viking2
30.06.06, 03:21
W nawiazaniu do watku "Co mozna bylo zrobic lepiej w 39 roku" (wlasnie
przeczytalem posty) na tym forum, przychodzi mi do glowy pewna rzecz.
Oczywiscie, ze sprawa jest juz dawno przebrzmiala, bo wojna 39 roku i lat
nastepnych odbyla sie tak, jak sie odbyla, ale skoro teoretyzujemy...
Otoz, rozmawialem kiedys z pewnym bylym zolnierzem - pancerniakiem. Zaczal
kariere w 39 roku jako dowodca tankietki TKS, po klesce uciekl przez Rumunie
do Francji a potem do Anglii i w koncu wyladowal jako dowodca plutonu
Shermanow u generala Maczka (to wszystko w ogromnym skrocie, bo nie o jego
zyciorys tu chodzi). Nasze rozmowy skonczyly sie, kiedy kilka lat temu umarl
ze starosci, ale pamietam, jak obruszyl sie na argument, ze polska armia byla
niedozbrojona w sprzet pancerno-motorowy z braku pieniedzy. Powiedzial wtedy:
- Taak? Ale pieniadze na utrzymywanie ponad 50 pulkow kawalerii to jednak
byly? Tylko ze czolg byl halasliwy, umazany smarami, smierdzial spalinami, a
ja na kombinezonie lampasow nie mialem. A jak koniki pod muzyczke na paradzie
szly, to Smiglemu-Rydzowi az nozki same do strzemion skakaly..."
No i co mozna z jego slow wnioskowac? Gdyby przed wrzesniem pozbyc sie
wszystkich co do jednego oddzialow kawalerii - i pieniadze przeznaczone na ich
utrzymanie co do zlotowki wlozyc w zakup albo budowe czolgow, to ile bysmy
tych czolgow zbudowali? Ma ktos jakie pojecie o owczesnych cenach?