Dodaj do ulubionych

wsparcie od meza, jak jest u was?

27.02.05, 00:18
Odkad mamy problemy ze zdrowiem naszego syna nasze malzenstwo przezywa
kryzys, jest coraz gorzej. Juz sie czasem zastanawiam czy sie nie
rozejdziemy, ja i on to zupelnie dwa swiaty, ja-dziecko, dom, rehabilitacja,
on-praca, praca, praca (a moze juz inna niemarudzaca kobieta) Ucieka w prace
jak tylko moze, zero wsparcia. Dawny romantyzm z jego strony przepadl, albo
jest na sile. A jak jest u was?
Obserwuj wątek
    • fajka7 Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 27.02.05, 00:27
      w zasadzie, to nie jestem pewna czy moj maz w ogole wie co wlasciwe dolega
      naszemu dziecku :))
      no moze jestem troche niesprawiedliwa, ale nie az tak, podam przyklad: jeszcze
      nigdy nie wykonal z nim ani jedyniesiutenkiego cwiczonka - rehabilitujemy synka
      ponad 4 lata.
      to tyle wzgledem pomocy, ze wsparciem jest analogicznie, dla wszystkich wkolo
      nie wiem czemu jest oczywiste, ze to moje zadanie;
      ale ja sie nie łamie, mam ich wszystkich gdzies, to moje dziecko.
      :)) pozdrawiam, fajka
    • arleta.kamilek Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 27.02.05, 07:37
      Witam!
      Ja, na szczęście, moge z czystym sumieniem powiedzieć, że mam wsparcie męża.
      Pomimo że jesteśmy młodymi ludźmi (ja mam 24 lata, maż 25 lat) i nasze dziecko
      wymaga opieki specjalistycznej (rozszczep podniebienia, obniżone napięcie
      mieśniowe, kontrole w por. kardilogicznej, kłopoty z jedzeniem itp.) to mój mąż
      wspiera mnie bardzo. Jeździ ze mną do lekarzy, motywuje do ćwizceń z Kamilkiem.
      W zwiażku z tym, że synek nie chce jeść z butelki to mąż robi się z siebie
      durnia (nie obrażam go) żeby odwrócić dziecka uwagę od butelki bo wtedy ssa.
      Teraz jedziemy na zabieg rozszczepu do Wawy i maż pomimo że zaczał nowa pracę
      stara sie o urlop (dobrze ża ma wyrozumiałych szefów) zeby być z nami, pomóc,
      podnieść na duchu.
      Życzę Wam wszystkim tak oddanych mężów i tatusiów.
      Pozdrawiam
      Arleta
      • amela1 Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 27.02.05, 10:05
        hej
        ja też mam wsparcie męża. wie co małej dolega (WNM), co więcej ćwiczy z Amelką
        w formie zabawy (nie za często, ale ćwiczy i nie wszystkie ćwiczenia), poza tym
        zawozi i przywozi nas na rehabilitację jeśli jesteśmy na rano zapisani (dodam,
        że do szpitala mamy dosyć blisko),wchodzi z nami do pokoju reh-go i zabawia
        Małą podczas ćwiczeń, a nie jak inni tatusiowie czeka pod drzwiami.
        mam w nim ogromnego pocieszyciela, bo ja jestem 'panikarą', a on zawsze mnie
        uspokaja i powtarza mi, że wszystko będzie dobrze. jest dla mnie prawdziwą
        opoką.
        nie wspomnę, że jeździ ze mną po lekarzach i zadaje im więcej pytań niż ja,
        nagrywa ich na dyktafon, aby w domu na spokojnie odsłuchać całą rozmowę.
        największą pomoc uzyskałam od niego, gdy Amela leżała w szpitalu 6 dni. był w
        tym okresie bardzo przemęczony i został z córką jedną noc w szpitalu abym ja
        się mogła wyspać. spał na plażowym leżaku mimo chorego kręgosłupa (po operacji).
        ja wtedy non stop ryczałam, bo mała nic nie jadła, wymiotowała, miała biegunkę,
        cały czas dostawała kroplówkę, dosyc długo lekarze nie byli w stanie stwierdzić
        co jej dolega, a mój mąż wciąż mnie pocieszał, wspierał.
        zna się na jej zupkach, deserkach,kaszkach (robi sam zakupy), pampersach
        (przewija nawet gdy zrobi kupkę) :)))))))))
        chyba wyszło na to, że się chwalę, ale nie to było moim celem. on naprawdę jest
        super.
        i za to też go obie bardzo kochamy
        pozdrawiam
        małgosia
        • siago1 Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 27.02.05, 12:22
          No to jest okazja, by i mojego męża tutaj pochwalić.
          Jesteśmy po prostu razem,
          on wyciąga mnie z doła, gdy tam wpadnę,
          pozwala wypocząć, przespać się po południu
          i zajmuje się dziećmi, choć sam wraca zmęczony z pracy...
          Kąpie dzieci, pielęgnuje, karmi, dba o czyste o butelki
          i....
          wychodzi na to, że ja już nie mam nic do roboty
          i tylko odpoczywam i śpię popołudniami.

          Jakoś tak od początku razem wszystko przeżywamy
          i może dlatego jest nam łatwiej żyć każdego dnia.
          Przynajmniej póki córka jest malutka.

          Gosia
    • monkastonka ja dołączę do Fajki 28.02.05, 13:11
      Owszem jak poproszę męża o pomoc to pomoże ale nigdy nie gadamy na ten temat
      nigdy nie mogę mu się zwierzyć ani wyryczeć. On nie chce słyszeć.
      Tak samo moi bliscy jak zaczynam mówić coś na temat maćkowej nogi rodzice
      zmieniają odrazu temat. Właściwie jestem z problemem sama, wszystko załatwiam
      też sama.
    • monkastonka angelika77 28.02.05, 13:22
      Na poczatku u nas było strasznie codziennie się żarliśmy i nawet myślałam że
      się rozejdziemy, codziennie szarpaniny dały się nam we znaki
      Narazie jest zawieszenie broni ale romantyzmu 0
      Mój mąż stwierdził ze przede wszystkim mam być matką.
      Czasem poszedł z małym na basen choć miał chodzić zawsze dlatego wykupiłam
      zajęcia rehabilitacyjne które zresztą przepadły bo nagle przestał mieć czas.
      I tak jest ze wszystkim jak go nie zagonię na hama to umywa ręce.
      Myślę że się faceci przejmują ale zamykają się w sobie i przeżywają na swój nam
      nieznany sposób. Musisz z nim pogadać może i to się na wiele nie zda ale
      powiesz mu co ty czujesz i że potrzebujesz jego wsparcia choćby duchowego.
      Nie będę ci radzić bo sama nie mam rady na swoje małżeństwo, choć przykro mi że
      nam się tak pogmatwało.
      Trzymaj się i oby ci się wszystko wyprostowało.
      Mońka
    • magggi Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 28.02.05, 14:27
      Mój, to głównie finansowo nas wspiera, ale to też przecież ważne.
      Jakieś zabiegi rehabilitacyjno-pielęgnacyjne, to w ogóle nie wchodzą w rachubę,
      ale "pobyć" z Kasią to pobędzie, co już jest sukcesem, bo pierwszej córki nawet
      na ręce nie brał. Może musiał dojrzeć facet, minęło w końcu 13 lat... Jeszcze
      jeden dzieciak i pewnie przewijałby kupki, ale ten manewr, to już chyba nie
      wyjdzie:-(((
    • pestka_wp Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 28.02.05, 15:53
      Szkoda gadać - nie ćwiczy z małym, nie chodzi z nim na rehabilitacje ani do
      lekarzy, czy na wczesne wspomaganie rozwoju. Ja pracuje 5 dni wtygodniu 8
      godzin on tylko piatek i sobota ale nie ma żeby posprzątał, ugotował coś
      zrobił od siebie. Wykonaie czegoś okupione jest nierzadko kłutnia. Cały dzień w
      domu siedzi przy kompie i gra sobie w giereczki - totalny świr. Jego opieka nad
      małym to posadzenie go w zabawkach a samemu "ocala świat przed kolejnym
      intruzami". Zrezygnowałam z rehabilitacji 1 raz w tygodniu bo się zapierał że
      bedzie z Danielem ćwiczył i myślicie ze dotrzymał słowa, a skąd raz spróbował i
      się mu odechciało. Kanał. A teraz marudzi zeby zrezygnować z opiekunki że on
      zajmie się dzieckiem, bedzie z nim ćwiczył (taa akurat), karmił przebierał,
      spacerował. Na to juz nie pujdę. Przynajmniej opiekunka mi pomaga, i małemu
      ugotuje, pujdzie na rehabilitaacje poćwiczy przez ten czas jak mnie nie ma. Bez
      niej bym się zajechała.
      Teraz nawet mojego psa musze oddac w obre ręce bo meżuś powiedział że nie
      bedzie z nim wychodził a ja z tym wszystkim nie dam rady.
      Aż dziwie sie ze jeszcze z nim jestem.
      Ech wkońcu mogę to z siebie wyrzucić.


      pzdr
      Dorota M. i Danielek MPD

    • fajka7 Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 28.02.05, 21:40
      mnie fascynuje pewne zjawisko, ktore odnosi sie akurat nie tyle do problemow ze
      zdrowiem dziecka i zwiekszona atencja, ze tak powiem, ile do opieki nad malym
      dzieckiem w ogole:
      otoz kiedy ja zajmuje sie rycerzem jestem zawsze samowystarczalna: bawie,
      karmie, przewijam, jak sie cos rozleje to ide po scierke, jak sie opluje to ide
      po koszulke czy pieluche itd.
      natomiast, gdy rycerzem zajmuje sie tata, bo ja niby mam w tym czasie np. robic
      obiad albo wysuszyc wlosy, to notorycznie jestem wolana do pomocy: kochanie
      przynies pieluszke, sliniak, chusteczki, scierke, picie, kocyk, pilke itd. :))
      we wszystkim musze qrka asystowac i ciagle latam i to takie zajmowanie sie
      jest, ze niech to szlag trafi :)
      ale sie nazywa, ze tata sie z synkiem bawi :)
      troche ten system naprostowalam, bo chromole taka pomoc, ze mam podwojna
      robote, ale sa rzeczy niereformowalne, czyli: zarzadzam kapiel dziecka (moj maz
      pamieta tylko, ze on sam sie ma wymyc, ale dobre i to :)) i mowie - kapiesz ty;
      no dobra, ide do lazienki, rozkladam stanowisko czyli reczniki, pizame
      przynosze, wode odkrecam itd. tata niesie rycerza do lazienki, wsadza do wanny,
      a ja wychodze i zawsze, ale przysiegam, ze zawsze pada pytanie: a ty gdzie
      idziesz?
      a naprawde kapiel 4 latka to nie jest akcja jak z noworodkiem ze sie wszystkim
      rece trzesa i sie 10 razy sprawdza temperature wody; jak go sama myje (18kg
      wazy) to sobie swietnie radze, wiec nie godze sie na to, zeby jak go ojciec
      myje, to ja musze mu kurde pomagac!
      no wiec ciskam wtedy ogniste spojrzenie az wiory leca i wychodze, wtedy pada
      drugie pytanie, obowiazkowo:
      co mam myć?

      :))))))))))))))
      pozdrawiam, fajka
      • fionna Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 28.02.05, 22:43
        Ostatnio rozmawiałam na ten temat z koleżanką (niedzieciatą jeszcze) i faceci
        tacy są (nasze "typy" przynajmniej). Kobieta robi wszystko sama - karmi
        dziecko, ogląda telewizje, robi sweter na drutach, gotuje obiad. Facet
        potrzebuje do wszystkiego pomocy - jak mu się coś rozleje - przynieś kochanie
        ściereczkę itd. Ubierze młodego, ale muszę mu podać ubranka (i to we właściwej
        kolejności, bo jak się tatusiowi pomyli, to młody ma body na rajtuzach).
        Ja przez jakiś czas dostawałam furii, gdy mieliśmy gdzieś rano wyjść - ja
        zajmowłam się sobą (mycie, makijaż, ubieranie) i młodym - karmienie, ubieranie.
        Tatuś zajmował się tylko sobą (i tak był zbulwersowany, że nie zrobiłam mu
        śniadania). I na koniec słyszałam teksty jak to ja się grzebię, nie potrafię
        wybrać na czas i ile to czasu marnuję w łazience.
        Co do pomocy - nie narzekam, choć ciężko bywało - dawniej tatuś uważał, że
        rehabilitacja to wymysł mój i rehabilitantki. Teraz sam ćwiczy z młodym (ale
        tylko Bobathami, Vojtę zostawia mnie), pogania nas do ćwiczeń, czyta z młodym
        bajeczki przed snem (co się najczęściej kończy "polegnięciem" tatusia), potrafi
        go przewinąć, zrobić kaszkę, ubrać go. Choć przeżywam chwilę grozy u
        rehabilitantki czy lekarza, kiedy tatuś ubierał, a ja dołączyłam gdzieś po
        drodze (ostatnio założył młodemu spodenki na 56cm, które położyłam na półce
        przypadkiem - robiłam paczkę z ciuchami i nie zdążyłam ich schować).
        • fajka7 Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 28.02.05, 23:54
          syndrom wyuczonej bezradnosci na tle domowej egzystencji - to sie chyba jednak
          z domu wynosi i czesciowo same na to zapracowujemy robiac tyle rzeczy same, bo
          szybciej, lepiej i bez zbednego tlumaczenia, ale tym samym wychowujemy nastepne
          pokolenia "typowych" facetow z serii "kochanie, gdzie MASZ reczniki?"
          moj maz nie jest jakis tam tragiczny, wiele rzeczy udalo mi sie wypracowac
          ogromnym kosztem, ale jest i tak nieodrodnym przedstawicielem swojego gatunku;
          ale zeby go nie obsmarowywac do konca to powiem, ze zalety tez ma i to istotne
          i za mase rzeczy naprawde go cenie, szanuje, wrecz podziwiam :) ale wstep do
          rodzicielstwa mial niefortunny :)
          pozdrawiam, fajka
          • magda_poland Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 01.03.05, 09:33
            Czytam, czytam i jakbym to ja pisała... Wiele rzeczy u mnie jest podobnych:
            asystowanie i przynoszenie (no bo skoro jesteś, to...gdyby cię nie było, to bym
            sobie dał radę itp.), konieczność pilnowania potrawy na ogniu i zarazem opieka
            nad dzieckiem kończy się przypaleniem garnka, ciągłe pytania, dlaczego tego nie
            zrobiłam, przecież siedze w domu, a nie ciężko pracuje, ON musi mieć czas dla
            siebie, ON potrzebuje odrobiny świętego spokoju, ON zmieni pieluchę, ale
            najpierw to ON musi napić się herbaty albo wykąpać ITP. ITD. Wniosek jest taki:
            JA MUSZĘ, A ON MOŻE. Poza tym standartem jest body na rajstopach, jak nie
            przygotuje skarpetek to nie założy, nie da pić, bo przecież nie prosił (Antek
            ma ok. 10 miesięcy!!!!)albo mu nie powiedziałam,że ma to zrobić. Męczy mnie
            to,że o wszystko muszę go prosić, po kilka razy, grozić itp.. Ostatnio mnie
            zapytał "czy ja do czegoś jestem ci potrzebny? Mam wrażenie, że nie." Ciekawe,
            jak on na to wpadł ??? Magda
    • mami2 Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 01.03.05, 13:52
      Eh.........i nic wiecej nie napiszę...Wszyscy i tak więdzą o co chodzi.
      Kobietki, nie piszę, ale czytam cały czas....
      nie myślcie ze uciekłam z forum, Mat dostał na rok przedłuzony zasiłek, to
      chyba jednak o czyms swiadczy...:(
      i sory ze w tym własnie wątku się odzywam, ale on jest tak prawdziwy...az do
      bólu....
      • iza_luiza Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 01.03.05, 14:14
        Mami, wszelki duch ?? Ostatnio własnie o tobie myślałam, miałam nawet założyć
        wątek "gdzie podziała się Mami ?" :)))
        A przechodząc do meritum owego wątku, powiem wam, że jak czytam wasze
        poniektóre posty to włos mi się jeży na głowie, nóż w kieszeni otwiera i
        ziemniaki gniją w piwnicy... Ja uważam, że męża trzeba sobie wychować. (oby mój
        mąż tego nie przeczytał...:DD) Mój mąż kiedy braliśmy ślub tak był wychowany
        przez mamusię, że nawet talerza po sobie do zlewu nie odniósł, a ugotować umiał
        tylko jajko na cokolwiek. Teraz ja nie gotuję, do mnie należą popisy kulinarne
        na specjalne okazje, typu goście czy inna rodzinna impreza. Mój mąż wraca z
        pracy to robi obiadokolację. Nauczyłam go sama wszystkiego, ale od początku
        było jasne, że nie godzę się na tradycyjny podział ról. Mój mąż robi córce
        kolację, Maćkowi kaszkę, karmi go a potem kąpie. Wieczór jest dla mnie bo po
        całym dniu ja też muszę się psychicznie wyluzować. Oczywiście zdarza mu się
        ponarzekać, bo żony kolegów to gotują, piorą i okna myją. Czasem mówi do
        mni "Ty femino.." Ja do sprzątania wzięłam panią raz na dwa tygodnie bo
        nienawidzę sprzątac. Pranie wrzucam do pralki. Nie prasuję mężowi koszul, bo
        mam na głowie prasowanie rzeczy swoich, córki i synka, więc uważam, że to aż
        nadto i koszulę może sam sobie wyprasować. Mój mąż tego nie cierpi, więc
        zdarzały się drobne przekupstwa, np. parę razy wyprasowałam koszulę za dwie
        dychy :)))
        Oczywiście są rzeczy niereformowalne i do nich należy rehabilitacja. Już się z
        tym pogodziłam, że to go przerasta. Tak więc ja tylko ćwiczę synka i układam
        sobie ewentualne wyjścia z domu pod ćwiczenia. Mój mąż zostaje za to z małym
        chętnie, ale wszystko musi być łopatologicznie kilka razy przedstawione: co dać
        do jedzenia, czym się bawić, jakie witaminy dodać itp. Jeśli nie przypomnę o
        witaminach lub oleju lnianym to mimo, że dodajemy codziennie on tego nie
        zapamięta, bo "mu nie przypomniałam". Ale to chyba u facetów norma. W każdym
        razie wozi nas dzielnie na kolejne badania i wizyty, bierze urlopy w razie
        potrzeby, a nawet (za co jestem mu do dziś wdzięczna) jak się dowiedzieliśmy,
        że coś z ciązą jest nie tak, odwołał swój wyjazd z pracy na Karaiby, który
        dostał w nagrodę, mimo że do rozwiązania był jeszcze miesiąc :)))
        Tak więc w sumie in duży plus.
        • magda_poland Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 01.03.05, 15:24
          Iza, ja wiem, wiem...Wiem, co brałam: jedynaka wychowanego tylko przez mamusię.
          Teściowej i tak oczy otwierają się ze zdziwienia, że garnki pozmywa, podłogę
          zmyje, ale... dlaczego ja muszę mu o tym przypominać? Czy faceci nie mają tego,
          we krwi, żeby wziąść ścierę i kurze zetrzeć, zamiast gadać "kurze trzeba
          zetrzeć". Koszuli w życiu nie uprasował, powiedział, że będzie chodził w
          pogniecionych. Bez przerwy zachowuję się jak stara zrzęda, co się czepia
          biednego zmęczonego po pracy męża. Sama mam siebie dosyć od tego gadania.
          Co do rehabilitacji, to czasami ma zrywa i z małym ćwiczy. No i wszędzie nas
          wozi, bierze urlop jak trzeba itp. Ale to dla mnie trochę za mało, tym
          bardziej, że jest dwójka dzieciaków do obrobienia.
          Iza, chyba odezwę się do Ciebie w sprawie tej pani sprzątającej...Magda
          • agabu Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 01.03.05, 15:47
            Pani sprzątająca to jest naprawdę super rozwiązanie, połowa kłótni małżeńskich
            nie ma racji bytu
            ale jak dla mnie - raz na tydzień, nie rzadziej.

            W ramach anegdoty dodam, że ostatnio się dowiedziałąm, że moja opiekunka wzięła
            sobie panią do sprzątania...
        • joanna35 Re: tylko trochę na temat 01.03.05, 23:36
          Tak sobie Was czytam i myślę skąd ja to znam. Temat dorastania do ojcostwa
          mojego męża poruszę innym razem, ale właśnie kiedy czytałam post Izy
          przypomniało mi się jak mój mąż kiedyś mi powiedział - "kto to widział być
          feministką przy trzech chłopach w domu", a ja mu na to "Przy trzech chłopach w
          domu to ja nie mam innego wyjścia jak tylko być feministką, bo inaczej
          weszlibyście mi na głowę". I jeszcze na marginesie - bardzo się cieszę, że
          powstają tu bardziej luźne wątki, tego mi brakowało, a sama bałam się
          rozpocząć, bo nie byłam pewna czy tego sobie życzycie. Pozdrawiam serdecznie
    • fionna Re: wsparcie od meza, jak jest u was? 02.03.05, 07:58
      Mój to ten sam model, co Magdy i Izy - niezbędne jest intensywne szkolenie. Też
      kiedy się poznaliśmy nie umiał nawet odstawić talerza do zlewu nie mówiąc o
      umyciu (teraz zmywanie należy do jego obowiązków, ale robi to dopiero, jak
      naczynia wychodzą ze zlewu, co oczywiście wywołuje moje tzw. ględzenie).
      Jestem dopiero na początku wychowywania go
      No właśnie - czy oni są tak zorganizowani - wszystko trzeba powiedzieć, co mają
      zrobić i to parę razy. Potem słyszę, że ględze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka