Dodaj do ulubionych

My tu gadu gadu, a ja ... urodziłam :)

12.11.06, 21:56
Choc juz myślałam, ze nie nastapi to nigdy - w poniedziałek 6 listopada
wiekopomna chwila wyparcia z siebie 4-kilowej Hanki nadeszła nieubłaganie smile
Jednym słowem - urodziłam !!! No i żeby tradycji stało się zadość - siadam i
piszę jak było.

Zaczęło się niewinnym ćmieniem w dole brzucha po "Tańcu z gwiazdami".
Pewnikiem to z żalu, że Mroczek odpadł mój brzuch tak łka - myślałam. Do
ćmienia dołączyły coraz bardziej mokre wkładki, az wreszcie na jednej z nich
zobaczyłm TO: krwawe niteczkowate podbiegnięcie (cytuję za położą).
"Mój ci on!" - myslę, bo to czop był. Przyjęłam obecnośc czopa ze spokojem, bo
wiadomo, że sam poród może nadejśc nawet za dni kilka, totez udałam się spać.
Brzuch ćmił coraz regularniej, budząc mnie co pół godziny siusiu. Nie
zakładałam, że moga to być skurcze, bo po 1 skurcze na pewno byłyby
mocniejsze, a po 2 powinny byc co 20, potem co 10, potem co 5 minut. I tak ni
z tego ni z owego - gdzies koło 3 nad ranem brzuch przemówił zdwojona siłą co
3 najregularniejsze na świecie minuty. Siedzielismy na łóżku z małżonkiem
zadziwieni, z gigantycznym znakiem zapytania w głowach: "Czy to już?" Rodzinna
narada zakończyła się telefonem na Izbę Przyjęć w Trzebnicy, gdzie miałam
rodzić - z niewinnym pytaniem, czy aby mają wolne i za ile godzin ewentualnie
radzą wyruszyc z Wrocławia, żeby tam zajechać. Na co pan doktor ćwiczony widac
w dyplomacji poradził uprzejmie, by "skorzystać ze wsparcia na miejscu" -
bowiem akcja zaawansowana jest juz teraz i na moim miejscu nie ryzykowałby
porodu w polu gdzieś miedzy Psarami a Wisznią Małą. Na takie dictum - mąż
lekko juz trzęsącymi się rekami złapał spakowane torby i pognalismy w deszczu
do najbliższego szpitala po prostu (no dobra, był on także drugi na mojej
liscie wybranych szpitali zaraz po Trzebnicy).

W szpitalu było tak: Izba Przyjęć, miła starszawa połozna, która zadawała mi
mnóstwo pytań zaczynając każde tak: "Gdy skurcz minie, proszę powiedziec mi
..." To bylo dość zabawne bo zaczynałam odpowiedź, po czym przerywałam ją na
30 sekund, pani patrzyła na mnie sapiącą kiwając głową i gdy mnie odetkało
kończyłam opowiedźsmile) Położna zbadała mnie dogłębnie na fotelu, bolesne to
raczej nie było, zawyrokowała, że rozwarcie na 3 cm, główka przyparta, lekko
mnie podgoliła, przyniosła koszulę i zadzwoniła po lekarza. Lekarz zbadał mnie
równie dogłębnie, równie nieboleśnie, też zaczynając każde zdanie "Gdy skurcz
minie proszę" smile)) Nie wiem, czy ręce lekarskie bardziej subtelne, ale na jego
"oko" rozwarcia było już 5 cm, więc pognałysmy z panią położna na lewatywkę
"na zyczenie klientki" czyli moje. W tym czasie panie przebrały mojego
małżonka w sexi strój szpitalny i tak wystrojeni poczłapalismy na blok porodowy.

Na bloku zaprowadzono nas do sali porodow rodzinnych: sofa, materac, piłka,
worek sako i przedziwne prastare łoże Madejowe. Wygladało, jak zwykłe łóżko,
tylko dłuższe, z barierkami po bokach, z podnoszonym podgłówkiem, przecięte na
pół, z czego ta druga połowa opuszczała się jak zapadnia za pomocą korby.

Pani połozna zaprosiła na to łóżko, podłączyła KTG, sprawdziła rozwarcie,
pogmerała trochę palpacyjnie sprawdzając jak ułożona jest główka i gdy zapis
pokazał, że Hanka w brzuchu owszem dycha i ma się dobrze, przeniosłam się na
piłkę. Warto zaznaczyć, że to wszystko działo się przy niezmiennym udziale
regularnych jak diabeł skurczy: 30 sek co ok 2 minuty. Ja na piłce, Maciek
asekurował mnie z jednej strony uzbrojony w butelkę z wodą a położa siedziała
za mną i bujała mi biodra. Bardzo to było miłe, serio. Podczas skurczu
odchylałam się do tyłu, ona masowała mi plecy i oddychała ze mna, żebym nie
gubiła rytmu. I tak z godziny 4.30 rano zrobiła się 7 - a ja z gracja słonia
wypróbowałam na łożu Madeja wszystkie pozycje Kamasutry. W miedzy czasie przy
któryms tam gmyraniu we mnie pękł pęcherz płodowy i chlusnęło jak z wiadra w
śmingus-dyngus.

Najwygodniejsza okazała się pozycja na kolanach: kleczałam na łóżku tułów i
ręce opierając na tym podnoszonym oparciu. I wcale nie musiałam sie o te
klęczki wykłócać, połozna sama proponowała najbardziej wymyslne i wertykalne z
wertykalnych pozycji. Gdzies koło 7 zrobiło sie trochę monotonnie i przy
niemal pełnym rozwarciu, które ze spokojem stwierdziła połozna, nadeszł
skórcze parte. mniej wiecej co minutę, 90 sek, nieprzerwanie trwając 30 sek.
Położna malowniczo kazała "przeć jak na kupę". Ciagle na kleczkach, bo tak
było mi po prostu wygodnie. No i tu okazało się, że nie wszystko idzie po
naszej myśli. Mimo rzetelnego parcia z mojej strony - główka Hani, wielką
będąc - nie chciała schodzic w dół. Cos tam się zaklinowało i Hanka nie mogła
zrobic któregos z tych waznych "zwrotów". Koło 8 zmieniły sie połozne,
skurcze nie chciały sie wydłuzyć, zrobiło sie bardziej bolesnie i odrobinke
nerwowo, zwlaszcza, ze zaistniala koniecznosc zastosowania pozycji "na
boczku". To naprawdę bolało. Ale ta pozycja miała pomóc główce obrócić się
właśnie. Trochę na boczku, trochę na klęczkach, prąc te biedniutkie 30 sek
stękałam jeszcze godzinę, zanim usłyszałam magiczne: "No, widac główkę." - co
wcale jednak nie oznaczało końca.

I powiem Wam teraz dwie rzeczy. Na tych moich klęczkach to parłabym pewnie do
dzisiaj. natomiast co kilka skurczy położna układała mnie na plecach, z wysoko
ustawionym oparciem, poduszka pod głową, tak zeby broda dociskała do klatki
piersiowej, z nogami na podpórce z jednej strony i na jej własnym boku z
drugiej. I tak prąc dopiero udało sie ruszyć główke dalej w kanale rodnym. To
było juz naprawdę niełatwe ze względu na krótkie skurcze w czasie których
starczyło czasu na dwa poparcia i trzecie juz na sucho, bez skurczu. Nie wiem,
co musiałabym zrobić stojąc, klecząc czy kucając, żeby dać parciu taką siłę,
jaka miałam w tamtej własnie pozycji. Cała para szła w tłocznie brzuszna i
wypychanie dzidziusia kanałem rodnym.

To jedna rzecz. Druga to ochrona krocza. Położna stawała na głowie, żeby
chronić krocze, uszanowała moja prosbe i choc szło powowli - nie nalegała na
nacięcie. Po 40 minutach takiego intensywnego parcia z wychodzaca i cofajaca
sie niestety główką - przyszła dr ginekolog. I powiem Wam szczerze, ze gdy
tamte połozne - dwa białe anioły, przemawiały do mnie słodko cały poród, były
ciepłe wyrozumiałe i kochane - to urodziłam chyba dzięki tej lekko zimnawej i
zasadniczej lekarce. Podczas kolejnego parcia huknęła na mnie tak zdrowo "No
wyprzyjże jeszcze!!!", z taką złoscią że główka juz się nie cofnęła. Potem
kolejne dwa skurcze nic nie szło. Krocze trzymało główkę mocno jak rzemień. Ze
mna było juz dość kiepsko. Ledwo je słyszałam, nie mogłam otworzyć oczu, nie
miałam siły, w przerwach miedzy skurczami - zapadałam w jakis półsen. I ta
lekarka po tych dwóch pustych skurczach zdecydowanie powiedziała "Pani
Natalio, tak dalej nie pójdzie nacinamy, już!" Nabrałam powietrza oczekujac
jakiejs masakry, gdy nagle usłyszałam, jak 6 osób (bo czekał juz pediatra,
ginekolog z patologii, nie wiem po co, jakieś inne położne, salowa i Maciek
krzyczą "JEST!". I koniec, jedno ciachniecie i czterokilowa klucha z potężną
głową leżała juz na moim brzuchu.

Przez mój upór, by nie nacinac do końca - mała urodziła się bladosina,
napompowana wodami płodowymi jak gąbka, dostała 9 pkt. Boże, gdyby skończyło
się gorzej, to w zyciu bym sobie nie wybaczyła. A z nacięciowymi opowieściami
to lipa. Siadanie wiadomo - troche bolało, wiec siadałam na kółko. Siusiu,
kupka - dało się, mimo szwów. W piatej dobie (czyli wczoraj) szwy zostały
zdjęte, siedze normalnie, psikam sie Tantum Rosa, z toalety korzystam
normalnie. Słowem - wszystko gra, nic nie boli.
Kochane, to strasznie długi opis, ale nie potrafiłabym skrótowo opisać tego
gigantycznie ultra pierwotnego przezycia jakim jest poród. Hania pompuje we
mnie tyle miłości, bez mrugnięcia zrobiłabym dla niej to jeszcze raz.

Nie było łatwo ani szybko, ale dało się - spokojem, ciepłm po
Obserwuj wątek
    • nat.wroclaw dokończenie 12.11.06, 21:59
      Ni było łatwo ani szybko, ale dało się - spokojem, ciepłem połoznej, opieką i
      giga miłością Maća, który bardzo mnie wspierał.

      Takich _dobrych_ porodow Wam życzę.
      Serdeczności
      Natalia

      ps. Dla mam z Wrocławia – opis opieki i pobytu w szpitalu, w którym rodziłam
      (razem z nazwiskami) znajdziecie na forum Szpitale pt:”Urodziłam na Kamieńskiego”.
      • malgosiek2 Re: dokończenie 12.11.06, 22:10
        Kochana nati serdeczne ogromne i gorące gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Pięknie przeżyłas poród i jestem dumna,że tak świetnie dałaś radę.I mała
        Refleksja mnie się jedna nasunęłaże nie zawsze trzeba mieć ośli upór by za
        wszelką cenę nie dać się naciąć.
        Jak pięknie widać na Twoim przykładzie.
        Czyli nacięcie krocza jednak ułatwia poród dzieckusmile
        Teraz tulcie się we trójkę i trzymajcie sie zdrowo i ciepło.
        Pzdr.Gosia
        • koraliq2 Re: dokończenie 12.11.06, 22:19
          witaj,
          gratuluje!!!!
          pierwszy raz przeczytalam czyjs post na glos mezowi. napisalas naprawde
          swietnie. usmialismy sie i dobrze nastawilismy smile
          pozdrawiam,
          koraliq
          • kasia191273 gratuluję! 12.11.06, 22:36
            przede wszystkim pięknej córki gratuluję, ale też talentu pisarskiego- mówię
            naprawdę poważnie!

            Cieszę się, że poszło tak dobrze, mimo że niełatwo. No i że wspomnienia
            szpitalne też pozytywne.

            Też wysłałam mężowi Twoją relację.

            Pozdrawiam,
            rodowita wrocławianka (teraz w NL)
            • martusss1 Re: gratuluję! 12.11.06, 22:44
              Serdeczne gratulacje,az mi sie lezka zakrecila w oku! Zazdroszcze Wam,ze juz po
              wszystkim.
              Wroclawianka.
            • grokamal A ja.... 12.11.06, 22:44
              ...czytajac twoj opis mialam wrazenie jakbym przezywala porod mojego syna(2
              miesiace) jeszcze raz. Bylo niemal identycznie, rowniez zostalam nacieta z
              czego bardzo sie ciesze, bo klocuszek wazyl 4300 g i lekarze jeszcze pomogli mi
              wypychajac go lekko - naciskajac na brzuch. Zaraz po porodzie bylam
              lyzeczkowana i szyta ale mimo wszystko czulam sie bardzo dobrze, po prostu
              normalnie funkcjonowalam. Tak bardzo sie balam porodu, a teraz wiem ze to
              wspaniale przezycie, bolesne bo wiadomo ale dla tak malutkich istotek jakimi sa
              nasze dzieci warto, prawda?
              • zuzia125 Re: A ja.... 12.11.06, 23:11
                gratuluje!!!!!!!! mi też sie łza zakręciła.. i przypomniałam sobie mój poród,
                który wyglądał bardzo podobnie , córka urodziła sie z wagą 3840, w końcówce
                porodu zachowywała córka zachowywała sie identycznie jak Twoja Hania, wychodziła
                i sie wracała.. i tak w kółko. Teraz jestem drugi raz w ciąży i co tu mówić mam
                strach.. ale czytając twój post nabrałam odwagi diękuje i jeszcze raz gratuluje.
                dużo zdrówka dla Hani i ciebie..pozdrawiam.
    • t.nina1 Re: My tu gadu gadu, a ja ... urodziłam :) 12.11.06, 23:21
      O!!! Gratuluję, dawno nie czytałam tak dobrego opisu porodu. Do tego z dawką
      humoru i obiektywizmu smile
      Nięch się córcia chowa wzorowo!!!
    • issy33 Piękny opis:))) 12.11.06, 23:37
      Super opis naprawde!

      Najserdeczniejsze gratulacje!
    • ania19771 Re: My tu gadu gadu, a ja ... urodziłam :) 13.11.06, 13:31
      GRATULUJE!!!
      Ale sie uśmiałam-to było piękne..naprawdę
      Kapitalnie piszesz...opisz kiedyś jak wygląda dzień z HANIA...tez pewnie bedzie
      wesoło
      Popłakałam sie..zaczynałam tak jak i WY ale skończyło sie cc(przy jednym i przy
      drugim porodzie)i do dziś jak czytam opisy porodów sn mam poczucie tak ogromnej
      straty..mimo ze bóle były spore było wesoło ale inaczej sie skończyło..no cóż
      Jeszcze raz gratuluje i zycze WAM samych pogodnych dni i przespanych noc
    • o_tuska łezka w oku ;) 13.11.06, 14:44

      Gratuluję córeczki
      I jeszcze jedno najważniejsze
      to co napisałaś jest piękne i bardzo wzruszające - szczeglnie jesli sie rodziło
      ja rodziłam 17 kwietnia mały juz kończy lada dzień 7 miesięcy wiec trochę już
      zapomniałam
      życzę dużó zdrówka z całego serducha
      • yarpen111 Re: łezka w oku ;) 13.11.06, 14:54
        Gratulacjesmile
        Super czyta sie takie postysmile
        Daja nadzieje przyszlym rodzacym, ze naprawde porod da sie przezyc i zmniejsza
        nieco starch, przynajmniej u mniesmile
        Jescze raz dziekuje i wszytskiego dobrego dla waszej trojkismile)
    • tomolka Re: My tu gadu gadu, a ja ... urodziłam :) 13.11.06, 15:01
      gratulacje :o) Ja rodzę za miesiąc i też dużachną córę. naprawdę fajny opis -
      pozdrowienia dla rodzinki
    • anita.sz Re: My tu gadu gadu, a ja ... urodziłam :) 13.11.06, 15:10
      Bardzo dziękuję Ci za ten wcale nie tak długi opis. Wreszcie wiem jak wygląda
      poród z punktu widzenia rodzącej a nie lekarzy.
      Gratuluję i życzę duzo zdrowia Tobie i Hance. No i mimo wszystko dużo świętego
      spokoju smile
    • nat.wroclaw Bardzo Wam dziękuję :) 13.11.06, 18:23
      Dzieki z miłe słowa, heh, może dla mężów, skoro już docierają do nich posty z
      Ci.. powiniem być osobny watek pisany przez małżonków rodzacych. Mój Maciek
      pewnie napisałby Waszym połowom: Nie zapomnij zabrać tej siatki, w której jest
      woda mineralna. My zapomnieliśmy i potem była padaka. 0,75 ml zapodziane gdzies
      w plecaku musiało wystarczyć.

      Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam kciuki za Wasze _dobre_ porody w
      towarzystwie białych aniołów smile

      Nat
      • spoti Potrafisz pisać:) 13.11.06, 19:19
        Gratuluję Haneczki!
    • latawiec04 Re: My tu gadu gadu, a ja ... urodziłam :) 16.11.06, 11:19
      wzruszyłas mnie, ja dopiero w połowie ciąży.... nie piszesz, w którym szpitalu
      rodziłaś, gdybys mogła to napisz gdzie i jak sie połozne nazywały, jesli
      pamiętasz.....

      pozdrawiam gorąco
      • nat.wroclaw alez jak to, alez :) 16.11.06, 19:54
        owszem napisalam, na forum Szpitale, wszystko ze szczegolami i nazwiskami.
        Zapraszam Cie serdecznie

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=52100828
        nat
    • ninkaw i ja też urodziłam 16.11.06, 18:02
      ja tez urodziłam 6 listopada córeczke Liliankęsmile) dokładnie o 13:15. A zaczęło
      się koło 4 nad ranem, więc tę noc przeżywałyśmy podobniesmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka