Wiecie co?
no tak, nie znacie mnie, ja wiem. Ja tylko czytam.
Ale i tak Wam powiem.
Wypadek mieliśmy. Słuchajcie - ja-matka, człowiek-za-kółkiem-ojciec, z tyłu roczniak i dwulatek. Człowiek za kółkiem - najlepszy kierowca, jakiego znam. Samochód - stary grat. Wieczór, ostry zakręt, drzewo, rów.
Samochód w rowie na dachu. Nie ma czego zbierać, zgnieciony jak pusta puszka po sardynkach.
Małe gluty w fotelikach, przypięte jak pambuk przykazał. _NIC_ im się nie stało, wiecie? Nic. Jeden się trochę w łeb przygrzmocił...
Starszy się zwykle wyplątuje z pasów przytrzymujących ramiona (fotelik Ramatti Venus, dziecko szczupłe, nijak go nie idzie powstrzymać). Gdyby się wyplątał i tym razem, toby nie żył. Nie muszę dodawać, że gdyby nie foteliki, oczywiście nie żyliby obaj.
Więc chciałam tylko doradzić, żebyście się zastanowiły przed wyborem fotelika z "nieszczelnymi" pasami...
i że, qwa mać, nigdy, nigdy, nigdy nie wiadomo nic
i, qwa mać, ZAPINAJCIE!
ZAPINAJCIE!!!
no to cześć