Dodaj do ulubionych

Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląskie".

02.05.06, 23:22
Do książki E.S. Polloka "Tragedie śląskie"

Magdalena Trojanowska
Czytając „śląskie tragedie” E.S. Polloka doznaję niejakiego wstrząsu.
Od dziesięciu lat mieszkam na śląsku i nie jest możliwe, aby nie dostrzec
problemów tego regionu.

Jako Polka daleka dotychczas od rozważań dziejowych dotyczących śląska,
musiałam zderzyć się z historią i jej dziedzictwem chcąc zrozumieć tutejszych
ludzi. Słyszałam wiele opowieści z ust różnych osób, różnych grup społecznych
i narodowości zarówno polskiej jak i niemieckiej. Słyszałam o zbrodniach
dokonanych przez Armię Czerwoną w 1945 roku zarówno na Polakach jak
i Niemcach. Często słyszę sformułowanie „mała ojczyzna” w odniesieniu do
śląska jako utraconej własności niemieckiej. Od początku mojego pobytu tutaj
zetknęłam się z wieloma nacjonalistycznymi postawami i niestety, muszę to
przyznać, nie ze strony Polaków, ale Niemców. Nie zauważyłam dotychczas
takiej pogardy w stosunku do ludności pochodzenia niemieckiego, jak odwrotnie
pogardy ludności niemieckiej w stosunku do Polaków, tutaj w Raciborzu.
Pogardę tą uzasadnia się tym, że „Polacy są brudasami” - nie znajdując widać
bardziej sensownych argumentów i źródła owej pogardy. Nie preferuję osobiście
niemieckiej mentalności. Nie generalizując, uważam, że jest małostkowa,
ciasna, zaściankowa i materialistyczna , i duszę się na śląsku, który chcąc
nie chcąc posiadł ją w spadku. Staram się jednak o dobre uczucia dla Niemców
niezależnie od ich kulturowych wad i ograniczeń. Rozumiem, że chrześcijańskie
serce nie może być siedliskiem jakiejkolwiek – uzasadnionej nawet dziejowo
nienawiści – a tym bardziej rasowej dyskryminacji. No cóż, nie wszyscy ludzie
rodzą się z pewnym polotem, ale wszyscy mają dobre prawo by istnieć
i posiadają niepodważalną wartość ludzkiej istoty.
Książka „śląskie tragedie” uświadomiła mi właściwie to, co już dawno rysowało
się dosyć spójnie przed moimi oczami, nie posiadało tylko ostatecznie
sprecyzowanej formy. Jak mówię problemy śląska są dla mnie dosyć nowe – po
raz pierwszy właśnie tutaj zderzyłam się tak namacalnie z historią, która nie
odeszła w przeszłość ale ciągle żyje. I widzę teraz wyraźnie jak nigdy
dotychczas to, co dotychczas brzmiało w moich uszach rażąco, ale teraz
rozumiem - było autentycznym wyrazem obecnego w mniejszości narodu
niemieckiego roszczeniem i bólem. W mojej, polskiej głowie nie mieściło się
dotychczas, że naród, który 200 lat temu zagospodarował jako swoje polskie
ziemie, który systematycznie wywłaszczał i wysiedlał naród polski, przejmując
nasze dziedzictwo, czuje się poszkodowany i pokrzywdzony utratą nie swojej
własności. Naród, który ciemiężył Polaków, dla którego przez wieki Polacy
byli tanią i należną siłą roboczą, bez prawa do własnej tożsamości i kultury,
bez prawa porozumiewania się w języku polskim, a później z ograniczonym
prawem, ma żal do narodu polskiego ponieważ stracił taniego pariasa, na
którego wiecznie polował, i który wiecznie był mu solą w oku.

Rozumiem, że po latach zamieszkiwania na śląsku można poczuć się jak u
siebie, prości ludzie, którzy tutaj się znaleźli pokolenia temu, przybyli
nęceni obietnicami i przywilejami należnymi zaborcy – Niemcy chcieli
całkowicie zniemczyć te ziemie – ludność polska wysiedlana była w głąb
Niemiec, a przybywali osadnicy niemieccy. Zabroniono posługiwania się polskim
językiem w urzędach, szkołach i kościołach. Jarzmo zaborcy, który od wieków
snuł zdradę i za plecami układał się z mocarzami odnoście sprawy Polski,
który łamał wszelkie zawierane przez siebie umowy i traktaty, zostało po
wojnie zrzucone, ale ból i roszczenie pozostało.

Autor książki posługuje się pojęciem odpowiedzialności zbiorowej jaką
ponosiła zwykła, przeciętna rodzina niemiecka, za dążenia niektórych tylko
nacji niemieckich, w trakcie napaści na Polskę. A jednak to z ust
przeciętnych Niemców, dzisiaj padają obelżywe określenia w stosunku do
Polaków, i to w sercu przeciętnego Niemca istnieje owe uczucie „należności”
w stosunku do narodu polskiego. Istnieją więc jakieś wspólne marzenia, które
powinny być nazwane nie tęsknotą za rodzinną (niemiecką –śląskiem) ziemią,
ale tęsknotą za idyllą wynikającą z korzystania z uprzywilejowanego miejsca
w społeczeństwie, które nie jest niemieckie. W obliczu dzisiejszej władzy
mówimy o szybkim wzbogacaniu się na interesach działających na społeczną
szkodę narodu i z wykorzystaniem dóbr społecznych – określamy to okradaniem
narodu . Czy majątki niemieckie w ciągu ostatnich wieków nie zostały
osiągnięte kosztem narodu polskiego? Mówimy o „utraconej własności”, ale czy
była to własność nabyta uczciwie, czy też z wykorzystaniem pewnych
przywilejów i taniej siły roboczej?

E.S. Pollok cały rozdział swojej książki poświęca analizie historycznej
chcąc „odkłamać” PRL-owską naukę historii. Mówi o plemionach Gotów, których
ślady znajdujemy na śląskiej ziemi – nie wspomina natomiast o plemionach
Słowian, których ślady znajdujemy aż do rzeki Łaby. Nie podważając polskiego
prawa do śląska przez 4 wieki panowania Piastów, powołuje się na deklarację
Kazimierza Wielkiego z 1339 roku, w której zrzekł się „na wieki” prawa do
śląska na rzecz Czech. Jeżeli wskutek takiej deklaracji monarchy polskiego,
własność polska wraz z polską ludnością przeszła w obce ręce, to dlaczego
równie zobowiązująca wiekowo nie miałaby być kara wymierzona niemieckiemu
narodowi, za zbrodnię na polskim narodzie? Dlaczego powrót z dawna ziem
polskich nie byłby właściwą rekompensatą za mordy, rabunki, zdradę? Jeszcze
nie wymarło pokolenie ludzi, którzy pamiętają piekło wojny, a już były
okupant podważa wymierzoną mu karę – jak insynuuje autor, że układ Poczdamski
skrzywdził śląskich Niemców.

Autor twierdzi, że polscy mieszkańcy śląska nie posiadali tożsamości
narodowej – ponieważ istnienie takowej 200 lat temu jest mitem. A jednak to
ze śląska pochodzą znane historie oporu ludności polskiej wobec procesu
germanizacji. Mówi się o 40% Polaków głosujących podczas plebiscytów
dotyczących przyłączenia śląska do Polski – ale może to tylko świadczyć
o skali w jakiej ziemie te były poddawane zniemczeniu . Znany jest fakt
celowego zasiedlanie ziemi śląskiej przez Niemcy przed plebiscytem, tak aby
uzyskać pozytywne jego wyniki. Rdzenna ludność nigdy jednak nie przestała się
czuć polska, wzniecając nieustannie ruchy przeciwko okupantowi. E.S. Pollok
pisze jakoby ślady niemieckiego dorobku na tych ziemiach zacierane były przez
Polaków po wojnie, ale nie wspomina, że w na początku XX wieku nazwy
większości wsi i miast, ulic w miastach były jeszcze polskie – po 2,5 wieku
obecności Austrii i 2 wiekach germanizacji z zaborze pruskim!!! Jaki więc był
ten procent ludności niemieckiej na śląsku przed zasiedleniem w XVIII i XIX
w.? Choćby z historii Raciborza wiadomo, że w XVII wieku nabożeństwa
w kościele św. Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny odbywały się
w języku niemieckim, a kazania wygłaszane w języku polskim były w kaplicy
polskiej przyległej do kościoła. Część ta była bardzo mocno zatłoczona (tak,
że ostatecznie nabożeństwa polskie przeniesiono do kościoła św. Jakuba)
podczas gdy w kościele brała udział w nabożeństwach ledwie garstka Niemców.
Statystyki przedstawione przez autora z lat 1910-11 wykazują jakoby ludności
posługującej się językiem niemieckim było tyle samo ile ludności posługującej
się językiem polskim - to raczej jest dowód na to, że po tak intensywnym
procesie germanizacji i rugów pruskich nadal ok. połowy ludności nie
zatraciła polskiej tożsamości .

Autor „śląskich Tragedii” pisze o tragediach, które spotkały Niemców
w trakcie wysiedleń. Obwinia bezpośrednio naród polski za zbrodnię na
narodzie niemiec
Obserwuj wątek
    • pasikoonik13 Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 02.05.06, 23:28
      Autor „śląskich Tragedii” pisze o tragediach, które spotkały Niemców w trakcie
      wysiedleń. Obwinia bezpośrednio naród polski za zbrodnię na narodzie
      niemieckim. Twierdzi, że fakt taki został zatajony przez władze PRL-u i obecnie
      Polacy żyją w przekonaniu wspaniałości i nieskalanego niczym sumienia swojego
      narodu. No cóż, w tej ostatniej kwestii mogę zgodzić się autorem książki. Sama
      obserwuję taką postawę wśród niektórych Polaków. Uważam, że Polacy powinni mieć
      umiejętność przyznania się do każdej zbrodni. Pogardliwy stosunek do Żydów, do
      dzisiaj obecny w postawie Polaków, nie stawia nas w najlepszym świetle. Sadzę,
      że byli ludzie zdolni do zbrodni takich jak w Jedwabnem. Jestem też przekonana,
      że wojna wyzwala z człowieka to, co najgorsze i o czym pisali Sołżenicyn, czy
      Różewicz – po wojnie nie ma ludzi czystych. Wierzę, że po wojnie wielu Polaków
      pragnęło odwetu całym swoim sercem za krzywdy doznane podczas wojny – działali
      więc niejako w niepoczytalnym stanie i naród niemiecki był odpowiedzialny nie
      tylko za wyrządzone krzywdy Polakom w świecie materialnym – utratę mienia,
      chorobę, głód, rozłąka i śmierć najbliższych, wykorzystanie jako taniej siły
      roboczej, ale bezpośrednio również odpowiadał za demoralizację i skrzywienia
      dusz ludzi wskutek własnej agresji i dewiacji. Odwoływanie się więc do ludzkich
      uczuć istot, których pozbawiono ludzkich uczuć jest absurdem samo w sobie.
      Domaganie się rekompensaty od narodu polskiego równej rekompensacie Niemiec dla
      Polaków za agresję , napaść i całkowite odczłowieczenie narodu to jest ciągła
      nieumiejętność spojrzenia w twarz własnym problemom.

      Pomimo deklaracji wstrzemięźliwości emocjonalnej, autor daje upust
      wypowiedziom, które właśnie nie są dla mnie nowe. Powiedziałabym, że słyszę je
      wokół siebie co jakiś czas i dotychczas traktowałam je jako mniejszościowe,
      przejaw nacjonalizmu niemieckiego ale nie w wydaniu, które odzwierciedla
      rzeczywistość ostatecznie. Po przeczytaniu książki zrozumiałam, że myliłam się
      w swojej ocenie. Stwierdzenia wypowiadane półsłówkami, często odczytywalne
      raczej ze sposobu prezentacji problemu niż wypowiedziane bezpośrednio (chociaż
      są i takie) - są głębokimi emocjami mniejszości niemieckiej na ziemiach
      polskich i byłych niemieckich mieszkańców śląska. Obciążanie Polaków zbrodniami
      stalinowskimi i zbrodniami Armii Czerwonej tchnie wręcz pragnieniem podsycenia
      złych emocji zamiast faktycznie dania świadectwa o prawdzie czasów wojennych
      i powojennych. Emocje niechęci do Polaków, wypowiadane przez publiczne osoby
      w Raciborzu, nie wydają mi się już stanem krańcowym i wyodrębnionym. Rozumiem
      dlaczego dyrektor jednej ze szkół był zdolny do nacjonalistycznych
      proniemieckich manifestacji , aż został upomniany, że jest na polskiej pensji
      w polskiej szkole, i ciągle jeszcze jest dyrektorem. Rozumiem jak silne
      i zdeterminowane są obecnie działania mniejszości niemieckiej w stosunku do
      odzyskania prawa do śląska. W naszych czasach zmieniły się etykietki na
      produktach znanych i konsumowanych przez wieki.

      Tragedie ludności niemieckiej i śląskiej - ta granica między ślązakami
      i Niemcami w rozważaniach autora często się zaciera, jakby losem rdzennej
      śląskiej ludności chciał spotęgować odczucie „rasizmu” polskiego, ale ludnością
      uciemiężoną ostatecznie jest ludność niemiecka. Może nieświadomie jego uczucia
      wiążą to w jedno, i za rdzennych ślązaków uważa po prostu Niemców. Tragedie te
      są obrazem szokującym i świeżym dla mnie. Rzeczywiście moje serce boli los
      bezbronnych, i sponiewieranych matek i dzieci, starców niemieckich. Jednak
      budzę się z głębokiego współczucia wtedy, gdy autor powołuje się na Armię
      Czerwoną i bandytów polskich asygnowanych przez władze radzieckie. Jak można to
      określić zbrodnią narodu polskiego przeciwko narodowi niemieckiemu??!! W tych
      samych dokumentach przedstawia się tragedie , który dotykają ludności polskiej,
      los księży zamordowanych w kościołach polskich i los polskich zakonnic, które
      w popłochu uciekały z klasztorów. Niemcy (wg autora) wypędzeni z polskich ziem
      byli bezbronni i niewinni – najczęściej działali dla dobra Polaków w podziemiu
      albo pod przymusem i groźbą śmierci przeciwko Polakom. Dzielili polskie losy,
      ale czy było tak naprawdę? Czy naprawdę ci przeciętni Niemcy wstrząśnięci byli
      losami polskich rodzin? Wiadomo jest, że był rozkaz opuszczenia polskich ziem
      wydany przez dowództwo niemieckie. Ci, którzy usłuchali zachowali swoje życie.
      Inni nie chcieli opuścić swojego dobytku, wracali z powrotem na ziemie polskie
      zapierając się swojej tożsamości i pochodzenia – dzisiaj odkrywają się
      i deklarują Niemcami – czy Polacy byli im podobni? Czy zmieniali swoją
      tożsamość na niemiecką chcąc uniknąć komory gazowej? Ci, którzy to zrobili
      nazwani zostali zdrajcami narodu polskiego. Dla równowagi opisów okrucieństw
      Armii Radzieckiej, co do której nikt nie ma wątpliwości, mogę przytoczyć
      opowieść mojej babki, która swoje młodzieńcze lata spędziła w niemieckiej
      rodzinie jako służąca. Faktem jest, że twierdzi ona, że zawdzięcza ocalenie tej
      rodzinie, ale czy rodzina ta szanując godność jej jako człowieka obchodziła się
      z nią stosownie do tej godności. Czy Żydzi ratowani przez Polaków byli
      służącymi, żyli w chlewach , pracowali katorżniczo na rzecz swoich
      zbawicieli??? W zimie chodzili na bosaka chociaż w domu był dobrobyt? Nie
      mogłam słuchać ostatnio w telewizji Niemki, która chwaliła się jak pomagała
      Polkom pracującym bezpłatnie w piekarni tym, że pozwalała im jeść chleb w swoim
      towarzystwie – samo takie stwierdzenie jest przecież poniżające i żenujące.
      Z moich ust nigdy nie wyszłyby słowa pod adresem Niemców podobne do tych, które
      często słychać jeszcze w Raciborzu „świnie polskie” – czy to nie jest
      wewnętrzne i ciągła choroba, która trawi ten naród? Otóż, moja babka po
      powrocie do Polski, była w 1945 roku świadkiem zupełnie odmiennej sceny, niż te
      opisywane jako standard zachowań Rosjan. Na wiadomość o wkraczaniu do
      Bydgoszczy Armii Czerwonej młode Niemki, które nie zdążyły się ewakuować były
      ukrywane przez Polki. W mieście był głód , który dotyczył nie tylko ludności
      niemieckiej ale wszystkich narodowości, żołnierze rosyjscy wkraczając dzielili
      się swoimi racjami z ludnością. Pewna młoda Niemka ze swoimi dziećmi nie kryła
      się przed Rosjanami. Była zdeterminowana i gotowa na śmierć ze swoimi małymi
      dziećmi. Po wkroczeniu Armii Czerwonej pewien żołnierz rosyjski zamierzał
      rozstrzelać ją i jej dziecko, które trzymała właśnie na ręku, ale dziecko
      wyciągnęło ręce i uśmiechnęło się. Żołnierz opuścił broń i rozpłakał się.
      Powiedział, że przez lata przysięgał sobie, że nigdy nie okaże litości żadnemu
      niemieckiemu dziecku. Jego rodzina wraz z małymi dziećmi została bez litości
      zakatowana przez Niemców na jego oczach. Poprzysiągł zemstę ale w tej sytuacji
      nie umiał jej wykonać. Były i takie sytuacje.

      Czy bezbronne niemieckie rodziny w trakcie wojny podczas, której brat zdradzał
      brata, a sąsiad wbijał nóż w plecy sąsiadowi, cenili sobie życie swoich
      sąsiadów polskich na tyle, że nie wykorzystali korzystnej dla siebie sytuacji
      wtedy gdy upodlano narody Żydowski i Polski??? Czy naród niemiecki,
      ostatecznie, nie uzyskał rekompensaty za utracone mienie mniejszości śląskiej
      w fortunach, które pochodziły z majętności polskiej i żydowskiej,
      i nieodwracalnie przekroczyły granice Polski? Dziełach sztuki, które jeszcze
      dzisiaj są odnajdywane na terenie Niemiec. W transportach żywego złota z obozów
      zagłady! Dlaczego autor oczekiwał humanitarności od ludzi, których serca
      zostały złamane przeżyciami piekła wojny? Zanim orzeknie się winę i osądzi się
      karę bada się motywy każdego przestępstwa ponieważ one są dowodem często ku
      całkowitemu uniewinnieniu, albo orzeczeniu o świadomym wyrządzeniu krzywdy
      i należn
      • pasikoonik13 Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 02.05.06, 23:31
        Zanim orzeknie się winę i osądzi się karę bada się motywy każdego przestępstwa
        ponieważ one są dowodem często ku całkowitemu uniewinnieniu, albo orzeczeniu
        o świadomym wyrządzeniu krzywdy i należnej karze za zbrodnię. Porusza mnie więc
        głęboko idea roszczenia wynagrodzenia wojennych zbrodnii na narodzie niemieckim
        jako pewna patologia. Nieumiejętność obiektywnej oceny i jątrzenie w sytuacji,
        w której jak napisał autor – parafrazując – na szczęście wkraczamy do Unii
        Europejskiej, która wynagrodzi Niemcom wszystkie straty. A więc sytuacji,
        w której już pewnym jest się pewnej roszczeniowej przewagi. Umówmy się, że
        rozwój gospodarczy powojennych Zachodnich Niemiec był stymulowany przez państwa
        Zachodnie – nie jest więc dowodem wyjątkowej gospodarności i szlachetnych cech
        narodowych, w NRD nie było bogactwa , ani mycia ulic szmatami (co wspomina
        z czułością autor, że działo się na śląsku). Obecne granice Niemiec są tylko
        spadkiem po nieudanym zlikwidowaniu Polski i konszachtami ze Stalinem w tej
        sprawie. Polska nie została wywyższona układem w Poczdamie, ale jej obecność na
        mapie była także tylko strategią polityczną państw zachodnich przeciwko
        zalewowi komunizmu. Naród niemiecki już dawno powinien pogodzić się ze swoim
        losem jako konsekwencją swojego działania. Byli dobrzy i neutralni Niemcy,
        istniało tez podziemie antyhitlerowskie w Niemczech, ale to naród niemiecki dał
        siłę swojemu dyktatorowi i ponosi odpowiedzialność. Na cóż zresztą napala się
        nasz sąsiad skoro nie potrafi podołać gospodarczo ziemiom byłego NRD i obszar
        ten ulega coraz większemu wyludnieniu i gospodarczemu upadkowi?
        Moja babka była żoną dyrektora cukrowni. Na terenie cukrowni stała luksusowa
        willa, w której spędziła kilkadziesiąt lat swojego życia, a ja wraz
        z rodzeństwem spędziłam najpiękniejsze chwile swojego dzieciństwa. Bawiliśmy
        się z dziećmi sąsiadów w parku przylegającym do domu z huśtawką i fontanną na
        środku, w lecie dziadek napuszczał nam do fontanny wody i kąpaliśmy się w tym
        prywatnym basenie. Za domem były szklarnie, na terenie których bawiliśmy się
        w podchody. Nigdy nie miałam uczucia, że stracę tą dziecięcą idyllę, ale
        dziadek umarł gdy byłam nastolatką i babcia musiała się wyprowadzić z domu,
        który zajęli kolejni dyrektorzy . Utrata osoby, która bardzo mnie kochała
        i świata najintensywniejszych przeżyć było okropnym doświadczeniem dla mnie.
        Wspaniałe gdańskie meble babcia musiała sprzedać nie uzyskując nawet połowy
        ceny, w pośpiechu, ponieważ nie mieściły się do mieszkania, w którym musiała
        zamieszkać. Kolejno z biegiem lat straciłam ojca, swój rodzinny dom, a w końcu
        zamieszkałam w ziemi, która kulturowo jest mi całkowicie obca, pośród ludzi
        których emocje leżą dla mnie w granicach abstrakcji. Moje życie mogłoby być
        zdeterminowane silnym poczuciem utraty i losowej niesprawiedliwości, ale
        trudno – takie właśnie ono jest, nasze życie! Do końca zawsze coś w nim
        tracimy, a ostatecznie je samo. Więź z przeszłością tak silna, że prowadząca
        wręcz do krzywdy, wrogości, ciągle trawiącego i nieugaszonego pragnienia na
        pewno nie jest stanem dla człowieka normalnym i zdrowym. Ani dla pojedynczej
        jednostki, ani dla całego narodu, czy mniejszości narodowej.
        Krzywda jakakolwiek by nie była, zarówno ze strony człowieka jak i „losu”,
        stanie się robakiem trawiącym nasze wnętrze jeśli nie przebaczymy jej i sami
        nie przyjmiemy przebaczenia. Dopiero wtedy , jesteśmy jako ludzie zdolni do
        prawdziwej percepcji otaczającej nas rzeczywistości i uzyskania właściwej
        perspektywy dla własnych i czyichś przewin. Tego życzę wszystkim skrzywdzonym
        na tych ziemiach – przebaczenia i uleczenia. Skrzywdzonych być może także
        swoimi własnymi oczekiwaniami, które nie przystają do prawdy, i które nie liczą
        się z dobrem innych ale jedynie swoim własnym. Patrzmy więc zawsze abyśmy nie
        szukali tylko tego, co nasze ale także tego, co dobre jest dla naszego brata
        i bliźniego, jeśli już marzymy o idylli lepszego świata i lepszych czasów.
        Życzę tego też autorowi książki aby był wolny od nienawiści i aby Bóg dał mu
        spojrzenie obiektywne. Bo jeśli naród żydowski lub naród polski jest zdolny do
        tego by przebaczyć koszmar wojny, chociaż tragedie przytoczone przez autora są
        niewspółmierne i są właściwie pokłosiem i konsekwencją rozpętanej wojny
        (dotknęły zresztą także Polaków, bo i Polacy byli deportowani w głąb Rosji,
        a partyzanci polscy byli mordowani przez władze ludowe lata po wojnie) tak
        i mniejszość niemiecka, pokrzywdzona faktycznie, musi się wyrzec swoich
        roszczeń, albo jeśli nie umie tego uczynić niech zwróci się z nimi do tego,
        który naprawdę wyrządził taką krzywdę – Rosji. Tutaj jednak progi są widać zbyt
        wysokie.

        M. Trojanowska


        www.raciborz.com.pl/rac/index.php?od=20&akt=pub&sub=rec&artid=661&amd=sa
        • pasikoonik13 Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 02.05.06, 23:44
          Szanowna Pani Trojanowska !


          Znajomi skierowali moją uwagę na internetową dyskusję na temat mojej
          książki „Śląskie tragedie”. Przeczytałem Pani wypowiedź i nie jestem wcale
          zdziwiony tym, co Pani pisze.

          Pani edukacja, jak sądzę, odbywała się w polskich szkołach i dlatego nie do
          końca miała Pani możliwość poznać prawdę historyczną. O wielu rzeczach
          w szkole nie mówiono, wiele faktów podawano w innym świetle ... i dlatego nie
          dziwię się, że pomieszała Pani sporo pojęć i wyjaśniła je tak, jak Panią
          nauczono.

          Ja też uczęszczałem do polskich szkół, które uczyły mnie tego samego.
          Na szczęście później miałem możliwość studiować w Kopenhadze, Londynie, Nowym
          Jorku, gdzie nauczono mnie, że najważniejsza jest prawda.

          Historia jest nauką o faktach, które wydarzyły się na przestrzeni dziejów
          i należy przyjmować je tak, jak one się zdarzały. Każde wymyślanie „nowych
          faktów„ czy naginanie ich dla własnych celów, jest fałszowaniem historii.

          Z Pani listu wynika, że ten 10-letni pobyt na Śląsku nie pozwolił zmienić Pani
          nastawienia do wcześniej przyjętych ze szkoły niewłaściwych poglądów na temat
          tego kawałka ziemi. Mało tego, trwa Pani ciągle w tym, czym karmiono Panią
          w szkole, powiela nadal to, co wmawiano Polakom przez co najmniej 40 lat, i nie
          jest Pani w stanie przyjąć do wiadomości prawdziwą historię (przykładowo pisze
          Pani, że przed plebiscytem Niemcy specjalnie tu się meldowali, by móc wziąć
          udział w głosowaniu. To jest nieprawda, gdyż ustalono, że tylko ci mogą brać
          udział w głosowaniu, którzy albo na Śląsku się urodzili, czy też co najmniej 17
          lat tu mieszkali. (A więc jeszcze wtedy, gdy Polska jako kraj nie istniała),
          gdyż jeszcze teraz na uczelniach opowiadają historyczne bzdury. Wystarczy jeden
          przykład: prof. M. Lis z Uniwersytetu Opolskiego w jednej ze swoich prac pisze,
          że „Niemcy zdobyły na drodze wojennej Śląsk na Polsce”. Jeżeli profesor
          historii tego nie wie, czy też nie chce wiedzieć, jak naprawdę było, to nie
          dziwię się, że Pani również tej historii znać nie może, bo właśnie nauczyciele
          i profesorowie w większości, z rożnych pobudek w tym również politycznych, tak
          uczyli swoich uczniów.

          To co pisze Pani na temat Śląska, robi wrażenie, jak gdyby było odpisane ze
          starego komunistycznego podręcznika historii z lat 1960-1970. W międzyczasie
          jednak również niektórzy polscy profesorowie piszą prawdę (patrz: Borodziej,
          Madajczyk, Linek) warto zatem zaczerpnąć wiedzy z ich książek zamiast ze
          starych komunistycznych cegieł.

          Proponuję, by Pani była uprzejma przeczytać moją książkę „Legendy, manipulacje,
          kłamstwa”, której już dawno nie ma w księgarniach, ale może ją Pani wypożyczyć
          w bibliotece i wówczas zapewne zrozumie Pani wiele spraw, które w tej chwili są
          dla Pani jeszcze tematem tabu

          Przy okazji proponuję zajrzeć na adres:
          www.Silesia-Schlesien.com

          gdzie również są artykuły na temat Śląska, Polski i Niemiec.

          Chciałbym również pokazać kilka błędów myślowych jakie popełniła Pani w pisaniu
          swego długiego listu. Na pokazanie wszystkich brak miejsca, trzeba byłoby
          napisać co najmniej 100 stronicową broszurę i to nie wiadomo, czy zechciałaby
          Pani przyjąć prawdę, skoro nie może Pani odejść od starych twierdzeń.
          A wystarczyłoby jedynie zajrzeć do źródeł jakie w moich książkach podaję i już
          mogłaby Pani przybliżyć się do prawdy.
          Przykładowo:
          • pasikoonik13 Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 02.05.06, 23:46
            • ballest Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 03.05.06, 07:13
              Fajnie ji Ewald uodpisou, choc zapomnial dodac, ze z Pleiscytu wykluczone
              tereny Oberschlesien na kerych nie godano po slonsku, do tego to ze glosowali
              ludzie , co tam kedys 17 lot mieszkali, tego Polska zazadaua.
              Co do Piastow, to bou wprawdzie polski rod krolewski, ale w zylach slonskich
              piastow plynoua krew niemiecka.
            • jasio_bis Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 03.05.06, 10:36
              P.Pollok pisze ze:

              - że strona polska cały czas mówi o odpowiedzialności zbiorowej Niemców.?
              Czyżby tak nie było? A czy wie Pani, że na Hitlera były 42 zamachy i że
              w Niemczech był ruch oporu, np. Biała róża i inne.


              Im dalej od wojny tym wiecej zamachod na Hitlera czy to zbieg okolicznosci czy
              zwykle wybielanie narodu niemieckiego???
              I w zasadzie na tym mozna by zakonczyc ta dyskusje.
    • fyrlok Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 11.07.06, 04:07
      Co za brednie, tako pseudonaukowo partyjno dialektyka.
      Miyszanie, motlanie, miksowanie. Az sie niy chce dalyj czytac.

      Niby baba po studiach
      i miyszko na Slonsku 10 lot,
      a pisze o Slonsku "pod zaborem" itp.

      Egocentryczno, ignorancko politropaganda.
      Piynknie ubrany polski szowinizm.
      Tekst je pelny przekretów.
      Antyslonski machwerk.
      Gupota.
      • pasikoonik13 Re: Recenzja książki E.S Polloka "Tragedie śląski 11.07.06, 11:07
        Uo co Wooma siy rozuazi?

        Szloonzek pode zaborym ... polskym, terozki majoom pewnikym na mys'li?!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka