leszek.sopot
01.06.06, 11:25
Kompromitujący wywiad z Wildsteinem publikuje Rzepa:
tinylink.com/?txD8WJLSm7
Co w nim jest kompromitującego? Wiele rzeczy, ale najbardziej ubawiło mnie
stwierdzenie, w którym prezes TVP sam przyznaje, że w myśl swoich
wcześniejszych przekonań sprokurował "głupią sprawę". Co to za sprawa? Ba!
Otóż prezes przyznawał sobie prawo do decydowania o tym co jest w programach
partii politycznych zgodne z polską racją stanu a co nie jest:
"- "Nie będę realizował partyjnych celów, ale jeśli polityczne cele danej
partii będą się zbiegały z racją stanu i dobrem powszechnym, np. w sferze
edukacji, kultury, to będzie mi po drodze" - to pana słowa.
- Jak najbardziej.
- Kto będzie decydował o tym, czy cele polityczne danej partii są zgodne z
polską racją stanu?
- Głupia sprawa, ale to ja będę decydował. To moja odpowiedzialność i będę z
tego rozliczany.
- Czy jest dziś taka partia, której cele, według pana, są zbieżne z polską
racją stanu?
- To nie jest tak. Nie wyobrażam sobie tak cudownej sytuacji, żeby istniała
na świecie partia, z którą mógłbym się bez reszty utożsamiać. Mogę uznawać,
że pewne partie działają bardziej w imię polskiej racji stanu, inne mniej, a
niektóre wręcz są jej wrogiem. Ale staram się oderwać od myślenia w
kategoriach politycznych. Mówimy o pewnych systemowych, strukturalnych
rozwiązaniach dla Polski. Jest na przykład projekt stworzenia telewizji dla
Białorusi. Uważam, że polska telewizja powinna się w to włączyć. Jest to
pewien wybór polityczny. Ale przecież samo istnienie telewizji publicznej
jest rodzajem politycznego wyboru. Jeżeli ma istnieć, to dlatego, by
realizować pewien zespół wartości".
Bronek jest więc alfą i omegą, znawcą od polskiej racji stanu. On wie, które
partie są wrogiem polskiej racji stanu, a więc jak będzie przedstawiała ich
wizerunek "bezstronna" telewizja nowego prezesa?
Następny kwiatek z wywiadu, to jego stwierdzenie, że "zło zrodzi dobro" -
oczywiście dlatego, że on to "zło" stworzy, bo gdy "zło" stworzyła TVP
Kwiatkowskiego to nie było możliwe by rodziło się ze zła dobro. Cuda się
zdarzają, ale by ze zła zrodziło się dobro to tylko możliwe w pokręconym
umyśle Wildsteina:
"- Czyli powróci pan do struktury, jaka obowiązywała za szefa TAI Janusza
Pieńkowskiego w czasach, gdy prezesem był Robert Kwiatkowski? Tamten system
nie był zły?
- Był zły, bo wymyślono go nie po to, by ta instytucja działała jak
najlepiej. Służył instrumentalnemu traktowaniu telewizji przez polityków.
Paradoksalnie może więc być tak, że zło rodzi dobro".
Hm..., człowiek, który sam w sobie jest alfą i omegą od polskiej racji stanu
chce wmówić, że podporządkowując sobie wszystkie programy informacyjne nie
będzie promował polityków, którzy odpowiadają jego pojęciu polskiej racji
stanu - czyż dla niego nie jest nią np. podgrzewanie nastrojów
prolustracyjnych (czy skrytykuje wobec tego stanowisko prezydenta RP?). Jak
Kwiatkowski instrumentalizował telewizję to było źle, jak będzie to robił
Wildstein - ma być to samo działanie dobre... Komentarz chyba niepotrzebny -
przecież w takie same schematy działań i manipulacji odbiorcą będzie włożona
tylko inna treść - a więc ta sama manipulacja a jedynie inna opcja
polityczna. Ktoś by pomyślał może, że Bronek jednak gwarantuje bezstronność,
ale gdzież tam - bardzo się taki ktoś myli. Otóż Bronek wytłumaczył:
"- Brak bezstronności dyskwalifikuje dziennikarza?
- Są dobrzy dziennikarze, którzy potrafią być bardzo stronniczy. Ponosi ich
temperament. Zaczyna się licytacja na krytykę rządu - kto więcej przyłoży,
kto ostrzej. To problem redaktora, by pilnował, podpowiedział, że może to
zbyt pochopne itp. Dziennikarze to często młodzi ludzie, z którymi należy
pracować. Potrzeba jest innego oka".
Tu prezes TVP zauważył, że dziennikarze licytują się kto więcej przyłoży
rządowi, czyżby nie widział tego, że by podlizać się prezesowi i nowej władzy
będą się licytować kto bardziej pochwali nową władzę i wizję "polskiej racji
stanu" nowego prezesa? Dalej prezes tłumaczy:
"- Załóżmy, że w TVP jest program "Co z tą Polską" Tomasza Lisa, który ma
określone poglądy i je jasno wyraża. Czy mógłby robić swój program w
telewizji publicznej, czy bypan stwierdził, że przekracza granice
obiektywizmu?
- Tomek jest świetnym dziennikarzem, zawsze go ceniłem. Co nie znaczy, że
uważam, iż wszystko, co robi, jest idealne. Widziałem parę programów "Co z tą
Polską", które były stronnicze - i sposób dobierania gości, i rola, jaką
sobie przypisał gospodarz, który raczej powinien być moderatorem, a nie
stroną. Jeśli robiłby ten program w TVP, to bym z nim szczerze porozmawiał.
Starałbym się też stworzyć zespół redaktorów, którzy byliby w stanie z nim
się porozumieć i naprawić rzeczy, które - moim zdaniem - szkodzą takim
programom.
- A czy nie jest tak, że program Lisa oraz "Warto rozmawiać" Jana
Pospieszalskiego leżą w tej samej odległości od linii niemożliwego do
osiągnięcia obiektywizmu, tyle że po przeciwnych stronach?
- Tu się nie zgadzamy. Pospieszalski ma swoje poglądy...
- Lis też ma.
- Ale to są inne programy. Program Pospieszalskiego jest autorski.
- Chodzi panu o formę?
- Są programy, w których można przyjąć, że autor ma poglądy i z ich
perspektywy ocenia rzeczywistość.
- A dlaczego można to przyjąć w przypadku Pospieszalskiego, a nie można w
przypadku Lisa?
- Dlatego, że w przypadku Lisa rodzi się pytanie, czy nie mamy do czynienia z
nadużywaniem zaufania widza. Jeżeli widz patrzy na kogoś, kto ma określone
poglądy i zderza je z poglądami innych - wie, czego może oczekiwać. W
przypadku programu Tomka Lisa mam wrażenie, że tworzy się iluzję
bezstronności. To pewne nadużycie. Co innego, jeśli by powiedział: jestem
sympatykiem Platformy Obywatelskiej, bardzo mi się nie podoba to i to...
- Pospieszalski też nie mówi, że jest sympatykiem Prawa i Sprawiedliwości.
- Wyraźnie mówi o swoich przekonaniach. Nie kryje, że jest katolikiem, że
jego poglądy sytuują go na prawo. Nie tyle w sensie politycznym, bo jego
programy są dużo mniej polityczne niż Lisa, prawie nigdy nie dotyczą
konkretnego zjawiska politycznego, są raczej metapolityczne. Zwraca się uwagę
na Pospieszalskiego, a tymczasem tej stronniczości jest dużo więcej u tych,
którzy robią programy stricte polityczne".
Tu mi już ręce opadły - Pospieszalski ma "program autorski" a Lis jest
nieobiektywny. Cóż za gra słów i ekwilibrystyka. Podziwiać można hipokryzję,
cynizm i obłudę. Kto jest pana mistrzem panie prezesie? Czyżby wódz partii,
która najlepiej odpowiada polskiej racji stanu?