Z wielkim opóźnieniem

(((( gdyż moja córka ma już 4 tyg. życia

)))))
opiszę Wam mój poród w Międzylesiu. Powód: szerzące się choróbska w mojej
rodzince, które i mnie dopadły (5-letni syn chory, ja - katar zatokowy - nie
życzę nikomu). Ale co tam, lepiej późno niż wcale.
No więc, zaczynam:
Zaczęło się gdzieś ok. 19.30 dnia 23.10 (sobota) - lekkie skurcze co 30 min.
do 22.30 (szczerze mówiąc nie od razu się zorientowałam,że rodzę, bo termin
na 28-go, a pierwszy poród był tydzień po terminie, więc... jak to - ja mam
rodzić teraz przed terminem? nie mogłam uwierzyć). O 22.45 już lekko
przysypiałam, gdy nagle poczułam, że cosik wypłynęło ze mnie. Poleciałam do
łazienki - był to czop śluzowy... Oczywiście nadal nie wierzyłam, że się
zaczęło - a się zaczęło: miałam regularne skurcze co 12-9 min.
Mąż poleciał do sąsiadki, aby, jak pojedziemy do szpitala, popilnowała nam 5-
letniego syna. Wytrzymałam Ją do godz. 3-ciej nad ranem, a w międzyczasie:
wyprasowałam pieluchy i ubranka dla dzidzi (bo głupia nie byłam jeszcze
przygotowana), spakowałam się w końcu, a potem umyłam sobie wszystkie
sanitariaty w domciu, a przede wszystkim wannę, by się wyplumkać, ogolić
sobie nóżki, a następnie wybalsamować sobie całe ciałko, żeby ładnie pachnieć
na porodówce

Myślicie, że bujam? Naprawdę, sama się dziwię

A co porabiał mój mąż w tym czasie? No więc, najpierw chodził za mną i mówił,
że ja rodzę i żebym przestała prasować

potem zaczął oglądać jakąś walkę
bokserską w tv, aż w końcu usnął. Gdy już poczułam dwa naprawdę bolesne
skurcze i czas między nimi skurczył się do ok. 6 min. to w końcu uwierzyłam,
że JA RODZĘ !!! I w końcu obudziłam męża, aby zawołał sąsiadkę, bo jedziemy,
a do szpitala ok 1h drogi... co by nie urodzić na fotelu samochodowym

Zanim doszłam do samochodu - skurcz, w samochodzie też skurcze do
wytrzymania - nawet zatrzymaliśmy się jeszcze na stacji benzynowej, a potem
złapały mnie już troszkę bardziej bolesne, więc przy każdym skurczu mąż
zwalniał i włączał światła awaryjne

))) Dobrze, że była nocka i nie było
korków!!!!!!
Do szpitala dotarliśmy o 4.15, na porodówce byłam jakieś 15 min. później z 5-
centymetrowym rozwarciem!!! (ale byłam z siebie dumna!) - haha, cieszyłam
się, że nie 2-centymetrowe, jak było za pierwszym razem.
A potem akcja szła już bardzo szybko (przynajmniej tak mówiła położna - p.
Basia Truszczyńka). Ból dolnej części kręgosłupa łagodziły masaże męża (tylko
nie w czasie skurczu - w czasie skurczu dotyk był zakazany). Ból podbrzusza
stał się naprawdę wyczerpujący - mogłam tylko stać zgięta w przód - o
wyprostowaniu się nie było mowy... Myślę, że bardzo pięknie oddychałam -
czułam się jak wojownik! Na łóżko weszłam dopiero na skurcze parte, o których
już marzyłam... choć myślałam, że rozerwie mi krocze, więc pozwoliłam sobie
na wydawanie dzźwięków jak japoński samuraj i wołanie do położnej "Pani Basiu
już nie mogę", lecz... po 10 min. udało się i MIchalinka była już na świecie!
Urodziła się o 6-tej rano dnia 24 października (w niedzielę, jak Jej starszy
brat), ważyła 2970 g i mierzyła 51 cm (10 pkt.).
Niestety lub stety zostałam nacięta - nacięcia w ogóle nie czułam, czułam
(ale naprawdę bardzo nie bolało) zaś szycie (szył lekarz - dr Świetlicki, nie
położna), ale ja cieszyłam się, że już urodziłam, więc co tam "głupie"
szycie. Zresztą - potem nie miałam kłopotów z siedzeniem.
Z prysznica nie korzystałam, bo jakoś tak nie było czasu, a zresztą -
prysznic wzięłam sobie przecież w domciu

))) Prysznic wzięłam też sobie po
porodzie po południu

))))
I tak to było - właściwie dla mnie cudownie, choć oczywiście przeżycie
intensywne!
Międzylesie polecam. Może to nie Żelazna (tam rodziłam swoje pierwsze
dziecko), ale myślę, że otrzymałam to, na czym mi zależało: miła i serdeczna
opieka całego personelu (od lekarzy, położną po panie salowe) oraz
kameralność szpitala - cisza i spokój, jak w domu...
Dodam, że oczywiście polecam "moją" położną - p. Barbarę Truszczyńską.
Fantastycznym lekarzem jest p. dr Grzegorz Matuszewicz, a opiekę nad
noworodkami pełni p. dr Galina Feder.
Dla mam, które nie mają doświadczenia w opiece nad dzidziusiem jest jeden
minus w tym szpitalu - nie kąpią dzieci przy mamie i stosunkowo mała jest
informacja, jak w ogóle pielęgnować malucha

(((
Ale jeśli w ankietach poporodowych kobiety będą "alarmowały" o tym fakcie, to
mam nadzieję, że to się zmieni - oczywiście na lepsze!
Pozdrawiam wszystkie przyszłe Mamusie i te, które śledzą inforamcje o
szpitalu w Międzylesiu.
Marzena