Dodaj do ulubionych

Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu :(

03.08.06, 18:33
Witam Was serdecznie!
Chciałam podzielić się z Wami radosną nowiną. Otóż 18 lipca przyszła na świat
moja córeczka - Marta (59 cm, 3480 g). Jest prześliczna! Ma długie, gęste,
czarne włoski i rzęsy jak falbanki smileZrobiła furorę wśród położnych! Jest
cudownym i grzecznym dzieckiem smile Ładnie przesypia noce i ma coraz dłuższe
fazy aktywności w dzień. Praktycznie w ogóle nie płacze, bo gdy np. jest
głodna - bardzo głośno ssie swoje paluszki smile) Oboje z mężem nie widzimy
świata poza Martą! Tak bardzo Ją kochamy!
Niestety nie wspominam miło porodu i dwóch tygodni po nim sad Nie piszę tego
dlatego, aby straszyć przyszłe mamusie, tylko aby porzestrzec
dziewczyny,które jeszcze się wahają co do wyboru szpitala w Poznaniu.
Rodziłam na Polnej w Poznaniu. Poród trwał 17 h! O godzinie 24, odeszły mi
wody i w ciągu 15 min byliśmy w szpitalu. Ponieważ rozwarcie nie postępowało
(1,5 cm) mimo silnej akcji skurczowej, wstrzymywano się z podaniem
znieczulenia przez kilkanacie godzin! Rodziłam praktycznie tylko z mężem, a
może "aż", gdyż nie wiem jak bym to zniosła bez Niego. Położne wpadały "od
czasu do czasu". Dopiero po tzw. "rozmowie w cztery oczy" mojego męza z jedną
z położnych, podano mi oksytocynę na przyśpieszenie (po 12h). Znieczulenia
nie mogłam nadal dostać, aby nie zwolnić akcji porodowej. W 17 godzinie
porodu zaczęły się komplikacje, tętno Małej spadało, a ja mimo, że dzielnie
współpracowałam z lekarzami i położnymi, nie mogłam wyprzeć Małej. Dodam, że
zawsze miałam wysoki próg odporności na ból, ale to było straszne, gdy jakiś
100-kg facet kładł mi się na brzuch i wypierał dziecko!Miałam wrażenie, że to
trwało wieki. Zwołano konsylium, dewagacje na temat użycia kleszczy lub wakum
i dopiero gdy doszło do niedotlenienia Małej, zapadła decyzja o cc. Błagałam
aby wreszcue ją zrobili. Po porodzie widziałam Martę tylko przez ułamek
sekundy, te czarne włoski i szafirowe oczka, od razu Ją zabrali na
neonatologię. I dopiero wtedy rozpoczął się nasz koszmar. Liczne badania, jak
to krótkie bo krótkie, ale jednak niedotlenienie wpłynęło na Małą. Teraz mogę
juz spokojnie napisac, że jest wszytsko w porządku, ale to co przeżyliśmy z
mężem było straszne. Jak się okazało, nie urodziłabym Małej siłami natury,
gdyż była ułożno odgięciowo. Mam żal do lekarzy, bo czy na prawdę nie dało
się tego przwidzieć przez 17 h (??) i czy musiało dojść do niedotlenienia,
aby wykonali cc (??)Przez kilka dni Martusi nie było ze mną na sali, ale
chodziłam do Niej na oddział noworodków i karmiłam, tuliłam...
O opiece nie będę się już wypowiadała, była po prostu fatalna! Do domu
wypisano mnie z zapalniem rany. Gdy dostałam temp. 38 stopni i z rany zaczęła
tryskac krew z ropą wrócłam z powrotem do szpitala sad W tym tygodniu z kolei
dostał pocztą nowy wypis ze szpitala(poprzedni był rzekomo błędny) z
informacją, że wycięto mi mięśniaka i mam się zgłosić po wyniki! Zadrżałam...
Dlaczego nikt mnie o tym nie powiadomił? Dziś odebraliśmy wynik - mięśniak
nie był zrakowiały, ale żeby się o tym dowiedzieć musiałm iść do swego gin.,
gdyż wynik był oczywiście po łacinie!
Staram się o tym wszystkim zapomnieć... Jest trudno, bo gdy pomyślę jak
opieszałość lekarzy mogła skrzywdzić Martunię, to serce się rozrywa...

Ale mimo tych przeżyć nie ma chyba obecnie szczęśliwszej mamusi ode mnie!
Marta jest całym naszym światem! Pozdrawiam Was gorąco!
Obserwuj wątek
    • ewa_bb Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 03.08.06, 20:14
      Przede wszystkim bardzo gratuluje Malutkiej i bardzo sie ciesze , że wszytsko
      dobrze sie skonczyło , przezylas horror sad najgorsze ,że nawet jak bys komus
      poskarzyła , itd i tak to nic nie da . Kolejna dziewczyna bedzie musiala to
      przejsc i oby sie skonczyło tak jak u ciebie a nie tragicznie . Dlatego
      wybrałam na poród prywatny szpital . nie dlatego , że ja sie boje bolu , ze
      nade mną muszą skakać , ale ze względu na Małego .Boję się szpitali wlasnie ,że
      kotos nie podejmie odpowedniej decyzji w odpowiednim czasie i skonczy sie
      tragicznie . Dla lekarzy to jest kolejny porod dla mnie to jest moje
      dziecko .Panuje takie przepelnienie na porodówkach w warszawie ,że nie trudno o
      zaniedbanie o brak uwagi ,czasu . makabra . jeszcze raz Ci gratuluje i mam
      nadzieje ze teraz dla Ciebie i Rodzinki nastąpią same słoneczne dni !!!!!!!!!!!!
      • kajusia1979 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 03.08.06, 21:10
        Dziękuję bardzo i życzę również wszystkiego dobrego!!!! smile))
    • nana279 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 03.08.06, 22:46
      gratuluję.Jednak z troski o twoje dziecko opowiem Ci coś i poradzę.Tą samą
      historię miałam na Polnej.28h bez wód po czym tak spadło tętno małemu że wyjeli
      go wyciagaczem prózniowym.Efektem było niedotlenienie.Oczywiście dostał 7
      punktów bo nie wiem czy wiesz punktacja tam jest zawyrzana.Nie jest dokładnym
      odnośnikiem bo jeden lekarz stwierdzi że oddech jest ok a drugi że nie.Przede
      wszystkim sprawdz czy zrobili mu badanie poziomu Ph powinno być wpisane do
      książeczki dziecka i napisz mi jesli chcesz ile jest.Napewno będzie wszystko ok
      ale zwróć uwagę czy w pierwszym miesiącu życia nie podnosi główki.My tak
      mielismy maly podnosił główkę a my mysleliśmy że jest taki silny a to tak
      naprawdę oznaczało że ma spas czyli niekontrolowany odruch nerwowy.Koniecznie
      jesli było niedotlenienie idz do neurologa lub do dwóch i nie słuchaj zwykłych
      pediatrów że nie musisz iść wiem co mówię.Niedotlenie mózgu powoduje
      uszkodzenie mózgu i zawsze tak jest kwestia tylko tego że może być bardzo małe
      i będzie ok.Mój syn kiedy miał 4 miesiące był wiotki oczywiście ruszyłam do
      kilku neurologów i jedna z nich wytłumaczyła mi że to że miał ładną punktację
      po porodzie to nic nie znaczy ale miał duży spadek Ph co jest odnosnikiem
      niedotlenienia.nie będe Ci opisywać rehabilitacji ale pokrótce był w stanie
      fatalnym co przy takich dzieciach nie wiesz kiedy wyjdzie i czy wyjdzie.Był
      cały wiotki kiedy miał 8 miesięcy nie siedział skladal się jak scyzoryk a
      ponieważ wcześnie zareagowaliśmy to mały ma 10 miesięcy i prawie chodzi
      Oczywiście w EEG jest uszkodzenie mózgu bo miał niedotlenienie .Jeśli chcesz
      podam Ci świetną neurolog w Poznaniu uwierz mi mam kontakt z wieloma matkami na
      rehabilitacji i wszystkie rękę za nią sobie obetną napisz jeśli chcesz zyczę
      aby było ok bo pewnie będzie ale skoro mam jakies doświadczenie w tym temacie
      to czemu nie moge jakiegoś maleństwa choć troszeczkę uchronić napisz jeśli
      chcesz
      • kajusia1979 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 04.08.06, 13:46
        Nana,

        dziękuję bardzo za odpowiedź. Co do Ph to mała miała robione badanie i było w
        normie. Niemniej jednak byłabym wdzięczna za namiary na neurologa.

        Pozdrawiam.
        • pantaleta Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 04.08.06, 15:10
          Kajusia, to samo przeżyłam na Polnej 5 lat temu! Twój opis prawie co do joty
          pokrywa się z moim porodem. Ja miałam tam lekarza, który miał być przy
          porodzie, prowadził całą moją ciążę. W momencie komplikacji zniknął! Nigdzie
          nie można go było znaleźć! CC zrobiono mi w ostatnim momencie, gdy tętno
          dziecka prawie było już niewyczuwalne. Straszna panika wśród lekarzy. O ostrym
          niedotlenieniu mojego dziecka dowiedziałam się dopiero na neonatologii po dwóch
          dniach, gdy wzięłam do ręki jego książeczkę wiszącą nad łóżeczkiem. Przeżyłam
          szok. Nikt mi o tym wcześniej nie powiedział. Lekarz prowadzący zjawił się u
          mnie dopiero po kilku dniach i poinformowała o następstwach niedotlenienia,
          które mogą mieć miejsce. Miałam ciężką depresję. Teraz moje dziecko jest
          zdrowe, ma 5 lat ale pierwszy rok wspominam koszmarnie. Ciągłe wizyty u
          neurologów, obserwacja, czy rozwija się dobrze. Szpital ma opinię dobrego ale
          niestety ich cechą jest przedłużanie poródów, nawet jak się ma swojego lekarza
          prowadzącego. Mój miał być przy porodzie. W krytycznym momencie nigdzie go nie
          było, w najważniejszym momencie zabrakło decyzji o szybszym cc. Niedawno moim
          znajomym też tak przedłużali poród na Polnej. dziecko urodziło się tylko z 2
          punktami. Rodzice są załamani. Nie wiadomo jak będzie sie rozwijać. Kajusia nic
          się nie martw. Donoszone dzieci wychodzą z tego bez szwanku ale rozumiem, że
          nerwy są. Ja przynajmniej przy kolejnej ciąży zapłacę sobie za cesarkę na
          życzenie.
          • kajusia1979 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 06.08.06, 16:03
            Dziękuję! Dokładnie tak, mimo zapewnień lekarzy, ze wszytsko jest ok, kazdego
            dnia denerwuję się czy oby na pewno (mimo,że Marta rozwija się idealnie). I
            dlatego tak jak Ty, o ile się zdecyduję, drugie dziecko chciałabym urodzić
            poprzez cc na "życzenie". Pozdrawiam!
        • nana279 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 04.08.06, 19:44
          Neurolog nazywa się Milecka przyjmuje na Kurnickiej w przychodni przyjmuje tam
          na NFZ ale są terminy więc warto pierwsza wizytę umówić sie prywatnie 50zł ale
          potem ona sama powie wam żebyście na kolejne wizyty umawiali się na NFZ jest to
          neurolog dzięcięcy a więc rzadkość wśród neurologów przynajmniej tu w Poznaniu
          tel do niej 603 774 727 jeśli będzie potrzeba to skieruje was na rehabilitację
          ale to pewnie póżniej o ile wogole taka bedzie potzreba,proponuję przedszkole
          Bartek na os. Piastowskim my tam jeżdzimy raz na tydzień poszukajcie sobie w
          wyszukiwarce "przedszkole Bartek Poznań" pełen dostęp do lekarzy oni was
          kierują w razie potrzeby a rehabilitanci super nasz synek jezdzi teraz na
          masarze wodne kąpie się w wielkiej wannie z hydromasarzem.Jakby co to odezwij
          się gdybys potrzebowała jeszcze jakiejś informacji. Radzę wam nie zgłaszajcie
          się na Polną do poradni rozwojowej tylko tyle wam powiem i wiele innych matek
          też powodzenia napewno wszystko będzie ok.
          • agawa5 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 06.08.06, 10:42
            Chodzilismy do Mileckiej - popieram fantastyczny neurolog. Co do "Bartka",
            chodzilismy tam na rechabilitacje synka, z porodem było ok, ale urodził sie z
            asymetrią i miał awersję do dotykania go. Prowadziła nas wspaniala
            rechabilitantka pani Marlena i kiedys mi powiedziala ze wszystkie dzieci jakie
            do niej trafiają są z fatalnych porodow, zaniedbanych, przedluzanych na siłe
            mimo prośb matek o cc.
            Smutne to bardzo ze nas kobiet nie słucha sie jesli mamy przeczucia ze cos złego
            sie z maluszkiem dzieje w trakcie porodu.
            Niestety wiekszosc dzieci jest z Polnej sad
            O kiepskiej opiece w tym szpitalu mowila mi równiez kolezanka położna ktora tam
            pracuje. Ale jesli jest jedna położna na 10 pacjentek rodzących to dobrej opieki
            byc nie moze i niech szlag trafi ten ich caly sprzet, którego i tak nikt w pore
            nie wykorzysta.
          • kajusia1979 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 06.08.06, 16:05
            Dziękuję za namiary na naeurologa, rady i otuchę... Na pewno się do niej
            zgłosimy. O ile się orientuję, nie ma sensu wczesniej niż Mała ukończy 8 tyg.,
            gdyż do tego czasu ma zachowane wszystkie odruchy z życia płodowego. Jeszcze
            raz dziękuję i pozdrawiam!
            • nana279 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 06.08.06, 19:18
              Nas też prowzdzi Pani Marlena fFantastyczna rehabilitantka.Podoba mi się w niej
              że nie krępuje się i sama sie wygina sprawdzając co może w danym momencie czuć
              dziecko kiedy przybiera jakąś pozycję tzn.sprawdza którem mięsnie on czuje
              obserwuje też to na sobie.Poza tym poprostu serce ma dziewucha i chyba urodziła
              sie z tym zawodem
              • anneeczka Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 25.08.06, 15:50
                Jestem w szoku ze tyle mam ma podobna sytuacje do mojej. Moj syn ma rok i wszystko jest juz super, ale tez byly problemy - niedotlenienie i w efekcie cesarka. I ja w 100% polecam dr Milecka i pania Marlene z Bartkasmile)
                A nastepny porod - tylko cesarka.
                Wiecie moze jak i gdzie to mozna "zalatwic"?
          • ulka43 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 17.12.06, 11:59
            SZOK!!! Myślałam że może już tam się coś zmieniło...
            Rodziłam tam 5 lat temu i było to samo: żadnego zainteresowania personelu
            podczas porodu, meczylam sie 25 godzin!!! gdyby nie mąż..., mały dostal Apgar
            1, po porodzie opieka fatalna- tzn. jej zupełny brak, poza wykąpaniem małego.
            Wdało się zakarzenie.

            Po prostu jeden koszmar.
            Dopiero po roku przestałam sie budzic w nocy z krzykiem, wielka zasługa
            personelu szpitala na Polnej ze nie zdecydowalismy sie na wiecej dzieci -
            pewnie o to im chodzi, mają mniej "petentek" i niepotrzebnego zawracania im
            głowy.

            Mały ma 5 lat, niby rozwija sie dobrze, nie wiem czy niektóre jego zaburzenia
            nie są spowodowane opieszałością tych ludzi...
            Po prostu skandal ze nikt sie tą sprawą jeszcze nie zajął!
            Pozdrawiam i życzę wielu radości- dzieciaczki tak szybko rosną smile
            • karmeliza Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 18.12.06, 16:34
              Taką samą historię słyszałam od koleżanki. Ona też rodziła ponad dobą i dopiero
              w ostatnim momencie zrobiono jej cesarkę (po interwencji jej siostry). Nasuwa
              się przypuszczenie, że za cesarkę "na życzenie" trzeba zapłacić.
    • iza_bela22 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 18.12.06, 21:13
      Witam! Moja historia to po prostu powtórka! Szpital na Polnej to z pewnością
      instytucja którą od maja 2005 omijam szerokim łukiem. Właśnie wtedy przeżyłam
      dokładnie to samo co mama Martusi. Na szczęście moje i Mateusza wszystko
      zakończyło się dobrze. Jednak bardzo mało brakowało abym dzisiaj miała większe
      problemy zdrowotne z dzieckiem i sobą. Dzięki opieszałości lekarzy i zbyt
      późnej decyzji o cesarskim cięciu, pomimo 16 godziny niepostępującego porodu
      oraz zanikania tętna dziecka, a mojego słabnięcia i tracenia przytomności mój
      brzuch nadaje się tylko na operację plastyczną /z braku czasu cięcie wzdłuż/ a
      ja do dnia dzisiejszego odczuwam różne bóle podbrzusza. No i cóż więcej dodać -
      nie planuję mieć więcej dzieci. Droga jaką przebyłam zanim na świat przyszedł
      Mati była zbyt długa i bolesna. I niestety puste są dla mnie słowa "rodzić po
      ludzku"... Na domiar złego, aby mógł mnie wspierać mąż, musieliśmy zapłacić za
      tzw. poród rodzinny 150 zł. Jednak kwotę tę właśnie dzisiaj odzyskałam po
      wcześniejszej prawie rocznej korespondencji szpitalno-nfz'owskiej. I to jest
      jedyny pozytyw mojej wizyty na Polnej. Szpital może i ma dobre zaplecze
      sprzętowe, ale coraz częściej myślę, że te wszystkie inkubatory i inne takie
      ratujące życie są właśnie po to aby ratować to co zepsują tamtejsi lekarze... I
      do końca życia nie opuści mnie uczucie przerażenia co mogłoby się przydarzyć
      naszemu małemu skarbowi gdyby nie udało się na czas wyciągnąć go z mojego
      brzucha. Strach pomyśleć.
      Na szczęście życie toczy się dalej, Mati rośnie jak na drożdżach i teraz może
      być już tylko lepiej.
      Pozdrawiam wszystkie obecne i przyszłe mamy. Trzymajcie się ciepło!
    • mamae1 Re: Urodziłam Martusię :))))-na Polnej w Poznaniu 19.12.06, 01:25
      Dziewczyny,
      to prawda że Polna ma sprzęt, ładnie pomalowane ściany i niepogniecione
      fartuszki personelu...ale czy to wystarczy aby "Rodzić po Ludzku"???
      Moja historia to: bardzo miłe wspomnienia z porodu (personel rewelacja!)i
      koszmar pierwszego dnia macierzyństwa. Dziecko zabrano ode mnie zaraz po
      porodzie na oddział pośredni w klinice noenatologii. Mąż poszedł z dzieckiem,
      zrobił urocze zdjecia "zdrowego" malucha i uzyskał od lekarzy zapewnienie ze
      wszystko jest dobrze. I tu jest koniec opowiści o radosciach porodu...Kolejnego
      ranka, po nieprzespanej nocy w oczekiwaniu na moje malutkie dziecko - które
      według informacji położnych "przyniosą mi niedługo" - sama wsparta o ramię meża
      przyczłapałam na oddział neo. Mąż oczywiście nie mógł tam wejść, bo tatusiowie
      wchodzą od 14 godziny. Byłam sama. Przez brak wymiany informacji pomiędzy
      oddziałem poporodowym a neonatologia doznałam tam szoku: na oddziale pośrednim
      nie było mojego dziecka!!!.Po chwili poszukiwan jakas pani zaprowadziła mnie na
      oddział intensywnej terapii i tam wskazała dziecko - lezało w inkubatorze z
      tysiącem kabelków podłączonym do kilku monitorów.Stałam tam SAMA pół godziny i
      nie wiedziałam co się dzieje.Biłam sie z myslami dlaczego maz i nikt z rodziny
      nie powiedzial mi prawdy, ze dziecko jest w bardzo powaznym stanie. Nie
      wiedzialam co mam z soba zrobic. Ja, silna kobieta bylam zupelnie bezradna i
      calkowicie zalamana...W tym czasie nieswidomy maz czekal niecierpliwie przed
      oddzialem, cieszac sie ze spedzam czas z dzieckiem.Gdy wyszlam do niego
      zaplakana, z pretensjami ze okłamał mnie ze dziecko jest zdrowe...nie wiedział
      co się dzieje! Jemu tez nic nie powiedziano.Pomimo ze byliśmy później bardzo
      wdzieczni lekarzom z intensywnej terapii za uratowanie dziecka, nigdy nie
      zapomnę tego, jak stałam sama przed inkubatorem i nikt nie poinformował mnie co
      się dzieje...a przeciez to bylo najwazniejsze wydazenie w moim zyciu, czekałam
      na nie wiele lat. Informacje o stanie zagrozenia zycia dziecka przekazano mi na
      korytarzu wsrod pochodu rozweselonych mam wracajacych od swoich pociech...Na
      szczęście po trzech dniach stan zdrowia dziecko zaczal poprawiac sie. Panie
      pielegniarki na oddz. intensywnej terapii wspominam bardzo serdecznie. Pełne
      poświecenia, ciepłe osoby. Wydawalo sie ze koszmar skonczyl sie - dziecko
      przeniesiono na oddz.opieki ciaglej. Stąd bliżej do domu? Nie! Nazwa jest
      adekwatna do istniejacej tam sytuacji - jak już się dostaniesz na oddz.ciagly
      to tam ciagle jestes...Warunki aseptyczne ponad wszelka krytyka - dzieci
      zarazane jedno od drugiego. Gronkowiec, pneumokoki, clebsiella itd...Jedna
      bakterie leczono u dziecka, za chwile infekowano nowa. W sali wiecej maluchow
      na meter kwadratowy niz przewiduja to jakiekolwiek cywilizowane normy. W tym
      samym czasie oszukiwanie rodziców - nie informowanie o nowych zakazeniach
      szpitalnych przeniesionych na dziecko, nie pozwalanie na wgląd w kartę choroby
      i wyniki!!!(łamane podstawowe prawa pacjenta). Zerowanie na potulnej postawie
      rodzicow, ktorzy wychodzac do domu sa swiadomi ze zostawiaja swoj najwiekszy
      skarb pod czyjas "opieka" i obawiaja sie nie urazic personelu. Do tego nalezy
      dodac opryskliwe rozmowy dr Bro...z rodzicami (cyt:"pani jest tu od tego zeby
      karmic, a nie interesowac sie wynikami")...Dopiero w domu, czytajac karte
      wypisu dowiedzialam ze dziecko zostalo zainfekowne na oddz.ciaglym! Zrozumialam
      dlaczego nie pozwalano rodzicom na wglad w wyniki badan...

      Pomimo trudnych poczatkow Moj Skarb rozwija sie bardzo dobrze. Ale jest to
      okupione wieloma staraniami. Wizytami u wielu specjalistow. Miedzy innymi u
      wspanialej neurolog dr Mileckiej (nie tylko super lekarz ale takze przemila
      kobieta) oraz cotygodniowymi wizytami w Bartku (bardzo oddani rehabilitanci).

      Opisałam moja długa historie ku pokrzepieniu (wszystko dobrze sie skonczyklo) i
      na znak solidarności z Mamami z Polnej. W nadzieji, ze kiedys wszyscy lekarze
      beda nie tylko leczyc ale takze szanowac drugiego czlowieka - PACJENTA.
    • pantena1 Rodziłam dwa razy na Polnej w Poznaniu 21.12.06, 17:28
      czesc.
      I wlasciwie nie wiem jak tam jest.
      Pierwszy porod w ubieglym roku - skonczyl sie cc z powodu braku postepu porodu
      i spadajacego tetna i trwal ok. 6 godzin, drugi - z wykorzystaniem vacum, trwal
      16 godzin.Teraz takze byl brak postepu porodu i spadajace tetno... Skad taka
      roznica w podejsciu lekarzy do tematu? Czy wtedy bylo cc, bo byla niedzielna
      noc i tylko lekarze dyzurujacy, a teraz srodek tygodnia i ranek? Nie wiem...
      Po pierwszym porodzie z dobra i fachowa opieka porodowa zdecydowalismy sie na
      drugi porod w tym samym miejscu.... teraz po tych doswiadczeniach wiemy jedno.
      NIGDY wiecej rodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka