depresyjna degradacja

27.05.09, 12:09
co może pomyśleć pracodawca ..kiedy na rozmowe na stanowisko "pracownik w
dziale stemplowania papierów" przychodzi ex kierownik w olbrzymiej firmie ?...

mam wrazenie ze tylko taką prace jestem w stanie wykonywac, ale jak mozna ją
dostac ? zdegradowac info w cv ok, ale potem trzeba dostarczyc swiadectwo
pracy ...

co ma zrobic zombie ktory dzis jest nikim emocjonalnie i intelektualnie a musi
zarobic na bułkę ?:(


co może pomyśleć pracodawca?...
    • singapurkaa Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 12:57
      Nie wiem, pojęcia nie mam...

      Ja przez depresję rzuciłam dwie prace (odpowiedzialne i dobrze płatne).
      Teraz już wiem, że nie nadaję się do pracy na etacie. Mam własną działalnośc.
      Codzienna koniecznośc bycia w formie intelektualnej, fizycznej i towarzyskiej, z
      którą wiąże się etat wykańcza mnie.

      Nie powinnaś się przejmowac, że szukasz pracy poniżej swoich kwalifikacji, miej
      w dupie co może pomyślec pracodawca. Czy zawsze trzeba zmieniac pracę na lepszą?
      Zresztą to względne co jest lepsze - stemplowanie papierów czy mega
      odpowiedzialnośc i stres kierownika.
      Zresztą wszystko zależy i tak od danej firmy.

      A pracodawca nich sobie myśli co chce, ważne tylko abyś dostała tę pracę i
      możliwośc zarobienia na bułkę.
      • ichnia Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 13:34
        singapurkaa napisała:
        > Ja przez depresję rzuciłam dwie prace (odpowiedzialne i dobrze płatne).
        > Teraz już wiem, że nie nadaję się do pracy na etacie. Mam własną działalnośc.

        Ja wręcz odwrotnie. Przed podjęciem własnej działalności powstrzymuje mnie myśl,
        że kiedy "nie muszę" i mam dowolność kiedy i co zrobię (właściwie w mojej pracy
        mam to w pewnym stopniu zapewnione), sprawiłoby że byłoby ze mną znacznie
        gorzej. Mogłabym nie dać rady. To właśnie konieczność i obowiązek wyjścia do
        pracy sprawia, że wychodzę z domu, że codziennie rano muszę wstać, ubrać się
        itd. W najgorszym moim momencie to była jedna jedyna rzecz, która mnie
        mobilizowała do jakichkolwiek funkcji życiowych.
    • ichnia Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 13:01
      babetschka napisała:
      > co może pomyśleć pracodawca ..kiedy na rozmowe na stanowisko "pracownik w
      > dziale stemplowania papierów" przychodzi ex kierownik w olbrzymiej firmie ?...

      Pomyśleć może wszystko co tylko chce.
      Moim zdaniem CV powinno się pisać pod kątem konkretnej pracy, zwłaszcza w takim
      przypadku jak piszesz. Dobrze sobie to przygotować i w razie rozmowy z
      pracodawcą umieć uzasadnić. Ja swego czasu szukając pracy przyjęłabym każdą,
      nawet poniżej moich kwalifikacji, bo nie chciałam pozostawać osobą bezrobotną
      bez końca. Co prawda wtedy nie zastanawiałam się co pomyśli pracodawca, ale nie
      byłam w takim stanie jak teraz. Wtedy nie zastanawiałam się nad wieloma
      rzeczami, za to teraz nad wieloma (zbyt) chyba...
    • bertrada Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 18:36
      Nie sądzę, żeby doszło do rozmowy jak CV będzie niespójne z wymaganiami na dane
      stanowisko. Zbyt ambitne CV też są odrzucane.
      Jak masz kłopoty to może skonsultuj się z doradcą zawodowym. Być może ktoś kto
      profesjonalnie zajmuje się tego typu sprawami, doradzi Ci coś sensownego.
      Doradcy zawodowi są w każdym urzędzie pracy, niektóre organizacje pozarządowe
      też świadczą tego typu usługi. Trzeba pogooglać.
      • babetschka Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 21:41
        mam klopoty
        mam przewlekłą depresje, jak to anja orthodox ladnie dzis powiedziala...dusza ma
        czarnym aksamitem wysłana a wręcz kirem od lat

        ide do doradcy: panie mam mega doła jak napisac cv zeby pracodawca sie nie
        domyslil ?...

        • bertrada Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 21:54
          Dokładnie o to chodzi. W końcu za coś tym doradcom płacą. Logiczne jest, że
          osoby, które nie mają żadnych problemów nie będą korzystały z tego typu usług.
          Jak napisać cv i gdzie szukać pracy, to sobie samemu można znaleźć w internecie.
          • babetschka Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 22:01
            na litosc boską
            mam rozprawiać o swojej depresji z doradcą przy urzędzie pracy ?..
            nie miesci mi sie to w glowie...
            • bertrada Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 22:34
              Nie o depresji tylko o tym jak ściemniać w cv, co gadać na rozmowie, jakich prac
              szukać, itp. Poza tym doradca zawodowy to tej samej kategorii osoba, co
              psycholog. Zresztą często są to psychologowie. Przecież nie musisz wszystkiego
              mówić. Wiele osób z powodów zdrowotnych ma albo przerwę w pracy albo nie może
              wykonywać pewnych zawodów. I to właśnie między innymi dla nich istnieją tego
              typu poradnictwa. Na forum, to raczej mało prawdopodobne, żeby Ci ktoś coś
              sensownego podpowiedział. Możesz jeszcze spróbować się czegoś dowiedzieć na
              forach o pracy.
              • ucielky Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 11:42
                kiedys bylem u takiej pani psycholog w sprawie doradztwa w urzedzie pracy.
                wyslala mnie do psychiatry na leczenie i powiedziala ze nie ma pojecia jak mi pomoc.
                • aiszka4 Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 13:33
                  Może trzeba było skorzystać
        • ichnia OT 28.05.09, 14:47
          babetschka napisała:
          > mam przewlekłą depresje, jak to anja orthodox ladnie dzis powiedziala...

          O, a gdzież ona wczoraj się wypowiadała?
          • lucyna_n Re: OT 28.05.09, 14:54
            to ona jeszcze żyje?
            • ichnia Re: OT 28.05.09, 15:02
              lucyna_n napisała:
              > to ona jeszcze żyje?

              A dlaczegóżby nie? To, że miała torebkę-trumienkę o niczym nie świadczy ;)
              A chyba nawet coś ostatnio u niej w uczuciach zakwitło, o ile się nie mylę.
              • lucyna_n Re: OT 28.05.09, 15:28
                bo jak ją widziałam z bliska jakieś 18 lat temu to już wtedy wyglądala jakby jej
                się na umarcie miało, cała zapuchnięta jakaś i wogóle źle wyglądała.
                • u.nick Re: OT 28.05.09, 16:45
                  no co ty Lucyna
                  ona ma teraz nowego faceta, nowe dziecko, nowe cycki i chyba nowa twarz
                  życie zaczyna sie po czterdziestce :P

                  musisz tylko troche poczekać
                  • lucyna_n Re: OT 28.05.09, 17:10
                    ja mam wszystko z wymienionych spraw w najlepszym porządku, a za kolejne dziecko
                    bardzo dziękuję ale jakoś nie mam ochoty:)tak więc nie ma na co czekać.
                    ale dobrze że się jakoś pozbierala bo myślałam że długo nie pociągnie.
                    • u.nick Re: OT 28.05.09, 17:49
                      nie bierz tak do siebie
                      miało być optymistycznie
                      że jak złapała wiatr w "żagle" to sky is the limit
                      a,że nie każdy akurat w takim kierunku , no cóż
                      ważne ,że napęd imponujący :)
                  • paradoxus Re: OT 18.06.09, 01:40
                    u.nick napisała:

                    > no co ty Lucyna
                    > ona ma teraz nowego faceta, nowe dziecko, nowe cycki i chyba nowa twarz
                    > życie zaczyna sie po czterdziestce :P
                    >
                    > musisz tylko troche poczekać

                    po czterdziestce?
                    to się dobrze składa
                    bo przez te parę lat pewno zdążę się zniknąć
                    i na następny nawrót życia się nie załapię

                    zresztą życie i tak by mnie zabiło
                    więc lepiej je sobie odpuścić bez walki
                    - jak się nie szamoczesz - nie boli

                    (to nie jest post samobójczy
                    tylko post o tym, że nie ma na co czekać)

                    a tego chłopa widziałam w telewizorze
                    i samą Anję też. w związku z belgijką wytatuowaną w gwiazdki
                    i tak mi się zachciało do tej historii sukcesu dopisać.
                • filiz Re: OT 28.05.09, 19:57
                  Anję też kiedyś w Wa-wie spotkałam przed delikatesami jakimiś, tak z 10 lat temu
                  i wyglądała fatalnie, dokładnie tak jak opisujesz. Opuchnięta cała, okropna cera
                  i włosy, a teraz podobno rozkwita. Także jest nadzieja! Może i nam się polepszy,
                  za jakieś 10 lat! Oby wcześniej!
    • babetschka Re: depresyjna degradacja 27.05.09, 21:50
      generalnie jestem na nie dzis
      nie ma szans
      nie ma sensu
      nie ma perspektyw
      nie ma nadziei
      nie ma nikogo ze mną
      nie ma juz prawie mnie samej....
      • singapurkaa Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 10:37
        Niedobrze:(

        I ja niedawno byłam w takim stanie - od stycznia do początku kwietnia, wcześniej
        całe lato 2008, całą zimę 2007, całe lato 2005 i już nie chce mi się wyliczac
        kiedy. Wraca jak bumerag.
        Nie wiem kiedy teraz odstawię antydepresant - tym razem velafax, a wczesniej
        kilka razy pomógł mi setaloft (asentra), seronil ze dwa razy też zaskoczył.

        Babeczka jaki lek bierzesz i w jakiej dawce? No przecież coś musi zadziałac...

        W moim przypadku wychodzenie z kolejnego epizodu depresji jest coraz dłuższe,
        coraz gorzej ją znoszę... podczas tego rzutu myślałam, że już NIC nie pomoże.
        Byłam na totalnym dnie. Dzika, bojąca się wszystkiego i wszystkich, bez
        umeijętności myślenia nawet. Zmieniono mi setaloft po dwóch miesiącach braku
        efektów na velafax xl i po miesiącu było już lepiej. Nie dobrze, ale lepiej...

        Szanse, sens, perspektywy, nadzieja itd na pewno gdzieś są.
        • babetschka Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 12:13
          bralam w tamtym roku asentre potem seroxat teraz znow przerzucilam sie na
          sertraline tym razem taniej (asertin)

          seroxat powodowal ze czulam sie jak za grubą taflą szkła
          a ten asertin jest do d... generalnie, 3 tydzien zaczal sie i mysli samobojcze
          wracają z wieksza siłą

          znow trzeba pogalopowac do konowała i zamienić

          :(

          • singapurkaa Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 12:34
            3 tygodnie to krótko trochę...
            Może jeszcze asertin zaskoczy...

            A może faktycznie zmiana substancji czynnej.
            Mi psychiatra przywaliła dawkę 2 razy 75 mg velafaxu po braku efektów na
            setalofcie (dwa miechy go brałam). Pomogło.

            Długo jesteś bez pracy?
            Ja w depresji szukałam pracy kilkakrotnie. Dwa razy kiedy znalazłam i podjęłam
            pracę po tygodniu nie dałam już rady. Wiem teraz, że złym pomysłem jest
            podejmowanie pracy kiedy ma się deprechę - przynajmniej tak jest w moim
            przypadku. Właśnie te dwa rzuciłam robotę bo po prostu NIE MOGŁAM.
            Podlecz się może trochę, a wtedy i szanse na wyprostowanie sytuacji z pracą są
            większe. No chyba, że naprawdę nie masz na bułkę:(

            pozdr.
          • filiz Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 13:28
            Hej Babetschka, no nie wiem, ale według mnie dwa czy nawet trzy tygodnie to
            jednak krótko! Sporo zależy też od tego, jaki był Twój stan tzw. wyjściowy czyli
            jeśli byłaś w bardzo głebokiej depresji, to trochę dłużej pewnie potrwa
            wychodzenie z niej. Cudów nie ma.
            Ja też już prawie straciłam nadzieję, ale na mnie leki zaczęły działać w szóstym
            tygodniu dopiero! Tak gdzieś od soboty, obudziłam się rano - zero myśli
            samobójczych, dzisiaj mamy czwartek i funkcjonuję w miarę stabilnie. Oczywiście
            stabilnie nie znaczy w pełni dobrze, ale dwa objawy zniknęły: a mianowicie m.s
            oraz pewne elementy fobii społecznej, ach, i nareszcie zaczęło mi przeszkadzać,
            jak wyglądam, czy nie jestem zapuszczona, jak i miejsce w którym przebywam, a do
            tej pory już wisiało mi to i powiewało równo.
            Twoja decyzja oczywiście, jeśli zdecydujesz się iść do lekarza i prosić o zmianę
            leku, ale może jednak poczekać jeszcze trochę. Dwa czy nawet trzy tygodnie to
            chyba za krótko.
            • aiszka4 filiz - OT 28.05.09, 13:32
              filiz napisała:

              , ach, i nareszcie zaczęło mi przeszkadzać,
              > jak wyglądam, czy nie jestem zapuszczona, jak i miejsce w którym
              przebywam, a d
              > o
              > tej pory już wisiało mi to i powiewało równo.
              >
              To ciekawe, bo ja przed lekami bardzo się tym przejmowałam, a teraz
              niespecjalnie. Przyjęłam to z ulgą, pewnie Ty swoją odmaianę też -
              choć to przeciwne kierunki:)
    • ucielky Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 11:13
      zapewne pomysli ze szukasz pracy. a czemu myslisz ze do stempelkow sie nadajesz?
      powal sobie stemplem 8 godzin, to zobaczysz jak sie nadajesz, biorac uwage na
      sklonosc do rozczulania sie nad soba. a tobie sie zdaje ze sie ciagle awansuje
      az do emerytury? to by kierownikow bylo wiecej niz pracownikow.
      • babetschka Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 12:08
        w normalnym prawidłowym trybie, tak wlasnie dzieje sie
        awansuje sie az do emerytury
        a na pewno nie spada sie na najnizszy szczebel po 10-15 latach robienia kariery

        nie byloby wiecej kierownikow, poniewaz mowimy jedynie o pewnym procencie
        populacji o okreslonych predyspozycjach na stanowiska kierownicze....

        sklonnosc do rozczulania sie nad soba
        jak mnie wk.......... takie pierd......
    • filiz Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 13:16
      Babetschka, z tą pracą to jest tak, że w depresji praca na stanowisku
      kierowniczym raczej jest niedobrym pomysłem, nawet jeśli ma się ku temu pewne
      predyspozycje. Ja na stanowisku kierowniczym nie pracowałam na szczęście, ale w
      2006 roku miałam pracę, która wiązała się z dużą odpowiedzialnością i ciągłym
      podejmowaniem decyzji. Całkowicie mnie to wypalało, mimo że nie byłam w jakiejś
      straszliwej depresji wtedy, ale tamta praca i konieczność ciągłego podejmowania
      odpowiedzialnych decyzji, prawie mnie w nią wpędziły. Zmieniłam pracę po pół
      roku, bo nie dawałam rady, natomiast gdyby miała ją wykonywać w takim stanie, w
      jakim jestem teraz (choć akurat teraz jest trochę lepiej), to kompletnie nie
      potrafię sobie tego wyobrazić. W depresji działa się wolniej i decyzje podejmuje
      się raczej ciężko, a w firmie nikt niestety nie będzie na to patrzył przez palce.
      • babetschka Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 13:46
        filiz napisała:

        > Babetschka, z tą pracą to jest tak, że w depresji praca na stanowisku
        > kierowniczym raczej jest niedobrym pomysłem, nawet jeśli ma się ku temu pewne
        > predyspozycje.


        ty to wytlumacz dla ucielky, bo mi nie musisz........
        • filiz Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 13:53
          A ten uciekly to nie przypadkiem funstein w nowej odsłonie czy jak mu tam było.
          W każdym razie TROLL.

          A co do zmian na skutek działania leków - tak, po lekach na przykład zaczęło mi
          przeszkadzać, że mam nieogolone nogi albo chodzę na okrągło w tych samych
          jeansach i że w zlewozmywaku są nieumyte naczynia od jakiegoś czasu. I tak -
          czuję pewną ulgę, że zaczęło mi to przeszkadzać, bo to dla mnie oznacza jakiś
          powiedzmy początek powrotu do normalności.
          W takiej głębokiej depresji mam nastawienie typu: przewaliło się - niech leży,
          które stosuję się również do mojej osoby.
          • lucyna_n Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 14:10
            a co złego ucielky napisał?
            łatwo wbijać stemple 8 godzin kiedy się jest na najniższym szczeblu w firmie to
            każdy będzie na takiej osobie wyładowywał swoje frustracje i z pewnością taka
            osoba nei pracuje w blogim bezmyślnym spokoju tylko naogół robi za popychadło.
            wbrew pozorom może to być bardzo stresująca praca, już o monotonii, poczuciu
            bezsensu i społecznej degradacji (w tym konkretnie przypadku), poczuciu bezsensu
            wykonywanej pracy nie wspomnę.
            Nic nie chce być proste jak już człowiek raz od życia odpadnie i nie wsiądzie na
            tego konia z którego spadł to potem wszystko zawsze jakieś powykrzywiane, "za
            trudne", i generalnie kiszka, depresyjnemu z pracą nie dogodzisz.
          • ichnia Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 14:55
            filiz napisała:
            > A co do zmian na skutek działania leków - tak, po lekach na przykład zaczęło
            mi przeszkadzać, że mam nieogolone nogi albo chodzę na okrągło w tych samych
            jeansach i że w zlewozmywaku są nieumyte naczynia od jakiegoś czasu. I tak -
            czuję pewną ulgę, że zaczęło mi to przeszkadzać, bo to dla mnie oznacza jakiś
            powiedzmy początek powrotu do normalności.

            Dokładnie tak samo sobie pomyślałam niedawno, bo w końcu wzięłam się za te swoje
            nogi (i nie tylko). Rewelacja to to nie jest, ale zawsze coś...
      • filiz Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 14:04
        filiz napisała:

        Zmieniłam pracę po pół
        > roku, bo nie dawałam rady, natomiast gdyby miała ją wykonywać w takim stanie,
        w jakim jestem teraz (choć akurat teraz jest trochę lepiej), to kompletnie nie
        > potrafię sobie tego wyobrazić.

        Tutaj nieprecyzyjnie się wyraziłam: miałam na myśli, że teraz jestem w trochę
        lepszym stanie niż byłam na przykład dwa tyg. temu, zanim leki zaczęły działać,
        a nie w lepszym niż wtedy w 2006-roku, kiedy wykonywałam tamtą pracę. Wtedy było
        jednak o niebo lepiej, bo lepiej lub gorzej, ale dawałam jednak radę sprostać
        tamtym obowiązkom, a teraz pewnie nie dałabym rady zrobić jednej czwartej z tego
        co robiłam wtedy w ciągu dnia. Ech, degradacja!
    • lucyna_n Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 14:03
      może pomyśleć stracilaś poprzednią pracę bo , wpadlaś w ciąg alkoholowy, hazard,
      narkotyki:)
    • czarna_wolga Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 17:41
      Słyszalem że ponoć ostatnio pracodawcy chetnie wysylaja swoich pracownikow na
      turnusy rehabilitacyjne w celu podniesienia efektywności ich pracy.
      • ichnia Re: depresyjna degradacja 28.05.09, 19:46
        czarna_wolga napisał:
        > Słyszalem że ponoć ostatnio pracodawcy chetnie wysylaja swoich
        pracownikow na
        > turnusy rehabilitacyjne w celu podniesienia efektywności ich pracy.

        Gdzie??!! To ja się zgłaszam!
        :)
    • finibilo Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 09:46
      Zbierasz się do napisania cv jakbyś szła na wojnę. Może faktycznie w
      obecnej sytuacji powinnaś zastanowic się, jak to ktoś wyżej napisał,
      nad samo zatrudnieniem. Nie będziesz musiała zastanawiac się nad tym
      co pomyśli szef jutro albo o czym myśleli współpracownicy wczoraj i
      jakie sprawiasz ogólne wrażenie. Unikniesz wielu problemów. Sama
      zadecydujesz z kim i kiedy chcesz pracowac. Dodatkowo pozbędziesz
      się dołujących myśli, że na własne życzenie degradujesz się
      podejmując pracę poniżej własnych kwalifikacji a Twoja wiedza i
      doświadczenie nie zostaną wykorzystane, w efekcie zmarnowane.
      • babetschka Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 11:59
        tak
        jak mam wyjsc na zakupy to mam wrazenie ze ide na wojne...
        a co dopiero praca......

        samozatrudnenie w moim przypadku to porazka,wiem ze nie zmotywuje sie sama i nie
        zmobilizuje do dzialania na wlasny rachunek

        polozylabym sie do szpitala, ale rachunki, oplaty.....kto to pokryje.

        dzizas.....nikt nie mowil ze zycie bedzie latwe
        ale zeby chociaz bez tego czarnego psa kręcacego sie wokol nóg
        bez tej smoły zamiast mózgu .......
        :(
        • awanturka Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 14:00
          babetscho! Od dłuzszego czsu śledzę Twoje posty na tym forum i żal mi Cię okropnie. Wiem co to znaczy przez długie lata cierpieć na depresję, sama to przerabiałam...

          Myślę, że pomysł z pracą to na tym etapie bardzo zły pomysł. Praca w tym stanie nie będzie Cię mobilizować ale ciągnąć w dół. Codziennie na nowo będziesz sobie uświadamiać swoją niewydolność w stosunku do innych ludzi (nawet jeżeli praca będzie bardzo prosta). W żaden sposób Ci to nie pomoże.

          Praca, wyjście do ludzi są w stanie pomóc depresyjnym pod warunkiem, ze depresja jest raczej lekka, a u Ciebie taka nie jest (zakwalifikowałabym Cię raczej do depresji umiarkowanej/ciękiej). No chyba, że coś ostatnio zmieniło się na plus, bo przez ostatnie kilka tygodni (może dwa?) nie czytałam systematycznie Twoich postów.

          Jak to wygląda z tym płaceniem rachunków? Czemu nie możesz pójść do szpitala. Napisz coś więcej, bo nie wyrażasz się jasno o co chodzi?

          Myślę, ze w Twoim przypadku sytuacja "dojrzała" do szpitala już dawno.. Często bywa tak, że lekarze dopiero poważnie traktują chorobę i pacjenta jak ten znajdzie się w szpitalu. A u Ciebie własnie to tak wygląda jakby prowadzący Cię lekarz albo nie zdawał sobie do końca sprawy z Twojego stanu, albo nie specjalnie się tym co dzieje się z Tobą przejmował.
          • babetschka Re: depresyjna degradacja 03.06.09, 15:23
            ostatnie przygody z lekarzem zniechecily mnie do kontaktowania sie w ogole z
            psychiatrami, totalnie mnie olał ...i sprawil ze poczulam sie na nowo bezradna i
            bez wsparcia
            łykam wiec te glupie tabletki ktore przypisal i wegetuje

            pracę nową dostalam, niestety znow wskoczylam na wysokiego konia, zobaczymy....
            mam kredyty i rachunki...musze tam chodzic wbrew sobie...
            nikt za mnie tego nie pokryje, bo nawet nie ma kto

            a komornik juz za czesto do drzwi puka

            najwyzej nie wytrzymam i mnie wyrzuca, ale 2-3 raty juz pojda do przodu......i
            tak krok za krokiem....przewegetuje kolejny tydzien..miesiac.....






            awanturka napisała:

            > babetscho! Od dłuzszego czsu śledzę Twoje posty na tym forum i żal mi Cię okrop
            > nie. Wiem co to znaczy przez długie lata cierpieć na depresję, sama to przerabi
            > ałam...
            >
            > Myślę, że pomysł z pracą to na tym etapie bardzo zły pomysł. Praca w tym stanie
            > nie będzie Cię mobilizować ale ciągnąć w dół. Codziennie na nowo będziesz sobi
            > e uświadamiać swoją niewydolność w stosunku do innych ludzi (nawet jeżeli praca
            > będzie bardzo prosta). W żaden sposób Ci to nie pomoże.
            >
            > Praca, wyjście do ludzi są w stanie pomóc depresyjnym pod warunkiem, ze depresj
            > a jest raczej lekka, a u Ciebie taka nie jest (zakwalifikowałabym Cię raczej do
            > depresji umiarkowanej/ciękiej). No chyba, że coś ostatnio zmieniło się na plus
            > , bo przez ostatnie kilka tygodni (może dwa?) nie czytałam systematycznie Twoic
            > h postów.
            >
            > Jak to wygląda z tym płaceniem rachunków? Czemu nie możesz pójść do szpitala. N
            > apisz coś więcej, bo nie wyrażasz się jasno o co chodzi?
            >
            > Myślę, ze w Twoim przypadku sytuacja "dojrzała" do szpitala już dawno.. Często
            > bywa tak, że lekarze dopiero poważnie traktują chorobę i pacjenta jak ten znajd
            > zie się w szpitalu. A u Ciebie własnie to tak wygląda jakby prowadzący Cię leka
            > rz albo nie zdawał sobie do końca sprawy z Twojego stanu, albo nie specjalnie s
            > ię tym co dzieje się z Tobą przejmował.
        • finibilo Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 16:09
          Mam podobne odczucia co niejaka awanturka, która wypowiedziała się
          tutaj blisko, z tym że nie potrafię określic czy kwalifikujesz się
          do leczenia zamkniętego czy też nie, ponieważ nie dysponuję fachową
          wiedzą w tym zakresie. Widzę jak ciężko jesteś potarabaniona przez
          chorobę ale jedyne co mogę w tej chwili zrobic to podzieli się z
          Tobą pewną refleksją. Otóż umysł jest jak skacząca z gałęzi na gałąź
          małpa, innymi słowy co chwilę zmienia się przedmiot naszych myśli
          przy czym w danym momencie możemy przetwarzac tylko jedną myśl. Do
          czego zmierzam - naucz się na pamięc np. wiersza czy fragmentu
          lubianego tekstu i powtarzaj idąc do sklepu, lekarza czy na pocztę,
          w sytuacjach gdy czujesz że pojawią się problemy. W ten sposób małpa
          usiądzie na przygotowanej przez Ciebie gałęzi. Umysł zajęty
          odtwarzaniem tekstu nie zajmie się roztrząsaniem kwestii oceny
          Twojej osoby przez otoczenie. Nie wiem na ile takie rozwiązanie
          okaże się skuteczne, mam nadzieję że nie zaszkodzi.

          Zawalcz o siebie póki jeszcze masz siłę.
          • ichnia Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 19:42
            Ciekawe rozwiązanie. Ja swego czasu stosowałam coś podobnego w
            zupełnie innym celu. Miałam dość daleko do pracy i aby nie nudzić
            się po drodze (chodziłam na piechotę, a okolica nieciekawa),
            zajmowałam swój umysł myśleniem. O różnych rzeczach. To było tak
            zajmujące, że zanim się obejrzałam, w mig długą drogę pokonywałam.
            Ale mi się rymnęło ;)
            Pracę dawno zmieniłam, mam blisko, ale nawyk "zamyślania się" na
            ulicy pozostał. W pewnym stopniu jest to uciążliwe, bo przez to, że
            mało zwracam uwagę na otoczenie i ludzi, łatwo mogę nie zauważyć
            znajomych osób, nawet przechodząc dosłownie o krok...
            Jednak nie będę kłamać, że trudno mi z tym żyć....;))

            finibilo napisał:

            > Mam podobne odczucia co niejaka awanturka, która wypowiedziała się
            > tutaj blisko, z tym że nie potrafię określic czy kwalifikujesz się
            > do leczenia zamkniętego czy też nie, ponieważ nie dysponuję
            fachową
            > wiedzą w tym zakresie. Widzę jak ciężko jesteś potarabaniona przez
            > chorobę ale jedyne co mogę w tej chwili zrobic to podzieli się z
            > Tobą pewną refleksją. Otóż umysł jest jak skacząca z gałęzi na
            gałąź
            > małpa, innymi słowy co chwilę zmienia się przedmiot naszych myśli
            > przy czym w danym momencie możemy przetwarzac tylko jedną myśl. Do
            > czego zmierzam - naucz się na pamięc np. wiersza czy fragmentu
            > lubianego tekstu i powtarzaj idąc do sklepu, lekarza czy na
            pocztę,
            > w sytuacjach gdy czujesz że pojawią się problemy. W ten sposób
            małpa
            > usiądzie na przygotowanej przez Ciebie gałęzi. Umysł zajęty
            > odtwarzaniem tekstu nie zajmie się roztrząsaniem kwestii oceny
            > Twojej osoby przez otoczenie. Nie wiem na ile takie rozwiązanie
            > okaże się skuteczne, mam nadzieję że nie zaszkodzi.
            • lucyna_n Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 20:49
              Ty mi lepiej powiedz jak to zrobić żeby nie myśleć o niczym.
              • ichnia Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 22:25
                lucyna_n napisała:
                > Ty mi lepiej powiedz jak to zrobić żeby nie myśleć o niczym.

                Też chciałabym to wiedzieć.
            • finibilo Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 21:24
              Kobietom zdarza się nie zauważac znajomych, ale nigdy nie przeoczą
              najnowszej kolekcji Diora czy innego Balenciagi : ) .
              Może to ich urok a może to maybelline :).
              Miałem znajomego który czasami pożyczał ode mnie drobne sumy, a
              później na pewien okres pojawiały się u niego problemy ze wzrokiem,
              nie widział mnie, zapominał też gdzie mieszkami i jaki jest mój
              numer telefonu, jakby na alzheimer zapadł. Tak mu się nagle i
              radykalnie stan zdrowia walił. Ale zawsze dochodził do siebie, tylko
              nigdy nie pamiętał że coś pożyczył i znowu przychodził po pieniądze.
              • lucyna_n Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 21:56
                ja przeoczę kolekcję Diora bez kłopotu a o tym drugim nawet nie słyszałam. Po
                raz setny stwierdzam że najwyraźniej nie jestem kobietą bo nie robię prawie nic
                z tego co kobiety niby robić powinny, wydaje mi się że te wszystkie określenia
                niby typowych kobicych zachowań zdecydowanie bardziej pasują do geja.
                • ichnia Re: depresyjna degradacja 29.05.09, 22:29
                  lucyna_n napisała:
                  > ja przeoczę kolekcję Diora bez kłopotu a o tym drugim nawet nie
                  słyszałam. Po raz setny stwierdzam że najwyraźniej nie jestem
                  kobietą bo nie robię prawie nic z tego co kobiety niby robić powinny

                  Hehe, cieszę się że nie jestem sama. Ostatnio często pojawiała mi
                  się taka myśl, że albo świat tak poszedł do przodu a ja stoję w
                  miejscu, albo jestem po prostu staroświecka...hmm.
                  • finibilo Re: depresyjna degradacja 30.05.09, 09:07
                    Nie podejmuję się zarówno oceny kobiecości dyskutantek jak i
                    określania tej kobiecości atrybutów.
                    • ichnia :) 30.05.09, 10:32
                      finibilo napisał:
                      > Nie podejmuję się zarówno oceny kobiecości dyskutantek jak i
                      > określania tej kobiecości atrybutów.

                      I słusznie...
    • babetschka Re: depresyjna degradacja 11.06.09, 08:35
      reasumujac
      przeszlam 3 etapy rekrutacji, wykosilam innych chetnych, dostalam
      zaj...stanowisko w zaj..firmie z zaj...pensja i zaj...gadżetami

      nie moge tego inaczej skomentowac jak tylko tak...ze ASERTIN zaczal dzialac
      !!!!!!!! po prawie 4 tyg

      bo jest to absolutnie niemozliwe ze "sama" tego dokonalam, pamietajac swoj stan
      sprzed paru tyg...
      • ichnia Re: depresyjna degradacja 11.06.09, 18:25
        Gratulacje babeczka! I Ty tu nie kituj, że ktoś czy coś tego
        dokonał ;) To Ty sama. A że leki przywróciły Ci siły i chęć do
        działania, tym lepiej. Trzymaj tak dalej. I nie pij tyle ;P
      • czarna_wolga Re: depresyjna degradacja 12.06.09, 09:58
        No to super. Ale ja bym sie tak nie cieszył jak pisałaś że masz przewlekła
        depresje to oznacza tylko okres remisji byle jak najdluzszy może nawet jakaś
        mała mania. Jak rok czasu uda sie utrzymac ten stan to znaczy że wszystko idzie
        w dobrą strone.
        • lucyna_n Re: depresyjna degradacja 12.06.09, 11:19
          też chciałam wylać ten kubełek zimnej wody, ale się powstrzymałam.
      • lucyna_n Re: depresyjna degradacja 12.06.09, 11:18
        a może potrzebowałaś takie zewnętrznej motywacji, "pozytywnego" stresu żeby
        przestać mielić kołami w miejscu,
        tak czy siak, fajnie ż esię udało
        • babetschka Re: depresyjna degradacja 12.06.09, 20:34
          to zdecydowany atak manii
          minal 4 tydzien brania asertinu


          generalnie nie potrzebuje zadnych kubelkow z woda, bo w kazdej sekundzie mam
          swiadomosc ktora mnie nie opuszcza.......
          stwierdzilam fakt zdobycia zaj.......fuchy

          a ze nadal dzien za dniem w glowie dudni mi..."jestes beznadziejna" "jestes nic
          nie warta" "po co ci ta praca jak i tak jestes bezplodna" "nic cie juz
          ciekawego w zyciu nie czeka"

          to juz oddzielny wątek...
          lek pomogl ruszyc d.... w domu w poszukiwaniu "chleba"
          ale nie pomogl mi pozbyc sie mysli ze jestem nic nie wartym odpadem
          i z taką mysla dozyje starosci
          to wiem

          jestem inna dziwna i nienormalna i KROPKA
          • czarna_wolga Re: depresyjna degradacja 13.06.09, 19:55
            A może to tylko zwykła hipochondria ?
            • babetschka Re: depresyjna degradacja 14.06.09, 22:10
              daj boże a bede u nóg twych wołga z radosci za podnożek robiła
              • 1monique595 Re: depresyjna degradacja 17.06.09, 17:40
                Witaj Babetschka, super, że się udało, mam nadzieję, że tym razem to już na stałe.
                Dobrze pamiętam jak to jest kiedy w głowie coś krzyczy tylko "jesteś
                beznadziejna, nic nie warta, wszystko jest do d.py, nikomu nie jesteś
                potrzebna", totalna beznadzieja, nawet jak faktycznie coś mi się udało to i tak
                coś wrzeszczało to nie prawda, wszyscy się nad tobą litują. To był jakiś koszmar
                ale udało mi się z tego wyjść. Bardzo pilnowałam swoich myśli i wszystkie
                negatywne zamieniałam w pozytywne. Udało się w dużej części to zmienić, ale u
                mnie był tylko problem ze skrajnie niską samooceną i brakiem pewności siebie,
                nie miałam depresji...
                Pozdrawiam, życzę wszystkiego dobrego. Oby jak najdłużej było dobrze
                • babetschka Re: depresyjna degradacja 21.06.09, 08:49
                  jak na razie trzymam sie rewelacyjnie
                  rozmawiam w pracy z ludzmi NORMALNIE zartujemy smiejemy sie i generalnie
                  uwierzyc nie moge jaki ten asertin jest trafiony :)...

                  praca b.dobrze platna, ale nie ma stresu, dostosowana do mojego obecnego stanu
                  psychicznego,umiejetnosci posiadanych podczas tego stanu (bo jak wiadomo ulegaja
                  one stępieniu i to znacznemu) ......
                  reaasumujac: cud panie jakis a moze sen .........a moze po latach udręki "bóg"
                  zlitowal sie i podesłał mi taką niespodzianke zebym troche odetchnela i nabral
                  energii do przyszlej walki z moimi demonami ...
                  i facet wrocil.....przytulamy sie i smiejemy .....mniej krzycze i on mniej
                  krzyczy ......i piesek jakis taki bardziej zywy :)
                  a moze to ja sie lekko obudzilam......a moze zasnelam i obudze sie i wszystko
                  prysnie ?

                  w kazdym razie trzymam swiadomosc za morde 24 na dobe z przerwa na sen.....
                  odlot kontrolowany

                  B.
                  • 1monique595 Re: depresyjna degradacja 22.06.09, 21:09
                    Witaj, fajnie czyta się takie pozytywne posty, że jest OK, że się udaje i że
                    czasem jednak jest sprawiedliwość na tym cholernym świecie. Super, że facet
                    wrócił...
                    "praca b.dobrze platna, ale nie ma stresu," a co to za praca bez stresu??? też
                    taką chcę...
                    Życzę wszystkiego dobrego
Inne wątki na temat:
Pełna wersja