hummer
14.02.07, 11:28
wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/588432.html
"Dawcą kończyny był 43-letni wrocławianin, który zginął po upadku z wysokości. Rodzina zgodziła się, by jego organy posłużyły ludziom czekającym na przeszczepy. Prawa ręka zmarłego trafiła do trzebnickiego szpitala, gdzie działa ośrodek replantacji kończyn.
Do tej pory lekarze, których mistrzem był nieżyjący już profesor Ryszard Kocięba, odnosili sukcesy w przyszywaniu palców i kończyn. Tym razem postanowili dokonać transplantacji ręki pochodzącej od dawcy. W szpitalu czekał na nią Leszek Opoka, 34-latek z Radomia, któremu piła odcięła rękę.
Operacja trwała 11 godzin. – To był niezwykle trudny przeszczep. Najważniejsza w takich przypadkach jest zgodność tkanek, wielkość kończyny, a nawet wiek i płeć dawcy oraz biorcy. Mieliśmy dużo szczęścia – tłumaczy doc. dr Jerzy Jabłecki, szef sześcioosobowego zespołu lekarzy. – Bez zgranego zespołu nie udałoby się. Cieszymy się z sukcesu, ale najważniejsze jest dla nas zdrowie i reakcja pacjenta.
– Czuję się rewelacyjnie. Będę pracować nad rehabilitacją ręki, a później uścisnę dłonie najbliższym – powiedział Leszek Opoka.
– Pacjent odzyska pełną sprawność za rok. Będzie mógł trzymać szklankę, otworzyć drzwi, ścisnąć komuś dłoń na przywitanie – wyjaśnia doc. dr Jabłecki.
– Po tym sukcesie, do szpitala zaczną przyjeżdżać na konsultację inni pacjenci. Liczę, że będziemy mogli im pomóc – powiedział Adam Domanasiewicz, trzebnicki chirurg. "
Teraz szpital ma niezapłacone 60 tysięcy za operację. Już wiadomo, że kolejnych operacji nie będzie, gdyż z pustego i Salomon nie naleje.