Kiedy byłam młodsza, trenowałam dość intensywnie. Trening, po którym nie
wracałam nieżywa ze zmęczenia, z drżącymi mięśniami, na którym się nie
popłakałam z wyczerpania się nie liczył.
Teraz chodzę na aerobik i jakoś tak... przyjemnie? Nic mnie nie boli, nie
jestem spocona jak mysz, i wodę piję bardziej z rozsądku niż z pragnienia,
chociaż oczywiście po pierwszych kilku zajęciach były zakwasy.
A wy jak wolicie? Poczuć wycisk, czy przyjemnie spędzić czas?