agatka_to_ja
22.09.08, 21:16
Do pośmiania, znalezione w necie :)
"Wczoraj namówiłam wreszcie swojego męża żeby kupić żyrandol z
kryształów (to co
wisi z lampami na suficie), baaardzo drogi (pół roku zbieraliśmy).
Pojechaliśmy do sklepu, kupiliśmy żyrandol, na skrzydełkach szczęścia
popędziliśmy do domu, po drodze kupiliśmy butelkę koniaku (trzeba
nowy zakup...
tego tego, no oblać). Siedliśmy przy stole, najpierw strzeliliśmy po
50, potem
powtórzyliśmy,
no i mówię do swojego męża: a może powiesimy od razu ten żyrandol?
No i mąż, z powodu koniaku, lub widząc moje szczęście zgodził się.
Postawiliśmy krzesło, na krzesło mały taboret, mój mąż wspiął się na
tą piramidę,
a mi kazał go zabezpieczać. Stoję taka szczęśliwa, obserwuję jak mój
orzeł pod
sufitem majstruje (a on był, nie wiem po co w szerokie bokserki
ubrany),
przenoszę wzrok niżej, i co ja widzę z tych sympatycznych bokserek
wypadło mu
jedno jajeczko, no i ja taka rozczulona tym widokiem biorę i tak
lekko
pstryknęłam paluszkami po
tym jajeczku.
Mój tygrys w tej sekundzie jak poleciał w dół z tej estakady wraz z
żyrandolem,
który rozbił się całkowicie na małe kawałki, wstaje szybko i z
ostatkami
żyrandola w rękach podskakuje do mnie... myślałam, że mnie zabije, a
on mówi:
- Kurde, ale mnie prąd pie...ął, aż do jąder doszło, dobrze, że
nie na śmierć!"