julia_europejska
09.12.04, 14:57
Czy mając w Polsce małżonka, można za granicą poślubić obcokrajowca? Niby
nie, a jednak...
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Rzecz dotyczy tzw. bigamii zagranicznej –
zjawiska tak starego, jak stare są procesy imigracyjne oraz instytucja
monogamicznego małżeństwa. Po co więc o tym pisać? Otóż od niedawna Polska
jest członkiem Unii Europejskiej, Polacy częściej wyjeżdżają i częściej będą
się osiedlać za granicą. W konsekwencji częściej będzie dochodziło do rozpadu
dotychczasowych, krajowych małżeństw. I do zawierania nowych związków z
obywatelkami i obywatelami innych państw. Tymczasem ani nasze prawo, ani jego
egzekutorzy nie są najlepiej przygotowani do takiej sytuacji. Niech więc owa
historia będzie przestrogą przed czekającymi nas kłopotami.
MARCIN OGDOWSKI
Wyjście awaryjne
Państwo Tomasz i Krystyna Łydzińscy jeszcze w latach 80. wyemigrowali do
Kanady. I choć za oceanem wiodło im się nieźle, przemiany, jakie zaszły w
Polsce po 1989 r., nakłoniły ich do powrotu. Co też uczynili w 1992 r. Chcąc
jednak zostawić sobie „wyjście awaryjne”, zatrzymali dom w Kanadzie.
Kilka lat po powrocie stosunki między nimi zaczęły się pogarszać. Do tego
stopnia, że w 2002 r. Krystyna Łydzińska wyjechała do Kanady, zabierając ze
sobą młodszą córkę (starsza w tym czasie kończyła studia medyczne). W
sierpniu 2002 r. do sądu prowincji Ontario wpłynął złożony przez panią
Krystynę pozew o rozwód. Sprawa, bez obecności małżonka, nie trwała długo –
we wrześniu tego samego roku powódka przestała być panią Łydzińską. A
kilkanaście dni później, również w Kanadzie, wyszła za mąż za obywatela
brytyjskiego, z którym mieszka obecnie w Londynie.
– O wszystkim dowiedziałem się po dwóch miesiącach – twierdzi Łydziński. – Po
prostu pewnego wieczoru zadzwonił do mojego ojca znajomy z Kanady,
radząc, „by Tomasz zadbał o swoje sprawy, bo jego żona wzięła ślub”. To był
dla mnie szok, zwłaszcza że żona postąpiła nieuczciwie. Wysłała do sądu
pisemne oświadczenie, że od dziesięciu lat nie utrzymuje ze mną żadnych
kontaktów. Zapewniała w nim, że przez cały ten czas mieszkała w Kanadzie. A
ja pewnego dnia wyjechałem do Polski i słuch po mnie zaginął. Niemożność
skontaktowania się ze mną pozwoliła na przeprowadzenie rozprawy bez obecności
jednej ze stron. Wieloletni brak wspólnego pożycia był zaś dla sądu
wystarczającym powodem do udzielenia rozwodu...
– Mniejsza jednak o straty moralne – dodaje Łydziński. – W efekcie wyroku
kanadyjskiego sądu żona otrzymała prawo dysponowania naszym wspólnym domem. I
gdy się zorientowała, że wiem o rozwodzie, sprzedała nieruchomość. Biorąc pod
uwagę obciążenia hipoteczne, zarobiła na tym jakieś 150 tys. dol kanadyjskich.
Łydziński nie pozostaje gołosłowny i pokazuje dokumenty, z których jasno
wynika, że pani Krystyna nie tylko opuściła Kanadę, lecz także przez cały
wspomniany okres miała z mężem stały kontakt. W 1994 r. zarejestrowała w
Warszawie własną działalność gospodarczą, a w dokumentach rejestracyjnych
pełnomocnikiem uczyniła... właśnie Tomasza Łydzińskiego. Rok później
sprowadziła z Kanady amerykańską limuzynę. I przy tej okazji zadeklarowała,
że na stałe wraca do Polski, co uczyniło samochód tzw. mieniem
przesiedleńczym, niepodlegającym opłatom celnym. Z kolei w 1999 r. podpisała
się pod aktem notarialnym, w którym oboje Łydzińscy przekazali w formie
darowizny swoje mieszkanie starszej córce.
– Czy do tego wszystkiego doszłoby przy wieloletnim braku kontaktu? – pyta
retorycznie pan Tomasz.
I na koniec wyciąga jeszcze jeden dokument. Wynika z niego, że od 1997 r.
toczy się przed warszawskim sądem... sprawa rozwodowa Łydzińskich.
Czyn (nie)przestępczy
Wieść o rozwodzie i ślubie małżonki sprowokowała Łydzińskiego do wyjazdu do
Kanady. Na miejscu okazało się, że kanadyjski sąd nie wyznaczy mu adwokata z
urzędu, pan Tomasz postanowił więc dochodzić swoich praw przed polskim
wymiarem sprawiedliwości. Kalkulując, że nadal pozostaje w związku małżeńskim
z kobietą, która za granicą wyszła za mąż za innego mężczyznę, złożył do
prokuratury doniesienie o popełnieniu bigamii. Prokurator rejonowy nie
dopatrzył się jednak znamion przestępstwa. Sprawa więc, po zażaleniu
Łydzińskiego, została przekazana warszawskiej prokuraturze okręgowej. –
Krystyna Łydzińska, zawierając w Toronto ślub z obywatelem brytyjskim, była
według prawa kanadyjskiego osobą rozwiedzioną, a tym samym nie dopuściła się
w tym kraju przestępstwa bigamii i nie może z tego tytułu ponosić
odpowiedzialności karnej przed polskim wymiarem sprawiedliwości – stwierdziła
prokurator okręgowy Grażyna Płusa, w pełni podzielając opinię prokuratora
rejonowego.
Bardziej pryncypialny okazał się stołeczny sąd. „Zdaniem Sądu, Prokurator
błędnie przyjął jako podstawę umorzenia brak znamion czynu zabronionego w
zachowaniu Krystyny Łydzińskiej. Krystyna Łydzińska uzyskała rozwód ze swoim
mężem Tomaszem Łydzińskim w Kanadzie. W świetle prawa kanadyjskiego była
stanu wolnego i nie było przeszkód do zawarcia przez nią związku małżeńskiego
w tym kraju. W świetle prawa polskiego, do czasu uznania przez sąd polski
wyroku sądu kanadyjskiego, Krystyna Łydzińska nadal pozostawała w związku
małżeńskim. Zawarcie przez nią ponownego małżeństwa było niedopuszczalne i
wyczerpywało formalnie znamiona przestępstwa z art. 206 par. 1 kk”, czytamy w
postanowieniu z sierpnia 2003 r. Nieco dalej jednak ten sam sąd uznaje, iż
czyn Krystyny Łydzińskiej „nie jest przestępstwem, albowiem jego stopień
szkodliwości społecznej jest znikomy”.
Tym samym zdecydowano o umorzeniu dochodzenia. I choć akta sprawy trafiły do
szafy, rodzimy wymiar sprawiedliwości nadal interesował się przypadkiem
Łydzińskich. Tym razem jednak na drodze cywilnej – w grudniu 2003 r.
warszawski sąd okręgowy odrzucił wniosek Krystyny Łydzińskiej o uznanie
rozwodu kanadyjskiego. W orzeczeniu, określanym jako „nieuznanie skuteczności
sądu zagranicznego”, pojawiło się tylko jedno uzasadnienie. Mianowicie, iż
wedle polskiego prawa niemożliwe jest uznanie wyroku zagranicznego, jeśli w
tej samej sprawie zostało wszczęte bądź toczy się postępowanie sądowe w
kraju. Niezakończona sprawa rozwodowa w Polsce uczyniła zatem z Krystyny
Łydzińskiej międzynarodową bigamistkę.
Kobieta odwołała się od tak brzmiącego wyroku – w październiku br. odbyła się
rozprawa apelacyjna. Sąd Apelacyjny w Warszawie w całości podtrzymał
wcześniejsze postanowienie. Dziś jest już ono prawomocne.
Wyłudzenie obywatelstwa
– Mój majątek jest zatem majątkiem Anglika, majątek Anglika i Krystyny jest
moim majątkiem. Anglik jest mężem mojej żony, ja dla Anglika jestem mężem
jego żony i... No właśnie – drwi z całej sytuacji Łydziński. W rzeczywistości
jednak nie bardzo mu do śmiechu. Choć zaistniała nowa okoliczność – wyrok
sądu apelacyjnego – prokuratura nie kwapi się do ponownego wszczęcia
dochodzenia w sprawie o bigamię.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja prawna żony Łydzińskiego. W dołączonym do
pozwu oświadczeniu skierowanym do sądu prowincji Ontario kobieta stwierdziła,
że „obecnie, uwzględniając możliwość sfinalizowania sprawy niniejszego pozwu
o rozwód, jestem zaręczona z obywatelem Wielkiej Brytanii, stale zamieszkałym
w Anglii. Po ślubie zamierzam wyemigrować do Anglii, wraz z moją córką
Heleną. Mam nadzieję i pragnę, aby to małżeństwo mogło dojść do skutku w dniu
lub przed dniem 31 października 2002 r., gdy moja córka Helena skończy 18
lat, gdyż zawarcie przeze mnie małżeństwa przed tą datą automatycznie uprawni
moją córkę do przywileju otrzymania obywatelstwa Wielkiej Brytanii”.
Jak owa deklaracja i prośba zarazem ma się do obecnej sytuacji pani Krystyny?
Otóż c