Grupy Wparcia

02.01.04, 13:26
Zamieściłem już post o takiej samej treści na
www.poradnikmedyczny.pl/phorum/list.php3?f=9
mam nadzieję że wybaczycie ale czytam oba 'forumy' :)

Sorki że wklejam ale co za różnica gdzie napiszę a gdzie wkleję :)

Więc na początek coś o sobie :)

Wszystko zaczęło się tak naprawde zaczęło się od kawy ;) Kiedy miałem kakieś
18 lat byłem w kawiarni i wypiłem dwie kawy i wypaliłem kilka 'ćmików' no i
po tej porcji używek trochę mnie zaczęło telepać. Stwierdziłem "hmmm...
Chyba nie mogę pić kawy" i do dziś nie piję :) Ale prawdziwy wręcz
archetypowy atak paniki nastąpił rok później. Tak jakoś w szkole zrobiło mi
się duszno - pamiętam, że to był chyba styczeń, więc uciekłem z zajęć i
wspomagając się validolem jakoś dotarłem do domu - brałem wtedy od czasu do
czasu Validolek taki był jeszcze wtedy w fajnej metalowej tubie - brałem go
od czasu tej histori z kawą bo miałem nieraz duszności i takie jakieś
wewnętrzne przyspieszenie. No i wróciłem do domu. Trochę przeszło. Po
południu przyszła babcia, byli też rodzice i tak mnie nagle wkręciło (może
kurcze jakieś szybkie skojarzenie z przeszłości) że mało łba mi nie urwało -
myślałem że umieram położyłęm się do łóżka i czekałem na śmierć - moja
rodzina była trochę przerażona więc mnie to jeszcze bardziej nakręcało. (A
może to było zupełnie inaczej tylko po 12 latach pochrzaniły mi się już
fakty). Jakoś mi przeszło ale atak paniki jak już raz się pojawi to później
można go w każdej chwili na zamówienie wywołać - najlepsza sytuacja jest
taka kiedy umysł tego nigdy nie doświadczył - wtedy nie zna tego
doświadczenia i jest spox. No ale cóż panika została a ja zacząłem chodzić
po lekarzach próbując dojść przyczyn moich dziwnych stanów, więc rutynowe
badania: tarczyca, eeg, ekg, testy slergologiczne, etc. I co? - i nic :),
więc Poradnia Zdrowia Psychicznego, starsza pani doktor rok 1990, więc w
zaszdzie w Polsce jeszcze Rosja i takie też prochy: amitryptylina,
chlorprotixen i jeszcze coś tam. Po takiej mieszance w szkole przysypiałem
na lekcjach i generalnie czułem się koszmarnie miałem lęki - jedynie ataków
paniki raczej nie doświadczałem - w każdym bądź razie takich silnych. Kiedy
mi trochę przeszło odstawiłem te gówno a po jakimś czasie ataki paniki
powróciły no i wdarła się też dzięki nim agorafobia która nie pozwoliła mi
chodzić do szkoły - miałem przez to sporo kłopotów w szkole średniej, tym
bardziej że nie rozumiałem swoich dolegliwości i nikt mi ich nie
wytłumaczył, literatury na ten temat przynajmniej dostępnej w Polsce jeszcze
nie było. Prozak a następnie wszystkie inne antydepresanty nowej generacji z
grupy SSRI miały być dopiero wymyślone za kilka lat tak samo zresztą jak
nowoczesne anksolityki umożliwijace normalne funkcjonowanie (np.. "tranxene
na polskim rynku pojawił się w 1995 r a światową premierę miał niewiele
wcześniej ;) Później doszedłem już do momentu że nie byłem w stanie wyjść z
własnego pokoju - wyskakiwałem z niego chyłkiem tylko do toaelety.
Oczywiście ze względu na brak jakielkowiek wiedzy o moim schorzeniu byłem
pewien że jestem czubkiem, tym bardziej że już od czasów przedszkolnych
czułem się trochę depreesyjenie i troche inny od wszystkich. W podstawuwie
doszło do tego smookalecznia się - tak bardzo się nienawidziłem. A w wieku
dojrzewania przyplątała mi się jeszcze fobia społeczna. Na szczęście rodzice
mnie wysłali prywatnie do psychologa. Na dzień dobry dostąłem jakieś
signopamy i rudotele na uspokojenie - trochę się dowiedziałem skąd to mam,
co to jest i jak z tym walczyć. Tak więc w przeciągu roku udało mi się
pokonać wroga ;) pozbyć się fobi społecznej, otworzyć się na ludzi,
zrozumieć siebie i to było moje pierwsze ozdrowienie. Ozdrowienie
wykorzystąłem na dalszą naukę, zainteresowania i swajanie się z innymi
przedstawicielami tego samego gatunku :) Po kilku latach kiedy kończyłem
szkołe policealna nastąpił nawrót choroby - znów bardfzo silny i znów
zepchnął mnie do swojego pokoju. Wtedy był to 1996 i było już tranxene - tak
więc tranxeniach i kilka wizyt u psychologa podniosło mnie na tyle
skutecznie na duchu i ozdrowiło mnie że z rozpędu wyjechałem rodzinnego
miasta, poznałem dziwczyną zamieszkałem z nią, zacząłem pracować, odwiedzać
lokale, poznawać mnóstwo ludzi i niestety nadużywać alkocholu i marihuany w
celach towarzyskich. Później poznałem swoją przyszłą żone, po roku
narzeczeństwa i wspólnego mieszkania hajtneliśmy się i rok później zawitał
na świat - nasz kochany synek, zmianiłem pracę na lepszę i lepiej płatną,
wzieliśmy kredyt mieszkaniowy i wszystko było Oki. Był to już 2000 rok.
Widocznie dorosłe życie przynosi sporo stresów bo nastąpił u mnie kolejny
nawrót nerwicy poprzedzony bardzo silnym atakiem paniki (2001), podczas
którego tak mnie zhiperwentylowało że zesztywniło mi dokładnie wszystkie
mięśnie na kilkadzisiąt minut - przyjechało pogotowie i potęzny zastrzyk
relanki przywrócił mnie do świata żywych. Ale ataki paniki zaczęły się
pojawiać coraz częściej aż wkońcu ponownie zapanował trans lękowy trwający
nieprzerwanie. Zgłosiłem się więc prywatnie do psychiatry: Tranxene i Coaxil
po roku mnie uspokoiły. Wrzesień 2002 właśnie mam kolejne ozdrowienie, gdy
tracę pracę, przez dłuższy czas nie mogę jej znaleźć, w kwietniu 2003
spirala paniki powoli się nakręca - okazuje się że tranxeniacz już na mnie
nie działa - lekarz przepisuje mi "Klonazepam" a od sierpnia "Prozak" w
wersji "Seronil" Do tego zapisuję się od lipca do Poradni Zdrowia
Psychicznego do psychologa na psychoterpię, a od końca czerwa tego roku na
internetową grupę wsparcia. Prochy mie wyhamowywują, psychoterapia uczy
oswić lęk i nauczyć się z nim walczyć - pomaga mi w tym także
książka "Oswoić lęk" Judith Bemis i Amr Barrada. Dzięi grupie wsparcia
dowiaduję się że jest wiele osób z takimi samymi problemami i takimi
podobnymi objawami - ucze się akceptować swoją dolegliwość. Nie ukrywam już
jej przed najbliższymi i znajomymi. Mówię otwarcie że gdzieś nie mogę iść,
pojechać kogoś odwiedzić bo mam akurat atak paniki lub cierpię na
agorafobię. Powoli zaczyna się mój kolejny proces zdrowienia ale jak każdy
nastęny jest on na wyższym poziomie. W listopadzie dostaję pracę która mnie
satysfakcjonuje. Zaczynam mieć chyba po raz pierwszy w żuciu jakieś
konkretne relaistyczne cele w życiu. Zapisałem się na zawodowe kursy
specjalistyczne. Ponieważ mam taką wew. potrzebę zamierzam na różne sposoby
pomagać ludziom z podobnymi problemami do moich. Cały czas planuję stworzyć
grupę wsparcia w realu ale jak na razie bezskutecznie. Od stycznia 2004 r
planuję podjąć psychoterapię grupową - może oprócz tego że naprawię sowje
relacje z innymi nawiąże wtedy znajomości które umożliwią mi stworzenie
takiej grupy wsparcia.
To chyba tyle w wielkim skrócie o mnie :)

Zapraszam na moją grupę wsparcia osoby z zaburzeniami lękowymi (szczególnie
panikarzy ;) i zachęcam Was do tworzenia własnych grup mejlowych
poświęconych Waszym specyficznym problemom (np. depresja, fobia społeczna,
schizofreania etc.) Np. na yahoo są dostępne darmowe proste w obsłudze
mechanizmy do tworzenia takich grup. Z tego co wiem znajdują się tam w tej
chwili 3 polskie grupy wsparcia dla panikarzy. Planuję także utworzenie
takiej grupy w realu - proszę więc o kontakt także poznańskich panikarzy.
Kontakt ze mną na adres "maniex@poczta.onet.pl" lub GG: 47 14 13. Czekam :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim dużo zdrowia w Nowym 2004 Roku

- Mariusz.ManieX
    • maniek_x Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 10:05
      Chciałbym wiedzieć co sądzicie o Grupach Wsparcia. Myślicie że możliwe jest
      ich tworzenie także w realnym świecie?

      Pozdrawiam: Mariusz.ManieX
      • rumiankowa Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 13:55
        maniek_x napisał:

        > Chciałbym wiedzieć co sądzicie o Grupach Wsparcia. Myślicie że możliwe jest
        > ich tworzenie także w realnym świecie?

        Na pewno mozliwe. Tylko trzeba by gdzies poczytac o podstawowych zasadach
        tworzenia takich grup. Bo na pewno to nie moze byc robione bez ladu i skladu,
        musza byc jakies zasady. Sposob prowadzenia, zasady bycia w grupie (np
        niewynoszenia tego, co sie tam mowi poza grupe itd), czy ma byc jakas pomoc
        psychologiczna oprocz mozliwosci wygadania sie etc. Masz to wszystko
        opracowane, masz jakis konkretny pomysl? To b. ciekawe przedsiewziecie!
      • sklonowana40 Re: Grupy Wparcia 20.01.04, 08:48
        Grupy wsparcia maja sens jedynie wtedy, jesli ludzie maja do siebie szacunek i
        zaufanie, probuja ze soba rozmawiac, nawet jesli to moze byc nieprzyjemne.
        Taka grupa nie polega na glaskaniu sie nawzajem, ma sluzyc WSZYSTKIM jej
        uczestnikom w miare rownym stopniu i musi byc jednak pod opieka fachowca. Sami
        mozemy sobie zrobic wieksza krzywde, udzielajac "doskonalych" rad, opisujac
        swoje "odmienne stany" i probujac je dopasowac do innych. Oprocz empatii
        potrzebna tutaj jest takze wiedza, ktorej mysle, ze nam jednak brakuje, mimo,
        ze niektorzy rozczytuja sie w literaturze na temat swojej choroby. W innym
        watku tutaj mr_hyde napisal, ze w zasadzie kazdy z nas moze sie NAZWAC
        terapeuta. Niestety , duzo w tym prawdy, a to juz bardzo sliska droga.
        Szacunek z Krak
        • rumiankowa Re: Grupy Wparcia 26.01.04, 10:07
          Wiecie co, nie wiem jak autor pomyslu, ale ja sama przemysliwalam nad
          stworzeniem grupy wsparcia - to tylko luzny pomysl, bo musialabym najpierw
          dobrze poznac temat, zasady i wiedziec czy to sie w ogole uda itd.
          I ja to bym widziala absolutnie nie jako analizowanie problemow czy radzenie
          sobie nawzajem, w ogole nic co by mialo zastapic prawdziwa psychoterapie.
          Ale jako bycie razem, spotykanie sie, robienie czegos razem (chocby parzenie
          herbaty czy spacer albo sluchanie muzyki), rozmawianie, bycie z drugim
          czlowiekiem, czy chocby posiedzenie wsrod ludzi. Jest tak wielu (szczegolnie
          tutaj, choc nie tylko), ktorzy boja sie kontaktow, zamykaja w swoim swiecie,
          nie chca wychodzc z domu, boja innych ludzi... Taka grupa (w moim zalozeniu)
          moglaby sluzyc jako pole do robienia pierwszych krokow, do OSWAJANIA SIĘ z
          ludzmi w przychylnej atmosferze, do poczucia sie troszke lepiej przy drugim
          czlowieku, do zmniejszenia lęku przed rozmową, kontaktem itd.

          Bylaby to forma jakiejs wspolnoty, szczegoly spotkan bylyby wspolnie ustalane,
          mozna by angazowac chetnych do organizowania kolejnego spotkania, by to bylo
          wspolne dzielo.

          Co o tym myslicie? To za mną chodzi od jakiegos czasu. Wiem, ze kiedys.. jak
          sama bylam zastraszonym zwierzatkiem to byc moze tego typu spotkania bylyby
          wlasnie tym, co pomogloby robic pierwsze kroki.
          Jak to widzicie? A moze ktos moze polecic jakas lekture nt organizowania grup
          wsparcia, zasad itd?
          • hyubi Re: Grupy Wparcia 27.01.04, 16:54
            Witam!
            Nie wiem na ile to może Ci pomóc, ale jeśli chcesz to po weekendzie wyślę Ci
            teksty z jakich korzystają na grupach wsparcia alkoholicy i inni uzależnieni.
            Wiem, że alkoholizm to nie to samo co depresja, ale może można by było coś
            zapożyczyć. Nie będę opisywał na forum jak to wygląda, bo za długo by zeszło.
            Powiem tylko, że większości alkoholikom taka grupa w zupełności wystarcza do
            zdrowienia, nie jednemu uratowała życie (np. mi) i jest zalecana po każdej
            terapii (na wypisie ze szpitala zawsze pisze: "Dalsze leczenie w grupach
            samopomocowych AA").
            Pozdrawiam. Hyubi.
    • awanturka Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 14:55
      Bardzo dobry pomysł!!!

      Wiem jak niewiele wiedziałam o mojej chorobie , gdy zaczęłam chorowac, myślałam,że coś takiego przytrafiło sie tylko mnie, że z tego się nie wychodz, że z tym nie daje się życ...

      Nie potrafiłam poradzi z wieloma problemami praktycznymi - jak na przykład:

      - czy mówic znajomym o moich problemach

      - jak tłumaczyc moje nagłe zniknięcie na kilka miesięcy (szpital)osobom, których nie chciałam wtajemniczac w swoje problemy

      - jak zachowac się w pracy wobec wspópracowników, którzy udawali, że nie wiedzedza jaka była przyczyna mojej nieobecności (a doskonale wiedzieli)

      - jak postępowac z ludzmi, którzy, gdy dowiadywali się o mojej chorobie zaczynalisię czuc w mojej obecności niepewnie (bali się mnie?), przajawiali zaklopotanie lub skrępowanie

      To były tylko pytania dotyczace kontaktów z ludżmi
      • awanturka Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 15:07
        Przepraszam - wysłałam przez pomyłkę nie skonczony post.

        Kontynuuję!!!
        Sa i inne dotyczace innych dziedzin życia.

        Pytania można by mnożyc...i mnożyc...

        Myślę, że ludzie, ktorzy już maja pewne doświadzenie w życiu z depresja sa prawdziwa skarbnica wiedzy na temat rozwiazywania takich własnie życiowych problemów.

        Warto by się takimi doświadczeniami dzielic, ludzie nie pozostawali by sami z takimi pytaniami.

      • awanturka Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 15:08
    • an_a1 Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 21:22
      Uczestniczyłam kiedyś w takiej grupie. Była bardzo mało sformalizowana, jednak
      czuwał nad nią psycholog.
      Zasada nr 1: ani słowa o depresji, czyli bez jęczenia;
      nr 2: odczucie stanu współuczestnika grupy i dyskretne wspieranie, np.
      młodą osobę łączono w parę ze staruszką do zabawy piłką. Kiedyś wydało się jej
      (młodej), że to nie przypadek. Na pytanie, dlaczego tak się dzieje, usłyszała,
      że celem manipulacji współtowarzyszy było ukrycie przed nią, że się porusza jak
      mucha w smole.
      Przykłady mogłabym mnożyć.
      Uważam, że depresja dotyka osób o specyficznej osobowości, choć nie wiem, na
      czym polega owo _coś_ spychające w depresję. No, trochę wiem, ale za mało, żeby
      się wypowiadać.
      Powodzenia
      Ana
      • straw-berry Re: Grupy Wparcia 19.01.04, 21:51
        >No, trochę wiem, ale za mało, żeby się wypowiadać.

        jedyne w miarę sensowne zdanie, jakie padło z twojej klawiatury na tym forum


Pełna wersja