ellinek
09.12.03, 01:05
Dziś dowiedziałam się że moja młodsza siostra ma nowotwora. Pojutrze usuną
jej jajnik, a z drugiego pobiorą wycinek. Bardzo się o nią boję. Przepłakałam
pół dnia, a mój facet tego nie rozumie. Pewnie ma rację że nie ma co
panikować dopóki nie ma wyników, ale nie potrafię podejść do tego tak
racjonalnie jak On. Nie wiadomo czy będzie mogła mieć dzieci ale teraz
najważniejsze jest żeby żyła. Szaleję z rozpaczy, jestem opryskliwa, mam
pretensje do świata i wyżywam się na moim facecie, ale wiem że gdyby
porozmawiał ze mną spokojnie, gdyby mnie przytulił i powiedział że wszystko
będzie dobrze to inaczej by ten dzisiejszy dzień wyglądał. Dzwoniłam do Niego
z pracy, płakałam, a gdy wróciłam do domu zastałam go lekko wstawionego,
tłumaczącego mojemu bratu że siostra jest chora, ale to jeszcze o niczym nie
świadczy. Wkurzyło mnie to że pił, nie chodził na czworakach, ale juz miał
fazę, jak mogłam spokojnie porozmawiać z człowiekiem, który juz ma tzw.
błogostan i wszystko bagatelizuje. Na koniec dnia - gdy trochę opadły mi
emocje i chchiałam z nim porozmawiać na spokojnie - powiedział mi że mnie
nienawidzi, że nie może na mnie patrzeć, okraszając to stekiem wyzwisk. Nie
chce i nie potrafi ze mną rozmawiać. A ja zrobiłabym dla niego wszystko. Więc
jak to jest - nie kocha mnie skoro nie potrafi zagłuszyć moich lęków czy po
prostu nie chce rozmawiać o problemach? A skoro nie potrafi rozmawiać o
problemach czy to znaczy że nie jest przyjacielem? A skoro nie jest
przyjacielem to czy już czas na spakowanie swoich rzeczy i powrót do
rodziców? Czy mam próbować układać swoje życie z dorosłym człowiekiem-
dzieckiem, który ma gdzieś moje sprawy, który jest gdy jest dobrze, a chowa
głowę w piasek gdy pojawiają się problemy?