Dodaj do ulubionych

AUSTRALIA czy jechac?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 14:39
Poniewaz nie ma osobnego forum dotyczacego Australii, pisze tutaj. Mam
mozliwosc pojechania na wakacje do Australii, mam sie gdzie zatrzymac w
Sydnej i mam bilet na samolot. Czy byliscie tam i pracowaliscie, jak tam jest
z praca i wiza? Czy to prawda, ze jest duzo pracy, dobrze platnej i
pozwolenie na prace bez trudu dostaje sie w ambasadzie w Warszawie razem z
wiza? Napiszcie, czy warto tam pojechac i pracowac podczas wakacji, zeby
zarobic przynajmniej na kolejny rok studiow, ktore mnie kosztuja 7
tys.zł./rocz. Bede wdzieczna za wszelkie rady i sugestie.
Obserwuj wątek
    • rollingstone Re: AUSTRALIA czy jechac? 13.03.05, 16:32
      Gość portalu: Studentka napisał(a):

      > Poniewaz nie ma osobnego forum dotyczacego Australii, pisze tutaj.

      Takie forum istnieje pod adresem:

      www.australink.pl/forum

      > Mam
      > mozliwosc pojechania na wakacje do Australii, mam sie gdzie zatrzymac w
      > Sydnej i mam bilet na samolot. Czy byliscie tam i pracowaliscie, jak tam jest
      > z praca i wiza?

      Podobno w Australii jest bardzo ciezko z praca na czarno. Tzn. jest straszne
      donosicielstwo w porownaniu z tym co jest w Europie, Kanadzie i USA. Policja
      nie stosuje tez taryfy ulgowej - trafia sie do aresztu i .... wylot.

      >Czy to prawda, ze jest duzo pracy, dobrze platnej i
      > pozwolenie na prace bez trudu dostaje sie w ambasadzie w Warszawie razem z
      > wiza?

      Duzo pracy to moze i jest, ale koszty zycia sa na tyle wysokie, ze koszt biletu
      do Australii stanie Ci w gardle jesli lecisz do krainy kangurow na 3-4 miesiace.

      Nie wiem gdzie uslyszalas, ze w ambasadzie australijsiej daja pozwolenie na
      prace razem z wiza ?! Takie pozwolenie to chyba tylko wydaja z wiza
      pracownicza.

      www.immi.gov.au/work/sponsored_skilled.htm
      Oprocz Australijcykow i osob posiadajacych karte stalego pobytu w Australii
      prawo do pracy maja tylko studenci i to nie wiecej niz 20h tygodniowo. Innymi
      slowy musisz miec wize studencka, aby miec prawo do pracy. Na wizie
      turystycznej pracowac nie mozesz. Co wiecej nie wszyscy studenci uzyskuja prawo
      do pracy:

      "All initial Student visas are granted with the condition 8101, No Work. You
      and members of your family can apply for permission to work only after you have
      commenced your studies in Australia."

      Wycinek ten mozna znalezc na stronie:

      www.immi.gov.au/study/working/index.htm
      >Napiszcie, czy warto tam pojechac i pracowac podczas wakacji, zeby
      > zarobic przynajmniej na kolejny rok studiow, ktore mnie kosztuja 7
      > tys.zł./rocz. Bede wdzieczna za wszelkie rady i sugestie.

      Jesli chcesz tam poleciec, aby zarobic sobie na studia to szczerze odradzam.
      Jesli chcesz pojechac i zobaczyc ten kraj "na krancu swiata", aby poszerzyc
      swoje horyzonty i dowiedziec sie czegos ciekawego to jak najbardziej polecam.

      Jednak nawet jak znajdziesz tam prace to przez wakacje ledwo odlozysz na
      powrotny bilet do Polski. Podatki i koszty zycia sa tam naprawde bardzo
      wysokie. Podsumowujac wiec na zarobek w celu podreperowania finansow to lepiej
      sie wybrac do Wielkiej Brytanii, gdzie ma sie pozwolenie na prace i nie trzeba
      kombinowac jak kon pod gore.
      • Gość: Studentka Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 10:02
        Bardzo, bardzo serdecznie dziekuje Ci za odpowiedz i zyczliwosc, z jaka sie
        odniosles do mojej sprawy. Wladnie o to chodzi, ze ja NIE musze w Australii ani
        wynajmowac mieszkania ani kupowac jedzenia, bo jestem zaproszona do bardzo
        bliskich znajomych mojej mamy w gosci, a bilet mam od brata, ktory duzo lata i
        odda mi swoje *mile*. Jednym slowem zarobione pieniadze sa moim zyskiem ,
        prawie czystym. Slyszalam o ludziach, ktorzy byli w Australii, bodaj w zeszlym
        roku u ojca i po 5 miesiacach pracy wrocili do Polski z 20 tys. dol . austr. w
        kieszeni na osobe. Niestety nie moge u nich zasiegnac jezyka, bo nie mam z nimi
        kontaktu. Zaraz wejde na strony, ktore mi podales, jeszcze raz wielkie dzieki.
        • bobasek_i_cala_klasa Re: AUSTRALIA czy jechac? 16.03.05, 06:10
          Gość portalu: Studentka napisał(a):

          > Bardzo, bardzo serdecznie dziekuje Ci za odpowiedz i zyczliwosc, z jaka sie
          > odniosles do mojej sprawy. Wladnie o to chodzi, ze ja NIE musze w Australii ani
          >
          > wynajmowac mieszkania ani kupowac jedzenia, bo jestem zaproszona do bardzo
          > bliskich znajomych mojej mamy w gosci, a bilet mam od brata, ktory duzo lata i
          > odda mi swoje *mile*. Jednym slowem zarobione pieniadze sa moim zyskiem ,
          > prawie czystym. Slyszalam o ludziach, ktorzy byli w Australii, bodaj w zeszlym
          > roku u ojca i po 5 miesiacach pracy wrocili do Polski z 20 tys. dol . austr. w
          > kieszeni na osobe. Niestety nie moge u nich zasiegnac jezyka, bo nie mam z nimi
          >
          > kontaktu. Zaraz wejde na strony, ktore mi podales, jeszcze raz wielkie dzieki.


          W ciagu jednego roku jak ktos odlozy w Australii 7-8 tys AU to wszystko. Kto ci
          takie bzdurki naopowiadal.
        • w357 Fatamorgana ? 22.03.05, 17:16
          Gość portalu:
          ................. Slyszalam o ludziach, ktorzy byli w Australii, bodaj w
          zeszlym
          > roku u ojca i po 5 miesiacach pracy wrocili do Polski z 20 tys. dol . austr.
          w
          > kieszeni na osobe.
          >
          >
          ----------------------
          W wielu wątkach powtarza się podobna histroria>>> Jak głuchy telefon >Jedna
          Pani, drugiej Pani powiedziała coś o Bani !!!!

          Co do dolaresów ! Może w czasie rozmowy o ilości zarobionych doresów było
          trochę za dużo alkoholu, a może tylko bujna wyobraźnia???

          Ja widziałem pięć filmów kryminalnych, pięć miłosnych, pięć o milionerach i
          WIEM WSZYSTKO....:-) A może tylko mi się to śniło????
          Eeeeetam , idę spać dalej ! Może coś ciekawego mi się znów przyśni.
      • Gość: wamor Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.sl.nsw.gov.au / *.sl.nsw.gov.au 22.03.05, 09:54
        Drogi Rollingstone to prawda co zostalo przez Ciebie napisane.Potwierdzam i
        moge napisac wiecej. Mozna pracowac na wizie studenckiej jesli oplaci sie
        minimum 2 tys.$ za koledze (na szesc miesiecy) w ktorych jest sprawdzana
        obecnosc i nic pozatym. Jak ma sie szczescie to moze sie mozna czegos nauczyc
        zalezy od koledzu. Jezyka sie nauczylam zyjac i rozmawiajac tutaj nawet teraz
        jestem na kursie jezykowym bo nie czuje sie pewnie z gramatyki i pisania.Pragne
        dorzucic ze kurs jezyka mnie kosztowal 5 tys.$ za 5 miesiecy i otrzymalam
        dyplom tego samego poziomu jaki zrobilam w PL przed wyjazdem. Czytaj na kursie
        jezykowym na jednym poziomie bylam razem 8 miesiecy trzy w PL i 5 miesiecy w
        AUN. Nawet teraz nie mam perfekcyjnego jezyka na tyle by miec prace w
        biurze.Prawdopodobnie nie bede miala zadnej pracy w biurze bo jestem emigrantka
        z PL.Na dodatek dorzuce ze jestem z mgr.z PL i mam ok.8 lat pracy w roznych
        zawodach.W tej chwili pracuje jako pomoc kuchenna. Mam maksymalnie 15 godz.
        pracy w tygodniu co nie wystarcza na jedzenie na tydzien. Wlasnie sie sama
        nacielam na studia i prace w Australii. Razem mnie to kosztowalo ok.30 tys.$
        myslalam ze bede miala wraz z lokalnymi studiami rozpoznamie kwalifikacji i
        wyksztalcenia z PL niestety to bzdura. Zaplacilam 650$ i otrzymalam odpowiedz
        ze 6 lat studiow z PL sa rownowazne licencjatowi z AU to znaczy tylko 3 lata
        studiow bez podania dziedziny. Podaje koszty co zainwestowalam nie liczac
        kosztow utrzymania. Wyglada to tak tylko sie placi a w zamian nie ma nic tylko
        strata zdrowia i pieniedzy i zycia. Prace jaka sie ma i o ile sie ma, to jest
        tylko tzw. casual czyli max. 20 godz. w tygodniu na wizie studenckiej. Jak
        wiecej sie pracuje to deportacja i wiezienie dla nielegalnych emigrantow
        tzw. "detention centre" ktore z zewnatrz wyglada jak znane nam miejsca z II
        wojny swiatowej.... a dzisiaj sa muzeami... Praca jest najgorszej kategorii
        kobieta imigrantka pracuje ciezej niz lokalny mezczyzna. Ja mam trwale
        uszkodzenie kregoslupa, mialam wylew z dswigania i naderwana reke. Nie
        otrzymalam zadnego odszkodowania a nie mam 40 lat. Zadne prawo nie
        obowiazuje.Czytaj obowiazuje dla lokalnych a osoby z dewiacjami sa szczegolnie
        chronione. Ja zostalam dyscyplinarnie zwolniona poniewaz jeden chory mezczyzna
        w pracy gdzie pracowalam wydzieral sie na mnie i ublizal mi (musialam przed nim
        uciekac bo balam sie ze mnie pobije). Walil piesciami w drzwi pomieszczenia
        gdzie przed nim ucieklam. Nigdy mi sie to nie zdarzylo wczesniej. Powod jego
        zachowania byl ze,staralam sie przyjsc na czas do pracy (linie produkcyjna) i
        mialam zablokowane wejscie przez jego wspolpracownikow. Ja oczywiscie to
        podsumowalam poniewaz byc na czas to jest sprawa zycia i smierci. Jesli sie
        spoznisz nie bedziesz miec wiecej godzin i pracy podziekuja Ci. Po tym
        zdarzeniu przez rok bylam bez zadnych srodkow do zycia (zylam tylko z
        oszczednosci) z pracy 5 miesiecy na calym etacie zanim zostalam wyrzucona.
        Pracowalam w tym miejscu-fabryce przy produkcji dwa lata. Probowano mi robic
        problemy z moja wiza ale ze nie mogli mi nic zrobic to mnie wygryzli i to w
        najgorszym stylu. Jak podalam cale zdarzenie do komisji lokalnej odpowiedzieli
        mi ze nie mam ewidencji i ze to ja bylam agresywna i dlatego mnie zwolnili, a
        moje zazalenie zostalo odwolane. W szoku bylam przez 6 miesiecy. Teraz dopiero
        (stalo sie to rok temu) wracam do siebie, ale chorych ludzi boje sie jak ognia.
        Tutaj ich nie brakuje jest ich ponad 60 tys. Ludzie opowiadaja niestworzone
        bajki o dobrobycie jaki tu robia. Ja juz jestem 6 lat i mam uskladane tyle co
        na biezace zycie.Nie stac mnie na wynajecie samodzielnego pokoju ktory kosztuje
        wiecej niz zarabiam. Praca casual to znaczy na godziny. Potrzebuja na
        zastepstwo to wolalja przez telefon. W PL tylko tak pracowaly panie do
        towarzystwa moze teraz tez tak sie zrobilo??? Nikt tutaj za darmo nic nie robi
        wrecz przeciwnie jesli moze to wyssie ostatnia krople krwi, szczegolnie
        Polonuski. Mieszkalam u Polaczkow na poczatku i dziekuje bardzo nie skorzystam.
        Nie mam z nimi zadnego kontaktu i nie chce miec. Placilam za mieszkanie,pomimo
        tego musialam sprzatac za darmo, placic dodatkowo za prad, telefon ktorych nie
        uzywalam i nie bylo mnie w domu bo do "szkolki" chodzi sie codziennie i pozniej
        pracuje wiec jest sie poza domem non stop. Nie masz czasu na spanie jedzenie i
        zycie jak na przymusowych robotach. Na dodatek mialam bardzo powazne problemy o
        ktorych nie chce wspominac i myslec. Bo to sa bardzo przykre sprawy. Placilam 80
        $ na tydzien to bylo w 2000-2001 i mialam wyzerane jedzenie bo Polaczki
        oswiadczyly ze byly glodne...Jedna z osob podczas mojej nieobecnosci zmienila
        zamki w drzwiach a ja bylam dwa dni bez paszportu, pieniedzy i bielizny. Za
        mieszkanie te osoby placily 35$ na tydzien, bylam ich sponsorem czytaj
        mlekodajna krowa ktora bez pardonu doily w zamian otrzymalam tylko przykrosci
        zamiast wdziecznosci. Nie wiem jakie sa Twoje koleje losu i jak sie potoczylo
        Twoje zycie???? Przyjazd tutaj to byl moj najwiekszy blad w zyciu czego nie
        jestem w stanie odwrocic. To cud ze jeszcze jako tako funkcjonuje.... ale mam
        serdecznie dosyc szczegolnie chamstwa i dyskryminacji tylko dlatego ze jestem
        emigrantka. Nawet nie nalezy mi sie zasilek dla bezrobotnych chociaz jestem
        zarejestrowana od czerwca 2003 i nie mam tzw. assistance (pomocy przy szukaniu
        pracy) poniewaz nie mam zasilku. Kwadratura kola. Mysle o powrocie do kraju ale
        wiem ze co roku jest coraz gorzej z praca. Poniewaz po studiach wyjechalam
        tutaj i nie mam sie czym pochwalic mam na mysli prace robola fabryka i zmywanie
        garow a takze nie mam zadnych znajomosci by sie wkrecic do pracy na poziomie w
        PL. Jestem w potrzasku z wlasnej woli. Pozdrawiam i mam nadzieje ze Twoje
        doswiaczenia nie sa tak przykre jak moje i nie spotkaly Cie te wszystkie
        koszmarne rzeczy. Pozdrawiam.
        • Gość: Andzej Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: 213.199.253.* 22.03.05, 19:51
          Droga wamor. Wzruszył mnie Twój-jak sie wydaje-szczery az do bólu post.Jak
          bardzo chciałbym Ci pomóc, gdybym tylko mógł.

          Chciałbym przynajmniej zasiac w Tobie troche nadzieji w lepsze jutro.Z postu
          wnioskuję że jesteś silną,bardzo silna kobietą.Życie Ci dało w kość, ale wierzę
          w to że najlepsze jeszcze przed Tobą!

          Co do powrotu do PL.Moim zdaniem nalezało by się zastanowić czy warto.Ale
          mogłabys np.zmienic Australię na np.Anglię. Z Twoim jak myslę bardzo dobrym juz
          jezykiem,złatwością znalazłabys prace w Angli.

          A przedewszystkim,zyczę Ci abyś kogoś poznała. aby na drodze twojego zycia
          stanął wartosciowy męzczyzna który cię z wzajemnością pokocha- bo wydaje mi
          się ,ze jesteś straszliwie samotna w tym, jak mówią australiskim raju na ziemi.

          Powodzenia!!! Jestem całym sercem z Tobą!
        • Gość: Kagan Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.94.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 24.03.05, 11:15
          Zapraszam na forum POLONIA!
          ljkel2@netscape.net
    • Gość: wamor Re: Tylko nie Australia. Prosze IP: *.sl.nsw.gov.au / *.sl.nsw.gov.au 22.03.05, 10:31
      Pisze do Wszystkich, ktorzy zamierzaja tu wyjechac. Prosze nie robcie tego
      samego bledu co ja. Jesli myslicie o wyjezdzie to juz jako rezydenci. Nawet
      jako rezydenci nie bedziecie mieli slodko. Trudno jest otrzymac prace zgodna z
      kwalifikacjami. Wysyla sie podania przez internet i nawet nie odpowiadaja.
      Jesli ma sie prace przez posrednika-agencje- to agencja potraca sobie pieniadze
      z kazdej zapracowanej Waszej godziny. Nie otrzyma sie zadnego zaswiadczenia ze
      sie pracowalo.Jak sie prosi o referencje to mowia podaj moj telefon. Za plecami
      powiedza wszystkie zle rzeczy ale sie beda usmiechac "HOW ARE YOU". Wszystko
      sie zalatwia na telefon. Najwazniejszy jest telefon domowy jak mowisz ze nie
      masz to juz jest najwieksze przestepstwo. Adres zamieszkania sie nie liczy.
      Pracuje sie na godziny zlecone casual. Czyli to moze byc 10 godzin pracy w
      tygodniu albo wcale to sa tylko zastepstwa. Nie wiesz czy bedziesz miec
      pieniadze na jedzenie w przyszlym tygodniu lub zaplacenie mieszkania. Ma sie
      najgorsza prace, ktorej nikt z lokalnych nie bierze. Wystarczy cos powiedziec i
      jest sie dyscyplinarnie zwolnionym z pracy bez zadnego halo. Na trzy prace ja
      zostalam wyrzucona dyscyplinarnie dwukrotnie a z trzeciej pracy mialam
      uszkodzenie reki(naderwanie sciegien) i do dzisiaj nie otrzymalam zadnego
      odszkodowania i nie wiem czy otrzymam. Z jednej pracy bo Rodaczka (ktorej
      pomagalam z angielskim bo nie mowila ani me ani be ani kukuryku jak klienci sie
      pytali o produkty- byla kasjerka). Odwdzieczyla sie kradnac moj utarg.
      Spedzilam 4 godziny na szukaniu pieniedzy, ktore szczesliwie znalazlam ale w
      nagrode mnie zwolnili. Placi sie za wszystko bardzo ciezkie pieniadze. Ja
      placilam 2 tys.$ za 6 miesiace pseudonauki w prywatnym koledzu. Rzadowe
      kosztuja ok.5 tys. koledze i 7$ w zwyz Uniwersytety. Na to stac tylko
      najbogatszych. Z pracy 20 godz.tygodniowo nie jest sie oplacic nauki w
      prywatnym koledzu. Ja placilam oszczedzajac na jedzeniu. Teraz wygladam jak
      zywy trup i osoba ok.60 a nie mam 40 lat. W tygodniu zarabialam ok.200$ co nie
      wystarcza na jedzenie i mieszkanie bo koszt mieszkania kosztuje wiecej niz 200
      $.Bilet komunikacji miejskiej kosztuje 36$ w miescie-centrum-(nie korzystam
      ostatnio wiec cena moze byc rozna). Jedzenie podstawowe minimum 200$. Czyli by
      sie utrzymac trzeba miec na zycie minimum 500$ na tydzien (wszystko placi sie
      tygodniowo) a gdzie oplaty na pseudo szkolki???? I oplate wizy i oplate
      leczenia jak sie zachoruje?????To nie jest kraj w ktorym sie zarabia i zyje
      tylko traci wszystko, zdrowie, zycie i pieniadze. Pracuje sie jak niewolnik i
      jest sie poza prawem.Bez zyczliwych osob i bez szacunku. Jesli chcecie sie sami
      przekonac czy pisze prawde przyjedzcie i sami zobaczycie. Wizy studenckie sa
      bardzo dobrym biznesem dla kraju. Sam koszt wizowy (wizy studenckie i koszty l
      badanie lekarskie kosztowaly mnie minimum 5 tys.$ w ciagu 4 lat. Tylko wiza
      stala 4tys. na 5 lat. Co zarobicie placicie z powrotem i zyjecie w nedzy. Jak
      nie zaplacicie za nauke deportacja. Jak pracujecie wiecej niz 20 godzin o ile
      macie w ogole prace-deportacja. Beda Wam robic problemy nawet jak bedziecie
      mieli pobyt staly jak ja. Zawsze bedzie sie emigrantem bo akcent i 20 tys.
      innych powodow. Jesli ma sie uklady to moze i bedzie sie mialo prace. Po
      pierwsze nie ma sie rozpoznanego wyksztalcenia bo jest sie madrzejszym od
      przecietnego obywatela i boja sie ze zabierze sie im prace. Czyli zaczyna sie
      od zera. Jak dlugo mozna zyc od zera kiedy juz ma sie prawie wszystko z PL z
      wyjatkiem pracy i pieniedzy. Jest sie na szczycie spoleczenstwa jesli ma sie
      studia tutaj jest sie na dnie. Jesli ktokolwiek przezyje ten szok bycia nikim i
      traktowanym jak smiec powinien byc od razu w ksiedze rekordow Guinessa. Samemu
      naprawde bardzo trudno sie przebic. Jestem tu tylko dlatego poniewaz jak
      hazardzista wierze, zo moze mi sie zwroci co stracilam i sie odbije ale z
      czasem widze, ze to byla tylko bzdura i trace wiecej. Jedyna rzecz to moge sie
      komunikowac i wszelkie sprawy zalatwiam sobie sama. Ale dobrego angielskiego
      mozna sie nauczyc w PL a pieniazki zarobic w Europie i naprawde lepiej placa
      niz tutaj. Jak chcecie sie nabawic mnostwa depresji, zalaman nerwowych i utraty
      zdrowia, wylysienia i posiwienia wlosow ktore Wam jeszcze zostana jak
      najbardziej zapraszam do AU na pewno sie nie zawiedziecie. Przykrosci zycia
      dnia codziennego, upokorzen, wyzywania i zwraciania sie np. do Was zamknij
      sie, SHUT UP w miejscach publicznych (na co ja niestety reaguje placzem z
      bezsilnosci jak zbity pies chociaz i tak jestem twarda bo przezylam) jak poczta
      lub kafejka internetowa Wam nie zabraknie. Listy polecone sa dostarczane do
      mnie po 3 miesiacach jako zwykle i zostawiane na ulicy przed domem na deszczu.
      Ostatnio przyslana ksiazke wcisneli do malej skrzynki przy domu i nie moglam
      jej wyjac przez tydzien i zamokla. Oczywiscie znow placz z bezsilnosci. Wasze
      listy z prosba o wyjasnienie sa ignorowane bez odpowiedzi a traktuja czlowieka
      jak wariata bo w ogole o cos prosi. Pisze z NSW moze w innych rejonach jest
      lepiej ale tutaj to na prawde jest Sodoma i Gomora. Prosze rozwazcie dokladnie
      Wasza decyzje. Jedyne co cieszy to papugi i Ocean Spokojny, kangura i koali nie
      widzialam nawet nie bylam poza granicami miasta bo mnie nie stac. Nie ma sie
      czasu dla siebie by jesc i spac. Do pracy dojezdzalam 4 godz. dziennie dwie
      godziny w jedna strone i mieszkam stosunkowo blisko. Na pociagi miejskie
      przecietnie sie czeka 30 min. Komunikacja miejska jest bardzo zla. Chyba lepiej
      jest w krajach 3 swiata. Nawet pogoda jest teraz okropna jak leje deszcz, w 5
      minut jest sie mokrym i nie jest cieplo bo wieje silny wiatr z ulewnym
      monsunowym deszczem. To nie to samo co w PL. Moze bylo 3 tygodnie ciepla
      podczas calego "australijskiego lata" to jest tak samo jak na Antaktydzie. Nie
      wiem skad biora te 20 stopni ciepla. W rzeczywistosci jak jest 10 stopni to
      wszystko z powodu wiatru. Pewnie mierza w sloncu. O sztucznie pedzonym i
      genetycznie zmienionym - drogim jedzeniu nie wspomne. Gnije w oczach. Jak tylko
      znajde prace w UE nie bede tu siedziala, zostawie to cale beznadziejstwo, chyba
      nie moze byc gorzej. Powodzenia jako turystycznie nie polecam bo nie bedzie Was
      stac na bilet komunikacji miejskiej. Na wizie turystycznej nie mozna pracowac.
      Trzymajcie sie cieplo Wasza pokonana i zdeptana rodaczka walczaca o przetrwanie.
    • sylwek07 Re: AUSTRALIA czy jechac? 22.03.05, 13:12
      wamor a czemu nie sprobujesz w Anglii lub Irlandii?
      • Gość: Studentka Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.05, 17:37
        Boze, przeczytalam to przed chwila i wszystkiego mi sie odechciala. A dlugo tam
        siedzisz, no i wlasnie, tak jak pyta Sylwek, dlaczego nie pojedziesz gdzies
        inndziej, to juz moze w Polsce byloby Ci lepiej. Pozdrawiam i dziekuje za tak
        ogromne 2 posty.
        • w357 Re: AUSTRALIA czy jechac? 22.03.05, 19:25
          Gość portalu: Studentka napisał(a):

          > ..... dlaczego nie pojedziesz .................
          >
          >
          -----------
          Odpowiem Ci jeszcze inaczej !!!
          Jeżeli masz możliwość pojechać na wakację do Australii , USA czy Canada, za
          półdarmo, to pojedź , dokładnie przypatrz się jekie są realią życia, zadawaj
          pytania bezpośrednio TAM do osób wśród polonii i wśrod tamtejszych "tubylców"!!!

          Ja osobiście tak zrobiłem (wiele lat temu) i dopiero trzecia wizyta była na
          tzw. 'stałe'!!!
          Po wstępnych praktykach nie marnowałem już czasu na bzdurne szukanie pracy, bo
          już wiedziałem co i jak, a wcale nie byłem taki "wszystkowiedzący" przy tej
          trzeeeeeciej vizycie!!!

          Aczkolwiek największe zło, to poddać się bez bicia :-)
    • sylwek07 Re: AUSTRALIA czy jechac? 22.03.05, 21:16
      w357 a ty mieszkasz w Michigan>?
      • w357 Re: AUSTRALIA czy jechac? 22.03.05, 23:24
        sylwek07 napisał:

        > w357 a ty mieszkasz w Michigan>?
        ------------
        Chwilowo NIE !
        • w357 Re: AUSTRALIA czy jechac? 22.03.05, 23:45
          w357 napisał:

          > sylwek07 napisał:
          >
          > > w357 a ty mieszkasz w Michigan>?
          > ------------
          > Chwilowo NIE !
          _______________________________

          Mieszkałem w wielu miejscach w US, co sobie chwalę, bo lubie turystykę !!!
          Miałem okazję przebywać w wielu środowiskach, białych , czarnych, zielonych i
          czerwonych.
          Dzięki temu nabrałem sporo REALNEJ PRAKTYKI .
          Ostatnio mieszkałem >> MI-48089.

          Kidyś miałem jechać (lecieć) do Australii, ale najpierw nie mogłem "kupić"
          paszportu", a później dziadek w Australii umarł i nikt mnie nawet na pogrzeb
          nie zaprosił, bo gdy sępy dorwały się do spadku, to nawet advocat zapomniał o
          rodzinie w polsce, aby chołota tylko mu wyszła z biura.....
    • sylwek07 Re: AUSTRALIA czy jechac? 22.03.05, 23:58
      ok :)
      • Gość: DownUnder... Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.ains.net.au 25.03.05, 08:27
        Ta kobitka nie powinna pryjezdzac tutaj na pierwszym miejscu-to nie emigracyjny
        character, a poza tym kilka bzdur-w jaki sposob zalatwila permanent residency?
        Studenci z wiza-jest ich tu tysiace moga zalatwic permanent residency po
        skonczeniu studiow i kiedy znajda prace-sa w tzw kategorii skill worker-setki
        engineers, nurses zostaje tu.
        To prawda zycie tu bardzo drogie (ale $500 na tydzien to troche przesada-
        bezrobotne okolo $200 i ludzie jakos zyja).
        I jak setki razy powtarzam - wyglad - spojrzyj w lustro i ocen sie sam - jest
        droga do sukcesu albo porazki. Kobita 40lat z przeszloscia i sterowana to nie
        atrakcyjny material...Jedyna rada - Mala, zrob sie na cos i na King Cross - tam
        zdarzaja sie nawet 60latki - DownUnder z Elizabeth Bay
        • Gość: DownUnder.... Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.ains.net.au 25.03.05, 08:35
          A pro,po: jesli ktos tu w Sydney jest w trudnej sytuacji, szuka pracy-inz moge
          doradzic a nawet dac referencje: downunder0420@yahoo.com.au
    • Gość: Pikor Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.krak / *.crowley.pl 25.03.05, 12:45
      Posłuchaj jak masz bilet za darmo, mieszkanie, jadzenie to nie ma się nad czym
      zastaniawiać.

      JEDŹ

      Jak nie zarobisz to zdobędziesz trochę ogłady w świecie. Jedziesz tam do
      znajomych - nic Ci nie grozi.

      Wspólcuję kobiecie, która tu opisuje swoją sytuację ale jest ona kompletnie
      nieadekwatna do Twojego pytania - może co do możliwości zarobienia na studia -
      tu możliwe, że jest ciężko dla "turystki".

      jedź nawet się nie zastnawiaj.

      pozdr.
    • Gość: Maverick Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: 82.139.9.* 27.03.05, 08:03
      eugene s. o nell - na skype - po angielsku - jest z australii.

      pogadaj z nim - fajny facet.
    • Gość: australia Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.dsl.nsw.optusnet.com.au 28.03.05, 12:19
      > Poniewaz nie ma osobnego forum dotyczacego Australii, pisze tutaj.

      alez jest www.australink.pl/forum
    • Gość: huggoo Re: AUSTRALIA czy jechac? IP: *.chello.pl 06.04.05, 01:47
      Hej...widzę,że jest tutaj trochę osób które się poważnie orientują w temacie AU.
      Otóż, ja też chcę jechać,dostałem nawet ofertę pracy : na torach wyścigowych w
      Syndey( Randwick Racecourse)...moja pensja tam miałaby wynosić 450 dol./tydz.
      (ok 7h/dzień przez 6 dni/tydz.) + mieszkanie na terenie torów. To dobra oferta??
      Pytam ponieważ przeczytałem tutaj dużo "nieciekawych" rzeczy... Generalnie i
      tak odrzuciłem tę ofertę,ale bynajmniej nie z powodu pieniedzy czy złych
      warunków...ja poprostu nie lubię tłoku i praca prawie w centrum miasta niezbyt
      mi odpowiada. W tej chwili czekam na inną - praca(oczywiście w zawodzie -czyli
      przy koniach) gdzieś poza miastem.
      Dobrze zrobiłem?? :)) Może jest tu ktoś kto pracuje w "końskim" zawodzie ??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka