Dodaj do ulubionych

strach jako instrument zniewolenia

25.07.04, 01:13
Chcialabym wyodrebnic nowy temat z watku imagine, ktory to rozpoczyna ciekawe
watki, ale pozniej je porzuca w zapomnieniu. Postawilam tam teze, ze
Pieniadze, stanowiska, autorytet, wladza - to wszystko to sa tylko zewnetrzne
atrybuty zniewolenia. Prawdziwy instrument to strach. Strach oto co czyni z
ludzi baranow. Prosze o wyrazenie wlasnych opinii.

Kto i jak posługuje się instrumentem strachu w celu zniewolenia? - to pytanie
AZ'a.
W moim mniemaniu szczegolnie widac to dzisiaj w miejscu pracy. Ludzie boja
sie zwolnien bo boja sie bezrobocia, wykorzystuja to nieuczciwi pracodawcy,
stad mobbing i nowe przepisy antymobbingowe, ktore wymusilo zycie, bo
pracownicy w niektorych firmach sa traktowane jak bydlo (nb malo kto z
pacujacych z nich skorzysta, chyba ze juz nie jest w stanie wytrzymac).
Drugi przyklad: czy nie fakt, ze jest strach przed terroryzmem , to
amerykanie pozwolili na ograniczanie praw obywatelskich? A zerujac na tym
strachu prowadzi sie wojne?
Prosze o refleksie.
Obserwuj wątek
    • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 25.07.04, 01:51
      Wielu rzeczy ludzie się boją.
      Wymieniłaś dwie z nich.
      Jednak nie o takie strachy szło w wątku o filmie Moore'a.

      Tam Imagine mówił o totalnym zniewoleniu. O sterowaniu ludźmi przez przez
      jakieś elity. O konieczności wyjścia poza oficjane paradygmaty.
      Do dziś nie odpowiedział na moje pytania tego tyczące.
      Skończyło się na watku o "baranach" i szklanych kulach.

      Ad rem:
      Mobbing:
      Najlepiej zostać pracowdawcą i problem znika.
      A ściślej istnieje dalej, ale od drugiej strony.
      Nie ma przymusu pracy. Nie ma przymusu zatrudniania.

      Terroryzm:
      Ten strach ma podstawy.
      Ludzie w trosce o swoje życie przystali na ograniczenie swoich praw. Ze
      zrozumieniem ludzi i ich poparciem nastąpiła interwencja w Iraku. Teraz jest
      trochę inaczej. Wiemy więcej o posiadaniu (lub nie) zakazanej broni przez
      poprzednie władze Iraku. Interwencja napotyka na problemy. Zagrożenie terrorem
      odeszło nieco w niepamięć (może zmalało?). Więc i poparcie dla interwencji jest
      teraz nikłe. Nie wiem wiele o tym co dzieje się teraz w Iraku. Tym bardziej nie
      jestem w stanie zaproponować jakiegoś rozwiązania tej kwestii.
      • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 02:26
        Gość portalu: az napisał(a):

        > Tam Imagine mówił o totalnym zniewoleniu. O sterowaniu ludźmi przez przez
        > jakieś elity. O konieczności wyjścia poza oficjane paradygmaty.
        > Do dziś nie odpowiedział na moje pytania tego tyczące.
        > Skończyło się na watku o "baranach" i szklanych kulach.
        _____________
        Kiedy ja wlasnie w nawiazaniu do baranow. Nie odnosnie filmu.
        • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 25.07.04, 02:45
          Myślę, że temat strachu powodowanego mobbingiem i terroryzmem jest nadto
          odległy od powodów, o których wspomniał Imagine.

          Najbardziej interesuje mnie, co i rusz przywoływana w różnych czasach i
          miejscach, także na tym forum, sprawa jakichś elit, zda się samorodnych, ich
          jakieś "czarowanie". Podobno te elity same się wybierają, a nasze karty
          wyborcze to ino kamuflaż demokracji. No i z istnienia tych elit wynika
          usprawiedliwienie dla wszelkiego zła na świecie, bo gdyby ich nie było, to
          dopiero wtedy ludzie pokazaliby swoje dobre serca i mądre głowy.
          Bajki dla dorosłych...
      • walon_tkowa Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 04:04
        nasunely mi sie dwie uwagi na temat strachu, po przeczytaniu Twojego, azie,
        postu.
        Najpierw jednak wyjasnienie - nie zgadzam sie z teoria konspiracji/sterowaniu
        elit imagine'a. Zgadzam sie z jego twierdzeniem o "baranach", to znaczy uwazam,
        ze 80% spoleczenstwa daje soba manipulowac w bardziej lub mniej subtelny sposob.

        (te 80% to pewne uogolnienie poparte doswiadczeniem zyciowym i obserwacjami, a
        przekonanie, ze ja widze to wlasciwie wynika z ... 50 letniej obserwacji i
        potwierdzenia moich przewidywan, co do pewnych zjawisk spolecznych i
        politycznych)

        Starch jest rodzajem emocji bardzo wygodnej dla manipulatorow,

        Z tego wyciagnac mozna wiele wnioskow - te ktore maja zwiazek z terroryzmem
        ukladaja sie w nastepujacy bukiecik:


        > Ludzie w trosce o swoje życie przystali na ograniczenie swoich praw. Ze
        > zrozumieniem ludzi i ich poparciem nastąpiła interwencja w Iraku

        Jesli moim zamiarem byloby polozyc lapke na ropie w iraku (sa dokumenty, ktore
        mowia, ze plany takie istnialy juz kilka lat przed wojna i atakiem na WTC) to
        staralabym sie przekonac moich obeywateli, ze ta wojna jest potrzebna. Nikt w
        dzisiejszych czasach wojen nie lubi, to juz nie jest modne, bo jest raczej
        niuejdzowo w glowach rozwinietych nacji. Wielu jednak nie jest w stanie oprzec
        sie poczuciu zagrozenia, zwlascza gdy: traci sie prace, pieniadze, bliskich,
        ktos dwa dni temu zginal w wypadku na znajomym skzyrzowaniu przed naszym domem,
        ktos wysadzil w powietrze lub podpalil symbol narodowy. Zebys nie wiem jakim
        twardzielem byl, strach napedzi pewne zyciowe decyzje, podsunie
        pewne "polityczne koncepcje".Doprowadzi do pewnych wygodnych uproszczen.

        Mnie doktryna zagrozenia terroryzmem nie przekonuje. I dlatego chyba widze, jak
        latwo mozna ja wykorzystac do manipulacji (my Polacy to mamy dobrze, nas uczono
        historii dosc szczegolowo, i parallelnych sytuacji z przeszlosci dlugo szukac
        nie trzeba).

        Ciekawym rowniez jest, ze nawet gdy ma sie odwage postawic tego typu pytania
        (co jest manipulacja, a co nie) to dochodzi strach inny - strach przed
        alienacja. Brak odwagi, nawet nie gloszenia "dziwnych" pogladow" lecz takze
        zmierzenia sie z bycia samotnym w ich wyznawaniu.

        >Zagrożenie terrorem
        > odeszło nieco w niepamięć (może zmalało?

        moze go nigdy nie bylo (pomijajac palestyne i lata sporo wczesniejsze)

        Kokardka do mojego bukieciku mysli/myslatek jest cos, co zapamietalam z
        czytanej dawno temu ksiazki Karpinskiego: "Cien Metternicha"- mianowicie teza o
        alienacji wladzy w totalitaryzmie, ktora (alienacja)jest przeslanka i
        pierwszym krokiem do upadku owego totalitaryzmu. (vide: Sparta, III Rzesza,
        ZSSR)
        Z taka alienacja wladzy mamy do czynienia teraz w niedawnej kolebce demokracji
        zachodniej. A wyalienowana wladza musi czyms zdobyc poparcie mas. I takoz
        czyni amerykanska administracja. Manipuluje "baranami" przy pomocy strachu. I
        propagandy - nachalniejszej chyba niz za Goebelsa.

        Bo przy pomocy igrzysk juz sie nie da.

        Strach przed utrata pracy, pieniedzy tez jest swietnym narzedziem manipulacji,
        moze nawet lepszym, bo bardziej namacalnym i codziennym. Ale mozna go
        przekroczyc, wystarczy byc bez pracy przez pare lat i przezyc i zachowac jako
        taka stabilnosc psychiczna (tez z doswiadczenia). Nie da sie go jednak
        praktycznie zastosowac w wypadkach: NAROD W POTRZEBIE, znaczy sie, masowo.

        To tyle na temat srachu i baranow ode mnie.

        Jednym slowem : strach jest zjawiskiem tylez naturalnym co upierdliwym i
        zbednym.

        Gdybym mogla zdefiniowac swoj dlugoplanowy cel, byloby to: pozbyc sie strachu
        na zawsze, bezwarunkowo, totalnie!
        • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 25.07.04, 11:58
          > Najpierw jednak wyjasnienie - nie zgadzam sie z teoria konspiracji/sterowaniu
          > elit imagine'a. Zgadzam sie z jego twierdzeniem o "baranach", to znaczy
          uwazam,
          >
          > ze 80% spoleczenstwa daje soba manipulowac w bardziej lub mniej subtelny
          sposob

          OK. Załóżmy, ze jest manipulacja, że większość daje sobą manipulować.
          Przyczyny tego zjawiska podać proszę.


          Mnie zagrożenie terroryzmem przekonuje. Bywają przypadki, że rodzi się jakaś
          idea i nie jest możliwa jej realizacja przy pomocy prawnych, pokojowych
          środków. Wtedy często sięga się po terror. W Polsce nie widzę takich
          przypadków, nie widzę zagrożenia terroryzmem. No, może to spowodowane naszym
          zbrojnym udziałem w koalicji antyirackiej. Jeśli jest, to jest ono niewielkie.

          > >Zagrożenie terrorem
          > > odeszło nieco w niepamięć (może zmalało?
          >
          > moze go nigdy nie bylo (pomijajac palestyne i lata sporo wczesniejsze)

          Nie rozumiem.
          Obecnie tylko Palestyna kojarzy się Tobie z terroryzmem?

          Co porabia amerykańska administracja to raczej problem amerykanów. To ich kasa
          jest tu angażowana, życie ich synów, styl ich życia.
          Myślisz, że kiedyś sterowano amerykanami przy pomocy igrzysk?

          Życie bez strachu?
          Nie uzgodnimy chyba co jest strachem, a co nim nie jest.
        • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 20:19
          walon_tkowa napisała:

          > Starch jest rodzajem emocji bardzo wygodnej dla manipulatorow,
          _________________________________
          Dokladnie tak. Niezaleznie, czy sa to manipulatorzy polityczni czy tez innego
          rodzaju. Zastraszyc i panowac. A przemoc w rodzinie? Kobiety i dzieci
          zastraszeni do tego stopnia, zee nie widza wyjscia z sytuacji, albo juz tak
          pogodzeni ze swym losem, ze wydaje im sie to normalne.
    • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 02:36

      Sami sie, choinka, zniewalamy - dajemy sie opanowywac roznym dziwacznym fobiom,
      przyzwyczajamy sie do strachu - 'boje sie wezy', 'ropuch sie boje', 'golebi, bo
      sie tak patrza', 'robali', 'ciem'... nieciekawy socjobiologiczny spadek

      Ale wracajac do baranow - czy tu sie w ogole jakies konkluzje da wymyslic?
      (o tej porze?)

      Tak mi sie (o tej porze) wydaje, ze jest wybor - bac sie czy nie. Troche glupio
      szukac winnych
      z.aspane
    • Gość: ryb Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 25.07.04, 02:49
      Oj, nie, nie. Kurcze, zebym tylko byl trzezwy to postaralbym sie to Tobie
      wytlumaczyc...I wersja...to taka. Strach w pracy jest zjawiskiem u ludzi nie
      przygotowanych do wykonywania zawodu. Mozna latwo poznac w pierwszych 4
      tygodniach ile naklamali w swoich CV. Masz ich jak na dloni, oni tego nie widza
      jak sie blaznia. Tylko Ty jako pracodawca stawiasz wtedy warunki, dobrze
      wiedzac ze sie natychmiast na nie zgodza. Ale, jezeli przyjdzie pracownik ktory
      jest wart wszystkiego, wtedy prawa placy i warunkow dzialaja inaczej...To Ci
      powiedzial ryb...z kilkunastoletnim doswiadczniem wypalywania palanow, jak
      rowniez i orlow...moge Ci powiedziec ze Orly nie narzekaja :)
      • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 02:56
        Gość portalu: ryb napisał(a):
        > rowniez i orlow...moge Ci powiedziec ze Orly nie narzekaja :)

        Hehe - jasne, bo szefowie nie faworyzuja osob, z ktorymi sypiaja, albo nie
        pragna mojego stanowiska dla swojej niezaradnej, acz ambitnej synowej.

        To, o czym piszesz, ryb, sprawzda sie tylko w przypadku dobrych szefow, ktorzy
        mysla w imieniu firmy a nie swoich interesow.
        A takich niewielu
        z.
        • Gość: ryb Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 25.07.04, 03:05
          Oj, ziemiomorze troszke mnie zawiodlas tym postem. A zawiodlas poniewaz tego
          rodzaju myslenie prowadzi do katastrofy...zarowno firmy jak i szefa. To co
          napisalas nie ma prawa bytu w terazniejszym biznesie.
          • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 03:11
            Gość portalu: ryb napisał(a):

            > Oj, ziemiomorze troszke mnie zawiodlas tym postem. A zawiodlas poniewaz tego
            > rodzaju myslenie prowadzi do katastrofy...zarowno firmy jak i szefa. To co
            > napisalas nie ma prawa bytu w terazniejszym biznesie.

            E, no wlasnie nie.
            Okazuje sie, ze moze byc tak sobie, aby firma jakostam przedla. Szefowie, dla
            ktorych pracowalam, zawsze uprawiali wieksze czy mniejsze prywaty - bardziej
            lub mniej cynicznie. Oczywiscie, najbardziej zasadniczy byli ci, ktorzy byli
            jednoczesnie wlascicielami interesu - oni, dla odmiany, okradali urzedy
            panstwowe z podatkow.
            z.
            PS A teraz ide spac i chce, zeby mi sie snily weze! No.
            • Gość: ryb Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 25.07.04, 03:14
              To sa Efemerydy...ja pisze o normalnych firmach dla ktorych dobry pracownik
              wart jest gory zlota. I zarowno pracodawca jak i pracownik o tym wiedza :)

              Dobranoc, spij dobrze :)))
              • zlewozmywak1 Re: strach jako instrument zniewolenia 26.07.04, 09:31
                Rybie a czy dałbys rade zanalizować swoje tezy przy załozeniu róznych stóp
                bezrobocia?. Tak dla przykładu +/- 8%, a z drugiej strony +/- 20%. ja sadze ze
                to o czym pisze Ziemiomorze widoczne jest poprostu bardziej prawdopodobne przy
                20% bezrobocia. U nas ludziska ciagle maja taka optykę. Swoja droga ta liczba
                zarówno dla pracodawców i zatrudnionych jest powodem manipulacji.
                • Gość: ryb Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 27.07.04, 01:32
                  W takim razie jedni i drudzy maja zla optyke. 20% bezrobocie sugeruje kryzys i
                  to gleboki. Zazwyczaj tak sie dzieje jak mamy kombinacje walki z inflacja,
                  wysokie stopy procentowe i ostre ciecia w budzecie. Ten kryzys nie jest tylko
                  dla pracownikow ale rowniez i dla pracodawcow. Po prostu nie ma zbytu.
                  Pracodawca musi sie niezle gimnastykowac poprzez ciagle obnizanie cen zeby
                  przetwac. Nie stac go na bledy i kiepskich pracownikow. Tutaj za wszelka cene
                  trzeba utrzymac odpowiedni balans. Dobry pracownik jest filarem w firmie...i ma
                  wybor, zawsze moze pojsc do konkurencji. I pracodawca wie, ze konkurencja go
                  wezmie. Dlatego, szczegolnie w trudnych chwilach o dobrego pracownika trzeba
                  dbac...utrudnianie mu zycia jest idiotyzmem pracodawcy. Ale trafiaja sie
                  rowniez pracownicy, ktorzy udaja ze sa dobrymi pracownikami. I to zazwyczaj ci
                  udajacy narzekaja najwiecej...bo pracodawca robi wszystko zeby sie ich pozbyc,
                  albo zmusic do pracy za kiepskie pieniadze.
                  Przy 8% bezrobocia sytuacja sie troche zmienia, ale tylko troche, bo jest juz
                  lepszy zbyt. Ale pracodawca ciagle nie moze pozwolic sobie na strate dobrego
                  pracownika...za to jest go stac na kilku udajacych, ktorzy i tak beda narzekac
                  ze zarabiaja o wiele mniej o tego, ktory jest wart "wszystkiego".
                  A to co nazywasz manipulacja, to sa po prostu prawa rynku w danym momencie...co
                  nie zmienia faktu rzeczy ze wszedzie trafisz na oslow pracodawcow. Tacy
                  zazwyczaj sa krotko na rynku...
                  • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 02:18
                    Dzięki ryb za ten wykład elementarnej ekonomii, by nie rzec zdrowego rozsądku.
                    W sumie smutne jest to, że trzeba wyjaśniać ludziom takie podstawowe sprawy.

                    Osioł pracodawca może długo trwać na rynku, jeśli zarządza firmą państwową i
                    ma "układy".

                    Zasłyszane:
                    "Nie mów źle o swoim pracodawcy, bo to dla kogo pracujesz, świadczy o Tobie."
    • mskaiq Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 14:02
      Mysle ze to strach manipuluje nami. Strach nie jest na zewnatrz on jest w nas.
      Mozna go kontrolowac a nawet calkowicie sie jego pozbyc. Czesto szukamy go na
      zewnatrz z tad biora sie teorie o konspiracji, podejrzliwosc, nieufnosc,
      krytyka i wszystkie teorie katastroficzne.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 25.07.04, 14:16
        Zgoda.
        Ale chyba nie zaprzeczysz, że bywają strachy z zewnątrz?
    • Gość: Imagine Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.adsl.navix.net 25.07.04, 16:39
      bo ja jestem tylko dobry w zaczynaniu. przestraszonym spoleczenstwem latwiej
      sie rzadzi. przestraszone spoleczenstwo oddaje sie w opieke ZBAWCY.
      USA to takie spoleczenstwo. codziennie, 24 godziny na dobe, telewizja, gazety,
      kino, gry komputerow strasza ludzi. do tego dolaczylo sie wlaczanie swiatel
      w zwiazku z terroryzmem ... hustawka, od zielonego do czerwonego. ludzie sie
      boja i sluchaja grzecznie ... KONSPIRACJA, uwierzcie w to wreszcie !!!!
      Imagine.
      • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 25.07.04, 16:53
        O to mi wlasnie chodzi. Czy gdyby (siegam do historii) spoleczenstwo zwiazku
        radzieckiego nie bylo tak zmanipulowane strachem wlasnie , bo przeciez nie sama
        piekna idea komunizmu, to nie pozwalali by sie jak barany zabijac. W ksiazce
        Solzenicyna jest przyklad faceta, ktory sie niebal. Kiedy przychodzili brac go
        na przesluchanie, to odmawial pojcia, mowiac ze maja go zaniesc, jezeli im
        zalezy. Im widocznie nie zalezalo, bo wazyl 120 kg. W ten sposob przezyl. Ci
        pokorni, co szli jak barany i podpisywali wszystko, zgineli.
        Swoja droga imagine, w tym wlasnie watku twoim powiedzialam, ze polacy wlasnie
        sa narodem tak niepokornym, ze nigdy zadnej wladzy nie pozwolili sie tak
        upodlic i zastraszyc ani zmanipulowac. Lubimy analizowac i wiadomosci TV i
        przemowienia politykow itd.
    • fnoll strach bywa też pożyteczny 25.07.04, 16:54
      także nie demonizujmy

      to, że chciałbym zacząć płaciś zus, żeby z emerytury stać mnie było na coś
      więcej niż zwiędłą pietruszkę, nie nazwałbym "zniewoleniem" - a jeśli ktoś się
      uprze, że płacenie zusu ze strachu przed nędzą na starość to "zniewolenie", to
      kurka blada: JA SIĘ CHCĘ ZNIEWOLIĆ

      mam w dupie wolność bez emerytury :)

      no, chyba, że jej brak zrównoważyłyby inne satysfakcje

      z drugiej strony - gdyby kuroń myślał o emeryturze...

      no ale ja też nie myślę o niej jakoś przesadnie, jak trzeba geja zasłonić własną
      piersią przed zepsutym twarogiem, to zasłonię, a co! gdy mi hipermarket postawią
      za miedzą to po nocy powywracam śmietniki czy cuś... no nie wiem, albo na
      demonstrację!

      jednak gdyby zanosiło się np. na wojnę, to najpewniej bym wyjechał: ze strachu,
      owszem

      zniewoliłbym się do życia :)

      pzdr

      fnoll
      • melanie Re: strach bywa też pożyteczny 25.07.04, 19:14
        To, o czym piszasz to nie jest strach, lecz zdrowy rozsadek. Mowie o takim
        strachu, kiedy kiedy jestes zniewolony i robisz lub cos wbrew sobie, lub
        znosisz cos, co cie poniza, odbiera ci godnosc itd, bo sie boisz, lub godzisz
        sie na cos wbrew twoim przekonaniom, bo sie boisz. Strach, ktory jest celowo w
        tobie wzbudzony przez kogos, kto chce toba manipulowac.
    • mskaiq Re: strach jako instrument zniewolenia 26.07.04, 06:35
      Mysle ze strach z zewnatrz to strach ktory pochodzi od innych. Czesto
      akceptujemy ten strach i staje sie on naszym strachem. W taki sposob
      przyjmujemy strach od innych czy to bedzie teza o konspiracji, czy teorie wojny
      o geny.
      Im wiecej tego strachu przyjmujemy tym bardziej zycie staje sie bez sensu, tym
      mniej radosci. Strach niszczy, akumulowanie strachu prowadzi do niszczenia
      siebie samego.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • goscgazety1 Strach i lęk. 26.07.04, 23:15
      To miło, że takie wątki są na tym forum poruszane :). Ponieważ interesuje mnie
      to zagadnienie szczególnie, pozwoliłem sobie równiez na pewną refleksję.
      Melani, piszesz, cytuję "...Pieniadze, stanowiska, autorytet, wladza - to
      wszystko to sa tylko zewnetrzne atrybuty zniewolenia. Prawdziwy instrument to
      strach.....". Osobiście uważam, ze one nie są tak naprawde cechami zniewolenia.
      Stanowiska, związana z nimi władza , a także pieniądze itd., to tylko pewne
      formy narzędzi, nic poza tym. Co człowiek z nimi zrobi, jak te narzędzia
      wykorzysta, to juz zależy od jego wnętrza, postrzegania świata, siebie
      samego. Przecięż stanowisko można wykorzystać do bardzo szlachetnych celów,
      by słuzyc innym , nieść pomoc, wspomagać itd. To sie również tyczy władzy.
      Można sprawować władze wspólnie z kimś dla szerszego grona ludzi, już nie będę
      pisał , w jakim celu , albo po to, by np. chronic własne interesy itd. To
      temat rzeka. Kwestia tylko tego , jak dana osoba postrzega człowieka i co
      chce osiągnąc siegając po te instrumenty.
      Co sie tyczy strachu, podzielam w pewnym stopniu Twoje spostrzeżenia. Strach
      jest dla cześci ludzi instrumentem wymuszenia posłuszeństwa, formą obrony...a
      także narzędziem do manipulowania , zniewolenia. Ma to miejsce zrówno w życiu
      codziennym, tj. w domu, pracy, szkole. Ale równiez strach jest wykorzystywany w
      religiach (np. katolickiej) , w systemach politycznych (np. komunistycznym),
      nie wspomnę juz o politykach. Odwoływanie sie do jednego z najbardziej
      elementarnych uczuć, jakim jest strach, poza miłością, politycy dość
      perfekcyjnie opanowali. Zwłaszcza niektórzy.
      Zawsze zadziwia mnie to, jak skuteczne jest to narzędzie w ich rękach. Cóz ,
      ludzie przesiąknięci lękiem (czytaj strachem do n-tej potęgi) dają sie
      prowadzić jak na sznureczku :(. Wyraźnie dostrzega się to w pracy. Dlaczego?
      To daje poczucie bezpieczeństwa sprawcy, czyli paradoksalnie przyjęcie prze
      niego takiej postawy również może wynikać z lęku, lęku o swoje stanowisko,
      lęku przed tym, że ktoś inny może okazać się lepszy itd. .
      Jednak uważam, ze strach jest naszym naturalnym uczuciem , które jest nam jak
      najbardziej potrzebne , by "przetrwać" w tym świecie. W sytuacjach zagrożenia
      strach jest ekwiwalentem mądrości. Tam gdzie brakuje mądrości, często pojawia
      sie uczucie strachu, które pełni funkcje pewnej formy informacji o
      nadchodzącym zagrożeniu. Może uczucie strachu, to jedna z cech intuicji?
      Lekceważenie tego uczucia, podobnie jak niedostrzeganie miłości, smutku itd,
      to po prostu wyraz ignorancji życia wewnętrznego, ignorancji narzędzi, które
      mamy w sobie . Zresztą każdy z autopsji wie, że strach może symulowac rozwój,
      mobilizować człowieka do pozytywnych działań itd. Dlatego w tym kontekscie
      widzę strach , jako naszego sprzymierzeńca, jako przyjaciela, jako dar , który
      został nam dany, by wykorzystywać go w tym życiu :) .
      Jednak są takie formy strachu, które wywierają wpływ odwrotny, paralizują,
      działąją destruktywnie.
      Jeżeli tak sie dzieje, to znaczy, ze nie mamy już do czynienia z naturalnym
      uczuciem, tylko z deformowaną forma strachu, czyli zwielokrotnionym do n-tej
      potegi strachem, który możemy dla odróznienia nazwać lękiem. Jeżeli istnieje
      piekło, to chyba życie w nieustannym lęku jest jednym z jego przejawów.
      Myśle, że to o czym piszesz Melani, odnosi sie bardziej do zjawiska
      zaszczepiania w człowieku nie strachu tylko już lęku. Strach jest czymś
      wyjściowym , ale celem jest wzbudzenie w człowieku lęku, czyli stanu
      spotęgowanego strachu, który zaczyna zniewalać, obezwładniać. Obserwując
      ludzi, siebie, dochodze do wniosku, że nie trzeba wcale zagrożenia
      teroryzmem ,by takiego stanu doświadczyć, czy też wzbudzić go u innej
      osoby...To sie właśnie dzieje dookoła nas w domu, w pracy, w szkole :( .
      Dlaczego? No właśnie, dlaczego?
      Pozdrawiam serdecznie
      • melanie Re: Strach i lęk. 26.07.04, 23:47
        goscgazety1 napisał:

        > To daje poczucie bezpieczeństwa sprawcy, czyli paradoksalnie przyjęcie prze
        > niego takiej postawy również może wynikać z lęku, lęku o swoje stanowisko,
        > lęku przed tym, że ktoś inny może okazać się lepszy itd. .
        _________________
        Chyba dotknales sedna. Tak, mysle ze masz racje.

        > Jednak uważam, ze strach jest naszym naturalnym uczuciem , które jest nam jak
        > najbardziej potrzebne , by "przetrwać" w tym świecie. W sytuacjach zagrożenia

        _________________
        Oczywiscie. Strach jako naturalny odruch obronny, pozwalajacy uniknac
        niebezpieczenstwa. Cos jak bol w organizmie.


        > Dlaczego? No właśnie, dlaczego?
        __________________
        Moze zalezy od wychowania? Kultury? Nie wyobrazam sobie, aby w polsce mogl
        zaistniec Hitler albo Stalin.

        Dziekuje za bardzo madry post i rowniez pozdrawiam
        • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 00:09
          melanie napisała:

          > goscgazety1 napisał:
          >
          > > To daje poczucie bezpieczeństwa sprawcy, czyli paradoksalnie przyjęcie
          > prze
          > > niego takiej postawy również może wynikać z lęku, lęku o swoje stanowis
          > ko,
          > > lęku przed tym, że ktoś inny może okazać się lepszy itd. .
          > _________________
          > Chyba dotknales sedna. Tak, mysle ze masz racje.

          Miało być o zniewalaniu, manipulacjach.
          A tu mowa o strachu z powodu własnych słabości, swojej cienizny.
          Cienias zawsze będzie czuł się zagorożony i będzie szukał winy u innych.
          Niezależnie od istnienia, czy nie, manipulujących elit.
          • aszar.kari Re: Strach i lęk. 27.07.04, 02:27
            Dopisuje jeszcze jeden prywatny strach, trudno mi obiektywnie ocenic czy
            manipulowany, czy nie. Ostatnimi czasy podejrzanie duza ilosc znajomych i
            bliskich zostala zdiagnozowana - rak. Pojawia sie poczucie oblezenia,
            postepujacej szaranczy, stonki nadeptujacej na palce. Manipulacja? Czyja?
            Gdzies mam terrorystow, gdy maz bliskiej znajomej zyje z wyrokiem pol roku a
            dziecko innej bliskiej osoby moze nie dozyc 21 urodzin. Niech sie Ben Laden czy
            inny Bush w ucho pocaluja ze swoimi zagrozeniami :{
            • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 03:27
              Zgoda i na ten strach.
              Pozostaje on jednak (po mojemu) poza tematem wątku. Poza manipulacjami. Jest
              zbyt realny, namacalny.

              Rak i temu podobne AIDS-y.
              Choroby są nieodłącznymi towarzyszkami życia.
              Najlepiej nie chorować. Ale nie da się. Również teraz. Zbieramy żniwo naszych
              działań i zaniedbań. Prawda jest okrutna. Postęp medycyny powoduje spadek
              kondycji rodzaju ludzkiego. Spójrzmy też na styl naszego życia. Na to jak
              pracujemy, jak odpoczywamy (a odpoczywamy?), jak i czym się karmimy. Jak
              traktujemy innych ludzi, bliskich nam i dalszych (np. na co pozwalają sobie
              ludzie w anonimowym internecie). Jak traktujemy siebie i swoje potomstwo.

              To wszystko to nasza mądrość i odpowiedzialność (lub ich brak). Według mnie
              mówienie o "konspirujących" elitach, to próba usprawiedliwienia siebie
              (wsystkich) od odpowiedzialności za los własny i szerzej, całej ludzkości.
              • aszar.kari Re: Strach i lęk. 27.07.04, 04:36
                A jezeli to jest tak, ze dyskutujac o manipulacjach, demagogii i propagandzie
                mamy podswiadome, zarozumiale poczucie, ze skoro je identyfikujemy i opisujemy,
                to jednak mamy nad nimi kontrole? Z rakiem gorzej - totalny brak kontroli wiec
                latwo go pominac w dyskusji o strachu odsuwajac na dalszy plan i zbywajac od
                niechcenia stwierdzeniem, ze wykracza poza temat. A przeciez obiektywnie rzecz
                biorac ani nad spiskowa teoria dziejow w wydaniu Imagina majaca budzic strach i
                kontrolujaca nas wbrew a jednoczesnie za naszym przyzwoleniem, ani nad rakiem
                nie mamy wlasciwie zadnej kontroli. Intelektualizowanie manipulacji
                dokonywanych przez politykow nie zmienia rzeczywistosci, w ktorej owa
                manipulacja ma miejsce. Odsuniecie na margines tematow zwiazanych z lekiem
                przed smiecia i cierpieniem, nie zmienia rzeczywistosci, w ktorej konkretni
                ludzie maja z tym do czynienia na codzien.
                Ide spac, moze mi sie przysni lepszy swiat :]
                • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 10:13
                  Ponawiam swoje uważanie, że ten wątek jest ciągiem dalszym dyskusji o
                  manipulacjach dokonywanych od wieków przez jakoweś elity.
                  Choroby, po mojemu, nie mieszczą się w tym zagadnieniu.

                  Jeśli chcesz, to proszę bardzo, gotów jestem zamienić kilka słów o strachach
                  związanych z chorobami. Ale chcę mieć jasność, że wtedy temat o manipulowaniu
                  elit odkładamy na bok.
              • siromacha Re: Strach i lęk. 27.07.04, 10:46
                Gość portalu: az napisał(a):

                > Zgoda i na ten strach.

                Az, ty wredny, tępy cwaniaczku. Jedno co można z tobą zrobić, to jak zauważył
                Vlad, zerżnąć w dupę. Takich jak ty, należałoby rżnąć jeżedniewno, całą
                kompanią wojska za raz. Ryczałbyś: zgoda na to jebanie, ale tylko pluton, ludy
                pamyłujtie!, nie kompania, pluton..... Ja bym ci qrwa dała, tajemniczą
                spiczastą bródkę, wieprzu... jakbyś mi się pod nogami, w realu plątał....
          • goscgazety1 Re: Strach i lęk. 27.07.04, 09:22
            > Miało być o zniewalaniu, manipulacjach.
            > A tu mowa o strachu z powodu własnych słabości, swojej cienizny.
            > Cienias zawsze będzie czuł się zagorożony i będzie szukał winy u innych.
            > Niezależnie od istnienia, czy nie, manipulujących elit.

            Jeszcze raz podkreśle, strach jest dla mnie czymś naturalnym, jak najbardziej
            pozytywnym. Natomiast lek nie. Celowo użyłem tych dwóch słów, nie traktując ich
            jako synonimy, w celu zwrócenia uwagi na złozonośc stanow, jakie moga sie
            wyzwalc pod wpływem strachu. Pisze o tym, bo czesto spory przyjmują naturę
            bardziej werbalną , niż rzeczową i wynikaja po prostu z innego pojmowania
            słów....
            Wiec skoro piszac o strachu masz na mysli Az stan , który okreslam jako
            lęk, to zgadzam sie z Tobą.
            Wytworzenie sie w człowieku lęku pod wpływem długotrwałego, ponawialnego
            uczucia strachu jest wyrazem słabosci człowieka, nieznajomosci swojej własnej
            wartości, braku tzw. "zakotwiczenie sie w samym sobie" (czytaj postrzeganiem
            mocy nie na zewnątrz , tylko we własnym wnętrzu). Słusznie dotykasz bardzo
            paradoksalnego zjawiska przyzwolenia ofiary na to, by któs inny mógł stać się
            jego oprawcą. Z jednej strony człowiek jest manipulowany między innymi za
            pomocą uczucia starchu dlatego , bo daje na to przyzwolenie. Często odbywa się
            to nieświadomie. Jednak z drugiej strony, patrzac na to z aspektu etyki, mimo
            wszystko postwa manipulowania jest zachowaniem bardzo niewłaściwym , bo
            degraduje człowieka do roli przedmiotu , a nie podmiotu. I w tym tkwi chyba
            cała tragedia tego zjawiska.
            Nie rozwinąłem bardziej tematu manipulowania z prostego powodu, ze jest to dla
            mnie zjawisko tak bardzo oczywiste i przybierające na sile, ze pisanie o tym
            mogłoby po prostu sprowadzać sie do zwykłego opisywania tego zjawiska. Tylko
            moge podzielic sie w tej kwestii jedną smutną konkluzją, że w dobie
            socjotechiki, rozwoju psychologii, częśc psychologów wykorzystuje zdobytą
            wiedzę do wskazywania innym , jak właśnie manipulować ludźmi .
            A tak na marginesie, widziałem róznych ludzi w róznych sytuajach, silnych,
            mocnych, dopoki ich zródło mocy nie ulegało w gruzach (myśle o stanowiskach,
            pieniądzach, sławie, władzy i własnie choroby) grzebiąc w depresji ich samych.
            Moc pryskała jak mydlana bańka... Wiec byłoby mi miło gdybys dokładniej
            sprecyzował, czym jest dla Ciebie siła człowieka?
            Pozdrawiam serdecznie
            • Gość: Moni Re: Strach i lęk. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 10:36
              Pięknie powiedziane, choć z tym nazewnictwem to dla mnie nie takie istotne. Bo
              jak to brzmi jak taka zmanipulowana osoba powie "żyję w lęku"? Dla mnie to
              właśnie strch... No ale chyba psychologia tak właśnie to precyzuje, jak mówisz.

              W pełni zgadzam się jednak, że źródłem zniewolenia jest lęk/strach. Dotyczy to
              w takim samym stopniu ofiary jak i zniewalajacego. I wcale nie trzeba siegać do
              terroryzmu. Wystarczy poczytać większość zamieszczanych tu postów, by dostrzec
              w jak wielu rodzinach dochodzi do głębokiego uwikłania na bazie manipulacji.
              Najczęściej "On" boi się bliskości lub utraty własnego wizerunku, "Ona", że
              jest nic nie warta (kwestia płaci absolutnie umowna). I kołomyja się zaczyna.
              On ze strachu oskarża, że to jej wina, że zdradził. Ona ze strachu oskarża, że
              przecież to on jest winny, nie widząc, że w rzeczywistości ustawia się w roli
              bezbronnej sierotki i prowokuje.
              Czyż wszystko nie zasadza się gdzieś w okolicach słowa WINA? Dla mnie każdy ten
              lęk ma źródło w poczuciu winy, że w rzeczywistości nie jestem tym kim chcę. Że
              gdzieś w swoim życiu zostałam/łem wykorzystana/y i obarczona/y
              odpowiedzialnoścą, za to że czuję, iż źródłem tych strasznych uczuć jest osoba,
              którą kocham i która powinna mnie kochać... Wolę więc nie wiedzieć,że to się
              stało, by ochronić tę ukochaną osobę. I teraz jako dorosły człowiek nie chcę
              widzieć, że teraz ja potrafię krzywdzić, że karam za mój ból cały świat, nie
              chcę bowiem znać prawdy o sobie, o moim ojcu, matce, siostrze. I właśnie
              wtedy,w tym zniewoleniu ofiara staje się tożsama z katem - z obu bije rozpacz.
              Jedno mówi "ukaram Cię za to co czjuę", drugie "jestem niewinna/y swojego
              cierpienia". Żadne nie chce powiedzieć:
              "przeraźliwie BOJĘ SIĘ bliskości, miłości i wszystkich strasznych uczuć, które
              są we mnie (zranienia, porzucenia, odrzucenia, tęsknoty za miłoscią,
              wykorzystania i zaniedbania oraz morza złości i żalu za to wszystko)". Bo to
              cholernie bolesna prawda.
              PRAWDA NAS WYZWOLI? - piękne choć wymaga największego bohaterstwa - spojrzenia
              sobie w twarz.
            • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 10:41
              Strach cieniasa jest stały i dotyczy podstaw egzystencji. Możemy więc mówić o
              lęku.

              Myślę, że manipulowanie ludźmi to nie jest wymysł ostatnich lat. Mniemam, że
              zawsze byli tacy co chcieli i umieli manipulować, byli też tacy co dawali sobą
              manipulować. Socjotechnika zebrała ino doświadczenia z przeszłości. Może coś
              tam nowego dodała.

              Jest kilka źródeł siły człowieka.
              Np. wiara religijna.
              Siła (niemoc) człowieka tkwi przede wszystkim w jego umyśle. W najbliższym
              otoczeniu, w rodzinie.
              Na choroby nie ma mocnych. W obliczu śmierci wielu się załamie.
              Nic w tym dziwnego i zaskakującego dla mnie.
              • Gość: Moni Re: Strach i lęk. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 11:01
                Uważaj! Między wiarą a religią jest ogromna przestrzeń przez wieki po dziś
                dzień wykorzystyawna przez największych w świecie manipulatorów! I to nie ważne
                w ktorym kręgu kulturowym, choć dla nas najlepsze smaczki ma nasz własny
                chrzescijański ogródek. Czy potrzeba przykładów? Moralność to cudowne narzędzie
                do wbijania w poczucie winy. Znasz lepsze?
                • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 11:08
                  Moralność jest dobrym narzędziem do wbijania w poczucie winy. Ale na nic zda
                  się wobec przyzwoitych, mądrych i odpowiedzialnych ludzi.
                  • Gość: Moni Re: Strach i lęk. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 11:25
                    Przyzwoici, mądrzy i odpowiedzialni ludzie to najczęściej ludzie strasznie
                    zniewoleni! Zwłaszcza Ci przyzwoici. Tak samo żyją w piekielnym strachu i są
                    tacy dobrzy, by utrzymać swój wizerunek, że są niby tacy cacy.
                    Moralność i religia nie będą szantażem tylko dla ludzi WOLNYCH!
                    Po prostu przebudzenie - oto nie jestem lepszy od terrorysty! Po prostu nie
                    muszę się mierzyć z jego bólem tylko z jakimś innym, może mniejszym? Kto wie
                    jak bym postąpił gdyby mnie obdarzono jego uczuciami?
                    Oto nie jestem lepsza od męża, który mnie zdradza, od szefa, który mnie
                    wykorzystuje, chama, który mnie obraża - jestem sobie taka dobra, prawa,
                    pobożna i szlachetna, tylko dlatego, bo chcę się czuć lepsza i po nic więcej.
                    • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 11:56
                      > Przyzwoici, mądrzy i odpowiedzialni ludzie to najczęściej ludzie strasznie
                      > zniewoleni! Zwłaszcza Ci przyzwoici. Tak samo żyją w piekielnym strachu i są
                      > tacy dobrzy, by utrzymać swój wizerunek, że są niby tacy cacy.

                      Chyba inaczej postrzegamy pojęcie "zniewolenie".

                      Jeśli przyzwoitości nie "wypiło się z mlekiem matki" to bycie przyzwoitym może
                      stanowić pewien wysiłek. Ale żeby przyzwoici żyli w strachu? Eeee...

                      Pozostałej części Twojego postu nie rozumiem.
                      • melanie Re: Strach i lęk. 27.07.04, 16:16
                        Odpowiadam odrazu na kilka postow:
                        AZ:
                        Miało być o zniewalaniu, manipulacjach.
                        A tu mowa o strachu z powodu własnych słabości, swojej cienizny.
                        Cienias zawsze będzie czuł się zagorożony i będzie szukał winy u innych.
                        ______________________________
                        Wlasnie cienias na ogol probuje manipulowac innymi. Taki, który boi się o
                        wladze, stanowisko, autorytet. Cienias tez bardziej niż kto inny jest narazony
                        na bycie manipulowanym i zastraszonym.
                        Chociaz nie zawsze. Boimy się tez o bliskich. Nie mysle, ze cieniasem był
                        swego czasy M. Jurczyk. Jeżeli rzeczywiscie podpisal dokument wspolpracy z SB,
                        to nie ze strachu o siebie, lecz o syna. Nie smialabym go potepic, bo metody
                        dzialania SB to wlasnie była bardzo zreczna manipulacja strachem. Zabic ksiedza
                        Popieluszke, aby niepokorni ksieza się uspokoili. Zabic Grzesia, aby opozycja
                        ze strachu o dzieci zaprzestala dzialan. Kto by się nie bal o swoje dziecko?
                        Wydaje mi się ze strach przed utrata pracy i mobbing z tym zwiazany
                        znowu ma swoje zrodlo w strachu o dzieci. Bo przeciez gdyby nie to, ze dziecko
                        trzeba nakarmic, ubrac, dac wyksztalcenie itd., godzimy się na takie a nie inne
                        traktowanie.

                        aszar.kari:
                        Dopisuje jeszcze jeden prywatny strach, trudno mi obiektywnie ocenic czy
                        manipulowany, czy nie. Ostatnimi czasy podejrzanie duza ilosc znajomych i
                        bliskich zostala zdiagnozowana - rak. Pojawia sie poczucie oblezenia,
                        postepujacej szaranczy, stonki nadeptujacej na palce.
                        _____________-
                        Nie, nie o tym mowie w tym watku. Chociaz paradoksalnie, wlasnie strach i co
                        się z tym wiaze stres zwieksza prawdopodobienstwo zachorowania, bo strach i
                        stres oslabiaja uklad immunologiczny.

                        Gość: az:
                        Ponawiam swoje uważanie, że ten wątek jest ciągiem dalszym dyskusji o
                        manipulacjach dokonywanych od wieków przez jakoweś elity.
                        Choroby, po mojemu, nie mieszczą się w tym zagadnieniu.
                        Myślę, że manipulowanie ludźmi to nie jest wymysł ostatnich lat. Mniemam, że
                        zawsze byli tacy co chcieli i umieli manipulować
                        ________-
                        Masz racje.
                        AZ:
                        Jest kilka źródeł siły człowieka.
                        Np. wiara religijna.
                        Siła (niemoc) człowieka tkwi przede wszystkim w jego umyśle. W najbliższym
                        otoczeniu, w rodzinie.
                        Na choroby nie ma mocnych. W obliczu śmierci wielu się załamie.
                        ______________________________
                        Tak, wlasnie tak mysle, AZ’ie. Prawdziwa wiara w Boga, oto co pozwoli nie dac
                        się zmanipulowac przez czlowieka. Co ciekawe (znowu powolam się na historie).
                        Wlasnie duchowni prawoslawni nie dali się zastraszyc stalinowi, dlatego musial
                        ich wszystkich zabic. Dlatego tez religia była tak usilnie przez wladze
                        komunistyczne zwalczana, bo dawala ludziom sile wewnetrzna. Nawet w obliczu
                        choroby i smierci czlowiek gleboko wierzacy nie jest samotny i nie boi się
                        smierci tak przerazliwie.

                        Gość: Moni:
                        Uważaj! Między wiarą a religią jest ogromna przestrzeń przez wieki po dziś
                        dzień wykorzystyawna przez największych w świecie manipulatorów!
                        __________________
                        Niestety tak. Mamy przyklady wlasnie w naszych czasach, kiedy to zreczna
                        manipulacja umyslami mlodych muzulmanow robi z nich z nich terrorystow
                        samobojcow w imie Allacha.
                        Ale to już inny zupelnie temat. Bo mowimy o manipulowaniu strachem, czyli
                        robienie z czlowieka pokornego barana. W przypadku manipulatorow religijnych
                        brak manipulacji strachem. Przeciwnie. Ci ludzie się niczego i nikogo nie boja,
                        wlasnie dlatego, ze tak bardzo wierza w Boga. Dlatego wojna czy to w czeczenii,
                        czy tez na bliskim wschodzie jest nie do wygrania.

                        Orlovski:
                        Boja sie nawet Amerykanie
                        ________-
                        Przede wszystkim amerykanie. Bo maja najwiecej do stracenia. Przyzwyczaili się
                        do wygodnego zycia. Nigdy nie mieli na swoim terenie wojny. Dlatego tak podatni
                        sa na manipulacje. Pamietam stan wojenny, telefony wylaczone, godzina
                        policyjna, pustki w sklepach, tylko ocet. Wlasnie wtedy telewizja publiczna
                        pokazala film „nazajutrz”. Odebralismy go wtedy jak niezla komedie, chociaz w
                        zalozeniu miał to być film katastrofalny. Bo gosc, który się budzi nastepnego
                        dnia po zagladzie atomowej z przerazeniem stwierdza, ze na sniadanie niema soku
                        pomaranczowego, bo zabraklo pomaranczy. I totalny szok, ze telefony nie
                        dzialaja! Dla nich to było cos tak strasznego i nieprawdopodobnego, ze
                        umieralismy ze smiechu.
                        Dla nas tutaj zycie bez telefonow i pomaranczy raz w roku na Boze Narodzenie
                        było dniem powszechnym, dla nich katastrofa.

                        Gość: Moni:
                        Moralność i religia nie będą szantażem tylko dla ludzi WOLNYCH!
                        ___________________________
                        Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz

                        Gość: Moni:
                        Oto nie jestem lepsza od męża, który mnie zdradza, od szefa, który mnie
                        wykorzystuje, chama, który mnie obraża - jestem sobie taka dobra, prawa,
                        pobożna i szlachetna, tylko dlatego, bo chcę się czuć lepsza i po nic więcej
                        ___________________________
                        Nie, nie dlatego, ze chce czuc się lepsza. Chce szanowac siebie. Po prostu.
                        Jest wazne dla mnie, co mysle o sobie, wazniejsze od tego, co mysla o mnie
                        inni. Dlatego nie przekrocze moich norm moralnych. A sa bardzo proste. I
                        uniwersalne. I jestem wolna. Mowie o zniewoleniu strachem, manipulacji
                        strachem, kiedy wlasnie ze strachu o zycie mojego dziecka zrobie cos wbrew
                        sobie: zdradze przyjaciela, będę calowac kata po rekach, aby raczyl oszczedzic
                        mi dziecko, dam falszywe swiadectwo na blizniego, wyrzekne się bliskich itd.
                        Obym tego nigdy nie doswiadczyla. Narazie mogę na siebie spokojnie patrzec w
                        lustro.
                        Nigdy nie potepialam ludzi, którzy się zalamali pod wplywem tortur, fizycznych
                        bądź psychicznych.
                        Nie wiem, jak bym się zachowala w tak ekstremalnych warunkach. Potepiam tych,
                        którzy w ten sposób ludzmi manipuluja i pozbawiaja ich godnosci. I wtedy robia
                        z nich baranow.
                        • orlovski Zaprzeczam 27.07.04, 16:48
                          Film: "The day after", pewnie dokladnie wtedy, co Ty i mam go dokladnie
                          w pamieci.
                          Amerykanie bali sie wtedy i boja sie dzisiaj, ale ufaja swoim wladzom
                          (i to stanowi o sile Ameryki - w przeciwienstwie do lekliwych Hiszpanow).

                          Smieszyl Cie ten film?
                          Mnie wcale.
                          Pomijajac szczegolna atmosfere czasow stanu wojennego,
                          i "ostrzezenia" wladz owczesnych,
                          film ten przedstawial REALNY obraz tego, co moze nastapic.
                          • melanie Re: Zaprzeczam 27.07.04, 16:59
                            Smieszyl nie film. Nie wiem, gdzie go ogladales. Ja w Polsce czasu wojennego,
                            to pamietasz te klimaty, zeby zrozumiec cala groteskowosc sytuacji. Telefony
                            jez byly wylaczone ok kilku tygodni, pomaranczy nie bylo nigdy. Dla nas norma.
                            Ludzie po zagladzie atomowej martwia sie sama zaglada, ale tym, ze nie dzialaja
                            telefony i brak soku pomaranczowego. Ale wiecej bylo tam takich kwiatkow. Juz
                            nie pamietam. W kazdym razie mentalnosc i podejscie do zycia zupelnie inne.
                            • melanie Re: Zaprzeczam 27.07.04, 17:00
                              "nie sama zaglada" - oczywiscie znowu literowki
                            • orlovski Re: Zaprzeczam 27.07.04, 17:04
                              Melanio, ja w roku 1981 zajmowalem sie wielka polityka,
                              wiec na te "pomaranczowe braki" nie zwracalem uwagi.
                              Tylko na istote rzeczy.
                              Oczywiscie, ze wladze daly nam wtedy ten film
                              (ogladalem go tak, jak i Ty w Polsce stanu wojennego)
                              aby dac nam do zrozumienia, ze uratowaly nas przed interwencja radziecka...
                              Wiadomo, ze byla to, w tym sensie, manipulacja.

                              Ale ten aspekt filmu mnie nie interesowal.
                              Powtarzam: film pokazywal REALNY swiat po konflikcie atomowym,
                              i o tym pisalem poprzednio.


                            • aszar.kari Re: Zaprzeczam 27.07.04, 17:36
                              melanie napisała:

                              > Smieszyl nie film. Nie wiem, gdzie go ogladales. Ja w Polsce czasu wojennego,
                              > to pamietasz te klimaty, zeby zrozumiec cala groteskowosc sytuacji. Telefony
                              > jez byly wylaczone ok kilku tygodni, pomaranczy nie bylo nigdy. Dla nas
                              norma.
                              > Ludzie po zagladzie atomowej martwia sie sama zaglada, ale tym, ze nie
                              dzialaja
                              >
                              > telefony i brak soku pomaranczowego. Ale wiecej bylo tam takich kwiatkow. Juz
                              > nie pamietam. W kazdym razie mentalnosc i podejscie do zycia zupelnie inne.

                              W jakim to miescie mieszkalas Melanio, ze mialas telefony wylaczone az do 1983
                              roku kiedy to film "The day after" byl wyprodukowany i pokazany w polskiej
                              telewizji? Co to znaczy, ze pomaranczy nie bylo nigdy? Za Gierka pomarancze,
                              mandarynki, banany, cytryny i mango byly po 40 zlotych za kilogram. Poza tym
                              nawet w najgorszym momencie stanu wojennego funkcjonowaly bazary, prywaciarze i
                              Pewexy - nawet ci z nas, ktorzy nie mieli dolarow ani bonow, mogli sobie
                              popatrzec na sok pomaranczowy. Chcesz pisac wlasne legendy? A film wcale nie
                              byl ani tak naiwny, ani smieszny - bylo w nim sporo odniesien do kryzysu w
                              Zatoce Swin i w ogole do polityki miedzynarodowej Stanow w latach 60tych i
                              70tych. Byl poza tym bardzo ladnie zrobiony wizualnie - ostatnia scena uscisku
                              bialego i czarnego czlowieka na ruinach cywilizacji moze i byla ckliwa w duchu
                              ale estetycznie byla bez zarzutu.
                              • melanie Re: Zaprzeczam 27.07.04, 17:48
                                aszar.kari napisała:

                                > W jakim to miescie mieszkalas Melanio, ze mialas telefony wylaczone az do
                                1983
                                _________________
                                mieszkalam wtedy w centrum Katowic. A mimo to kochana tak dobrze z tymi
                                pomaranczami nie bylo. Moze twoj tatus zaopatrywal sie w sklepach za zoltymi
                                firankami? A telefonow nie mial wylaczonych nigdy?
                                W pewexie owszem, kupowalo sie, ale cien bourjois,nie pomarancze
                                Bon z pewexu kosztowal 650 zl, kiedy srednia pensia ok 5.000. To, ze telefony
                                moze juz w 1983 (nie pamietam kiedy ten film byl wyswietlany z dokladnoscia
                                chronologii) juz dzialaly niema znaczenia, gdyz przecietny kowalski czekal w
                                kolejce na telefon ok 15 lat, dluzej niz na mieszkanie.
                                Nie chodzi o szczegoly w tym watku, chodzi o meriutum.
                                • aszar.kari Re: Zaprzeczam 27.07.04, 18:12
                                  melanie napisała:

                                  > Nie chodzi o szczegoly w tym watku, chodzi o meriutum.

                                  To meritum moze byc nieszczegolowe? A moze nieszczegolne? To to jest dopiero
                                  manipulacja faktami - uwazaj, bo wpadasz we wlasne sidla. Meritum mozna
                                  dyskutowac wylacznie w oparciu o sprawdzalne fakty, inaczej to jest juz tylko
                                  tworzenie legend jak wspomnialam.
                                  I serdeczna rada - wystrzegaj sie na przyszlosc wycieczek osobistych typu "twoj
                                  tatus moze to a moze tamto" - tego typu uwagi sa niegrzeczne, nieuprzejme,
                                  niepotrzebne, pozbawione jakichkolwiek podstaw i niczego nie wnosza ani do
                                  meritum, ani do szczegolow. Sugeruja jedynie, ze chwyty ponizej pasa sa jednymi
                                  argumentami jakie Ci pozostaly a to zapewne nieprawda.
                                  • melanie Re: Zaprzeczam 27.07.04, 18:16
                                    Co do szczegolow stanu wojennego, to moze zalozysz wlasny watek, i tam opiszesz
                                    fakty? Moj watek nie opiera sie na faktach jako takich, bylam bardzo mloda i
                                    wspominam swoje subiektywne odczucia. Watek nie jest o stanie wojennym, lecz o
                                    czym innym. Nie groz mi, bo widzisz nie jestem lekliwa.
                                    Chociaz jezeli o takie meritum ci chodzi, to skad mialas te pomarancze?
                        • Gość: Moni MELANIE przeoczyłam ten Twoj post IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 18:32
                          Z tym czy ktoś przestrzega norm, by sie czuć lepszym, to tylko przykład! Wiele
                          jest powodów dla których ludzie są dobrzy. Często po to by inni ich cenili i
                          szanowali, bo BOJĄ się potępienia przez otoczenie. Nie wiem czy jesteś wolna.
                          Jeśli rzeczywiście - to podziwiam, niewielu takich spotakałam na swej drodze.
                          Ale sama jednak przyznajesz, że dla dobrego samopoczucia i szacunku dla siebie
                          jesteś szlachetna. Skąd ta pewność, że to nie zniewolenie. Nie lęk przed
                          poczuciem jak to jest nie mieć szacunku dla siebie? Może nie robisz jakiegoś
                          świństwa bo się BOISZ być świnią. Jeśli nigdy nie zdecydowałaś się nią być to
                          nie wiesz.
                          Podam taki przykład. W czasie II wojny świat. Angielski komandos wpadł w łapy
                          gestapo. Ci zapytali go o to, czy wskazana rodzina udzieliła mu pomocy.
                          Oczywiście zaprzeczył. Więc gestapo kazało mu złożyć przysięgę na honor
                          i ...pękł. Rodzina zginęła w Oświęcimiu. Historia autentyczna, jak bedzie
                          trzeba to znjdę źródło. Może niełatwo to przenieśc w dzisiejsze czasy, ale
                          honor wtedy wart był tyle ile ludzkie życie. Czy Twój system wartości też jest
                          taki? Nie? Dlaczego? Czyżbyś korzystając z wolności jednak wyznawała wartości
                          swoich, a nie innych czasów. Skąd wzięłaś potrzebę szacunku dla siebie?
                          Nauczyli Cię rodzice, czy może miałaś ojca alkoholika i pedofila, a matkę
                          prostytutkę i sama wpadłaś na, to że szacunek dla siebie jest Ci potrzebny?
                          I jeszcze jedno. Nie mam przed sobą książki ale P.Coelho przytacza w jednej z
                          książęk historię Marii Magdaleny i Jezusa. Jezus mówi (improwizuję) "wiele jej
                          wybaczono, więc wiele może ofiarować", gdy Maria obmyła mu łzami stopy i je
                          namaściła, a gospodarz - prawy człowiek, nie namaścił mu nawet głowy.
                          Ograniczenia są w nas, gdy ich nie dostrzegamy stajemy się niewolnikami nie
                          tyle manipulatorów, ile kultury, mody, zwyczajów. Oczywiście ze strachu - że
                          jesteśmy inni, że nie nadążamy, że nas wyrzucą ze społecznosci...

                          A terroryści - mówisz, że się nie boją. Oni są koszmarnie nastraszeni. Wolą
                          umrzeć niż przyznać się do prawdy o sobie, swojej kulturze, swoim Allahu. Wolą
                          nie spojrzeć na siebie naszymi oczami, bo się boją utracić łatwych odpowiedzi
                          na trudne pytania. A czy my potrafimy na siebie spojrzeć oczami muzułmanina czy
                          Żyda? Zobaczyć z boku nasze kulturowe zniewolenia - np. wartością życia
                          ludzkiego. W imię wolności i demokracji nie sznujemy innych kultur, nawet nie
                          staramy się ich zrozumieć. Nasza demokracja jest lepsza, nasze stawianie życia
                          ludzkiego ponad wszystko jest the best. Ktoś kto mysli inaczej jest zły. I
                          tylko rośnie w nas ciągły STRACH PRZED ŚMIERCIĄ.
                          • melanie Re: MELANIE przeoczyłam ten Twoj post 28.07.04, 20:23
                            Gość portalu: Moni napisał(a):
                            > Może nie robisz jakiegoś
                            > świństwa bo się BOISZ być świnią. Jeśli nigdy nie zdecydowałaś się nią być to
                            > nie wiesz.
                            ___________________
                            Nie, nie BOJE sie byc swinia. NIE CHCE byc swinia.

                            Oficer w podanym przykladzie wg mnie jest swinia. Honor wobec zabojcow?
                            Nie mowie, ze wytrzymalabym tortury (ale tez nie potepiam tych, co nie
                            wytrzymali), ale napewno nie wydalabym ludzi na smierc dla tak pojetego honoru.

                            > Skąd wzięłaś potrzebę szacunku dla siebie?
                            > Nauczyli Cię rodzice, czy może miałaś ojca alkoholika i pedofila, a matkę
                            > prostytutkę i sama wpadłaś na, to że szacunek dla siebie jest Ci potrzebny?
                            _____________
                            Wrecz przeciwnie. Moze gdybym miala takich o ktorych piszesz, to bym mogla byc
                            swinia. Nie wydaje mi sie, aby dziecko wychowane w rodzinie zdemoralizowanej
                            nie bylo zdemoralizowane.

                            Co ty mozesz wiedziec o mentalnosci samobojcow terrorystow? Nie takie tegie
                            glowy nad tym sie zastanawiaja. A ty z taka latwoscia juz masz na talerzu cala
                            ich nieskomplikowana psychike?
                            • Gość: Moni Re: MELANIE przeoczyłam ten Twoj post IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 20:48
                              W ogóle nie rozumiesz o czym piszę, szkoda gadania... Jeśli Ci się uda zrobić
                              kiedyś wysiłek i zrozumieć, że dla ludzi kiedyś honor był większą wartością niż
                              zycie to pogadamy. Albo, że za co innego umierają Japończycy...
                              Jeśli nie odnalazłaś swojego zniewolenia, nie zmierzyłaś się z nim i nie
                              pokomałaś go, to nie jesteś wolna i mydlisz oczęta tylko sobie.
                              Ach, nie mam złudzeń. Ja nie jestem wolna, ale przynajmniej wiem co mnie
                              zniewala.
                              • melanie Re: MELANIE przeoczyłam ten Twoj post 28.07.04, 20:51
                                Gość portalu: Moni napisał(a):

                                > W ogóle nie rozumiesz o czym piszę, szkoda gadania... Jeśli Ci się uda zrobić
                                > kiedyś wysiłek i zrozumieć, że dla ludzi kiedyś honor był większą wartością
                                niż
                                >
                                > zycie to pogadamy.
                                _____________
                                Chcialas powiedziec niz cudze zycie? Bo gdyby byl taki honorowy, to by milczal
                                i oddal swoje zycie.
                                Nie zrobie wysilku, aby zrozumiec takie bzdety, wiec nie pogadamy.
              • ziemiomorze Re: Strach i lęk. 27.07.04, 11:06
                Gość portalu: az napisał(a):

                > Strach cieniasa jest stały i dotyczy podstaw egzystencji. Możemy więc mówić o
                > lęku.

                Ejze - 'strach cieniasa'?

                > Jest kilka źródeł siły człowieka.
                > Np. wiara religijna.
                > Siła (niemoc) człowieka tkwi przede wszystkim w jego umyśle. W najbliższym
                > otoczeniu, w rodzinie.

                E.
                Powiedzialabym - 'w sercu'. Sila polega nie na madrosci, powiedzmy -
                racjonalnej (wiedzy), ale na madrosci emocji, umiejetnosci ich rozpoznawania i
                madrego z nimi kontaktu, zrozumialego i uwaznego komunikowania ich innym.

                z.
                • Gość: az Re: Strach i lęk. IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 11:16
                  Niech będzie w "sercu".
                  Pisząc o umyśle miałem na myśli również uczucia i emocje.
                  Mądrość emocji siłą? O tak.
                  Bardzo ładnie to wyjaśniłaś.
    • orlovski STRACH jest wszechobecny, Melanie 27.07.04, 11:24
      ale... to nie strach czyni z ludzi baranow.

      Boimy sie wszyscy. Boja sie nawet Amerykanie (mam na mysli przywodcow),
      boja sie i robia wszystko, aby zapewnic przetrwanie swojemu narodowi.

      Nie boja sie tylko idioci.
      Boisz sie, ze jutro stracisz prace, boisz wyskakujac z okopu,
      na pierwszej linii , ze za chwile zginiesz.
      A przeciez wyskakujesz...
      Strach jest zawsze. - Problem w tym jak go pokonac.

      Wszelkie socjotechniczne manipulacje (spoleczne, ekonomiczne i polityczne)
      bardziej niz strach wykorzystuja jednak glupote i lenistwo
      (czytaj: nie tyle niemoznosc, co niechec do myslenia).

      Pamietasz ten zart?
      - gra na skrzypcach i sie boi? - OJ-STRACH.
      • Gość: Moni Re: STRACH jest wszechobecny, Melanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 11:28
        Nie mówimy o strachu przed realnym zagrożeniem. Mówimy o naszych lękach, o
        strachu przed samym sobą, o braku woli poznania samych siebie - swioch
        najbardziej skrywanych leków!
        • orlovski nie.! 27.07.04, 11:48
          przeczytaj jeszcze raz post otwierajacy, Melanie.

          Jak najbardziej mowi ona o zewnetrznym zagrozeniu,
          przekladajacym sie dopiero na osobisty strach.

          Kwestia, jak go rozpoznac i jak z nim walczyc, to juz dalsze elementy ukladanki.
          • Gość: Moni Re: nie.! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 14:45
            Od postu otwierającego napisano już dużo. Między innymi to, że do zniewolenia
            zewnętrznego prowadzi strach i zniewolenie wewnętrzne.
            • aszar.kari Strach ze strachu 27.07.04, 15:54
              Wroce jeszcze raz do motywu zdrowia. Fizycznego i psychicznego. Strach przed
              smiercia czy bolem zmusza do rozsadnego postepowania - zapinania pasow w
              samochodzie, odpowiedniej diety, higienicznego zycia. Czy to instynkt, czy juz
              manipulacja firm samochodowych, dietetykow, lekarzy, fizjoterapeutow - spisek
              zarabiajacych na naszym strachu przed przedwczesna smiercia i bolem? To samo z
              psychika - malo kto radzi sobie z bolem duszy, tesknota, nieudacznictwem sam -
              wykwalifikowani psychoterapeuci, psycholodzy i inni guru tylko czekaja zeby sie
              cierpiacym duchem swojej manipulowanej ofiary (?) zajac. Czy to postep w
              docenianiu cierpien duchowych, czy kolejna manipulacja w naszym codziennym
              zyciu? Sprowadzanie strachu i manipulacji do kwestii wylacznie politycznych to
              moim zdaniem mocne okrojenie tematu.
            • orlovski Re: nie.! 27.07.04, 16:36
              z pewnoscia.
              ale jak latwo zauwazyc, moj post odnosi sie do postu Melanie.
              zniewolenie wewnetrzne - to zdaje sie Twoja broszka.
              poniewaz temat ten jest mi obcy
              pozwol, ze unikne dyskusji.
              • Gość: Moni Re: nie.! IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 16:53
                Jeśli źródeł strachu, o którym Melanie mówi chcesz szukać pomijając zniewolenie
                wewnętrzne, to całe życie możesz sobie żyć w przekonaniu, że się niczego w
                sobie nie lękasz. To tak jak w tej przypowieści o orle, który przeżył całe
                życie w kurniku w przekonaniu, że jest kurą.
                Może się mylę, ale ja wyczuwam w Tobie lęk przed niezaradnością, pogubieniem,
                niezdecydowaniem i przerażeniem. Czy dobrze się czujesz wsród takich osób? Czy
                nie czujesz do nich agresji? To też lęk.
                • orlovski Re: nie.! 27.07.04, 16:59
                  nie smedz, dobra kobieto.
                  napisalem Ci wyraznie , ze lek, tak jak wszystkim, nie jest mi obcy.
                  ale nie paralizuje on moich dzialan.
                  poniewaz potrafie z lekiem dawac sobie rade.
                  wybacz, ze publicznie nie moge Ci dac konkretnego przykladu:

                  ale mialem juz wybor:
                  smierc, albo zycie.
                  wybralem smierc.
                  ale, jak widzisz - zyje.
                  • Gość: Moni Re: nie.! IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 18:00
                    OK poddaję się! Raz piszesz, że nie masz problemu ze zniewoleniem wewnętrznym,
                    drugim, że wbrew woli żyjesz... Całkiem nie kumam - za dużo tu sprzecznosci
                    luboż, zrozumiałych skądinąd, niedomówień.
    • mskaiq Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 16:29
      Mysle ze zapinanie pasow w samochodzie, odpowiednia dieta, higeieniczne zycie
      to rozsadek a nie strach.
      Strach nie zawiera zadnych wartosci pozytywnych, jego dzialanie polega na
      niszczeniu wszystkiego co pozytywne.
      Wedlug mnie zadna grupa spoleczna, czy to politycy, czy jakakolwiek inna grupa
      ktora rozpoznajemy ze nagina strach dla swoich celow nie panuje nad nim. Mysle
      ze im wiecej w nas leku tym chetniej uzywamy strachu (dziala skutecznie na nas
      to bedzie dzialal na innych). To proba obrony, strach staje sie metoda
      dzialania, najbardziej zabojcza dla tych ktorzy go w takim celu uzywaja.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: Moni Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 16:41
        A może rozsądek jest dopiero wtedy kiedy wiemy, że się boimy, wiemy czego się
        boimy i świadomie chcemy się chronić? Ja jak bumerang wracam do strachu, który
        tkwi w naszej dusz - tak jak Ty Aszar.kari. Czy boimy się nawet o nim
        rozmawiać? Lęk przed śmiercią, to naprawdę lęk przed życiem, lęk przed
        wykorzystaniem, to strach przed własną siłą, władza to lęk przed słabością i
        niemocą. Prawda zawsze tkwi głębiej - jak każdy fundament.
      • aszar.kari Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 16:43
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze zapinanie pasow w samochodzie, odpowiednia dieta, higeieniczne zycie
        > to rozsadek a nie strach.

        I wolno Ci tak myslec, jak najbardziej :} Sa tez przeciez tacy, ktorzy mysla,
        ze obowiazek zapinania pasow to pozbawianie ich jakichs tam praw do
        samostanowienia (chocby taki smieszny czlowiek jak Korwin-Mikke ma wlasnie
        takie poglady). To zreszta tylko przyklad - kazda rzecz mozna sprowadzic do
        paranoi albo wytlumaczyc instynktem lub zdrowym rozsadkiem - zalezy co chce
        sie udowodnic. Dlatego ja na przyklad nie traktuje powaznie spiskowej teorii
        dziejow i wiary w totalna manipulacje strachem czy pieniadzem. Ale moj wlasny
        sceptycyzm nie chroni mnie w zaden sposob przed odczuwaniem strachu gdy mowa o
        smierci, bolu, samotnosci. Sama sie w to wmanipulowywuje i jest to na pewno
        bardziej skuteczne samo-zniewolenie niz jakiekolwiek dzialania zewnetrzne.
        Tak to widze. Imagine pewnie stwierdzi, ze jestem juz tak zmanipulowana i
        zniewolona do szpiku kosci, ze nawet sama nie widze jakim stalam sie robotem w
        rekach - no wlasnie - czyich?
        Powyzsze to troche zarty, mam nadzieje, ze kazdy to widzi :}
        • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 19:07
          > Sa tez przeciez tacy, ktorzy mysla,
          > ze obowiazek zapinania pasow to pozbawianie ich jakichs tam praw do
          > samostanowienia (chocby taki smieszny czlowiek jak Korwin-Mikke ma wlasnie
          > takie poglady).

          Obowiązek zapinania pasów w samochodach jest nakazem, jest ograniczeniem
          wolności jednostki. Oczywiście zbędnym, bo nie wpływa to na wolność innych.
          Inaczej jest np. z ciszą nocną. To też ograniczenie, ale ten przepis ma sens
          wobec prawa innych do spokoju w nocy.

          Tragedią tego świata jest zgoda ludzi na podobne ograniczenia swojej wolności.
          Dobrowolne zrzeczenie się części odpowiedzialności za swoje życie.
          A jeszcze bardziej smutne i wręcz załamujące jest zdanie tych
          nieodpowiedzialnych o ludziach, którzy nie zgadzają się na nadmierne
          ograniczenia.

          Po co rozpisywać się tutaj o jakichś spiskach, manipulacjach wydumanych, czy
          nie, elit. Sami dobrowolnie wyzbywamy się swojej wolności. Sami sobie budujemy
          klatkę.
          • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 21:38
            Gość portalu: az napisał(a):

            Ta klatka, o ktorej piszesz sama sie zbudowala - jest nas 6 miliardow, robi sie
            coraz ciasniej. Moje prawa naruszaja Twoje prawa. Twoje prawa - moje. Regulacje
            odgorne sa koniecznym kompromisem, bo jakos nie wyobrazam sobie, aby 6
            miliardow potrafilo sie dogadac na temat kto ma do czego prawo.
            Taki np zakaz prowadzenia po pijanemu ograniczy czyjas wolnosc - ale wole, aby
            poniosl on ten koszt, bo byc moze dzieki temu nie zostane ofiara pijanego
            kierowcy. Wole tez aby ktos, gwaltownie hamujac, zostal przytrzymany przez pasy
            niz aby mial wyleciec przez przednia szybe - w koncu koszty jego leczenia
            poniose i ja.
            Itd, itd, niekoniecznie o samochodach.

            Bezludnych wysp coraz mniej,
            zet
            • Gość: Moni Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 22:24
              Wolność nie polega na olewaniu przepisów lub byciu w zgodzie z nimi. WOLNOŚĆ TO
              WYBÓR. Zapinam pasy bo chcę, a chcę bo rozumiem, czemu to służy. Wolność to
              wybór we wszystkim - Chrystus był wolny, bo żyjąc w zgodzie z nakazami swojej
              religii umiał dostrzec, że są niczym więcej niż wskazówkami, czyli
              przedmiotami, których można uzyć i że często są dobre. Potrafił je też odrzucić
              i zanegować, bo dokonywał wyborów. Sam też dał parę narzędzi. I też są tylko
              narzędziami. Powiedział "miłuj" i możesz zrobić z tym co chcesz. Masz wolność
              wyboru czy będziesz kochał, jak i co przez to zrozumiesz. I jeszcze powiedział,
              że z Jego powodu wszyscy będą przeciwko Tobie. To oznacza, że gdy jesteś
              naprawdę wolny, wszyscy zniewoleni dostają histerii z przerażenia. Okrzykną
              Cię zdrajcą, niemoralnym, wichrzycielem etc. Tyle skrajnych emocji budzą ludzie
              wolni. Nie są trybami maszyny. Ich wybór jest niezależny od narzuconych
              warunków, ale też nigdy nie jest przeciwko nim. Dlatego są nieprzewidywalni i
              to tak niepokoi. Raz zapnie pasy, bo tak wybiera, a innym razem nie, bo tak
              wybiera - i jeszcze wie dlaczego.
              • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 22:50
                Poproszę o krótką odpowiedzi na pytania:
                Czy zgadasz się na obowiązek zapinania pasów w samochodach?
                Czy popierasz ten przepis?
                Czy jesteś temu przepisowi przeciwna?

                Gdybyś mogła dodać jakieś zdanie wyjaśniające swoją odpowiedź, byłbym wdzięczny.
                • Gość: Moni ACH TE PASY IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 23:40
                  Nie ma dla mnie znaczenia przepis. Nie wierzę w recepty. Może sobie być albo
                  nie. Kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia. Z reguły zapinam pasy.
                  Najczęściej z przyzwyczajenia - mam dzieci i tak sobie kiedyś pomyslałam, ze to
                  może rzeczywiście je uchroni. Ponadto nie lubię płacić mandatów. Czy akceptuję?
                  Niech będzie. Jeśli uznam, że w danym momencie nie chcę tego robić - nie
                  zrobię. A czy jset potrzebny? A skąd ja mam wiedzieć? Ktoś uwierzył, że tak.
                  Dam mu sznsę...
                  A inne? Na przykład prawo bankowe albo wolny rynek. Jeśli inni mają pomysł
                  niech go przedstawią. Ja mogę wybrać czyn i konsekwencje. Mogę się zastosować.
                  Mogę nie - i zdecydować się na karę, bo się z tym nie zgadzam (jak np. Gandi).
                  Mogę się tym nie zajmować. Mogę zaproponować własny pomysł, jeśli będę miała i
                  walczyć o jego realizację, jeśli uznam to za ważne. Mogę też stosować przepis i
                  wiecznie psioczyć, że to bzdura. Mogę! I wiem dlaczego robię tak jak robię. Np.
                  psioczę, bo z lenistwa i zlości na innych nie chce mi się wziąć
                  odpowiedzialności...
                  Cóż. Łatwo jednak o wolność przy pasach, trudniej przy innych decyzjach...
                  • Gość: az Re: ACH TE PASY IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 23:47
                    > Nie ma dla mnie znaczenia przepis. Nie wierzę w recepty. Może sobie być albo
                    > nie. Kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia. Z reguły zapinam pasy.
                    > Najczęściej z przyzwyczajenia - mam dzieci i tak sobie kiedyś pomyslałam, ze
                    to
                    >
                    > może rzeczywiście je uchroni. Ponadto nie lubię płacić mandatów. Czy
                    akceptuję?
                    >
                    > Niech będzie. Jeśli uznam, że w danym momencie nie chcę tego robić - nie
                    > zrobię. A czy jset potrzebny? A skąd ja mam wiedzieć? Ktoś uwierzył, że tak.
                    > Dam mu sznsę...

                    W świetle tych Twoich uwag funta kłaków są dla mnie warte Twoje opinie na temat
                    wolności. Akceptujesz (olewasz) to zbędne ograniczenie wolności własnej i
                    innych ludzi.
                    • Gość: Moni Re: ACH TE PASY IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 23:56
                      Jedne olewam innych nie. Podejmuję decyzje! Ta dotycząca pasów nie jest dla
                      mnie szczególnie istotna. Nie czytałaś dalej?
                      Teraz korzystam ze swjej wolności - dobranoc, choć nocka młoda do szóstej chcę
                      się troszkę drzemnąć. Pozdrawiam.
                      Ps. Bardzo szanuję ludzi, przepisy średnio.
                      • Gość: az Re: ACH TE PASY IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 00:08
                        > Ps. Bardzo szanuję ludzi, przepisy średnio.

                        Nie wierzę w to zapewnienie.
                        To gołosłowie.
                        Masz w nosie ludzi i ich los.

                        Szacunek do ludzi nie pozwoliłby Ci przejść obojętnie obok przepisu
                        ograniczającego ich wolność ponad konieczność.

                        Ale chyba rozumiem Twoją wolność. Pełną. Nawet na przekór wszystkiemu i
                        wszystkim. Gotowa jesteś złamać przepisy, przekroczyć szlabany. Pozostaję w
                        przekonaniu, że nie wyrządzisz innym ludziom krzywdy realizując swoją wolność.
                        • Gość: Moni Re: ACH TE PASY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 08:58
                          Łatwo oceniasz nie znając człowieka. Nie mam w nosie żadnego człowieka. Czasem
                          oczywiście raguję sterotypowo, czasem nadmiarowo, zwłaszcza jak coś naruszy
                          moje osobiste odciski. Ale nie musisz oczywiście w to wierzyć.
                          Natomiast WOLNOŚĆ nie jest moja i nie polega na realizowaniu. Powtarzam:
                          wolność to wybór. Wiąże się z odpowiedzialnością, choć nią nie jest. Jeśli masz
                          dostęp do wolności znasz motywy swego działania - nie okłamujesz siebie ani
                          innych. Wiesz, że jeśli zostajesz misjonarzem to po to by lepiej się czuć. Że
                          dobrze Ci pomagać innym i nie czyni Cię to lepszym od ulicznego huligana.
                          Wolność daje rozumienie świata i powoduje wielki szacunek dla innych. Bo skoro
                          ja dokonuję wyborów, to pozwalam dokonać go innym, nawet jeśli się z nimi nie
                          zgadzam. Jeśli ktoś krzywdzi, to moim wyborem jest protest, ale nie neguję
                          wyboru tego czlowieka a tym bardziej jego samego - nie wiem bowiem dlaczego tak
                          czyni. Nie wiem z czym się musi mierzyć i borykać.
                          Trudno to wszystko tak prosto opisać, ale bardzo Ci polecam poszukanie co o
                          wolności mówią mistycy - oni ją dobrze znają. Jeszcze raz
                          zaproponuję "Przebudzenie" de Mello.
                          W każdym razie nie wierzę w niwolę zewnętrzną. Jest ona wyłącznie skutkiem czy
                          też obrazem NIEWOLI WEWNĘTRZNEJ! Człowieka prawdziwie wolnego nie da się
                          zniewolić. Nie da się go bowiem zastraszyć.
                          • Gość: az Re: ACH TE PASY IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 09:42
                            Nie oceniam łatwo ludzi. Odniosłem się do wycinka Twoich opinii. Tego, który
                            zaprezentowałaś na forum.

                            > Jeśli ktoś krzywdzi, to moim wyborem jest protest, ale nie neguję
                            > wyboru tego czlowieka a tym bardziej jego samego - nie wiem bowiem dlaczego
                            tak
                            >
                            > czyni. Nie wiem z czym się musi mierzyć i borykać.

                            Pięknie. Ale to za mało.
                            Myślę, że dodatkowo należy podejąć starania, by krzywda została naprawiona i by
                            zagrożenie nią zmalało.

                            > W każdym razie nie wierzę w niwolę zewnętrzną. Jest ona wyłącznie skutkiem czy
                            >
                            > też obrazem NIEWOLI WEWNĘTRZNEJ! Człowieka prawdziwie wolnego nie da się
                            > zniewolić. Nie da się go bowiem zastraszyć.

                            Znów pięknie.
                            Tym razem prawie pełna zgoda. Jeśli chodzi o ducha, to masz rację.
                            Co z tymi pasami?
                            Mówisz, że stać Cię na pogwałcenie reguł, praw tworzonych przez ludzi,
                            społeczeństwa. OK. Ile mandatów jesteś w stanie zapłacić? W jakiej wysokości?
                            Powiedzmy, że to Twoja osobista sprawa. Że Twoja wolność dopuszcza nawet jazdę
                            samochodem bez prawa jazdy (bo niechybnie zostanie Ci ono zabrane). A może
                            skonfiskują Ci samochód? Ty oczywiście nadal będziesz świadoma swojej wolności.
                            Rozumiem wolność nawet w łańcuchach. Dziwię się jedynie, że pozwalasz by te
                            łańcuchy zakładano. Na Ciebie i innych.
              • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 23:00
                'WOLNOSC TO WYBOR'? Wystarczy umiec wzniesc sie poza normy i regulacje i mozna
                sie rownac z Chrystusem?

                To co z satanistami, psychopatami i seryjnymi mordercami?
                Oni maja najwiekszy wybor, mysle - zero trybizmu
                z.
                • Gość: Moni Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 23:19
                  A czy On nas o to nie prosi? To niby po co równał się znami? Przecież po to by
                  pokazać, że jesteśmy WOLNI.
                  Ci których wymieniłaś są najbardziej zniewoleni. Poczytaj np. o pedofolii - to
                  niemal imperatyw. Uwolnić się od tego to rzecz godna najwyższego hołdu. Kiedy
                  naprawdę masz wybór nie wybierzesz żle, bo wiesz co wybierasz. Jeśli wierzysz w
                  Boga, to też w fakt, że dzieło Boże jest dobre, więc wolny czlowiek nie jest
                  zły. Zło rodzi się z rozpaczy i bólu. Poczytaj de Mello - fajnie pisze o
                  wolności.
            • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 22:46
              Oczywiście, że nasze obszary wolności zachodzą na siebie wzajemnie i potrzebne
              są regulacje wymagające kompromisów. Pisałem o tym nie raz. Również w ostatnim
              poście przywołując ciszę nocną jako przykład.
              Zakłócenie ciszy nocnej i jazda po pijenemu to naruszenie wolności innych lub
              stwarzanie zagrożenia dla innych na drodze.

              Jazda bez pasów nie zagraża nikomu, nie narusza wolności innych ludzi.
              To, że poniesiemy koszty leczenia wypadkowicza również w tym przypadku, to
              wybór większości, w tym Twój. Jak wiesz ja jestem temu przeciwny. Żałuję
              jedynie, że wspomiany wybór większości jest jednocześnie kolejnym nakazem dla
              mnie.

              Z niepokojem czekam na kolejne ograniczenia mojej wolności, powodowane
              oczywiście troską o moje życie i Twoje (nasze, wszystkich) pieniądze. Masz może
              już jakieś propozycje? W razie czego służę podpowiedzią.

              Ciężki jest teraz los człowieka. Elity zniewalają od góry, Ty wraz z innymi
              żądającymi m.in. zapinania pasów, ograniczasz ponad konieczność ludzką wolność
              od dołu.
              • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 22:56
                Mi sie podoba Twoj elegancki idealizm, az, ale ja po prostu nie wierze w
                utopie. Nie wierze, aby w 6 miliardach ludzi bylo tyle szlachetnosci i
                madrosci, aby mogli oni funkcjonowac bez skomplikowanego formalnie systemu.

                No jakos nie,
                zet
                • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 23:06
                  System musi być. Może nawet skomplikowany.
                  Ale nic ponad konieczność!
                  Pasy są ponad konieczność.

                  Nie martwi Cię to jak krok za krokiem zmniejsza się obszar wolności jednostki?
                  Jak z ludzi-jednostek przeistaczamy się w ludzi-masę?

                  Ludzie są coraz mniej odpowiedzialni i coraz mniej zaradni, więc sterujemy nimi
                  (ograniczamy ich wolność, stosujemy coraz więcej nakazów). To z kolei prowadzi
                  do zmniejszania się odpowiedzialności i zaradności. To spirala. Marny widzę
                  tego koniec.
                  • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 23:09
                    Az'ie, dlaczego pasy sa ponad koniecznosc?
                    • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 23:14
                      Pisałem o tym w ostatnich dniach kilka razy. Pół godziny temu również w tym
                      wątku :-(

                      Jazda bez pasów nie ogranicza wolności innych ludzi. Nie czyni im krzywdy.
                      • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 23:17
                        W ten sposob zbaczamy z tematu. Niedlugo dojdziemy do tego, ze BHP jest
                        zniewoleniem.
                        • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 23:23
                          Ty o BHP z pewnością tak nie pomyślisz.
                          Ja również nie, ale mniemam, że z zupełnie innych powodów niż Ty.

                          A co z tymi pasami? Z tym zniewoleniem oddolnym.
                          Toć to nie wina manipulujących elit, które to elity i ich manipulacje, jak
                          widzę zaaprobowałaś. Zero wiary w człowieka?
                          • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 23:29
                            Az'ie, zapinajac pasy nie czuje sie zniewolona. Czuje sie bezpieczna. Co do
                            ludzi, mam zasade ograniczonego zaufania, szczegolnie do tych u wladzy. Ale
                            jednak mam wrazenie, ze sa "cyklisci", ktorzy zgrabnie pociagaja za sznureczki.
                            • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 23:57
                              > Az'ie, zapinajac pasy nie czuje sie zniewolona.

                              Melanie, czy nie dostrzegasz w tym przepisie nad-konieczności? Zniewolenia?
                              Idzie o PRZYMUS dla mnie i innych, którzy nie życzą sobie zapinania pasów.
                              Popierasz ten przepis o obowiązkowym zapinaniu pasów, także przeze mnie?
                      • malvvina Re: strach jako instrument zniewolenia 28.07.04, 07:59
                        z takim zdaniem mam pewnosc ze ani zony ani dzieci u ciebie niet.
                        Bo gdybys posiadal osoby kochajace cie to bys takich glupot nie pisal.
                        Wspaniala wolnosc zony wdowy i szczescie dzieci sierot bo az sie zabil jadac
                        bez pasow. Bravo.

                        > Jazda bez pasów nie ogranicza wolności innych ludzi. Nie czyni im krzywdy.
                        • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 09:21
                          Wszystkie moje żony i dzieci wyrażają Ci podziękowanie za Twoje starania.
                          Postulują jednocześnie, abyś jak najrychlej sporządziała obywatelski projekt
                          zakazu wychodzenia z domu w dni deszczowe i zimowe. Mówią, że można się
                          pośliznąć, upaść, i to nawet ze skutkiem.
                          Wyobraź sobie, że chcą zaoszczędzić społeczną (moją, naszą) kasę na gipsie i
                          bandażu. Jestem z nich dumny.

                          Szelmy dalej kombinują. Myślą teraz nad ograniczeniem dostępu do internetu. Np.
                          dopiero po 22-ej. Wcześniej internet przeszkadza dzieciom w nauce. Jak tak się
                          bliżej temu przyjrzeć, to mają rację. Przecież rodzice nie mogą wciąż pilnować
                          (dbać o) dzieci. To zbytnie ograniczenie wolności (znaczy się czasu wolnego)
                          rodziców.
                          • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 28.07.04, 17:06
                            Gość portalu: az napisał(a):

                            AZ'ie, masz racje. Takie rzeczy nie powinny byc regulowane prawem. Kazdy
                            rozsadny czlowiek wie, ze trzeba zapinac pasy w samochodzie, tudziez brac
                            parasol w dni deszczowe. Jak rowniez nie zycze sobie, aby zamiast stanowic
                            powazne prawo ci wybrancy ludu w swietle prawa zakazywali pic piwo lub palic
                            papierosy na ulicy a nawet w parkach.
                            • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 18:01
                              Melanie, cieszyłaby mnie Twoja zgoda, gdybyś napisała to na poważnie. A w to
                              nie wierzę.

                              Masz rację, rozsądny człowiek powinien wiedzić co, jak, kiedy, dlaczego wolno,
                              a co należy (trzeba) zrobić. Problem jednak w tym, że większość z nas nie
                              wierzy w istnienie rozsądnych ludzi. I sprawy zwykłe ureguluje przepisami,
                              obowiązkami. A takie regulacje powodują zanik rozsądku, bo po co go używać
                              skoro z góry wiadomo co i jak. Wystarczy zastosować się do przepisów.

                              (jeśli mylę się, co do powagi Twojego zdania na temat prawnego regulowania
                              zapinania pasów, to mnie popraw)
                              • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 28.07.04, 20:07
                                AZie, dlaczego uwazasz, ze nie napisalam tego powaznie. Uwazam, ze masz racje,
                                ze w ten sposob podstepny rzadzacy daza do wlasnie zniewolenia. Co do internetu
                                to juz byl pomysl ponizej pasa. Obowiazkowa autoryzacja skrzynek internetowych.
                                To juz mi na kilometr smierdzi wielkim bratem. Bo w ten sposob dojdziemy do
                                takich paradoksow, jak piszasz. Jasne, ze latwiej uchwalic zakaz jezdzenia bez
                                pasow, picia piwa w parku, zakazu palenia na ulicy, zakazu handlu w niedziele,
                                nuiz sie wysilic i pomyslec o porzadnej ustawie na temat sluzby zdrowia.
                                • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 20:54
                                  Uważam, że nie napisałaś tego poważnie, bo mam Cię melanie za osobę chcącą
                                  zabrać (ograniczyć) ludziom możliwość samostanowienia o sobie i swoim losie.
                                  Dodatkowo chcesz, by wszyscy wspierali wszystkich, nawet ci którzy takie
                                  działania uważają za pogwałcenie ich wolności, że o interesie gatunku ludzkiego
                                  nie wspomnę.
                                  Dowodem na moje powyższe uważanie niech będzie Twój postulat o ustawie o
                                  służbie zdrowia. A także to, że winą za omawiany nakaz obciążasz "podstępnych
                                  rządzących" zamiast wolę większości, w tym swoją, na wspólne opłacanie naszej
                                  ochrony zdrowotnej, i próbę minimalizacji tych kosztów (oj przesadnych w swej
                                  rozrzutności i zawirowaniach osobowych i prawnych) poprzez nakaz zapinania
                                  pasów.

                                  W natłoku tematów, postów i rozmówców, być może niesprawiedliwie Cię oceniam.
                                  Jeśli tak, sprostuj moje słowa, a wtedy ja uczynię co należy.
                                  • komandos57 Zniewolony aziczku 28.07.04, 20:59
                                    AZiczku.Fajnie zes jest zyw i masz sie cacy,durniu.Przepraszam,zartuje
                                    sobie.Lubie Cie.Troche inaczej ale cie lubie......Lubie tez psy i koty.
                                    • melanie Re: Zniewolony aziczku 28.07.04, 21:00
                                      Komandosie, jak podroz?
                                      Juz jestes w domku?
                                      • komandos57 Re: Zniewolony aziczku 28.07.04, 21:03
                                        melanie napisała:

                                        > Juz jestes w domku?
                                        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                        Nie.Pod mostem.
                                      • komandos57 Re: Zniewolony aziczku 28.07.04, 21:05
                                        Melania.Tak,juz dotarlem.Dziekuje,podroz jak podroz.P.
                                        • melanie Re: Zniewolony aziczku 28.07.04, 21:07
                                          A teraz wlasnie zrobilo sie cieplo. Moze te deszcze zabrales ze soba?:)
                                          • komandos57 ot,tak 28.07.04, 21:14
                                            melanie napisała:

                                            > A teraz wlasnie zrobilo sie cieplo. Moze te deszcze zabrales ze soba?:)
                                            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                            Moze,bo tu teraz pada.Ale wole deszcz niz duchoty.W Polsce mimo zlej
                                            pogody,fajnie bylo.Inna sprawa,lubie jak pada deszcz.A tu dalej te same
                                            pierdoly.I te same mordy,z innymi tapetami na pyskach.Czy cos zem stracil,cos
                                            co bylo naprawde fantastyczne?
                                            Marusie poczytam pozniej.
                                  • melanie Re: strach jako instrument zniewolenia 28.07.04, 20:59
                                    Przykro mi, ze tak bardzo sie mylisz. To ja sie produkuje caly czas przeciwko
                                    zniewoleniu, a ty mnie uwazasz za jakiegos dzierzymorde. Dla mnie
                                    najmadrzejszym politykiem i najciekawszym czlowiekiem jest Korwin-Mikke.
                                    Co do sluzby zdrowia, to tylko przyklad, ze nie chcac poprawic ustawowego bubla
                                    (bo zatrudne) wola zajmowac sie pierdolami typu zapinanie pasow i udawac, ze
                                    ciezko pracuja za pieniadze podatnikow.
                                    • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 21:15
                                      Dziękuję i za te Twoje uwagi.
                  • ziemiomorze Re: strach jako instrument zniewolenia 27.07.04, 23:19
                    Gość portalu: az napisał(a):

                    > System musi być. Może nawet skomplikowany.
                    > Ale nic ponad konieczność!
                    > Pasy są ponad konieczność.

                    Jak zweryfikowac, co jest ponad koniecznosc? I - dla kogo? Jednemu wystarczy
                    powiedziec 'zachowuj sie grzecznie' innemu nalezy wreczyc skomplikowana
                    instrukcje obslugi zycia.

                    > Nie martwi Cię to jak krok za krokiem zmniejsza się obszar wolności
                    jednostki?

                    Martwi. Jestem jednak daleka od obrazania sie na rzeczywistosc. I - tak jak Ty,
                    jestem idealistka. Mam wrazenie, ze wolnosc nosi sie w sobie raczej.

                    > Jak z ludzi-jednostek przeistaczamy się w ludzi-masę?

                    Nie pamietam czasow, kiedy bylo inaczej.
                    Kiedy bylo inaczej?

                    > Ludzie są coraz mniej odpowiedzialni i coraz mniej zaradni, więc sterujemy
                    > nimi
                    > (ograniczamy ich wolność, stosujemy coraz więcej nakazów). To z kolei
                    > prowadzi do zmniejszania się odpowiedzialności i zaradności. To spirala.
                    > Marny widzę tego koniec.

                    Czyli kiedy bylo mniej przepisow, ludzie byli bardziej odpowiedzialni i
                    bardziej zaradni? Smiem watpic.

                    zet
                    • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 27.07.04, 23:42
                      > Jak zweryfikowac, co jest ponad koniecznosc? I - dla kogo? Jednemu wystarczy
                      > powiedziec 'zachowuj sie grzecznie' innemu nalezy wreczyc skomplikowana
                      > instrukcje obslugi zycia.

                      Kto, komu i dlaczego ma wręczać "skomplikowana instrukcje obslugi zycia"?

                      > Martwi. Jestem jednak daleka od obrazania sie na rzeczywistosc. I - tak jak
                      Ty,
                      >
                      > jestem idealistka. Mam wrazenie, ze wolnosc nosi sie w sobie raczej.

                      Wolnośc ma różne wymiary. Jest wolność ducha, ale też i wolność ciała.
                      Nosi się ją w sobie, pieniądze w kieszeni, pasy na piersiach, buty na nogach.
                      Pieniądze zabierają na "szczytne" cele, pasy każą zapinać, mówią gdzie wolno
                      iść, a gdzie jest zakaz wstępu.

                      > Nie pamietam czasow, kiedy bylo inaczej.
                      > Kiedy bylo inaczej?

                      Kiedyś było inaczej. Jedni mieli mnóstwo wolności, inni mieli jej dużo mniej
                      lub wcale.
                      Jako ludzkość zrobiliśmy niedawno krok we właściwym kierunku. Uznaliśmy
                      podmiotowość, ważność każdej istoty ludzkiej. Zaraz potem zaczęliśmy zmierzać
                      ku zaprzeczeniu tej podmiotowości. Uznaliśmy, że człowiek jest zbyt głupi i
                      nierozważny, by mógł zająć się swoim życiem. Uznaliśmy, że my wszyscy lepiej
                      pokierujemy życiem innych ludzi niż oni sami.

                      > Czyli kiedy bylo mniej przepisow, ludzie byli bardziej odpowiedzialni i
                      > bardziej zaradni? Smiem watpic.

                      Tak myślę.
                      Dowód tego obejrzymy za lat kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt.
                • Gość: Moni WOLNOŚĆ JEST WIĘC UTOPIĄ IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 23:22
                  Tak czy nie?
                  • melanie Re: WOLNOŚĆ JEST WIĘC UTOPIĄ 27.07.04, 23:26
                    Zyc w spoleczenstwie i byc wolnym od spoleczenstwa nie jest mozliwe. Ale masz
                    racje. Wolnosc wewnetrzna, czyli wolnosc wyboru czyni nas wolnymi. Moralnosc,
                    lub dekalog , jak kto woli, nie ogranicza naszej wolnosci. Wiara (bardzo
                    zazdroszcze tym, ktorzy maja laske wiary), pozwala nie dac sie zniewolic
                    narzedziem strachu przez ludzi. Bo nie boimy sie, pokladajac ufnosc w istocie
                    wyzszej.
                    • Gość: Moni Re: WOLNOŚĆ JEST WIĘC UTOPIĄ IP: *.telprojekt.pl 27.07.04, 23:45
                      Nie zgadzam się. Wolność może polegać na akceptacji reguł życia w
                      społeczeństwie. Oczywiście tylko do momentu gdy są w zgodzie z Tobą! Żaden
                      mistyk nie wywołał rewolucji. Tylko po nich zmieniały się często czasy. Tak jak
                      po Chrystusie. A że potem to co głosił wykorzystano znów do niewolenia...cóż,
                      lubimy bezpieczeństwo, a wolność wymaga ryzyka i wyrzeczeń.
                      Wierzę w wolność. Ale stać na nią tylko jednostki. To się nazywa oświecenie.
      • siromacha Strachy na Az-achy 27.07.04, 17:02
        mskaiq napisał:
        ##

        > Strach nie zawiera zadnych wartosci pozytywnych, jego dzialanie polega na
        > niszczeniu wszystkiego co pozytywne.

        Mskaiq, ty się chyba urodziłeś po to aby cię napier...alać po ryju, jak z
        resztą większość z was, bździarze. Szkoda mi cię, ekspercie od błędów i
        wybaczeń. Znikam do nocy, może do jutra... nie mam tyle czasu co naprawiacze
        ojczyzny Az-y i azopodobni. Wyjaśnij mi do jutra pewne zagadnienie, profesorze
        stracholologii: położysz niemowlę przy otwartym oknie i.... wypadnie. Położysz
        oseska kociego przy oknie i.... nie wypadnie. To dobrze że dziecko nie odczuwa
        strachu czy lęku wysokości, zanim się tego nie nauczy?
    • goscgazety1 Strach i wina 28.07.04, 00:59
      Dziekuje Az za odpowiedz.
      >Myślę, że manipulowanie ludźmi to nie jest wymysł ostatnich lat. Mniemam,
      że ...
      Oczywiscie manipulowanie za pomocą strachu jest tak stare, jak ludzkość, a moze
      i starsze (?) :). Badania nad zachowaniami "społecznymi" np. róznych gatunków
      małp wykazują bardzo ciekawe podobienstwa do zachowań ludzkich, odzierają z
      mitu wyjątkowowści gatunek homo sapiens. Tam również był poruszony wątek
      manipulacji :) oczywiscie nie w skali makro i elit ;).
      >Siła (niemoc) człowieka tkwi przede wszystkim w jego umyśle. W najbliższym
      otoczeniu, w rodzinie.
      Myśle, ze moc tkwi nie w samym umysle, ale w poznaniu istoty umysłu i
      właściwym korzystaniu z niego. Umysł to tylko instrument, wprawdzie cudowny,
      ale mysle , ze również bardzo niebezpieczny , co widac w naszym zyciu
      codziennym. Równiez cudownym instrumentem są nasze uczucia, bo stanowia prawde
      o nas samych. Ładnie ujeła to ziemiomorze. Stąd od pewnego czasu taki postep w
      badaniach nad tzw. inteligencją emocjonalną. Tylko nasuwa mi sie pewne
      pytanie, czy uczucia i emocje to dla Was to samo?
      Co do kwestii mocy płynącej z religii podzielam zdanie Moni i w pewnym
      stopniu Melani. Bardzo trafnie to przedstawiły ... religie niestety uczą w
      duzym stopniu posłuszeństwa, zabijają indywidualne spojrzenie, osąd...
      wzbudzają w człowieku poczucie lęku i winy.
      Jednak trudno mi sie zgodzic Melanie, z Twoją tezą , iz samobojcy sie
      niczego nie boją, bo tak bardzo wierzą w Boga.
      >Przeciwnie. Ci ludzie sie niczego i nikogo nie boja, wlasnie dlatego, ze tak
      bardzo wierza w Boga....
      Gdyby ich wiara była w istocie prawdziwa, głeboka, dawno ich głos wewnetrzny
      by ich powstrzymał od tak tragicznego kroku. Myśle, ze są raczej zaślepieni
      obietnicami "zycia w raju". Poza tym Ci ludzie są intensywnie szkoleni...
      odbywa sie wielomiesieczne pranie mózgu, wyłaczanie wszelkich bodzcow
      zewnetrznych na rzecz koncentracji tylko nad dwoma celami, zniszczeniem i
      nagrodą. Coz, to swoisty handel.... i również przykład, tego do czego moze
      prowadzic niewłąściwie wykorzystany umysł. A tak na marginesie, to równiez
      zahacza o manipulacje strachem - pomyśl Melanie o piekle, o szatanie. Czyz to
      nie odwołuje sie do tego uczucia?
      Taka jest moja refleksja, moze sie myle, moze moje pojmowanie Stworcy i
      wewnetrznych relacji , jakie zachodza miedzy Nim, a kazdym człowikeim jest za
      ciasne?
      Równiez uwazam Moni, ze nie można poczucia winy identyfikowac ze źródłem
      strachu.
      >Czyż wszystko nie zasadza się gdzieś w okolicach słowa WINA? Dla mnie każdy
      ten
      >lęk ma źródło w poczuciu winy, że w rzeczywistości nie jestem tym kim chcę. Że
      >gdzieś w swoim życiu zostałam/łem wykorzystana/y i obarczona/y

      Poczucie winy jest czyms wyuczonym, jak sama to pośrednio zauważyłas.
      Tymczasem strach jest czyms bardziej fundamentalnym, naturalnym. Myśle, ze to
      własnie rozwijanie leku w człowieku pozwla na zaszczepienie winy. Jednak z
      drugiej strony, jak najbardziej, wina odgrywa czesto destruktywną rolę w
      życiu człowieka, myślę tutaj gł. o związkach miedzyludzkich, co bardzo trafnie
      ujmujesz w swoich postach. A to, ze ktos doznaje odczuc, ze nie jest tym kim
      che...itd, to w pierwszej kolejnosci przejawy frustracji .
      Orlowski, jestes z pewngo pkt. widzenia odwaznym człowiekiem, bardzo to
      cenie....i bardzo dziekuje.
      Jak najbardziej podzielam Twoj pogląd
      >Wszelkie socjotechniczne manipulacje (spoleczne, ekonomiczne i polityczne)
      >bardziej niz strach wykorzystuja jednak glupote i lenistwo
      >(czytaj: nie tyle niemoznosc, co niechec do myslenia).
      jednak ze strachem sie nie walczy, on jest integralną cząstką Twojej osoby,
      jest czyms tak naturalnym i pierwotnym w zyciu , jak miłość. Jest na pewnym
      poziomie dopełnieniem Ciebie. Dlatego rozsadniejsze jest , jak pisze
      ziemiomorze i nie tylko , właściwe wykorzystanie i mądre kontaktowanie sie z
      nim.
      Pozdrawiam serdecznie
      • Gość: Moni Re: Strach i wina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 09:05
        Owszem, strach jest fundamentalny. Lecz poczucie winy też jest czymś
        przyrodzonym, bo niby skąd ten grzech pierworodny? Dziecka nie trzeba wpędzać w
        poczucie winy. Kochane i sznowane samo nagle odkrywa winę w sobie - fakt, że
        może skrzywdzić.
        A życie w permanentnym strachu - choć ten strch jest fundamentalny - czyż nie
        prowadzi właśnie do zniewolenia? To właśnie wtedy staję się już nie strachem, a
        lękiem, czyli ekstrapolowaniem doświadczeń na zdarzenia przyszłe. Z jednej
        strony to mechanizm, który pozwala przetrwać, z drugiej robi z nas powolutku
        automat i ogranicza.
        • goscgazety1 Wolność i jej ramy. 28.07.04, 09:58
          Rozprawiając o wolności piszecie o pasach...po cześci rozumiem te wywody i to
          do czego zmierzacie, ale, czy nie dostrzegacie, ze wolność jest czesto w bardzo
          perfidny, wyrafinowany sposób zabijana zupełnie gdzie indziej, w bardziej
          znaczących obszarach naszego życia, tj. w związkach małżeńskich? Dlaczego o
          tym pisze, bo to ma bardzo drastyczne konsekwencje w życiu codziennym, w ogole
          w relacjach miedzyludzkich. Tej tragicznej pomyłki doświadczają przede
          wszystkim bezbronne dzieci, a posrednio my, patrząc, jak poźniejsze małolaty
          kradną, niszczą, gwałcą, mordują...I dziwimy sie, "skąd sie to zło bierze?".
          Moze to zbyt brutalny wywod, ale warto to sobie uświadomić. Zamiast
          koncentrowac sie na róznych teoriach , należałoby spojrzec szczerze ,
          uczciwie "aż do bolu" , czy stworzone przez nas paradygmatu związku
          małżenskiego , wychowywania dzieci nie sa po prostu fatalnym niewypałem, ślepą
          uliczką, w którą zabrneliśmy i nie wiemy , jak wyjść? Gdyby model rodzimy i
          zwiazku był naprawde własciwy , to nasze zycie byłoby inne. Nie musielbysmy
          pisac o strachu jako instrumencie manipulowania człowiekiem....itd.
          Mam tutaj na mysli model rodziny w skali całej społecznosci, co nie przekreśla
          faktu, ze są fantastyczne rodziny, które wychowywuja dzieci w godny
          naśladowania sposob.
          Podstawą rozwoju kazdej społeczności jest najmniejsza komorka, jaką jest
          rodzina. Chora rodzina, chore metody wychowawcze, "to pewna praca dla
          szerokiej rzeszy" psychologów, psychiatrow, wszelkiej maści uzdrowicieli,
          sądownictwa, policji, dla przemysłu farmaceutycznego...Nie byłoby zaskoczenia,
          ze czyjes dziecko jest wykorzystywane latami seksualnie przez jakiegoś
          pedofila .
          Wolnośc jest bezwzglednym, niezbywalnym prawem kazdej jednostki, ale jak
          kazdej rzeczy, wolnosci w zyciu nalezy sie uczyć, muszą zostać nakreślone ramy
          wolności, w której można sie poruszac do woli, realizować sie. Wolność kosztem
          cierpienia drugiej istoty jest tak naprawde formą kolejnego zniewolenia. A
          jakie ramy...coz nie musimy wcale w tej kwestii uciekac sie do systemow,
          wierzen inych kultur. Jezus dał nam bardzo prostą i czytelną wskazówke. Tylka
          jedną,a jakże głeboką. Swiadomość Jedności. Nic wiecej. W ramach tej
          świadomości wolność nabiera głębszego wymiaru, zostaje pozbawiana tych
          niebezpiecznych furtek, prowadzących do destrukcji, chaosu, anarchii.
          Bo bo pojecie pełnej wolności jest dal mnie utopią . Sam fakt, ze jestesmy
          tutaj (czytaj na Ziemi, w ciele) jest juz przejawem pewnego "zniewolenia".
          Myśle o zawieraniu sie duszy w ograniczonym pod wieloma wzgladami ciałem i
          ograniczonością samej materii.
          Postrzeganie siebie w innych ma w zyciu codziennym dalekoidące konsekwencje.
          Nie trzeba wowczas rozprawiac a zapinaniu pasow itd :). Ale mimo od prawie
          dwoch tysiecy lat, wciaz w tej kwestii jestesmy, jako cywilizacja, ignoranatmi,
          maleńkimi oseskami. Prosty przykład , posyłami dzieci na przygotowania do
          Pierwszej św. Komunii (no własnie komunii , ale tak naprawde czego?). Jednak
          nie szkodzi , ze sie po drodze ( mam tu na mysli droge w ujeciu fizycznym jak
          i czasowym) "piorą", nie szkodzi, ze sie gryzą, kopia, tarzają w błocie. Ważne
          jest to, ze wiedza ile jest 5x9, ze na Marsie moze być zycie, ze musza wbic
          iles formułek uwarunkowanych przystąpieniem do tej uroczystości. Moze to
          gorzka refleksja, ale czy to nie trąci, powiem wprost, zupełnym debilizmem,
          schizofrenią społeczną? Podstawowe , powiem funddamentalne przesłanie Jezusa o
          jednosci wszystkich, mimo upłyniecia 2000 lat jest nadal większą abstrakcją dla
          części osób, niż np. pojecia związane z genetyką, informatyką, czy tez
          teologią :).

          Moni, czy dopuszczasz reinkarnacje? Jeżeli tak, to masz odpowiedz, ze wina mimo
          wszystko może być stanem umysłu zaszczepionym przez ludzi. Niektórzy
          utożsamiają poczucie winy z pewnymi aspektami empatii, ale myśle ,ze to nie
          zrozumienie, czym jest empatia i czemu słuzy.
          A na pojecie grzechu pierworodnego mozna spojrzec zupełnie inaczej, nie z
          perspektywy kultury judaistycznej i na pewno nie przez pryzmat tamtej epoki.
          Poniewaz nie wiem , jak naprawde odbierasz to pojecie, nie bede zawierał w tej
          kwestii stanowiska.
          Tak jak wczesniej pisałem, strach pozwala nam jak najbardziej na "przetrwanie" -
          uff, jak ja nie lubie tego pojecia ;), ale lek , czyli spotęgowany strach,
          niestety prowadzi nas do destrukcji, do samounicestwiania sie :(. To cały
          urok tego, czym są uczucia i ich transformacji :).
          Pozdrawiam serdecznie

          P.S. Pełna wolność dla duszy, ale nie dla umysłu i zmysłów. One muszą być pod
          ciągłą kontrolą. To bardzo ładnie uwidacznia sie na przykładzie dzieci...
          • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 10:55
            Ślicznie.
            Jednak zanim zaczniemy rozważać Świadomość Jedności, chciałbym nieco więcej od
            Ciebie usłyszeć na temat Wolności Jednostki. I tu znów czepię się tych pasów.
            Jak według Ciebie należy traktować ten odgórny przymus, wykraczający, po
            mojemu, poza konieczność?

            Ciekawie zapowiadają się Twoje opinie o rodzinie.
            Na razie wspomnę ino, że według mnie, model jest jak najbardziej właściwy.
            Szwankuje realizacja zadań rodzicielskich. Powodów tego pewnie jest kilka. Na
            początek zgłoszę takowy: przejęcie przez innych (przez państwo) części tych
            obowiązków, czyli zdjęcie z rodziców pełni odpowiedzialności za wychowanie
            swoich dzieci.
          • orlovski do goscia: Wolnosc bez wolnosci mysli? 28.07.04, 11:24
            pozwol, ze skomentuje to Twoje zakonczenie:

            > P.S. Pełna wolność dla duszy, ale nie dla umysłu i zmysłów. One muszą być pod
            ciągłą kontrolą. To bardzo ładnie uwidacznia sie na przykładzie dzieci...<

            Toz tkwi tu fatalny blad!
            Oczywiscie, ze wolnosc to pelna wolnosc duszy, ale PRZEDE WSZYSKIM UMYSLU...!!!

            Czy moze przejezyczyles sie i miales na mysli ograniczenie wolnosci slowa?
            nawet wolny czlowiek nie moze powiedziec wszystkiego co mysli, gdyz
            konsekwencje tego moga byc negatywne (np. wzywanie do nienawisci rasowej)

            Ale wolny czlowiek moze, a nawet POWINIEN moc WSZYSTKO pomyslec.
          • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 11:32
            W pełni się z Tobą zgadzam co do mijsca, w którym najtrudniej wzrastać w
            wolności. Też uważam, że rodzina - ta pochodzeniowa - to miejsce uczenia się
            wolności i nabywania zniewoleń. Potem trzeba uczyć się tworzyć nowe związki bez
            tych obciążeń, co cholernie jst trudne i nie pozbawione bólu. Dlatego swój post
            zatytułowałm; "ach te pasy" i napisałam tam, że to miejsce, gdzie o wolność
            wlaśnie najlatwiej. A jesli ktoś ma z tym problem, to w rzeczywistości nie zna
            swojego prawdziwego problemu, tylko te pasy mu coś tam uruchamiają.
            Co do reinkarnacji - owszem dopuszczam. Cóż my wiemy o kosmosie i jego siłach
            żeby wyrokować co leży u jego podstaw? Ale wcale nie musi ona być związana z
            winą lub nie. Dla mnie nie ma to nic wspólnego.
            Ogólnie na problem winy nie mam jasnego spojrzenia, zbyt mocno muszę sama się z
            nią borykać i nie jestem od niej wolna. Z grubsza jednak myślę o olbrzymiej
            różnicy pomiędzy WINĄ a POCZUCIEM WINY. Poczucie winy pojawia się wtedy gdy nie
            uznajemy swojej winy, nie chcemy jej przyjąć. Dlatego wina jest częścia naszego
            jestestwa a poczucie winy narzędziem zniewolenia. Zważ na sytuacje, gdy ktoś
            wymusza podporządkowanie innej osoby zganiając na nią winę. Jesli czuje się
            winna daje się manipulować. Gdy powie "to moja wina, postąpiłam źle", ma szanse
            powiedzieć też "niestety, jestem ułomna i zawiodłam , ale nie mogę spełnić
            Twoich oczekiwań". Ale to wszystko jest we mnie nie całkiem ułożone. Pytanie o
            grzech pierworodny to raczej prowokacja, żeby zobaczyć jak wy na to patrzycie.
            Piszące te slowa właśnie mnie olśniło - wiem - to uznanie w człowieku
            skłonności do zła i nieprawości! Po prostu w naszej naturze leży taka skłonność
            i mamy prawo do błędu!
            I jeszcze jedno: "pelna wolność dla duszy ale nie dla umysłu i zmysłów" To nie
            tak. Wyzwolenie duszy to zrozumienie potrzeb umysłu i ciała. Za zrozumieniem
            nie idzie kontrola tylko WYBÓR - tego co rbię i na co POZWALAM. Jeśli kontrola
            jest pierwotna nie ma mowy o wolnosci duszy. Pozdro
            • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 11:58
              > swój post
              > zatytułowałm; "ach te pasy" i napisałam tam, że to miejsce, gdzie o wolność
              > wlaśnie najlatwiej. A jesli ktoś ma z tym problem, to w rzeczywistości nie
              zna
              > swojego prawdziwego problemu, tylko te pasy mu coś tam uruchamiają.

              Moni, możesz wyjaśnić o czym tu piszesz?
              Co pasy uruchamiają i jak ma się to do problemów z wolnością w rodzinie?
              • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 12:17
                To proste, choć nie łatwo to wyjaśnić bez konkretnego przykładu, a takiego nie
                mam pod reką. Ale sprobuję.
                Wyobraź sobie, że ktoś absolutnie odrzuca obowiązek zapinania pasów. Nie bo
                nie. Może nawet znależć sobie wytłumaczenie typu "uwierają mnie", albo: "mój
                kolega przeżył dzięki temu, że nie zapiął". (Oczywiście mówimy tu o
                hipotetycznym kiencie, który - zakładamy - ma problem, bo przecież nie każdy
                kto nie zapina go ma...) W rzeczywistości źródło lęku (bo taki ma tu miejsce,
                choć nie uświadomiony) przed zapięciem pasów leży w lęku np. przed kontrolą lub
                podporządkowaniem się, bo kiedyś ktoś próbował go nadmiernie kontrolować. I
                teraz on jest spięty i zagrożony w każdej sytuacji gdzie coś krępuje mu
                ruchy...Wolny człowiek dla mnie to taki, który owszem, może to robić, ale jest
                świadomy, dlaczego to robi, decydujesię na to i wie, że robi to po to żeby się
                lepiej czuć. A ponadto potrafiłby zmienić zdanie gdyby pojawiło się np.
                większe zagrożenie.
                Fajny przykład moich przyjaciół. Kiedy trwały u nich w ogrodzie prace budowlane
                robotnicy rozciągnęli taśmę dla bezpieczeństwa dzieci - tak, by jej nie
                przekraczały. Wszystkie dzieci poszły się bawić do innej częsci ogrodu. Ich
                córka zstała przy taśmie. Musiała przejść na niedozwoloną stronę taśmy.
                Awantura trwała ponad pół godziny, w końcu stanęła tuż obok taśmy, ale po
                drugiej stronie. W domu mioch przyjaciół był wówczas wielki problem z
                postawieniem dziecku granic. Gdyby postawa rodziców przez następne lata nie
                uległa zmianie, jak myślisz jakie zniewolenie miałaby dorosła kobieta? Każda
                granica by ją prowokowała do przekraczania, każdy zakaz męczył i zmuszał do
                próbowania choć obejścia... Niby drobiazg, nie?
                • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 12:43
                  > (Oczywiście mówimy tu o
                  > hipotetycznym kiencie, który - zakładamy - ma problem, bo przecież nie każdy
                  > kto nie zapina go ma...) W rzeczywistości źródło lęku (bo taki ma tu miejsce,
                  > choć nie uświadomiony) przed zapięciem pasów leży w lęku np. przed kontrolą
                  lub
                  >
                  > podporządkowaniem się, bo kiedyś ktoś próbował go nadmiernie kontrolować. I
                  > teraz on jest spięty i zagrożony w każdej sytuacji gdzie coś krępuje mu
                  > ruchy...

                  Dopuszczasz możliwość istnienia człowieka, który nie ma problemów, które
                  wymieniasz, a mimo to nie chce zapinać pasów, bo uważa że to zbyteczne (ponad
                  konieczność) ograniczenie?
                  Czy w przypadku odgórnego zakazu wychodzenia z domów w dni mroźne (ryzyko
                  poślizgnięcia się i zrobienia sobie krzywdy), ktoś kto będzie buntował się
                  przeciw temu nakazowi, objawi w ten sposób jakieś swoje problemy?

                  Człowiek, a zwłaszcza dziecko, ze swej natury jest ciekawy świata.
                  • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 13:12
                    Bunt a świadomy WYBÓR (znów) przekroczenia zakazu, to dwie zupełnie różne
                    rzeczy! Bunt towarzyszy zniewoleniu (patrz córka mioch znajomych w przykładzie
                    wcześniej, która buntuje się przeciw zakazowi przekroczenia linii). Gdy się
                    buntujesz nie możesz pominąć i zrobić tego co chcesz, denerwuje Cię zakaz, bo
                    masz problem z tym co zakazane. A gdyby tak wolno było nie zapinać pasów, czy
                    zastanowiłabyś się nad tym tematem? Czy zapinałabyś pasy?
                    Oczywiście świadomość dlaczego się buntujesz to pierwszy krok do wolności.
                    Dlatego - jeśli go dobrze wykorzystać staje się przeżyciem konstruktywnym.
                    Daje sznsę na wolność.
                    Wolny człowiek nie musi się buntować. Nie potrzebuje, bo go nie drażni...
                    (Oczywiście pisząc "Ty" nie zakładam, że Ty sama masz problem, choć Twoje
                    uporczywe drążenie tego tematu tak może sugerować. Innych jakoś mało emocjonuje
                    ten problem)
                    • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 13:31
                      > Bunt a świadomy WYBÓR (znów) przekroczenia zakazu, to dwie zupełnie różne
                      > rzeczy!

                      Zgoda.
                      Ale skutkują tym samym - mandatem i dalszymi konsekwencjami.
                      Chcę mieć prawo świadomego wyboru zapinania (lub nie) pasów, ale bez
                      konsekwencji karnych.

                      Gdyby była wolność zapinania pasów postępowałbym z tym jak z wieloma innymi
                      rzeczami, w zależności od okoliczności raz bym zapiął, innym razem nie.

                      > Wolny człowiek nie musi się buntować. Nie potrzebuje, bo go nie drażni...

                      Jasne.
                      Wracamy do wolności w łańcuchach?

                      > (Oczywiście pisząc "Ty" nie zakładam, że Ty sama masz problem, choć Twoje
                      > uporczywe drążenie tego tematu tak może sugerować. Innych jakoś mało
                      emocjonuje
                      >
                      > ten problem)

                      No co pocznę, że drzaźni mnie ten łańcuch, a innych nie. Albo też chwalą go
                      sobie, postulują bym ja też w nim tkwił.
                      Łańcuch, obok którego Ty przechodzisz obojętnie. Oczywiście z pełnym szacunkiem
                      dla ludzi.
                      • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 15:05
                        Nie chesz płacić mandatu? Znów masz wybór. Jeśli to na tyle ważne i istotne, to
                        zostań posłem, lobbystą czy kimś tam innym i zmieniaj to. Albo się pogódź. Lub
                        psiocz i udawaj,że chcesz to zmienić, lecz nic nie rób w tym kierunku! Albo nie
                        zapłać tego mandatu i idź do pierdla w ramach protestu! Tylko na Boga wiedz
                        dlaczego! Możesz np. powiedzieć "lubię się wkurwiać na zakazy, drażnią mnie i
                        lubię się tym zajmować". Dowiedz się co daje Ci bunt i niezgoda! Ja się nie
                        godzę na pedofilię i wojnę w Iraku. Na taką pogodę i cisnącą gumkę od majtek.
                        Wolność nie rodzi się z braku akceptacji rzeczywistości.
                        Wiercisz w kółko to samo. A jaki odzew na temat córki moich znajomych? Bo coraz
                        bardziej mam wrażenie, że to o Tobie.
                        "Wolność w łańcuchach"?! Kobieto!!!! Chyba muszę drukowanymi: PRAWDZIWA WOLNOŚĆ
                        JEST TYLKO WEWNATRZ! Czym się różni mandat od powodzi? Chyba tylko tym, że na
                        ten mandat możesz spróbować mieć realny pływ. Posadzono Cie do gry i nikt nie
                        pytał Cię w co chcesz grać! Wszystko co mozesz, to grać najlepiej jak umiesz
                        lub... wycofać się popełniając samobójstwo. Losu nikt sobie nie wybiera -
                        niektórzy tylko karmią sie złudzeniami. Wolność to możliwość decydowania co
                        zrobisz z tym co dostajesz, a nie branie tego co się chce!
                        • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 17:51
                          Nie zamierzam poświęcać życia sprawie pasów. Wydaje mi się, że są prostsze
                          metody. Np. wskazywanie innym na przesadność tego przepisu. Jeśli większość
                          podzieli ten pogląd to dokona się odwołanie tego przepisu i być może innych,
                          podobnych. Jeśli nie podzieli, to pojawiać sie będą nowe, podobne.

                          Wiem dlaczego oponuję przeciw temu przepisowi. Przeczy on mojemu pojęciu
                          wolności człowieka. No i powoduje zbyteczną niewygodę.

                          Niezgoda na ten przepis daje mi poczucie człowieczeństwa, poczucie
                          odpowiedzialności. Ten zbyteczny nakaz umniejsza te cechy. Przepis mówi: ludzie
                          jesteście zbyt nieodpowiedzialni, nie dbacie o siebie. Przepis ma zastąpić tę
                          odpowiedzialność i dbałość.

                          Na pogodę się godzę. Na ciasną gumkę nie i ją zmieniam.
                          Niektóre ograniczenia życia w społeczństwie są konieczne i je akceptuję.
                          Niektóre z nich uważam za niepotrzebne i mówię o tym.

                          Wolność nie polega jedynie na akceptacji rzeczywistości. Wolność to także
                          możliwość kreowania rzeczywistości. Pogody nie wykreuję, ale wpływ na przepisy,
                          które tworzą ludzie mam, tak jak każdy inny. Wolność to także możliwość
                          wyrażania niezgody wobec ograniczeń płynących od innych ludzi.

                          Córka znajomych.
                          Jeśli masz mnie za takie dziecko, o którego bezpieczeństwo trzeba zadbać
                          podając mu także zbędne (nadmiarowe) nakazy i zakazy, to dziękuję za troskę,
                          ale obejdzie się.

                          Cieszę się, że dostrzegasz różnicę między mandatem i powodzią.

                          Nikt mnie nie sadzał do żadnej gry. Jeśli już to wspólnie siedzimy przy tej
                          grze. I gram. Właśnie teraz, pisząc ten post.

                          Decyduję co zrobić z tym co dostałem. Jeszcze są takie możliwości. Choć coraz
                          mniejsze. Nie chcę tego, czego "sobie życzę". Chcę tego co, według mnie,
                          należne jest każdemu człowiekowi - prawa decydowania o swoim życiu w możliwie
                          maksymalnym zakresie. Zbyteczny obowiązek zapinania pasów (i inne zbędne
                          obowiązki) stoi temu na przeszkodzie.

                          PS. Jestem mężczyzną.
                          • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 21:12
                            Mężczyzno - tak myślałam wcześniej, ale potem zdziwiona znalazłam jakąś
                            końcówkę "-łam" - pewnie literówka, więc sorry.
                            Fajnie brzmi, to co teraz piszesz, choć nie rozumiem w kontekście teraźniejszej
                            wypowiedzi drążenia tematu pasów. Po prostu wierzę wyłącznie w wolność
                            wewnętrzną. Może jednak masz rację, że nadmierne regulacje prawne z czasem bedą
                            prowadzić (a może już prowadzą) do niezauważalnego (co najgorsze)ograniczania
                            jednostki? Ale wtedy co z zakazami palenia? Zawsze jedna grupa jest
                            dyskryminowana. Takie pytania tylko się mnożą. Dlatego ja uważam, że drogą do
                            wolności społecznej nie jest zajmowanie się problemem pasów czy zakazami
                            palenia, ale zmianą świadomości ludzi. Dlatego ciągle i bez przerwy kładę
                            nacisk na rozwój duchowy. Utopią jest to, że gdyby wszyscy byli oświeceni, to
                            Ziemia stałaby się rajem. Ale może chociaż spróbujmy szukać tego oświecenia, bo
                            tak jak "doskonałość składa się z drobnostek (a doskonałość nie jest
                            drobnostką)" tak społeczeńswo składa się z jednostek.
                            Jeśli mozesz, to przeczytaj też mój post do Melanie, jestem ciekawa co na ten
                            temat sądzisz,a wsadziłam go w środek na poprzedniej stronie.
                            • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 21:41
                              Nie wiem co Ci u mnie z pasami nie pasuje. Pasy to tylko dość jaskrawy przykład
                              decydowania innych o zachowaniu człowieka, np. jako kierowcy. Taka jest teraz
                              wola ludu, ściślej - większości jednostek tworzących ten lud. Raz jeszcze
                              podkreślę, że przepis ten jest zbędny z punktu widzenia wolności innych ludzi,
                              w przeciweństwie np. do przepisów prawa drogowego.

                              Jeśli wierzysz wyłącznie w wolność wewnętrzną, to zapewne najpełniej może ją
                              odczuć pensjonariusz więzienia. Akceptuje rzeczywistość taką jaka jest i
                              dokonuje świadomych i odpowiedzialnych wyborów: dziś gram w szachy, jutro w
                              brydża.
                              (trochę ironizuję)

                              Regulacje prawne nadto ograniczają wolność jednostki. To mało. Ważniejszy jest
                              wpływ takich ograniczeń liczony w pokolenia. Ludzie są coraz mniej zaradni,
                              postępują coraz bardziej beztrosko, bo żyje się na koszt wszystkich, a nie na
                              koszt własny.

                              Zakaz palenia?
                              To co krzywdzi innych należy ograniczać.
                              Ale nadgorliwością jest usunięcie z wszystkich publicznych miejsc, wydzielonych
                              miejsc do palenia. (piszę to jako palacz ;)

                              Jak chcesz zmieniać świadomość ludzi bezwolnych? Takich, którzy oddają swój los
                              w ręce wszystkich i oczekują od tych wszystkich wsparcia.

                              Słusznie piszesz o drobnostkach. Poszukaj takowych np. w wątku 'Psychologiczny
                              wątek "O dupie Maryny"'. Myślę, że znajdziesz tam parę niedoskonałości, w tym
                              własne.
                              • komandos57 Re: Wolność i jej ramy. 28.07.04, 21:44
                                Gość portalu: az napisał(a):

                                > Nie wiem co Ci u mnie z pasami nie pasuje. Pasy to tylko dość jaskrawy
                                przykład
                                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                Kicviu,czy ja pierdolilem kiedys o pasach?Raczej prezerwatywy,piekne cipeczki i
                                Twoje miekie pracie .......to mnie jakos podnieca.Kochasz mnie lalusiu?
                              • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 22:02
                                Swiadomość można zmieniać na dwa sposoby: świadectwem własnym i rozmową co
                                niniejszym czynię. Jeśli bezwolny zechce skorzystać, to proszę. Mówić można
                                tylko do tych co słuchają. Nie roszczę sobie praw do bycia doskonałą i moje
                                świadectwo jest ułomne, choć nie wiem co Cię zirytowało w wątku o dupie Maryni.
                                Nie da się ukryć, że zostałeś tam obrażony, nie wiem tylko czy dostrzegłeś, że
                                nie przeze mnie. A jeśli mówisz o odpowiedzialności, to zacznij od siebie i
                                pokaż innym jak to robić.
                                • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 22:29
                                  Jeśli chodzi o wątek o Maryni, to ani nie czuję irytacji, ani nie czuję się
                                  obrażony.
                                  Dziwię się tylko Twojemu w nim udziałowi. Padło tam wiele brzydkich słów i
                                  określeń. Nie mówię, że od Ciebie. Ot gadałaś sobie ze złoczyńcami w chwili gdy
                                  ci kogoś okładali (słowem).
                                  Nie umiem tego Twojego zachowania pogodzić z Twoimi wczorajszymi
                                  słowami "bardzo szanuję ludzi". Kłóci mi też ono z Twoimi tutejszymi wzniosłymi
                                  mowami o wolności, doskonałości, oświeceniu.
                          • Gość: Moni Re: Wolność i jej ramy. IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 21:20
                            I jeszcze ta gra. Spodobało mi się kiedyś takie porównanie.: "życie to gra, do
                            której ktoś Cię posadził i nie zapytał w co chcesz grać tylko rozdał karty.
                            Teraz możesz tylko grać jak najlepiej lub się wycofać". To dobrze ilustruje,
                            zwłaszcza w naszych megalomańskich czasach, jak mały wpływ mamy na nasz los.
                            Możemy obrabiać tylko to co dostaniemy.
                            • komandos57 Re: Wolność i jej ramy. 28.07.04, 21:21
                              Gość portalu: Moni napisał(a):
                              > Możemy obrabiać tylko to co dostaniemy.
                              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                              Twoja dupe obrabia soltys z Tworek,kiciu.Teskniles za mna?
                            • Gość: az Re: Wolność i jej ramy. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 21:50
                              O grze.
                              Raczej nie zgadzam się w tym porówniem gry do życia. Albo zgadzam się, ale:
                              - oprócz kart ważne są zasady gry, te współtworzę,
                              - karty nie są wciąż te same, mam możliwość nabycia kart lepszych, mocniejszych
                              (idzie mi tu o doświadczenie, o wiedzę, o siłę i jasność argumentów), inni mogą
                              źle zagrać.

                              Pojedynczy głos niewiele znaczy. Ale to nie powód, by go nie wyrazić.
                              • komandos57 Re: Wolność i jej ramy. 28.07.04, 21:55
                                Gość portalu: az napisał(a):
                                >
                                > Pojedynczy głos niewiele znaczy.
                                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                Twoj jest wyjatkowo debilny,laleczko.
                  • goscgazety1 Umysł, kontrolowac, czy ...? 28.07.04, 18:20
                    Az, piszesz cytuje "...Ciekawie zapowiadaja sie Twoje opinie o rodzinie.
                    Na razie wspomne ino, ze wedlug mnie, model jest jak najbardziej wlasciwy.
                    Szwankuje realizacja zadan rodzicielskich. Powodów tego pewnie jest kilka. Na
                    poczatek zglosze takowy: przejecie przez innych (przez panstwo) czesci tych
                    obowiazków, czyli zdjecie z rodziców pelni odpowiedzialnosci za wychowanie
                    swoich dzieci".
                    Przepraszam , nie dysponuje w tej chwil czasem, by moc w pełni ten temat
                    rozwinąc, przy jednoczesnym ustosunkowywaniu sie do zadawanych pytań. A na
                    pewno to bedzie miało miejsce. Moją intecją było tylko zasygnalizowanie teraz
                    tego zagadnienia. Jednak dlatego, ze ten temat jest bardzo ciekawy, w
                    niedalekiej przyszłosci, kiedy bede miał wiecej czasu :), rozwinę w pełni to
                    zagadnienie jako odzielny wątek.
                    Jednak chciałbym, zebys w jednym zdaniu wyraził swoje spojrzenie na istote
                    swiadomosci jednosci, czy w pełni podzielasz takie podejscie?
                    Co do wolnosci jednostki zdaje sie, ze inaczej podchodzimy do tego zagadnienia,
                    cos innegow w tym dostrzegamy. A tak na marginesie, widzac paradoksalną
                    względność z korzysci płynących zarówno z nakazu zapinania pasów, jak i z
                    pozostawienia w pełni wolnego wyboru, dostzregam, ze po prostu zabawiasz w
                    prowokatora :)... Dla mnie to nie stanowi w ogole problemu, poza tym ,ze
                    jest to jeden z licznych malutkich absurdzikow naszego zycia. W wielu
                    punktach podzielam zdanie Moni i innych osob. Nie jestes tak naprawde w
                    przypadku tych pasow totalnie zniewolony. Masz mozliwosc wyboru, ale to
                    kosztuje :) , tak jak pisała Moni :) . Skoro ten temat Cie tak dreczy,
                    proponuje pogodzenie zwaśnionych stron w nastepujacy sposob. Stwórzmy taki
                    przepis, dający mozliwosc wolnego wyboru, ale rowniez z jego konsekwecjami.
                    Czyli jezeli osoba , ktora doznała powaznego wypadku, bo wyleciała przez
                    przednią szybę,bo nie miała zapietych pasów, powinna w pełni ponosic koszty
                    leczenia. Bo tak naprawde to przeciez o to chodzi :) z pkt. widzenia panstwa.
                    Ale , zeby nie krzywdzic tym samym osob , ktore zapieły pasy, jednak niestety
                    z powodu zakleszczenia, doznały powazniejszych obrażen, niech im Narodowy
                    Fundusz Zdrowia wypłaci odszkodowanie. :) A jezeli kogos pasy ograniczaja
                    wewnetznie, to znaczy, zeby lepiej jeżdził rowerem, albo hulajnogą. Przepraszam
                    za ten zarcik, ale szczypta lekkiego humoru myśle, ze wszystkim nam dobrze
                    zrobi :)).
                    A tak powazniej , wolnosc jednostki to przede wszytskim wolnosc wewnetrzna,
                    mozliwosc samostanowienia o sobie, mozliwosc dokonywania ciągłych wyborow itd,
                    itd itd... bardzo ładnie to ujeły inne oosby, wiec nie bede sie powtarzał.
                    Moni, piszesz "... Potem trzeba uczyc sie tworzyc nowe zwiazki bez
                    tych obciazen, co cholernie jst trudne i nie pozbawione bólu...." W pełni
                    przyznaje Ci racje.
                    Dalej piszesz, cytuje "...Co do reinkarnacji - owszem dopuszczam. Cóz my wiemy
                    o kosmosie i jego silachzeby wyrokowac co lezy u jego podstaw? Ale wcale nie
                    musi ona byc zwiazana z wina lub nie. Dla mnie nie ma to nic wspólnego...."
                    Dla mnie ma , bo jezeli ona istnieje, to maskuje w ten sposób moment rodzenia
                    sie winy w człowieku i tylko dlatego zadałem Ci to pytanie. Zreszta nie tylko
                    to maskuje, ale przede wszytskim tzw. "upadanie człowieka - czytaj kierowanie
                    sie zasada walki, niszczenia" I znow tak na marginesie, myśle, ze podobnie
                    rzecz sie ma ze wstydem. Jest on tak samo stanem umysłu, a dokładniej produktem
                    umysłu, rozwinietym pod wpływem zewnetrznych czynnikow.
                    Dalej"...Z grubsza jednak mysle o olbrzymiej róznicy pomiedzy WINA a POCZUCIEM
                    WINY. Poczucie winy pojawia sie wtedy gdy nie uznajemy swojej winy, nie chcemy
                    jej przyjac...."
                    Czyli mimo swiadomych wykrętów i tak dopada nas poczucie winny? Jezeli tak, to
                    suma sumarum poczucie winy jest tozsame z samą winą czyli uczuciem winy? Dobrze
                    to odbieram? Jezeli tak, to dostrzegam tutaj brak spojnosci, ale rozumiem
                    Twoje intencje Moni, zreszta sama przyznajesz, ze nie czujesz jeszcze dosc
                    dobrze tego tematu. Zachecam Cie jednak do próby pełniejszego wyartykułowania
                    swoich odczuc i mysli związanych z winą. To mi pozwoli byc moze na skorzytsanie
                    z Twoich cennych doswiadczen i przemyslen :))
                    Jednak na dzien dzisiejszy nie ma dla mnie roznicy miedzy poczuciem winy a
                    sama winą ( rozumiem to jako uczuciem winy, prawda? Bo jezeli nie, to czym jest
                    w takim razie sama wina?)
                    Postzregam uczucie jako język duszy, chyba ze masz na mysli uczucia ,
                    ktore tak naprawde nie sa prawdziwymi uczuciami, tylko myślami przybranymi za
                    uczucia. Cos w rodzaju poczucia bólu na mysl o wizycie u dentysty :). Dlaczego
                    nie potrafie zakaceptowac winy , jako produktu duszy, bo w winie... zawiera sie
                    bezposrednio subtelnośc smaku , a posrednio szmer w głowie, a pozniej
                    kac ....:)) To taka malutka humorystyczna odskocznia ....A teraz powaznie, bo
                    w winie zawiera sie osądzenie danego czynu, osoby itd, a to na pewno nie jest
                    domena duszy, tylko umysłu, gdyz wynika to tak naprawde z wzglednosci
                    dobra i zła. Mysle, ze dusza wie otym doskonale, dla niej nie istnieje pojecia
                    dobra i zła, to sa kategorie umysłu. Dusza ma swoj jezyk i pragnie tylko
                    jednego, doznawania coraz pełniej siebie samej, wyrazania siebie w sposób
                    nieskrepowany, po prostu doświadczania róznych stanow bycia, bycia miłoscią
                    itd, czyli tego wszystkiego, czego zapragnie. Stad taka frajda kiedy cos nam
                    wyjdzie ;))) dotykamy wowczas czastki samospełnienia . Dusza wowczas woła
                    swoim jezykiem uczuc, oto kim jestem !
                    Czyz to nie piekne doznania? A z puktu widzenia zycia tutaj na ziemi to
                    nielada wielkie wyzwanie, majac na uwadze ograniczonosc ludzkiego ciała, jego
                    ciasnotę :), "szalenstwo" umysłu. Stad z drugiej strony rodzenie sie buntu w
                    warunkach totalnego zniewolenia duszy.
                    Recz tylko w tym, zeby nie odbywało sie to kosztem drugiej osoby, bo w mysl
                    jednosci krzywdzac innych najzwyczajniej krzywdzimy siebie. Tylko nie
                    dostzregamy powiazan, bo ...no własnie , dlaczego? Mysle, ze jest w tym
                    głeboki sens, ale to wykracza poza ramy naszych rozmow.
                    Reasumujac, jeszcze raz sugeruje, ze cos takiego jak wina po prostu dla duszy
                    nie istnieje, przynajmniej w moim odbiorze. Za to istnieje komunikacja na
                    poziomie uczuc. Uczucie z jednego serca ( tj. duszy) do drugiego :). Dusza moze
                    odebrac to, o ile nie zamkniemy pewnych furtek :). To fantastycznie widac w
                    relacji matka i niemowle i nie tylko. Kiedy odbiera, doznajemy jakies tam
                    zniekształconej formy tego uczuica, to uaktywnia umysł, który te uczucia
                    analizuje i wysuwa konkluzje. W zaleznosci od tego, co jest w nas, takie tez
                    beda wnioski umysłu. Jednym z nich moze byc wniosek WINA! Posuwajac sie
                    dalej zgodnie z tą konkluzja, mozna by zagłabic sie i przeanazlizowac, kto
                    jest tak naprawde ofiarą, kto katem, gdzie było ciche , nieswiadome
                    przyzwolenia....To bardzo subtelne procesy, czesto trudne do uchwycenia,
                    wymagaja dosc głebokiego wglądu w siebie samego. Wysokiej dojrzałosci
                    emocjonalnej.
                    Jakim narzedziem mozemy osiagnąc to, co wybiera dusza? Za pomoca umysłu, to
                    jest narzedzie, nic wiecej. Dlatego trudno mi sie zgodzic z tezą tzw.
                    wolnego umysłu, jak juz, to raczej wolnosci od natretnych, niekontrolowanych
                    mysli. Narzedzie samo w sobie nie jest ani wolne, ani zniewolone. Poniewaz
                    istotą świata materialnego jest wzglednosc i ciągła zmiana (chociazby na
                    poziomie atomó) , kreacja w takim wymiarze musi odbywac sie w opraciu o
                    narzedzia adekwatne do cech tego swiata. I tak w istocie jest, umysł to
                    struktura , której domeną jest dynamika, a dokładniej ciagła kalkulacja,
                    analiza w oparciu o dane. Umysł musi sie wciaz czyms zajmowac, , dosłownie jak
                    szczur, nawet wtedy, kiedy padamy z sił i ogarnia nas sen. Wowczas umysł tworzy
                    przebarwne , rózne projekcje....
                    A co tworzy na jawie, to zalezy własnie od nas, od naszej swiadomosci, tego jak
                    • goscgazety1 Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. 28.07.04, 18:30
                      A co tworzy na jawie, to zalezy własnie od nas, od naszej swiadomosci, tego jak
                      patrzymy na swiat, na siebie samych, jakie dane mu podsuwamy, "jaką pożywkę
                      dostarczamy szczurowi :)". Ogladajac cos bardziej wzniosłego, subtelnego,
                      mozemy doznawac mysli adekwatnych do tych obrazow. Karmiac swoja podswiadomsc
                      zgoła innym obrazmi, juz nie wspomne , jakimi, siła rzeczy predzej , czy
                      pozniej bedziemy swiadkami nachodzenia mysli odpowiednich do tych scen itd.
                      Czesto odbywa sie to poza kontrolą nas samych, a niektórzy stają się dosłownie
                      ofiarami swoich własnych mysli, to paradoksalne, ale skutki takiego stanu
                      rzeczy sa opłakane.
                      Dla lepszego zobrazowania posłuze sie tutaj pewną paralelą. Umysł mozna
                      porownac do pojazdu, ktory wciaz pracuje na najwyzszych obrotach, pedzi,
                      gna. Zdanie sie na niego to swego rodzaju kotastrofa.
                      Jak myslicie, skad sie biorą zachowania róznych tzw. "trudnych osob", czy to
                      wynik wolnosci ich umysłu? Oczywiscie, ze tak, doznają róznych mysli ,
                      ktore ,jak dosłownie bioroboty, realizują.
                      Ale kiedy spojrzymy na umysł inaczej, z pozycji rozumu wewnetrznego, intucji
                      (roznie to mozna nazwac), to sprawa ma sie zupełnie inaczej. Koncentrujac
                      umysł, ogniskujac mysli na jednym celu mozemy uzyskac niebywałe efekty . I do
                      tego słuzy własnie umysł, do kreacji, swiadomego tworzenia, czyli Człowiek
                      stworzony na obraz i podobienstwo Boga. Czyz tak nie jest? Korzytsanie z
                      umysłu w taki sposb, żebysmy doznawali nie z tzw. "przypadku", zeby w
                      wiekszosci przypadkow nam sie rzeczy nie zdarzały, czy jak kto woli działy,
                      ale zebysmy byli ich swiadomymi tworcami, brali w pełni odpowiedizalnosc za
                      swoje działa i zebysmy mogli sie nimi cieszyc :). W tym własnie kontekscie
                      uzyłem zdania "Pelna wolnosc dla duszy, ale nie dla umyslu i zmyslów. One musza
                      byc pod ciagla kontrola. To bardzo ladnie uwidacznia sie na przykladzie
                      dzieci...".
                      Co do zmysłow, one powinny dostarczac duszy wzniosłych chwil, ale nie powinny
                      przeistaczac sie w przeklenstwo zniewolenia. Np. seks, jest czyms pieknym,
                      wzniosłym, ale sprowadzony tylko do poziomu zmysłowosci , moze bardzo
                      uzaleznic :))
                      Pozdrawiam serdecznie
                      • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 21:34
                        Gosciu! Wina jest związana nierozerwalnie z wiedzą co dobre co złe. I jest w
                        nas, gdyż jesteśmy zdolni do zła - już od dziecka! I tu wychodzimy z
                        psychologii i wkraczamy na głębokie wody filozofii. Nie wiem czy watro, wspomnę
                        tylko, że nie opieram się nigdy na moralności i wierzę, że naczelną zasadą
                        kosmosu jest Miłość. Tu pozwolę sobie polecić najpiękiejsze dzieło jakie
                        kiedykolwiek wpadło mi w ręce: "Fala jest morzem" Wigilisa Jagera. To jest
                        prawdziwe świadectwo wolności duchowej.

                        • komandos57 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? Moni....broche. 28.07.04, 21:39
                          Gość portalu: Moni napisał(a):
                          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                          Wsadz se pol dywana w pochwe i wtenczas bedziesz sie kontrolowac.
                          ?
                        • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 21:59
                          Wiedza o dobru i źle jest naszą winą?
                          Zdolność do zła jest naszą winą?
                          Śmiała koncepcja.
                          Ja tak nie uważam.
                        • goscgazety1 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. 28.07.04, 23:28
                          Moni, pojecia zła i dobra jest wzgledne. Wzglednosc dobra i zła ma wiele
                          wymiarow. To , co kiedys uchodziło za dobro, np. palenie czarownic na stosie
                          jest dzisiaj złem, mozna by wiele takich matamorfz przytoczyc, niewolnictwo
                          poczatki faszyzmu, jako przeciw wagi dla komunizmu, wspieranie talibow w walce
                          z reżimem Kabulskim. To my decydujemy tak naprawde , co jest dobre a co złe,
                          nie Bog, nie swieci, tylko MY. Gdyby Bog decydował o tym, nie byłoby
                          Holocaustu, Stalinizmu, Maonizmu, Jugosławi, WTC... Tylko to zalezy od naszego
                          poziomu swiadomosci, co obejmiemy etykietą DOBRE, a co ZŁE. Kto wie , być moze
                          w niedalekiej przyszłosci np. handel tytoniem , który co tu ukrywac, jest
                          źródłem powolnego uśmiercania milionów ludzi równiez zaliczymy do zła. Na
                          razie nazywa sie to business,tylko dlatego, ze to usmiercanie jest rozłozone w
                          czasie....a przede wszystkim kryja sie za tym duze koncerny. Czyz to nie
                          groteskowe? Bardzo trawnie spostrzegłas istote grzechu pierworodnego. Ja pojde
                          dalej i powiem, ze w kazdym człowieku jest mroczna i dobra strona. W kazdym z
                          nas tkwi złodziej, gwałciciel, hitler, pedofil itd. tak samo jak
                          nieograniczona , nie do wyrazenia miłosc, współodczuwanie, radosc, błogość.
                          A to ,po jakie "dary" człowiek siegnie ze swojego rezerwuaru, zalezy od
                          tego, w jakich okolicznosciach sie znajdzie, czego doswiadczy, a przede
                          wszytskim od poziomu swiadomosci. Dosc trafnie to napisała Melanie w jednym z
                          wczesniejszych postow.
                          ... W tym chyba tkwi cała tragedia zrozumienia ludzkiego bładzenia i upadania.
                          Czesto trudno sie nam z tym pogodzic, bo chielibysmy ,zeby było w nas tylko,
                          tzw. dobro. Ale tak nie jest, pokazuje to historia i zycie codzienne.
                          Ukartowalismy nawet takie sobie wytłumaczenie tego, " ot człowiek jest istotą
                          grzeszną". Ale dopoki bedziemy ignorowac tą drugą połówke siebie samego, tka
                          długo bedziemy zyli w iluzji i wyperlali sie czastki siebie samego. Oczywiscie
                          mogłbymm jeszcze mnozyc wiele przykładow tej wzglednosci zła i dobra, tego jak
                          paradoskalnie zło przyczynia sie do wzrastnia - zastanwiałas sie nad historią
                          Judasza?
                          Na koniec,
                          >Gosciu! Wina jest związana nierozerwalnie z wiedzą co dobre co złe. I jest w
                          > nas, gdyż jesteśmy zdolni do zła - już od dziecka!
                          Niekoniecznie, badania psychologiczne pokazuja cos innego, zrszta wystarczy
                          pilnie obserwowac swoje dzieci, by nie raz zauwazyc, ze dla nich zło
                          zwłaszcza w wczesnym okresie bywa czesto czyms bardzo abstarkcyjnym, podobnie
                          jak i dobro. Dzieci po prostu posługują sie przdede wszytskim uczuciami,
                          dopiero z czasem, poznajac konstrukcje myslowe dorosłych, swiat ich pojec,
                          przejmuje te wzorce. Przypomnij sobie, ile trudu musiałas nieraz włozyc , by
                          uzmysłowic dziecku, ze pewnych rzeczy nie mozna robic, bo to np. boli...itd
                          Dziekuje za wskazanie ksiazki :)
                          Pozdrawiam serdecznie
                          P.S. Az, trudno mi juz cos wiecej napisac o wolnosci jednostki
                          • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 23:44
                            > Tylko to zalezy od naszego
                            > poziomu swiadomosci, co obejmiemy etykietą DOBRE, a co ZŁE. Kto wie , być moze
                            > w niedalekiej przyszłosci np. handel tytoniem , który co tu ukrywac, jest
                            > źródłem powolnego uśmiercania milionów ludzi równiez zaliczymy do zła. Na
                            > razie nazywa sie to business,tylko dlatego, ze to usmiercanie jest rozłozone
                            w
                            > czasie....a przede wszystkim kryja sie za tym duze koncerny. Czyz to nie
                            > groteskowe?

                            Handel tytoniem nie jest złem. Koncerny nie uśmiercają ludzi.
                            Nikt nie zmusza ludzi do palenia.
                            Póki co, palenie to wolny wybór człowieka.
                            Ale widzę, że już niedługo jest "szansa" ograniczyć tę wolność.

                            > P.S. Az, trudno mi juz cos wiecej napisac o wolnosci jednostki

                            Właśnie to dostrzegłem.
                            • goscgazety1 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. 29.07.04, 09:29
                              >Handel tytoniem nie jest złem. Koncerny nie uśmiercają ludzi.
                              > Nikt nie zmusza ludzi do palenia.
                              Własnie o tym pisze az, o wzglednosci dobra i zła. Dla Ciebie nie jest, a dla
                              mnie jest :).
                              >Póki co, palenie to wolny wybór człowieka.
                              hmmm, może dla Ciebie to wolny wybor, ale myśle o setkach tysiecy, a moze i
                              wiekszej ilosci palaczy na caływm swiecie, którzy nie potrafią pozbyć sie tego
                              nałogu.
                              A tak na marginesie,mysle, ze palenie, to pewna forma substytutu szczescia,
                              pytanie tylko , czy Ci to słuzy i odpowiada?

                              Orlowski, myśleć sobie możesz do woli, co chesz :), tylko kwestia tego, co z
                              tymi myślami zrobisz. Tym jest własnie dla mnie kontrola umysłu. Podobnie ma
                              sie rzecz z uczuciami, doznajesz rożnych uczuc, ale to co z nimi zrobisz, jak
                              je wyrazisz (czyli zamienisz w emocję), zalezy juz od Ciebie .
                              Pozdrawiam serdecznie
                              • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.magtel.net.pl 29.07.04, 11:33
                                > hmmm, może dla Ciebie to wolny wybor, ale myśle o setkach tysiecy, a moze i
                                > wiekszej ilosci palaczy na caływm swiecie, którzy nie potrafią pozbyć sie
                                tego
                                > nałogu.

                                Dla Ciebie to nie jest wolny wybór?
                                Dobrze, że myślisz o innych. Mam nadzieję, że w swoich działaniach na rzecz
                                walki z paleniem (popieram) nie przekroczysz granicy wolności jednostki, że nie
                                stworzysz kolejnego nakazu, zakazu, kolejnego ograniczenia wolności człowieka.

                                Sam palę. To mój wybór. Życzeniem moim jest, by również skutki tego nałogu
                                ponosili palacze osobiście. Ale jak wiesz dołożysz się kiedyś do mojego i
                                innych leczenia. Czy to jest sprawiedliwe?
                          • komandos57 Zbadajmy zawartosc toksyn w kalafiorze 29.07.04, 00:00
                            Ocipiec mozna na tle tej rzeki pustoslowia.
                          • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 12:13
                            Plączą nam się tu wątki i nie dajemy rady wszystkiego czytać. Totalnie z Tobą
                            się nie zgadzam. Ale muszę tu powtórzyć coś, co napisałam wcześniej. Nie wolno
                            rozpatrywać dobra i zła w kategoraiach moralnych. W takim przypadku masz rację.

                            Wychodzę z innego założenia (i niestety, nie sama to odkryłam). Jeśli źródłem
                            uczuć i czynów jest miłość, to mamy dobro, jeśli źródłem jest strach (sic!),
                            ból i zranienie - czyli brak miłości, wtedy pojawia się zło. I wcale nie musisz
                            żadnemu dziecku tego mówić. Każde wie ...odkrywa to pierwszy raz, kiedy staje
                            się przedmiotem nizrozumiałego braku miłości od swoich rodziców, jakiejś ich
                            agresji i nieuwagi.
                            Jeżeli trzyletni jaskiniowiec pastwi się nad dżdżownicą, bo fajnie się wije -
                            to nie ma zła. Jest instynkt dany nam przez Boga lub naturę. Jeśli ten sam
                            jaskiniowiec dostał w dupę od wkurwionej ciotki i z bezsilności, upokorzenia i
                            rozpaczy robi z dżdzownicy miazgę, to jest zło.
                            Miłość leży u podstaw tego świata. Nie wżne jak kretyńsko i górnolotnie to
                            brzmi. Ważne, że każdy mistyk powie to samo. Wszystko co robimy, to
                            poszukiwanie miłości. Jeśli nie dostrzeżemy tego, ani faktu jak bardzo się
                            boimy otworzyć na tą miłość to wszystko to gówno a nie wolność.
                            Nie ma obiktywnych zasad. Jest Źródło
                            • goscgazety1 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. 29.07.04, 13:16
                              Bardzo łądnie wybrnełas z paradoksu wzglednosci dobra i zła - to była moja taka
                              malenka prowokacja. Jestem bardzo mile zaskoczony i cieszy mnie to :)).
                              Dostrzegłem, ze czesc osob odkrywajac wzglednosc tych pojec wpada w pułapke
                              kolejnych sprzecznosci.
                              Co do przykładu dziecka, nie moge sie jednak w pełni zgodzic, ale to kwestia
                              pojec, innego podejscia do pewnych słow. Nie chce, bysmy sie zapetli na
                              poziomie werbalnym.
                              Teraz pełniej rozumiem Twoje podejscie i to mnie w zupełnosci satysfakcjonuje.
                              Uwilbiam zrozumienie
                              Bardzoe dziekuje za poswiecona mi uwage i na koniec mam tylko jedno pytanie,
                              czy jestes swiadoma tego, ze równiez strach tak naprawde wypływa z miłosci?
                              Domyslam sie , jak a padnie odpowiedz, ale dla formalnosci pragne to pytanie
                              zadac.
                              Az, zredukowałem nasza polemike, bo nie odpowiedziałs mi na jedno zasadnicze
                              pytanie, jak postzregasz Swiadomsc Jednosci? To pytanie jest kluczem do
                              zrozumienia istoty wolnosci w ogole, wolnosci jednostki. Pełna akceptacja tego
                              spojrzenia, a z drugiej strony nieakceptacja, implikują dalekoidące
                              konsekwencje, w tym rowniez stawiaja zagadnienie wolnosci jednsostki w zupełnie
                              innym świetle. Po prostu spora czesc nurtujacych Cie pytan i absurdzikow przy
                              wybraniu jednej z tych opcji nie mogła by zaistniec :). Jestes
                              spostrzegawczym cłowiekm, podobają mi sie stawiane przez Ciebie pytania, i az
                              szkoda, ze nie moge pełniej z Tobą i z Moni popolemizowac :(.
                              Co do modelu rodziny, to bardzo sie rożnimy w podejsciu :) i to jest dla mnie
                              posrednio odpowiedz, jak widzisz Swiadomosc Jednosci. Postaram sie za jakis
                              czas wrocic do zagadnienia modelu rodziy i w ogole zwiazkow.
                              Bardzo Wam dziekuje i pozdrawam serdecznie
                              • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.magtel.net.pl 29.07.04, 14:04
                                Gościugazety1,
                                Moja odpowiedź na Twoje pytanie o Świadomość Jedności jest niemożliwa. Domyślam
                                się jedynie co kryje się pod tym pojęciem.
                                Pozostaję przy bardziej klarownej dla wszystkich wolności jednostki. Klarownej
                                w sensie znanej, każdy codziennie z nią się styka, każdy z grubsza wie o co
                                chodzi.
                                Powtórz może krótko w czym rzecz. Z chęcią zapoznam się z zarysem tej teorii.
                                Ale nie odsyłaj mnie proszę do ksiąg czy linków. Aż tak nie łaknę tej wiedzy.

                                Wątpię w osiągnięcie przez nas jakiegoś konsensusu. Prawisz coś o wzniosłych
                                sprawach. OK, brawo. Ale z drugiej strony obecne złe prawo to dla Ciebie
                                jedynie liczne absurdziki. Patrzysz z obojętnością na ponadkonieczne
                                ograniczenia stawiane jednym ludziom przez innych. Co więcej, sam zamierzasz
                                dołożyć swoje zakazy.

                                Reasumując.
                                Uważam, że Twoje piękne słowa to za mało. Stoi za nimi człowiek, który nie
                                dostrzega (lekceważy) podmiotowości innych ludzi. W imię własnych kryteriów
                                dobra, gotów jesteś sterować innymi. Prezentuję przeciwną postawę.

                                Pozdrawiam z szacunkiem
                                • goscgazety1 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. 29.07.04, 18:01
                                  Az,pragnałem zamknac ten watek, jednak widze, ze chyba dopadła Cie mała
                                  frustracja :). Domyslałem sie, ze swiadomosc jednosci jest ci tak naprawda
                                  obcym pojeciem.
                                  W oparciu o kilka postow, zapuszczasz sie bardzo w obszar mojego zycia, tego,
                                  kim jestem, jak traktuje innych ludzi itd. To nierozsadne i o czyms swiadczy...
                                  Ale skoro tak bardzo chesz zrozumiec swiadomosc jednosci, prosze bardzo.
                                  Jednak zanim sie ustosunkuje do Twojej wypowiedzi, prosze, zebys przeczytaj
                                  uwaznie moje wszystkie posty . Przypuszcam, ze polemika z Moni po prostu
                                  sprawiła, ze twoj umysł sie znacznie rozproszył. Niech to bedzie w ramach
                                  potraktowania mnie , jako podmiotu- wyrazisz tym samym swoj szacunek do mojego
                                  czasu, jaki włozyłem w napisanie tych postow. Tam rowniez jest wyraznie
                                  okreslone, czym jest swiadomosc jednosci. Nie prawie o wzniosłych sprawach
                                  tylko o bardzo konkretnych rzeczach, o umysle, duszy, uczuciach, myslach. Warto
                                  poznac blizej to, co ma sie w sobie, o mechanizmach jakie zachadza w człowieku
                                  na roznych poziomach. To pozwla lepiej zrozumiec lepiej zrozumiec innych.
                                  Pamietaj rowneiz o istnieniu priorytetow, kazdy je sobie wyznacza, Ty je masz i
                                  ja je mam, a to ze one sie nie pokrywaja, to całkiem normalna rzecz.

                                  Pozdrawiam serdecznie
                                  P.S. Nie bierz sobie tak bardzo do serca pewnych rzeczy, wiecej dystansu,
                                  przymrozenia oka :). Mimo wszystko i tak mi sie podobaja twoje posty,a wiesz
                                  dlaczego?
                                  • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.magtel.net.pl 29.07.04, 21:30
                                    Frustracja - chyba tak. Bo dostrzegam rozdźwięk pomiędzy Twoimi opiniami.

                                    W żadne głębokości Twojego życia się nie zapuszczam. Komentuję, oceniam to co
                                    przeczytałem z Twojej strony. Twój stosunek do pasów, palenia i
                                    innych "absurdzików" określam jako zagrożenie dla wolności człowieka.
                                    Mylę się? Nadinterpretuję? Jeśli tak uważasz, to sprostuj, wyjaśnij, lub puknij
                                    się ze zrozumieniem w głowę (pod moim adresem). Masz prawo ocenić moją ocenę.
                                    Dlaczego uważasz takie moje postępowanie ocenne za nierozsądne? O czym to ma
                                    świadczyć?

                                    Nie sądzę, by mój umysł się rozproszył. Jakie są tego według Ciebie oznaki?

                                    Pozostaję z szacunkiem wobec Twojej osoby, wobec Twoich poglądów. Jednak nie
                                    przeczytam ponownie Twoich wszystkich postów. Wyrażone w nich Twoje myśli z
                                    pewnością są piękne i głębokie. Ale na dziś akademickie. Las płonie, a Ty
                                    zastanawiasz się jak ten las pielęgnować. Człowiekowi należna jest wolność,
                                    także dziś, a nie rozważania o jasnej przyszłości. Same rozważania pochwalam.
                                    Jednak oprócz nich spodziewam się czynów. Tych brak z Twojej strony. A jeśli
                                    już to prowadzą one do pogorszenia sytuacji. Razem z cennymi uwagami o duszy,
                                    umyśle, uczuciach, zapodajesz tu również swoje pomysły na to jak człowiek
                                    powienien postępować, tu nakaz pasów, tam zakaz palenia (handlu).

                                    Nie uważam, by do wyrażenia zdania o wolności człowieka potrzebna była
                                    znajomość mechanizmów, o których piszesz. Wolność człowieka jest dla mnie poza
                                    rozważaniami na temat tych mechanizmów. Możemy rozmawiać o tych mechanizmach,
                                    ale najpierw zgodźmy się co do wolności człowieka jako atrybutu nadrzędnego,
                                    przyrodzonego człowiekowi. Wprowadźmy w czyn te myśli. Znieśmy zbędne
                                    ograniczenia i dajmy odpór tym, którzy mają zakusy nadto zajmować się życiem
                                    innych, obcych im ludzi.

                                    Potrafię z przymrużeniem oka rozmawiać nawet o poważnych sprawach. Twoją
                                    propozycję, by i tu sobie "pomrużyć" odrzucam. Boję się, że w ten sposób
                                    wylejemy dziecko z kąpielą. Do czego mam się dystansować? Do czego mrużyć oko?

                                    Pozdrawiam
                              • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? cd. IP: *.telprojekt.pl 29.07.04, 19:56
                                Gościu drogi, Ty nie prowokuj kobiety, ja Cie proszeeee...
                                Cieszę się jednak, że choć czasem uda się znależć wspólny punkt zaczepienia.
                                A co do stracu i miłości... Chyba dziś jestem zbyt zmęczona żeby odgadnąć co
                                możesz mieć na myśli. Coś mi kołacze po głowie, ale nie jestem w stanie tego
                                zwerbalizować. Z tego zaś, co piszesz wynika, że Ty jesteś świadomy. podziel
                                się tą wiedzą, to przemyślę jak się wyspię.
                    • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 20:37
                      > Jednak chciałbym, zebys w jednym zdaniu wyraził swoje spojrzenie na istote
                      > swiadomosci jednosci, czy w pełni podzielasz takie podejscie?

                      Zdania nie wyrażę. Nie bardzo wiem i nie chcę wiedzieć w czym rzecz.
                      Zatrzymałem się na poziomie wolności jednostki. Dopóki z tym się nie uporam(y),
                      rozmowa o innych poziomach egzystencji jest dla mnie bezprzedmiotowa.

                      > Dla mnie to nie stanowi w ogole problemu, poza tym ,ze
                      > jest to jeden z licznych malutkich absurdzikow naszego zycia.

                      Dla mnie to nie jest "absurdzik". Dziwię się, że tak nazywasz kolejny z kroków
                      ograniczających pole decyzji człowieka. Cieszy mnie, że dostrzegasz liczność
                      tych "absurdzików".

                      > Stwórzmy taki
                      > przepis, dający mozliwosc wolnego wyboru, ale rowniez z jego konsekwecjami.
                      > Czyli jezeli osoba , ktora doznała powaznego wypadku, bo wyleciała przez
                      > przednią szybę,bo nie miała zapietych pasów, powinna w pełni ponosic koszty
                      > leczenia. Bo tak naprawde to przeciez o to chodzi :) z pkt. widzenia panstwa.
                      > Ale , zeby nie krzywdzic tym samym osob , ktore zapieły pasy, jednak niestety
                      > z powodu zakleszczenia, doznały powazniejszych obrażen, niech im Narodowy
                      > Fundusz Zdrowia wypłaci odszkodowanie. :)

                      Pasy, o których mówimy to tylko jeden z przykładów nadmiernej troski wszystkich
                      o wszystkich. Ta troska przejawia się w gąszczu przepisów, których nikt nie
                      jest w stanie ogarnąć, a rządzący i cwaniaczki potrafią z tego zrobić osobisty
                      użytek. Twoja propozycja idzie w tym właśnie kierunku. Moim zdaniem, i ten
                      wypadnięty i ten zakleszczony niech sami płacą za swoje ubytki zdrowia. Skoro
                      decydują się na samochód, a nie na hulajnogę.
                      Idę dalej w swoich propozycjach. Człowiek powinien również sam płacić za np.
                      wyżywienie swoich dzieci, ich ubranie, ich edukację, ich ochronę zdrowia.

                      > A tak powazniej , wolnosc jednostki to przede wszytskim wolnosc wewnetrzna,
                      > mozliwosc samostanowienia o sobie, mozliwosc dokonywania ciągłych wyborow
                      itd,
                      > itd itd... bardzo ładnie to ujeły inne oosby, wiec nie bede sie powtarzał.

                      Masz na myśli również nasz pobyt tu na ziemi, czy też może mówisz o jakimś
                      pobycie w innych wymiarach?
                      Jak mają się do tej "mozliwosci dokonywania ciągłych wyborow" wszechobecne
                      zakazy i nakazy, z których niektóre są "absurdzikami"? Wpływają jakoś na tę
                      możliwość?

                      > Moni, piszesz "... Potem trzeba uczyc sie tworzyc nowe zwiazki bez
                      > tych obciazen, co cholernie jst trudne i nie pozbawione bólu...." W pełni
                      > przyznaje Ci racje.

                      A tu o czym mowa?
                      Czy człowiek z wciąż ogranicznym polem decyzji, z malejącym zakresem
                      odpowiedzialności, może tworzyć dobre związki?

                      > Posuwajac sie
                      > dalej zgodnie z tą konkluzja, mozna by zagłabic sie i przeanazlizowac, kto
                      > jest tak naprawde ofiarą, kto katem, gdzie było ciche , nieswiadome
                      > przyzwolenia....To bardzo subtelne procesy, czesto trudne do uchwycenia,
                      > wymagaja dosc głebokiego wglądu w siebie samego. Wysokiej dojrzałosci
                      > emocjonalnej.

                      Tak, zwłaszcza pod kątem naszego wpływu na życie innych ludzi, na zawężanie ich
                      wolności naszymi decyzjami (czasem cichymi przyzwoleniami).


                      Bardzo wiele, bardzo ładnych słów padło w tej dyskusji.
                      Wolność to piękna rzecz, ale żyć też trzeba.
                      Proponuję lekki zwrot ku rzeczywistości.
                      Czy z regulowaniem społecznego współżycia jest teraz w Polsce dobrze? Czy może
                      potrzebujemy nowych przepisów? Jakich? Co regulujących? A może jest ich nadto?
                      Czy nie ma zagrożenia, że ludzkość się "zbiorobotyzuje"?
                      • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 21:51
                        "Czy człowiek z wciąż ograniczonym polem decyzji, zmalejącym zakresem
                        odpowiedzialnosci może tworzyć dobre związki?"
                        AZ. Ale się czepiasz tych ZEWNĘTRZNYCH ograniczeń! To co mieli powiedzieć
                        lennicy, pańszczyźniani chłopi, że nie wspomnę o więźniach łagrów? To oni chyba
                        nigdy nie mieli szansy na wolność. A jakoś w tych warunkach wielu z nich dało
                        świdectwo jak nie dać się zniewolić. Nie wiem ile masz lat, ale w ciężkich
                        czasach komuny, kiedy kontrola i ograniczenia były znaczmie większe niz teraz,
                        ludzie znacznie intensywniej poszuliwali wolności i to nie tylko tej
                        zewnętrznej. Najgroźniejsza dla wolności jest mała stabilizacja, która nam tu
                        sobie cichuteńko rośnie, a nas w szpony biorą nasze wewnętrzne ograniczenia.
                        Przez moment wydawało mi się już że jesteśmy blisko dogadania. Jeśli jesteś
                        taki wolny to co Ci przeszkadzają te ograniczenia. Po prostu na nie lej! A
                        znasz swoje wewnętrzne zniewolenia?
                        • komandos57 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? 28.07.04, 21:53
                          Gość portalu: Moni napisał(a):
                          Po prostu na nie lej! A
                          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                          Wlasnie wyciagam moje sliczne pracie i leje po ekranie.....na twojego nika.
                          • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 22:12
                            Dobrze komandos, że jesteś. Czule zgasisz gorące emocje. Mam nadzieję, że
                            ciurek moczu nie przerywany problemami z prostatą?
                            • komandos57 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? 28.07.04, 22:34
                              Gość portalu: Moni napisał(a):

                              > Dobrze komandos, że jesteś. Czule zgasisz gorące emocje. Mam nadzieję, że
                              > ciurek moczu nie przerywany problemami z prostatą?
                              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                              Zraza wsadze se palec w dupcie i sprawdze czy nie mam prostaty.
                        • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 22:18
                          Co innego niewola chłopa pańszczyźnianego i więźnia, co innego dobrowolne
                          pozbywanie się własnej wolności, a jeszcze co innego ograniczanie wolności
                          innych poprzez demokratyczne mechanizmy.

                          Widzę swoje zniewolenia. Może nie wszystkie. Ale akceptuję to co mam i chcę się
                          rozwijać, poprawiać.
                          Nie akceptuję wywierania na mnie, na moje życie, nacisku przez innych. Nie chcę
                          być pozbawiany owoców mojej pracy.
                          Twojej sugestii łamania prawa nie posłucham. To zagrożenie dla mojej wolności
                          (oczywiście tej w moim rozumieniu, bo taką pełną wolność w pierdlu to mam w
                          nosie, nie wspominając o wpływie tam mego pobytu na los mojej rodziny).
                          • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 22:51
                            Ale inni będą wywierali ten nacisk czy chcesz czy nie, bo nie ma idealnego ładu
                            społecznego. A Ty chwilami mówisz tak jak gdybyś miał receptę. Zakaz palenia,
                            ale nie za dużo; wolnośc w pasch, niższe podatki. Ale to Ty tak myślisz. Inni
                            chcą socjalu, albo kary śmierci. Nietety musisz się z tym liczyć, że też mają
                            wpływ na rzeczywistość, tak jak oni muszą godzić się na część z twoich pomysłów
                            na świat. I nie wiem czym się różnią ograniczenia chłopa od demokratycznych -
                            wsystkie są zewnętrzne, czyli takie na które jeśli mamy wpływ, to zawsze
                            niecałkowity i niepewny.
                            Możesz sobie kpić z więźnia, ale gdyby większość zajęłaby się rozwojem wolności
                            duchowej pewnie nie musiałbyś zapinać pasów... A tak to walczysz z wiatrakami.
                            Może ja też?
                            Chwilami mam wrażenie, że dążymy do tego amego skutku tylko innymi drogami. Ty
                            działasz bardzej utylitarnie, ja w sferze bardziej duchowej choć do pierdla
                            się też nie wybieram.
                            • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 22:53
                              I dobranoc. Najciekawiej jest tu nocą, tylko ja od siódmej pracuję...
                              • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 23:01
                                Dobranoc Moni
                                (rano znajdziesz tu post)
                                • komandos57 Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? 28.07.04, 23:06
                                  Gość portalu: az napisał(a):

                                  > Dobranoc
                                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                                  Dobranoc kiciu.Czyzbys byl senny?
                            • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 28.07.04, 23:31
                              Mam receptę. Nie wiem czy w pełni dobrą.
                              To co widać woła o zmiany.

                              Moje wymagania nie zahaczają o prawa innych. Social przeciwnie.
                              Zapewne bez kompromisów się nie obejdzie. Ale to co jest teraz oraz istniejący
                              trend wypaczają pojęcia wolności, człowieczeństwa.

                              Ograniczenia chłopa wynikały z "odwiecznego ładu Bożego" oraz bata.
                              Ograniczenia demokratyczne tworzymy na bieżąco, każdy z nas to czyni. Uważam,
                              że niektórzy przesadzają w swym dążeniu do tworzenia ograniczeń, do wymuszania
                              na wszystkich wsparcia wszystkich, w tym beztroskich, nieodpowiedzialnych
                              ludzi. A to sprzężeniem zwrotnym powiększa obszar nieodpowiedzialności, itd.

                              Gdyby babcia miała wąsy...
                              Wolę mówić o wolności jednostki, bo to jest dla mnie dosć jasne, oczywiste.
                              Rozwój duchowy nie ma dla mnie tej jasności. Nie widzę szans na wcielenie
                              Twoich nauk w życie, a jeśli już to kwestia stuleci.
                              Rodziny trzeba ratować. Znów oddaniem ludziom odpowiedzialności za ich los, a
                              nie słowami o duchowości. Kto Cię posłucha jeśli dziećmi zajmie się państwo, a
                              samemu można pohasać na koszt wszystkich?

                              Co to znaczy, że do pierdla się nie wybierasz?
                              Liczysz na cud, czy może posłusznie będziesz realizować wytyczne ogółu?
                              Olewanie przepisów, ich łamanie to prosta droga do więzienia. Wspominałaś o
                              swoim olewactwie, proponowałaś to mnie. Nie rozumiem.

                              • Gość: Moni Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 09:31
                                W pełni zgadzam się z Tobą z tą odpowiedzialnością. Ale niby jak to zrobić,
                                jeśli ludzie nie chcą być odpowiedzialni za siebie? Jak wytłumaczysz
                                antysemicie, że wszystkiemu nie są winni Zydzi, a pijakowi, że zasiłek mu się
                                nie należy? Oni nie chcą tego widzieć. Czym to się różni od mojego postulatu
                                przemiany duchowej? Przecież odpowiedzialność za siebie to właśnie poszukiwanie
                                swojej własnej wolności duchowej! Trzeba ratować rodziny, mówisz. A jak to
                                zrobić bez pokazywania ludziom, że to ich własne ograniczenia niszczą te
                                rodziny? Przecież mąż zdradza żonę, ojcie molestuje córkę a matka uzaleznia
                                syna bez względu na nasze wlasne demokratyczne ograniczenia. I choć w pełni się
                                z Tobą zgadzam, że nie są one narzędziem wolności, a wręcz przeciwnie, to ich
                                rola jest nawet mniejsza niż obciążenia kulturowe i religijne. A to z tego
                                powodu, że są, jak sam zauważasz widoczne gołym okiem, zaś zwłaszcza kltury
                                wogóle nie dostrzegamy (patrz moja rozmowa z Melanie, która apriori zakłada, że
                                ma rację stawiając życie jako najwyższą wartość i nie dostrzegając, iż jest to
                                odkrycie raptem ostatnich dziesiątków lat i dotyczy tylko kultury zachodu)

                                Ale tak czy inaczej, Twój czy mój sposób, to głos wołającego na puszczy... I,
                                według mnie, oba to sprawa wielu pokoleń, chyba, że sądziesz, że odwołanie
                                nakazu zapinania pasów jest więcej warte niż przemiana duchowa jednego
                                człowieka, który dostrzega nagle swoje zniewolenie i np. przestaje pić i znęcać
                                się nad rodziną.
                                Do więzienia się nie wybieram, bo, owszem realizuję wytyczne ogółu. Oczywiście
                                do momentu, kiedy jestem w stanie je przyjąć. Więc płacę podatki jak Bozia
                                przykazała i zapinam pasy, choć nagminnie łamię ograniczenie prędkości i godzę
                                się na mandat. Nie będę 50-tką jechać do Warszawy, choć połowa drogi to teren
                                zabudowany. Gdyby natomiast przepisy godziły w moją wolność, tak że nie
                                mogłabym tego przyjąć, to jestem gotowa na szali położyć własne życie. Ale czy
                                gotowa byłabym poddać się torturom albo poświęcić życie własnych dzieci,
                                zaryzykować bezpieczeństwo rodziny? Dobrze, że nie postawiono mnie przed takim
                                wyborem.
                                Ponadto nie wierzę w recepty. A najbardziej boję się ludzi, którzy są
                                przekonani nie tylko o tym, że ją mają, ale także, że właśnie odkryli,że znają
                                najlepszy sposób na zbawienie świata. cieszę się, że zakładasz, że Twoja
                                recepta nie musi być w pełni dobra, choć pewnie nie chcesz dpouścić myśli, że
                                może być miejscami zła?
                                Apropos - czy ograniczenie prędkości przed szkołą w Pcimiu jest ograniczaniem
                                wolności jesdnostki, czy nie? I do ilu? 15 km/h czy 40?
                                A socjal? Niby jak ogranicza wolność? Twoją jako podatnika? Czy obdarowanego
                                zasiłkiem bezrobotnego?
                                • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 29.07.04, 12:27
                                  Rasiście można (należy) tłumaczyć działanie świata. Ma on prawo do takich czy
                                  innych myśli, ale w czynach (słowach) ma ograniczenie - nie może krzywdzić
                                  innych.

                                  Pijak. To on musi udowodnić, że zasiłek mu się należy.

                                  Rodzina. Nic nie trzeba pokazywać. Po prostu dać ludziom żyć na własny
                                  rachunek. Wtedy sami ludzie dostrzegą wartość takich spraw jak: rodzina, matka,
                                  ojciec, dziecko, wewnętrzne relacje. Teraz dzieci wychowują wszyscy (państwo),
                                  a rodzic może dziecku "naskoczyć".

                                  Spuścizna kulturowa i religijna nie jest złem, obciążeniem. Możliwe są tu
                                  działania odstępcze, grożące co najwyżej czyimś gniewem, wyklęciem.

                                  Życie a wartości inne.
                                  Trudny temat. Ale mogę pogdybać.
                                  Są wartości cenniejsze od życia, godność, honor, życie bliskich.
                                  Cóż warte życie "szmaty"? To wegetacja jedynie w imię życia.

                                  Odwołanie obowiązku zapinania pasów będzie zwrotem w kierunku podmiotowości
                                  człowieka. Przepis ten tyczy milionów. Stawiam to wyżej niż przemianę duchową
                                  jednego człowieka. Dajmy najpierw ludziom wolność, a potem dążmy do przemian
                                  duchowych, a nie na odwrót, najpierw przemiany świadomości, a potem poluzowanie
                                  łańcucha. Nie widzę sensu czy nawet możliwości przemian u bezwolnych ludzi.

                                  Recepty.
                                  Nie mam ambicji zbawiać świata, nadawać kierunek losowi.
                                  Zgłaszam pewne propozycje. Bardzo istotne w każdych warunkach. Każdy człowiek
                                  ma prawo do wolności i jednocześnie ponosi osobistą odpowiedzialność za swoje
                                  działania. W swoim życiu człowiek powinien szukać oparcia w rodzinie, w swoim
                                  najbliższym otoczeniu (znajomi, przyjaciele), a nie być pewnym, że niezależnie
                                  od swoich działań ma zagwarantowaną pomoc wszystkich (państwa).

                                  Ograniczenie prędkości przed szkołami jest potrzebne. Idzie o bezpieczeństwo
                                  dzieci. Konkretna wartość zależna jest od wielu czynników i pozostawiam to do
                                  decyzji specjalistom. Ale warto pomyśleć o takich zabezpieczeniach jak
                                  barierki, bezkolizyjne przejścia, usytuowanie szkół, by tych ograniczeń było
                                  mniej.

                                  Social bije i w podatnika i w odbiorcę. Chcę, by ludzie w większym stopniu niż
                                  teraz korzystali z owoców swojej pracy (mniejsze podatki). Myślę, że pomoc
                                  socjalna powinna być udzielana celowo, w ważnych, koniecznych przypadkach, a
                                  nie wszystkim według listy. Zmiany są konieczne, bo pieniądz społeczny tonie w
                                  urzędach. Zaś (za przeproszeniem) szlag mnie trafia, kiedy słyszę jak ludzie
                                  dokonują kombinacji (np. fikcyjne rozwody), by sięgnąć po ten wspólny nasz
                                  pieniądz. Czuję się wtedy okradziony.
                                • Gość: BAA Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 29.07.04, 19:46
                                  Wolnym się jest na tyle ile samemu sobie pozwalamy na tę wolność. I nie ma tu
                                  nic do rzeczy prawo stanowione przez państwo. Dlatego uważam, że zastanawianie
                                  się czy socjal, czy ograniczenie prędkości jest ograniczeniem wolności
                                  człowieka czy więcej warte wyzwolenie się jednego człowieka od odwołania nakazu
                                  zapinania pasów to akademicka dyskusja. Czym innym jest wolność człowieka a
                                  czym innym sposób organizacji Państwa. I choćby Państwo swoim prawodawstwem
                                  chciało przymusić człowieka do czegoś, to można wykonując te czynności (o ile
                                  nie jest to sprzeczne z sumieniem) być nadal wolnym. Dla mnie doskonałym
                                  przykładem takiej wolności był Jacek Kuroń.
                                  Według mnie na wolność składa się dwie rzeczy. Co innego jest postępować samemu
                                  w wolności a co innego (i jest to chyba wyższa szkoła jazdy) zaakceptować
                                  wolność drugiego człowieka.
                                  Co znaczy zaakceptować wolność drugiego człowieka. To znaczy pozwolić mu być
                                  takim jakim jest (= miłość). I tu w mojej ocenie ludzie, którzy najwięcej mówią
                                  o wolności najwięcej grzeszą. Mam świadomość, że nie danie wolności drugiemu
                                  może wynikać z wielu różnych czynników. Najczęściej nie jest powodowane złą
                                  wolą, ale urazami czy brakiem wychowania do wolności wyniesionymi z domu. Nie
                                  zmienia to postaci, że tu ograniczamy drugiego człowieka. I nie ma to nic
                                  wspólnego z nakazem zapinania pasów.
                                  Czasami słyszę, że jedynie miłość rodziców jest bezinteresowna. Wynika z tego,
                                  że tylko rodzice (niestety wielu znanych mi rodziców, w tym i mnie, to nie
                                  dotyczy) są wstanie obdarzyć dzieci wolnością. Choć sam tego nie umiem, to
                                  jednak wewnętrznie się z tym nie zgadzam.
                                  Wierzę, że również miłość między ludźmi (choćby w małżeństwie) może być
                                  bezinteresowna. Że można z kimś żyć dlatego, że się chce z nim żyć. I nie
                                  trzeba zadawać sobie pytań typu: dlaczego ? co ja z tego związku mam ? Jeśli
                                  takie pytanie sobie zadajemy to znaczy, że nie dajemy sobie, a przede wszystkim
                                  drugiej osobie wolności. Bo jeśli związek ma czemuś służyć to druga osoba musi
                                  spełniać jakieś oczekiwania a to już nie jest wolność.
                                  Nie oznacza to, że związek nie może zaspokajać potrzeb osób związanych.
                                  Ale tu widzę pewien problem. Jak podejść do problemu wolności jeśli w rok po
                                  ślubie jedno z małżonków, natchnione „religijnie” postanowi żyć w białym
                                  małżeństwie. Nie chodzi mi o tę osobę, która podjęła decyzję. Jak ma postąpić
                                  druga ? Jak dać wolność drugiemu skoro jest się oszukanym. Myślę, że wiem ale
                                  chyba sam nie potrafiłbym.
                                  Pozdrawiam
                                  • Gość: Moni Dla Aza i BAA IP: *.telprojekt.pl 29.07.04, 20:28
                                    BAA......ardzo się Ciszę z Twojego postu. Własnie miałam się całkowicie poddać
                                    w dyskusji z Azem, bo już mi brakło argumentów. Cieszę się, że myślisz tak samo
                                    jak ja. Choć Melanie zakładając ten wątek wcale nie miała na myśli tak pojętej
                                    wolności. Nie mogę nic więcej dodać ponadto, co powiedziałam we wcześniejszych
                                    postach, i poza podpisaniem się pod Twoim.
                                    AZie! Wyczuwam w Tobie jakąś sprzeczność. Z jednej strony absolutnie pewna
                                    jestem swoich racji, co do wolności wewnętrznej jako jedynej prawdziwej i
                                    możliwej. Z dugiej poruszane przez Ciebie tematy dotyczą realnego życia nas
                                    wszystkich na co dzień i wymagają naszych decyzji. Stoję na stanowisku, że
                                    wybory te dobre mogą być wyłączie, jeśli dokonuje ich człowiek wolny, który ma
                                    dostęp do Źródła (miłości, Boga, fundamentu Wszechświata - każdy ma własną
                                    nazwę). Mój dylemat z Tobą dotyczył próby zrozumienia, czy masz ten dostęp tak
                                    łatwy, że nawet go nie zauważasz i dlatego skupiasz się na czynnikach
                                    zewnętrznych, czy też masz jakiś problem z "łańcuchami". Twoje wywody były
                                    bardzo racjonalne i dużo w nich słuszności. Wciąż niepokoi mnie jednak Twoja
                                    uparta dyskusja tylko w zakresie tychże zewnętrznych ograniczeń. Wogóle nie
                                    odniosłeś się praktycznie do tego, co tak obszernie pisałam na temat
                                    zniewolenia wewnętrznego. Mam wrażenie, że nawet nie próbujesz się nad tym
                                    zastanowić, tylko apriori odrzucasz, jako niezgodne z Twoimi zapatrywaniami.
                                    Przyznam, że aż się dziwię, że piszesz na tym forum. Czy jesteś psychologiem i
                                    co wiesz o warunkowaniu? Kultura sama w sobie niewolić może bardzo spróbuj
                                    porównać postawy życiowe ludzi z różnych epok i kultur. W Japonii do dziś honor
                                    jest najważniejszy, a samobójstwo jest jednym z jego objawów (por. rozmowę z
                                    Melanie na temat komandosa z honorem - jeśli odnalazłeś jak prosiłam). Więcej
                                    już nic nie mogę chyba powiedzieć, nie ma tu miejsca na obszerniejsze dyskusje.
                                    I jeszcze jedno - znalazłam dziś jeszcze w tym bałaganie na pulpicie Twój
                                    wczorajsz post na temat mojego uczestnictwa w wątku o dupie Maryni.
                                    Wyjaśniam. Moje żarty nie dotyczyły nikogo osobiście. Były tylko odreagowaniem
                                    permanentnych kłopotów ze zdradami - to forum przypomina czasem kiepską
                                    poradnię małżeńską... I choć rozumiem każdą z Tych zranionych osób, w sumie
                                    chwilami w swej tragedii i niedojrzałości staje się to wszystko śmieszne.
                                    Nie wiem czy czytałeś do końca ten wątek, ale odmówiłam uczestnictwa, gdy
                                    posypały się obelgi pod konkretnym adreses. Ostatecznie Marusia stwierdiła, że
                                    stałeś się tam bohaterem romantycznym... A ona sama wbrew pozorom, choć ostre i
                                    wulgarne ma często celne obserwacje, nie jest taka czarna i wprowadza tu świeży
                                    powiew. Inaczej wszyscy by tu sliśli. Pozdrawiam. Moni
                                    • Gość: az Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 29.07.04, 22:33
                                      Wolność wewnętrzna (zniewolenie wewnętrzne).
                                      Toć to nie podlega dyskusji. Człowiek jest panem swoich myśli. Nawet będąc w
                                      łańcuchach.
                                      Chcę mówić o możliwości życia wedle własnych pomysłów, na swój koszt. Tu widzę
                                      zbędne ograniczenia. I ich się czepiam.
                                      Jak pisze BAA - pozwólmy ludziom być takimi jakimi są. Niech człowiek realizuje
                                      się, swoje życie, na swój sposób. Żądajmy jedynie od niego, by nie krzywdził
                                      innych, obcych mu ludzi.

                                      Psychologiem nie jestem. Piszę na tym forum, bo... piszę na tym forum.
                                      Przyglądam się ludziom, ich myślom i działaniom. Bardziej teraz rozumiem
                                      dlaczego są takie a nie inne wyniki sondaży czy wyborów.

                                      Co mi do kultury innych, np. Japonii?
                                      Ich kraj, ich kultura, ich życie, ich pieniądze.

                                      Forum Psychologia jest zwykłym miejscem, jakich wiele w internecie. Towarzyskie
                                      pitu-pitu. Z całym bogactwem wulgaryzmów i kopniaków. Jest też miejscem, do
                                      którego udają się po poradę, czy choćby rozmowę, osoby w dołku, z jakimś
                                      problemem, najczęściej "zdradzieckim".
                                      Ale na tym forum można czasem ciekawie i poważnie porozmawiać. Tak traktuję np.
                                      naszą rozmowę.

                                      Mam swoje zdanie o stałych uczestnikach tego forum. Nie o wszystkich jednakowe.
                                      Ale nie zgadzam się, że Marusia jest tutaj świeżym powiewem. Powiew może i
                                      jest, ale zalatuje odorem.

                                      Pozostaję ze swoim krytycznym stosunkiem do Twojego udziału w wątku o Marynie.
                                      Ale rozumiem, że zachowałaś tam swoją wolność wewnętrzną, a tamtejsze wyzwiska
                                      pod moim adresem powinienem potraktować z pełnią swojej wolności wewnętrznej,
                                      czyli jak kiedyś rzekłaś - olać. Pewnie dziwisz się dlaczego poruszyłem tę
                                      sprawę. Przecież tam nic się nie stało. Wróćmy spokojnie do rozważań o Źródle,
                                      o miłości, o duszy i uczuciach, o dobru i źle. Prowadź Moni... (ja zostaję)
                                      • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 11:23
                                        No, to Ci w takim układzie zazdroszczę, bo wygląda na to, że jesteś szczęśliwym
                                        posiadaczem atrybutów wolności wewnętrznej. Dla mnie, zanim zacznę dyskutować
                                        na temat zewnętrznych czynników, istotne było wyjaśnienie powyższej kwestii. A
                                        to dlatego, że zgodnie z moim doświadczeniem, większość ludzi skupia się na
                                        naprawianiu świata, a nie siebie. A ta droga prowadzi do tego, co jest (vide
                                        wojny, dyktatury, Radia Maryja i pogromy). Teraz mogę zastanawiać się nad
                                        pasami i rozwiązaniami problemów zewnętrznych. NIe wiem tylko, czy wystarczy na
                                        to miejsca. W każdym razie, co do samych pasów, to z jednej strony z Tobą się
                                        zgadzam. Z drugej - nigdy nie nauczyłabym się ich zapinać, gdyby nie przepis.
                                        Wcale po prostu o tym nie myślałam, a dzieciaki (wtedy jeszcze nie swoje, ale
                                        też ważne) woziłam na leżąco i warswowo z tyłu. A może bym zauważyła problem -
                                        teraz troszki więcej samochodów? W każdym razie sam przepis spowodował
                                        wywołanie we mnie problemu i konieczność ustosunkowania się doń. Nie jest to
                                        dla mnie przejawem ograniczenia mojej wolnośći, a przejawem działania ludzi,
                                        którzy właśnie chcą mi coś przekazać. Jeśli będzie tego zbyt dużo-
                                        zaprotestuję. Choć może może masz rację, że już za dużo? Rzeczywiście prawo
                                        coraz bardziej chce regulować i wkraczać we wszystkie dziedziny życia. Choć
                                        nasz kraj jeszcze nie przoduje, całe szczęście. Jeśli natomiast jesteśmy za
                                        lberalnymi rozwiązaniami (sama też należę do tej wyklętej grupy społecznej), to
                                        ciąży na nas (tym, którzy teij wolności żądają) olbrzym,ia odpowiedzialność za
                                        ludzi zniewolonych wewnętrznie do pomocy im w doskonaleniu wolności duchowej. A
                                        to dlatego, że większość jest bardzo przestraszona tą wolnością. To pewnie
                                        źródło tychże ograniczeń i takiej krytyki liberałów zarówno światopoglądowych
                                        jak i gospodarczych. Ludziom po prostu trzeba pomagać brać odpowiedzialność z a
                                        siebie, bo tego nie potrafią.

                                        Co do kultury innych - dla mnie jest ona bazą do rozważań wpływu własnej
                                        kultury na naszą wolność wewnętrzną. Uwaga była odpowiedzią na Twoje zdanie, że
                                        kultura nie jest źćródłem zniewolenia. Nie wiem ile masz lat. Ja swoją wczesną
                                        młodość przeżyłam uczestnicząc w świecie pełnym ideałów walki z komnizmem,
                                        potem doświadczyłam wielkich zmian. Doświadczyłam przez w sumie niedługi okres
                                        życia totalnej zmiany mentalności. Wtedy zauważyłam, że zmiany świata
                                        wartości, również moich własnych mają źródło zewnętrzne - w przemianch
                                        społecznych, kulturowych i gospodarczych. Marks miał rację: byt kształtuje
                                        świadomość! A ja przeżyłam, to na własnej skórze. Dzięki temu, że tego
                                        wszystkiego doświadczyłam, odkyłam, że ludzie okresu romantycznego czy Młodej
                                        Polski nie pisali swych dzieł, ot tak. One były przejawem świata ich wartosci
                                        istotną treścią ich życia. Trzeba być głęboko wyzwolonym człowiekiem, żeby z
                                        boku spojrzeć na uwarunkowania i pułapki swoich czasów. Dopiero z takiej
                                        perspektywy można próbować zmieniać świat.
                                        • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 13:18
                                          Naprawianie świata.
                                          Dziwię się, że musiałaś wybadać i w końcu poznać moje zdanie o wolności
                                          wewnętrznej. W rzeczy samej warto to wiedzieć o innych. Ale zdziwienie moje
                                          bierze się z faktu, że dopiero po rozpoznaniu zagadnienia mojej wolności
                                          wewnętrznej gotowa jesteś spojrzeć na problem pasów. Dla mnie nie ma
                                          zasadniczego znaczenia to kim jest mówca. Słucham co mówi. Jeśli nadaje ważne
                                          treści, to przyglądam się tym treściom, a nie osobie nadawczej. Przykładowo z
                                          większą uwagą i powagą potraktuję słowa bandyty na temat zbędności obowiązku
                                          zapinania pasów, niż słowa tzw. autorytetu moralnego na temat zakazu
                                          wychodzenia z domu w dni mroźne (bo ślisko).

                                          Piszesz "działania ludzi, którzy właśnie chcą mi coś przekazać".
                                          Naprawdę jesteś tak mało pojętna, że przekaz ten trzeba wyrazić nakazem?

                                          Kiedy będzie tego zbyt dużo? Hm, to już mocno osobiste podejście. Jak widzisz
                                          ja już uważam, że jest zbyt dużo.

                                          Nie poczuwam się do odpowiedzialności za pomoc ludziom w doskonaleniu ich
                                          wolności wewnętrznej. Nie odżegnuję się od tego, ale nie postrzegam tego tak
                                          jak Ty, jako ciążące na mnie brzemię.
                                          Pewnie, że ludzie boją się wolności. A będą jeszcze bardziej się bać z biegiem
                                          lat. Myślę, że należy krok za krokiem oddawać ludziom zagrabioną im wolność
                                          (prawda, ich własnymi rękami).

                                          Nie wiem jak rozumieć wpływ kultury na wolność wewnętrzną. Myślę, że był okres
                                          kiedy większość chłopów pańszczyźnianych była wolna, bo taką widzieli
                                          konstrukcję świata.

                                          Za komuny ludzie też byli wolni. Były natomiast ograniczenia zewnętrzne. I te
                                          ograniczenia usunęliśmy. Teraz sami tworzymy własne.

                                          Z tym Marksem to sobie myślę, że obie zasady są prawdziwe. Z pewnością
                                          świadomość kształtuje byt, ale trudno o wzniosłą świadomość w marnym bycie.
                                          • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 15:13
                                            Ciężko dyskutuje się na kilka frontów? Czy czytasz moje posty w związku z
                                            wypowiedziami innych? To i stotne, bo nie wiem czy się mam powtarzać. Cz coś,
                                            co dla mnie jest ważne przypadkiem Ci umknęło. Czy celowo nie czytasz - wtedy
                                            muszę przytoczyć całość od nowa. Teraz chętnie odwołałabym się do przytoczonego
                                            wcześniej jaskiniowca i dżdżownicy.

                                            Co do poznania Twojego zdania na temat wolności wewn.
                                            Owszem, chciałam poznać to zdanie, bo jak powiedziałam widzę dwa rodzaje
                                            sposoby zmiany świata:
                                            -jeden wynikający z wewnętrznego oświecenia, zrozumienia zasad kosmosu - że u
                                            jego podstaw leży coś (z reguły atosuje się tu koszmarnie górnolotne frazesy)
                                            co ja nazywam Miłością. Wtedy nie ma dla świata i ludzi zagrożenia
                                            -drugi, który jest ucieczką przed Miłością i dzieje się pod dyktando lęków
                                            nabytych najczęściej w dziciństwie (patrz: córka moich znajomych, która BOI się
                                            nie walczyć z granicą, psychopata, który lęka się swojej słabości czy ofiara
                                            przerażona możliwością poczucia swojej siły). Ten jest źródłem zła.
                                            Dlatego nie całkiem jest istotne co stworzy dla Ciebie zewnętrzne ograniczenia -
                                            tylko jakie jest ich źródło.

                                            Pojętna bywam i nie. Inteligentna też. Bywam głupia, niespostrzegawcza,
                                            nieuważna. I choć nie zawsze umiem to akceptować, staram się by moją niewolą
                                            nie była konieczność sprostania wszystkim wyzwaniom tego świata.

                                            Każde Oświecenie prowadzi do odpowiedzialności za innych ludzi, za ich wolność.
                                            Tylko znów nie jest to niewola, ale głęboka miłość do innych.

                                            Reszta potem. Moni

                                            • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 16:15
                                              Czytam wszystko w tym wątku. Jeśli coś uznajesz za ważne, powtórz.

                                              Podane przez Ciebie dwa sposoby zmiany świata nie trafiają do mnie. Są zbyt
                                              ogólne.

                                              Wolę konkret. A tym na dziś jest człowiek, jego wolność. Tu widzę konieczność
                                              działań. Mowy o Miłości, Jedności możemy wieść równolegle, ale nie zamiast
                                              określenia swojego widzenia obecnej sytuacji i podjęcia kroków zaradczych już
                                              dziś.

                                              Liczba moich rozmówców powoduje, że gubię się powoli w ich stosunku do pasów.
                                              Ale zdaje się, nikt jeszcze nie poparł w pełni mojego stanowiska. Większość
                                              kluczy. Część stara się podać racjonalne jego uzasadnienie, część umyka z
                                              odpowiedzią w obszary rozważań o wolności wewnętrznej czy o Wszechświecie.

                                              Nikt nie jest doskonały.
                                              Czy przepis ten pomaga Ci sprostać wyzwaniom życia?
                                              Może jeszcze jakichś nakazów potrzebujesz, by lepiej, pełniej sprostać tym
                                              wyzwaniom?

                                              Czy odpowiedzialność za ludzi, za ich wolność, może być usprawiedliwieniem dla
                                              ograniczania ich wolności? Nie.
                                              Czy głęboka miłość może być takim usprawiedliwieniem? Nie.
                                              • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.telprojekt.pl 30.07.04, 17:14
                                                Najpierw skończę swą przerwaną myśl. Otóż odpowiedzianośc wynikająca z miłości
                                                i głębokiego zrozumienia przyczyn działania innych ludzi nie jest żadnym
                                                brzemieniem ani musem. Po odkryciu wolności staje się po prostu pragnieniem. Po
                                                prostu - jeśli doświadczasz czegoś wspaniałego to chcesz się tym dzielić.
                                                Dlatego praktycznie wszyscy mistycy nauczali. To czy konkretna jednostka
                                                skorzysta ze wskazówek i pomocy, leży już tylko w gestii jej woli.

                                                Podane przeze mnie dwa sposoby widzenia świata są podziałem nie moim. To jet
                                                kwintesencja rozróżniania dobra i zła. Do tego to wątku nawiązałam, swoje
                                                stanowisko wyjaśniłam w rozmowie z Gościem Gazety. Tam też doszliśmy w tej
                                                materii do konsensusu.
                                                Mówię o tym, bo absolutnie nie jestem w stanie rozmawiać o wolności w aspektach
                                                prawnych i jeszcze inszych bez dotarcia do owego Źródła. I nie jest
                                                to "umykanie w obszary rozważań o wolności wewnętrznej". Załóżmy na moment
                                                utopię - społeczeństwo ludzi wolnych duchowo. Czy wtedy potrzebne byłyby
                                                jakiekolwiek ustalenia prawne? Wszyscy czerpaliby wiedzę o tym co dobre i złe z
                                                własnej wolności, doświadczali by miłości i nie trzeba byłoby niczego zakazywać
                                                i nakazywać, stąd problem pasów by nie istniał.

                                                Idąc dalej tym tropem możemy powiedzieć, że tak jak się wciąż upierasz - nie
                                                mamy prawa ograniczać wolności innych. Tylko niby dlaczego Ty chcesz jednak
                                                decydować wogóle o jakichś ograniczeniach - np. nt. palaczy?
                                                Dlaczego to Ty masz mieć w tym ograniczaniu rację? Dlaczego zabraniać wjazdu
                                                pod prąd, wypalania traw?
                                                Wielu z nas jest wierzącymi, ale mało kto w swej wyrozumiałości daje prawo
                                                innym do czynienia zła. A sam Chrystus powiedział "nadstaw drugi policzek".
                                                Dlaczego?! A to dlatego, że jak sam twierdzisz, głęboka miłośc nie prowadzi do
                                                ograniczania wolności drugiego człowieka. Człowiek, który sięgnął do źródeł,
                                                poznał Miłość i jest w stanie kochać, szanować a przede wszystkim ROZUMIEĆ
                                                każdego innego człowieka jest w stanie dać mu taką wolność, że może tylko
                                                wskazywać mu jego zniewolenie, ale nigdy nie stanie na drodze temu człowiekowi
                                                (musiałby go skrzywdzić, a tego nie chce). Tu polecam pamięci film "Misja",
                                                który zapewne widzałeś. Postawa którego bohatera jest dla Ciebie postawą
                                                wolności? Dlatego w pierwszych wiekach chrześcijaństwo miało taką moc. W
                                                rzeczywistości ludzie czyniący zło są bowiem w wielkiej rozpaczy. Dzięki takiej
                                                postawie ich czyny nie dadzą im satysfakcji i poprowadzą ich samych do wolności.
                                                • goscgazety1 Dla AZ, Moni i BAA 30.07.04, 20:10
                                                  Da AZ
                                                  Moj drogi az, w tym poscie mylisz sie wiele razy jezeli chodzi o moje
                                                  postrzeganie swiata, człowieka i istoty wolnosci. Mam prosbę, odpowiedz mi,
                                                  jezeli w ogole widzisz sens tego, na kilka pytań. Niekoniecznie teraz, mozesz
                                                  to uczynic za kilka dni, tygodni, by się nie gubić w wielosci wypowiedzi. To
                                                  nam moze w bardzo istotny sposób pomoc w dojsciu do meritum sprawy.
                                                  - Kim jest dla Ciebie w ogole człowiek ?(tylko nie redukuj wypowiedzi do
                                                  stwierdzenia ,ze jest podmiotem)
                                                  - Czym jest dal Ciebie umysł, dusza - czy w ogole wierzysz w cos takiego, jak
                                                  dusza? Jakie są cechy tych aspektów człowieka
                                                  - Czy podzielasz poglad zniewolenia wewnętrznego ,jezeli tak, to w jakim
                                                  aspekcie i co ewentulanie jest zródłem tego?
                                                  - Czym jest miłosc, jakie sa cechy miłosci?
                                                  - czym jest strach, jakie sa cechy strachu?
                                                  Moje rozumowanie wiekszosc tych zagadnien znasz juz ;).
                                                  Bardzo dziekuje za piekną postawe - Twoje przeprosiny.

                                                  Do Moni i BAA , z odpowiedzia na pytanie tyczace strachu chciałbym sie
                                                  wstrzymać na pewien czas, by sie nie powtarzac.

                                                  Pozdrawiam serdecznie , miłego wypoczynku
                                                  • melanie Do wszystkich, ktorzy zechcieli 30.07.04, 20:52
                                                    zabrac glos w dyskusji.
                                                    Mysle, ze jako gospodyni watku wolno mi bedzie podziekowac tak licznym gosciom
                                                    za wasze wypowiedzi. Wolno niech mi bedzie rowniez, jako ze zakladajac watek
                                                    postawilam pewien problem, rowniez dokonac niejako oceny wypowiedzi pod
                                                    wzgledem merytorycznym. Otoz najblizej zagadnienia (bo tak jakos poszla
                                                    dyskusja na roznych plaszczyznach i rozne problemy niejako przy okazji zostaly
                                                    poruszone) byl gosc gazety, chociaz za minus mozna uwazac zbyt obszerna tresc,
                                                    co moze utrudniac dyskusje, najblizej rowniez jest mojego pojmowania problemu
                                                    oraz mojego punktu widzenia, oraz Az, chociaz paradoksalnie caly czas sie
                                                    spieracie.
                                                  • Gość: az Re: Dla gościagazety1 IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 22:08
                                                    Być może coś niesłusznie o Tobie myślę i piszę. Z pewnością nie wynika to z
                                                    mojej złej woli. Może wynika to z moich ułomności, może to Twoja (Twojego
                                                    pisania) po części wina. Prostuj mnie. Albo podeprę swoje zdanie odpowiednią
                                                    motywacją, albo, jak poprzednio, przeproszę za nadinterpretacje.

                                                    Człowiek jest istotą żywą. Jak każdej takiej istocie należy mu się wolność,
                                                    godne traktowanie. Człowiek nosi w sobie jakiś pierwiastek duchowy. Nie wiem co
                                                    to takiego. Nie wiem jakie powiązania łączą ten jego pierwiastek duchowy z
                                                    takimi samymi u innych ludzi.

                                                    Na resztę pytań nie odpowiem. Zbyt trudne to dla mnie pytania.
                                                • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 21:54
                                                  Co innego dzielenie się swoim wspaniałym doświadczeniem, co innego nadmiarowy
                                                  przymus.

                                                  Nie rozumiem jak ma się "kwintesencja rozróżniania dobra i zła" do poruszanego
                                                  tu problemu zbytecznych nakazów, w tym w szczególnosci do pasów.

                                                  Nie wiem co to takiego "społeczeństwo ludzi wolnych duchowo". Rozumiem, że
                                                  jakichś aniołów. Dodatkowo takich co nie potrzebują jeść czy spać, karmić,
                                                  wychowywać swoje pociechy. No, nie rozumiem. To nie przemawia do mnie. Wygląda
                                                  jakoś nieludzko. Może kiedyś będziemy aniołami czy biorobotami. Dziś chcę mówić
                                                  o ludziach, o ich życiu, o ich pasjach, o ich wolności, o ich odpowiedzialności.

                                                  Jestem jednym z ostatnich, którzy poprą jakieś ograniczenia. Jednak i w tych
                                                  przypadkach jedyną przyczyną takich ograniczeń może być wolność innych ludzi, w
                                                  tym np. ich bezpieczeństwo. Jazda pod prąd jest zagrożeniem dla innych. To, że
                                                  nie zapnę pasów, nie stwarza takiego zagrożenia.

                                                  Wolę sprawiedliwość niż "drugi policzek".
                                                  Boję się tych Twoich myśli.
                                                  Zrozumieć drugiego człowieka, wybaczyć mu, tak. Ale nie można zapominać o swoim
                                                  życiu i życiu swoich najbliższych, nie można lekceważyć zagrożeń. Za winą
                                                  powinna iść kara. Ludzie muszą mieć świadomość, że inni ludzie są wolni, że zło
                                                  im wyrządzane będzie karane. Tak to wygląda na dziś. Dziś potrzebujemy recept.
                                                  Rozmowy o Miłości nie mogą być zamiast. Nie neguję ich, ale obawiam się, że
                                                  przechodzą obojętnie obok wyzwań obecnej rzeczywistości.

                                                  Swoją drogą, jak rozumiesz sprawiedliwość?

                                                  Nic nie wiem o filmie "Misja".
                                                  • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.telprojekt.pl 30.07.04, 22:35
                                                    No cóż, Az. Ewidentnie rozmijamy się w rozumieniu pewnych pojęć. Przerasta mnie
                                                    dyskusja o pasach. Najbliższe temu co myślę i z czym próbuję się z Tobą
                                                    podzielić, to to co pisze BAA. Wszystko to, co przytoczyłam służyło próbie
                                                    przybliżenia Ci takiego rozumienia świata. Mam wrażenie, że wybierasz z moich
                                                    wypowiedzi pewne wcale nie najistotniejsze wątki i je rozpracowujesz nie
                                                    próbując mnie zrozumieć.
                                                    Dla mnie nie da się oddzielić wolności od miłości, gdyż ona jest przejawem tej
                                                    wolnosci.
                                                    Możesz walczyć o pasy i inne drobiazgi całe zycie, ale nigdy nie pozbędziesz
                                                    się tych łańcuchów. W miejsce jednych wyrwanych rosną następne. "Wyrwij murom
                                                    zęby krat...". Kiedy 20 lat temu Kaczmarski na zakończenie śpiewał "a mury
                                                    rosły, rosły, rosły łańcuch kołysał się u nóg" ludzie nie chcieli tego
                                                    usłyszeć. Powtarzając później tą pieśń albo pomijali ten refren, albo śpiewali
                                                    własną wersję: "nie, nie, nie nadszedł jescze czas..., lecz trzeba wierzyć..."
                                                    Czas pokazał, że Kaczmarski miał rację, a w miejsce zburzonych murów wyrósł mur
                                                    demokratyczny, z którym teraz walczysz Ty.
                                                    Walcz jeśli taka wola. Kaczmarski też, tak jak inni walczył z komunizmem. Zyczę
                                                    Ci właśnie takiej walki jaką podejmował on, z jego świadomością i refleksją. Bo
                                                    można sprawę pasów rozwiązywać tak jak on, albo tak jak rozwiązuje problemy
                                                    Ojciec Rydzyk. I nie mówię tu o poglądach, a o sposobie dążenia do tego w co
                                                    się wierzy. Nawiasem mówiąc, miom zdaniem o wiele groźniejszym zagrożeniem
                                                    wolności jest właśnie Rydzyk niż Twoje pasy. On zniewala ludziom dusze i pod
                                                    presją tych zniewolonych może stać się dużo więcej złego, niż przy nawet
                                                    najbardziej restrykcyjnych przepisach drogowych.

                                                    Cieszę się, że się boisz moich myśli na ten temat. A teraz porównaj tytuł tego
                                                    wątku z tym, co powiedziałeś. Pozdrawiam i życzę zrozumienia własnego lęku...

                                                    P.S. Pewnie Cię rozbawię - sprawiedliwości też nie da się rozpatrywać bez
                                                    miłości. Nasz kochany Bog jest sprawiedliwy i miłosierny. No niby sprawiedliwie
                                                    karze, a jakoś umierający złoczyńca idzie do nieba? Dlaczego? Bo nie chodzi o
                                                    to by było "za karę", tylko by ten, co dopuścił się zła zobaczył i zrozumiał co
                                                    uczynił - czyli uzyskał wolność. Jeśli matka karze dziecko z irytacją i nie
                                                    tłumacząc niczego nie osiąga oprócz przekazania informacj, że dziecko jest złe.
                                                    Jeśli zaś ukarzesz dzieco dokładnie w ten sam sposób, lecz z szacunkiem i
                                                    wyjawieniem powodów, lub nawet odstąpisz kary masz praktycznie gwarancję, że
                                                    dziecko zrozumie swój czyn i odstąpi od niego. Kluczem jest bowiem miłość, nie
                                                    czyn. I jeszcze jesden przykład. Wiesz co jest najistotniejszym elementem
                                                    terapii gwałacicieli? Otóż w momencie, kiedy dotrze do nich, że skrzywdzili,
                                                    masz ok 90-ciu kilku procent gwarancji, że niegdy więcej tego nie zrobią.

                                                    Wiesz co? Dzięki Tobie zaczynam odkrywać jaka cholernie mądra jest ta nasza
                                                    chrześcijańska wiara. Sama nie wiedziałam, że jestem aż tak wierząca...
                                                  • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 31.07.04, 00:40
                                                    Widzę, że się rozmijamy.
                                                    Ja mówię o człowieku dzisiejszym, o jego powolnym zanikaniu w przestrzeni
                                                    nakazów i zakazów. Człowiek jako jednostka zanika. Społeczeństwa (państwa)
                                                    przejmują niektóre z jego zadań, regulują jego życie licznymi przepisami.
                                                    Najgorsze jest to, że takie działania pozbawiają człowieka zaradności. Opieka
                                                    państwa zabija w ludziach naturalną odpowiedzialność. Człowiek nie myśli za
                                                    wiele, nie planuje, nie zabezpiecza się. W nosie ma rodzinę, dobre stosunki z
                                                    innymi ludźmi. Postępuje jak automat wedle ustalonych procedur. Gorzej,
                                                    człowiek może sobie pozwolić na nieodpowiedzialne głupstwa, bo wie, że w razie
                                                    czego może liczyć na pomoc odgórną. Co niektórzy nawet złodziejsko czerpią z
                                                    tej wspólnej opieki.

                                                    Nie wiem co to takiego Miłość, o której mówisz. Nie uważam, by każdemu
                                                    człowiekowi należała się miłość innych. Natomiast jestem przekonany, że
                                                    koniecznym atrybutem człowieczeństwa jest wolność jednostki. Uznanie tej
                                                    wolności, to uznanie podmiotowości drugiego człowieka i jego praw.

                                                    Jeśli dostrzegasz w moich poglądach jedynie starania o pasy i inne drobiazgi,
                                                    to mylisz się wielce. Wielokrotnie pisałem o swoim widzeniu świata. Powtórzyłem
                                                    to w tutejszym pierwszym akapicie.

                                                    Wiem skąd biorą się mury. Kto je stawia. Mam tu na myśli naturalne wygodnictwo
                                                    człowieka. Niechęć do wysiłku. Chęć zabezpieczenia się kosztem innych. Ponadto
                                                    nadopiekuńczość wobec innych. Miłość do innych odbierająca ludziom możliwość
                                                    popełnienia błędu.

                                                    Nie podejmuję się rozmawiać o o.Rydzyku. Chcę mówić o prawnym i przesadnym
                                                    ograniczaniu ludzkiej wolności, a nie o słownym i dobrowolnym w odbiorze,
                                                    nazwijmy to, nauczaniu. Wolność po mojemu to także wybór tego, kogo chcemy
                                                    słuchać.

                                                    Ciekawe wnioski wyciągasz z mojego bania się Twoich myśli. Jeszcze chwila, a
                                                    uwierzę, że wszystko jest cacy, a jedynie moje lęki widzą coś złego w pasach i
                                                    temu podobnych sprawach. Podejrzewam, że mój strach np. przed wepchnięciem mnie
                                                    do klatki z jadowitymi wężami, wytłumaczysz moim trudnym dzieciństwem czy czymś
                                                    podobnym.

                                                    Nie wiem gdzie ludzie idą po śmierci.
                                                    Mam prawo bronić swego życia i swojej wolności. Nie wykluczam działań
                                                    edukacyjnych wobec złoczyńców.
                                                    Nie pojmuję, jak można z jednej strony starać się o przywrócenie wolności
                                                    złoczyńcy, a z drugiej strony sadzać przyzwoitego człowieka w łańcuchu pasów
                                                    samochodowych (lub też traktować skargę tego człowieka z obojętnością).

                                                    Trochę rozumiem Twoją teorię. Widzę Twoją głęboką wiarę w nią. Wierzę w Twoje
                                                    dobre intencje. Życzę powodzenia w realizacji szczytnych celów. Gdybyś mogła
                                                    nakreślić działania temu służące, byłbym wdzięczny.
                                                    Ja pozostaję przy swoim. Wierzę w człowieka. Nie godzę się na odbieranie
                                                    ludziom ich prawa do samostanowienia o sobie. Wiem, że konieczne są pewne
                                                    regulacje we wzajemnym współżyciu ludzi. Jednak postuluję ich minimalizację.
                                                    Obowiązek zapinania pasów w samochodach podaję w tutejszych rozmowach jedynie
                                                    jako przykład nadmiernego ograniczania praw człowieka.
                                                  • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.telprojekt.pl 31.07.04, 13:26
                                                    No to sporządziliśmy protokół rozbieżności. Na pewno Toje rozumienie wolności
                                                    jest bliższe autorce wątku i o tym chciała dyskutować. Ja nie. Dla mnie owszem -
                                                    źródłem lęków (za wyjątkiem tego o życie, a taki ma miejsce w klatce z wężami)
                                                    są zdarzenia z naszej przeszłości. Jesteśmy, jako dorosłe jednostki
                                                    zdeterminowane do pewnych działań, których wyuczyliśmy się w dzieciństwie.
                                                    Wolność rozumiem jako głębokie zrozumienie (dotyczące zarówno intelektu i
                                                    uczuć) swoich uwikłań i umiejętność przekroczenia ich i świadomego wyboru nie
                                                    obciążonego już wdrukowanymi zachowaniami. To prowadzi też do zrozumenia
                                                    uwikłań innych i wielkiego szacunku dla drugiego człowieka. A że przypadkiem
                                                    zgadzam się, że źródłem zniewolenia jest strach, to tak go zinterpretowałam w
                                                    Twim przypadku. I nie wiem czego się boisz, a Ty wiesz?

                                                    Co do działań, to juz powiedziałam. Chcę znależć swoją głęboką wolność
                                                    wewnętrzną i się nią dzielić z innymi. Tyle ile juz mam, tylę ofiarowuję.

                                                    A o kwestii rozwiązań prawnych mogę dyskutować, ale nie w aspekcie wolności.
                                                    Formalnie zgadzam się z Tobą co do teorii państwa opiekuńczego oraz braku
                                                    umiejętności brania za siebie odpowiedzialności przez obywateli. Ale prawo
                                                    stanowią ludzie zniewoleni własnym strachem przed odpowiedzialnością za własne
                                                    życie. Jeśli tego nie dostrzeżesz i nie będziesz próbował pomóc im dostrzec
                                                    tego zniewolenia, niczego nie osiągniesz zmianą przepisów. Leppery i tak wyjdą
                                                    na drogę. Problem bowiem tkwi w ich umysłach.
                                                  • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 31.07.04, 14:09
                                                    Niechęć do zapinania pasów to mój lęk? Nie rozumiem.
                                                    Szkoda, że nie rozmawiamy w czasach komuny. Ile lęków byś mi wynalazła...

                                                    Naprawdę myślisz, że działania wyuczone w dzieciństwie powodują mój sprzeciw
                                                    wobec pasów? No to ino cieszyć się, że reszta miała szczęśliwe dzieciństwo i z
                                                    pokorą wykonuje różne bzdurne nakazy.

                                                    Wciąż wmawiasz mi strach. Takie to niepojęte, że chcę mieć możliwość wyboru -
                                                    zapiąć te pasy czy też nie? Konieczne do tego są teorie o strachu i trudnym
                                                    dzieciństwie?

                                                    Zgadzam się co do źródeł przepisów. Wiem, że ludzie są słabi i zatrwożeni. Ale
                                                    inną drogę widzę ku poprawie. Oddanie ludziom wolności. Hartowanie życiem.
                                                    Twoja droga ma zalety, ale sama dopiero nią kroczysz. Nie wiadomo kiedy
                                                    osiągniesz na niej sukces. Nie wiadomo, czy uda Ci się cokolwiek ludziom
                                                    przekazać. Czy Cię posłuchają. Ramy czasowe giną we mgle.
                                                  • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.telprojekt.pl 31.07.04, 16:42
                                                    Azie drogi! Zdumiewasz mnie tym, co wyczytałeś w moim poście. Jedyny strach o
                                                    jakim wspominałeś, to ten dotyczący moich myśli i tylko do niego się odnosiłam.
                                                    Nie mam bladego pojęcia dlaczego zapinasz pasy lub nie, choć w którymś poście
                                                    bardzo pięknie to wyłuszczyłeś i mnie całkowicie to zadowala. To Ty wciąż
                                                    wracasz do tego problemu. Od tego, co usłyszysz ode mnie na ten temat,
                                                    uzależniasz to co o mnie pomyślisz. Ja już Ci powiedziałam: nie ma dla mnie
                                                    znaczenia przepis. Godzę się, żeby był.

                                                    Masz rację , nie jestem wolna a tylko kroczę tą drogą i przyszłość ginie we
                                                    magle. Znam jednak już cel i się nie cofnę. Tyle, co uda mi się osiągnąć będzie
                                                    wystarczające.
                                                    A Ty jesteś wolny? Kiedy poznałeś i zrzuciłeś swoje łańcuchy?
                                                  • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 31.07.04, 17:23
                                                    Droga Moni,

                                                    Boję się Twoich myśli. Twoja zgoda na pasy mnie smuci i przestrasza.
                                                    Mówisz, że tylko do tego mojego strachu się odniosłaś. OK.
                                                    No to podtrzymuję swoje zdziwienie Twoim stałym doszukiwaniem się jakichś lęków
                                                    u mnie (z dzieciństwa czy innych) i spoglądanie na mój sprzeciw jedynie pod tym
                                                    kątem.

                                                    Dziwi Cię, że czyjś pogląd na pasy jest ważną dla mnie o nim wskazówką. Tak
                                                    jest w istocie. Wielokrotnie wyjaśniałem dlaczego tak sądzę. A Ty dziw się
                                                    jeśli chcesz.

                                                    Dawno temu poznałem prawdy typu: moje życie w moich rękach, jestem kowalem
                                                    swego losu. Moje łańcuchy? Bo ja wiem? Pewnie są jakieś. Może kiedyś pogadamy
                                                    na te tematy. Teraz interesował mnie problem pasów. Omówiliśmy go dość szeroko.
                                                    Dziękuję za współudział.

                                                    Pisz dalej jeśli chcesz, ale nie obiecuję, że wezmę udział w dyskusji o Źródle,
                                                    Miłości i lękach ludzi.
                                                    W mojej opinii Twoje "godzę się na pasy" stawia Cię po stronie zniewalaczy.
                                                    Przykładasz rękę do traktowania ludzi jako bezmyślnych. Ograniczasz wolność,
                                                    pole działania ludzi. Jesteś dla mnie niewiarygodna w swoich poglądach na temat
                                                    dobra i miłości do ludzi.
                                                  • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.telprojekt.pl 31.07.04, 20:51
                                                    "Twoje ... stawia Cię po stronie zniewalaczy" - dla mnie to jest Toja niewola.
                                                    Nie rozumiesz mnie i nie musisz. Ale tracę dla Ciebie wiarygodność tylko
                                                    dlatego, że inaczej postrzegam rzeczywistość. Stawiasz mnie po jakiejś stronie.
                                                    Nie ma stron. Są ludzie. Niektórzy wolni, niektórzy nie, niektórzy poszukujący,
                                                    inni błądzący, jeszcze inni bezkrytyczni i głupi. Najczęściej w każdym z nas
                                                    tkwi po trochu każdego. Nie jest miło czuć się zakwalifikowanym - ani do
                                                    białych ani do czarnych, ale nic nie mogę zrobić z tym jak chcesz mnie
                                                    postrzegać.
                                                  • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 31.07.04, 21:36
                                                    Ludzie są różni (na szczęście).
                                                    Nie wszyscy wszystko muszą rozumieć. Choć można dziwić się nieco, że ktoś nie
                                                    rozmumie działania np. cepa, a ze zrozumieniem podejść do czyjegoś nie
                                                    rozumienia działania komputera.

                                                    Immanentnymi cechami człowieka są poznawanie, badanie, ocenianie. Ważne, by to
                                                    czyniąc korzystał z możliwości modyfikacji metod i sądów. Ważne, by w ogóle
                                                    miał takie możliwości.

                                                    Wiele myśli wymieniliśmy. Na ich podstawie postawiłem pewien sąd o Twojej
                                                    teorii, a także o Tobie. Wciąż masz możliwość wpływu na ten mój sąd.

                                                    Nie tracisz u mnie swojej wiarygodności z powodu, jak to piszesz "dlatego, że
                                                    inaczej postrzegam rzeczywistość". To nieprawda. Wyjaśniałem to wcześniej co
                                                    najmniej dwukrotnie.
                                                  • Gość: Moni Re: Dla Moni IP: *.telprojekt.pl 31.07.04, 21:58
                                                    No, to życzę miłego zbierania inforamcji na temat mioch różnych teorii. Nie
                                                    pogniewam się jak coś sobie z nich uszczkniesz. Pozdrawiam. Moni
                                                  • Gość: az Re: Dla Moni IP: *.magtel.net.pl 31.07.04, 22:04
                                                    Dziękuję Moni.
                                                    Życzę Ci wszystkiego dobrego.
                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie.
                                                    az
                                  • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 29.07.04, 21:55
                                    > Wolnym się jest na tyle ile samemu sobie pozwalamy na tę wolność. I nie ma tu
                                    > nic do rzeczy prawo stanowione przez państwo.

                                    Prawie zgoda.
                                    Człowiek zamiknięty w klatce np. przez państwo też jest wolny?
                                    Według Ciebie pewnie tak.
                                    Nie o takiej wolności chcę tutaj mówić.
                                    Patrzę na obowiążek zapinania pasów, jak na zabór przez innych części decyzji o
                                    moim życiu. Jeśli uważasz, że ten obowiązek nijak ma się do mojej wolności, to
                                    się nie rozumiemy.

                                    Co innego wolność ducha i myśli, co innego wolność działań?
                                    Przyjmując to założenie zostawiamy jedną sprawę poza dyskują. Wolność
                                    wewnętrzną. Tu zgoda, nikt i nic nie jest w stanie bez mojej woli jej naruszyć.
                                    Pozostaje wolność działań. Współżycie z innymi wymaga kompromisów, ograniczeń,
                                    zakazów i nakazów. Idzie mi o to, że niektóre z tych przepisów są zbyteczne.
                                    Przywołuję tu znany przepis o pasach. Uważam go za zbędny, za zbytnią
                                    ingerencję w moje życie. Są jeszcze inne tego przykłady. Dodatkowo uważam, że
                                    część z tych przepisów niszczy w ludziach aktywność, zaradność,
                                    odpowiedzialność za swój los.

                                    Cieszy mnie Twoje zdanie: pozwólmy ludziom być takimi, jakimi są.
                                    • Gość: BAA Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 30.07.04, 14:17
                                      Do AZ-a: Z tego co rozumiem uważasz przepis o zapinaniu pasów za ograniczenie
                                      Twojej wolności. Ja nie. I nie dlatego, że uważam go za dobry czy zły. W
                                      momencie, kiedy go wprowadzili zapytałem siebie: co ja na to ? Odpowiedziałem
                                      sobie i teraz postępuję zgodnie ze swoją odpowiedzią (a nie przepisem).
                                      Żaden przepis państwowy nie jest w stanie ograniczyć naszej wolności. Jeśli coś
                                      robisz z przymusu lub ze strachu przed karą (mandatem) to wcale nie znaczy, że
                                      jesteś zniewolony. Chyba, że świadomie lub nie przekraczasz swoje granice. W
                                      tym momencie stajesz się zniewolony, ale nie przez państwo tylko samego siebie.
                                      Podobnie jak ty czuję się okradany poprzez defraudację publicznych pieniędzy.
                                      Mało tego – wkurza mnie to niepomiernie. Na swoim podwórku staram się temu
                                      przeciwdziałać. Ale nie ma to dla mnie związku z problemem wolności.
                                      Problem wolności budzi mi się wtedy jak muszę dać wolność wypowiedzi i poglądów
                                      osobie, która całym swoim jestestwem nawołuje do zniewolenia innych (oczywiście
                                      w imię wyższych racji). Przecież każdy ma prawo do swoich przekonań. Jeśli nie
                                      krzywdzi drugiego to ma prawo to mówić. No może nie do końca bo on krzywdzi nie
                                      wprost – ale tego prawo już nie jest w stanie opanować.

                                      Do GOŚCIAGAZETY1: napisałeś, że strach wypływa z miłości. Nie rozumiem
                                      kontekstu, dlatego odnoszę się do tego jakby to była myśl sama w sobie.
                                      Całkowicie się z tym nie zgadzam. Miłość jest uwolnieniem od strachu. PRAWDZIWA
                                      miłość daje wolność. Problem w tym, że my często mówmy o miłości a tak naprawdę
                                      chcemy zawłaszczyć drugiego człowieka. Ponieważ (co najmniej potencjalnie) może
                                      się nie dać zawłaszczyć to stąd źródło strachu.

                                      Pytanie co każda osoba może wnieść do związku jest bardzo istotne. Jestem
                                      pewien, że każdy z nas powinien je zadać sam sobie – co jestem w stanie i co
                                      rzeczywiście daję drugiemu człowiekowi.
                                      Mam, natomiast wewnętrzną rozterkę jeśli chodzi o zadanie tego pytania w
                                      formie: co ty mi dajesz ? do czego ja Ci jestem potrzebny ? Wiem, że
                                      psycholodzy widzą w związku dwojga ludzi swego rodzaju spółkę z o.o. – każdy
                                      załatwia swoje interesy (po to się w wchodzi w związek żeby zaspokoić własne
                                      potrzeby). I na pewno jest w tym sporo prawdy. Problem tylko jak oddzielić
                                      (słuszne skądinąd dążenie) oczekiwania zaspokojenia tych potrzeb od zniewolenia
                                      drugiego.. Bo jeśli druga osoba nie chce lub nie może ich zaspokoić to jest
                                      kilka możliwości:
                                      - wymuszenie siłą (fizyczne lub psychiczne)
                                      - zgłuszenie własnej potrzeby co wcześniej czy później prowadzi do frustracji i
                                      w efekcie obraca się przeciwko albo sobie albo temu drugiemu i
                                      - (według mnie jest to jedynie i najlepsze ale zarazem najtrudniejsze) świadome
                                      danie drugiemu prawa do odmowy i jednoczesna świadomość, że ja pomimo to mam
                                      prawo tego oczekiwać. Łatwo mówić, ale ....

                                      Fantastyczne przedstawienie problemów dotyczących dawania wolności drugiemu
                                      znalazłem w piosence Dwie Sowy (ja ją mam na płycie 5-oceanów Agnieszki
                                      Osieckiej).
                                      • Gość: az Re: Umysł, kontrolowac, czy ...? IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 14:54
                                        Jak sobie odpowiedziałeś na nakaz zapinania pasów? Zapinasz je?
                                        Dlaczego nie chcesz bym ja mógł też sobie odpowiedzieć, ale przeciwnie i nie
                                        zapinać pasów?

                                        Znów ktoś mi tłumaczy, że nawet w łańcuchu człowiek pozostaje wolnym.
                                        Tym razem Ty BAA. Ja to wiem.
                                        Idzie mi o nakaz wykonywania zbędnych czynności.

                                        Nie rozumiem braku wpływu okradania na Twoje działania, a tym samym na Twoją
                                        wolność.
                                        Przecież w tej sytuacji jesteś zmuszony albo ograniczyć swoje wydatki, albo
                                        zasuwać mocniej, by uzupełnić straty. To nadal dla Ciebie wolność?

                                        Dziwi mnie to, że większość osób, z którymi na ten temat rozmawiam, kwituje
                                        sprawę wolnością wewnętrzną, a pomija (aprobuje stan obecny) zagadnienie
                                        możliwości działań człowieka w klatce wielu (niektórych zbędnych) przepisów.
    • goscgazety1 Re: strach jako instrument zniewolenia 30.07.04, 11:05
      Mysle,ze to nie rozdzwiek w moich wywodach budzi w Tobie frustrację .
      Frustracja rodzi sie tam, gdzie pojawia sie poczucie bezsilności.
      Co do swiadomosci jednosci, nie potrzeba linkow, mądrych ksiazek, zeby
      zrozumiec, czym jest. Po prostu na poziomie duszy jestesmy jednoscią :). Tylko
      tyle i aż tyle. W dalszej czesci postu rozwinąłem ten temat bardziej.
      Rozpisujesz sie o problemach wolnosci jednostki, o zle skonstruowanym prawie,
      ale zadam pytanie, kto je stworzył?
      W dobie demokracji parlamentarnej wybierane partie i tworzone przez nie
      prawa, ustawy są odzwierciedleniem tego, co jest w ludziach. Taka władza jaki
      lud. Niestety nie da sie podwazyc tej współzaleznosci. System, prawo nic nie
      mają tutaj do rzeczy. To pokazuje historia, zrówno nasza , jak i innych
      krajów. Spojrz, co sie stało po roku 1990 w Polsce? Wczesniej wielu Polakow
      zyło w przekonaniu, w nadziei, ze to system jest odpowiedzialny za całe
      zniewolenie , itd. Ale sytem upadł, powstał nowy i co sie okazało?
      To, ze hipokryzja, korupcja, prywata , szowinizm, arogancja, lobbyzm nie mają
      wzgledu na "kolor szaty", na etykietę. A w tym wszystkim bardzo pieknie
      została uwidoczniona pewna prawda o relacji człowiek - pieniadz, ze pieniadz
      odsłania , to co jest w człowieku. Okazało sie , ze każda wieksza partia bez
      wzgledu na swoj "kolor"była i jest skażona wyz. wymienionymi wadami. Co
      wiecej, symbol Solidarności powoli zaczął upadać, aroganckie postawy
      niektórych postaci zaczeły wprowadzac chaos, gorszyć. To był swoisty szok dla
      czesci społeczenstwa, ale szok wynikajacy raczej z naiwności, z infantylnego
      postrzegania źródła zła.
      Nie wspomne juz o gorzkich doswiadczeniach innych narodów.
      Majac takie lekcje trzeba byc ignorantem, by nie uzmysłowic sobie w końcu
      faktu, ze problem musi tkwic w czyms innym, ze to zdecydowanie bardziej
      złozne zjawisko, ze tak naprawde sprowadza sie do wnętrza człowieka, do jego
      poziomu swiadomosci, znajomosci własnych narzędzi.
      Wołasz , pragniesz wolnosci, wskazujesz na zewnetrzne obszary jej
      ograniczania, poruszasz temat podmiotowosci człowieka. Po częsci masz racje,
      ale nie dostrzegasz, a moze nie chcesz dostrzec ścisłej zaleznosci miedzy
      wolnością wewnętrzną a zewnętrzną. Ja postrzegam najwieksze zagrozenia
      zniewolenia tkwiące w samym człowieku. Mam tu na mysli zniewolenie
      wewnętrzne, poprzez umysł i zmysły. Dlatego obszerniej pisałem o tym, jak
      fukcjonuje umysł. To sa dla mnie najwieksze obszary zagrozenia dla ludzkości i
      prawdziwe zródła zamachu na wolnosc w wymiarze zewnętrznym. Bez zrozumienia
      tego nasze dysputy będą tylko traceniem czasu . Wszystko ma swoj poczatek we
      wnętrzu człowieka. Uporządkowanie wnetrza pociąga za sobą wolność jednostki w
      wymiarze zewnętrznym. Bo tylko jednostki zniewolone wewnętzrnie, przez umysł,
      beda tworzyc chore przepisy, ustawy , będą w demagogiczny sposób wyłudzać od
      nas pieniądze, odwoływać sie do ludzkich uczuć, by chronic tak naprawde własne
      interesy. Natomiast osoby w pełni świadome potęgi umysłu i jednocześnie jego
      zagrożeń, potrafiące bardziej świadomie życ, podchodzące z szacunkiem do
      człowieka są zdecyddowanie wiekszym gwarantem i lepszą alternatywa na całą tą
      iracjonalną szopkę.
      Nigdy nie zbudujemy dobrego prawa, systemu, dopóki ludzka świadomosc sie nie
      zmieni. Możemy budowac różne sytemy, socjalistyczny, rynkowy, teologiczny i
      rózne ich mieszanki, ale to dla mnie bedzie babranie sie tylko we własnym
      błocie.
      Jeszcze raz wroce do symbolu Solidarnosci. Zobacz, co wyzwoliło w ludziach w
      okresie komuny poczucie solidarnosci . Swiadomosc pewnej wspolnoty, jednosci
      stała sie potezną siłą - pisze pewnej, bo byłoby nieobiektywnym stwierdzenie,
      ze była to idealna jedność. Były juz na samym poczatku rozbieżnosci i część z
      nas o tym doskonale wie. A co sie stało, pozniej, kiedy w miejsce tej
      jednosci zaczeło sie wkradac na szeroką skalę poczucie odrebności, wyzszosci?
      Smutny koniec symbolu lat 80-tych.
      Skoro jedność jest taką siłą, to powinniśmy pojść w tym kierunku. Dla mnie
      jedność to prawda duchowa . Jeszcze raz powtórze, Ty , ja i inni jestemy na
      głebszym poziomie tym samym, jestesmy jednoscią. I nie jest to bynajmniej żadna
      przenośnia. Dlatego w każdym człowieku jest pragnienie bycia szczesliwym,
      pragnienie kochania, bycia kochanym, pragnienie wolnosci. I do tego wszystkiego
      człowiek ma niezbywalne prawo.
      Ma równiez niezbywalne prawo do godnych narodzin, godnego dzieciństwa, do
      godnego życia, realizacji siebie samego i godnej smierci. Rozwiniecie takiej
      swiadomosci w człowieku ma daloko idące skutki. Nie bede jednak juz wnikał w
      to, jakie. Sam sobie to uswiadom, postaw siebie w takiej sytuacji, postaw
      siebie w drugiej osobie.
      Tylko wprowadzenie tego w zycie wymaga dużego wspolnego i osobistego
      wysiłku.
      Czy dla Ciebie pojecie swiadomości jedności jest abstrakcyjne, akademickie?
      Jezeli tak, to nic na to nie poradze, tylko moge dodac , ze o tym mowił juz
      2000 lat temu Jezus i nie tylko. To nie jest moj wymysł. I nie bede rowniez
      czuł z tego powodu frustracji.
      Takie jest moje spojrzenie i tylko w tym widzę głęboki sens gwarantujący
      stabilniejszą harmonie i wyzszy rozwoj ludzkości. Rozwoj świadomości
      jednosci, a nie pielegnowania odrebności. Zawsze swiadomśc odrębności bedzie
      wyzwlała w człowieku gorsze instykty i będzie odbywała sie w nas odwieczna
      walka miedzy tym ,co w nas bardziej wzniosłe, a tym co podłe, nikczemne. Ilez
      juz ksiazek zostało napisanych o tych zmaganiach. Poza tym świadomości
      odrębności często towarzyszy po czucie wyższości. Jestesmy tym na wskros
      przeszyci, w pracy , w szkole, w domu. To godzi tak naprawde w godnosc
      człowieka. Niby dla czego Jas ma byc lepszy od Marysi,bo ma inters na
      zewnątrz? Niby dlaczego w ogole kobieta ma byc gorsza od mężczyzny? To
      kwestia odmiennosci, ale nie wyzszosci. Wyzszosc to domena umysłu, nie
      rozumiejącego wewnetzrnych powiazań. I rowniez na tej płaszczyźnie dokonuje
      sie uprzedmiotowienie człowieka , jest deptana godnosc człowieka.
      Jak juz mamy zagłebiac sie w istotę podmiotowosci człowieka, najlepsza miarą
      rozumienia tego pojecia jest empatia. Człowiek o wysokim stopniu empatii nie
      bedzie sie koncentrował na pasach, zezwoleniu, czy tez nakazowi handlu
      papierosami. Bedzie dostrzegał bardziej powazne zagrozenia, zupełnie w innych
      wymiarach ludzkiej egzystencji. Spojrz na to, ile jest porzuconych dzieci -
      czy byłes w domu dziecka, spoglądałes takiemu dziecku w oczy? Ile gwałtow sie
      dokonuje, coraz bardziej bestialskich morderstw? Ile agresji jest w ludziach ,
      nawet tych małych. Stąd moja dygresja w jednym z postow dotycząca agresji u
      dzieci ponizej 9 roku zycia. Czy widzisz, co sie dzieje w domach, z jaką
      skalą przemocy mamy tam do czynienia, jak głeboki kryzys zaczyna przezywac
      rodzina? Ale Ty piszesz o pasach i innych drobnych sprawach, tak jakbys zył w
      zupełnie innym swiecie, miał zupełnie inne problemy.
      Słusznie nazwał to BAA dialogiem na poziomie akademickim. Obruszasz sie na to,
      ze nazywam złem handlowanie produktem usmiercającym człowieka, czyli
      papierosami, nie dostrzegasz humorystycznego podejscia do kwestii pasow. Dla
      Ciebie to zamach na wolnosc osobistą i wysuwasz daleko idące konkluzje, ze
      skoro nazywam złem handel tytoniem, to jestem gotow wprowadzic nowe zakazy.
      Jednak powinienes uswiadomic sobie, ze opowiedzenie sie za jakąs opcja,
      okreslenie czegos np. złem, nie jest tozsame z wprowadzeniem nakazu. Gdybys
      czytał uwazniej mojej posty nie miałbys podstaw do wysuwania takich wnioskow.
      Wyraznie okresliłem, ze pojecie dobra i zła jest dla mnie rzecza wzgledną
      Wskazałem na paradoks tego w wymiarze duchowym i materialnym, ze wolnosc
      jednostki nalezy realizowac w ramach Swiadomosci Jednosci. Skoro jest
      rzeczą wzgledną i nie narusza godnosci osobist
      • goscgazety1 Re: strach jako instrument zniewolenia - cz II. 30.07.04, 11:22
        ...Skoro jest rzeczą wzgledną i nie narusza godnosci osobistej drugiego
        człowieka, nie widze powodow, by takie zło obwarowywac zakazem. Prosze
        bardzo, chesz sie truc, truj sie, ale na swoj koszt. Chcesz jeździc bez
        pasow , jak najbardziej... sam to czesto czynie ;-).I nie widze tutaj
        absolutnie koniecznosci powaznego rozprawiania o pasach , jak juz, to tylko w
        formie zartow. Oczywiscie inaczej rzecz sie bedzie miała z czynami, ktore
        godza w człowieka. Tutaj jak najbardziej jestem za ponoszenim pełnej
        odpowiedzilanosci . Dlatego jeszcze raz to podkresle , nie wysuwaj pochopnie
        wnioskow , w rodzaju, jak dana osoba zyje, jak realizuje swoje wartości w
        zyciu, w oparciu o kilka postow, bo to tylko świadczy o Twojej słabosci, a
        dokładniej pewnej formie zniewolenia przez umysł. Człowiek mający problemy
        z wolnością wewnetrzną doświadcza silniej ograniczeń na zewnatrz. Kazdy przez
        to przechodzi równiez i Ty i ja.
        Piszesz "płonie las", a ja napisze, ze jest gorzej, niz myslisz i wymaga to
        długiego okresu, moze setek, moze tysiecy lat , zanim nasza swiadomsc na tyle
        wzrosnie, by szanowac sie na wzajem, by dostrzegac w drugim człowieku samego
        siebie.
        Myśle, ze mozemy sobie pomrugac, dziecko nie zostanie wylane , bo to nie od nas
        dwoch będą zalezały przyszłe losy wolnosci jednostki ;-) , a odrobina humoru
        pozwoli na odprezenie.
        Mimo wszytsko lubie Twoje posty, bo widze w nich siebie samego sprzed
        kilkunastu laty. To taki sentyment do lat wczesnej młodości :). Oczywiscie nie
        jestem staruszkiem...
        A ujmując rzecz z innej strony tak naprawde dostrzegam w Tobie swoją cząstkę.
        Moze to dla niektorych obrzydliwe, naiwne, ale dla mnie to podstawa relacji
        miedzyludzkich.
        Pozdrawiam serdecznie

        P.S. Moni, strach wypływa z miłosci.
        Zerkajac do watku zdradzonej kobiety przeczytałem w nim Twoją radę. Mam
        tylko jedno pytanie , jak sie ma Twoj poglad , " ze wszyscy faceci to dranie"
        do Twoich wczesniejszych słow o duchowosci , o wspolnym zrodle jakim jest
        miłosc? Zdaje sie , ze w " Fala jest morzem" nie ma takiego stwierdzenia ;-).
        Czy cecha bycia "niedraniem" jest tylko przyrodzoną kobiecie ? A tak poza tym,
        umysł podpowiada mi taka malutką żartobliwą konkluzje...wole jednak jej nie
        artykułowac w tym miejscu :).
        BAA - Bardzo podoba mi sie Twoj post... mozna rowniez zastanowic sie , co
        kazda osoba moze wniesc do zwiazku?
        • Gość: Moni Re: strach jako instrument zniewolenia - cz II. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 11:37
          Jak to się stało, że nie odczytałeś sarkazmu w moim poście?????!!!!!!
          Przerażasz mnie! Jeśli inni tak to odbierają, to nie mam pojęcia jak mogłabym
          jeszcze pisać. Chociaż pocieszm się myślą, że możesz być trochę
          przefilozofowany i tracisz poczucie humoru! "Uwielbiam proste rozwiązania!" He,
          he - przecież nie ma takich, chyba, że na poziomie tej jak tam zwiesz Jedności.
          Aż tak rozjechana nie jestem...
          Czytałeś już "Falę...". Jak Ci się podoba? Napisz co myślisz!
          • goscgazety1 Do Moni 30.07.04, 13:54
            > Jak to się stało, że nie odczytałeś sarkazmu w moim poście?????!!!!!!
            > Przerażasz mnie! Jeśli inni tak to odbierają, to nie mam pojęcia jak mogłabym
            > jeszcze pisać. Chociaż pocieszm się myślą, że możesz być trochę
            > przefilozofowany i tracisz poczucie humoru! "Uwielbiam proste rozwiązania!" >
            > He,
            >
            > he - przecież nie ma takich, chyba, że na poziomie tej jak tam zwiesz
            > jedności.
            >
            > Aż tak rozjechana nie jestem...
            > Czytałeś już "Falę...". Jak Ci się podoba? Napisz co myślisz!

            Gdybys uzyła tego zdanie w innym kontekscie, nie miałbym takich watpliwosci,
            ale ono padło jako wskazowka w bardzo waznej sprawie. Chyba, ze ten watek to
            zwykła prowokacja, albo żart ;-). Poza tym pisałem, ze nasuwa mi sie pewna
            zartobliwa konkluzja, a co za tym idzie, spojrzenie na to z przymrózeniem
            oka ;-)
            Niestety czasami mozna spotkac, takie, jak to okreslasz, "rozjechane" osoby :(.
            Nie czytałem ,ale byc moze kiedys zerkne do niej...poza w tym tytule chyba
            zawiera sie cos, co jest mi bardzo bliskie :)
          • Gość: Moni Re: strach jako instrument zniewolenia - cz II. IP: *.telprojekt.pl 30.07.04, 17:22
            W tamtym wątku po prostu nie ma prostej recepty, ja tylko krótko starałam się
            to tej dziewczynie zasygnalizować. Niestety większość tego typu problemów
            bardzo trudno rozwiąząć samemu i żadne mądrości forumowe tu nie pomogą. Trzba
            odnaleźć swoje uwikłania (w kontekście naszego wątku - zniewolenia). Nawet
            jeśli jest się tą "pozytwną" stroną w relacji małżeńskiej, to nasza postawa
            wywołuje i nasila w drugiej pewne negatywne mechanizmy. Z reguły "negatywna"
            osoba ma szansę na zmiane, tylko gdy ta pierwsza się odmieni. Trudno jednak
            każdego wysyłać na terapię, a i nie każdy psycholog umie pomóc. Nie każdy też
            naprawdę chce się wyzwolić.

            No a ten strach. Teraz Toja kolej - tłumacz, bo nawet jak się wyspałam to nie
            czuję w tym temacie bluesa!
      • Gość: az Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 14:35
        Być może na poziomie duszy jesteśmy jednością. Co z tego wynika dla moich
        postulatów odnośnie podmiotowego traktowania człowieka, odnośnie jego wolności?
        Myslę, że nic. Teoria piękna, cele szlachetne. A ja dalej tkwię w przymusie
        zapinania pasów, i w innych absurdzikach.
        Rozumiem, że z oddaniem wolności ludziom czekasz do momentu zbratania dusz?

        Wiem kto tworzy prawo. Chcę by twórcy byli wolni i odpowiedzialni. Pasy temu
        nie służą, a wręcz przeciwnie. Twój nijaki stosunek do pasów utrzymuje
        stagnację, czy nawet upadek.

        Przed 1990 rokiem mielilśmy w Polsce system totalitarny. Usunęliśmy go.
        Pokazało się jacy jesteśmy. I coś z tym trzeba robić. Ja optuję za wolnością
        jednostki. Inni wolą zdejmować z ludzi odpowiedzialność. Zdaje się, że do tych
        drugich Ci bliżej.

        Masz rację pisząc, że zagadnienie: "tak naprawde sprowadza sie do wnętrza
        człowieka, do jego poziomu swiadomosci, znajomosci własnych narzędzi".
        Proponujesz zmierzanie w kierunku jedności. To ładnie brzmi. Ale założenia
        komunizmu też ładnie brzmią.
        Ciekawe co i kiedy chcesz osiągnąć?
        Dlaczego nie jesteś w stanie teraz (a może w ogóle?) poprzeć wolności jednostki?
        Człowiekowi nic się nie należy, oprócz wolności. Człowiek ma prawo do godnego
        życia, ale nie może wymagać zaspokojenia swoich potrzeb od innych.
        Jaki "wspólny wysiłek" masz tu na myśli?

        Powiem tak:
        Twoja teoria Jedności, Twoje sposoby na jej osiągnięcie, brzmią dla mnie
        groźnie. Boję się, że w rezultacie otrzymamy społeczeństwo "biorobotów". Cele,
        które wymieniasz są szczytne. Źródła obecnych problemów opisujesz właściwie.
        Ale zmierzyć się z nimi mogą tylko ludzie wolni. A woli wolności dla człowieka
        dziś u Ciebie nie dostrzegam. Uważasz, że obecnie ludzie są zbyt źli, zbyt
        słabi, zbyt ..., by mogli zająć się swoim losem. Mylę się?

        Wzmiankujesz o domach dziecka, o bandytach, o rodzinie. Myślę, że tylko wolni i
        odpowiedzialni ludzie mogą temu zaradzić. Wspólne, to niczyje. Przerabialiśmy
        to w przeszłości (komuna), przerabiamy to teraz. Liczenie na utopijną Jedność
        oddala nas o lata świetlne od rozwiązania problemów. Zresztą śmiem watpić czy
        kiedykolwiek definitywnie się je rozwiąże.

        Cofam pomówienie Cię o chęć wprowadzenia zakazu palenia. Przepraszam.
        Ale przypomnę też, że według Ciebie handel tytoniem jest źródłem uśmiercania
        ludzi. Z tym stanowczo się nie zgadzam.

        Pasy traktujesz prześmiewczo. Nie zauważasz w tym nakazie godzenia w godność
        człowieka i umywasz ręce. Nawet zezwalasz na jeżdżenie bez nich! Dzięki, z
        chęcią skorzystam, ale pod warunkiem, że zagwarantujesz mi nietykalność z tego
        powodu.
        Co do meritum. Ja uważam ten przepis za godzący w godność człowieka. Ten
        przepis mówi: "człowieku jesteś zbyt głupi (nierozważny), by móc jeździć bez
        pasów. My ci pomożemy w Twoim godnym życiu. Masz zapinać pasy!"

        Zanim ludzie zaczną dostrzegać siebie w innych, postuluję by od dziś mogli
        dostrzegać siebie w sobie. Bo ograniczenia, o których mówimy powodują, że
        człowiek ma w nosie to kim jest i co robi, przecież jego życie regulują liczne
        przepisy.

        Sympatyczne są Twoje uwagi o wieku. Tylko nie wiadomo czy Twój rozwój nie
        wzniósł Cię hen wysoko, poza ziemski padół. Tak wysoko, że nie dostrzegasz już
        potrzeby wolności pojedynczych ludzi (a przynajmniej nie dziś) i śmieszą Cię
        ich zmagania z jakimiś pasami.
        • Gość: BAA Do AZ IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 30.07.04, 15:08
          Moja własna odpowiedź na zapinanie pasów nie ma tu nic do rzeczy.

          W swojej wypowiedzi nie znalazłem ŻADNEJ sugestii, w której zabraniałbym Ci
          odpowiedzieć samemu sobie. Wręcz przeciwnie. Ja po prostu dzieliłem się tym jak
          ja do tego podchodzę.
          Pierwsze zdanie było niejako pytaniem czy Cię dobrze rozumiem. Wyczytałeś
          więcej niż tam było napisane.
          • Gość: az Re: Do AZ IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 15:18
            Pytam więc jaśniej:
            Co mam zrobić w przypadku mojej odpowiedzi - nie, na zapinanie pasów?

            Czy nie uważasz, że nakaz ten to zbytnia ingerencja w moje życie?

            Popierasz ten nakaz, jesteś mu przeciwny, czy masz jakieś inne stanowisko w tej
            sprawie?

            Co sądzisz o pomyśle nie wychodzenia z domu w dni mroźne (bo ślisko)?
            Jaką tu dasz swoją odpowiedź?
            A co rzeczywiście uczynisz?

            Nie odpowiedziałeś na moje pytanie o pasy. Zapinasz je?
            • Gość: BAA Re: Do AZ IP: 195.114.189.* 30.07.04, 19:26
              Dlaczego oczekujesz ode mnie odpowiedzi co masz zrobić ? Nie wiem. Jakbym Ci
              powiedział co masz robić to dopiero wtedy byłaby zbytnia ingerencja w Twoje
              życie. Wszystko co mogłem Ci powiedzieć już powiedziałem.

              Jeśli pytasz o moje poglądy to ja zapinałem pasy zanim zaczęło tego wymagać
              prawo. Ale jeszcze raz powtarzam, że to nie ma znaczenia. Jest wiele przepisów,
              które uważam za bzdurne i ich świadomie nie przestrzegam. I nie mam z tego
              powodu żadnych rozterek ani wyrzutów sumienia.

              Pytasz co uczynię jak wejdzie prawo wychodzenia z domu. Ja już na to Ci
              odpowiedziałem. Zrobię to samo co w przypadku pasów. Zastanowię się jaki jest
              do tego mój stosunek i postąpię zgodnie z tym co postanowię. A jak mnie
              przymuszą, to się ugnę (i pewnie mnie to wkurzy, ale nie spowoduje zachwiania
              poczucia wolności) chyba, że będzie to sprzeczne z moim sumieniem. Na szczęście
              ta ostatnia kwestia na razie nam nie grozi.
              • Gość: az Re: Do BAA IP: *.magtel.net.pl 30.07.04, 22:15
                Dlaczego dziwisz się, że pytam?
                Twojej odpowiedzi na moje pytanie, na wyrażoną tym pytaniem prośbę o
                podpowiedź, nie da się uznać za Twoją ingerencję w moje życie.

                Ja nie wychodzę z domu w dni mroźne (bo ślisko), ale nie godzę się na to (nie
                uważam tego za nieistotne z mojego punktu widzenia), by ktoś zrealizował
                przymus dla wszystkich w tej sprawie.

                Dziękuję za Twoje odpowiedzi i uwagi.
        • goscgazety1 Do Moni, BAA , az i Melanie 01.08.04, 23:35
          Do Moni i BAA
          Przepraszam Moni, chciałem najpierw, zeby az ustosunkował sie do moich pytan.
          Poza tym był piekny słoneczny weekend ;).
          Piszac o swoim ojcu , przede wszytskim pragne wyrazic moje współczucie wobec
          Ciebie. Naprawde przykro mi z tego powodu....Jednak nie bede oceniał Twojej
          wypowiedzi, pragne bys sama sie do niej ustosunkowała, wierze ,ze na pewno
          znajdziesz w sobie odpowiedz.
          Co do stwierdzenia , ze strach wypływa z miłosci, posłuze sie dwoma moze
          niezbyt miłymi przykładami.
          Pierwszy: wracasz do domu, będac w bliskiej odległosci od niego dostrzegasz
          zmierzającą na sygnale w kierunku Twojej posiadłosci karetke lub straz p..
          Widząc to i nie wiedząc, co sie dokładnie stało, ogarnia Cie strach , ze to
          moze cos w Twoim domu, ktos z twoich bliskich. Przyspieszasz kroku, czujesz ten
          strach i pragniesz , jak najszybciej dowiedziec sie , co sie stało. Dochodzisz
          na miejsce, okzauje sie, ze to u dalszych sąsiadow, scisk w gardle mija,
          myslisz, jak to dobrze, ze to nie u mnie. Dalsze odczucia są juz uzaleznione
          od danej osoby. Gdyby nie było miłosci, Twoja reakcja juz na samym poczatku
          byłaby zapewna inna.
          Drugi przykład, Twoj ukochany udaje sie w podroz samoletem. Kiedy jest w
          trakcie lotu, dowiadujesz sie np. z radia o powaznej awarii lotniczej. Czego
          doswiadczasz? Strachu, spowodowanego niepewnoscią, ze mozesz utracic ukochanego
          itd.
          I znow, gdybys nie darzyła miłoscią człowieka, który udał sie w podroz
          lotniczą, ta wiadomosc wywołałaby w Tobie inne odczucia.
          Mogłbym dalej ten temat rozwijac, ale nie wiem, czy w ogole czujesz to. Zwróc
          tylko uwage na to, że Twoje rekacje w takich chwilach sa uzaleznione od tego,
          jakim uczuciem darzysz daną osobe lub rzecz., do tego dochodzi stan
          niewiedzy....

          Do az
          Dostrzegłem już wczesniej , ze kwestie duchowe sa dla Ciebie abstrakcyjnymi
          pojeciami. Koncentrujesz sie na wymiarze materialnym, tym co dostrzegalne
          zmysłami i w tym kontekscie rozpatrujesz wymiar wolnosci jednostki. Dlatego
          zadałem Ci te pytania, by bezposrednio od Ciebie uzyskac potwierdzenie.
          Ograniczmy sie w takim razie do płaszczyzny materialnej.
          Odczuwam, ze stawiasz znak równosci miedzy Swiadomoscią Jednosci a rownoscią.
          Mam na mysli Twoje odniesienia do komuny. Jezeli tak jest, musze to sprostować.
          Jest to niewłasciwe podejscie, jednosc nie jest tozsama równosci.
          Korzystasz z roznych urzadzen: komputera, monitora, pralki, suszarki,
          golarki...
          Co je łączy? Prąd elektryczny. Dla tych urządzeń płaszczyzną jedności jest
          prąd, który, tak na marginesie, stanowi o ich uzytecznosci. Bez prądu byłyby
          bezwartosciowymi rzeczami. Czy cechy jednosci wykluczają róznorodność, nie.
          Kwestia tylko tego , jak patrzysz na to, czy dostrzegasz rózne poziomy danej
          rzeczy. Zródło zasilania dla wszytskich jest to samo, ale zewnetzrny wyglad,
          przeznaczenie, bardzo róznorodne.
          Równość to totalne zniewolenie i słusznie napisałes, ze to juz cwiczylismy..
          Kazdy człowiek w wymiarze zewnętrznym jest niepowtarzalna istotą i taki
          będzie , a jednosc na płaszczynie duchowej nie neguje tego :)

          "Chce by twórcy byli wolni i odpowiedzialni. Pasy temu
          nie sluza, a wrecz przeciwnie. Twój nijaki stosunek do pasów utrzymuje
          stagnacje, czy nawet upadek."
          Dopoki człowiek nie pozna siebie samego, a dokładniej, nie zrozumie, jak
          funkcjonuje umysł, jakie relacje zachodzą miedzy świadomością, podświadomością
          itd, nie pozna bliżej swojej natury - mysle o uczuciach, nie nauczy sie ponosic
          odpowiedzialności za własne zachowanie, nie bedzie dla mnie wolnym
          człowiekiem , tylko kims, kto zyje iluzją wolności . Tacy ludzie zyjący w
          iluzji własnie ustanawiaja prawa itd. Resztę wypowiedzi potraktuje z
          przymrużeniem oka.

          "Ciekawe co i kiedy chcesz osiagnac?"
          Nie mam aspiracji , by zmieniac swiat i innych ludzi. W tym zakresie moge się
          tylko dzielic swoimi spostrzezeniami, doswiadczeniami. Moge mowic, pisac o
          pewnych zagrozeniach, a przede wszytskim dązyc do zmiany siebie samego.

          "Boje sie, ze w rezultacie otrzymamy społeczeństwo "biorobotów" "
          Teraz mamy cywilizacje biorobotów, wiekszosci przypadkow ludzie działają jak
          automaty, zaprzeczysz temu? Co jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Brak
          wiedzy o sobie, jak funkcjonuje umysł, czym jest swiadomosc, podswiadomosc,
          wzorce zachowawcze itd.
          Człowiek znający swoja wartość nie bedzie sie dawał prowadzic, jak na smyczy i
          równiez taki człowiek zdecydowanie rzadziej bedzie miał zakusy, by
          wykorzystywac innych. Wiedza o sobie to najpotęzniejszy kapitał.
          Czy zgłebienie tego jest dla ciebie "biorobotyzacją"? Czy uświadomienie sobie
          tego, ze mamy wsplne zródło jest równiez "biorobotyzacją"
          "Uwazasz, ze obecni ludzie sa zbyt słabi, zli, by mogli zajac sie swoim
          losem ,Myle sie?". Jak najbardziej sie mylisz, sa zbyt słabi, zyjący w
          ignorancji, by prowadzic , reprezentowac innych, a to zasadnicza roznica.

          "Pasy traktujesz prześmiewczo. Nie zauważasz w tym nakazie godzenia w godność
          człowieka i umywasz ręce. Nawet zezwalasz na jeżdżenie bez nich!"
          Pasy zwłaszcza w Twoim podejsciu traktuje z przymruzeniem oka, nic poza tym, no
          moze jeszcze to,ze sie troche tym bawie. Mam nadzieje, ze nie bedziesz miał mi
          tego za złe.
          Spojrz, skoro nie zapinam pasow, to znaczy ze mam jednoznaczny stosunek do tego
          przepisu.
          Jak najbardziej zgadzam sie z Toba, ze on uderza w godnosc człowieka, ale tak
          jak pisałem wczesniej, sa inne znacznie powazniejsze naruszenia godnosci
          człowieka. I na nich nalezy sie koncentrować.

          Co do Twoich sformułowan:
          "Rozumiem, ze z oddaniem wolnosci ludziom czekasz do momentu zbratania dusz?"
          "Ja optuje za wolnoscia
          jednostki. Inni wola zdejmowac z ludzi odpowiedzialnosc. Zdaje sie, ze do tych
          drugich Ci blizej."
          "Dlaczego nie jestes w stanie teraz (a moze w ogóle?) poprzec wolnosci
          jednostki?"
          nigdzie i nigdy ich nie uzyłem :).

          Konczac uwazam, ze dalsza nasza wymiana pogladow dotyczacych wolnosci jednostki
          nie ma wiekszego sensu, poruszamy sie na innych płaszczyznach. To niczemu nie
          słuzy. Mam nadzieje, ze nie bedziesz miał mi za złe przyjecie takiej postawy.
          Pragne podkreslic, ze ona nie wynika z checi sprawienia Ci przykrosci, czy tez
          wyrazenia swojej wyzszosci. Po prostu dostrzegam za wielka roznice w
          spojrzeniu na istote swiata i człowieka.

          Do Melanie...a juz pragnałem zadac pytanie, gdzie sie podziała Melanie.
          Dziekuje bardzo, ze podzielsz moj pkt widzenia :)

          Pozdrawiam serdecznie
          • Gość: az Re: Do gościagazety1 IP: *.magtel.net.pl 02.08.04, 01:35
            Sprawy duchowe są bardzo ważne. Poznanie praw, zasad z tym związanych i
            postępowanie wedle nich zasługuje na najwyższą uwagę. Założenia są ze wszech
            miar słuszne i godne poparcia. Jednak realizacja liczona musi być tu w setkach
            lat. I to oczywiście nie zaprzecza celowości działań w tym kierunku.

            Pozostaję ze swoim spojrzeniem na świat. Uważam, że więcej pożytku innym
            ludziom daje jasny stosunek do pewnych obecnych absurdów, niż traktowanie tych
            dziwnych posunięć pomijająco.

            > Dopoki człowiek nie pozna siebie samego, a dokładniej, nie zrozumie, jak
            > funkcjonuje umysł, jakie relacje zachodzą miedzy świadomością, podświadomością
            > itd, nie pozna bliżej swojej natury - mysle o uczuciach, nie nauczy sie
            ponosic
            > odpowiedzialności za własne zachowanie, nie bedzie dla mnie wolnym
            > człowiekiem , tylko kims, kto zyje iluzją wolności . Tacy ludzie zyjący w
            > iluzji własnie ustanawiaja prawa itd.

            U u u...
            Lata świetlne do tego czasu. Nie wiem czy ludzkość dotrwa.
            Uważam, że potrzebne są recepty na dziś i na jutro. Czyli dość pilnie.

            > "Uwazasz, ze obecni ludzie sa zbyt słabi, zli, by mogli zajac sie swoim
            > losem ,Myle sie?". Jak najbardziej sie mylisz, sa zbyt słabi, zyjący w
            > ignorancji, by prowadzic , reprezentowac innych, a to zasadnicza roznica.

            Tego nie zrozumiałem.
            To są w stanie zająć się swoim życiem, czy nie?

            Jest dla mnie, dla Ciebie, myślę że i dla postronnych, jasne, że rozmijamy się
            w swoich poglądach. Myślę nie tyle o generalnym obrazie świata i człowieka, co
            o metodach, tempie działań prowadzących ku jaśniejszej przyszłości.

            Sprawy ducha nie są mi całkiem obce, choć może nie znam wszystkich poprawnych
            definicji, czy najnowszych osiągnięć w dziedzinie praw umysłu. Myślę, że miłość
            w gronie najbliższych sobie osób, szacunek dla pozostałych, wolność,
            odpowiedzialność są właściwymi środkami do osiągania przez ludzi rozwoju, do
            poprawy swego losu. Mniemam też, że są to środki lepsze niż edukowanie ludzi w
            zakresie duchowości, czy też liczenie na to, że krok za krokiem kierując się
            Twoim wzorem, sami będą zgłębiać (przyswajać) prawa rządzące umysłem.
            Wiem od dawna, że ciężko będzie zmienić np. przepis o pasach. Przepis, który
            wprowadzili ludzie słabi, zatrwożeni. Liczyłem na Twój głos. Na głos innych.
            Teraz myślę, że jest gorzej niż przypuszczałem.

            Dziękuję za rozmowę.
            Pozdrawiam Cię
          • Gość: Moni Re: Do Moni, BAA , az i Melanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 08:32
            Rany Julek! Nie podejrzewałam, że można mój przykład z ojcem można wziąć
            dosłownie. Owszem, moje osobiste relacje z ojcem nie były łatwe, ale to co
            napisałam, było tylko próbą wczucia się w osobę, która doświadcza strachu w
            relacji z bliskim i zrozumienia wątku dotyczącego źródła tego strachu. Widzę,
            że w swoich rozważaniach zaszłam dalej niż Ty Gościu. Oczywisty jest strach o
            dobro i zdrowie bliskich. Jeśli jednak piszesz, że źródłem strachu jest miłość,
            to rozumiem, że masz na myśli każdy strach - skoncentrowałam się więc na
            sytuacjach niejednoznacznych. Myślę, że to co napisałam w tej sprawie może być
            sensowne. Sama mam wątpliwości... A ty BAA, co o tym sądzisz? W każdym razie
            jest w nas coś takiego, że z miłosci do bliskich, szczególnie rodziców,
            bierzemy na siebie ich winy i problemy. Bo któż każe córce alkoholika wiecznie
            go ratować a potem wybierać takiego samego męża , albo maltretowanemu synowi
            brać winę za agresję ojca na siebie?
            Nie całkiem jednak łączyłabym to ze strachem... Myślę, że strach pierwotnie to
            instynkt obrony życia. Dopiero powtażalny, wdukowany i nie wsparty akceptacją i
            miłością staje sie źródłem zniewolenia.
            • goscgazety1 Re: Do Moni, BAA , az i Melanie 02.08.04, 15:29
              Gość portalu: Moni napisał(a):

              > Rany Julek! Nie podejrzewałam, że można mój przykład z ojcem można wziąć
              > dosłownie. Owszem, moje osobiste relacje z ojcem nie były łatwe, ale to co
              > napisałam, było tylko próbą wczucia się w osobę, która doświadcza strachu w
              > relacji z bliskim i zrozumienia wątku dotyczącego źródła tego strachu. Widzę,
              > że w swoich rozważaniach zaszłam dalej niż Ty Gościu. Oczywisty jest strach o
              > dobro i zdrowie bliskich. Jeśli jednak piszesz, że źródłem strachu jest
              miłość,
              >
              > to rozumiem, że masz na myśli każdy strach - skoncentrowałam się więc na
              > sytuacjach niejednoznacznych. Myślę, że to co napisałam w tej sprawie może
              być
              > sensowne. Sama mam wątpliwości... A ty BAA, co o tym sądzisz? W każdym razie
              > jest w nas coś takiego, że z miłosci do bliskich, szczególnie rodziców,
              > bierzemy na siebie ich winy i problemy. Bo któż każe córce alkoholika
              wiecznie
              >
              > go ratować a potem wybierać takiego samego męża , albo maltretowanemu synowi
              > brać winę za agresję ojca na siebie?
              > Nie całkiem jednak łączyłabym to ze strachem... Myślę, że strach pierwotnie
              to
              > instynkt obrony życia. Dopiero powtażalny, wdukowany i nie wsparty akceptacją
              i
              >
              > miłością staje sie źródłem zniewolenia.

              Ciesze sie , z e to tylko przykład :),
              >Zaczynam łapać co z tym strachem. Boję się ojca, który mnie pierze - z miłości
              >do niego - chronię go przed mą wiedzą, że jest słabym i zniewolonym
              >człowiekiem. Z miłości do niego godzę się na ból i cierpienie, by nie wyczytał
              >w moich oczach prawdy o sobie... Tak?
              >Chyba aż sie boje to poczuć. Colera, jeszcze się wyzwolę i powiem mamusi, że z
              >milosci do niej brałam na siebie winę, że nie urodziłam się chłopcem i w końcu
              >zacznę być szczęśliwą kobietą...

              ale ten przykład ilustruje zupełnie co innego, wskazuje na przyzwolenie i
              godzenie sie z skutkami słabości tego człowieka. Nie wyjasniasz tego , skad
              sie w takiej sutuacji bierze strach. Chyba, ze Twoje zdanie , mozna
              rozumiec, jako "boje sie z miłości do Niego" i " z miłosi do niego chronie go
              przed..." Jeżeli tak, pomysl sama , czy mozna tak naprawde człowieka sie bac
              z miłosci do niego? Albo go kochasz, albo sie boisz, nie moze byc jednoczesnie
              dnia i nocy .
              Dla mnie osobiscie taka postawa jest chora i tłumaczenie jej miłoscią jest
              zupełnym nieporozumieniem.
              W tej sytuacji tak rozumiana miłosc niestety słuzy do utrwalania postawy
              przemocy - cały czas utwierdza sie tego czł. w swojej słabosci,
              zniewoleniu. A gdzie podstawowa kwestia relacji miedzyludzkich,tj.
              ponoszenie odpowiedzialnosci za czyny? Tym bardziej , ze to dorosły
              cłzowiek....hmmm
              W ten sposób wychowywuje sie "potworki".
              Czy to naprawde wypływa z miłosci do drugiej osoby? Raczej z ignorancji, z
              niewłasciwego rozumiena .
              Wyrazem prawdziwiej miłosci jest rozwijanie w człowieku jego osobistej
              wolnosci, samodzielnosci, kreatywnosci.
              Dla mnie osobiscie strach w takiej sytuacji jest strachem o siebie samego.
              Kochasz siebie i boisz sie , ze jakas czastka ciebie moze ucierpiec... Tylko
              niektorzy probują wyolbrzymiać to zachowanie, naginać do szlachetnego wzorca
              miłosci...Coz, mozna i tak :)

              Piszesz "W kazdym razie jest w nas cos takiego, ze z milosci do bliskich,
              szczególnie rodziców,bierzemy na siebie ich winy i problemy. Bo któz kaze córce
              alkoholika wiecznie go ratowac a potem wybierac takiego samego meza , albo
              maltretowanemu synowi brac wine za agresje ojca na siebie? "
              Oczywiscie, ze tak, tylko do tego dochodzi jescze własciwe rozumienie ,
              głebsze poznania. Dlaczego decydujesz sie np. na bolesne zabiegi dla dziecka, -
              szczepienia itd. Sama miłosc popycha Cie do sprzeciwiena sie temu, ale kiedy
              dochodzi poznanie, otwierasz sie na nowe horyzonty miłosci. Wiedzac, ze to
              pomoze, z miłosci godzisz sie na bol, cierpienie dziecka?
              Zobacz, jaki paradoks? Z jednej strony miłosc moze nawet przyczyniac sie do
              zniewalania, osłabiania itd, co tak sie dzieje dosc czesto, a z drugiej
              strony ta sama miłosc moze wznosic na wyzyny. Jedno źródło , zupełnie inne
              skutki.
              Klamrą , ktora spina paradoksy związane z miłoscią jest poznanie, wiedza,
              zrozumienie... nie wiem, jak to jeszcze mozna nazwac. Czysta miłosc w swiecie
              materialnym nie istnieje, zyjemy w swiecie niewiedzy lub wiedzy, wiemy cos lub
              nie, to decyduje w co sie moze transformowac miłosc. Podobnie jest ze strachem.
              Przemysl to sobie, przeanalizuj swoje doswiadczenia, wyjdz poza podwórka
              cudzych ksiazek i zacznij zgłabiac swoje wnetrze swoje doswiadczenia. Odpowiedz
              nosisz w sobie :).
              A tak na marginesie, jeszcze troche i naprawde siegne w wolnej chwili po tą
              pozycje hihihi.
              Na koniec przytocze Twoje słowa z wczesniejszego postu
              "ęłęóMiłość leży u podstaw tego świata. Nie ważne jak kretyńsko i górnolotnie
              to
              brzmi. Ważne, że każdy mistyk powie to samo. Wszystko co robimy, to
              poszukiwanie miłości. Jeśli nie dostrzeżemy tego, ani faktu jak bardzo się
              boimy otworzyć na tą miłość to wszystko to gówno a nie wolność.
              Nie ma obiktywnych zasad. Jest Źródło"
              To piekne słowa i mogłbym sie nimi podeprzec, gdybym ich nie wyrwał z kontekstu
              hihihi.Chociaz....hmm, kto wie...
              Do Az
              Dziekue Ci bardzo za odpowiedz, podoba mi sie bardzo, oczywiscie w mojej
              wypowiedi zakradł sie bład,jak najbardziej ludzie powiini i musza zajmowac
              sie swoim losem, ale czesto tego nie chca. Jzu nie mowiac o blizszym poznaniu
              siebie samego :)). Przepraszam za przeinaczenie.
              Pozdrawiam serdecznie
              • Gość: Moni Re: Do Moni, BAA , az i Melanie IP: *.telprojekt.pl 02.08.04, 20:50
                No coż pozwalam sobie w tych dyskusjach na pewną frywolność, bo nie lubię jak
                jest ponuro...
                Moje poszukiwania źródeł strachu dotyczyły Twojej wypowiedzi - nadal nie
                odniosłeś sie do tego jakoby strach wypływał z miłości za wyjątkiem
                oczywistości.
                I tak. Swoje dywagacje - zaznaczam, że nie uczesane oznaczają: "boję się z
                miłości do niego" i oczywiście dotyczą dziecka. Dorosły, który tak postępuje
                tylko takwi już w niewoli własnych wyuczonych zachowań i jego wolność tkwi w
                poznaniu mechanizmów.
                Myślę, że można bać się z miłości. To tak, jak napisałam - mój strach chroni
                mój obiekt miłości przed nim samym i prawdą o nim. Taką ofiarę potrafią złożyć
                tylko dzieci. I dzień staje się nocą - z miłości jest ofiara. Bo przecież
                dziecko mogłoby powiedzieć "spadaj skurwysynu, zawiadamiam prokuraturę i
                odchodzę". Ale dzieci, często ofiary gwałtów nie chcą obarczać winą rodzica.
                Trzeba aż terapii, bvy im uzmysłowić, że mogą i powinny sie bronić. Dlaczego?
                Bo biorą na siebie winę z miłości. Oczywiście nie prowadzi to do wychowania
                wyzwolonego człowieka. Taki ma przed sobą do przetrwawienia wielką traumę.

                Oczywiście, że podstawą miłości jest zrozumienie, szacunek i jeszcze zgoda na
                to by ktoś był tym kim jest - na jego wolność. Nawet jeśli ta osoba postanawia
                odejść (np. umiera). Tylko zgoda, choć nie pozbawiona żalu i tęsknoty jest
                wyrazem miłości.

                A przytoczone słowa możesz wyrywać z kontekstu. Nie rozumiem, czym mogłyby mi
                zagrozić. Podpisuję się pod nimi, bo to jedyne w co naprawdę wierzę. Reszta to
                tylko filozofowanie. Nie ma słów. Ktoś kto poznaje" Żródło" może tylko kochać.
                Nie wytłumaczy czym jet miłość.

                I jeszcze cóś. Dawno wyszłam z podwórka książek. I wybebeszyłam ze swojego
                wnętrza juz tyle, że niewiele więcej lęków tam znajdę. Znalazłam większość
                odpowiedzi. Teraz pozostało mi tylko żyć z nimi w zgodzie i zaufać sobie, lecz
                sie nie ponaglam Mam swój czas. "Fala" to jedyne czym mogę się podeprzeć, bo
                wyraża dokładnie to co czuję.

                • goscgazety1 Do Moni 02.08.04, 22:23
                  > nadal nie odniosłeś sie do tego jakoby strach wypływał z miłości za wyjątkiem
                  > oczywistości.
                  Wiec wroc do mojej wypowiedzi jeszcze raz, przeczytaj spokojnie raz , drugi,
                  poczekaj kilka dni, nie forsuj tego umysłem. Pozwol, by Twoja intuicja wyczuła
                  to. Poczujesz to od wewnatrz, kiedy poczujesz, pojawi sie zrozumienie :))
                  Taka moja postawa nie wynika z uchylania sie od odpowiedzi, tylko nawiazuje do
                  innych Twoich słow, cytuje
                  > Nie ma słów. Ktoś kto poznaje" Żródło" może tylko kochać.
                  > Nie wytłumaczy czym jet miłość.
                  Zwroc równiez uwage na inne swoje słowa
                  > Myślę, że można bać się z miłości...
                  oraz
                  >I dzień staje się nocą.
                  Powtórze, "bac sie z miłosci" , czy dostrzegasz to - jedno wypływa z
                  drugiego.Tak samo, jak noc przechodzi w dzien, a dzien w noc. Kiedy dzien staje
                  sie noca nie ma juz dnia :).

                  Dalej
                  > Ale dzieci, często ofiary gwałtów nie chcą obarczać winą rodzica.
                  > Trzeba aż terapii, bvy im uzmysłowić, że mogą i powinny sie bronić. Dlaczego?
                  > Bo biorą na siebie winę z miłości.
                  Przytaczasz kolejny przykład paradoksu miłosci, wina z miłości...Nie bede tego
                  komentował.

                  > A przytoczone słowa możesz wyrywać z kontekstu. Nie rozumiem, czym mogłyby mi
                  > zagrozić. Podpisuję się pod nimi, bo to jedyne w co naprawdę wierzę. Reszta
                  > to tylko filozofowanie.

                  Tym razem to była moja humoreska :)) Nie było w tym zadnego wskaznia na
                  zagrozenie. Zupełne nieporozumienie.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  • Gość: Moni Re: Do Moni IP: *.telprojekt.pl 02.08.04, 22:59
                    Jakoś nie czuję tych strachów i nie wiem czy chcę z nimi zostawać. Nie jest to
                    chyba dla mnie na tyle wazny temat, żey sie coś jeszcze samo urodziło. Tak
                    sobie tylko gadałam. Rozumiem Miłość i to mi wystarczy. Z niej jescze dużo sie
                    może urodzić, ale mam nadzieję, że to nie będą strachy.
                    Idę spać. Dobranoc.
    • Gość: Moni STRACH - skąd się bierze? IP: *.telprojekt.pl 30.07.04, 22:45
      Gościu Gazety!
      To nie fair! Rzucasz jakieś hasło, które w sumie stanowić powimmo, obok
      słowa "wolność" fundament tej dyskusji, a potem unikasz wyjaśnień i to na
      dokładkę mówiąc, że się będziesz powtarzał. Czegoś nie doczytałam? Na chwilę
      obecną bliższe mi stwierdzeni BAA, że miłość uwalnia od strachu. Tym niemniej
      wcale nie musi stać to w sprzeczności z tym co powiedziałeś - że strach wypływa
      z miłości. Stanowczo proszę o ciąg dalszy. Jedyne co mi przychodzi do głowy to
      miłość własna oraz życia.
      • dobrutka Re: STRACH - skąd się bierze? 31.07.04, 14:16
        strach przed zranianiem kogos czynem lub slowem,
        strach przed sumieniem.
        Czyste sumienie daje Tobie dobrostan, ale tez Cie zniewala, bo nie mozesz
        zyc jak chcesz bez brania pod uwage innych.

        PS juz nie mowiac o karmie - zlo wraca do Ciebie jak i dobro.
        • Gość: Moni Re: STRACH - skąd się bierze? IP: *.telprojekt.pl 31.07.04, 16:51
          Sumienie to narzędzie oceny czy coś jest w zgodzie z pra-zasadą kosmosu -
          Miłością. Nie może być więc narzędziem zniewolenia. Chyba, że rozumiesz
          sumienie jako narzęzie moralności. O tym juz pisałam. Jeśli chcesz, to wróć do
          wątku nt. dobra i zła w mojej rozmowiez Gościem Gazety.


          Zaczynam łapać co z tym strachem. Boję się ojca, który mnie pierze - z miłości
          do niego - chronię go przed mą wiedzą, że jest słabym i zniewolonym
          człowiekiem. Z miłości do niego godzę się na ból i cierpienie, by nie wyczytał
          w moich oczach prawdy o sobie... Tak?
          Chyba aż sie boje to poczuć. Colera, jeszcze się wyzwolę i powiem mamusi, że z
          milosci do niej brałam na siebie winę, że nie urodziłam się chłopcem i w końcu
          zacznę być szczęśliwą kobietą...
          • dobrutka Re: STRACH - skąd się bierze? 01.08.04, 00:05
            Moni gdzie jest ten watek dobra i zla

            Jak to ojciec Cie pierze?? Jestes dorosla i pozwalasz mu na to?
            • Gość: Moni Re: STRACH - skąd się bierze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 08:11
              Z ojcem - to przykład. Wątek z dobrem i złem: 28.07.04; rozmowa Moni/Gośćgazety
      • Gość: BAA Do Gościa i Moni IP: *.ipan.lublin.pl 03.08.04, 09:36
        Tyle w międzyczasie pojawiło się wątków, że trudno nadążyć z odpowiedziami.

        Najpierw były przykłady Gościa dotyczące karetki pogotowia, czy problemów z
        samolotem.

        Myślę, że tu każdy czuje to samo, ale dla mnie nie jest to strach wypływający z
        miłości, ale obawa o los drugiej osoby wypływająca z miłości. I chyba tak można
        to zamknąć, bo dalsza dyskusja wskazuje, że zajmujemy się zupełnie innym
        wątkiem.

        Jeśli chodzi o wywód Gościa który można, jak mi się wydaje, streścić w „albo go
        kochasz, albo się boisz, nie może być jednocześnie dnia i nocy „ to w
        większości zgadzam się z tym.
        To wszystko co Gościu napisałeś jest prawdą. Jedyny szkopuł w tym, że nie
        każdemu dane jest (a może raczej nie każdy jest w stanie dać sobie sam)
        wyzwolenie się z uwarunkowań, w których tkwi.
        Zaciekawiony Twoimi przemyśleniami Moni sięgnąłem po tę książkę „Fala jest
        morzem”. Podpisuję się pod nią całym sobą. Jest jeszcze więcej pozycji, które w
        ten sposób opisują naszą RZECZYWISTOŚĆ. Oczywiście przeczytanie jakiejkolwiek
        książki nie wyzwoli nikogo i jest to proces, którego nie da się za kogoś zrobić
        albo komuś sprzedać (choć podaż w tej materii jest wielka – choćby w
        internecie). Nie da się także co mocno podkreślił Gość mówić/żyć czyimiś
        przeżyciami. Sami musimy szukać odpowiedzi w samych sobie. Dlatego moja jedyna,
        powiedzmy półnegatywna opinia o tej książce to to, że autor nie dowartościował
        (a może dowartościował w zbyt małym stopniu) wszystkich pośrednich etapów
        poszukiwań ludzi na tej drodze. Poza tym uważam że mistyka jest niezwykle ważna
        i na pewno prowadzi do poznania rzeczywistości. Ale w moim odczuciu droga
        wskazana przez autora nie jest jedyną drogą dotarcia do mistyki (tak jak według
        autora żadna religia nie jest jedyną drogą).

        Wracając do dyskusji o to uważam, że branie na siebie odpowiedzialności za
        rodziców nie wypływa z miłości, ale właśnie uwarunkowań w których się żyło. I
        na pewno w tych uwarunkowaniach jest jakiś aspekt ludzkiej miłości, ale mówiąc
        językiem z książki „Fala...” miłości na poziomie ego a nie na poziomie
        transpersonalnym.

        Moje odczucie po wczytaniu się w dyskusję Moni i Gościa jest takie: oboje
        czujecie bardzo podobnie ale różnie rozumiecie słowa miłość i strach i stad
        ciekawa dyskusja.
        • Gość: Moni Re: Do Gościa i Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 14:21
          Strasznie się cieszę, że spodobała Ci się ksiązka. Tym bardziej, że jesteś
          jedyną taką osobą, za wyjątkiem tej, która mi ją dała. Sporo osób jej nie
          rozumie, więc miło spotkać kogoś kto podobnie patrzy na świat.Co do uwag
          krytycznych zgadzam się z Tobą, choć myślę, że autor po prostu dzieli się swoją
          drogą i na tym się skupia. Dla mnie samej medtyacje są zbyt trudne - jestem
          żywa, emocjonalna i niecierpliwa. Nie myślę, że walka z tym to dobry pomysł;
          bliższy mi np. taniec. Każdy pewnie musi znaleźć swój sposób.
          Cieszę się też, że dostrzegasz pośrednie etapy - to rzeczywiście droga, choć
          pewnie z pozycji tego, kto dotarł do celu mało istotna. Ja raczej umniejszam
          jej rolę, bo liczy się cel, choćby dlatego, że dojść można nawet po
          największych krzaczorach, niestety, krzywdząc po drodze wielu ludzi. I
          niezależnie od tego jak my sobie tu pięknie myślimy, niejeden pijak i
          krzywdziciel może sobie odkryć najgłębsze prawdy o sobie i wszechświecie
          trzeźwiejąc w rowie - a słyszłam o takim przypadku. Ale masz rację, że dla
          większości to ciężka orka i warto ją docenić.

          Natomiast branie odpowiedzialności za rodziców nie jest miłością, a jedynie
          uwarunkowaniem w przypadku osoby dorosłej. Ta działa nieświadomie i zgodnie z
          wyuczonymi sposobami. Na dodatek przenosi je na innych. Dziecko absolutnie robi
          to z miłości. I owszem, mieści się to w tejże wielkiej miłości, bo dziecko
          kocha najofiarniej i najpiękniej. A że z czasem staje się to źródłem
          zniewolenia? Odkrycie w każdym razie faktu, tego co się zrobiło dla własnych
          rodziców i rodziny jest wielce wyzwalające. I nie ma to znaczenia, czy jest to
          coś co ma uszlacetniać, czy cos pskudnego. Ja np. postanowiłam, że będę
          wspaniałą matką i poświęcę się dzieciom, żeby moja matka mogła żyć w
          bezpiecznej świadomości, że nie wszystkie matki porzucają dzieci (sama takim
          była). Wiedziałam to już będąc dziewczynką, choć byłam wtedy całkowicie tego
          niświadoma. I w życiu dorosłym musiałam się uporać z tym przekazem, który
          właściwie nikogo nie krzywdził, ale mnie zniewalał. Uznanie faktu, iz działałam
          z wielkiej mojej do matki miłosci, dał mi tez siłę do uznania, że nie było to
          bezcelowe, głupie i złe. Chciałam po prostu obdarować ją czymś pieknym. Teraz
          nie muszę, bo mogę inaczej.
        • goscgazety1 Do BAA 03.08.04, 16:05
          Jest dla mnie zasadnicza róznica miedzy obawą i strachem. Strach jest
          doznaniem znacznie bardziej intensywniejszym, kontrastowym, o
          powazniejszych konsekwencjach. Kiedy doznajesz strachu,zwieksza sie poziom
          adrenaliny, przez całe Twoje ciało przechodzi energia, oddech, bicie serce
          ulegają przyspieszeniu, wzmocnieniu...itd. Dzieki temu mozesz np. bardziej
          skutecznie walczyc, mobilizowac siły... I taki strach pojawia sie w moich
          przykładach. On sie pojawia nawczesniej, jest pierwszą naszą reakcją.
          Natomiast obawa przychodzi , pozniej, kiedy dopuszczasz racjonalne myslenie.
          Obawa jest czyms bardziej subtelnym, w bardzo uproszczony sposób mozna to
          zobrazowac porównując do zmierzchu . Zmierzch jest czyms posrednim miedzy
          dniem i nocą.
          Jezeli chodzi o Moni, nie piszemy o tym samym. Jest dosc istotna roznica miedzy
          moim spojrzeniem , a Moni. Ja w wymiarze duchowym odrzucam dualzim, tj.
          podział na dobro i zło, czy tez jak Moni woli, na miłosc i strach. Dla mnie
          istnieje tylko MIŁOSC, która jest zrodłem wszystkiego.
          Pozdrawiam serdecznie

          • Gość: Moni Re: Do BAA IP: *.telprojekt.pl 03.08.04, 20:19
            Jakbyś nie nazwał, będzie to samo - jak jest Miłość, to też jest jej brak (co
            ewidentnie odczuwa znakomita większość narodu). I to jest kwintesencja "mojego"
            podziału.
            • Gość: BAA Do Gościa i Moni (2) IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 03.08.04, 22:50
              Do Moni
              Nie chciałbym żeby wyszło, że krytyka przeważa nad dużą wartością tej książki.
              Ale skoro dyskutujemy to:
              - to co napisałaś jest kwintesencją moich negatywnych uwag (raczej uwagi)
              dotyczących tej książki. Czytając ją odnosi się wrażenie, że dojście do mistyki
              możliwe jest jedynie poprzez medytacje. Jestem niemal pewien że wbrew woli
              autora. Dał temu wyraz w kilku miejscach w książce, ale punkt ciężkości jest
              mocno przesunięty w kierunku medytacji. Myślę, że do mistyki można dojść także
              poprzez taniec. Jestem pewien, że to nie jest moja droga ale jestem równie
              pewien, że dla niektórych na pewno (weźmy choćby tańce rytualne rdzennych
              mieszkańców Ameryki czy Afryki). Myślę również (co także pojawia się w książce
              Jagera), że droga do mistyki (rozumianej jako poczuje jedności z Bogiem –
              jakkolwiek GO nazywać) może prowadzić od fizyki czy filozofii, a więc od
              rozumu.
              - ja nie umniejszałbym roli etapów pośrednich. Ilu ludzi w skali ludzkości jest
              mistykami (wdarło się do Bożej przestrzeni) ? Zapewne niewielu. Ale gdy
              zapytamy ilu jest ludzi dobrych (borykających się z codziennością, ale
              wydających dobre owoce) to wyjdzie nam, że o wiele więcej. Co prawda każdy,
              nawet zły zostanie po śmierci włączony w jedność Kosmosu (rodzi się tu pytanie
              na czym polega chrześcijański brak zbawienia). Tak więc każdy, i ty i ja
              niezależnie od tego jaki etap osiągniemy będziemy mistykami po śmierci. Ale z
              punktu widzenia tego co możemy zrobić tu i teraz jest istotne czy jesteśmy
              bardziej czy mniej świadomi od tego zależy choćby to czy i na ile damy wolność
              innym.

              „Natomiast branie odpowiedzialności za rodziców nie jest miłością, a jedynie
              uwarunkowaniem w przypadku osoby dorosłej” – pełna zgoda

              Do Gościa

              OK. Przyjmuję Twoje rozróżnienie pomiędzy obawą i strachem. To postaram się
              ująć to nieco inaczej.
              Jeśli boję się, że przed domem stoi karetka to myślę, że strach, który się
              wtedy pojawia ma klika aspektów. Trudno mi tu opisywać wszystkie tak jak je
              widzę. Wchodzimy na takie obszary, że trzeba by było dużo pisać, aby się w
              pełni wyrazić, więc z powodu ograniczeń czasu i miejsca zasygnalizuję tylko
              jeden z aspektów.
              Moje obserwacje pokazują, że najwięcej łez na pogrzebach wylewamy nad
              sobą: „jak my jesteśmy biedni, że zostaliśmy sami”.
              W 100% podpisuję się pod Twoim stwierdzeniem, że istnieje tylko MIŁOŚĆ, która
              jest źródłem wszystkiego. Ale jeśli na pogrzebie najbliższej mi osoby będę
              płakał to będzie oznaczało swoisty brak konsekwencji. Bo jeśli naprawdę bym tak
              czuł (rozróżniam czuł od uważał lub wiedział w sensie intelektualnym) to
              konsekwencją takiego podejścia byłoby rozumowanie – on/ona odeszli do pełni
              MIŁOŚCI. Po co więc łzy ? Bardziej adekwatna powinna być radość.

              Jeśli chodzi o wątek dotyczący Twojej dyskusji z Moni to w tej chwili trochę
              się pogubiłem. Dotychczas bardzo bliskie było to co pisałeś (nie dalej jak w
              powyższym akapicie potwierdziłem, że także uważam, że istnieje tylko MIŁOŚĆ.
              Ale faktu zła na świecie nie można zanegować. Zgadzam się z Moni, że zło to po
              prostu brak MIŁOŚCI. I niezależnie czy ten brak MIŁOŚCI spersonifikujemy (wtedy
              można by mówić o dualiźmie) czy też nie to nie zmienia postaci, że część ludzi
              odrzuca tę MIŁOŚĆ. W kategoriach chrześcijańskich można mówić wtedy o grzechu.
              Dlatego proszę Cię abyś trochę rozwinął tę swoją myśl rozwinął

              Pozdrowienia

              • Gość: Moni Re: Do Gościa i Moni (2) IP: *.telprojekt.pl 03.08.04, 23:33
                Zgadzam się w pełni z Twoją krytyką dotyczącą ksiązki. Jednak dla mnie te
                mankamenty nie mają istotnego znaczenia - po prostu je pominęłam; można
                powiedzieć, że wzięłam tylko to co dobre. Pewnie dlatego, że w meritum Jager
                zwerbalizował to, co zawsze sama przeczuwałam. Nigdy nic tak do mnie nie
                trafiło, choć zapewne wiele podobnych rzeczy napisano. Jager dla mnie mówi
                najjaśniej.

                Co do dróg dojścia, to nie mam pojęcia. Zarówno medytacje, jak taniec (pewnie
                transowy lub rytualny), śpiew czy też yoga i sztuki walki są dla mnie
                oczywistymi sposobami, ułatwiającymi odkrycie prawdy - choć niestety
                praktycznie nieobecnymi w naszych (chrześcijańskich) praktykach religijnych.
                Trudno mi jednak wyobrazić sobie taką pomoc ze strony fizyki tj. drogą
                wyłącznie intelektualną. Jeśli celem jest wolność duchowa, to nie da się tego
                (?) zrobić bez uruchomienia emocji i naruszenia głębokich pokładów naszej
                struktury osobowości. Chyba, że kogoś tak głęboko zachwyci i poruszy jakaś
                prawda dotycząca własnej dziedziny. W sumie rzeczywiście sporo genialnych
                naukowców (zwłaszcza właśnie fizyków i astronomów), to ludzie głęboko oświeceni
                i mądrzy.

                Co do etapów na drodze do wolności.
                Tu zgadzam się z Tobą i nie. Z jednej strony masz rację, każdy krok bowiem się
                liczy i potrzebuje uznania, tak jak zresztą wszystko. Z dugiej - jest albo
                Miłość albo brak. I niezależnie od tego, jak niewielu mamy mistyków, to
                większość z nas wciąż boryka się bardziej lub mniej świadomie ze swoją tęsknotą
                za tą Miłością i koszmarnym przed nią lękiem. Sama po sobie wiem, że można
                odkryć i zdziałać na tej drodze bardzo wiele i w rzeczywistości wcale nie
                wyzwolić się z okowów np. poczucia winy czy lęków. Czyli wciąż stan bez
                Miłości, choć oczywiście zgadzam się co do momentu śmierci jako tego, w którym
                wszyscy zostaniemy oświeceni. Bardzo więc jestem ostrożna z podziłem na ludzi
                dobrych i mniej. Czasem człowiek wyrządzający krzywdę ma w sobie wiele bólu i
                rozpaczy, które dają mu gotowość do przemiany. Zaś prawy i szlachetny w
                rzeczywistości jest totalnie zamknięty i tylko działa zgodnie ze swoimi
                uwarunkowaniami, akceptowanymi zresztą i pochwalanymi społecznie.

                Brak zaś zbawienia jest dla mnie oczywisty: można tak straszie się bać otworzyć
                na Miłość, że nawet gdy ona ogarnie całkowicie i ostatecznie , musi zostać
                odrzucona - następuje całkowite jej zanegowanie. Piekło to stan ducha -
                ogarnia mnie Miłość, a ja ją neguję, nie dopuszczam, odrzucam (brrr, co mi
                przyszło do głowy, żeby pisać w 1-szej osobie?)

                Dobranoc na dziś. Moni

                • Gość: BAA Do Moni IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 04.08.04, 20:28
                  Moni, nie wiem czy Cię dobrze rozumiem, ale trudno mi się zgodzić z takim
                  radykalizmem. Piszesz, że dużo odkryłaś i zdziałałaś ale się nie wyzwoliłaś z
                  winy i lęków. I zapewne tak jest. Mnie się trudno zgodzić z dalszym
                  stwierdzeniem – że brak tego wyzwolenia to wciąż stan bez Miłości.
                  Ja inaczej rozumiem stan bez Miłości. Jeśli jestem świadom ograniczeń i
                  doświadczam winy i lęki to rodzi się pytanie czy ja tego chcę czy nie ? Albo,
                  czy staram się sam oszukiwać siebie czy nie ? Wiem, że odpowiedź na te pytania
                  wcale nie jest łatwa. Bez przebudzenia sprowadza się raczej do intencji niż do
                  obiektywnej oceny. Ale jeśli pojawi się choć mała intencja wyjścia z tego to
                  już jest Miłość. Wychodzenie z ograniczeń jest procesem. Czasem na całe życie.
                  I nie ma żadnej gwarancji sukcesu. Ale też nie sukces jest celem. Celem jest
                  zjednoczenie się z Miłością. Może to zabrzmi arogancko i zarozumiale, ale w
                  jeśli miałby teraz umrzeć to nie byłoby dla mnie ważne ile jeszcze mam drogi do
                  przebudzenia się. Ważne byłoby dla mnie czy próbowałem i jaki wysiłek w to
                  włożyłem. I na pewno nie w kontekście nagrody czy kary. Nie wiem ... tak jakoś
                  czuję.

                  Tak jak ty bardzo jestem ostrożny przy ocenie ludzi (dobry czy zły). Może nawet
                  poszedłbym dalej. Bo piszesz o prawym i szlachetnym, ale kompletnie zamkniętym,
                  który działa zgodnie ze swoimi uwarunkowaniami. Nie wiem czy masz kogoś
                  konkretnego na myśli czy jest to tylko przykład. Jeśli przykład to zgoda, ale
                  jeśli chodzi o konkretną osobę to tylko Bóg wie co w nim się dzieje i czy
                  naprawdę jest kompletnie zamknięty. Natomiast sprawa czy jest to akceptowane
                  przez ludzi czy nie to zupełnie marginalna kwestia, która dla mnie nie ma
                  żadnego znaczenia.

                  Nie rozwiałaś natomiast moich problemów ze zrozumieniem piekła. Jeśli tu i
                  teraz odrzucam Miłość to faktycznie można to uznać za piekło. Ale jeśli po
                  śmierci zostanę ogarnięty wszechobecną Miłością i jednocześnie zostanę
                  wyzwolony z ziemskich ograniczeń to jak można tę Miłość odrzucić. Nie wyobrażam
                  sobie tego. A to stan piekła odnosi się do Rzeczywistości po śmierci. Z kolei
                  proste rozumienie, że za karę za grzechy na ziemi zostanę odrzucony przez
                  Miłość zupełnie do mnie nie przemawia.

                  To na razie tyle,
                  Pozdrawiam
                  • goscgazety1 Do BAA 04.08.04, 20:55
                    > OK. Przyjmuje Twoje rozróznienie pomiedzy obawa i strachem. To postaram sie
                    > ujac to nieco inaczej.
                    > Jesli boje sie, ze przed domem stoi karetka to mysle, ze strach, który sie
                    > wtedy pojawia ma klika aspektów. Trudno mi tu opisywac wszystkie tak jak je
                    > widze. Wchodzimy na takie obszary, ze trzeba by bylo duzo pisac, aby sie w
                    > pelni wyrazic, wiec z powodu ograniczen czasu i miejsca zasygnalizuje tylko
                    > jeden z aspektów.
                    > Moje obserwacje pokazuja, ze najwiecej lez na pogrzebach wylewamy nad
                    > soba: „jak my jestesmy biedni, ze zostalismy sami”.

                    W tej kwestii w pełni sie z Tobą zgadzam. Jednak muszę Cie przeprosic i
                    wskazać, ze przytaczany przez Ciebie aspekt nie jest scisle związany ze
                    strachem. Pisząc o pogrzebie , o płaczu, o "rozczulaniu sie" poruszasz
                    kwestie innego uczucia, tj. smutku pojawiajacego sie kiedy "tracimy" , zegnamy
                    kogos, a przede wszyskim róznych deformacji tego uczucia, kiedy smutek
                    przechodzi w rozpacz itd. Oczywiscie strach w takich chwilach jest równiez
                    czestym wspłtóowarzyszem. Jednak w tym przypadku strach moze wypływac z
                    miłosci ale...do siebie! Miłujesz siebie i swoją osobę. Kiedy zyjecie razem,
                    sprowadzasz swoje poczcucie bezpiczeństwa do tej wlasnie osoby - niestety,
                    dość czesto takie błedne utożsamianie bezpieczeństwa pojawia sie w naszym
                    życiu. Kiedy ta osoba umiera, ginie stabilizacja, podpora bezpieczeństwa.
                    Jezeli kochasz siebie, naturalną konsekwencją tego, bedzie pojawienie sie
                    strachu.I taki własnie strach czesto pojawia sie w sytuacji odejscie ukochanej
                    osoby. Oczywiscie jest to pewne uproszczenie, mozna by poruszac inne strony
                    strachu, niekoniecznie do siebie, rózne relacje, jakie mogły zaistniec miedzy
                    tymi osobami. Mysle jednak, ze jest to zupełnie niepotrzebne. Poza tym zwróc
                    uwage, ze to sie dzieje na poziomie podswiadomosci.
                    Wracajac do mojego przykładu, skąd Twoim zdaniem wypływa wspomniany strach?
                    Drugi przykład z samolotem w najbardziej wyrazny sposb oddaje isote tego
                    mechanizmu. Czy w ogole doswiadczyłes takich badź podobnych zdarzeń?
                    Jezeli pragniesz pełniej poznac moj pkt. widzenia mozesz przeczytac moje
                    wczesniejsze posty. W nich dokładniej ustosunkowałem sie do zagadnienia dobra
                    i zła. Dopiero na bazie tego moge słuzyc dalszymi odpowiedziami. Nie miej mi za
                    złe, ze tak podchodze do tego, po prostu nie widze sensu powtarzania sie.
                    Co do tzw etapow posrednich w rozwoju rownziez jak najbardziej przyznaje Ci
                    racje. To one sa tak naprawde kluczowe, a wejscie na droge medytacji jest tego
                    ukoronowaniem. Bez tych etapow medytacja w ogole byłaby niemozliwa.
                    Pozdrawiam serdecznie
                    P.S dla mnie piekło to przede wszystkim stan umysłu.
                    • Gość: Moni Re: Do BAA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 09:41
                      "Dla mnie piekło to stan umysłu" - po śmierci nie ma umysłu, więc pewnie masz
                      na myśli ducha. Owszem, stan - zamknięcia sie na Miłość...

                      Co do etapów, nie zgadzam się, że są kluczowe - wyjaśnienia powyżej. Na pewno
                      są bardzo ważne. Wszystko jednak zależy od (własnie) stanu ducha na tymże
                      etapie.
                    • goscgazety1 Do Moni 05.08.04, 20:38
                      Nie wiem, trudno mi cos wiecej powiedziec, czy naprawde umysł zanika po
                      smierci - z pkt widzenia zasady zachowania energii, byłaby to swoista magia.
                      Umysł jest pewną formą energii i ta energia musi sie gdzies podziac. Gdzie?
                      Jednak z drugiej strony czytając różne relacje osob , ktore doswiadczyły stanu
                      tzw. smierci klinicznej (a dokładniej doswiadczenia bycia poza ciałem) oraz
                      pozycje róznych "mistyków", mozna wysunąc wniosek, ze umysł transformuje sie
                      w inną postac energii dopiero po pewnym "czasie", a do tego momentu człowiek
                      doswiadcza tego, w co wierzył zyjac na ziemi. Bardzo ładnie i plastycznie
                      ukazuje to film "Miedzy niebem a piekłem".
                      To co pisesz w poscie do BAA to dla mnie aspekt uczciwosci wzgledem siebie.
                      Pewien czlowiek pisał" Bądz wierny sobie, a dzien nastanie po nocy". Zapewne
                      dlatego ten "trudny" człowiek jest w wielu przypadkach blizszy
                      tzw. "przebudzeniu", niz ten, jak go okreslasz, "prawy", szlachetny". I
                      własnie do tego w duzym stopniu sprowadza sie nasze zycie... by BYĆ SOBĄ, zyc
                      zgodnie ze swoimi uczuciami itd.
                      Co do Twojego pedu do wielkiego skoku, moze w Twoim przypadku jest to jak
                      najbardziej wskazane, moze taka jest własnie Twoja droga. Jednak to mi
                      przypomina pociąg ku rewolucji duchowej, a gdzie rewolucja, to... wielka
                      niewiadoma i warto tutaj pomyslec przede wszytskim o swoich bliskich.
                      Uwazam , ze takich "przebudzen" jest wiecej w naszym zyciu, tyle na ile sam
                      sobie człowiek pozwoli, bo tak jak pisał BAA, jest to przede wszytskim
                      proces. Dla mnie jest to ewolucja. Chcemy , czy nie , jedni szybciej z
                      róznymi fajewerkami , drudzy wolniej, spokojniej , ewoluujemy. Nasza
                      swiadomosc sie poszerza, ogarnia coraz bardziej złozone aspekty zycia,
                      zmieniają sie ramy dobra i zła, pojawia sie wieksza otwartosc na drugiego
                      człowieka, czesciej zródłem naszych decyzji, czynów staje sie miłosc ...

                      A w całym tym procesie chyba najpiekniejsza jest sama droga, sam proces
                      powrotu do zródła. Taka postawa daje pełniejszą radosc, pokoj wewnetrzny i
                      pozwala sie cieszyc, tym co niosą ze sobą chwile, a przede wszytskim wyzwala
                      człowieka z kolejnej pułapki - tj. pasji ... i tutaj pozostawiam wolne
                      miejsce.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      • Gość: BAA Re: Do Moni IP: *.ipan.lublin.pl 06.08.04, 08:45
                        "A w całym tym procesie chyba najpiekniejsza jest sama droga, sam proces
                        powrotu do zródła. Taka postawa daje pełniejszą radosc, pokoj wewnetrzny i
                        pozwala sie cieszyc, tym co niosą ze sobą chwile, a przede wszytskim wyzwala
                        człowieka z kolejnej pułapki - tj. pasji ... i tutaj pozostawiam wolne
                        miejsce." Cudownie napisane. Dzięki takiemu podejściu możemy się cieszyć tym co
                        mamy TU i TERAZ a nie czuć ciągłe niespełnienie dążąc do jakiejś pięknej ale
                        odległej rzeczywistości. Lepszy wróbel ....
                        • Gość: Moni O etapach powrotu do źródła. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 10:20
                          Zgadzam się i nie umniejszam ich roli! Po prostu uważam tylko, że na tej drodze
                          dochodzi się czasem do miejsca, gdzie trzeba przekroczyć jakąś barierę i
                          przejść przez wielki ból. Zdecydować się na taki, nie wiem, wgląd czy
                          knnfrontację ze sobą, która ostatecznie pozwoli na ZAUFANIE i poczucie tej
                          Miłości. Niespełnienie nie jest wtedy marzeniem o czymś nieosiągalnym a tylko
                          tkwieniem we własnym lęku. Jest świadomość, a nie idzie za tym dalsze
                          wyzwolenie, bo lęk zatrzymuje. Pewnie nie dotyczy to wszystkich, ale czasem
                          jednak można utkwić. Może kryje się za tym wielka truma, może jakaś niemożność.
                          Jeśli bowiem potraficie cieszyć się chwilą i nie szukać choć przez chwilę, to
                          znaczy, że już znaleźliście dostęp do Żródła (w sobie oczywiście, bo przecież
                          jesteśmy w nim zanurzeni). Może nie całkowity, niepewny, ale jest i to ten
                          dostęp daje właśnie ten spokój wewnętrzny, radość, akceptację świata...
                    • Gość: BAA Czym jest zło ? IP: *.ipan.lublin.pl 06.08.04, 09:35
                      Gościu, z dużym zainteresowaniem i uwagą przeczytałem Twoje posty. Myślę, że
                      możemy zamknąć wątek stracu i lęlu ponieważ myślimy bardzo podobnie.

                      Nie potrafiłem jednak znaleźć odpowiedzi jak Ty widzisz problem zła. Owsem
                      pojęcie zła pojawia w Twoich wypowiedziach, ale ie potrafię ich powiązać z
                      Twoim stwierdzeniem, że jest tylko Miłośc i nic wiecej. Jesli możesz to wskaż
                      mi te posty, na które powinienem zwrócić uwagę.

                      Dla mnie zło (czy jak to będziemy nazywali) to brak Dobra/Miłości. I ten brak
                      Miłości jest także rzeczywistością. Bo jak inaczej wytłumaczyć totalitaryzm czy
                      świadome zadawanie cierpień?
                      • goscgazety1 Re: Czym jest zło ? 16.08.04, 23:16
                        Gość portalu: BAA napisał(a):

                        > Gościu, z dużym zainteresowaniem i uwagą przeczytałem Twoje posty. Myślę, że
                        > możemy zamknąć wątek stracu i lęlu ponieważ myślimy bardzo podobnie.
                        >
                        > Nie potrafiłem jednak znaleźć odpowiedzi jak Ty widzisz problem zła. Owsem
                        > pojęcie zła pojawia w Twoich wypowiedziach, ale ie potrafię ich powiązać z
                        > Twoim stwierdzeniem, że jest tylko Miłośc i nic wiecej. Jesli możesz to wskaż
                        > mi te posty, na które powinienem zwrócić uwagę.
                        >
                        > Dla mnie zło (czy jak to będziemy nazywali) to brak Dobra/Miłości. I ten brak
                        > Miłości jest także rzeczywistością. Bo jak inaczej wytłumaczyć totalitaryzm
                        czy
                        >
                        > świadome zadawanie cierpień?


                        Jak postrzegam miłość i zło?.
                        Miłośc jest dla mnie stanem bezwarunkowego, wolnego, nieograniczonego
                        miłowania.
                        Przejawem miłowania jest rozszerzania, wychodzenie na przeciw zdarzeniom,
                        otwieranie, dzielenie, akceptacja itd.
                        Strach to stan, w którym nastepuje kurczenie, ucieczka, zamykanie,
                        zagarnianie, nieakceptacja .

                        Te dwa stany są podstawą istnienia nas w tym świecie. Są jak najbardziej
                        realne. Są biegunami, pomiedzy którymi moze zaistniec całe spektrum naszych
                        uczuc.
                        Czy miłosc nazwiemy dobrem , czy jeszcze inaczej, a strach złem, nie zmienia
                        to fundamentalnego faktu, ze bez jednego z tych pierwiatkow nie moglibysmy
                        zaistniec w takiej formie, jakiej istniejemy.

                        To tak, jak wykorzystanie w informatyce dwoch stanow logicznych: zera (brak
                        prądu) i jedynki (istnienie prądu) . Dzieki wykorzystaniu dwoch odmiennych
                        stanow napieciowych stworzono prawdziwą rewolucje informatyczną - ogromną ilośc
                        programow oraz takie zjawiska, jak rzeczywistosc wirualna, efekty specjalne
                        i.... forum :) . Czy w tym kontekscie tzw. logiczne 0, czyli brak prądu,
                        jest tak naprawde złem?
                        Negowanie jednego z tych stanow jest dla mnie osobiscie niewłaściwym
                        podejściem. Bez strachu nie moglibysmy poznac doswiadczalnie miłości. Gdyby
                        nie było ciemności zupełnie inną wartosc miałaby dla nas swiatłość. Podobnie,
                        inaczej bysmy postrzegali błękit nieba, gdyby nie było pochmurnych dni.

                        Zapewne dla wielu jest to nie do przyjęcia, równiez osobiscie nieraz negowałem
                        taki punkt widzenia, ale im wiecej doswiadczam, im wiecej postrzegam złożonosci
                        tego swiata, tym bardziej takie spojrzenie staje sie dla mnie przejawem
                        głebokiej duchowej madrości.

                        Jednak z drugiej strony brak jakiegokolwiek ustosunkowania sie do
                        otaczajacego nas swiata, zdarzen, postaw itd jest pułapką. Bez okreslenia tego,
                        co jest niewłaściwe dla mnie, nie mogłbym okręslic tego, kim jestem. Bo to
                        własnie poprzez wyznaczenie granic "mojego" dobra i zła okreslam tak naprawde
                        siebie samego, czyli to, kim jestem, kim pragne byc, jak pragne zyc itd..
                        Poniewaz strach i miłosc sa podstawą istnienia całego swiata uczuc, dlatego
                        nie potrafie POTĘPIĆ tak rozumianego zła (strachu), bo potepienie zła, to
                        potepienie jego częsci , a tym samym potepienie stworcy, który ten swiat
                        powołał. Poniewaz to zło jest rowniez na pewnym poziomie w nas, przez co
                        takze nastepuje potepienie czastki siebie samego. Stąd pojecie zła i dobra
                        nabiera dla mnie innego wymiaru.
                        Po pierwsze złem jest dla mnie to wszystko, co mi nie słuzy. Po drugie,
                        zamiast potepiac zło, traktuje je jako rzecz, którą najzwyczajniej nalezy
                        odrzucić. To oznacza, ze waznym dla mnie zagadnieniem jest nie tylko
                        zakreslenie ram dobra i zła , ale okreslenie rowiez samego stosunku do zła.
                        A co mi słuzy?
                        - uczciwosc wzgledem siebie, a co za tym idzie wyrazanie swojej prawdy (tj.
                        swoich uczuc) ,
                        - możliwosc wyrazanie siebie samego poprzez prace, kulture sztuke, związki,
                        - wolnosc osobista - możliwośc realizowania własnych wyborów, ale w takim
                        zakresie, by nie naruszac godności drugiego człowieka.
                        Poniewaz nie jestem samoistną wyspą równiez rozpatruje to zagadnienie w
                        kontekscie całego społeczeństwa.
                        Społeczenstwu, a tym samym i mnie moze słuzyc:
                        - wychowywanie polegajace przede wszystkim na rozwijaniu samoakceptacji,
                        samodzielnosci, kreatywnosci, empatii oraz ODPOWIEDZIALNOSCI.
                        - dbałosc o najsłabszych członków społecznosci, tych ktorych potencjał
                        intelektualno-emocjonalny nie
                        pozwala na skuteczną rywalizacje o "kase", bardzo sprytnie okreslaną,
                        jako "radzenie sobie".
                        - i szereg innych czynnikow.
                        Czy teraz domyslasz sie , jaki jest moj pogląd na totalitaryzm i inne formy
                        zła?

                        Pozdrawiam serdecznie

                        • melanie Re: Czym jest zło ? 16.08.04, 23:18
                          Powiedz, goscgazety, czy kiedys nie byles poprostu gosc?
                          • goscgazety1 Re: Czym jest zło ? 16.08.04, 23:43
                            melanie napisała:

                            > Powiedz, goscgazety, czy kiedys nie byles poprostu gosc?

                            Chciałem sie zalogowac , jako gosc, ale ten nick był juz zarezerwowany :). Wiec
                            wybrałem goscgazety1, bo goscgazety rowniez ktos juz wykorzytstał :).
                            Raz wypowiedziałem sie na forum jako gosc (to był nick tymczasowy).
                            Dobranoc Melanie
                            • melanie Re: Czym jest zło ? 16.08.04, 23:51
                              Napisalam do ciebie.
                              dobranoc, goscgazety
                        • Gość: BAA Re: Czym jest zło ? IP: *.ipan.lublin.pl 17.08.04, 11:49
                          To co napisałeś jest mi nadzwyczaj bliskie. Czuję DOKŁADNIE TAK SAMO !

                          Problem pojawia się gdzie indziej. Napisałeś, że „służy Ci uczciwość względem
                          siebie, a co za tym idzie wyrażanie swojej prawdy (tj. swoich uczuć)”. I z tym
                          trudno się nie zgodzić. Ale jaki ja naprawdę jestem ? Co ja naprawdę czuję ?
                          Przepięknie wyraził to Jacek Kaczmarski w piosence Spowiedź (staram się
                          zacytować): "nieodmiennie brałem za szczęście to co zadowolenie było siebie".
                          Mnie się wydaje, że jestem taki czy inny (że czuję tak czy inaczej), a ludzie
                          wokół odbierają mnie zupełnie inaczej. Kto ma rację ? Zapewne i ja i oni
                          jednocześnie.

                          Poza tym nasza świadomość siebie zmienia się w sposób ciągły. To, jak sam
                          siebie widziałem rok temu jest zupełnie odmienne od tego, co widzę teraz. Więc
                          co oznacza 'nie oszukiwać samego siebie' albo 'być uczciwym wobec samego
                          siebie'. Szczególnie, że często tkwimy w różnych zaprogramowanych dla nas (np.
                          przez rodziców, wychowawców, nauczycieli i księży) lub zaprogramowanych przez
                          nas samych uwarunkowaniach (czytaj: zniewoleniach), o których w tej chwili nie
                          mamy pojęcia.

                          Ten stan niepewności nie jest w żaden sposób powodem do zanegowania całego
                          pięknego procesu dojrzewania (drogi ku przebudzeniu). I może wbrew wielu
                          powiem, że nie samo przebudzenie jest celem. Celem jest droga ku przebudzeniu
                          pod warunkiem, że człowiek uczciwie w stosunku do samego siebie, będzie po niej
                          kroczył. Pewnym jest, że wiele razy z niej zejdzie. Taką gwarancję dają nam
                          nasze uwarunkowania (zniewolenia). Pewne jest także, że wiele razy cholernie
                          będzie bolał powrót na tę drogę. Ale jeśli w perspektywie życia utrzymujemy
                          choćby ogólny kierunek to to dla mnie jest szczęście.
                          Znam wielu ludzi, którzy już odeszli. I nie znaleźli przebudzenia rozumianego
                          jako mistyczne doznanie RZECZYWISTOŚCI. Ale niektóre owoce, które po ich
                          zostały są dobre a to oznacza, że ich droga była dobra.

                          Specjalnie napisałem „niektóre owoce”, ponieważ każdy z nas oprócz dobra czyni
                          także zło. Podobnie jak ty nie ośmielam się potępić zła, choć muszę się
                          przyznać, że jest mi strasznie trudno wyzwolić się z czarno-białego obrazu
                          narzuconego mi w czasie lekcji religii i wychowania w rodzinie, gdzie zło było
                          jasno zdefiniowane i godne potępienia. Taki świat z jasno określonym dobrem i
                          złem jest bardzo atrakcyjny, bo zwalnia mnie z odpowiedzialności za własne
                          życie. Wystarczy tylko postępować według uznanych powszechnie recept.

                          Wracając do „niektórych owoców” to uważam, że czynione przez nas zło (często
                          nieświadomie, ale z tego punktu widzenia tego nie ma większego znaczenia) jest
                          częścią naszego jestestwa. I jednym z kluczowych punktów na naszej drodze ku
                          przebudzeniu jest jego zaakceptowania. Nie chcę powiedzieć polubienie, ale
                          jeśli nie zaakceptujemy zła w sobie to zawsze będziemy jego niewolnikiem.

                          Tak więc czynienie zła jest dla nas naturalne. Co można z tym zrobić ? Przede
                          wszystkim uświadomić to sobie i zawierzyć MIŁOŚCI.

                          Pozdrawiam

                          • goscgazety1 Re: Czym jest zło ? 18.08.04, 23:41
                            Bardzo ładnie to ujałes BAA. Zastanawiałem sie , czy w swoim poscie nie
                            zahaczyc a akceptacje. Jednak pragnąc uniknąc poruszania nowego watku ,
                            zrezygnowałem z tego. Jednak ładnie sie składa, ze Twoj post staje sie
                            dopełnieniem tego , co pragnałem umiescic.
                            Własnie akceptacja. W niej jest wielka siła i madrosc zyciowa. Zamiast
                            walczyc , isc pod prad, mozna zaakceptowac zło, ze jest i bedzie naszym
                            nieodłącznym towarzyszem ...i dokonac zwykłego wyboru: kim pragne byc wobec
                            tego zła, jak sie zachowac, jak je wykorzystac , by samemu cos cenniejszego z
                            tego wyniesc. To jeden z aspektow wolnosci wewnetrznej.

                            >> “Napisales, ze „sluzy Ci uczciwosc wzgledem
                            >> siebie, a co za tym idzie wyrazanie swojej prawdy (tj. swoich uczuc)”. I z
                            >> tym trudno sie nie zgodzic. Ale jaki ja naprawde jestem ? Co ja naprawde
                            >> czuje ? “

                            To jest bardzo mądre i trafne pytanie. Mysle, ze to zalezy tylko i wyłacznie
                            od nas, jacy jestesmy i jacy zamierzamy byc. A z uczuciami ? :)) Nasuwa mi
                            sie taka bajeczka: ” Co czujesz? Hmmm, niech pomysle ...”.
                            Spojrz, poruszam dwie oddzielne kwestie: “Kim jestem” i “ Kim pragne być”.
                            Celowo to czynię, bo zycie polega na zrozumieniu prawdy o sobie, kim sie jest
                            w danej chwili i jednoczesnym dokonywaniu wyboru, kim pragnie sie byc w
                            przyszłosci. Poznanie prawdy o tym, kim sie jest w danej chwili, pozwala
                            ominąc sporo pułapek zyciowych, a pragnienie urzeczywistnienia wizji siebie
                            samego jako oosby jeszcze bardziej pełniejszej, zadowolonej staje sie motorem
                            naszego rozwoju.
                            Kiedy sie mierzy 170 cm, to wmawianie sobie i innym, ze mierzy sie teraz 200 ,
                            czy tez 150 jest po prostu oszukiwaniem siebie samego. Moze prowadzic do
                            roznych ,czasami nawet bolesnych konsekwencji. To czesto sie zdarza w zyciu
                            zawodowym, w związkach, kiedy bierzemy na siebie zbyt duzy cieżar, ktory
                            przerasta nasze intelektualne, psychofizyczne mozliwosci. Przez pewien czas
                            moze byc dobrze, prosperujemy dla firmy,w zwiazku jest całkiem niezle, ale tak
                            naprawde wewnetrznie sie wypalamy. W koncu przychodzi czas, ze to wypalenie
                            przebija sie na zewnątrz....itd. Dlatego poznanie swojego potecjału
                            intelektualnego i emocjonalnego to duzy kapitał. Jednak to jeszcze nie
                            przesadza o naszym rozwoju. Dopiero kiedy przyłozymy do tego pragnienie, wizje
                            tego, kim pragniemy zostac w przyszłsoci, jak zamierzamy to zrealizowac,
                            decyduje o pełnym naszym rozwoju.

                            >> Poza tym nasza swiadomosc siebie zmienia sie w sposób ciagly. To, jak sam
                            >> siebie widzialem rok temu jest zupelnie odmienne od tego, co widze teraz.
                            >> Wiec co oznacza 'nie oszukiwac samego siebie' albo 'byc uczciwym wobec
                            >> samego siebie'.

                            Słusznie zauwazasz, ze człowiek sie zmienia, taka jest natura swiata i nas
                            samych - ZMIENNOSC.
                            Chcemy, czy nie, wciaz sie zmieniamy. Jedni dostrzegaja to i nie boją sie tego,
                            drudzy dopiero po czasie odkrywaja ten fakt, a jeszcze inni kamufluja sie z
                            wielkim zaangazowaniem, by udowadniac innym swoją “niezmiennosc”.
                            Dlatego ,tak na marginesie, dokonywanie róznego rodzaju slubow na dłuzsza metę
                            moze byc bardzo zawodne i stac sie naszym zniewoleniem, przekleństwem...nawet
                            mimo bardzo dobrych intencji. Jednak z drugiej strony zauwaz, ze te zmiany
                            dokonuja sie w jakims odcinku czasu, czasmi dłuzszym, czasami krótszym. To
                            nie przekresla faktu, ze w danej chwili zawsze jestem konkretną postacią o
                            konkretnych cechach psycho-fizycznych. Znow ta prosta analogia - w danej
                            chwili mierze 170 cm, nie wiecej, nie mniej, ale moze za rok bede mierzył
                            173...itd. I w tym kontekscie, jezeli w przypadku jakiegos doswiadczenia
                            doznaje takich, a nie innych uczuc, to te uczucia sa prawda o mnie samym.
                            Ukrywanie tego, wyrazanie na zewnatrz innej prawdy jest własnie dla mnie forma
                            nieuczciwosci wewnętrznej.


                            >> Mnie sie wydaje, ze jestem taki czy inny (ze czuje tak czy inaczej), a ludzie
                            >> wokól odbieraja mnie zupelnie inaczej. Kto ma racje ? Zapewne i ja i oni
                            >> jednoczesnie.
                            Dla mnie osobiscie to nie ma zaczenia , jak inni mnie postrzegają. Najwzniejsze
                            jest to, jak ja siebie postrzegam. Oczywiscie czasami niektore osoby mogą nam
                            wskazac pewne cenne uwagi o nas samych, ale generalnie wiekszosc uwag, to
                            zwykłe powierzchowne, czesto prymitywne opisy, wynikajace z tendencji do
                            oceniania, krytykowania. Stad nie warto w ogole zawracac sobie tym głowy, po
                            prostu szkoda na to energii i czasu.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            • Gość: BAA Re: Czym jest zło ? IP: *.ipan.lublin.pl 19.08.04, 12:33
                              Jedno zdanie w Twoim Poście Gościu spowodowało we mnie mieszane uczucia. Chodzi
                              mi o fragment:

                              Dla mnie osobiscie to nie ma zaczenia , jak inni mnie postrzegają. Najwzniejsze
                              jest to, jak ja siebie postrzegam. Oczywiscie czasami niektore osoby mogą nam
                              wskazac pewne cenne uwagi o nas samych, ale generalnie wiekszosc uwag, to
                              zwykłe powierzchowne, czesto prymitywne opisy, wynikajace z tendencji do
                              oceniania, krytykowania. Stad nie warto w ogole zawracac sobie tym głowy, po
                              prostu szkoda na to energii i czasu.

                              Zapytałem siebie, dlaczego poczułem takie wewnętrzne napięcie. Przecież
                              doskonale zdaję sobie sprawę, że opinie ludzkie uzależnione są często od
                              perspektyw chwilowych korzyści (materialnych, psychicznych, itd.). Ponadto
                              ludzie tkwiący w swoich uwarunkowaniach nie mają obiektywnego zdania. Jednym
                              słowem prawdą jest, co napisałeś, że „generalnie większość uwag, to zwykłe
                              powierzchowne, często prymitywne opisy, wynikające z tendencji do oceniania,
                              krytykowania”.
                              Ale ...
                              Sam jestem przykładem, gdy bliska mi osoba, będąca uwikłana w swoje
                              uwarunkowania, jest w czasami w stanie wspomóc mnie i wskazać to co sam nie
                              jestem w stanie albo nie chcę zobaczyć. Szczególnie podkreślam
                              sformułowanie „nie chcę zobaczyć”.
                              Prawda o nas jest czasami bolesna. Więc czasami świadomie a czasami
                              podświadomie odpychamy ją od nas. Jeśli komuś zależy na poszukiwaniu prawdy to
                              można przypuszczać, że w procesie przemian wewnętrznych doszedłby to tego sam
                              wcześniej czy później. Ale opinia drugiego człowieka (wcale nie musi u Niego
                              wypływać z chęci pomocy) może po prostu pomóc.
                              Jest jeszcze inny aspekt dotyczący pomocy uzyskiwanej od ludzi. W ich reakcjach
                              (o ile są szczere) możemy jak w lustrze dostrzec nas samych. Problem w tym, że
                              nasza cywilizacja doprowadziła do totalnego zakłamania i rzadko kto jest
                              szczery w stosunku do drugiego. Sam w życiu codziennym nie potrafię się na taką
                              szczerość zdobyć (innym problemem jest forma wyrażenia tej szczerości – ale nie
                              wszystko na raz).
                              Dobrym, pozytywnym przykładem tego o co mi chodzi może być proces wychowania
                              dziecka w rodzinie (zakładamy, że jest to rzeczywisty proces wychowania a nie
                              świadomych czy nieuświadomionych manipulacji). Reakcja najbliższych pozwala mi
                              na refleksję czy moje postępowanie godzi w kogoś a jeśli tak to dlaczego.
                              Odpowiedź na pytanie dlaczego będzie się zmieniała w trakcie naszego
                              wewnętrznego dojrzewania.
                              Ostatnią kwestią jaką chciałbym poruszyć dzisiaj w tej sprawie to
                              niebezpieczeństwo odrzucania PRAWDY przekazywanej nam przez innych przy
                              wewnętrznej zakłamanej argumentacji: oni i tak mnie nie znają; ja znam siebie
                              najlepiej; to ja wiem co we mnie jest itd. – oni nie mają racji. Piękny sposób
                              na oszukiwanie samego siebie.
                              Ale ...
                              Z drugiej strony opieranie się na reakcjach innych powoduje olbrzymie
                              niebezpieczeństwo przerzucenia na innych odpowiedzialności za samoocenę „kim
                              jestem” i „co czuję”. Poza tym tendencja do opierania się (w najróżniejszy
                              sposób) na informacjach uzyskanych od innych może wynikać z faktu podświadomego
                              braku zaufania do siebie.


                              Jak to wszystko co powyżej napisałem jeszcze raz przeczytałem to coś mi
                              wewnętrznie podpowiada, że gdybym sobie naprawdę zaufał to większość powyższych
                              kwestii stałaby się bezprzedmiotowa.

                              Może więc Ty Gościu masz rację ....
                              • goscgazety1 Re: Czym jest zło ? 19.08.04, 23:49
                                Poczułes napiecie, bo moje doswiadczenia w tej kwestii sa zapewne inne niz
                                Twoje. Dostrzez to, ze to moj osobisty pkt widzenia, dotyka mojej osoby, wynika
                                z moich osobistych doswiadczen, co wcale nie oznacza, ze jest uniwersalny. Moje
                                doswiadczeia wcale nie musza pokrywac sie z Twoimi i innych osob. W tym tkwi
                                urok roznorodnosci.
                                Kiedy piszesz o wzajemnym wspomaganiu sie partnerow, o wychowywaniu dzieci,
                                Twoje uwagi sa jak najbardziej trafne. Tylko nie o to mi dokładnie chodziło.

                                Postzreganie drugiej osoby dla mnie , to swego rodzaju ogolna konkluzja
                                dokonujaca sie z jednej strony w oparciu o fragmentaryczne doswiadczanie
                                drugiej osoby. Z drugiej wynikajaca z własnego systemu wartosci. I w tym
                                kontekscie poruszam moje osobiste doswiadczenia i z tego płynacy wniosek.


                                Ten wniosek nie przekresla w zadnym wypadku cennych uwag, a tym bardziej
                                szeroko rozumianych relacji miedzyludzkich, bo takie odczułem wrazenie czytajac
                                Twoj ostatni post. Relacje miedzyludzkie sa podstawą naszej egzystsencji, to
                                nasz prawdziwy dar. Moge zaistniec jako np. osoba, wspołczujaca, cierpliwa,
                                wyrozumaiła, subtelna itd tylko w relacji z inna osoba.
                                Jak najbardziej wysoko sobie cenie te osoby, ktore potrafia wskazac mi błedy,
                                ktore ich zdaniem popełniam. Tylko cenie sobie to tym bardziej, im bardziej
                                wyczuwam ,ze płynie to z szczerego pragnienia niesienia pomocy drugiej oosbie,
                                a nie z eksponowania swojej czastki ego. Szalenie wazna jest tutaj
                                subtelnoscc, elastycznosc a przede wszystkim ....akceptacja innego wyboru.

                                Nie widze niebezpieczenstwa w odrzuceniu prawdy. Postrzegam to w kategoriach
                                wolnego wyboru - człowiek ma mozliwsoc opowiedzenia sie za dana rzeczą. Jezeli
                                odrzuca ją, to znaczy, ze nie rozumie tego i musi jeszcze doswiadczcy pewnych
                                stanow, by to pojac, zakceptowac i przyjąc.Niestety nawet gdy bedzie to
                                najpiekniejsza PRAWDA. W tym tkwi cudownosc wolnego wyboru człowieka, jakim
                                został obdarzony prze stworce. Bo coz z tego, ze posłucha dobrej rady , bedzie
                                postepował zgodnie ze wskazowkami, skoro jego serce bedzie czuło zupełnie cos
                                innego. To forma posłuszenstwa, a w posłuszenstwie nie ma rozwoju. Zreszta
                                bardzo celnie opisujesz płynace z tego implikacje.
                                "Niestety" najbardziej wartosciowa wiedza zyciowa, jest wiedzą zdobytą w
                                oparciu o własne doswiadczenie, a nie poznanie tylko koncepcyjne. Czym innym
                                jest zobaczyc piekne miasto, poczuc jego atmosfere, a czym innym poznac tylko z
                                opowiesci.Co innego, gdy popełniamy poraz kolejny ten sam błąd. I mysle, ze
                                chyba poto w ogole jestesmy, BY DOSWIADCZAC.
                                I słusznie zauwazasz, ze problem ten sprowadza sie tak naprawde do zaufania
                                sobie samemu. Dokładnie tak to odbieram.
                                Reasumujac, czym innym jest dla mnie stosunek do zjawiska tzw. postrzegania
                                mnie przez innych, a czym innym otwarcie sie na cenne wskazowki innych osob,
                                wzajemną pomoc itd. Gdybym odrzucił te formy wzajmnego wspomagania sie, to tak
                                naprawde zanegowałbym to, co wczesniej pisałem o jednosci ludzi na płaszczyznie
                                duchowej.
                                Pozdrawiam serdecznie
                            • Gość: BAA Re: Czym jest zło ? IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 19.08.04, 15:43
                              Chodziłem z tym kilka godzin.

                              I doszedłem do wniosku, że droga bez relacji z drugim człowiekiem (w szeroko
                              rozumianym znaczeniu - nie tylko w małżeństwie) jest nadzwyczaj trudna (co nie
                              znaczy, że nie możliwa). Sam tkwię w wielu uwarunkowaniach, do których zostałem
                              zaprogramowany, albo które sam sobie spreparowałem. I widzę jak mi trudno
                              samemu zobaczyć, że to nie ja naprawdę reaguję a reaguje mój program. Wystarczy
                              (oby życzliwe) wskazanie mi „to ten moment, właśnie teraz reagujesz automatem”.
                              I wtedy jestem w stanie coś z tym robić. Inaczej nie zauważyłbym sytuacji i żył
                              w przekonaniu wolności.

                              Dlatego uważam, że informacja o tym jak jestem postrzegany jest istotna dla
                              mojego rozwoju (inna sprawa to jakość tych informacji i umiejętność odrzucenia
                              przekłamań).

                              Pozdrawiam
                  • Gość: Moni Re: Do Moni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 08:45
                    Droga.
                    W sumie się zgadzam... Tyle tylko, że absolutnie nie jestem gotowa na śmierć. A
                    to znaczy, że to co zrobiłam na tej drodze nie satysfakcjonuje mnie kompletnie.
                    Pewnie, że nawet mała intencja przebudzenia juz jest Miłością, każdy krok
                    bardziej zanurza w tą miłośc. A jednak, czasem trzeba postawić wszystko na
                    jedną kartę, zaryzykować wszystko. Jeśli się to wie i wciąż żyje w lęku - tyle
                    mozna stracić, zniszczyć - to właściwie żyje się tylko marzeniem o tej Miłosci.
                    To jest ten moment kiedy się masz na nowo narodzić. Można się zatkać w kanale
                    porodowym. Lęk może być zbyt duży... Próbowanie - tak, ale potem trzeba
                    skoczyć - nie ma wyjścia - wóz albo przewóz. Oczywiście, że celem jest
                    zjednoczenie się z Miłością, i po prostu trzeba się na nią otworzyć.

                    Dobry - zły. I akceptacja.
                    Pisząc o prawych i szlachetnych, podawałam przykład - ale tak znam, bardzo
                    blisko taką osobę. Oczywiście, też nie oceniam: ta prawość i szlachetność jest
                    przejawem histerycznego lęku, a co do zamknięcia absolutnie nie jest pełne, i
                    nawet wiem, że mozna te bariery zburzyć, tyle że akurat ja nie mam odwagi.
                    O opinii otoczenia tez pisałam jako o uwarunkowaniu. Bo człowiek, który
                    rozrabia w życiu, czuje że robi źle i gdzieś to go męczy pod skórą - ma dużą
                    szansę na przebudzenie. Ten prawy i szlachetny natomiast przegląda się w
                    akceptacji otoczenia, jego zachwycie i poparciu i utwierdza w przekonaniu, że
                    wszystko jest w porządku. Nie widzi, że jest taki cacy, bo musi, bo się boi, i
                    nie ma w tym miłości ani do siebie ani do drugiego człowieka.

                    Piekło.
                    Nie ma możliwości na to by Miłość mogła odrzucić - to nie byłaby Miłość.
                    Ja rozciągam możliwość odrzucania nie przez Miłość, a Miłości - na życie po
                    śmierci. To, kim jest człowiek i jak bardzo broni się przed dobrem w życiu
                    doczesnym ma wpływ na to, jak czuje się dusza potem. Są ponoć nawet kręgi
                    niebieskie - bliskości do Boga. Pomyśl - jeden może doświadczać tej Miłości
                    całym sobą, inny tak nie do końca, inny wcale. To przecież nie nasze fizyczne
                    ciało się broni, tylko duch. W miłości bowiem otwierają się takie rany, że
                    trzeba im pozwolić krawawić. Jeśli się na to nie zdecydujemy, to nie
                    dopuszczamy Miłosci do siebie. Dużo mozna zrobić w życiu. Ale ile po smierci -
                    nie wiem. To że Miłość ogarnia, nie musi zmienić niczego ot tak, choć pewnie
                    nieodwracalność i oststeczność samego aktu umierania zapewne działa
                    wyzwalająco. Już sama myśl o śmierci może wystarczyć.
                    To że wszyscy jesteśmy zanurzeni w kosmicznej Jedności nie znaczy, że nie mozna
                    się na ten fakt impregnować i to nawet po śmierci - ograniczenia bowiem nie
                    muszą być tylko ziemskie. Przecież dusze też cierpią , szukają i można dla nich
                    coś zrobić.
    • Gość: mmax20 Re: strach jako instrument zniewolenia IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.08.04, 11:01
      w całości się zgadzam z Tobą Melanie
      dodam:
      o ogóle: chęć posiadania=strach,
      w szczególe: chęć posiadania życia=strach przed śmiercią=wiara w piguły
      chęć posiadania złupionego=strach przed terrorystami=wiara w wunderwaffe
      itd. itp.
      żeby przestać być instrumentem sterowanym należy tylko zrezygnować z chęci
      posiadania czegokolwiek
      :)mmax

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka