Dodaj do ulubionych

Jak nakłonić koleżanke do leczenia?

03.07.07, 08:03
Co mam zrobić żeby koleżanka zaczęła sie leczyć? Nie radzi sobie ze sobą. Ma
32 lata i jest sama uważa to za życiową porażkę, brak faceta przysłania jej
cały świat. Uważa że jest nikim. I jej znajome które nie mają faceta, a np
doktorat też są nikim. To wszystko w wiecznych łzach. Nie da sie jej nic
przetłumaczyć na wszystko ma ale, toksycznych rodziców od których wraca z
płaczem jak nastolatka, ale musi tam kilka razy w tygodniu jeździć bo przecież
nie ma faceta! Na wszystko ma takie wyłumaczenie! Nikt jej nie rozumie,
reaguje płaczem lub agresją na próby porozumienia. Ma talent, ma kupę
znajomych od lat, czego wielu może jej pozazdrościć.. ale unika wszystkich w
związkach. I jest skłócona pomału ze wszystkimi. Bo "syty głodnego nie zrozumie"
Najgorsze, że szykuje się ślub w jej rodzinie który ona przeżywa histerią od
roku! Niedługo wyjeżdża za granicę aby nie być na tym weselu .... nie poradzi
sobie.. ale twierdzi, że po co sie leczyć skoro tabletki jej faceta nie znajdą!
Obserwuj wątek
    • shangri.la Re: Na leczenie kwalifikują się kobiety..... 03.07.07, 08:13
      ....pozbawione naturalnej potrzeby życia w rodzinie, bycia żoną, partnerka, matką.
      Zaproś koleżankę na ciekawą wycieczkę, albo przedstaw ją interesującemu koledze,
      jeśli naprawdę chcesz jej pomóc a "leczenie" zostaw psychopatom.
      • makijaze Re: Na leczenie kwalifikują się kobiety..... 03.07.07, 08:30
        Hahah dobre z tymi psychopatami :]

        Kobieto gdybym nie próbowała wszystkiego nie pisałabym tego... Wycieczki haha
        twórcza praca, jej pasje, kluby, knajpy.. Z innymi znajomymi chodziła po górach,
        jeździła na wieś.... ale to wszytko bez znaczenia.
        Myślisz że ona nie ma okazji znaleźc faceta? Obok niej bywaja mężczyźni którzy
        jej "nie kręcą", chodzi na randki... ale jest z nią coraz gorzej. W tym stanie
        nawet mało kto z nią wytrzyma uwierz mi. W tym momencie jakbym ją zabrała na
        proponowaną wycieczkę to rozpłacze się najdalej w pociągu i pokłoci ze mną, że
        mam jej dać spokój bo nie potzrebuje litości i ma wszystkich w dupie.
      • memento3 Re: Na leczenie kwalifikują się kobiety..... 03.07.07, 22:01
        haha, oczywiście, wszyscy niesparowani to wariaci i zboczeńcy
        • makijaze Re: Na leczenie kwalifikują się kobiety..... 04.07.07, 12:32
          i zera ;)
    • camel_3d Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 08:53
      zacznij grzebac po portalach randkowych i niby tak sobie zachwycaj si enad
      facetami (jezeli beda ok). moze ja wciagniesz do tej zabawy:)

      tak znalazla faceta moja kumpela z pracy. Inna ja wciagnela.
      • makijaze Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 09:04
        Ech.. jest pologowana na randkowych potralach..... może nie do końca fortunnie
        zatytułowałam wątek. Potrzebuje terapi, moim zdaniem ma depresję i to coraz
        silniejszą... Randki jej wcale nie cieszą, do każdego faceta ma jakieś ale..
        może sie boi związkówe opinii rodziców o nowym facecie..
        Pozatym jeśli sama siebie nie zacznie szanować... jeśli czuje sie nikim...
        • ja_adam Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 09:17
          zabić!
          • makijaze Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 09:22
            Adam :) nie wiem czy jeste forumowym trollem czy nie ;)
            Ale dokładnie czasem to czuję :)
            • ja_adam Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 09:25
              jesli ktos nie ceni zycia, sra do własnego garnka, opluwa własną twarz, to może
              faktycznie założyc jej spadochron i z rzucić z 4 tysięcy, bez linki.
              Oczywiście spadochron miałby automat który na 200 setnym metrze sie otworzy, ale....
              Przydałaby sie jej jakas trauma, albo 4 ściany i miska ryzu i ksiązka chmielewskiej
              • ja_adam Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 09:26
                albo egzorcysta, skoro nie wierzy w ludzi i ludziom może duchy jej pomoga...
    • fanybaje Re: A po co zajmujesz sie zyciem 03.07.07, 09:40
      tej kolezanki. I chcesz ja leczyc?Przeciez to durny czlowiek. Chcesz sama
      podpasc na zdrowiu? Zostaw ja.Nie zajmuj sie az tak chorymi ludzmi, ktorzy
      placza bo nie maja chlopa pomiedzy lydami. Niech sama wezmie ster zycia w
      swoje rece.

      A ty unikaj takich ludzi bo sama nabawisz sie problemow.
      • makijaze Re: A po co zajmujesz sie zyciem 03.07.07, 09:50
        Masz rację. Ona jest toksyczną osobą. Ale nawet umiem odpowiedziec na Twoje
        pytanie po co sie tym zajmuję - bo znamy sie 15 lat i nie zawsze z nią tak było.
        Po drugie wypełniam tym trochę swój czas bo sama jestem samotna, ale bez
        dramatów :) (mój ukochany jest za granicą).
        I Adam ma rację. Ja myśle że ten wyjazd do Angli da jej w kośc bo ona naprawdę
        ma tu dużo do stracenia oprócz tego jedynego. Chciałam żeby przed wyjazdem
        poszła na jakąs terapię bo nie życze jej źle i martwie o nią. Ale wiem, że nie
        powinnam, wiem za mocno się w to zaangażowałam
        • fanybaje Re:No wiec sama pomysl 03.07.07, 10:07
          dlaczego tak mocno angazujesz sie w cudze problemy.Czy jest to ucieczka przed
          twoimi problemami? Czy chcesz aby ktos w podobny sposob zaangazowal sie wtedy
          kiedy tobie bedzie dzialo sie zle w zyciu? Opiekujac sie w nadmiarze owa
          kolezanka pokazujesz, ze i tobie opieka jest potrzebna.

          Swiata nie uzdrowisz zawsze obok ludzi szczesliwych beda zyli ludzie
          nieszczesliwi, obok bogatych beda biedni, obok madrych ...itp.

          Zajmij sie swoim zyciem, jest tyle ciekawych rzeczy do robienia, zostaw ta
          kobiete sobie niech sam dochodzi do swojego szczescia.
          • makijaze Re:No wiec sama pomysl 03.07.07, 10:44
            Ja to wszytko wiem, tylko zawsze dobrze jak ktos to potwierdzi, pozatym znów
            chyba o tym zapomniałam :] Nie potrzebuję opieki, ale na pewno towarzystwa.
            Uciekam przed samotnością..
            Odciąć sie nie mogę bo mamy troche wspólnej pracy jeszcze. Ale odliczam dni do
            wyjazdu i tak naprawdę unikam jej nie od dziś, a misję z psochoterapią sobie
            jednak odpuszczę
            A niedługo wspaniały urlop w towarzystwie męża u przyjaciółki która też gdzieś
            tam hen... :)
            • bez.wyksztalcenia Re:No wiec sama pomysl 03.07.07, 14:51
              ciekawe, jak bys sie czula, gdybys nie miala tego swojego ukochanego? punkt
              widzenia zalezy od....... Twoja kolezanka ma 32 lata, nie wychodzi jej z
              mezczyznami, czuje sie przez to nieatrakcyjna, gorsza, samotna, wybrakowana
              itp. Chcialaby miec tego swojego ukochanego, chocby i w innym kraju. Jesli taka
              sytuacja trwa rok - histeria jest dziwna, jesli kilka lat - to dlaczego sie
              dziwisz? Mysle, ze jest to cholernie frustrujace, kiedy nie masz na cos wplywu -
              a na bycie z kims nie ma sie wplywu realnego (zmusisz kogos do milosci?).
              Polec dziewczynie forum prywatne GW (otwarte): "o randkach z internetu"
              lub "samotni...." (nie pamietam dokladnej nazwy) - sa tam osoby w podobnej
              sytuacji jak ona - byc moze poczuje sie zrozumiana
              • makijaze Re:No wiec sama pomysl 03.07.07, 14:59
                Nie wiem jakbym sie czuła jakmbym faceta nie mniała i nie wiem czemu mnie
                atakujesz skoro starałam sie jej pomóc, a dostaję za to ciągłe kopy w dupę. Ma
                przyjaciółkę która jest o wiele mniej atrakcyjna i na randki nie biega, jest w
                jej wieku i co myślisz, że one sie rozumią? Traktuje ją gorzej niż śmiecia..
                • bez.wyksztalcenia Re:No wiec sama pomysl 03.07.07, 15:29
                  nie chcialam, zeby to zabrzmialo jak atak
                  niektorzy nie sa odporni na niepowodzenia - tak, jak twoja kolezanka
                  chec pomocy od osoby, ktora "ma" faceta - bywa przyjmowane z agresja
                  (wynikajaca z zadrosci, poczucia niesprawiedliwosci, zalu,...). Dla ciebie to
                  pomoc , dla niej byc moze litosc.
                  byloby super, gdyby kazdy byl twardy, umial sie cieszyc z tego co ma, a nie z
                  tego, co moglby posiadac. Ale tak nie jest. Kolezanka byc moze jest juz w
                  depresji, ktora objawia sie wlasnie w ten sposob, nie wiem, nie jestem lekarzem.
        • horpyna4 Re: A po co zajmujesz sie zyciem 03.07.07, 10:41
          A może koleżance pomogłoby przyjrzenie się takim parom z "za słoną zupą"? Jeżeli
          żyje w świecie wyidealizowanym, w świecie nie spełnionych marzeń i oderwana od
          rzeczywistości, może warto ją zainteresować szokującymi przypadkami przemocy,
          nie tak rzadkimi przecież i nie ograniczającymi się do "marginesu społecznego".
          Jak załapie, że życie z chłopem to nie musi być sam miód, może trochę wyhamuje.
          I wtedy ją pocieszysz, że przynajmniej ma zęby i całe żebra...
    • aurelia_aurita Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 13:57
      jej jest potrzebna porządna psychoterapia, a nie leczenie.
      ale siłą jej na terapię nie zaprowadzisz. możesz co najwyżej delikatnie
      nakłaniać, moze kiedyś się przekona.
    • lotunia Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 15:42
      może ona to lubi..tzn..użalanie sie nad sobą a Ty paradoksalnie jej w tym
      pomagasz,słchając jej zalów i pretensji do całego świata..Zostaw ją niech się
      pomęczy z tym wszytskim sama...Bardzo szybko zacznie działac bo nie będzie
      już "widowni" w postaci Ciebie:)Może sie zdarzyć nawet tak, że sama do Ciebie
      przyjdzie i poprosi o pomoc choćby w znalezieniu fachowej pomocy,daj jej jednak
      szanse żeby to wyszło od niej,bo każda próba namowy bedzie sie kończyła buntem
      z jej strony,przypomnij sobie jak to było gdy Ciebie do czegos namawiali jak
      nie mialas na to najmnijeszej ochoty:)
    • beerd Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 16:07
      Zostaw ją samą.
      Kobieta ma 32 lata - zakłądam, że jakby chciałą NA PRAWDĘ pomocy to wpadłaby na
      to, że istnieje psychoterapia.
    • dziwny_gosc Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 03.07.07, 18:32
      A na co jest ta koleżanka chora, że trzeba ją nakłaniać do leczenia?
      • natex Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 04.07.07, 12:22
        Ona musi osiągnąć dno żeby zrozumieć że jest zle, musi zrozumiec ze cos jest z
        nia nie tak i wtedy moze siegnie po pomoc psychologa jesli nie to hmmm ciekawy
        z niej przypadek, dziewczyna bedzie zatruwac zycie innym....az w koncu zostanie
        sama bo ile mozna wytrzymac z kims takim ????
        • fale_morskie Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 04.07.07, 14:43
          Leczenie tu nic nie pomoże. Najlepiej, żeby koleżanka zrozumiała, że widocznie
          nie trafiła na "tego jedynego", jak to się nazywa. Tu nic nie poradzi, a na
          siłę też go nie znajdzie.
          Jeżeli, źle znosi, np. śluby, to nie musi na nie chodzić i nikt nie powinien
          jej zmuszać, ale nie może wrogo traktować osób w związkach. Poza tym, to
          normalne, że cierpi i dobrze, że chce o tym mówić.
          • karolina5011 Re: Jak nakłonić koleżanke do leczenia? 04.07.07, 16:45
            Dziewczyna jest bardzo niedowartościowana a może też za bardzo wymagająca, skoro
            chodzi na randki i nikt jej nie odpowiada. Myślę, że powinnaś dać jej spokój tak
            na jakiś czas - nie wiem jak często macie kontakt. Niech sama sobie posiedzi,
            nie dzwonisz do niej, zero kontaktu. Może zacznie sie zastanawiać wówczas nad
            swoimi "fochami" i odrzucaniem pomocy innych, doszukiwać sie złych wartości w
            ludziach i w sobie. Nic na siłe....
            Pisze tez poniewaz mialam podobny problem z siostra. Ktora byla w strasznej
            depresji, kazdego uwazala za wroga, siedziala w domu , zero kontaktu z ludzmi,
            jej spacerym konczyly sie placzem bo widziala kochajace sie pary lub w jej wieku
            dziewczyny idace z dziecmi na rekach. Doprowadzila sie do stanu, ze poprzebywala
            troche sama bo ludzie bali sie ze zwariuja od jej histerii. Poszla do
            psychologa, ktory bardzo jej "naslodzil" w sensie, ze usiadl z nia i krok po
            kroku wyjasnil ze jej problem typu braku faceta jest niczym..... chodzila do
            niego raz w tygodniu i wspolnie analizowali przyczyny jej stanu. Bylam
            zaskoczona jak sie zmienila, odnalazlam sens zycia, nowe pasje... Nie brala
            zadnych lekow ale rozmowy, rozmowy, rozmowy....... Dzieki temu stala sie o wiele
            silniejsza i zdystansowana do pytan typu NO KIEDY U CIEBIE WESELE..
            Dlatego nic na sile? Musi sama dojrzec to tego zeby nabrac dystansu do spraw
            ktore sa male a ona sama je wyolbrzmymia. Jesli sobie nie radzi dobrze zeby
            wlasnie poszla na szczera otwarta rozmowa z psychologiem. Moja siostra sobie to
            chwali, byl to facet;) ale krok po kroku omawial z nia problemu i bardzo ja
            dowartosciowal.:)
            Pzdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka