Dodaj do ulubionych

czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....?

03.08.05, 11:36
....albo może przewodniczy Trybunałowi w Hadze?
Bo mi sie wydaje, że my na tym forum to już o prawa człowieka się ocieramy.

Czytam posty o "dawaniu wyboru", o decyzjach, które zostawimy naszym dzieciom
(przekłuwanie uszu, kolor sukienki, wybór wiary i inne) i zastanawiam sie nad
pewną rzeczą.
Poza wszytskim co nam sie TERAZ (gdy mamy w domu niemowlaki, a nie pyskujące
nastolatki smile wydaje nt. wychowywania swojego dziecka w duchu tolerancji,
możliwości wyboru i podejmowania decyji....jesteśmy przede wszystkim
RODZICAMI.
A co to znaczy? A no niestety - albo "stety" - nakazy i zakazy.
I nie mówię tu o "gwałceniu" suwerenności dorastającego dziecka, ale o
UCZENIU go różnych rzeczy i o wpajaniu mu SYSTEMU WARTOŚCI. czyjego systemu?
Mojego, Duramgamy, Pampeliszki, Haiki, Natalimackowiak, Niyi....wymieniac
dalej?

Dlaczego ubieramy/nie ubieramy na różowo?
Dlaczego przebijamy/nie przebijamy uszu?
Dlaczego karmimy je łyżeczką, a nie pozwalamy jeść rękami?
Dlaczego ubieramy nasze dzieci wychodząc na dwór, a nie pozwalamy latac na
golasa?
Dlaczego uczymy robienia kupki do sedesu, a nie w salonie?
Dlaczego nie pozwalamy bawić się sznurkiem i plastikową torebką?
Dlaczego tłumaczymy, że kot cierpi jak sie mu wydłubuje oko?
Dlaczego nie puścimy/puścimy 12-latki na całonocną imprezę?
Dlaczego nie pozwalamy zamordować Stasia z sąsiedztwa? smile
Dlaczego tłumaczymy co jest dobre a co złe?

Codziennie podejmujemy TYSIĄCE decyzji - od najbłahszych po fundamentalne ZA
nasze dziecko. Wybieramy mu:
sposób karmienia
sposob spania
sposob ubierania
sposob ozdabiania
kolor scian w pokoju
zabawki
sposob spedzania wolnego czasu
wymieniac jeszcze?

wybierzemy mu
przedszkole
język angielski/francuski moze niemiecki.....?
szkole podstawowa
i gimanzjum prawdopodobnie tez (?)

Nie silimy się przy tym na frazy o suwerenności i wolności wyboru, nawet się
nad tym nie zastanawiamy, robimy to mechanicznie. To nasza rola. Biologiczna
i kulturowa.
DECYDUJEMY codziennie ZA nasze dziecko bo wiemy...że tak jest DOBRZE. (i znów
powtórzę - "dobrze" zdaniem Pancerniczka, Duramgamy,Pampeliszki, Haiki,
Natalimackowiak, Niyi....wymieniac dalej?)

jak miałam 12 lat byłam święcie przekonana, że JESTEM DOROSŁA i oznajmiałam
to z oburzeniem moim rodzicom za każdym razem kiedy zabraniali mi chodzenia
na imprezy szkolne w domach koleżanek i kolegów z klasy (gdzie oczywiście
głównie grało się w butelke i po wypiciu jednego wina wszyscy padali jak
muchysmile.
Czy robili dobrze, że mnie nie puszczali, czy robili źle?
Jedno wiem na pewno - gdybym zrealizowała "suwerennie" te wszystkie decyzje
podjęte przez mnie ZWŁASZCZA w okresie dojrzewania - pewnie bym tu teraz nie
pisała smile))

Zadaje sobie pytanie i Wam tez zadaję: gdzie się zaczyna a gdzie kończy
wolność wyboru dla mojego dziecka?

Prawda jest taka: tam gdzie MI sie wydaje, że bedzie najlepiej.

Dlatego zastanawiam się nad tymi wybiórczymi zrywami "szlachetności".
Dlatego czuję wewnętrzny sprzeciw czytając górnolotne deklaracje o
niezawisłości ciał i dusz naszych dzieci smile) i o tym na co my mu "pozwolimy"
rownoczesnie nie pozwalajac na zdecydowanie czy woli kaszke czy brokułki.
Obserwuj wątek
    • kama72 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:00
      Dużo napisane, ale mądrze! Od kilku miesięcy śledze to forum, wielu ciekawych
      rzeczy się dowiedziałam, czasem tez udało mi się coś napisać, choć nie należę
      do najaktywniejszych młodych stażem mam...
      Zauważyłam, że większość z nas hołduje przeświadczeniu bycia idealną mamą.
      Nawet jak nie zawsze wszystko nam wychodzi, to czasem na siłę staramy się być
      taką, co wie wszystko najlepiej, przynajmniej jeśli chodzi o jej dziecko. A tak
      się zawsze nie da. Nie mówię, że to złe, ale nie ma ideałów, a jest zdrowy
      rozsądek!!! Imperatyw kategoryczny bycia idealną mamą to ułuda i kompeksogenna
      uczuciowa zawierucha. Po co nam to?
      I jeszcze jedna sprawa, moze nie do końca związana z tym postem... Zastanawiam
      się skąd bierze się jad, jakim niektóre z nas sączą? Skoro jedna z mam chce
      przekłuć uszy swojemu dziecku, to jaki jest mój w tym interes? I tu nie tylko
      chodzi o te nieszczęsne kolczyki... Po co nam to?
    • linduszka Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:01
      to ja się podpisuję pod tym postem.....

      XXX Linduszka XXX
      • linduszka Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:02
        jeszcze dodam, że jedną z pierwszych decyzji którą podejmujemy nie biorąc pod
        uwagę wcale uczuć dziecka są chrzciny

        i jakoś chyba nikt się nie czepia
        • pomme Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:10
          Ja kiedyś odwiedzałam często forum o imionach. Żebyście wiedziały jakie
          tam "mądrości" można było usłyszeć! Jak to imie może skrzywdzić lub
          uszczęśliwic dziecko, normalnie paranoja
    • wenus.z.willendorfu Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:18
      Pancerniczku, Twój post to strzał w dziesiątkę! Podpisuję się pod nim obiema
      rękami i nogami (gdybym miała jeszcze jakieś kończyny, to nimi teżsmile
      Czytuję to forum od niedawna, ale też czasem dziwi mnie ilość wpisów osób,
      które wszystko wiedzą najlepiej i wyznają jedyną słuszną drogę. Czemu ma to
      służyć? Poprawieniu sobie samopoczucia i wyładowaniu frustracji, bo "ja robię
      dobrze, więc ty źle"? Jak słusznie napisałaś, ile rodziców, tyle sposobów
      wychowywania dzieci. Naprawdę tak trudno jest stwierdzić "ja robię tak, a ty
      inaczej i też jest dobrze"? Oczywiście, nie każdy musi się z każdym zgadzać i
      jest to naturalne. Ale po co od razu krytyka ociekająca jadem?!
      Życzę wszystkim odrobiny tolerancji i pozdrawiam
      • magda270519761 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:27
        Popieram !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • magda.waw1 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:28
      Hello podpisjuję się również ja i moja córka i tą decyzję też podejmuję za nią.
      Jestem na forum od niedawna, dowiaduję się wiele interesujących rzeczy ale
      przeraża mnie nikiedy postępowania i wypowiedzi niektórych rodziców, ale to też
      ich wolny wybór którego nie należy bagatelizować i przymusowo zmieniać.
      Staram się być dobrą matką i może nie zawsze mi to wychodzi ale się staram i to
      chyba najbardziej się liczy w tym układzie.
      Pozdrawiam
    • e_dyta71 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:29
      pancerniczku masz 100% racji
    • mmala6 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 12:41
      Ja rowniez sie zgadzam, nic dodac nic ujac.

      Magda i Mateuszek, za ktorego rodzice podejmuja WSZYSTKIE decyzje (no moze poza
      ta kiedy i co zrobic do pampersa, hehehe).
    • viviene12 :-) 03.08.05, 13:06
      Zgadzam sie z powyzszym - kazdy ma swoj sposob wychowania i dobrze taksmile
      Swoje "decyzje" podejmujemy za dziecko od samego poczatku (wybor imienia, czy
      chrzcic a nawet duzo wczesniej tzn. decyzja o jego pojawieniu sie na swieciesmile).
      Na forum szukamy najczesciej pomocy w kwestii nurtujacych nas pytan, albo
      towarzystwa innych Mam i w koncu takze nieco rozrywkismile
      Forum jest do dyskutowania, wiec kazdy moze wyrazic sie na intersujacy go temat,
      a naszej ocenie pozostaje, czy zgadzamy sie z tym, czy nie - i tak zrobimy, jak
      chcemy. Tylko dlaczego tyle w tym czasem zlosliwosci, przekonania o wlasnej
      nieomylnosci? To czasami troche przykre a troche zabawne zarazem. Badzmy dla
      siebie milsi - no i wiecej torelancji dla zdania innych oraz dystansu - przeciez
      w koncu i tak zrobimy to, co uwazamy za stosownesmile

      Pozdrawiam serdecznie
      viviene12
    • kasiulek11 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 13:16
      Hej! Mam synka więc wątek nt. przekłuwania uszu sobie odpuściłam i dopiero
      wątek założony przez Pancerniczka zainspirował mnie do tego, żeby tam
      zajrzeć... i co widzę? Batalię przeciwko Niyi, która przeciez nie ma w planach
      podcięcia dziecku gardła a tylko przekłucie uszu. No właśnie przekłucie uszu,
      które w jej pzrekonaniu nie jest niczm złym i krzywdzącym dla dziecka... tyle
      tylko że na to wszystkie "sprawiedliwe tego swiata" podnoszą alarm o
      suwerenności, wolności wyboru i innych patetycznie brzmiących kwestiach. A co
      wielce oburzone i rzucające złośliwościami panie myślą nt. szacunku do drugiego
      człowieka, poszanowania jego przekonań i uczuć... i jak to się ma do nazywania
      dziecka "małpką cyrkową" albo "skinkiem"?
    • duramgama Pancerniczek rację ma, wódki jej dać:-) 03.08.05, 13:16
      Ano. Mądrze gadasz, Pancerniczku, jak zwykle.
      Odkąd wpisaliśmy na listę "Rodzina" Srajdzinkę wiem, że to nam jako rodzicom
      przypada w udziale rola wytyczania granic, uczenia, pokazywania świata. A jaki
      świat jej pokażemy? A taki, jaki sami widzimy.
      A jakim go widzimy?...O..tu już zaczynają się schody...I każdy tymi schodami
      zasuwa sam, we własnym rytmie, na własną odpowiedzialność (a za nami, chcąc, nie
      chcąc - nasze dziecię mniej lub bardziej zbuntowane).

      Gdzie zaczyna się wolność wyboru? Toż to pytanie nieomal fundamentalne (bo czyż
      my, jako dorośli, sami tę wolność mamy? hm...to już temat, ba -temacisko! na
      osobną gigantyczną dyskusję)
      Oczywiście - wolność naszego malucha zacznie się tam, gdzie pozwolimy się jej
      zacząć, ze wszystkimi tego kosekwencjami. I ta granica, zapewne, przesuwać się
      będzie (a może już się przesuwa?) pod wpływem tysiąca czynników. A jednym z nich
      jest...owo forum.

      I tu właśnie na forum (w sympatyczny bądź mniej sympatyczny sposób) ścierają się
      nasze opinie o tym co dobre, lepsze, najlepsze... (ho!ho! toć każda matka wie
      najlepiejwink
      Czytamy, przyglądamy się, podpatrujemy, wymieniamy doświadczeniami i...wiemy
      swojesmile Mam nadzieję, że każda dysponuje tak zwanym zdrowym rozsądkiem i
      matczyną intuicją (!!!) co w połączeniu z miłością do dziecka, da najlepszy z
      możliwych rezultat, jeśli chodzi o jego wychowanie (dziecka, nie rezultatu -
      oczywiściesmile

      pancerniczek napisała:
      > zastanawiam się nad tymi wybiórczymi zrywami "szlachetności".
      > Dlatego czuję wewnętrzny sprzeciw czytając górnolotne deklaracje o
      > niezawisłości ciał i dusz naszych dzieci smile) i o tym na co my mu "pozwolimy"
      > rownoczesnie nie pozwalajac na zdecydowanie czy woli kaszke czy brokułki.
      >

      A wiesz, że mnie to nie iryruje?
      Może te deklaracje są i górnolotne, może brzmią jak nadęte komunały, ale
      zdecydowanie bardziej podoba mi się takie podejście do małego człowieczka -
      "chcę ci dać to co najlepsze, ale w miarę możliwości dam ci wybór, zadecydujesz
      kiedy będziesz gotów/gotowa" (nawet jesli życie zweryfikuje nasze postanowienia
      w bolesny i nieoczekiwany sposób), niźli zgoła inne - "ja niepodważalnie wiem co
      najlepsze dla ciebie, bo jestem dorosły/dorosła i wiem lepiej, ja ci teraz
      zrobię to,to i to (nawet jeśli nie jest ci to do szczęścia potrzebne), bo tak
      m-n-i-e się podoba, a ty mi kiedyś z pewnością za to podziękujesz".

      Srajdzinka cały czas się uczy. Ale nie tylko ona - ja też. Upraszczając -
      wczoraj byłam inna, w tej chwili jestem mądrzejsza "o dzisiaj". Dlatego zanim
      cokolwiek dla niej (za nią) zrobię, zastanawiam się wiele razy: czy to
      konieczne, niezbędne, najlepsze TERAZ?
      Pewnie popełnię dziesiątki błędów, będę pluć sobie w brodę, że mogłam inaczej,
      lepiej...i cóż z tego? Nic. Bo nie wiem tego, co za rok, dwa, dziesięć...

      A kaszka czy brokułki? A wiesz, że pozwalam jej wybieraćsmile))
      Brokuły akurat ma w głębokim poważaniu więc nie wpycham jej "za mamusię, tatusia
      i sasiada", kaszkę lubi - więc zajada. Ot i cała filozofia żywienia...wink

      Uściski dla Małej Pancerpanny (o jej los jestem niebywale spokojna, wszak mądrą
      rodzicielkę ma!)
      • pancerniczek Re: od wódki pancernik krótki:-) 03.08.05, 13:49
        o masz! zanim wysłałam swój nie zdążyłam przeczytać Twojego smile
        Duramgamo, ja się zgadzam z Tobą - w tych końcowych partiach Twojego postu
        szczególnie. mnie to tez nie irytuje, ja - tak jak napisałam - czuje wewnętrzny
        opór.

        "Może te deklaracje są i górnolotne, może brzmią jak nadęte komunały, ale
        zdecydowanie bardziej podoba mi się takie podejście do małego człowieczka -
        "chcę ci dać to co najlepsze, ale w miarę możliwości dam ci wybór, zadecydujesz
        kiedy będziesz gotów/gotowa" (nawet jesli życie zweryfikuje nasze postanowienia
        w bolesny i nieoczekiwany sposób), niźli zgoła inne - "ja niepodważalnie wiem co
        najlepsze dla ciebie, bo jestem dorosły/dorosła i wiem lepiej, ja ci teraz
        zrobię to,to i to (nawet jeśli nie jest ci to do szczęścia potrzebne), bo tak
        m-n-i-e się podoba, a ty mi kiedyś z pewnością za to podziękujesz".

        nie zakładam nieczego niepodważalnego, a ten drugi model jest mi wstrętny i to
        na pewno NIE JEST moja droga.

        A w ogóle to mam wrażenie ze Twój post uzupełnił mój i Ty napisałaś resztę tego
        co ja bym chciała smile)))

        to z kaszka i brokułami było poetyckim hłe hłe hłe uproszczeniem.

        "....dla Pancerpanny (o jej los jestem niebywale spokojna, wszak mądrą
        rodzicielkę ma!)"
        spokój? to w przeciwieństwie do mnie smile))))
        • duramgama Re: od wódki pancernik krótki:-) 03.08.05, 16:16
          pancerniczek napisała:

          > o masz! zanim wysłałam swój nie zdążyłam przeczytać Twojego smile

          Nie pierwszy raz (i nie ostatni) mijamy się (motamy) w wątkach...smile


          > A w ogóle to mam wrażenie ze Twój post uzupełnił mój i Ty napisałaś resztę tego
          >
          > co ja bym chciała smile)))

          No właśnie tak przypuszczałam, że musiałaś szybko odejść od komputera, toteż
          dokoczyłam po koleżeńsku za Ciebiewink

          > "....dla Pancerpanny (o jej los jestem niebywale spokojna, wszak mądrą
          > rodzicielkę ma!)"
          > spokój? to w przeciwieństwie do mnie smile))))

          Diagnoza: objaw prawidłowy.
          Jestem więc jeszcze spokojniejsza.
          Pozdrawiamsmile
    • pancerniczek Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 13:31
      Dziewczyny, dzieki za poparcie smile))

      napisalam ten post w odpowiedzi na chamską nagonkę (w przeciwienstwie do
      wymiany poglądów, bo takie też tam miało miejsce) z wątku "o uszach" i w
      proteście przeciwko takim stwierdzeniom:
      "To sprawa tylko i wyłącznie jej dziecka, które zostało pozbawione możliwości
      decydowania o własnym ciele."

      Nie oceniam tego, po prostu się z tym nie zgadzam. Nie sądze aby było w relacji
      matka (rodzice) - dziecko wiele spraw, które są "tylko i wyłącznie sprawą
      dziecka".
      Uważam, że "decydowanie dziecka o sobie" jest złudą rodzica, pozorem.
      Przeciez nie pozwalamy dzieciom decydowac o sobie innych sprawach, to dlaczego
      akurat dawanie tej "wolności" w tej sprawie jest ok, a w innej jest złe?
      To się zawsze skończy subiektywnym działaniem rodzica i subiektywną reakcją
      dziecka na to co rodzic zrobi.

      Kategoryczne stwierdzenia cechuje słabość jaką jest ich dogmatyczny charakter.
      (a kasownikiem się nie ogolisz smile))))

      ps:a o chrzcinach niejedna "gorąca" dyskusja miała tu juz miejsce.
    • jagodasoft2 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 13:52
      Nareszcie ktoś mądrze i na temat. Chciałabym jeszcze żeby ten post przeczytały
      te idealne i wszystkowiedzące mamy, które tak pięknie potrafią zjechać drugą
      osobę. Mam nadzieję że akurat te cechy charakteru nie przejdą na ich dzieci.
    • niusia1803 Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 13:53
      Popieram twój post w całej rozciągłości. Przeczytałam teraz dopiero post o
      uszkach i faktycznie nagonka na Niye jakby conajmniej dziecko chciała obedrzeć
      ze skóry.
      Więcej tolerancji. Poza tym prośba o radę skierowana była do osób, które
      przebiły uszy córeczkom, więc większość postów była nie na temat.
      Pozdrawiam i brawo za rozsądny post.
    • schaapje Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 14:15
      Podpisuje sie!

      Zreszta ja juz dawno postanowilam, ze zanim stane sie ekspertem od cudzych
      dzieci i zaczne innym mowic, jak maja je wychowywac i co jest dla nich dobre -
      sprobuje stac sie ekspertem od wychowywania jednego dziecka - tego, ktore mam w
      domu.

      pozdrawiam smile
    • el_sylwana Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 15:50

      podpisuje sie pod postem Pancerniczka i jego uzupelnieniem przez Duramgama

      a kto ma racje ten stawia kolacje !!!

      czasem jednak trudno zachowac dystans do pojawiajacych sie watkow

      jedno jest pewne ze przed nami mlodymi mamami ( chodzi mi o staz a nie w
      wiek wink ) najtrudniejsze zadanie jakie stawia nam zycie wychowac porzadnego i
      madrego czlowieka
      i o by nam sie wszystkim to udalo

      pozdrawiam
      el sylwana
      • duramgama Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 16:12
        el_sylwana napisała:

        >
        > podpisuje sie pod postem Pancerniczka i jego uzupelnieniem przez Duramgama
        >
        > a kto ma racje ten stawia kolacje !!!

        Pancerniczku, dobrze gotujesz?
        Zdaje się, że stawiasz wszystkim kolację...smile))
        • pancerniczek Re: czy ktoś tu nazywa się Koffie Annan....? 03.08.05, 17:06
          ja do "mania racji" sie nie przyznaję smile)))

          a poza tym na kolację zapraszam tylko osoby które chcą popełnić kulinarne
          samobójstwo w wyszukany, nistandartowy, oryginalny sposób smile ewentualnie tych,
          których szczerze pragnę do siebie zniechęcić smile

          ps: (stawia-MY)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka