pawel.drozdziak
28.09.04, 14:39
Zdecydowałem się rozpocząć taki wątek z dwu powodów.
Po pierwsze dlatego, że pojawiło się ostatnio sporo relacji ofiar przemocy ze
strony partnerów. Po drugie dlatego, że dochodzą sygnały o rozczarowaniu
pomocą ofiarowaną przez organizacje pozarządowe.
Przede wszystkim krótko wymienię, jakiego rodzaju pomocy po organizacji tego
rodzaju można się spodziewać.
1. schronisko dla ofiar. Jeśli jesteś ofiarą przemocy, możesz zwrócić się o
zakwaterowanie w schronisku dla ofiar. Na terenie Warszawy istnieje kilka
takich miejsc. Nie są to noclegownie w stylu Markotu. Są to miejsca utrzymane
w może nie idealnym, ale też nie najgorszym standardzie, gdzie da się
mieszkać razem z dziećmi przez okres 3 lub w wyjątkowych przypadkach 5
miesięcy. Można próbować przenosić się z jednego schroniska do drugiego, więc
jeśli są duże trudności lokalowe, to i rok da się w ten sposób przetrwać.
Adresy takich miejsc są niejawne, więc jeśli ofiara sama nie zdradzi
partnerowi gdzie przebywa on jej nie znajdzie. Jest możliwość pozostawienia
tam dzieci pod opieką kiedy się idzie do pracy albo coś załatwia na mieście,
jednak konieczne jest załatwienie przedszkola lub szkoły obok tego miejsca.
Koszty pobytu są bardzo niskie. W niektórych przypadkach nic się za ten pobyt
nie płaci. Schronisko tego rodzaju oferuje często dodatkowe usługi:
- pomoc psychologiczną
- konsultacje z prawnikiem w takich sprawach jak rozwód, sprawy lokalowe,
podział majątku itd.
- konsultacje w sprawach wychowawczych
- szkolenia z asertywności i psychologicznej i fizycznej samoobrony (to my
prowadzimy)
Oferowane tam usługi na pewno nie są idealne, bo środki jakimi dysponują
organizacje pozarządowe są mocno ograniczone, ale ich niewątpliwą zaletą jest
to, że są całkowicie bezpłatne. Pozwalają od czegoś zacząć. Jeśli chce sie
załatwić mieszkanie kwaterunkowe i nie wie się jak to zrobić w takim
schronisku są osoby które mogą w tym pomóc. To samo dotyczy sprawy pozwu
rozwodowego, alimentów, porady w sprawie wykwaterowania sprawcy przemocy z
domu i wielu innych rzeczy.
2. pomoc doraźna w formie konsultacji. Można zwrócić się do organizacji
pozarządowej o pomoc w takich sprawach jak:
- napisanie pozwu rozwodowego i informacja gdzie go złożyć
- skierowanie wniosku do kwaterunku o przydział lokalu
- rady w sprawie wykwaterowania sprawcy
- rady w sprawie założenia sprawcy sprawy o pobicie itp.
- skierownie na grupę terapeutyczną
- skierowanie dziecka na konsultacje z psychologiem lub pedagogiem
i w innych podobnych sprawach.
- rady w sprawie możliwośći pozbawienia sprawcy praw rodzicielskich
- doraźna rozmowa wspierająca
Ofiara przemocy przychodząca po pomoc do organizacji pozarządowej często jest
bardzo rozgoryczona. Żyje w zagrożeniu przez wiele miesięcy lub lat, czuje
się poniżona, nie ma często żadnego oparcia. To poczucie pokrzywdzenia na
takiej rozmowie wychodzi. Taka osoba często chce, że "ktoś coś z tym zrobił"
co niestety jest praktycznie niemożliwe. Niemożliwe, bo jedyną osobą która
może zacząć "coś z tym robić" jest sama ofiara przemocy. Żeby z pomocy
organizacji pozarządowej rzeczywiście skorzystać trzeba mieć jakieś
wyobrażenie o tym, czego od tej organizacji się oczekuje. Jakieś choćby
zaczątki planu - na przykład tak:
"wyprowadzę się, gdzieś przemieszkam parę miesięcy, w tym czasie założę
sprawę o rozwód, alimenty (ew, sprawę o bicie) i będę domagać się od miasta
mieszkania z kwaterunku albo wykwaterowania sprawcy. W tym czasie będę szukać
pracy. Jeszcze nie wiem kto się zaopiekuje dziećmi kiedy ja będę pracować,
ale może jak tam pójdę to mi coś doradzą."
Zdaję sobie sprawe, że osiągnięcie takiego nastawienia jest bardzo trudne.
Ale wiem też, że jeśli jakiegoś konstruktywnego nastawienia nie ma, to ani
najlepsi fachowcy z organizacji pozarządowych ani my tutaj ani nikt inny
pomóc nie będziemy w stanie. Wczoraj rozmawiałem z dwiema kobietami, które
wyrwały się z kilkunastoletnich przemocowych związków. Obie mają
wykształcenie zasadnicze zawodowe, obie nie są już młode, obie nie miały w
Warszawie niczego i miały dzieci. Rozmowa z nimi bardzo mnie podbudowała, bo
po wielu miesiącach walki wreszcie znalazły pracę, mają mieszkania
kwaterunkowe, ich dzieci chodzą do szkoły, one same są pod koniec spraw
rozwodowych i co najważniejsze - ani ich ani ich dzieci nikt już nie bije.
Wyjście ze związku z bijącym partnerem jest bardzo trudne, ale leży w
granicach ludzkich możliwości. Da się to zrobić i warto. Jest to jedyna
sensowna w takiej sytuacji decyzja.