....albo może przewodniczy Trybunałowi w Hadze?
Bo mi sie wydaje, że my na tym forum to już o prawa człowieka się ocieramy.
Czytam posty o "dawaniu wyboru", o decyzjach, które zostawimy naszym dzieciom
(przekłuwanie uszu, kolor sukienki, wybór wiary i inne) i zastanawiam sie nad
pewną rzeczą.
Poza wszytskim co nam sie TERAZ (gdy mamy w domu niemowlaki, a nie pyskujące
nastolatki

wydaje nt. wychowywania swojego dziecka w duchu tolerancji,
możliwości wyboru i podejmowania decyji....jesteśmy przede wszystkim
RODZICAMI.
A co to znaczy? A no niestety - albo "stety" - nakazy i zakazy.
I nie mówię tu o "gwałceniu" suwerenności dorastającego dziecka, ale o
UCZENIU go różnych rzeczy i o wpajaniu mu SYSTEMU WARTOŚCI. czyjego systemu?
Mojego, Duramgamy, Pampeliszki, Haiki, Natalimackowiak, Niyi....wymieniac
dalej?
Dlaczego ubieramy/nie ubieramy na różowo?
Dlaczego przebijamy/nie przebijamy uszu?
Dlaczego karmimy je łyżeczką, a nie pozwalamy jeść rękami?
Dlaczego ubieramy nasze dzieci wychodząc na dwór, a nie pozwalamy latac na
golasa?
Dlaczego uczymy robienia kupki do sedesu, a nie w salonie?
Dlaczego nie pozwalamy bawić się sznurkiem i plastikową torebką?
Dlaczego tłumaczymy, że kot cierpi jak sie mu wydłubuje oko?
Dlaczego nie puścimy/puścimy 12-latki na całonocną imprezę?
Dlaczego nie pozwalamy zamordować Stasia z sąsiedztwa?

Dlaczego tłumaczymy co jest dobre a co złe?
Codziennie podejmujemy TYSIĄCE decyzji - od najbłahszych po fundamentalne ZA
nasze dziecko. Wybieramy mu:
sposób karmienia
sposob spania
sposob ubierania
sposob ozdabiania
kolor scian w pokoju
zabawki
sposob spedzania wolnego czasu
wymieniac jeszcze?
wybierzemy mu
przedszkole
język angielski/francuski moze niemiecki.....?
szkole podstawowa
i gimanzjum prawdopodobnie tez (?)
Nie silimy się przy tym na frazy o suwerenności i wolności wyboru, nawet się
nad tym nie zastanawiamy, robimy to mechanicznie. To nasza rola. Biologiczna
i kulturowa.
DECYDUJEMY codziennie ZA nasze dziecko bo wiemy...że tak jest DOBRZE. (i znów
powtórzę - "dobrze" zdaniem Pancerniczka, Duramgamy,Pampeliszki, Haiki,
Natalimackowiak, Niyi....wymieniac dalej?)
jak miałam 12 lat byłam święcie przekonana, że JESTEM DOROSŁA i oznajmiałam
to z oburzeniem moim rodzicom za każdym razem kiedy zabraniali mi chodzenia
na imprezy szkolne w domach koleżanek i kolegów z klasy (gdzie oczywiście
głównie grało się w butelke i po wypiciu jednego wina wszyscy padali jak
muchy

.
Czy robili dobrze, że mnie nie puszczali, czy robili źle?
Jedno wiem na pewno - gdybym zrealizowała "suwerennie" te wszystkie decyzje
podjęte przez mnie ZWŁASZCZA w okresie dojrzewania - pewnie bym tu teraz nie
pisała

))
Zadaje sobie pytanie i Wam tez zadaję: gdzie się zaczyna a gdzie kończy
wolność wyboru dla mojego dziecka?
Prawda jest taka: tam gdzie MI sie wydaje, że bedzie najlepiej.
Dlatego zastanawiam się nad tymi wybiórczymi zrywami "szlachetności".
Dlatego czuję wewnętrzny sprzeciw czytając górnolotne deklaracje o
niezawisłości ciał i dusz naszych dzieci

) i o tym na co my mu "pozwolimy"
rownoczesnie nie pozwalajac na zdecydowanie czy woli kaszke czy brokułki.