Witam !
Czy znacie wśród swoich klientów układy synastryczne, w których pozornie
nic "ciekawego" nie ma ( np trygony świateł, Wenus, Jowisza ), za to roi się
od tzw. niekorzystnych aspektów ( np Mars kwadrat Saturn, kwadrat Księżyców,
czy Merkurych ) ? Ktoś mocno mi sugeruje, że związki z małą liczbą "dobrych"
aspektów, a większą "złych", nie ma szansy powodzenia. Dotyczy to również
mojej osoby. Oskarża się mnie o idealizm życiowy, a za nim następuje taki
mniej więcej komentarz - "ja też myślałam że dam radę zwalczyć niekorzystną
synastrię, ale przekonałam się na własnej skórze jak naiwna byłam".
To nic że to ogólnikowy bełkot. Moim zdaniem liczą się TRZY horoskopy -
partnerów oraz synastryczny. Jednak czyimś zdaniem wystarczy JEDEN. Nie
zgadzam się z tym.
Proszę Was o podanie związków z "niekorzystnymi" aspektami, które trzymają
się dobrze. Może rzeczywiście takich nie ma ? Może faktycznie nie jestem tak
oświecony

? A jeżeli nawet są, to "dobry" astrolog pomoże im się rozpaść (
dla dobra współwłaścicieli ). W końcu "oświecanie" to jego domena, a ja
jestem heretykiem i jak zwykle się ku czemuś buntuję.
PS. Rozmowa akurat dotyczyła aspektów międzyplanetarnych. Reszta jakby była
na dalszym planie ( midpunkty, gwiazdy stałe, indywidualne predyspozycje ).
Proszę zatem zredukować ( wiem że to trudne ) swoje przykłady do samych
aspektów między planetami. Wierzę, że macie w swoich teczkach synastrie,
które na pierwszy rzut oka "nie pasują", a mimo to mamy do czynienia ze
szczęśliwym związkiem.
Miłego 2007