s300
03.03.05, 21:51
Ze zrozumialych wzgledow pisac musze ogolnie....szkoda, bo
sprytnie to robilem.
Nakradzione kwoty bede podawal w euro a nie oryginalnej
walucie, jako ze cala historia dziala sie poza granicami Polski,
gdzie do dzis mieszkam.
Po trudnym okresie wstepnym w nowym kraju w koncu znalazlem niezla
prace.Wczesniej kilka lat tyralem fizycznie i konczylem studia,
latwo nie bylo, po przyjezdzie ledwo znalem ichni jezyk.
Firma obracala gotowka w duzych ilosciach. W zasadzie wszystko
obracalo sie wokol gotowki w tym biznesie, no powiedzmy 90 %. Stad
tez kontrole byly bardzo scisle i czeste. Z pozoru jak sie pozniej
okazalo.
Klientami naszej firmy byly w 80% inne firmy, ci najlepsi to male
i srednie firmy handlowe (operacje gotowka) ,kilka duzych
korporacji (zaden interes), reszta to klient prywatny.
Przez pierwsze dwa lata bylem wzorowym pracownikiem. Nie tylko na
pokaz , naprawde rowniez. Zalezalo mi na tej pracy i kasa byla
naprawde dobra. Nie przyszloby mi nawet do glowy kombinowac.
Ktoregos razu przypadkowo nabilem w banke klienta. Byl to akurat
klient "z ulicy" i nie znalismy go osobiscie. Natychmiast
zadzwonilem do szefostwa i poinformowalem ich, nadmiar kasy zgodnie
z procedura do koperty z opisem sytuacji, koperta do sejfu i tyle.
Nic nie powiedzieli, bo i z jakiej racji? Pomylka ludzka rzecz.
Pare dni pozniej na kacu bylem i znowu pop...ilem transakcje. Tym
razen na jakies 600 euro, troche mi przygadali, ale dobrodusznie.
Tyle, ze po godzinie zadzwonil z domu wlasciciel firmy, bo mu z
biura doniesli i opie...il mnie dodatkowo. Tlumacze, przepraszam.
No, ale jak to na kacu, pare godzin pozniej znowu zwalka ! Tym
razem na jakies glupie 200 euro, ale mam cyka ze mi beda dogadywac.
Co robie? Kasa na bok, zadnych protokolow, czekam czy klient wroci.
Nie wrocil, kasa do portfela, telefon do kolesia, ktory pracowal w
poblizu i bibka do polnocy.
Tak bylo przez nastepne pol roku. Zadnych pomylek, tylko mala
rezerwe trzymam na wypadek, gdybym sam siebie wpakowal na mine, nie
bede sie klamkowal tylko im doloze z boku i tyle. Tak robilem.
Po pol roku mam klienta, chyba podpity byl czy co. Sam mi sie
podstawia, jak mu tlumacze ze sie myli, to mi kazal sie zamknac, bo
on liczyl juz i wie lepiej. No, jak sam chcesz frajerze to co
zrobic? 3300 euro, akurat na wakacje jechalem. Poszlo prawie
wszystko.
To mi dalo pomysl, ze w koncu sporo debili mam za klientow.
Cyknalem jednego specjalnie, zawsze w koncu moge z miejsca
przeprosic i od razu oddac, zdarza sie niemal codziennie. Nic, 400
do kieszeni. I tak poszlo.
Rozne historie w miedzyczasie mialem, ksiazke bym napisac mogl.
Mielismy taki pokoik dla wiekszych klientow, mogli sie tam zamknac
i liczyc kase , przed lub po transakcji.
Raz babsko zostawilo tam koperte, widze ze lezy, nie wchodze
jednak do srodka sprawdzic, bo kombinuje ze jak baba sfiksuje i
poleci do glownego biura najpierw, to przyleca i przeszperaja
wszystko no i co im powiem? Za znalazlem i czekam na lepsza pogode
zamiast dzwonic?
Wzialem dopiero po zamknieciu, w srodku bylo 16 000. Ta idiotka
nawet nie zadzwonila spytac, czy nie zostawila kasy u nas, pewnie
myslala ze ja zrobili kieszonkowcy w drodze do domu albo ze
zgubila;)
To byl moj najwiekszy jednorazowy strzal, do konca niepobity.
Rocznie ciagne spoko jakies 50-60 tysiecy, tak ze dwa
lata.Dokladnie nie licze, sporo idzie na przelew.
Kasy do banku nie daje, troche sie kiwam, chociaz to nie majatek
ale zawsze. W szafce w lazience robie druga scianke i pakuje
kupke.Jak sie nazbiera 10 000- 15 000 to inwestuje, gdzie i jak nie
powiem.
W miedzyczasie aresztuja w firmie grupe, debile kradli na zywca i
zlapali ich na kamere. Mnie tez sprawdzali, bo nie wiedzieli na
poczatku kto. Oni jumali kase z firmy, pakowali w skarpety i do
domu . Rosnie moja dobra opinia, bo w koncu nie dalem sie zlapac na
glupi klaps !
Pomalu firme przejmuje inna, kilkanascie razy wieksza. Daja nam
podwyzki, wyjazdy za granice na szkolenia, obiecuja prace w
nowootwartych filiach za granica, nam starym pracownikom daja
tytuly menadzerskie. Przyjmuja nowych ludzi. Przyczilem sie na
filie w cieplutkim kraiku, ocean, plaza, pol nagie dziwki na
codzien. Spuszczam z tonu, bo nie che zeby mnie chapneli w takim
momencie. W miedzyczasie informatycy pracuja nad nowym systemem
inwentaryzacji, ja "stary pracownik" , wtajemniczony, znam od
poczatku wszystkie hasla
dostepu. Zobaczymy co dalej.
Prosze o upatrzona lokalizacje, nie dostaje. Dostaje inna na
miejscu, bardziej prestizowa i dwoch pracownikow. I dobrze, i zle.
W miedzyczasie zauwazam , ze cos jest nie tak. Nowa firma to chyba
jakas przykrywka do przewalki, obroty gotowka na grube miliony
miesiecznie, oni szastaja kasa na lewo i prawo, bankiety,
samochody, wyjazdy ch...j wie gdzie. Tworza sie jakies
koterie,uklady, ja spadam troche na bok, bo jedyny imigrant w
koncu w naczalstwie a poza tym z byle kim nie pije i nie uczeszczam
na regularne biby z podstarzalymi sekretarkami. Na jednej bylem,
popily sie pipy, obrzydlistwo.
W miedzyczasie rozgladam sie za kupnem baru, ale troche sie czaje
bo gdyby co to sie zapytaja, skad u ch...ja pana mialem nagle 150
tysiecy euro gotowka ?
Nic, widze ze to wszystko pie...lnie chyba niedlugo, wiec mysle
codziennie, jak tu nagarnac odprawe na koniec. No i mam w koncu !
Wymyslilem metode malej kosmetyki w inwentaryzacji, az mnie pali
podac szczegoly ale nie moge. Genialne w swej prostocie i znow
odkryte przez przypadek. Probuje male sumki, po 500- 1000, zadnych
problemow.
Ja, kierownik, ludzi zostawiam w robocie a sam ide na miasto w
srodku dnia. 100-200 zostawiam w knajpie codziennie, troche sie
rzobrykalem, trzeba zwolnic bo jak na kogos z firmy trafie w
knajpie, gdzie byle co kosztuje stowe to bedzie gnojowica. Torby
z zakupami zostawiam w pracy u kolezanki, pracuje tuz obok w
zakladzie kosmetycznym, w koncu nie wroce do do roboty o drugiej
po poludniu z torba szmat za 500 euro albo w nowym garniturze sie
nagle nie pokaze rowniez......
To byl swietny okres, wypady na weekend do super miejsc, Rolex
Daytona, nowy samochod.
Laske poderwalem miejscowa, troche sie czaila do imigranta, ale
zmiekla jak samolotem polecielismy 1000 kilometrow tylko na obiad.
Nadchodza jednak czarne wiesci, tak jak sie rozwijalismy tak sie
bedziemy zwijac. Co robic? Planuje szarpniecie : Zwijam sie z kasa
w torbie do Polski w koncu i tak tu nic nie mam , bo sie czaje
kupic dom czy jakis interes. Gdybym zamowil dodatkowa kase dla
oddzialu na weekend (pracowalismy wtedy i w weekendy) i spadal w
piatek po poludniu prosto z mojego oddzialu, to moglym skosic okolo
250 tysiecy maksymalnie.
Ciagle dumam czy to dobra droga. Moze firma sie odbije? Moze
spojrza mi w torbe przy odprawie na lotnisku i co wtedy ?
Gadam z konkurencja, chca kupic baze danych naszych klientow. 15
000 euro. Kazalem mu sobie te kase wsadzic w dupe. Przyszedl znowu,
namawia, opowiada co ci nasi wyrabiaja na rynku i ze koniec jest
nieuchronny, kwestia czasu. Pytam, czy gdyby co to by ,mnie nie
zatrudnili.Zatrudnili by, za polowe tego co mam teraz.
Widze pomalu, ze nawet zwinac mi sie nie uda, bo daja coraz mniej
gotowki do obrotu ! Miewalem 150 000 teraz rzadko kiedy jest 30
000. Kurierzy lataja do biura jak opetani po kazdej wiekszej
transakcji, kichowato jest. Z czym ja sie im urwe ?!
Czekam. Gowno, coraz gorzej. Klienci przychodza a tu nie ma czym
obracac.
Jade w cieply rejon na ten stress , na dwa tygodnie. Co mi tam.
Wracam wygrzany, opalony, na luzie. Zima jest.
Ja z powrotem a tu , kurvva jasna, tydzien po moim powrocie -
likwidacja !
Wszystko co zostalo to nazwa firmy i nedzne ochlapy. Okazalo sie ze
bossowie szybciej kradli niz ja. Nabrali kredytow na miliony i
zamiast inwestowac, skubali dla siebie. C