osoba na
      swiecie cierpi na depresje, a jak nie cierpi jeszcze, to wkrotce moze popasc w
      taki stan. bynajmniej nie pocieszajace. do czego zmierzam, wiele naukowych
      badan doprowadzilo do wniosku, ze depresja is spowodowana brakiem MILOSCI.
      no ja rozumiem Ty Evee jestes indywidualistka na calego, do tej grupy sie nie
      zaliczasz, u Ciebie prawdopodobnie jest problem w genach. zreszta nie wiem nie
      jestem lekarzem.
      jesli depresja jest z braku MILOSCI, to jest zbyt proste aby bylo prawdziwe, w
      tym i tak skomplikowanym swiecie. byc moze wiec zamiast prowadzic dalsze
      badania nad coraz lepszymi lekami anti-depresyjnymi, moze powinnismy spedzic
      wiecej funduszy na nauke MILOSCI?

      pozdrawiam
      • zucinski Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.10.03, 08:22
        najgorzej tym w depresji bez milosci, bez pracy, bez perspektyw, to jest
        dopiero makabra.
        • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.10.03, 08:52
          rzeczywiscie makabra...
          czemu nie zmienisz sobie perspektywy? czy mozna Ci jakos pomoc?
          • ojlili Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.10.03, 09:57
            witajcie...
            Myśle że z depresją jest jak z zawałem..
            Złe odżywianie mu sprzyja ale nie ma gwarancji że jak dobrze sie odżywiasz to
            go nie bedziesz miec...

            I dalej .....można biegac,cwiczyc.. mozna dbac o kondycje ...ale kiedy juz
            wylądujesz na intensywnej terapii to żadne "weż sie w garść" nie pomoze.

            Na początek tylko leczenie farmakologiczne a potem trzeba metodycznie.

            Także w depresji wiele zalezy od charakteru człowieka ,przyczyny depresji /lub
            jej braku/ najblizszego otoczenia i uwarunkowań biochemicznych - tak to
            nazwijmy.
            Jestem skłonna sie przychylić do tezy.... że sklonnosc do depresji jest wieksza
            u ludzi którzy czuja sie niekochani....Czasem dotyczy to poczucia odrzucenia w
            tak glebokim dziecinstwie, że nie jestesmy w stanie tego dostrzec.

            Tak czy siak z depresji mozna wyjść na 99,9 procent!!

            Trzeba znależc tylko "swoja droge".

            /Mówie o stadium kiedy człowiek jest w stanie sie nad sobą zastanowic....U
            mnie nastąpiło to po dwóch latach od wpadniecia w depresje.Po drodze
            byłyczarne mysli, leki,przyjaciele i 'ten jeden" który pomógł najbardziej/

            Mysle że najważniejsze znależć przyczyne,
            przy czym biochemiczne braki w organizmie też są przyczyną.

            Najpospolitsze przyczyny to:
            niesatysfakcjonujaca praca brak pracy ,klopoty rodzinne,zdrada,smierc bliskiej
            osoby,choroba,traumatyczne przezycia z dziecinstwa, wrazliwośc i "niezgodza"
            na otaczający swiat/artysci/.

            Dodałabym jeszcze osobną najtrudniejsza kategorie ludzi ..tzw."ludzi nie
            stąd" o wielkiej potrzebie milosci i akceptacji,niemozliwej do
            zaspokojenia,kiedy wpadną w depresje im najtudniej znależć "swoja ściezkę"

            osobiscie moge podzielic sie tylko swoją sciezką która dla mnie okazala sie
            skuteczna a która zawiera bardzo wiele elementów które padają powyżej.

            1.jak przystalo na poczatek dla każdej porzadnej depresji /takiej kiedy juz
            nie wstajesz z łóżka/ -ktos podal mi leki.
            2.Potem starasz sie kazde piec minut nie myslec o problemie,potem nastepne 5
            minut i jeszcze dwie i jeszcze dwie...czyms sie zając dla mnie było to
            np.gadanie na czacie.
            2.Potem kiedy jest juz odrobine lepiej trzeba znależć przyczyne - u mnie były
            to nagłe klopoty rodzinne.
            3.trzeba zastanowic sie czy moge cos na to poradzic lub samodzielnie zmienic.
            4.Kiedy moge poradzic -ulożyc w głowie plan.
            5.Plan musi miec absolutnie malenkie kroczki ...tylko takie którym jesteśmy w
            stanie podołac.
            6.próbowac go realizowac.
            7.koniecznie mieckolo siebie kogos / wyrozumialego
            współmałżonka ,przyjaciela ,psychologa/ z kim mozesz o tym pogadac,u
            kogo "potwierdzasz sobie" rzeczywistosc.
            8.Trzeba wiedzieć że czasem czlowiek cofa sie kilka kroków i nie zrażać sie
            tym.

            9.Jeżeli nie jestes w stanie znależć samodzielnie przyczyny,albo nie możesz jej
            usunąc ....potrzebna jest pomoc specjalisty -/psychologa, ksiedza,mistrza
            modrego przyjaciela/ lub dla niektorych modlitwa i wiara ...bo jedynym
            wyjsciem jest zmienic stosunek do przyczyny a najlepiej i swiata.

            10.cały czas nalezy brac leki tak długo jak czujemy że potrzeba..albo jak długo
            zaleca lekarz.


            Wogóle ktos powiedzial że przyczyna depresji jest to że swiat nie spelnia
            naszych oczekiwan innymi słowy co innego bysmy chcieli a co innego dostajemy.
            ale czy swiadomosc tego w czymś pomaga? nie wiem.

            Tak czy siak ....kiedy mnie sie pogarszało starałm sie sobie zrobic mala
            przyjemnośc nie przekraczajacą moich sil /nowa serwetka na stól,inna
            fryzura,spacer-kiedy już byłam w stanie wychodzicz domu,rozmowa z nieznajoma
            osobą/
            Ważne jest,zeby miec chocby w głowie swój plan naprawy ....i kiedy
            jesteśmy słabi- z czekania na odpowiedni moment aby zacząć go realizować -
            uczynic tresc dnia ...a potem tresc nastepnego dnia i nastepnego i
            jeszcze jednego...az wreszcie przyjdzie ten jeden dzien kiedy pomalenku
            choć ze zgrzytami ruszymy.

            Troche to chaotycznie napisałam ale to tez bylo chaotyczne
            ...wszystkim życze powodzenia!!

            Ojlili



            • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.10.03, 12:47
              Witam Ojlili,

              zgrabnie to wszystko ujelas.


              > Jestem skłonna sie przychylić do tezy.... że sklonnosc do depresji jest
              wieksza
              >
              > u ludzi którzy czuja sie niekochani....Czasem dotyczy to poczucia odrzucenia
              w
              > tak glebokim dziecinstwie, że nie jestesmy w stanie tego dostrzec.

              zgadzam sie, trzeba zajrzec w glab siebie, zeby znalezc to zrodlo swojej
              depresji, poznac siebie i polubic siebie.

              > Tak czy siak z depresji mozna wyjść na 99,9 procent!!

              nie zupelnie Cie tutaj popre, bo znam ludzi ktorzy nie moga jakos wyjsc przez
              cale zycie.

              > osobiscie moge podzielic sie tylko swoją sciezką która dla mnie okazala
              sie
              > skuteczna > Ojlili

              dzieki Ojlili, fajnie byloby jakby wiecej z nas podzielilo sie 'swoja sciezka'.

              dodam tutaj taka zartobliwa 'diete' dla cierpiacych na depresje, ktora
              przyslal mi kolega, ktory sam przeszedl przez 'pieklo' rodzinnych problemow:

              aby utrzymac depresje pod kontrola, nalezy stosowac dzienna dawke SZACUNKU DO
              SIEBIE SAMEGO, poprzedzona dobra dawka WIARY W SIEBIE, i uzupelniona porzadna
              porcja MILOSCI DLA SAMEGO SIEBIE. jak widzisz moja 'dieta' wymaga samo-
              zarzadzania, poniewaz to ty sama musisz dotrzec do korzeni problemu.

              pozdrawiam
              • ojlili Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.10.03, 13:32
                do Twoich codziennych porcji Pysiek, dodam jeszcze za jakimś tam
                przewodnikiem :
                codziennie po dwa uściski od bliskich osób- rano i wieczorem.:):)

                co do osób które nie mogą wyjść przez całe życie....Rzeczywiscie jest ich
                wiele.

                Raz przebyta depresja wytwarza niekorzystne korytarze...w ktore bardzo łatwo
                wpada sie ponownie.
                Dlatego ważne żeby wytworzyć jak najwiecej filarów na których bedziemy stać
                po przebyciu depresji.
                Najmocniejszy to wiara - niestety nie każdemu dana.


                Pozostałe filary czy korzenie to rodzina, praca /ale zadowalająca!! a nie
                dołująca ... taką lepiej od razu rzucić/,przyjaciele, własne mieszkanie.Im
                wiecej filarów w porzadku -tym mniejsza szansa jazdy w dół.

                Dobre efekty daje też zaangażowanie w pomoc innym cierpiącym ,prace
                charytatywną ,pomoc ubogim,dzieciom niepełnosprawnym,prace społeczną.
                Oczywiscie to wszystko dopiero pom podleczeniu.

                Zycze każdemu znalezienie jego "scieżki"..bo wierze ża dla każdego ona jest.
                Czasem pomaga intuicja i twarda decyzja ...czasem psycholog , czasem przypadek.

                W mojej sytuacji pomogła motywacja tzw. negatywna...

                tzn.postanowilam przetrwać na złość komus kto mnie skrzywdził...ale
                miałam przy sobie kogos kto mnie wspomagał... sama mogłam tylko podjąć
                decyzje... nie zdolałabym zrobic nic wiecej../potrzebne byly poważne decyzje
                prawne ,finansowe,i bytowe/.
                To była twarda szkoła,i choć nie mam gwarancji że za jakiś czas nie zjadę
                spowrotem ciesze sie tym co mam dzis.Gdyby mi sie pogorszyło -wiem że
                siegne po leki ... przynajmniej na ten najgorszy czas...

                Przytulam wszystkich którzy jeszcze sie meczą,i życze szybkiego
                odnalezienia "ścieżki"

                ojlili
                • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 10.10.03, 01:18
                  Witam Ojlili,

                  Ty masz dar pisania, jakos ladnie i skladnie Ci to wychodzi...

                  co do:
                  > W mojej sytuacji pomogła motywacja tzw. negatywna...
                  >
                  > tzn.postanowilam przetrwać na złość komus kto mnie skrzywdził...

                  mysle, ze w nas wszystkich jest zlosc. nie mysle, ze zlosc jest uczuciem
                  negatywnym, jest po prostu JEDNYM z uczuc. wazne tylko, zeby ta zlosc byla
                  odpowiednio skierowana, bo inaczej moze byc destruktywna.

                  zlosc, nienawisc, zal do calego swiata za krzywdy wyrzadzone albo urojone, brak
                  wiary w siebie...no i co jeszcze, brak zaufania, rozczarownie - musialabym
                  jeszcze pomyslec - to wszystko powoduje stres, a potem mniejsza lub wieksza
                  depresje.

                  przyszlo nam zyc w dziwnych warunkach, moze zyjemy bardziej komfortowo, a nie
                  mamy czasu dla siebie nawzajem. moze technologia ulatwila nam zycie, ale
                  utrudnila kontakty. to ostanie nalezy rozumiec w przenosni, bo mimo, ze majac
                  dostep do Internetu dzieki czemu mozna rozmawiac z ludzmi dookola swiata,
                  czesto nie zauwazamy tego co mamy pod samym nosem: np.czyjegos nieszczescia.

                  bardzo trafne jest Twoje spostrzezenie Ojlili, jak wazne w naszym zyciu sa
                  te 'filary'. zycze kazdemu zeby potrafil ich wybudowac jak najwiecej.

                  jeszcze jedna uwaga, mysle ze czesto popadajac w depresje, zapadamy sie w
                  samych siebie, to ja mowie z wlasnego doswiadczenia - bylam zbyt dumna aby
                  poprosic o pomoc. trwalam w jakims glupim stanie niecheci do samej siebie,
                  obrazilam sie na caly swiat, ktory mnie nagle przestal rozumiec, stracilam tez
                  zainteresowanie sprawami ktore mnie pasjonowaly.
                  zycze kazdemu sily, aby potrafil wyrwac sie z takiej martwoty duszy, sily i
                  pokory aby poprosic o pomoc...
            • warum Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 12:57
              ojlili napisała:

              > Ważne jest,zeby miec chocby w głowie swój plan naprawy ....i kiedy
              > jesteśmy słabi- z czekania na odpowiedni moment aby zacząć go realizować -
              > uczynic tresc dnia ...a potem tresc nastepnego dnia i nastepnego i
              > jeszcze jednego...az wreszcie przyjdzie ten jeden dzien kiedy pomalenku
              > choć ze zgrzytami ruszymy.
              Napisalas duzo madrego i calkiem na temat:)jestem pod wrazeniem. Mam tylko dwie
              uwagi i chetnie wyslucham Twojej odpowiedzi - 1/ tzw.plan naprawy... mozliwy
              jest moim zdaniem dopiero po wyjsciu ze stanu depresji, nigdy przed. Wiec...
              jak sie do tego przygotowac? skoro wiemy dopiero "potem",ze to depresja, a nie
              zwykle lenistwo? b/ w nastepnym poscie wspomnialas skod wzielas sile do wyjscia
              z dolka - " na zlosc" komus kto Cie skrzywdzil. Wiec...tylko tacy uparci i z
              potrzeba "pokazania,ze potrafia " moga sobie poradzic z depresja. A pozostali?
              Ci bardziej okaleczeni co maja zrobic? Hmmm, To wcale nie takie proste.
              Pozdrawiam.
    • macronim Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 12:18
      Ja tu dopiero teraz zajrzalem i jest rzeczywiscie ponuro. Od razu widac kto
      pisze, czyli sami frustraci!!

      Do diabla z waszymi poradami, wezcie sie za robote, od razu glupoty wam wyleca
      z glowy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Praca jest najlepszym lekarstwem.
      Ciao
      • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 12:38
        Jako żart - żałosne.
        • macronim Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 12:53
          Kakofonia napisala
          'jako zart - zalosne', to nie zart to moja szkola zycia.
          Zawsze ciezko pracowalem i nie mialem czasu na frustracje, chociaz zycie
          doswiadcza mnie ciezko. Moja zasada jak przychodza zle mysli, to wlasnie
          wziasc sie do roboty a nie dmuchac balony.
          Sprobuj, polecam.
          • ojlili Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 14:31
            Warum...
            Masz racje ze plan naprawy mozliwy jest dopiero po wyjsciu z najgorszego
            dołka...
            dlatego przy glebokiej depresji chcąc -nie chcąc- na poczatek leki.

            O rozpoznanie czy to depresja najlepiej zwrócic sie do lekarza,kiedy sami
            czujemy że to juz za dużo na zwykle lenistwo ze to stan inny niz zwykle.

            Niestety nasza samoswiadomosc jest niska i pomimo że czasem teoretycznie
            wiemy o objawach depresji...możemy to przegapic... kiedy juz dopadnie nas
            lub naszych bliskich.
            Zwłaszcza że rozne inne choroby /m.in. niektóre postacie raka/ także objawiaja
            sie spadkami nastroju i niechecia do życia.


            Ad.2.Ta siła nie przyszła od razu...

            najpierw było pol roku placzu , potem pol roku beznadziei z czarnymi
            myslami /tu wlasnie lekarz z rodziny rozpoznal depresje/...potem pol roku
            lekow ,potem pol roku terapii.../czyli juz razem dwa lata/... i dopiero
            przyszla sila na zmiany.

            Tez pomalenku... dzieku wsparciu psychologa i przyjaciela...w tempie
            niebotycznie zólwim..ale idzie i..skutki sa.

            Pomimo iz wola zmiany wyrazona przez chorego jest podstawą.... musi byc ktos
            kto na poczatek wskaze jakakolwiek droge i doda sil.....Trudno mówic o
            konkretach... bo dla kożdej sytuacji jest to co innego.

            Dlatego polecam kontakt ze specjalistą.
            Byc moze to jego zasluga ze w moim przypadku odnalazl - ze najepiej
            zmotywowac mnie negatywnie?
            Mysle ze takich "wyzwalaczy energi" jest wiecej ...z tego co wiem
            najlepszym jest milosc....Moze byc rózna....np. do dzieci, do pracy,do
            nowego partnera.
            Na zakonczenie przytocze dwie autentyczne historie, gdzie w jednym
            przypadku z depresji po utracie córki pewna kobiete wyciągnąl
            zakup.....psa!!..../Czy ktos by na to wpadl?/
            w drugim zas po smierci syna matka podniosla sie idąc studiowac teologię.

            Tak czy inaczej ,jezeli ma sie to szczescie ze przyczyna depresji jest znana,
            najlepiej zdecydowac sie na zmiany....jezeli to tylko mozliwe - ....bo inaczej
            depresja moze powracać.

            Pozdrawiam ciepło
            Ojlili.
            • warum Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 15:23
              Hmm... masz racje:) W moim przypadku... brak diagnozy, to jakas forma ucieczki
              przed wlasna slaboscia. Bo...tyle lat... sadzilam,ze... nie mam prawa upominac
              sie o sama siebie, zbyt wielu ludzi oczekuje ode mnie... wlasnie, pomocy. Ja
              wiem jakie sa przyczyny, ale poza obojetnoscia i zepchnieciem na absolutne dno
              wlasnej podswiadomosci, nie jestem w stanie " zrewanzowac sie" komus,za kare.
              Bo co to by zmienilo teraz? Juz nic. Cala reszta w zyciu to wybory "mniejszego
              zla", czyli poprawne, odpowiednie, najlepsze z dostepnych... a jednoczesnie
              zawsze wybory z podteksem leku,ze to... jednak naprawde nie to, o czym marze.
              Haslo depresja kojarzylo mi sie tylko ze slaboscia i... egoizmem. Uwazalam,ze
              ludzie maja wrecz obowiazek dbac o siebie, ale oczywiscie nie wykorzystujac
              innych. Niestety, to co ja uznaje za skromnosc, ogolnie odbierane jest za
              naiwnosc. Teraz sa czasy, gdzie tylko silni, bezwzgledni i.... liczacy kase sa
              na fali. Dlatego wciaz ....trudno podjac zdecydowane kroki komus o
              lagodniejszym charakterze. Osamotnionemu. A posiadajacemu rodzine tym
              bardziej...Zgadzam sie, ze milosc to chyba najlepsza motywacja do zycia. I ten
              kto kocha szczesliwie nie ma depresji. Tylko takich szczesciarzy zakochanych na
              stale jest niewielu, wielu... szuka, probuje, akceptuje zludzenia i... przezywa
              rozczarowania. Ale warto szukac! Moim zdaniem... kazda dorazna metoda np.
              wiara, akcje wspomagajace innych zapelnia czas, zaangazuja nas dosc mocno,
              ale....doraznie/ nawet jak aktywnosc trwa po kilka lat/predzej czy pozniej
              pojawiaja sie nawroty depresji. Wiec zyczmy sobie tylko.... szczesliwego
              dziecinstwa, wlasciwych wyborow i odwagi z zyciu:) A depresja bedzie tylko...
              watkiem naukowym. PS intensywna praca....hm to tez rodzaj uzywki-znieczulacza:)
              dzieki jeszcze raz za Twoje uwagi.
          • evee1 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 14:35
            macronim napisał:

            > Kakofonia napisala
            > 'jako zart - zalosne', to nie zart to moja szkola zycia.
            > Zawsze ciezko pracowalem i nie mialem czasu na frustracje, chociaz zycie
            > doswiadcza mnie ciezko. Moja zasada jak przychodza zle mysli, to wlasnie
            > wziasc sie do roboty a nie dmuchac balony.
            > Sprobuj, polecam.
            Ho, ho, ho! A skad wiesz, ze niektorzy znas ciezko nie pracuja?
            Ja na przyklad wlasnie teraz siedze w pracy. I tak, moge to czytac i
            pisac, bo mam akurat przerwe. Praca nie jest niestety panaceum na
            depresje.
          • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 11.10.03, 15:35
            macronim napisał:

            > Kakofonia napisala
            > 'jako zart - zalosne', to nie zart to moja szkola zycia.
            > Zawsze ciezko pracowalem i nie mialem czasu na frustracje, chociaz zycie
            > doswiadcza mnie ciezko. Moja zasada jak przychodza zle mysli, to wlasnie
            > wziasc sie do roboty a nie dmuchac balony.
            > Sprobuj, polecam.

            Macronim, 1) ja pracy mam od cholery, 2) depresja to nie frustracja, 3) to już
            lepiej weź się znowu do roboty i przestań udzielać takich "światłych" porad na
            tym forum.
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 13.10.03, 07:06
      Do Ojlili,

      to co piszesz o milosci, o przytulaniu, o posiadaniu kogos bliskiego, jest
      wazne, ale...

      ja zalozylam ten watek ze wzgledu na moja starsza siostre. my obie urodzilysmy
      sie w Holandii, wychowalysmy tez w wiekszosci poza granicami Polski. ja pisze i
      mowie po polsku, ona nie pisze, tylko potrafi mowic. jej sytuacja zyciowa
      nadaje sie na fabule sensacyjnego filmu, albo jeszcze lepiej dobrej ksiazki.
      ja mysle, ze daje jej dosyc wsparcia moralnego, milosci, ma tez stalego
      partnera, a ona dalej nie moze wyjsc z depresji. ona jest artystka przez
      duze "A", wiec to tez troche tlumaczy jej dolki, jej trudniej pewne sprawy
      zaakceptowac. a ja przez jej depresje wpadlam tez sama, bo chce jej jakos
      pomoc, a sama nie wiem jak.

      ktos gdzies stwierdzil, ze pomaganie osobie cierpiacej na depresje jest jak
      pomaganie tonacemu, ani sie obejrzysz i mozesz stracic grunt pod nogami...

      jakies sugestie?
    • pollka Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 13.10.03, 09:34
      na depresje pomaga fizyczne odprezenie: goraca kapiel, masaz.
      • pollka Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 13.10.03, 09:39
        i jeszcze cos dodam. Zauwazylam ze pod wplywem podniecenia seksualnego nabieram
        energii, checi do zycia, i to poczucie dobrostanu. Czy Wy tez tak macie?

        Ale niestety czestym ubocznym skutkiem antydepresantow jest zmniejszenie libido.
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 13.10.03, 11:05
      powtorze:

      dzienna dawka SZACUNKU DO SAMEGO SIEBIE
      poprzedzona dobra dawka WIARY W SIEBIE
      i uzupelniona porzadna porcja MILOSCI DO SAMEGO SIEBIE

      plus rekomendacja Ojlili,
      codziennie dwa usciski od bliskich osob

      powodzenia
    • macronim Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 13.10.03, 23:41
      ...i popadnij w samouwielbienie.

      Co za bzdury, i to ma pomoc w leczeniu? Zycze odrobine zdrowego rozsadku, a
      nie milosci do siebie!

      Ludzie wy tu o depresji, a tyle nieszczesc na swiecie, rozejrzyjcie sie
      dookola: wasza sytuacja to Raj w porownaniu co niektorzy przechodza i nikt nie
      placze na Forum.

      Praca i jeszcze raz praca, a wszystkie choroby same gdzies sie ulotnia. A dla
      wierzacych moge podac cytat ze Sw.Marka: "wez krzyz swoj i idz za mna".

      Pewnie znowu ktos sie wscieknie, ale taka jest prawda. Ciao
      • brytan Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 00:35
        macronim, a jezeli ktos nie ma sily zeby ruszyc palcem to jak moze pracowac???
        Ciao mowisz, ale nada tutaj trwasz? Co Cie tutaj tak magentycznie przyciaga?
        • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 03:36
          No wlasnie macronim, co tu sie wtracasz jak nie rozumiesz po prostu! twoje
          uwagi ani nikomu nie sa pomocne, ani nie ciekawe. nie wyglada tez ze chcesz
          komus pomoc, tylko litosc przez ciebie przemawia.

          my nie potrzebujemy litosci, raczej zrozumienia. lepiej juz nie wracaj tutaj.
          Ciao
      • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 09:35
        macronim napisał:

        > ...i popadnij w samouwielbienie.
        >
        > Co za bzdury, i to ma pomoc w leczeniu? Zycze odrobine zdrowego rozsadku, a
        > nie milosci do siebie!
        >
        > Ludzie wy tu o depresji, a tyle nieszczesc na swiecie, rozejrzyjcie sie
        > dookola: wasza sytuacja to Raj w porownaniu co niektorzy przechodza i nikt
        nie
        > placze na Forum.
        >
        > Praca i jeszcze raz praca, a wszystkie choroby same gdzies sie ulotnia. A dla
        > wierzacych moge podac cytat ze Sw.Marka: "wez krzyz swoj i idz za mna".
        >
        > Pewnie znowu ktos sie wscieknie, ale taka jest prawda. Ciao

        Macronim, Ty jednak jesteś zupełnie beznadziejny...
        Co za fatum jakieś, jak nie Hania, to Macronim albo Anietak.
        Czasem zazdroszczę takim ludziom: gadają bzdety, a są święcie przekonani o
        własnej głębokiej wiedzy.
        Choć z dwojga złego wolę już chyba swoją depresję niż atrofię samokrytycyzmu.
      • miriam_73 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 09:53
        Słuchaj głupolu - nie życzę ci, abyś kiedykolwiek zakosztował "uroków" tej
        choroby. Jak również nie życzę ci pracy takiej jak moja. Chociaż - może wtedy
        byś zrozumiał, że polecenie "weź się do robowy" jest co najmniej nie na
        miejscu. Wyobraź sobie że włąsnie praca, jej warunki, permanentny stres mogą
        być źródłęm choroby.
        • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 10:04
          dzieki Miriam, ze sie tez odezwalas. ja mysle, ze glupol to delikatne
          okreslenie.

          a tak poza tym, to ja tez tak kiedys mialam, moja praca doprowadzala mnie do
          szalu, no wrecz to byl fizyczny bol, zeby zebrac sie i isc do pracy, mimo, ze
          fizycznie nie pracowalam. wtedy chyba bylam jeszcze na tyle naiwna, ze
          obwinialam siebie, ze nie potrafie nawiazac kontaktow z ludzmi. w koncu jak
          odeszlam to przejrzalam na oczy, ale co mnie to kosztowalo...

          Ten macronim to po prostu nie mial nigdy do czynienia ze slaboscia ludzka, ale
          mysle ze wszystko do czasu.

          tymczasem pozdrawiam
          • miriam_73 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 16:43
            Mnie lekarz postawił sprawę jasno "Albo pani - albo praca..." I co, makronimku -
            mam się wziąć do roboty i zwariować???
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 09:50
      bravo kakofonia, a juz myslalam ze nikt sie nie odezwie, nie zareaguje na takie
      bzdury.
      przez takich ludzi tylko bardziej wpadam w depresje, czy to mozliwe zeby ktos
      mial takie 'klapki' na oczach?

      a tak na marginesie, jak sobie radzisz?
      pozdrawiam cieplo
      • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 10:27
        Pysiek, no niestety, jak widać, klapki na oczach to dość powszechne zjawisko.
        Mam takiego osobnika w najbliższym otoczeniu. Z tych, co "nie wierzą w
        depresję". Załamać się można.
        Można, ale nie wolno i nie należy.
        Radzę sobie jakoś, dzięki, że pytasz :-) Ostatnio jest gorzej, ale jakoś się
        ciągnę za fraki do przodu. Staram się czasem "rozładować" w twórczości średnio
        artystycznej. Czasem trochę pomaga. Bo pozwala zapomnieć. Może też spróbujecie?
        Nie ważne, czy to coś warte obiektywnie. Ważne czy pomaga.
        Pozdrawiam :-)
        • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 12:53
          ciesze sie, ze dajesz sobie rade nawet jesli to ma byc 'ciagniecie fraka".
          ja tez troche interesuje sie tworczoscia artystyczna, ale mam kompleks
          mlodszej siostry. moja starsza siostra, jest artystka przez duze A. co
          ciekawego robisz: piszesz, malujesz, rzezbisz?

          pozdrawiam
          • _real_ Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 14:12
            Mam "lekkie" problemy z koncentracją, więc ledwo przebrnąłem przez całość
            wątku. Postanowiłem jednak dorzucić parę groszy od siebie. Od razu włączył się
            co prawda głos krytyczny, który mnie zbeształ za pomysł wskazując jego
            bezcelowość. Równie dobrze mógłbym założyć naiwnego bloga albo coś w tym
            stylu...
            Brzmi troszkę schizofrenicznie, ale mam nadzieję że to jeszcze nie jest mój
            główny problem ;-PPP
            Kilkanaście razy usiłowałem coś napisać, ale zniechęcałem się szybko
            wykasowywałem to co wyrzygałem z siebie i natym się kończyło. Koleś, który
            pisze o potrzebie pracy i braku czasu na depresję, posiłkując sie jednocześnie
            cytatami z bibli jest bezmózgiem o wrażliwości mamuta;chętnie dałbym mu w zęby,
            ale porzucam zawczasu tą myśl nie chcąc być posądzonym o braki rzeczowej i
            logicznej argumentacji wspartej przykładami.
            Zmagam się ze stanem zwanym potocznie depresyjnym od jakichś 7,8 lat. Nie
            jestem w stanie precyzyjnie tego określić, chyba nikt z dopisujących swe
            spostrzeżenia w tym wątku nie zwrócił uwagi na fakt, ze depresja bywa często
            stanem niuświadomionym. W moim przypadku walka z stanem mojego psyche jak na
            razie ma efekty dość żałosne co przekłada się na całokształt mojego życia. A
            więc: straciłem pracę, mieszkanie, związek , który był dla mnie wszystkim;
            dziecko; dla znajomych, którzy sa prężni, energiczni i sprawni intelektualnie
            taki życiowy rzyg nie jest raczej cool, więc na ich nadmiar też nie narzekam,
            właściwie nie mam ich wcale. W zasadzie nie mam środków do życia, prawa do
            zasiłku nie mam, a perspewktywa starania się o rentę w tym wieku mnie
            przeraża /jestem trzydziestolatkiem/. Na domiar złego zdrowie mi również
            specjalnie nie dopisuje /zapewne stan psychiki również ma niebagatelny wpływ i
            jest to rodzja takiej nakręcającej się spirali psyche-soma, soma-psyche/. Łaże
            na psychoterapię od 2 lat, żre leki /depakine-chrono, fluoksatyna/, itd..
            Jestem trochę złyy na siebie pisząc to wszystko, gdyż zapewne mimowolnie
            oczekuję jakiegoś odzewu i ciekawych spostrzeżeń, lecz jednocześnie wzbiera we
            mnie niepohamowany wstręt do tego rodzaju słabości, rozumianej przez mój
            skolatany móżdżek jako rodzaj ekshibicjonizmu słabego człowieka.
            A zapomniałem jeszcze dodać, miałem próbę samobójczą, nie pamietam jak mnie
            odratowano, a każdy dzień jest koszmarem, w zasadzie nie ma dnia żebym nie miał
            myśli samobójczych. q..a
            podrawiam mocno tych którzy mają siłę
            • pollka real_ 14.10.03, 14:29
              Wiem o czym piszesz. Ja tez dlugo myslalam ze depresja to tylko lenistwo,
              niezdolnosc czy brak dobrej woli by sie wziac do kupy. Ze to slabosc charakteru.
              Dopiero teoria ze to jednak chemiczny powod bardzo mni pomogla, uspokoila moje
              sumienie ze to nie moja wina. A zycie jest psie. Bo mozg jest chyba
              najwazniejszy. A ta przekleta depresja obrabowuje ludzi z godnosci,
              czlowieczenstwa, niezaleznosci, prawie decydowania o swoim zyciu. Jak tu robic
              plany, jak wszystko zalezy od tego jak bedziemy sie czuc. Czlowiek jest
              kontrolowany, miotany przez te zakichana depresje. I jak piszesz - wszystko
              mozna stracic przez nia. Przeczytaj watek niebory - bardo podobna sytuacja do
              Twojej. Tytul watku: Pozegnanie.
              • _real_ Re: real_ 17.10.03, 16:07
                Wątek niebory chyba pamiętam, ale było to jakiś czas temu. nie mogę go znaleźć,
                wyszukiwarka nie chce mi wyrzucać części postów, proszę polka podeślij mi
                linka, lub może ktokolwiek inny to zrobi >>>>>>>>> wątek pożegnanie
                pzdr
              • _real_ Re: real_ 17.10.03, 16:08
                pollka napisała:

                > Wiem o czym piszesz. Ja tez dlugo myslalam ze depresja to tylko lenistwo,
                > niezdolnosc czy brak dobrej woli by sie wziac do kupy. Ze to slabosc
                charakteru
                > .
                > Dopiero teoria ze to jednak chemiczny powod bardzo mni pomogla, uspokoila
                moje
                > sumienie ze to nie moja wina. A zycie jest psie. Bo mozg jest chyba
                > najwazniejszy. A ta przekleta depresja obrabowuje ludzi z godnosci,
                > czlowieczenstwa, niezaleznosci, prawie decydowania o swoim zyciu. Jak tu
                robic
                > plany, jak wszystko zalezy od tego jak bedziemy sie czuc. Czlowiek jest
                > kontrolowany, miotany przez te zakichana depresje. I jak piszesz - wszystko
                > mozna stracic przez nia. Przeczytaj watek niebory - bardo podobna sytuacja do
                > Twojej. Tytul watku: Pozegnanie.


                Aha i jeszcze jedno , napisz proszę parę słów o Twojej chemicznej teorii, nie
                jestem pewien czy się rozumiemy ;-)
                cześć
            • pysiek13 Dla REAL 15.10.03, 05:43
              jak sie masz Real,

              ciesze sie ze jednak sie przelamales i napisales. to jest ten drobny krok do
              przodu, o ktorym pisala Ojlili. widzisz im wiecej piszesz pomagasz sobie, a to
              jets teraz wazne. jak sam napisales nie masz za duzo przyjaciol w realu, ale
              mozesz miec tutaj. moze to brzmi patetycznie, moze nie zastapimy ci prawdziwych
              przyjaciol ale chociaz cie rozumiemey, bo wiekszosc z nas przez podobny stn
              przeszla. powinienes pisac wiec jak najwiecej.

              poza tym osobiscie zycze ci zebys zaczal stosowac "diete" mojego przyjaciela,
              bardzo jest ci potrzen=bna: co to znaczy takie samookreslenie'rzyg' !!!!!!
              szacunku troche dla siebie Real, szacunku!!!

              pisz czesciej i trzymaj sie, nawet jesli to trzymanie mialoby byc trzymaniem
              sie wiatru...pozdrawiam
          • kakofonia Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 14.10.03, 19:39
            Pisze i bawie sie grafika komputerowa. Szczegolnie to drugie mnie relaksuje. A
            kompleksu sprobuj sie pozbyc. Nie chodzi o to, czy bedziesz tworzyc Wielka
            Sztuke, ale o to, czy pomoze Ci sie to lepiej poczuc :-)
            Pzdr.
            • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 15.10.03, 05:27
              witam wszystkich,

              Kakofonia, grafika komputerowa to jest to co ja robie w pracy. a tak jako hobby
              troche maluje, napisalam troche bo to zalezy w jakim nastroju jestem. ale
              rzeczywiscie kazde hobby pomaga, bo mysle ze jak robisz cos co cie pasjonuje,
              co cie pochlonie, nie myslisz za duzo o swoich problemach. najgorzej, ze jak
              jestes na dnie, chyba to dno dla kazdego bedzie mialo inny wymiar...nie chce ci
              sie robic nic kompletnie i tylko ten kto przez to przeszedl moze cos zrozumiec.

              z kompleksem mlodszej siostry walcze cale zycie, ale moja personalna sytuacja
              jest w ogole zwariowana, wiec nie bede tu nikogo zanudzac moja biografia. ja
              naprawde jej nie zazdroszcze, tylko czuje sie cholernie nie doceniana. a moze
              tak ma byc. ona tez ma bardzo trudna sytuacje rodzinne i z aduzo od niej nie
              moge oczekiwac.

              tak wiec niby mi niczego nie brakuje do szczescia, bo praktycznie wstyd by bylo
              zebym narzekala, ale moje personalne doswiadczenia daly mi tak do wiwatu, ze
              ledwo moge sie pozbierac.

              zycze powodzenia Kakofonia, jak potrzebujesz jakis wskazowek co do Twojego
              hobby chetnie pomoge. wprawdzie nie wiem na jakim systemie Ty pracujesz, ja
              jestem w Australii. powodzenia i trzymaj sie cieplo
    • pysiek13 REAL odezwij sie, zyjesz? 15.10.03, 10:18
      • pajdeczka Re: REAL odezwij sie, zyjesz? 15.10.03, 10:21
        Na depresję tak łatwo się nie umiera:)))Pewnie żyje
        • pysiek13 Re: REAL odezwij sie, zyjesz? 15.10.03, 10:31
          jak sie masz Pajdeczka,

          dopiero co przeczytalam Twoj watek, nie wiadomo rzeczywiscie czy cieszyc sie
          czy plakac. pewnie lepiej sie cieszyc, jak napiszesz cos na Forum to troche tez
          sobie ulzysz. pisz czesciej...

          pozdrawiam
          • pajdeczka Re: REAL odezwij sie, zyjesz? 15.10.03, 10:43
            pysiek13 napisała:

            > jak sie masz Pajdeczka,
            >
            > dopiero co przeczytalam Twoj watek, nie wiadomo rzeczywiscie czy cieszyc sie
            > czy plakac. pewnie lepiej sie cieszyc, jak napiszesz cos na Forum to troche
            tez
            >
            > sobie ulzysz. pisz czesciej...
            >
            > pozdrawiam

            Chyba faktycznie zostanę tutaj na dłużej, nie ma to jak pocieszać się cudzym
            cierpieniem:))))))))
            • pysiek13 Pajdeczka, Ty sobie zartujesz, to juz dobry znak! 15.10.03, 10:49

              >
              > Chyba faktycznie zostanę tutaj na dłużej, nie ma to jak pocieszać się cudzym
              > cierpieniem:))))))))
              >
              cierpimy chyba podobnie, to moze na weselsza nute cos dla odmiany. co teraz
              potrafi Ciebie ucieszyc? czy cos w ogole sprawia Ci przyjemnosc?

              • pajdeczka Re: Pajdeczka, Ty sobie zartujesz, to juz dobry z 15.10.03, 11:19
                pysiek13 napisała:
                >
                > cierpimy chyba podobnie, to moze na weselsza nute cos dla odmiany. co teraz
                > potrafi Ciebie ucieszyc? czy cos w ogole sprawia Ci przyjemnosc?
                >
                >
                Dobre pytanie. Dawno takiego nikt mnie nie zadał.
                Odpowiedź już nie będzie tak dobra. Sprawia mi przyjemność patrzenie, jak mój
                mąż przeze mnie cierpi. Tylko, że to już mu się coraz częściej nie zdarza.
                Uodpornił się, nauczył cynizmu, nie wiem, jaka tego przyczyna. Przez to teraz
                ja więcej cierpię. Przepraszam za szczerość.
                Cieszyły mnie np. dobre stopnie syna, a teraz coraz mniej i dlatego zaczynam
                się bać.
                • pysiek13 Re: Pajdeczka, Ty sobie zartujesz, to juz dobry z 15.10.03, 13:14
                  cos tak jakby wyciete z mojego zyciorysu...patrzylam na bliskich i
                  zastanawialam sie czemu ja ich kocham, i co to jest 'kocham', niby ciagle
                  zdawalam sobie sprawe, ze jakies uczucia tam gdzies sa zagrzebane, ale tak
                  przywalone, ze nie mialam sily ich wygrzebac...

                  zacznij moze od drobnych rzeczy, postaraj polubic siebie i to co robisz. mnie
                  pomoglo moje hobby, zaczelam lubic od pocztku mojego psa rasy kundel, ktorego
                  tez zaniedbywalam. sama nie wiem co jeszcze, tyle tutaj bylo porad i dobrych
                  wskazowek, chyba Oilili napisala najladniej
                  pozdrawiam trzymaj sie cieplo
    • gunther_0 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 16.10.03, 06:55
      Dobrze niektorzy pisz tutaj...
      Ja dopiero wszedlem i tak pobierznie przeczytalem te posty.
      Doadam od siebie, ze depresja i brak wiary w siebie doprowadzila mnie do
      alkoholu i narkotykow. taka jest logika, skoro nikt nie dba o mnie i co sie ze
      mna dzieje, dlaczego ja mam dbac, jeden pies pogrzebany.

      moglbym podac tutaj kilka drastycznych przykladow ale po co, macie wlasne
      doswiadczenia. co tylko chcialem przekazac, to ze wyszedlem z nalogow i to
      zajelo mi pare lat, dobrych lat. nikomu nie zawdzieczam niczego, nikt mi
      specjalnie nie pomogl, bo tej pomocy bym nie przyjal, bylem troche pojebany
      ogolnie mowiac. to byl dlugi proces samoanalizy i doszedlem jakimis kretymi
      drogami do wniosku, ze to jest moje zycie. to byla DECYZJA ze teraz musze COS
      zrobic, albo zdechne pod na wysypisku (tam czesto spalem). no ten pysiek czy
      mysiek tez cos wspomnial o lubieniu siebie, czy szanowaniu, eeee to za miekkie,
      na mnie nie dzialalo absolutnie.
      moja rada to zajrzyj gleboko do swojej duszy i przanalizuj, co ty chcesz z tym
      zyciem zrobic
      tyle
    • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 16.10.03, 09:27
      witaj Gunther_O,

      fajnie, ze napisales, ale wyglada, ze po prostu dokonales mocnego
      postanowienia, masz silna wole i postawiles na swoim, praktycznie wygrales ze
      swoimi slabosciami. ja mysle, ze to byly slabosci nie depresja, mimo ze bedac w
      depresji tez mozna popasc w nalogi.

      nie wiem jak inni, ale dla mnie nawet nawet podjecie drobnej decyzji stanowilo
      problem
      pozdrawiam
      • gapka Tez jestem z Australii 16.10.03, 10:06
        wogole statystycznie Australia i w Nowej Zelandia naleza do krajow o duzej
        ilosci ludzi z depresja. Pysiek, tez prosze o pomysly co do hobby.
        Pozdrawiam :-)
        • pysiek13 Re: Tez jestem z Australii 16.10.03, 10:19
          jak sie masz Gapka,

          ja juz sama nie wiem, ja mysle ze to problem globalny z ta depresja!
          gdzie jestes w Australii?
          tutaj jest jak w tej ksiazce 'Pogoda dla bogaczy', pogoda sprzyja, a mimo
          wszystko popadamy w dolki.
          pozdrawiam
          • gradaczka Re: Tez jestem z Australii 16.10.03, 11:05
            ja jestem z stanu Victoria :-)

            • pysiek13 Re: Tez jestem z Australii 16.10.03, 14:59
              O kurcze, to nas sie tutaj narobilo!!!!

              co ciekawego w Victorii? tylko w weselszej nucie, moze?
              pozdrawiam
              • evee1 Re: Tez jestem z Australii 16.10.03, 16:38
                Ja tez, ja tez!! Z Melbourne. To znaczy teraz mieszkam w Londynie,
                ale w styczniu wracamy DO DOMU (tj, do Melbourne)!!!! Juz sie nie
                moge doczekac.
                • gradaczka Re: Tez jestem z Australii 17.10.03, 03:21
                  evee1 napisała:

                  > Ja tez, ja tez!! Z Melbourne. To znaczy teraz mieszkam w Londynie,
                  > ale w styczniu wracamy DO DOMU (tj, do Melbourne)!!!! Juz sie nie
                  > moge doczekac.

                  Je Geelong
      • gunther_0 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 18.10.03, 13:41
        czesc,
        nie to nie byla slabosc, to byla depresja najpierws a potem alkohol,
        dziewczyny, 'drugs' i dziewczyny, alkohol i drugs i antidepresant.no nie
        powiem powariowalem troche. ale na pocztku byla depresja.tez myslalem ze
        jestem facet nie moge sie tu mazac, musze sie trzymac,a to jakos tak
        podstepnie wpelzo we mnie i nie moglem sie tego uczucia bezsilnosci pozbyc.
        nie wiem co lepsze, alkohol czy antidepresanty na mnie dzialaly jednakowo a
        potem to juz nie dzialalo nic, stoczylem sie rowno.
        moze masz racje,ze mam silna wole, mysle ze bardziej niz silna wole mam troche
        szczescia. jedno male wydarzenie, a tak jakbym sie obudzil i zaczal myslec, bo
        przedtem to nic.
        ja jestem ze Slaska, gdzie tradycje alkoholowe sa wspaniale, kazdy powie.
        potem praca na czarno w Niemczech, potem wyjazd do kolejnego kraju. troche
        mialem mozliwosci wiec pojezdzilem po swiecie, bylem w Ameryce Lacinskiej tez
        tam troche jezyka podlapalem i zwiedzilem duzo. to niby kraje trzeciego
        swiata, ale serdecznosi wiecej niz gdzie indziej, dzieki dziewczynom,zylem
        fajnie, a one calkiem calkiem...no i bylo fajnie do czasu. znowu sie
        przemiescilem sprobowac szczescia w Stanach, tam mi nawet sie dosc dobrze
        ukladalo.
        lubie tu poczytac, zajrzec blizej Polski, nawet jak mieszkamy gdzies po
        swiecie. nie zawsze jest wesolo w zyciu, nie wiem przez co przeszedlem,lekarz
        mowi ze to depresja kliniczna.mialem powod kumpla,tego ze szkoly zabilo na
        moich oczach w wypadku samochodowym.troche sie sam o to bwinialem,przeklinalem
        Boga ze nie kazal mnie tez zabic,bo bylo mi ciezej zyc z ta pamiecia o
        wypadku,ciezej chyba niz byc zabitym.glupie mysli takie mi chodzily,ale ja
        jestem prosty za duzo do szkoly nie chodzilem bo byly ciekawsze rzeczy niz
        szkoly. z forsa nie bylo klopotu,to uzywalem zycia i podrozowalem ile sie
        dalo.
        no ale do czasu. dobrze ze tu ludzie piszecie,to dobrze czasem sie rozladowac,
        bo nikt cie tu nie zna i nie ocenia. ja z tej depresji wyszedlem przez
        przypadek i wiem ze moze byc tragicznie.dla mnie bylo tragicznie ale ja bylem
        z tego zadowolony, lubilem sie staczac bo myslalem ze na to zasluzylem,taki
        rodzja somomasochizmu...
        zycze powodzenia, kazdy znajdzie swoja droge, prywatnych porad nie mam bo
        kazdy z nas jest inny.
        • 2qq22qqq Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 27.11.03, 19:31
          Jestes i moze "chlopak prosty",ale z tego co piszesz wnioskuje,ze masz duzo
          madrosci zyciowej.Ja tez preferowalam taki rodzaj sadomasochizmu plus sadyzm
          psychiczny.Depresje mam od lat i nigdy sie nie leczylam,Zastanawiam sie czy
          nie isc do lekarza,ale boje sie,ze mnie zamkna i bede wstydzic sie przed moim
          synem.Bog jest w tej chwili jedyna moja nadzieja
        • 2qq22qqq Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 27.11.03, 19:31
          Jestes i moze "chlopak prosty",ale z tego co piszesz wnioskuje,ze masz duzo
          madrosci zyciowej.Ja tez preferowalam taki rodzaj sadomasochizmu plus sadyzm
          psychiczny.Depresje mam od lat i nigdy sie nie leczylam,Zastanawiam sie czy
          nie isc do lekarza,ale boje sie,ze mnie zamkna i bede wstydzic sie przed moim
          synem.Bog jest w tej chwili jedyna moja nadzieja
    • pysiek13 jak to milo... 17.10.03, 00:15
      Witam porannie Eeve1, u nas pada deszcz, a jaka pogoda w Londynie?

      duzo nas jest w Australii, oj duzo, nie wiadomo tez ile jeszcze mogloby tu sie
      dopisac ze swoimi problemami. O Melbourne chyba gdzies pisalam z okazji
      zblizajacego sie Melbourne Cup, pisalam ze lubie to miasto, bo ma tyle zieleni
      i taki europejski styl (ach, te tramwaje!). troche tylko klimat jest
      uciazliwy, ale zycie bez kompromisow to nie zycie.

      Ja wspomnialam w poscie chyba do Gapki, ze pogoda u nas dla "bogaczy" czyli
      ogolnie i klimat i atmosfera sprzyja, ale mimo ze tryb zycia tutaj jest taki
      rekaksujacy, nie omijaja nas roznego rodzaju zawilosci losu, tak jak na calym
      swiecie.

      Eeve kiedy wracasz, bedziesz na Swieta z powrotem? tutaj chyba bym sie
      zawahala, bo sniezne i zimne Swieta ciagle dla mnie maja wielki urok. chociaz
      w Londynie to pewnie raczej zimne i mokre. moj wujek mieszka w Londynie na
      Ealing Brodway, to tez polska dzielnica, nieprawdaz?

      tymczasem pozdrawiam serdecznie, do nastepnego napisania
      • gapka ja tez z Melbourne :-))))))))))))))))))))))))))))) 17.10.03, 08:58
        • pysiek13 Re: ja tez z Melbourne :-)))))))))))))))))))))))) 17.10.03, 10:00
          witam wszystkich,

          dzisiaj jestem w dennym humorze - zarobilam mandat za parking i zupelnie
          nieslusznie! nie mysle zeby sie z nimi klocic, to chyba tylko strata czasu.
          zaparkowalam na parkingu bez markowanych miejsc, byl tylko ograniczony znakami
          NON Stoping. na 100% zaparkowalam przed tym znakiem, nie mam duzego auta wiec
          sie wcisnelam i napewno nie wystawalam, ale jestem wsciekla!
          czy ktos slyszal, ze taka sprawe mozna wygrac? nie jest to duzy mandat - $68
          ale denerwuje mnie ze niesluszny. nie mam do tego sily, chyba zostawie.

          Fajnie Gapka, ze tez jestes z Melbourne, to urokliwe miasto. pytalas kiedys o
          hobby. co ci moge poradzic, to ze hobby praktycznie moze byc cokolwiek co cie
          pasjonuje tzn. zajmujac sie tym wylaczysz sie od normalnych spraw, pochlonie
          cie to cos bez reszty. dla mnie to jest podobnie z medytacja, ale medytowac nie
          kazdy potrafi, i hobby latwiej znalesc. powodzenia

          pozdrawiam
          • gapka fo pysio13 17.10.03, 11:08
            re kara: wiesz za parkowanie to raczej nic nie mozna zrobic, bo to City Council
            wymysla i jest nieugieta. Co innego jakbys miala do czynienia z policja z
            powodu speed camera- to mozna sie wykrecic: z mojej rodziny dwom czlonkom sie
            udalo. Ale szkoda ze tak za nic wbulili Ci :-(((

            wiesz pysio ja medytuje od lat. I probowalam doslownie wszystkich metod,
            wlacznie z TM. Nie wiem czy sie czuje potem lepiej, ale przynajmniej mam czyste
            sumienie ze cos tam robie dla ducha :-))
            • gapka Re: fo pysio13 17.10.03, 11:09
              ale sprobowac mozna z ta kara. Mozesz wyslac do nich list argumentujac ze to
              Twoje pierwsze przekroczenie i dodac to co tutaj napisalas
              • pysiek13 Re: fo pysio13 17.10.03, 14:57
                jak sie masz Gapka, nie spisz jeszcze?

                dziekuje za pocieszenie, ale
                juz przestalam sie tym mandatem martwic, ach taka glupota.

                ja tylko niedawno zaczelam pisac jakie to wazne, zeby potrafic sie cieszyc z
                drobiazgow, a teraz powinnam dodac i nie martwic bzdurami.
                stalo sie, nie ogladac sie tylko isc dalej.

                jest calkiem cieplo, na mojej ulicy jest kilka krzakow kwitnacych magnolii,
                ale piekne, szkoda tylko ze kwitna tak krotko. wychodze na spacer z moim psem
                i mam pretekst postac i popatrzec, bo krzewy akurat u sasiadow.
                i tak pachnaco zegnam tymczasem do nastepnego napisania


                • _real_ pysio13 17.10.03, 16:11
                  czesc Wam
                  dzieki za parę słów; Ty pysiek masz chyba jakieś skrzywienie zawodowe ??,
                  nieprawdaż, lekarz, psychiatra, psychoterapeuta,
                  pozdrawiam pyśka, polkę i pajdeczkę ...spodobał mi się nick ;-))

                  Ostatnio byłem jeszcze świadkiem czyjegoś umierania, nie miało to nic wspołnego
                  z godnością zapewniam,
                  • pysiek13 Re: pysio13 18.10.03, 12:01
                    czesc Real,

                    nie rozumiem co masz na mysli przez skrzywienie zawodowe??????????

                    nie jestem lekarzem, psychologiem, psychiatra, pytanie 'czy zyjesz?' bylo
                    raczej podyktowane troska...
                    mam problemy jak kazdy inny czlowiek, i jak jak wielu z nas nie ze wszystkim
                    potrafie sobie poradzic. napisz co miales na mysli
                    pozdrawiam
      • evee1 Re: jak to milo... 17.10.03, 16:28
        pysiek13 napisała:

        > Witam porannie Eeve1, u nas pada deszcz, a jaka pogoda w Londynie?
        A slonecznko dzisiaj :-)). I mamy piekna zlota jesien.
        W ogole w tym roku pogoda w Lonynie byla iscie australijska!!

        > i taki europejski styl (ach, te tramwaje!). troche tylko klimat jest
        > uciazliwy, ale zycie bez kompromisow to nie zycie.
        Ja tez bardzo to miasto lubie, moze dlatego, ze tam sie zahaczylam
        na poczatku i tak juz zostalo. Lubie jeszcze Adelajde, bo jak tam bylam,to
        wydawala mi sie taka jakas "wakacyjna". W ogole, to wstyd sie przyznac,
        ale podczas 10 letniego pobytu nie widzielismy za wiele poza Victoria.
        Jak czlowiek w jakims kraju mieszka, to zawsze ma czas na zwiedzanie.
        Ale na moje usprawiedliwienie moge uzyc argumentu, ze dzieci byly male
        i trudno sie z takimi berbeciami pchac w outback. A poza tym nie ukrywam,
        ze przeszkadzala mi w tym trcohe moja depresja i ataki paniki. Teraz jest
        juz lepiej, wiec moze cos wreszcie zwiedzimy :-)).
        No, ale narazie musze jeszcze troche pocierpiec w tym Londynie.

        > Eeve kiedy wracasz, bedziesz na Swieta z powrotem? tutaj chyba bym sie
        > zawahala, bo sniezne i zimne Swieta ciagle dla mnie maja wielki urok.
        chociaz
        > w Londynie to pewnie raczej zimne i mokre. moj wujek mieszka w Londynie na
        > Ealing Brodway, to tez polska dzielnica, nieprawdaz?
        Tak, to jest polska dzielnica. My akurat mieszkamy w czysto angielskiej
        dzielnicy i polskie sklepy i kosciol odwiedzam raz na pol roku.
        Swieta bedziemy spedzac w Londynie i wylatujemy stad dopiero w polowie
        stycznia, tak zeby dzieci zdarzyly na nowy rok szkolny w Australii.
        Na sniezne Swieta raczej nie licze i wlasciwie, to wolalabym, zeby
        nas snieg ominal. W zeszlym roku spadlo 5 cm sniegu i bylo 2 stopnie
        mrozu i Londyn i okolice byly sparalizowane przez trzy dni! Z pracy
        wracalismy 3 godziny (normalnie 1 godzina). Tak wiec niech juz lepiej
        leje, niz pada snieg!!

        Pozdrowionka ze sloneczkiem,
        Ewa
        • gapka Re: jak to milo... 18.10.03, 02:46
          pysio13 - tez mam psa i pomaga w poprawianiu nastroj przy depresji
          dzis w Melbourne 28 stopni. Jej! A ja sie wstydze ubrac letnio, bo mam takie
          cialo nieopalone itd. ale 30 to chyba gora dla mnie, nawet 25, potem sie pieke.\
          Jutro ide z psem na takie barbecue organizowane przez Council (trenerow psow)
          • gapka Re: jak to milo... 18.10.03, 02:47
            ale co do pogody to Melbourne jest okropnie zmienne, rano 8 stopni a potem
            upal.
        • pysiek13 Re: jak to milo... 18.10.03, 12:31
          Hi Eeve, milo ze napisalas,

          ja pamietam Londyn z dorywczych odwiedzin tylko, i za kazdym razem jak jestem
          zauwazam duzo zmian. Ealing jest dla mnie baza do wyskokow na miasto, wiem
          troche daleko, ale chociaz za mieszkanie nie musze placic jak zatrzymuje sie u
          rodziny. no i w Londynie zaczynalam moja 'kariere' jako baby-sitter jeszcze w
          czsach szkolnych. fajne to byly czasy...

          u nas z kolei pogoda zmienna jak to na wiosne, drzewa kwitna i czasami potrafi
          byc bardzo goraco. juz wkrotce Melbourne Cup i dlugi weekend szykuje sie w
          Victorii, a potem juz z gorki do Swiat. w tym roku zaplanowalam pojechac na 2
          tygodnie na rafe w czsie przerwy swiatecznej, tam naprawde sie wypoczywa,
          tylko znowu daleko.

          wracajac do tej nieszczesnej depresji, to Ojlili slusznie zauwazyla, ze ta
          choroba rzezbi korytarze i latwo mozna w nie z powrotem wpadac, zeby nie
          wiadomo jak starac sie wytrwac w lepszym nastroju.
          moja siostra ma strasznie dramatyczna sytucje, z ktorej nie ma rozwiazania, bo
          jej syn, cala nadzieja jej zycia, jest nieuleczalnie chory. ja staram sie
          pomoc jak moge, ale widze ze pomagam tonacemu, szukam pomocy dla niej i..dla
          siebie, bo to wszystko co wiemy, to tylko wiedza ignoranta, bardziej intuicja
          niz wiedza. idziemy obie przetartym torem czyli sprawdzamy opinie lekarzy
          specjalistow, zielarzy itd czytamy przerozne publikacje, szukamy odpowiedzi na
          pytania bez odpowiedzi i to jest najgorsze. gdyby np lekarze stwierdzili, ze
          tej choroby nie mozna uleczyc, OK jest to latwiej zaakceptowac, ale
          stwierdzenie rodzaju 'my tak naprawde nie wiemy co jest zle...' doprowadza do
          paniki.
          ale sie rozpisalam...
          mysle ze na dzis wystarczy, bedzie milo jak odezwiesz sie czasem

          pozdrawiam

        • pysiek13 Dla Gapki... 18.10.03, 12:59
          Dzieki za rady co do mandatu, nie ma co tracic czasu, trudno zaplace, musze w
          przyszlosci po prostu bardziej uwazac. wkurzylo mnie takie 'mandatowanie' dla
          recordu, bo ci parkingowi nie mysla kompletnie, ale nie mam takiej mozliwosci
          zeby kazdemu co nia mysli otworzyc mozgownice i dolac oleju...a czasem
          przydaloby sie.

          co do mojego psa, to bez niego bym dawno sie wykonczyla. moze on nie ma
          wygladu bardzo eleganckiego i nie jest rasowy, ale tak jak on jest przywiazany
          i pomocny, nie mysle ze ktos z ludzi, oczywiscie oprocz rodzicow, bylby
          wstanie ofiarowac mi tyle bezwarunkowej milosci!

          pozdrawiam
    • pysiek13 Gunther, jestes? 18.10.03, 14:28
      Witaj Gunther,

      zaskoczyles mnie tym swoim pisaniem, no niemalze otworzyles sie troche dla
      nas. nie potrafie zdobyc sie na jakis komentarz a moze komentarzy nie
      potrzebujesz, pomysle i napisze pozniej. obiecuje
      dobranoc jest 10.30pm
      • gunther_0 Re: Gunther, jestes? 22.10.03, 08:53
        Hej, Pysiek

        no i co?
        mialas cos odpisac.
        masz racje ja nie za porada, daje sobie jakos rade.tak czasem lubie z ludzmi
        porozmawiac
        byl taki angielski poeta John Dune,ktory napisal:zaden czlowiek nie jest wyspa.
        pozdrawiam
    • ewax100 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 22.10.03, 16:13
      Popadłam kilka lat temu w depresję,leczę sie u psychiatry.Uwazam,że leki
      napewno sa bardzo pomocne i łagodzą ten nieciekawy stan.Wiem jednak,że
      depresja nie bierze się sama z siebie,utrata pracy,brak perspektyw na
      przyszłość,brak środków do życia,wiek,który nie predysponuje już do podjecia
      pracy/50/śmierć bliskiej osoby,problemy zdrowotne-to wszystko sa przyczyny
      depresji.I niestety czuje się ,jakbym stała na skraju przepaści, i nie widze
      możliwości wyjścia z mojej sytuacji.A leki,owszem bez nich żyć bym nie mogła
      ale one tylko łagodza a nie mogą usunąć depresji.
      • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 23.10.03, 04:20
        Witaj Ewax,

        milo ze i Ty sie dolaczylas.
        tyle juz bylo tutaj roznych rad i ciagle powstaja nowe watki prawie na ten sam
        temat. trudno mi jeszcze cos rewelacyjnego dodac Ewax. co tylko mysle tak od
        siebie, to ze ta swiadomosc tego co sie dzieje jest czasami gorsza niz jej
        brak. piszesz ze bierzesz jakies medykamenty, ale pod spodem cmi ta glupia
        swiadomosc ze sama sie oszukujesz, ze lekarstwa nie rozwiaza Twoich problemow.
        ktos kiedys powiedzial:
        madrosc zyciowa przynosi zrozumienie, ale im wiecej wiesz/rozumiesz tym
        bardziej cierpisz.
        moze warto byc glupim? czy glupi ludzie cierpia na depresje?

        sprobuj zrozumiec czemu masz depresje, jesli lekarstwa ci pomagaja, staraj sie
        zmienic to co powoduje Twoja depresje, a jak nie da sie zmienic, naucz sie
        zaakceptowac ta sytuacje. to moze brzmi jak wspinanie sie na ogromny szczyt,
        ale w moim przypadku troche pomoglo.

        Gunther, przepraszam, nie mialam czasu zebrac mysli, zeby cos napisac. a tak
        pisac aby pisac, to nie ma sensu. napisz cos o sobie co teraz robisz, wyglada
        na to ze radzisz sobie doskonale, piszesz na innym watku przeciez wiec
        wnioskuje ze miewasz sie dobrze.

        pozdrawiam
        • ojlili Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 23.10.03, 11:51
          Ewax...
          Moja depresja wlokła sie 2-3 lata ...
          Dzis jeszcze ...nie moge powiedziec na 100 procent ze znow w nią nie popadne.
          Jestem jak gozdzik...
          wygladający mocno i zdrowo... prosty jak strzelił z dumna głowką.
          Lecz co kawałek na łodyżce ma takie kolanka ...sprubuj go lekko
          przygiąć....a na tym kolanku własnie strzeli i po nim.

          Moja depresja miala charakter sytuacyjny...ale tez nie mogłam nic zmienić.
          Co prawda trudno tu porównywac ....bo smierc bliskiej osoby ... nie mowiac o
          chorobie nieuleczalnej dziecka...to kalibry naprawde najwieksze przy ktorych
          nawet milczenie traci dostojenstwo.
          Ale...nie mogłam NIC zmienic . .nic nie zależalo ode mnie ...
          Spróbowałam wiec zmienic to co ode mnie zależało..

          Kiedy tylko podniosłam sie z leków ..."pojechałam rowno po wszystkim"
          Na złość. Nawet to co było pozornie "dobre"- też zmieniłam.

          Miałam dobrą prace /to był zawód wolny ale w dzisiejszych czasach jak dla
          mnie - zbyt stresujący/....zmieniłam go na jeszcze "wolniejszy"..zajełam sie
          sztuka użytkową - o czym zawsze marzyłam.
          Przemeblowałam kompletnie mieszkanie.../podobno b. skuteczne u kobiet:):):)/

          Zmieniłam sposób ubierania ../no jeszcze nie całkiem bo to kosztuje ale
          jestem w trakcie../Zaczełam sie ubierac tak jak mi sie podoba na innych
          kobietach i na sobie ... a nie tak jak podoba sie najnowszyn trendom czy
          mojej rodzinie /czytaj mężowi/

          A drugiej strony wiem.... że stan w którym jest sie w stanie mysleć o
          ubieraniu i meblowaniu to juz stan wysmienity.Trzeba bedąc jeszcze na
          lekach nie przegapić tej chwili kiedy coś nam sie chce.Cokolwiek.Tzw.
          mały sukces.I zacząc zmieniac.
          Bo to może być koło zamachowe które nas wyciągnie...

          Są sytuacja bardzo trudne i do takich należy choroba i smierć.Ale maja tę
          własciwść..że są traumą dokonaną.Dłużej w czasie trwającą lub krócej...ale
          mającą początek i koniec.
          W tych wypadkach zbawienna jest rola czasu który płynie i leczy..obmywa rany
          i goi je.Wczesniej czy pozniej ból złagodnieje....

          Problem w tym żeby pomóc sie zabliżnic ranom jak najszybciej.
          W przypadku np smierci współmałzonka..jeżeli sa dzieci i wnuki możnaby
          powiedziec:...."pomóż sobie bo tak naprawade tu nie chodzio Ciebie"...rozumiem
          przez to to ,że kiedy ktoś pogrąży sie w depresji cierpi tez rodzina ..na
          przykład dzieci bó :nie ma "dla nich" rodzica...albo wnuki bo
          bezpowrotnie wyrastają " nie mając dla siebie" babci.

          Wątek egoistyczny:..w depresji brzydniemy...starzejemy sie szybciej ...robią
          sie nam nieodwracalnie "złe" zmarszczki.

          W przypadku smiertelnej choroby dziecka....
          nic nie powiem
          bo tu ... po prostu nie da sie nic powiedziec...

          Ojlili

          • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 23.10.03, 14:38
            dzieki Ojlili, za cieple slowo...
            pzdrawiam
          • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 24.10.03, 09:36
            Witaj Gunther,

            dzieki za zrozumienie.
            mysle,ze Ty tez byles odporny do czasu, z Twoich opisow wnioskuje ze
            jestes 'twardy' facet i nie lamiesz sie z byle powodu. pewne
            wyderzenie/wyderzenia odebraly ci ta odpornosc. nikt z nas nie planuje/nie
            prosi sie o depresje, ona sama jak zauwazyles przenika i czasem obezwladnia nas
            bez zaproszenia.
            w moim przypadku nie obezwladnila mnie calkowicie, jestem raczej optymistycznie
            nastawiona do zycia, ale bylo bardzo zle. moze tez, trudniej przez fakt, ze
            moja osobista sytuacja jest troche poplatana, ja nigdzie nie czuje sie jak w
            domu: urodzilam sie w innym kraju, mieszkalam w roznych krajach w Europie/na
            swiecie, a jak sie przebywa w jednym miejscu latwiej zbudowac takie solidne
            filary o ktorych wspomniala Ojlili, filary o ktore mozna sie wesprzec w
            chwilach zwatpienia.
            nie moge tu dojsc do zadnego koncowego wniosku, zycie toczy sie dalej, nie mamy
            wplywu czasami na zyciowe sytuacje, mamy jednak ciagle wybor co zrobic ze swoim
            zyciem, jak je przezyc najlepiej.
            zycze kazdemu powodzenia
            'Two roads diverged in a wood,
            and I, I took the one less travelled by,
            and that has made all the difference'

            Ps. Gunther, prosze badz konsekwentny i nie pytaj o moja prace, nawet w
            zartach. dzieki


        • ewax100 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 25.10.03, 18:51
          Ktos pisze zaakceptować to co jest.Może tak powinno być,byłoby łatwiej życ,ale
          nie zawsze tak można.Jak można zaakceptować swoja słabośc,bezsilność w
          znleżieniu sposobu na dalsze życie,w znalezieniu pracy,zajęcia przynoszacego
          jakiś dochód.Jak można zaakceptować to że człowiek /kobieta/ w wieku 50 lat
          musi odejść na margines,że się nie liczy,że jest niepotrzebna.Dobrze jest
          komus radzić z boku ale jesli ktoś nie ma pracy,bo do pracy za stary,na
          emeryturę za młody,na rentę za zdrowy/chociaz chory/nawet nie może być
          bezrobotnym,jest nikim.Nie wiem czy jest jakas recepta na takie życie?I
          właśnie świadomośc tego oraz skrajne pogorszenie sytuacji finansowej w
          stosunku do wcześniejszego czasu ,własnie ta niemoc,własna bezsilnosć
          sprawia,że tak trudno wyjśc z depresji.I niestety jest to często niemożliwe.A
          to że jestem na tym czy innym watku nie świadczy o poprawie mojego
          samopoczucia.Jedynie moge powiedzieć,że takie wewnetrzne wyładowanie i w ogóle
          rozmowa nawet poprzez internet oraz te leki tylko koja ból ale go nigdy nie
          wyeliminują.Wierze,że z pewnością jakiekolwiek zajęcie przynoszące
          dochód,dowartościowanie mogłoby mnie uzdrowić,ale już straciłam
          nadzieję.Pozdrawiam
          • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 26.10.03, 04:22
            Witaj Ewax,

            napisalam o akceptacji w odniesieniu do mojej sytuacji.
            z szacunkiem podchodze do Twojej prywatnej sytuacji i mysle, ze rozumiem
            Ciebie, musi Ci byc trudno. Twoim problemem jest brak pracy i sytuacja
            finansowa, to poglebia Twoja depresje, a uczucie 'odstawienia na tor boczny'
            tez nie jest budujace.
            w jakim zawodzie pracujesz,jakiej pracy szukasz i w jakim miescie? moze ktos
            tu na forum bedzie mial jakis pomysl,albo rade, nigdy nie wiadomo kto tu czyta.
            pozdrawiam serdecznie i nie poddawaj sie tak latwo
    • gunther_0 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 24.10.03, 05:48
      Witaj Pysiek,

      ja sporo przeszedlem sam w zyciu i chyle glowe z szacunkiem..
      nie dobiore slow,nie znajde dobrej rady, moge tylko Ci zyczyc zebys byla silna
      najlepszego
    • uparte_zwierze Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 05.11.03, 13:01
      Przeczytałam wątek dość pobieżnie, interesowało mnie czy wyjście z depresji
      jest możliwe, czy nie. Jednoznacznej odpowiedzi nie ma...
      Mój problem jest bardziej z drugiej strony. Bardzo bliska mi osoba jest chora
      na depresję. Zachorował na długo przed tym zanim bliżej się poznaliśmy, na
      początku nic o tym nie wiedziałam. Kiedy mi powiedział, zaczęłam szukać
      informacji na ten temat, nawet zastanawiałam się, czy sama nie jestem chora
      (nie jestem, chociaż miewam, szczególnie teraz, podobne stany; nigdy nie trwało
      to jednak zbyt długo). Jestem w stanie doskonale go zrozumieć. Gdyby mnie
      rozpacz prześladowała przez taki długi czas, nie wiem, co bym zrobiła.
      Przez długi czas specjalnie nie odczuwałam jego choroby. Było w miarę dobrze.
      On bierze leki (nie pamiętam jakie). Ostatnio jednak nasąpił nawrót (może to z
      powodu jesieni?) Bardzo się boję, czuję się zupełnie bezsilna, nie wiem, co mam
      robić. On mi powtarza, że pomagam mu tym, ze jestem po prostu, ze gdyby nie ja,
      to nie wie, co by się stało. Ale ja ciągle czuję się bezradna. Kiedy nic nie
      mogę zaradzić... Kiedy się nie uśmiecha... Może to naiwne. Nie wiem, jakby to
      było, gdybyśmy mieszkali razem. Boję sie tego, że nie wytrzymam, że oboje
      będziemy cierpieć.
      I dlatego ponawiam pytanie: czy to możliwe, żeby wyjść z depresji? Żeby już
      nigdy nie wróciło?
      • katara Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 05.11.03, 13:18
        jest taka pisarka, która napisała " W krzywym zwierciadle", ona z tego wyszła,
        i pomaga podobno, teraz wychodzić innym. Pozdr.
      • pysiek13 Re: wyjscie z depresji, czy to mozliwe... 09.11.03, 09:42
        Dobry wieczor,

        troche zaniedbalam watek, przykro mi ale ostatnio mam sporo pracy.
        Uparte_zwierze,
        ja tez zaczelam pisac bardziej ze wzgledu na moja siostre, sytuacja wiec jest
        troche podobna. napisalam wczesniej ze pomaganie choremu na depresje, jest jak
        pomaganie tonacemu i nie wiadomo kiedy mozesz poczuc, ze ten toniesz.

        odpowiedzi jednoznacznej rzeczywiscie nie ma, bo kazdemu cos innego pomoze,
        pomoglo. ja mysle, ze nie powinnas utozsamiac sie z jego problemami i czarnym
        nastrojem. dobrze miec do tego pewien dystans, jak potrafisz go zachowac?
        zycze powodzenia, badz silna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka