Poszedł sobie na piwko z kolegą. Ja zostałam z naszą dzidzią w domu. Dzwoni
do mnie o 2.30, że mam dzidzie samą w domu zostawić, wsiąść w samochód i
pojechac po niego. Ja bez dokumentów samochodu, nażarłam się wiśni z
wiśniówki, a on na to, że to nic, bo na pewno mnie nie zatrzymają. Mam
wsiadać i jechać. Qrna jestem wściekła. Co on sobie myśli. Nie wiem, czy te
wiśnie mi promili przysporzyły, czy nie. Stracić prawka nie mogę, bo to
jest "atut" w szukaniu pracy. I jeszcze ten kret...