09.08.08, 16:58
bertrada napisała:

> Chodzi o to, że to wszystko są jakieś subiektywne spostrzeżenia samych chorych
> a
> nie udokumentowane fakty potwierdzone badaniami klinicznymi.
Obserwuj wątek
    • micaela Re: o boze 09.08.08, 17:00
      bertando nie myslalas nad tym zeby zaczac pisac teksty do " Rejsu 2" albo do
      wznowien Barei?
      • dd.inversus Re: o boze 09.08.08, 17:06
        to mówisz micaela, że terapia mnie wyzwoli?

        siedzę sobie, coś tam mówię i ściskam rant krzesła
        nagle sobie uświadamiam, jak brudny musi być ten rant
        ilu świrów i zmartwieńców tak go ściskało przede mną

        powtórzenia, powtórzenia

        są tacy, co potrzebują wielu powtórzeń
        to mądrość wyjęta z Twojego pisania
    • bertrada Re: o boze 09.08.08, 17:14
      Nie dubluj Micaelu wątków. Jak chcesz się wypowiedzieć na dany temat, to
      wypowiadaj się w już istniejącym wątku. ;P

      A jeżeli chodzi o to co napisałeś, to ja naprawdę nie spotkałam się z żadnymi
      rzetelnymi badaniami, które jednoznacznie stwierdziłyby skuteczność
      psychoterapii. Jeżeli masz na ten temat inne dane to je przedstaw zamiast robić
      sceny.
      • micaela scena druga 09.08.08, 17:24
        ja tez nie spotkalem jednoznacznych badan ze uzywasz mozgu droga bertrando
        • bertrada Re: scena druga 09.08.08, 17:25
          Bo takich nie przeprowadzono. To jest oczywista oczywistość. ;P
          • aidka Re: scena druga 09.08.08, 20:04

            Bertrado, ja spotkałam w szpitalach i na terapiach masę ludzi,
            którym terapia pomogła.
            Jak już pisałam, mnie, na przykład, pomogła.
            Zdarzało się też, że pomagał mi lek - np. dawno temu prozac, gdy w
            Polsce się pojawił.

            /Czy, wg Ciebie, nie ma też szans, by terapia mogła pomóc
            alkoholikom, dajmy na to?/
            • bertrada Re: scena druga 09.08.08, 20:16
              Przecież mówiłam, że nie mam żadnych osobistych doświadczeń w tym zakresie.
              Podałam tylko suche fakty i własne przemyślenia na ten temat. Ale od tego jest
              forum, żeby wymieniać się nawet bardzo kontrowersyjnymi poglądami i przytaczać
              kontrowersyjne opinie.
              • kontrr Re: scena druga 09.08.08, 20:47
                bertrada napisała:

                > Przecież mówiłam, że nie mam żadnych osobistych doświadczeń w tym
                zakresie.

                Dziwi mnie juz nie pierwszy raz, że nie mając własnych doświadczeń
                tak ostro formułujesz sądy. Ja się o antydepresantach nie
                wypowiadam, bo nie brałam. Mogę co najwyżej przytoczyć co słyszałam,
                albo napisać co mi sie wydaje.

                No to skoro wymieniamy się doświadczeniami to też napiszę, że mi
                psychoterapia pomogła. Oczywiście nie poddano mnie obiektywnym
                badaniom i jest to moje subiektywne odczucie, ale tyle mi
                wystarczy :).
              • aidka Re: scena druga 09.08.08, 20:48
                nie wiem dlaczego wyjaśniasz mi po co jest forum - ja to wiem.
                czyżbym czymkolwiek dała Ci do zrozumienia, że nie masz prawa
                wyrażać swych poglądów ?

                nie pytałam o Twoje osobiste doświadczenia - pamiętam - nie
                posiadasz ich.
                mówię jednak, że ja mam ich masę - także z obserwacji innych.
                i co Ty na to ? kłamię, że mi pomogło ? inni też kłamią?
                istnienie na świecie tysięcy ośrodków terapii i miliony ludzi,
                którzy z nich korzystają, to pomyłka? nie jest nikomu lepiej, a
                płacą grubą kasę jedynie za neefektywne gadki z tetapeutą?
                a alkoholicy?
                pytałam o nich, ale nie odpowiedziałaś.
                czy i w ich wypadku terapia nie przynosi skutku?
                no to odsyłam do statystyk, np., z Łukowa - tam , wiele lat po
                terapii, monitują jej skuteczność i wyniki mogłyby Cię zadziwić,
                skoro negujesz terapię i mówisz o suchych faktach.

                dodam, że nie pasjonuje mnie specjalnie wyszukiwanie stosownych do
                tematu publikacji, niemniej, jestem pewna, że takowe są. Jest ich
                wiele.I wiele zapewne mówi o badaniach nad skutecznością terapii
                wykazując, że statystyki są "pro-terapeutyczne".
                a Ty znasz badaniaa, które dowodzą, że terapeuci, to hochsztaplerzy,
                a terapia żadnego skutku nie odnosi?
                • bertrada Re: scena druga 09.08.08, 21:02
                  Ale ja nigdy nie twierdziłam, że osoby, które twierdzą, że im psychoterapia
                  pomogła kłamią. Oni zapewne święcie wierzą w to, że im to pomogło, ale czy
                  pomogło na prawdę i czy faktycznie to była zasługa psychoterapii? Trudno
                  powiedzieć, bo nie da się tego jednoznacznie i obiektywnie stwierdzić. Ja tylko
                  twierdzę, że mam do psychoterapii sceptyczny stosunek i mnie ta metoda nie
                  przekonuje. No mam do tego prawo, tak samo jak ty masz prawo twierdzić co
                  innego. A jeszcze ktoś inny ma prawo mieć na tą sprawę jeszcze inne zdanie.

                  A alkoholicy raczej nie są poddawani psychoterapii. Oni po prostu muszą odstawić
                  alkohol a terapeuta i kumple z klubu AA dają im wsparcie i motywację do tego,
                  żeby nie zaczęli pić znowu. To raczej trudno nazwać taką typową psychoterapią
                  jakiej poddawani są ludzie chorzy psychicznie.
                  • aidka Re: scena druga 09.08.08, 21:38
                    bertrada napisała:

                    > Ale ja nigdy nie twierdziłam, że osoby, które twierdzą, że im
                    psychoterapia
                    > pomogła kłamią. Oni zapewne święcie wierzą w to, że im to pomogło,
                    ale czy
                    > pomogło na prawdę i czy faktycznie to była zasługa psychoterapii?
                    Trudno
                    > powiedzieć, bo nie da się tego jednoznacznie i obiektywnie
                    stwierdzić.

                    oczywiście, że się da.
                    wystarczy sprawdzić jak wygląda funcjonowanie statystycznie istotnej
                    liczby pacjentów przed i po różnego rodzaju terapiach. i to się robi.

                    Ja tylko
                    > twierdzę, że mam do psychoterapii sceptyczny stosunek i mnie ta
                    metoda nie
                    > przekonuje. No mam do tego prawo, tak samo jak ty masz prawo
                    twierdzić co
                    > innego. A jeszcze ktoś inny ma prawo mieć na tą sprawę jeszcze
                    inne zdanie.

                    ja nie rozumiem czemu Ty dziś bez przerwy o tym mówisz, jakbym tego
                    prawa Ci odmawiała. czy ja Cię atakuję za to, że masz inną opinię?
                    nie - ja tylko przedstawiam swoją i mówię, iż ta cała masa ośrodków
                    i rodzajów terapii nie wzięła się z niczego - z tego, np., iż
                    ludziom tylko WYDAJE SIĘ, że terapia im pomaga.
                    >
                    > A alkoholicy raczej nie są poddawani psychoterapii.

                    mój Boże !
                    teraz mnie załamałaś.
                    jeśli alkoholik chce się leczyć, terapia jest podstawą, a potem AA.
                    jestem osobą, która współprowadziła taką terapię.
                    właśnie od terapii zaczyna się zdrowienie alkoholików./czasem jest
                    przedtem potrzebny detoks/.
                    jest to psychoterpia i nie mówi się tam tylko o alkoholu.
                    w Polsce aktualnie często jest ona oparta na modelu Minnesota - z
                    tym, że u nas, z braku kasy, trwa zazwyczaj 6 tygodni, a nie, jak w
                    USA, 3 miesiące.

                    Oni po prostu muszą odstawi
                    > ć
                    > alkohol a terapeuta i kumple z klubu AA dają im wsparcie i
                    motywację do tego,
                    > żeby nie zaczęli pić znowu. To raczej trudno nazwać taką typową
                    psychoterapią
                    > jakiej poddawani są ludzie chorzy psychicznie.

                    TERAPIA ODWYKOWA - z udziałem psychoterapeutów i grupy, a nie AA.
                    terapia grupowa, która, jak w przypadku chorych psychicznie, opiera
                    się m.in. na nauce asertywności, rozpoznawania własnych emocji itd.
                    AA pomaga później - AA to samopomoc bez udziału specjalistów.

                    nie chcę Cię urazić, Bertrado, ale czemu takie rzeczy mówisz o
                    leczeniu alkoholikow, skoro nic o tym nie wiesz?
                    • bertrada Re: scena druga 09.08.08, 22:11
                      Fakt nie jestem w temacie alkoholizmu ani wychodzenia z nałogów i faktycznie
                      opieram sie na tym co w Polsce jest dostępne dla tych ludzi. I jak czytam jakieś
                      wspomnienia alkoholików dotyczące ich walki z nałogiem to w niczym to nie
                      przypomina psychoterapii. Być może teraz sie to zmienia i w innych krajach
                      wygląda to inaczej.

                      A skuteczność jakiejkolwiek terapii zależy od stopnia uzależnienia i stopnia
                      zmian jakie alkohol poczynił w mózgu. Podobnie jest z resztą z narkomanami.

                      I jeszcze jedna sprawa. Psychoterapia psychoterapii nierówna. Jest to cała masa
                      różnych zajęć, które funkcjonują pod wspólną nazwą. I być może dlatego jest tyle
                      nieścisłości jeżeli chodzi o opinie na ten temat. Być może faktycznie podczas
                      wypowiadania się na ten temat trzeba by było sprecyzować o jaki rodzaj
                      psychoterapii chodzi.
                      Ja nie kwestionuję skuteczności psychoterapii, która jest rodzajem edukacji.
                      Pacjent nabywa, tak jak w szkole, pewnych umiejętności zachowywania się w
                      pewnych sytuacjach. Poznaje mechanizmy i schematy pewnych zachowań ludzkich.
                      Uczy się dlaczego ktoś się zachowuje tak a nie inaczej i jak powinien sie
                      zachować, żeby np skutecznie wpłynąć na taką osobę itp. Chociaż jak już
                      wspomniałam, w którymś z poprzednich wątków nie każdego da się wszystkiego
                      nauczyć. I tymi metodami też nie da się wyleczyć nikogo z depresji i każdy
                      uczciwy psycholog współpracuje z psychiatrą i nigdy nie powie pacjentowi żeby
                      odstawił leki, bo on go psychoterapią uzdrowi.

                      To z czym ja sie na 100% nie zgadzam i co mnie śmieszy to są wszystkie rodzaje
                      psychoanaliz i to co dziadek Freud i spółka gadali. A psychoanaliza też mieści
                      się w pojęciu psychoterapii. I być może to właśnie ona robi większość czarnego
                      PR psychoterapeutom, bo hasło psychoterapia większości ludziom kojarzy się
                      niestety z kozetką i Freudem. ;D
                      • micaela Re: scena druga 09.08.08, 22:12
                        czy poza ignorancja cos masz do przekazania?
                      • aidka Re: scena druga 09.08.08, 22:33
                        I jak czytam jakie
                        > ś
                        > wspomnienia alkoholików dotyczące ich walki z nałogiem to w niczym
                        to nie
                        > przypomina psychoterapii. Być może teraz sie to zmienia i w innych
                        krajach
                        > wygląda to inaczej.

                        od wielu lat, takze u nas, zaczyna się od terapii, która jest
                        kompletnie czymś innym, niż spotkania AA.
                        taka terapia jest prowadzona nawet w wielu, zwykłych przychodniach.

                        A skuteczność jakiejkolwiek terapii zależy od stopnia uzależnienia i
                        stopnia
                        > zmian jakie alkohol poczynił w mózgu. Podobnie jest z resztą z
                        narkomanami.

                        skuteczność, to jest przede wszystkim zależna od chęci leczenia
                        osoby chorej na chorobę alkoholową czy cierpiącej na inne
                        uzależnienie.
                        /polecam cykl programów "Interwencja" emitowanych na Zone Reallity/

                        I tymi metodami też nie da się wyleczyć nikogo z depresji i każdy
                        > uczciwy psycholog współpracuje z psychiatrą i nigdy nie powie
                        pacjentowi żeby
                        > odstawił leki, bo on go psychoterapią uzdrowi.

                        osobiście nigdy nie spotkałam takiego psychologa.
                        niemniej, jest wiele przypadków, gdy leki są niepotrzebne, zwłaszcza
                        gdy ma się do czynienia z depresją psychogenną czy jakimś lekkim
                        stanem depresyjnym.
                        bardzo często sami psychiatrzy stwierdzają, że chory powinien poddać
                        się psychoterapii, a nie farmakoterapii. w moim wypadku, wymagało to
                        zazwyczaj jednego i drugiego.

                        A psychoanaliza też mieści
                        > się w pojęciu psychoterapii. I być może to właśnie ona robi
                        większość czarnego
                        > PR psychoterapeutom, bo hasło psychoterapia większości ludziom
                        kojarzy się
                        > niestety z kozetką i Freudem. ;D

                        sądzę, że kojarzy się tak tym ludziom, którzy nie chorowali i którzy
                        nie podjęli nigdy terapii. w polskich szpitalach nigdy nie zetknęłam
                        z przypadkami stosowania psychoanalizy. poza wszystkim ,nie ma na to
                        czasu i atłasu czyli kasy.

                        • bertrada Re: scena druga 09.08.08, 22:42
                          Z całym szacunkiem dla twojej wiedzy, doświadczeń i przekonań ale mimo wszystko
                          mnie psychoterapia jako metoda leczenia nie przekonuje. Być może dlatego jestem
                          zorientowana na wyszukiwanie nowinek farmakoterapeutycznych i tych związanych z
                          organicznymi przyczynami zachowań ludzkich.

                          A co do psychologów to nie mam najlepszych doświadczeń z takowymi. Powiem
                          więcej, z większymi idiotami się w życiu nie spotkałam. A co do odsyłania do
                          psychiatrów to sama do takowego trafiłam z polecenia pani psycholog klinicznej,
                          specjalistki 2st, która pracowała kilkanaście lat w szpitalu psychiatrycznym.
                          Fanka testów psychologicznych, których potem sama nie potrafiła zinterpretować. ;P
                          • aidka Re: scena druga 09.08.08, 23:25
                            ale mnie nie chodzi o to, by na siłę Cię przekonywać, choć Twoje
                            stanowisko jest dla mnie dość skrajne.
                            może dlatego, że sama nie odrzucam ani terapii, ani leków, a
                            jednocześnie, uważam, że są takie epizody choroby, na które nie
                            pomoże nic, przynajmniej u mnie.

                            a psycholodzy...- jak w każdym środowisku - bywają lepsi, gorsi i
                            tacy, którzy absolutnie nie powinni wykonywac swego zawodu.
                            • bertrada Re: scena druga 09.08.08, 23:50
                              Z tymi psychologami, podobnie jak z pierwszymi psychiatrami, z którymi miałam do
                              czynienia to trochę inna sprawa.
                              To wszystko działo się w studenckiej poradni zdrowia psychicznego a ja starałam
                              się o urlop zdrowotny, podobnie jak i większość tamtejszych pacjentów. I
                              podejrzewam, że cały tamtejszy personel był nastawiony na to, że ma do czynienia
                              z symulantami, którzy przeimprezowali zamiast się uczyc i potrzebują
                              zaświadczenia, żeby ich nie wywalili ze studiów. Każdemu jak leci dawali jakieś
                              teściki do wypełnienia, każdy miał spotkanie się z jakąś psycholożką i kilka
                              wizyt u psychiatry, który wszystkim przepisywał ten sam zestaw leków,w
                              homeopatycznych dawkach. Czyli tak, żeby formalnie wszystko było OK.
                              Jak już dostałam to zaświadczenie i z całą swoja naiwnością przyszłam
                              kontynuować leczenie to lekarz wybałuszył na mnie oczy i się zapytał czego ja
                              tam jeszcze szukam a potem mnie odesłał do swojej koleżanki po fachu, która
                              stwierdziła, że skoro mi te, zaordynowane przez nich leki, nie pomogły to
                              znaczy, że nic mi nie jest. jak bym była chora to leki by mi pomogły a tak widać
                              nie nadaje się do studiowania i powinnam zająć się czymś mniej ambitnym, np
                              pójść do szkółki policealnej bo tam jest niski poziom i nawet ktoś taki jak ja
                              sobie poradzi. Jeszcze mi ten poprzedni lekarz sugerował zajęcia w ichniejszym
                              oddziale dziennym ale rozeszło sie po kościach.

                              A ta psycholożka kliniczna to była pierwsza osoba do której poszłam z problemem.
                              Okazało się, że ona pracowała kiedyś w tej poradni, dlatego tam mnie wysłała.
                              Potem jak mnie odesłali z powrotem to mnie wysłała do psychiatrzycy, która
                              przyjmowała w gabinecie obok i ta zdiagnozowała depresję. Psycholożka nie była
                              przekonana do tej depresji i sugerowała raczej zaburzenia osobowości. Ale te
                              głupawe gadki z nią były męczące i bezsensowne więc zrezygnowałam i uczepiłam
                              się tego leczenia depresji, które rozciągnęło się do prawie 5 lat i polegało na
                              zmianie preparatów, więc w końcu walnęłam tym wszystkim. Aż do tego roku. ;D
                              • prawdziwy_suchot Re: scena druga 09.08.08, 23:56
                                O Boże euforyk mówi;d
                                • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 00:00
                                  Musiałam się wygadać. ;D
                                  • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 00:04
                                    wiem-jak każdy:) ale wygadanie się jest lepsze niż tłumienie w sobie-to 1 krok
                                    do wyzdrowienia
                                    • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 00:08
                                      Tylko, że ja mam padaczkę skroniową a nie depresję, więc mi to raczej nie
                                      pomoże. Ja po prostu jestem wkurzona, że te 10 lat temu nikt na to nie wpadł i
                                      jak sobie przypomnę te głupawe gadki tych wszystkich psycholożek, psychiatrów i
                                      psychiatrzyc to mnie szlag trafia.
                                      • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 00:10
                                        bywa i tak ale padaczkę da sie leczyć tzn zapobiegać więc nie jest tak źle a jak
                                        ucałuję Ci skroń to wyzdrowiejesz:)
                                        • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 00:17
                                          Ojej, już się nie mogę doczekać. Nie wiedziałam, że masz magiczne usta. ;))
                                      • gazdziikowa Re: scena druga 11.08.08, 15:58
                                        Niestety te głupawe gadki psychologów nie sa wcale odosobnionymi przypadkami.
                                        Najlepsze jest wmawianie klientom różnych teorii dotyczących przyczyn powstania
                                        problemu, co więcej nawet jeżeli nawet dane zdarzenie nie miało miejsca, to z
                                        pozycji katedry wmawiają, ze jednak to ty kłamiesz, albo nie chcesz powiedzieć,
                                        albo sobie przypomnieć.
                                        Co konkretnie próbowały tobie psycholożki wmówić?
                              • aidka Re: scena druga 10.08.08, 00:10
                                no to faktycznie kiepskie doświadczenie.
                                moje na studiach lepsze nie było - już tu pisałam o psychologu-
                                zboczku.

                                a co się stało w tym roku ? wróciła obniżka nastroju ?
                                • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 00:12
                                  wiecie że mam oficjalną diagnozę-zdrowy? tzn. remisja narazie ale skoro 3-4 msc
                                  mijają w zdrowiu to już można mówić o wyleczeniu:) a większość tutaj stawiała że
                                  nigdy nie będę zdrowy-zabawne;d
                                  • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 00:16
                                    i mógłbym książkę napisać o tym jak należy podchodzić do życia by być zdrowym na
                                    umyśle-szkoda że nie mam talentu pisarskiego
                                    • aidka Re: scena druga 10.08.08, 00:38
                                      to świetnie , Suchy, że jest ok.
                                      dbaj o siebie, by było dobrze jak najdłużej - bez nawrotu...
                                • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 00:26
                                  Nic się nie stało, tylko, że jak po tym rzuceniu leków, które mnie ścinały z
                                  nóg, trochę się lepiej poczułam to zaczęłam kończyć studia (ale to głupio
                                  zabrzmiało ;D )
                                  Stan miałam dokładnie taki jak przed leczeniem ale mimo wszystko byłam w stanie
                                  uczyć sie w trybie indywidualnym a potem zaocznie i to jeszcze czegoś faktycznie
                                  średnio zobowiązującego intelektualnie. No i jak skończyłam studia to nadszedł
                                  czas zabrać się za jakąś sensowną pracę. I tu był problem. Bo jako studentka
                                  mogłam sobie spać na wykładach, udawać, że żyję na ćwiczeniach i w razie czego
                                  zerwać się z zajęć czy w ogóle nie przyjść na uczelnię, to jako pełnoetatowy
                                  pracownik już sobie na coś takiego pozwolić nie mogę. Zwłaszcza, że zeby przeżyć
                                  to potrzebuję mieć pracę, w której zarabia się więcej niż 800PLN na miesiąc,
                                  więc nie może to być wklepywanie danych do komputera czy układanie dokumentów.
                                  Poza tym powinnam też podnieść swoje kwalifikacje, bo w rzeczywistości to nic
                                  nie potrafię.

                                  Dlatego stwierdziłam, że muszę coś ze sobą zrobić bo tak dłużej się nie da.
                                  Trochę żałuję, że nie zabrałam się za to wcześniej.
                                  • aidka Re: scena druga 10.08.08, 00:49
                                    ale w tej chwili, Bertrado, co Ci uniemożliwia podwyższenie
                                    kwalifikacji ?
                                    leków nie bierzesz - tak ? - więc nie przysypiasz.
                                    padaczka nie powoduje spadku nastroju, jak depra, więc co się dzieje?
                                    • nienill Re: scena druga 10.08.08, 00:54
                                      aidka napisała:

                                      > ale w tej chwili, Bertrado, co Ci uniemożliwia podwyższenie
                                      > kwalifikacji ?
                                      siedzenie na forum po 20 godzin dziennie
                                    • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 01:10
                                      Teraz biorę leki. Trittico, czyli trazodon na noc, ma mi regulować sen. I
                                      finlepsin, czyli carbamazepina, która jest lekiem przeciwpadaczkowym. Śpię
                                      lepiej, znaczy jeden lek działa a jestem ospała nadal, znaczy drugi nie
                                      działa,ale może te 2 tygodnie odkąd biorę pełną dawkę to trochę za krótko.
                                      Zaobserwowałam pewna zmianę nastroju na lekko głpawkowaty ale nie wiem czy to
                                      zasługa leków czy tego, że ja od czasu do czasu tak mam.

                                      A moje ospałość to jest problem z którym się urodziłam. Ja po prostu zawsze
                                      miałam mało energii i zawsze byłam ciągle zmęczona. Na lekcjach przysypiałam, na
                                      przerwach odpoczywałam po lekcji a w domu gapiłam się w sufit, bo byłam zmęczona
                                      szkołą. Wieczorem odwaliłam zadania domowe i nie mogłam godzinami zasnąć. A rano
                                      trzeba było znowu zwlec się z łóżka i znowu lunatykowałam. Plusem tego
                                      wszystkiego było to, że nawet nie miałam siły stresować się szkołą i
                                      nauczycielami. Minusem to, że nie byłam w stanie nawiązać żadnego kontaktu z
                                      rówieśnikami, bo nie miałam ani siły żeby z nimi szaleć ani siły żeby się jakoś
                                      rozwijać intelektualnie, więc nawet nie miałam z nimi o czym rozmawiać.
                                      Dodatkowo cały czas odczuwałam jakieś napięcie miałam różne lęki itp.
                                      I oczywiście nikomu to nie przeszkadzało, bo przeciez grzeczne dzieci nikomu nie
                                      wadzą, więc po co je leczyć. ;P
                                      • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 01:25
                                        I dopiero w 2 klasie licealnej udało mi się nawiązać jakis kontakt z
                                        rówieśnikami. Wtedy po raz pierwszy poczułam że żyję i że życia może myć fajne.
                                        Być może dlatego, że lekcje były na drugiej, popołudniowej zmianie, więc mogłam
                                        się wysypiać. Nawet otarłam sie wtedy ocenami o świadectwo z paskiem.

                                        W wakacje poszłam do pracy, po wakacjach stwierdziłam, że czas się wziąć za
                                        siebie, bo lada moment matura a ja nic nie umiem, więc zabrałam się za naukę.
                                        Postanowiłam mieć świadectwo z paskiem i uczyć się po to żeby umiec a nie po to
                                        żeby zaliczyć i zapomnieć. Do tego zapisałam sie na kurs prawa jazdy, zabrałam
                                        za intensywną nauke angielskiego, postanowiłam nadrobić braki w lekturze i
                                        kinematografii, więc byłam stałą klientką księgarń, bibliotek, kiosków z
                                        czasopismami, wypożyczalni video, kin itp. Do tego postanowiłam rozwinąć się
                                        towarzysko i co tydzień łaziłam na całonocne zabawy rpg. Sił mi wystarczyło na
                                        jakieś 3 miesiące. A potem wszystko zaczęło się sypać. Ja miałam wrażenie, że
                                        dwa, trzy dni odpocznę i wszystko wróci do normy. Nie wróciło. Miałam coraz
                                        więcej zaległości, coraz więcej wpadek i coraz większego doła. No i w rezultacie
                                        oceny mi spadły, jakoś się prześlizgnęłam przez maturę i jakoś zdałam na studia.
                                        W zasadzie chciałam sobie zrobić rok przerwy, albo pójść na coś zaocznego ale w
                                        moim snobistycznym domu było to nie do pomyślenia.
                                        Więc dla świętego spokoju zdałam na politechnikę z myślą, że i tak z tego
                                        zrezygnuję i za rok zdam na coś ciekawszego. No i zdałam na biologię, pierwszy
                                        semestr poszedł OK, natomiast drugiego już nie wydoliłam. A, że znowu był w domu
                                        skandal i tragedia, więc zaczęłam się starać o ten nieszczęsny urlop zdrowotny.
                                        A potem poszło z górki. ;))
                                    • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 01:57
                                      A jeśli chodzi o kwalifikacje, w zasadzie wszystko rozbija się o tą moją
                                      ospałość. Ja egzystuje w rytmie mniej więcej 3-4 godziny względnej aktywności i
                                      3-4 godziny snu. I to jeszcze w okresie dobrym, czyli jakieś 2-3 tygodni. Potem
                                      mam okres gorszy, czyli też jakieś 2 lub 3 tygodnie kiedy śpię praktycznie na
                                      okrągło. Jak mam okres dobry to jest ok, nawet wychodzę z domu i robię sensowne
                                      rzeczy. Problem w tym, że jak wyjdę z tego domu, chociażby na zakupy czy
                                      pojeździć na rowerze albo spotkać się z kimś to po powrocie ścina mnie z nóg.
                                      Ale nadal jest OK. Natomiast jak zacznę robić coś intensywnego i poważnego, jak
                                      np jakiś kurs albo studia to natychmiast okres dobry przechodzi w zły i zaczynam
                                      spać na okrągło.

                                      Jak mam jakieś przerwy w tej nauce, czy pracy, bo np wychodzę z domu 2 lub 3
                                      razy w tygodniu albo zjazdy mam raz na 2 tygodnie to jeszcze jestem w stanie z
                                      tego jakos skorzystać i wiem co się wokół mnie dzieje. Natomiast jak nie mogę
                                      tego zrobić (tak jak nie mogłam na studiach dziennych albo w szkole) to
                                      przechodzę na tryb lunatykowania. To znaczy robię wszystko na minimum, nie wiem
                                      jak się nazywam i myślę jedynie o tym kiedy odpocząć i kiedy to się wszystko
                                      skończy.

                                      Stąd mój problem z nabyciem jakiś praktycznych umiejętności. Zapisałam się w
                                      styczniu na kurs projektowania stron www i sił mi wystarczyło, może na pierwsze
                                      3 zajęcia. Odbywały się codziennie od 9 do 13 przez 2 tyg. Potem tylko
                                      przychodziłam dla przyzwoitości i nawet nie miałam siły robić tych wszystkich
                                      ćwiczeń. A inni mieli siłę, i jeszcze potem szli do pracy a potem mieli jeszcze
                                      domowe obowiązki. A ja siedziałam na tych zajęciach jak ćpunka albo debilka,
                                      która nic nie łapie. podobnie jest ze wszystkimi kursami. Niestety nie
                                      wszystkiego można się nauczyć w domu.

                                      Teraz bym chciała pójść na studia podyplomowe i kurs przygotowawczy do egzaminu
                                      LCCI. A do tego do jakiejś stałej pracy. No i szczerze mówiąc średnio to widzę.
                                      Mogę się jeszcze zająć pracą on-line. Ale problem jest w tym, że ile można
                                      pracować na umowe zlecenie, zwłaszcza, że wypadało by mieć jakieś ubezpieczenia
                                      i poopłacane składki zusowskie. A żeby mieć stałą pracę on-line to trzeba mieć
                                      jakiś porządny fach w ręku i tu koło się zamyka, bo, żeby taki mieć to trzeba go
                                      zdobyć i to nie poprzez leżenie. ;D
                                • aidka Re: scena druga 10.08.08, 00:32
                                  Bertrado, miałaś zdaje się rezonans ostatnio - potwierdził tę
                                  padaczkę? masz ataki ? są świadkowie tych ataków?
                                  tu jest forum dla chorujących na epi - bywasz tam ?
                                  • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 00:39
                                    Wyniki będą dopiero w poniedziałek. Na forum dla epileptyków bywam. Ale każda
                                    padaczka jest inna, więc w tym przypadku ciężko się sugerować cudzymi
                                    doświadczeniami. Zwłaszcza padaczka skroniowa, która nie daje swoistych objawów.
                                    Często jedynym objawem jest właśnie zmęczenie (być moze efekt przebytego ataku),
                                    albo zaburzenia lękowo depresyjne. W okolicach płatów skroniowych jest skupisko
                                    neuronów mających połączenie z prawie wszystkimi rejonami mózgu, dlatego te
                                    objawy potrafią być przeróżne. Ja tam u siebie nic konkretnego nie zaobserwowałam.

                                    Na forum mi poradzili jedynie, żeby to skonsultować z epileptologiem, bo zwykły
                                    neurolog może się na tym nie znać. Pierwszy raz się dowiedziałam, że coś takiego
                                    istnieje. Myślałam, że neurolodzy nie maja żadnych podspesjalności i każdy się
                                    zajmuje wszystkim. ;D
                                    • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 00:42
                                      U mnie jedyne objawy to zmęczenie i nieprawidłowe EEG. Jak sobie poczytałam o
                                      objawach tej padaczki skroniowej, to na upartego mogłabym się do paru przyznać.
                                      Ale podejrzewam, że jak się człowiek naczyta o jakiejkolwiek chorobie to zawsze
                                      na upartego jakiś objaw będzie mu się zgadzał. ;D
                                      • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 00:43
                                        Bertrado każdy prawie ma nieprawidłowe eeg.to jest jedyne badanie które zawsze
                                        praktycznie wychodzi trochę nioeprawidłowo-tyle chciałem powiedzieć-mi też
                                        wyszło źle a nic się nie dzieje
                                        • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 00:50
                                          tzn. jeśli trochę jest złe to nic nie musi być jeśli znacznie odbiega o normy to
                                          faktycznie coś moż dolegać-ale małe różźnice to wcale nie muszą oznaczać jakiś
                                          zmian-ja miałem lekkie odbieganie od normy i nic sie nie stało-na tomografii też
                                          miałem dziury w głowie i jakoś nic mi nie jest:)
                                          • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 01:00
                                            Ni cholery sie na tym nie znam, żeby stwierdzić czy trochę czy bardzo jest to
                                            nie w normie. Jak to psychiatra zobaczył to odesłał mnie do neurologa.
                                            Neurolożka stwierdziła, że 30% zdrowych ludzi ma takie EEG a to zmęczenie to nie
                                            jest jakimś swoistym objawem. Ale zapisała mi lek przeciwpadaczkowy. To znaczy
                                            psychiatra mi przepisał a ona tylko zwiększyła dawkę. To jest finlepsin czyli
                                            carbamazepina, stosowana również jako stabilizator nastroju.
                                            W CT, które robiłam 5 lat temu wyszły luki w płatach czołowych. Neurolodzy się
                                            tym nie przejęli, ani ten u którego to konsultowałam wtedy ani ta obecna. A
                                            psychiatra nie jest pewien czy to takie nic, bo może powodować moje zaburzenia
                                            emocjonalne i osobowościowe.

                                            Idzie zgłupieć z tymi badaniami i lekarzami. ;D
                                          • aidka Re: scena druga 10.08.08, 01:04
                                            wiesz, Suchy, to prawda z tym EEG - już brak snu czy branie jakichś
                                            leków może zaburzyć odczyt.
                                            ale ja miałam parę razy robione to badanie i były zawsze
                                            nieprawidłowości w prawym płacie skroniowym - jak u Bertrady.
                                            tomografia to potwierdziła i w rezultacie wypisano mnie ze szpitala
                                            z rozpoznaniem, m.in. , raka mózgu.

                                            potem inni lekarze uznali, że to zmiany po wypadku /z cięzkim urazem
                                            głowy/ i że one, prócz spraw endogennych, psychogennych , wpływają
                                            na moje funkcjonowanie. faktycznie, jak Bertrado mówisz, ten obszar
                                            mózgu jest odpowiedzialny m.in. za nastrój.
                                            • prawdziwy_suchot Re: scena druga 10.08.08, 01:47
                                              Nie wiem jak się czujesz Bertrado na tej carbomazepinie ale ja po tym przez 2
                                              tygodnie spałem i nie istniałem-po prostu jakby mi ktoś wyłączył mózg i
                                              naszprycował narkotykami.nawet jak kupowałem ten lek- tj. dostałem za darmo w
                                              aptece to pani się tak dziwnie na nie patrzyła.Za to depakine chrono nie
                                              usypiało tak i dało się normalnie na tym funkcjonować a to też jest na
                                              padaczkę.Nie wiem jak się czujesz na carbo ale jak bardzo źle to może zapytaj
                                              lekarza o depakinę? oczywiście jak dobrze tolerujesz carbo to nie zmieniaj-mówię
                                              tylko tak o depakinie byś wiedziała że masz wybór no i jest jeszcze lamotrygina
                                              ale chyba nie jest już tak silna jak wyżej wymienione 2 leki.Co do Aidki-masz
                                              rację-właśnie badanie eeg po zażyciu nawet hydroxyzyny czy niewyspaniu się
                                              faktycznie może wyjść źle-nawet bardzo źle:)
                                              • bertrada Re: scena druga 10.08.08, 02:06
                                                Ja się do tej carbamazepiny przyzwyczajałam około 3 tygodni. Najpierw 1/2
                                                tabletki na dzień, po 5 dniach 2x1/2 po następnych 5 rano 1/2 wieczór 1, po
                                                kolejnych 5 2x1, a jeszcze po 5 3x1. A ja jeszcze zaczęłam to zażywać od 1/4.
                                                Póki co efektów zadnych, ani na plus ani na minus. Z tym, że ja pełną dawkę
                                                biorę dopiero od niecałych 2 tygodni, więc może jeszcze za wcześnie.

                                                Neurolożka powiedziała, że jak to nie pomoże to zmieni na inny. Dlatego
                                                rozglądam się nad jakimś bardziej doświadczonym lekarzem i robię stertę
                                                niepotrzebnych badań, żeby uniknąć eksperymentowania. Ja już sobie nie mogę
                                                pozwolić na kolejne 5 lat w plecy z powodu nieudanych eksperymentów.
    • mskaiq Re: o boze 10.08.08, 02:42
      Najbardziehj cieszy ze na depresji zaczynamy dyskutowac za pomoca
      argumentow a nie za pomoca wyzwisk. To wielka zmiana.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • micaela Re: o boze 10.08.08, 06:51
        a mnie ucieszy jak ci jakis kangur da kopa w dupe i moze zaczniesz myslec. o
        boze co za typ.
        • micaela Re: o boze 10.08.08, 06:58
          nie zastanawiales sie czy twoj prymitywny paternalizm, nie jest oznaka kalectwa
          emocjonalnego?
          • micaela Re: o boze 10.08.08, 08:15
            wyjechal za granice, terapie mu zrobili antydepresyjna na szkoleniu w firmie i
            poucza ciemne polaczki zeby sie nie krytykowaly personalnie z perspektywy
            trendow swiatowych. bo szefa nie mozna personalnie, tylko jak cos sie nie podoba
            to trzeba bezosobowo patrzec sie w sciane i mowic ze szefowie nie powinni tak
            robic. o boze, czy moj ciemny polski lep, ktory nie lizna zachodniej oglady to
            pojmie :(((
        • prawdziwy_suchot Re: o boze 10.08.08, 10:20
          micaela napisała:

          > a mnie ucieszy jak ci jakis kangur da kopa w dupe i moze zaczniesz myslec. o
          > boze co za typ.
          >


          a czemu nie foka albo miś polarny?;d hehe spadłem krzesła jak to przeczytałem;d;d;d
          • cassandra Re: o boze 10.08.08, 12:25
            > a czemu nie foka albo miś polarny?;

            naprawde Suchy tego nie wiesz?
            • prawdziwy_suchot Re: o boze 10.08.08, 12:27
              oj wiem że Mask w Australii jest;p;d;d z drugiej strony to mu zazdroszczę
              • aidka Re: o boze 10.08.08, 12:34
                Suchy, co tam Australia.
                chodzi o to, że foka ma słaby wykop, a miś polarny wali z łapy, a
                nie z kopa.
              • cassandra Re: o boze 10.08.08, 12:37
                > oj wiem że Mask w Australii jest

                uspokoiles mnie. zaczelam sie zastanawiac, czy jestes az tak
                skoncentrowany na sobie, ze nie zauwazyles jeszcze gdzie jest
                zlokalizowana studnia, z ktorej ta prominentna persona nadaje
          • aidka Re: o boze 10.08.08, 12:27
            Bertrado,
            z tego wynika, że ta ospałość dotyka Cię niezależnie od tego czy
            bierzesz leki czy nie. mówiłaś, że robiłaś wszelkie inne badania,
            które by ją tłumaczyły i nic. z tego, co wiem, o epi, mówi się, gdy
            są ataki /niekoniecznie grand - także tylko w postaci "zawieszeń"/-
            o nich nie wspominasz. może o nich nie wiesz, bo ich nie pamiętasz,
            bo, gdy były, byłaś sama. dla lekarza, który diagnozuje epi ważny
            jest wywiad ze świadkami ataku, by mogli opisać jego przebieg -
            zresztą, skoro tyle czytalaś o epi, to wiesz. jak dla mnie,
            zmęczenie notoryczne, to za mało, by uznać, że jest padaczka.
            u mnie podejmowanie róznych wyzwań i brak ich realizacji,
            kontynuacji, wynika ze slomianego ognia i ciągłego przekonania, iż i
            tak nic mi się nie uda, bo jestem do d....a o co chodzi u Ciebie -
            nie wiem. ale za mało chyba przesłanek, by zwalać to na epi.

            Micaela,
            Mskaiq, z tego, co pisał, nigdy żadnej terapii nie przechodził i
            żaden lekarz też nie zdiagnozował u niego depry, ani schizo - może
            dlatego jest w stanie uznać, iż z jednej i drugiej choroby można
            wyjść siłą woli - zamieniając poczucie rozpaczy, bólu, bezwładu,
            bezsensu czy, jak w schizo, urojenia i omamy, na radość, zdrowe
            odzywianie i sport. ja wiem z autopsji, obserwacji, literatury, że w
            poważnym stanie w czasie i depry, i schizo, nie ma takiej możliwości.
            zresztą - zdrowy człowiek też nie daje rady ot tak - hop, siup,
            zmieniać swych uczuć i emocji i, na przykład na pogrzebie, pozbywać
            się żalu, smutku, tęsknoty i zacząć się uśmiechać na wspomnienie
            radosnych chwil spędzonych ze zmarłym. /osobiście zresztą chyba nie
            chciałabym się uśmiechać na pogrzebie cioci Helenki/

            Mskaiq,
            a ja myślę, że Forum nie zmienia się wcale, tak, jak mówisz, na
            Forum wymiany na argumenty. są tu pewne osoby, jak l., które nie
            zakładają nigdy własnych wątków, ale wciąż włączają się w gadki
            innych jedynie po to, by komuś dowalić złośliwie - lubią to o już.
            normalna dyskusja ich nie obchodzi.i nie przekonuj mnie, proszę, że
            robią to z żalu i strachu. robią to, bo lubią dokuczać i gnoić
            innych.
            są też inne osoby z którymi rozmawia się dobrze, nawet wtedy, gdy
            mają kompletnie inne zdanie, bo nie mają skłonności do wylewania
            pomyj na innych tylko dlatego, że inaczej myślą.
            • bertrada Re: o boze 10.08.08, 13:39
              W sumie to nie trzeba samemu chorować, żeby się wypowiadać o jakiejś chorobie
              czy nawet leczyć. W końcu lekarze są na ogół zdrowi. ;D

              A te wszystkie teorie o pochodzeniu depresji i innych chorób oraz leczenia ich
              za pomocą silnej woli są ogólnodostępne. Jak się do tego dołoży te wszelkie
              dalekowschodnie techniki medytacji, jakieś NLP itp to już pierwszy krok do tego,
              żeby zacząć w to wierzyć, że chory jest sam sobie winien.
              A, że każdy sądzi po sobie, to najczęściej na te wszystkie przypadłości patrzy
              przez pryzmat swoich własnych codziennych niedomagań. Ludzie bywają zmęczeni i
              mimo tego zmęczenia pracują, sypiają po 3-4 godziny, po nieprzespanych nocach
              słaniając się idą do szkoły na zajęcia itp. Ludzie są leniwi i też im się nie
              chce ale jak muszą to jakoś się zbierają. Mają doła bo coś im nie wyszło ale
              zaraz znajdują sobie weselsze zajęcie i humor im się poprawia itp. Dlatego
              ciężko jest im zrozumieć, dlaczego skoro oni mogą to ktoś inny nie.
              Mnie się zawsze przypomina film 'Chłopaki nie płaczą' i scena, kiedy jeden z
              bohaterów został ranny i dostał amnezji. I przychodzi do niego kumpel grany
              przez Pazurę i mówi, że on zazwyczaj nie pamięta co jadł na obiad ale jak się
              skupi to zawsze sobie przypomni, więc to, że tamten nic nie pamięta to jest
              wynik zwykłego niechciejstwa i złośliwość. I przeciętny człowiek właśnie ma taki
              stosunek do wszelkich zaburzeń psychicznych.
              • abasia471 Re: o boze 10.08.08, 23:31
                Po przeczytaniu opisów twoich dolegliwości poczułam się jakbym
                czytała o sobie. Moim zdaniem masz rację podejrzewając u siebie
                padaczkę skroniową. Do takiego twierdzenia upoważnia mnie moje
                osobiste doświadczenie. Nie jest to temat na to forum, ale powiem
                ci jak wyglądała moja historia, bo to może ci pomóc. Po wypadku,
                któremu uległam byłam całkiem nie do życia. Na okrągło spałam i
                miałam wrażenie, że codzienne życie męczy mnie bardziej niż
                powinno. Gdybym chciała to jakoś lapidarnie przedstawić, to
                powiedziałabym tak – zamiast chodzić, miałam wrażenie, że biegam na
                palcach. Przed wypadkiem byłam świetnie zorganizowanym pogodnym
                człowiekiem a po wypadku stałam się melepetą, która obsesyjnie
                myślała tylko o jednym, jak nic nie robić, bo wszystko było za
                trudne. Do tego dołączyły się lęki, poczucie nieadekwatności i
                jakieś dziwne podenerwowanie. Lekarze oczywiście wszystko zwalili
                na stres pourazowy i odesłali mnie do psychiatry. Mój stan
                sukcesywnie się pogarszał. Psychotropy nie pomagały a ja czułam się
                jak zombi. Nie wiem jakby się to dla mnie skończyło gdyby nie mój
                mąż, który znając mnie wiedział, że nigdy się ze sobą nie
                pieściłam, więc jeżeli moje życie wygląda tak jak wygląda, to muszę
                być chora. Wymusił na lekarzach kompleksowe badania i okazało się,
                że oprócz depresji mam widoczne organiczne zmiany chorobowe. EEG
                było nieprawidłowe z falami napadowymi takimi jak przy nasilonej
                epi. W lewej części skroniowo-czołowej stwierdzono zmiany
                zlokalizowane. Rezonans wykazał, że mam jakiś rodzaj
                zbliznowacenia, który świadczy o pozostałości po rozległym krwiaku.
                Badania w kierunku padaczki potwierdziły, że mimo braku typowych
                objawów choruję na padaczkę skroniową. Neurolog wyjaśnił mi, że to,
                co brałam za objawy nerwicy mogło być atakami epi. Zdarzało się, że
                miałam jakieś luki w pamięci, nie mogłam sobie przypomnieć jakiejś
                części dnia, nagle ogarniała mnie niepohamowana senność. Dostałam
                Tegretol, ale bardzo źle go tolerowałam, natomiast Depakina mi
                pomogła. Znacznie zmniejszyło się uczucie patologicznej wręcz
                senności i przestałam robić za śniętą rybę. Niestety żeby nie było
                za dobrze depresja endogenna, która była wynikiem wypadku znacznie
                skomplikowała mi życie. Zaczęłam wracać do żywych, gdy udało się
                dobrać do Depakiny odpowiedni psychotrop a psychoterapia nauczyła
                mnie jak sobie radzić z chorobą. Neurolog powiedział, że padaczka
                skroniowa daje całkiem konkretne psychiatryczne problemy, ale mając
                tego świadomość można sobie z tym całkiem dobrze radzić. Mnie np.
                okropnie wkurzała, tzw. lepkość myślenia, ale nauczyłam się ją
                olewać. Myślę, że skoro od dzieciństwa miałaś takie problemy, jak
                opisałaś, to jest prawdopodobne, że na skutek uszkodzenia
                okołoporodowego cierpisz na lekką postać padaczki, która jest
                mylnie brana na zaburzenia neurotyczne. Moim zdaniem powinnaś to
                wyjaśnić. Sam fakt, że możesz nie mieć fal napadowych w EEG i nie
                masz napadów drgawek nie oznacza, że nie cierpisz na epi. Spotkałam
                kobietę, której padaczka manifestowała się jedynie poprzez chwilowe
                znieruchomienie. Miała kilkanaście ataków dziennie, była nie do
                życia a rodzina wyzywała ją od śpiochów i próżniaków. Po dobrze
                ustawionej dawce Tegretolu zaczęła w końcu normalnie funkcjonować.
                Mam nadzieję, że i tobie uda się znaleźć pomoc.
                • gazdziikowa Re: o boze 11.08.08, 15:45
                  jeżeli to nie będzie zbyt ciekawskie pytanie bertrada, to mogłabyś napisać jaką
                  specjalizacje z biologii zrobiłaś?
                  • bertrada Re: o boze 11.08.08, 17:24
                    Nie zrobiłam żadnej. Nie byłam w stanie skończyć tych studiów. Studiowanie w
                    trybie dziennym jest ponad moje siły. Ale zaliczyłam wszelkie kursy z dziedziny
                    neurobiologii i neurofizjologii. ;P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka