Dodaj do ulubionych

samoodzielność i obowiązki

13.08.10, 19:47
jak to jest u Was? staram sie jak moge żeby Wyjątkowy miał swoje
domowe obowiązki tak proste jak pościelenie łózka, spakowanie
plecaka do szkoły ( a potem zabranie go ze sobą),karmienie kotów,
czy nakrycie do obiadu i odniesienie rzeczy do zmywarki. niestety
nie garnie się ale to temat na osobny post. staram się też żeby
uczył się dbania o siebie ( dla przykładu jak w przedszko chciał
pić, nigdy o tym nie komunikował to samo z sikaniem, nawet w zerówce
miał z tym problem, pani wiedziała o tym i odgadywała Jasia), ale w
szkole musi przeecież zadbać o siebie sam.wwysłałam więc dziecko na
zielona szkołe, dał rade, pani i szkoła wiedzą juz że ma ZA, i że
nowe bodźce mogą go blokować na jedzenie, spanie szybsze
zmęczenie.jak trzeba było był izolowany, spisał się i generalnie
niedojedzony, ubrudzonny ale szczęsliwy wrócił cało po 5 dniach.
powinnam się cieszyć i to robie.mam smutek jednak że jego kosztuje
to więcej niż rówieśników, koledzy ze szkoły po 1szej klasie
wyjeźdzaja samodzielnie na obozy, kolonie itp. ja wiem,że musimy
poczekać jeszcze pewnie kilka lat. no właśnie ryzykować
i "wypuszczać" dzieci do samodzielności, czy nie fundowac stresów w
postaci wielu trudnych sytuacji razem wziętych ?jak sobie radziecie
z tym ciągłym konfliktem( a może go nie macie) czy
motywować/popychac?czy dac spokój i pozwolic zostać w strefie
komfortu? cholera mam nadzieje,że jasno to opisałam, bo cos mi się
wydaje że namotałam..
Obserwuj wątek
    • roggalique Re: samoodzielność i obowiązki 13.08.10, 20:49
      klafuti napisała:

      > jak to jest u Was? staram sie jak moge żeby Wyjątkowy miał swoje
      > domowe obowiązki tak proste jak pościelenie łózka, spakowanie
      > plecaka do szkoły ( a potem zabranie go ze sobą),karmienie kotów,
      > czy nakrycie do obiadu i odniesienie rzeczy do zmywarki.
      > [...]mam smutek jednak że jego kosztuje
      > to więcej niż rówieśników, koledzy ze szkoły po 1szej klasie
      > wyjeźdzaja samodzielnie na obozy, kolonie itp. ja wiem,że musimy
      > poczekać jeszcze pewnie kilka lat.

      Jestem terapeutą i powiem Ci, że Twoje podejście zasługuje na medal.
      Oczywiście, że Twojego dzieciaka WSZYSTKO więcej kosztuje, ale nie powinnaś z
      tego powodu odczuwać smutku, tylko DUMĘ, że radzi sobie, POMIMO swoich ograniczeń.

      > no właśnie ryzykować
      > i "wypuszczać" dzieci do samodzielności, czy nie fundowac stresów > w postaci
      wielu trudnych sytuacji razem wziętych ?

      Nie ma darmowych lunch'ów. Za spokój i zero stresów dzisiaj, dzieciak zapłaci w
      dwójnasób w adolescencji i dorosłości. Kropka.
      Teraz jest pod Twoją opieką i nawet jak przeżyje stres, to przynajmniej ma komu
      rzucić się ze szlochem w ramiona. A potem, w dorosłości, komu się rzuci? Albo:
      gdzie?

      Samodzielność, samoobsługa to bodaj najbardziej "zapomniane" sfery rozwojowe. Są
      mało ważne dla rodziców, bo przecież najważniejsze, żeby nie był upośledzony,
      żeby ładnie mówił, żeby był grzeczny!

      Niestety zbyt często mam do czynienia z kalekimi nastolatkami, którzy nie
      potrafią się ogarnąć wokół siebie. Zrobienie sobie herbaty i kanapki z dżemem
      jest dla nich czynnością z innej planety, ubrać się nie potrafią, umyć. A co
      dopiero odrobić lekcje! (ha! pracę magisterską też im mamusia napisze, a co!).
      A potem siedzi taki biedak w domu do końca dni swoich przed telewizją, bo
      przecież mamy i taty do pracy nie zabierze, hę?

      I to się nazywa wtórne upośledzenie, które jest często-gęsto fundowane
      dzieciakom z ZA, czy HFA w imię DBANIA O ICH DOBRO. A więc: żeby nie było
      stresu, bo on(a) ma słabą motorykę i wiązanie butów jego/ją frustruje, herbatka
      - no nie, jeszcze się poparzy - przecież jest taki biedny, ma Z.A. i tak dalej.

      Tak jak piszesz - jego kosztuje więcej. Kosztuje go więcej bo mając Z.A. jest
      NIEPEŁNOSPRAWNY. Facet na wózku też ma trudniej w koszykówce! Janusz Świtaj
      także robi co może. A wiele z dzieciaków z Z.A. jest traktowanych gorzej niż
      tetraplegicy w kwestii samodzielności i samoobsługi.

      pozdrawiam
      • aga_sama Re: samoodzielność i obowiązki 13.08.10, 21:14
        Roggalique
        Dzięki wielkie
        Otworzyłeś mi kolejne klapki
        U nas jest trochę tak jak piszesz. Młody jest mniej samodzielny od rówieśników.
        Ma 4 lata i sam się nie ubierze. Nie potrafi samodzielnie założyć bluzki, jednak
        przede wszystkim nie udaje mu się skupić. Ale z tym jest co raz lepiej.
        A propos samodzielności. Miałam podobny dylemat, kiedy dostaliśmy propozycję
        przeniesienia Młodego do prywatnego przedszkola integracyjnego. Mała grupa,
        blisko domu!, panie rozumiejące problem, wykształcone. Na pewno to komfortowe
        rozwiązanie - dla nas i dla niego.
        A w przedszkolu państwowym 25 dzieci, nauczycielki z powołaniem, ale bez staży w
        Synapsis, poziom terapii pewnie nie mistrzowski. I za radą personelu Synapsis
        dziecko zostaje w państwowym, bo przemówił do nas argument, że do państwowej
        szkoły najlepiej przygotuje państwowe przedszkole. Jest tam na specjalnych
        warunkach.
        Nasze dzieci muszą być samodzielne. Wyć mi się che, jak widze, kiedy młody się
        męczy próbując zrobić to, co innym przychodzi bez trudu. Ale on musi się nauczyć
        pewnych rzeczy, SAM, bo ja za niego życia nie przeżyję.
      • yula Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 13:00
        ja staram sie dawać obowiązki oboim młodym i mężowi też :) Syn ma obniżoną
        sprawność motoryczną i owszem jeszcze my mu wiążemy buty :/ ma 7 lat, ale do
        niedawna nie wychodziło mu to za żadne skarby. Obecnie powoli topornie ale sie
        uczymy, za jakiś czas mam nadzieje że sie uda. Kanapki z szynką czy dżemem
        zrobią, co prawda u syna na tą kanapkę idzie pół słoika :P
        ale masz racje boje się dawać mu noże czy herbatę ale do nastolatka ma jeszcze
        parę lat, końcu się odważę albo sam to zrobi :)
        Ubiera sie sam, zmywa naczynia, sprząta zabawki, książki. Czasem zamiata/odkurza
        podłogę. Dwa lata młodsza siostra do tego obiera marchewkę obieraczką, synowi
        boje sie ją dać do ręki i ciągle kroje mu mięso na talerzu :/ nie mogę sie
        przełamać.
    • roseanne Re: samoodzielność i obowiązki 13.08.10, 21:06
      pcham do samodzielnosci obie latorosle, tak samo, mimo roznych plci i diagnoz
      zmiana poscieli, umycie nacyzn, lazienki, wyniesienie smieci, drobne zakupy,
      pranie, przygotowanie sobie jedzenia itp

      jedno czego nie mpoge do konca przeskoczyc jest odkurzacz - w czasie gdy mialam
      "centralny", gdzie silnik i buczenie bylo w garazu i tylko rura do uzytku
      sluchawki zalatwialy sprawe
      teraz niestety, wciaz poziom halasu za wysoki, on za odkurzacz nie zlapie, ale
      za szczptke juz tak :)
    • andevi Re: samoodzielność i obowiązki 13.08.10, 23:08
      Ja zyje z doroslym Wyjatkowym, ktorego mamuska wyreczala doslownie we
      wszystkim.No, moze tylko pampkow nie zmieniala, bo sie facet sam umial odcedzic,
      no ale juz wode po nim spuszczala:/ Jeszcze w wieku 30 lat mezus mial i gacie w
      szafie ulozone przez mamuske, i posprzatany pokoj, i zarcie pod nos postawione i
      zakupy zrobione, nawet gdy byl juz w malzenstwie (sic!) Nie potrafi wokol siebie
      doslownie nic zrobic, nie tylko dwie lewe rece, ale i kaleka zyciowa. Gonie ,a
      jakze! Wymagam.Pictogramy i tablica magnetyczna, rozpiska obowiazkow, nie
      zrobione to nie ma zarcia i lodowka pusta, ALE BRON BOZE NIE WYRECZAM. W
      schowku, gdzie wrzuca puste butelki po coli, wisi reminder : picto z butelka
      ladujaca w siatce na zakupy. Podobnie za zaslona, gdzie magazynuje brudne
      skarpetki:) Kiedys sie te pedagogike studiowalo, teraz sie wiedza przydaje:]
      • klafuti Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 10:32
        andevi, uśmiałam sie przez łzy. Ta wtórna niepełnosprawność męska to
        u nas kulturowe. Syndrom matki Polki nieustająco i w bezgraniczny
        sposób wyręczającej dziecko we wszystkim. bardzo bronie się żeby nie
        zrobić tego mojemu Wyjątkowemu. Tylko najtrudniejsze są te zapędy
        troskliwej "mamusi kwoczki", ,ktore w sobie mam. Podsunąć,wyręczyć,
        załatwić itp. musze sie czasem naprawde nieźle hamować. Poza tym w
        tym egzekwowaniu samodzielności jestem jak zdarta stara płyta
        przypominając, jojcząc i dopominając czy coś zrobił. czuje się jak
        zrzęda zazwyczaj wiec lubimy też robić piktogramy, różne śmieszne
        rysunki ( jak w zimie zapominał o czapce i rękawiczkach wychodząc z
        domu to przywiesiliśmy na drzwiach mega plakat ( wykonanie
        Wyjątkowego) z ogromną czapą, rękawiczkami itp. ale to nie znaczy,
        ze nie mamy problemu z motywacją, żeby tak ten Wyjątkowy chciał
        chcieć...
        • roggalique Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 11:29
          klafuti napisała:

          > wiec lubimy też robić piktogramy, różne śmieszne
          > rysunki ( jak w zimie zapominał o czapce i rękawiczkach wychodząc z
          > domu to przywiesiliśmy na drzwiach mega plakat ( wykonanie
          > Wyjątkowego) z ogromną czapą, rękawiczkami itp.

          Tak to właśnie powinno być. To są najskuteczniejsze metody. I znowu - niestety -
          to co najskuteczniejsze najtrudniej zdobywa akceptację wielu rodziców. A czemu?
          Ano - bo jak powieszę piktogramy czy plakaty w domu, a nie daj boże plan
          aktywności - to przecież OD RAZU BĘDZIE WIDAĆ, że ktoś tu jest świrem!:))

          Najczęstsze wymówki, żeby takich technik nie wprowadzać:
          1. "On wie co ma robić, nie musi mieć napisane, ja mu mówię".

          Mit zawierający częściową prawdę. Mówienie do dziecka nie angażuje jego uwagi
          dowolnej, zupełnie nie ćwiczy pamięci proceduralnej. Te mechanizmy poznawcze
          kształtują się, kiedy człowiek wykonuję pewną sekwencję czynności samodzielnie.
          Otrzymując instrukcje werbalne nie robi nic samodzielnie, tylko na polecenie. I
          zawsze będzie potrzebował instrukcji. Jest jak pasażer na PKP, który nigdy nie
          korzystał z rozkładu jazdy tylko zawsze czekał na komunikat z megafonów. Kiedy
          jest awaria megafonu nie wie co ma robić.

          Częściowa prawda polega na tym, że najczęściej dziecko faktycznie wie, co ma
          robić. Teoretycznie;) Tak jak z dniami tygodnia.

          - Wymień dni tygodnia.
          - Pon, wt, śr, czw, pt, so, nie.
          - Brawo! Jaki mamy dziś dzień?
          - Eee... piątek?
          - Nie, wtorek.
          - Tak, wtorek!
          - Co było wczoraj?
          - Eee... środa??
          itd.

          2. "U nas się nie da nic zaplanować, tyle się dzieje!"

          Mit. Większość ludzi ma dokładnie zaplanowany rozkład dnia, a nawet tygodnia.
          Większość ludzi chodzi do pracy, do szkoły, śpi, je, ma ulubione seriale, które
          są o wyznaczonych godzinach. Ma ulubione rozrywki, którym najczęściej się
          oddaje. ITP.
          Człowiek myślący niewerbalnie, z zaburzonymi procesami poznawczymi odnośnie
          pamięci i myślenia proceduralnego zazwyczaj nie wie co ma zrobić ze sobą w
          wolnym czasie. W szkole rządzi nim dzwonek i nauczyciel, podczas obiadu i
          odrabiania lekcji - rodzic mu mówi co ma robić. A czas wolny?? Trzeba umieć
          sobie zaplanować. Wszystko trzeba umieć zaplanować, na czele z comiesięcznymi
          płatnościami.

          Może bym uwierzył rodzinie hipisów, że codziennie robią mega spontan, rachunki
          płacą jak im się przypomni, do pracy nie chodzą, tylko cały dzień palą zielsko i
          grają na gitarach nie myśląc o emeryturze. Ale normalni ludzie przewidują i
          planują.

          3. "On nie przestrzega żadnych instrukcji i planów".

          Zwalanie niepowodzeń wychowawczych na dziecko jest po prostu genialne:)

          Skoro nie przestrzega to prawdopodobnie:
          - instrukcja jest źle zrobiona
          - rodzic jest niekonsekwentny
          - dziecko nie ma wyznaczonych jasnych granic
          - rodzic nie oglądał "Superniani";)))

          4. "Ja nie mam czasu na takie rzeczy, rano wszyscy się spieszymy. Jak mu założę
          tę czapkę i rękawiczki to przynajmniej nie będzie nerwówki przy wyjściu".

          Prawda! Co tam samodzielność, niech będzie kaleką, najważniejsze, żeby rano nie
          było nerwówki.

          pozdro
          r.

          • roseanne Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 15:55
            roggalique :)
            lubie twoje wpisy, proste, sensowne i na temat


            ale co do tego ma superniania?

            nie ogladalam i zyje


            piktogramy i rozpiski stosowalismy tez, jakos do 11 urodzin , potem sam
            zrezygnowal, pozwala czasami na "post-it notes" i jest super
            • roggalique Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 16:50
              roseanne napisała:

              > ale co do tego ma superniania?
              > nie ogladalam i zyje

              E no, napisałem to z przekąsem. Superniania to nie jest żadna rewolucja, chyba,
              że biznesowa, bo udało jej się sprzedać cegłę mówiąc, że to Święty Graal;))
              Ludzie się zachwycają Supernianią, ale jak im terapeuta mówi to samo co
              Superniania to go nie słuchają;))

              A tak BTW to widziałem odcinek programu i mi się podobał.

              > piktogramy i rozpiski stosowalismy tez, jakos do 11 urodzin ,
              > potem sam
              > zrezygnowal,

              To kolejny aspekt całej sprawy. Im szybciej i im rzetelniej popracuje się z
              dzieckiem metodami wizualnymi takimi jak plan aktywności, tym prędzej te
              wizualizacje... będą niepotrzebne! Dziecko nauczy się danej procedury,
              zinternalizuje ją i już.

              Tak jak z tym plakatem, o którym pisała klafuti. On funkcjonuje kilka dni,
              tydzień, może miesiąc. Niepostrzeżenie dla wszystkich dziecko zaczyna zakładać
              czapkę i rękawiczki nie patrząc już na plakat, który zresztą, jako bodziec
              habituuje się i nikt nie zwraca na niego uwagi większej niż na plamę po komarze
              ubitym zeszłego lata.

              pozdro
              r.
              • 3-mamuska Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 19:09
                > E no, napisałem to z przekąsem. Superniania to nie jest żadna
                rewolucja, chyba,
                > że biznesowa, bo udało jej się sprzedać cegłę mówiąc, że to Święty
                Graal;))
                > Ludzie się zachwycają Supernianią, ale jak im terapeuta mówi to samo
                co
                > Superniania to go nie słuchają;))
                a wiesz dlaczego, bi ja tez nie sluchalabym kogoś kto gdzieś tam w
                gabinecie powie rób tak czy tak . Co innego w domu ona u nich jest
                całymi dniami i człowiek inaczej patrzy i inaczej słucha. Pozatym ona
                jest w domu i wspiera w danej chwili, a nie nagada się a w domu radz
                sobie sam.
                Odosnie porannego ubierania, ja pomagam moje 7 latce ubrać rajstopy, bo
                sama ze 30 minut by je ubierala, codziennie byśmy się spozniali. Co z
                tego a nic jak idziemy do sklepu, na spacer czy gdzie kolwiek ona się
                sama ubiera dłużej, a ja rano tez nie mam ochoty mieć nerwów.a wstawac
                wcześniej nie bede skoro mogę jej pomoc. Ma swój pokój sprzata sama
                robi sobie sniadanie kanapki, ale to tylko dziecko I czasem wymaga
                pomocy. Nie wspominajac o 3 latku ktory nic kolo siebie nie zrobi( nie
                mamy jeszcze diagnozy, ma zachwania autystyczne)
                natomias maja sarsze Dzieci w pokojach rospiske co maja do zrobienia I
                to sobie chwale.
                • roggalique Re: samoodzielność i obowiązki 14.08.10, 21:43
                  3-mamuska napisała:

                  > a wiesz dlaczego, bi ja tez nie sluchalabym kogoś kto gdzieś tam w
                  > gabinecie powie rób tak czy tak. Co innego w domu ona u nich jest
                  > całymi dniami i człowiek inaczej patrzy i inaczej słucha. Pozatym ona
                  > jest w domu i wspiera w danej chwili, a nie nagada się a w domu radz
                  > sobie sam.

                  Sorki, ale to jest najbardziej absurdalny argument jaki usłyszałem:))
                  Czy jak idziesz do lekarza i on Ci zapisuje, że masz brać lek 3x dziennie, robić
                  sobie inhalacje 5x dziennie i nie dźwigać ciężarów to wymagasz od niego, żeby
                  onże lekarz zamieszkał z Tobą na czas kuracji po to, aby Cię przypilnować, żebyś
                  w ustalonych godzinach robiła co zaordynował, a do tego pomagał Ci nosić torby z
                  zakupami?!

                  Superniania to jest szoł. Czy sądzisz, że w czasie jednego odcinka ona ustawia
                  prawidłowe relacje w rodzinie? Sądzisz, że ona naprawdę z nimi mieszka? To jest
                  telewizja.

                  Ja, jako terapeuta wcale nie ograniczam się do wygłaszania sloganów w stylu
                  "musisz zrobić tak to a tak". Daję narzędzia, instruuję jak je stosować i mówię,
                  że jakby były jakieś wątpliwości, problemy czy pytania - to proszę o telefon,
                  maila (wsparcie). Masz tu wędkę, ale rybkę to już musisz sama złowić. To Twoja
                  rybka, a nie moja.

                  > Odosnie porannego ubierania, ja pomagam moje 7 latce ubrać
                  > rajstopy, bo
                  > sama ze 30 minut by je ubierala, codziennie byśmy się spozniali.

                  Nie twierdzę, że jest białe, albo czarne. Nie chodzi o zimny wychów cieląt i
                  radź sobie we wszystkim. Naturalne, że dziecku się pomaga i nie ma w tym nic złego.

                  Ja piszę o sytuacjach, w których nie chodzi o rajstopy, ale o totalne
                  wyręczanie. Mama przygotuje ubranka, mama ubierze, mama umyje ząbki, mama
                  spakuje plecak, mama odrobi lekcje itd. itp.

                  pozdrawiam
                  r.
                  • 3-mamuska Re: samoodzielność i obowiązki 15.08.10, 03:16
                    > > jest w domu i wspiera w danej chwili, a nie nagada się a w domu
                    radz
                    > > sobie sam.
                    >
                    > Sorki, ale to jest najbardziej absurdalny argument jaki usłyszałem:))
                    > Czy jak idziesz do lekarza i on Ci zapisuje, że masz brać lek 3x
                    dziennie, robi
                    > ć
                    > sobie inhalacje 5x dziennie i nie dźwigać ciężarów to wymagasz od
                    niego, żeby
                    > onże lekarz zamieszkał z Tobą na czas kuracji po to, aby Cię
                    przypilnować, żeby
                    > ś
                    > w ustalonych godzinach robiła co zaordynował, a do tego pomagał Ci
                    nosić torby
                    > z
                    > zakupami?!
                    No widzisz wogole nie zrozumiales o co mi chodzilo.
                    Wiele rodzicow poprostu nie daje rady, gdy dziecko drze gebe przez
                    kilka godzin kopie i rozwala ze zlosci ze czegos nie odstalo.
                    Wtedy ona tam jest i pomaga mowi , a co im po twoim mailu, na ktorego
                    odpowiesz za kilka godzin, sorry ale czasem rodzice sa bezradni w danym
                    momecie i potrzebuja kogos obok siebie.
                    Nie twierdze ze twoja praca jest gorsza czy zla poprostu,ze jak masz
                    ciezka chwile to lepiej jest jak tos jest obok.

                    >
                    > Superniania to jest szoł. Czy sądzisz, że w czasie jednego odcinka
                    ona ustawia
                    > prawidłowe relacje w rodzinie? Sądzisz, że ona naprawdę z nimi
                    mieszka? To jest
                    > telewizja.
                    No widzisz kiedys ona sama mowla ze spedza u tych ludzi kilka dni a to
                    co jest pokazane w programie to kawaleczki i najistotniejsze sytlacje.
                    Do tego ona wcale nie lubi tego jak ja przedstawiaja w programie,
                    przyjdzie pomacha palcem i juz wszysko naprawione. Sorry ale przemawaia
                    przez ciebie cos jakby zazdrosc? Ze jej uchaja a ciebie nie?
                    >
                    > Ja, jako terapeuta wcale nie ograniczam się do wygłaszania sloganów w
                    stylu
                    > "musisz zrobić tak to a tak". Daję narzędzia, instruuję jak je
                    stosować i mówię
                    No wlasnie tylko ze czasem potrzebny jest ktos w danej chwili, bo mu
                    zal dziecka bo ma nerwy, bo ma dosc i chce spokoju, czasem czlowiek nie
                    wie czy juz dziecko przekroczylo bariery czy juz dac kare?
                    > Ja piszę o sytuacjach, w których nie chodzi o rajstopy, ale o totalne
                    > wyręczanie. Mama przygotuje ubranka, mama ubierze, mama umyje ząbki,
                    mama
                    > spakuje plecak, mama odrobi lekcje itd. itp.
                    Odnoslam sie do tego co napisales ze matka woli nie miec nerwow od
                    rana, wiec woli samemu ubrac czapke dziecku.A ty uznales ze robi blad
                    wrecza dziecko.
                    Sorry ale masz troche w sobie pychy, czasem lekarze/terapelci tak maja.
                    Nie wiesz jak to czasem bywa,z dziecmi zreszta masz racje ze nie wolno
                    robic z dziecka ofiary losu,ale moje dwojka sarszych dzieci jest bardzo
                    samodzielna wszystko ze mna robia gotuja pieka sprzataja,jak cos nie
                    wiedza czy im nie idzie to pokazuje ale nie zabieram, tylko pozwalam
                    robic tak jak im wychodzi mysla praktyka czyni mistrza.
                    Ale moj najmlodzy ma 2.8 miesiecy i nie powie ze jest glodny jak dam mu
                    cos do jedzenia do reki, to ugryzie 2 razy i zapomina a wiem ze jest
                    glodny to mi sie serce kraje,albo zgubi jak siedzi w wozku.Albo siedzi
                    przytula przytulanke i patrzy w sciane a obiad stygnie, nawet
                    terapeltka na zajeciach zrezygnowala jak maly sie zacial. Chciala go
                    nauczyc przez obrazki jak dac sygnal ze chce pic czy jesc.
                    Mysle ze jesli nauczy sie jesc za rok czy dwa to jakie tobedzie mialo
                    znaczenie za 20 lat, czy jadl sam w wieku 3 czy 4 lat. Moze sie myleale
                    tak podpowiada mi sece matki i tyle i tez trzeba to zrozumiec ze w gre
                    wchodza uczucia. Od wrzesnia wracamy na zajecia, czekamy tez na miejsce
                    w przedszkolu gdzie kazde dziecko na swojego nauczyciela, tam ucza
                    dzieci ale i rodzicow (bo rodzic moze zostawac z dzieckiem) w praktyce
                    i pokazuja co i jak robic.
                    Moze ty mi podpowiesz bo sama nie wie czy jak synek lezy na lozku czy
                    podlodze i przyklada do ust swoja przytulanke, i wydaje dzwieki jakby
                    ssal smoczka, ja wiem ze chce mleko i mu je daje, ale czy nie powinnam
                    poczekac az sam da sygnal czy zaprowadzi mnie pod lodowke i wezmie
                    mleko i poda zeby mu nalac- pytanie tylko ile godzin mam czekac?
                    Czy twoim zdaniem to wyreczanie dziecka nadopiekunczosc z mojej strony
                    pytam calkiem serio, co bys mi poradzil. Co z tego ze pytam mleko
                    wykonuje gest ktory oznacza mleko i powtarzam go od ponad roku gdy mu
                    daje mleko. Ja poprostu nie moge na to patrzec i tyle.
                    I to przyklad jeden z wielu.
                    • yula Re: samoodzielność i obowiązki 15.08.10, 10:55
                      Przesadzasz, roggalique mówi żeby nie przesadzać z tą pomocą, nie wyręczać ZAWSZE.
                      > > Ja piszę o sytuacjach, w których nie chodzi o rajstopy, ale o totalne
                      > > wyręczanie. Mama przygotuje ubranka, mama ubierze, mama umyje ząbki,
                      > mama
                      > > spakuje plecak, mama odrobi lekcje itd. itp.
                      Podejrzewam że pisze co pisze na podstawie doświadczenia, Syn już 6-lat temu
                      skończył terapie Voytą a ja do tej pory pamiętam bezsilną złość terapeutki na
                      rodziców którzy nie ćwiczyli dziecka "bo płacze", bo jej po prostu było szkoda
                      dziecka, wizyta raz w tygodniu nie pomoże.
                      Ważne jest by obserwować dziecko, zachęcać do samodzielności. Nie mówię że sama
                      nie robię błędów.
                      • monna16 Re: samoodzielność i obowiązki 15.08.10, 11:56
                        U nas młody obowiązków nie ma i pewnie źle, ale z samodzielnością walczymy cały
                        czas.
                        • klafuti Re: samoodzielność i obowiązki 15.08.10, 12:33
                          z moich rozmów ze znajomymi z tzw. dziećmi zdrowymi wynika,że z tymi
                          obowiązkami to bywa hm róznie. są dzieci garnące sie do pomocy i
                          takie,ktore mimo tego,że w domu podział ról i obowiązków jasny
                          ciągle stawiają opór.
                          ważne wydaje mi się przemycanie tego najpierw w formie zabawy ( u
                          nas niestety ciągle tak troche musi być a Wyjatkowy juz wyjątkowoo
                          niemały 8 latek już), no więc ścigamy się kto więcej kurzu pościera,
                          kto dokladniej wywiruje sałate, kto szybciej pościeli łózko itp.
                          Oczywiście chciałabym powiedzieć idź pościel łózko, albo jeszcze
                          lepiej nic nie mówić, tylko to zobaczyć...ale trudno, no jak jest
                          Wyjatkowo to i obowiązki wypełnia się w wyjątowy i niezwyczajny
                          sposób.dlatego czasem jestem naprawde zmeczona i niekreatywnie dre
                          sie no pościel w końcu to cholerne łózko...takie obowiązki to jednak
                          nic w porównaniu z moim obawami, jak Wyjatkowy da sobie rade w
                          zwykłych a dla niego niezwykłych samodzielnych sprawach.Zakupy,
                          jazda komunikacją miejską itp. mamy na to kilka lat, ale życie w
                          dużym mieście jakoś nie zachęca do takiego treningu u 8
                          latka.pomyśleć że ja w wieku 6 lat przechodzilam przez naprawde
                          ruchliwą ulice idąc do przedszkola hmm
                          • andevi Re: samoodzielność i obowiązki 15.08.10, 22:31
                            Z nauka samodzielnosci mojego synka problemow nie mam, choc w porownaniu z
                            rowiesnikami NT jest jeszcze baaaaardzo niesamodzielny...
                            Emocjonalnie jest na poziomie 2-latka, a wiec chwalenie, chwalenie pod niebiosa
                            i jeszcze raz chwalenie, no i jakos orzemy pod gore. Samodzielne zasypianie
                            wypracowalismy tak ok.pierwszego miesiaca zycia:) Karmilam go piersia do 3 lat i
                            dwoch miesiecy, wiec na noc zasypial przy piersi najczesciej, ale nie bylo
                            jojczenia typu mama jeszcze jedna bajeczka, chce siusiu czy pic i wylazenia z
                            lozka. Od piersi odstawil sie sam i od tej pory zasypia sam.Rytual wieczorny
                            przejal tez tatus, maly ma poza tym nowe lozko, pokoik calkowicie przemeblowany
                            (o dziwo zaakceptowal zmiany!), no i po kapaniu tatus go kladzie, mamusia wpada
                            miedzy jednym cysiem a drugim (mamy jeszcze 5-miesieczne niemowle) zaspiewac
                            kolysanke, mowimy sobie dobranoc i mama wychodzi.
                            Z samodzielnym siusianiem jest gorzej.Chodzi przede wszystkim o to, by mama byla
                            SWIADKIEM wielkiego wydarzenia, jakim jest korzystanie z toalety, no i bila
                            brawo.Bo rozebrac sie, spuscic wode (tak, tak!), ubrac spowrotem i nie nasikac
                            na deske maly potrafi juz sam. Kupe jednak nadal robi w pampka...
                            Samodzielne jedzenie? Hmmm...Nie da rady. Chyba, ze jest to jego ulubione danie,
                            to udaje mi sie go zachecic do tego, by sam wzial lyzke w lapki.Trzyma ja jak
                            lopate, ale trafia do buzi:)
                            Ubieranie? Tak, ubiera sie sam, z pomoca mamusi.Pomoc polega na tym, ze mamusia
                            spiewa piosenke.Sprzedaje slowa:
                            raz i dwa, naklada sie bluzeczke(spodenki, majteczki, skarpetki itp.)
                            raz i dwa, to bardzo krotko trwa
                            choc wiemy ze bluzeczka az dwa rekawki ma
                            to proste jest i latwe, gdy sie te prawde zna

                            Czasem musze mu pomoc zapiac zamek czy guzik.Mala motoryke ma niestety nieskladna.
                            Samodzielne przechodzenie przez ulice? Znaczenie swiatel juz poznal, wciska sam
                            guzik na przejsciu i czeka na zielone.No ale samego bym go jeszcze nie puscila
                            na dwor, za male dziecko.
                            Co do pomocy w domu, to uczestniczy aktywnie we wszystkich pracach, ktore ja
                            wykonuje. Od ukonczenia 3 roku zycia umie juz zaladowac pralke i wlaczyc pranie
                            (no, robi to zawsze pod moim nadzorem!) Zmywanie naczyn go fascynuje, bo mozna
                            sie pochlapac w wodzie z babelkami.Odkurzanie tez, choc to mnie dziwi,bo zawsze
                            bal sie dzwieku odkurzacza. No ale nazwal sobie odkurzacz autem, i chyba cos mu
                            sie w lepetynce poprzestawialo, ze zaakceptowal ten dzwiek.Asystuje przy
                            wieszaniu prania, podaje sztuki bielizny nazywajac, co to i do kogo nalezy. Umie
                            posprzatac swoje zabawki, segreguje tez.Powtarzam mu,poslugujac sie gestami, ze
                            wolno mu tylko jedna ksiazeczke wziac, a potem odstawic na miejsce, zanim wezmie
                            druga, no i zalapal, o co chodzi. Niestety, z wlasnej inicjatywy jeszcze sie za
                            sprzatanie nie wezmie, ale to dopiero 4-latek:)
                            No, dosyc juz tego chwalipiectwa, bo zaraz pekne z dumy nad moim Autikiem:)
                            • nurich Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 10:27
                              podczepiając się pod interesujący temat zapytam:
                              co robić z brakiem motywacji? z brakiem chęci do poznawania "nowego?

                              U nas nauczenie się czegokolwiek nowego, nowego obowiązku czy prostej czynności
                              kończy się stwierdzeniem "nie, bo nie", "nie, bo nie chce", "nie, bo nie umiem"
                              Najczęściej pada to ostatnie.
                              Kwestia ubierania się samodzielnego dalej nie rozwiązana: bo on będzie nago
                              chodził cały dzień " nie, nie umiem".
                              Nawet sprawy normalnie interesujące dla innego dziecka kończą się "nie, nie
                              umiem", np jeździć na rowerze.
                              On nie podejmuje z własnej woli żadnej próby, nagrody, zachęty nic nie dają,
                              kary tym bardziej.
                              Kilka podstawowych spraw załatwiliśmy przymusem, co trwało miesiącami i przelane
                              zostało może łez (naszych wspólnych).
                              Co robić? Bo mam wrażenie że skarpetki i majtki będe mu zakładać wiecznie.
                              • jan.kran Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 12:42
                                ***Co robić? Bo mam wrażenie że skarpetki i majtki będe mu zakładać wiecznie

                                ---------> A ile syn ma lat ?
                                Ja miałam diagnozę opóżnienie i zaburzenia percepcji kiedy syn miał cztery lata.
                                To było ZA ale kilkanaście lat temu diagnostyka nie była tak daleko posunięta.

                                Przyjęłam do wiadomości , miał terapie , rok klasy wyrównawczej.
                                Do ósmego roku życia ubierałam Go od stóp do głów. Stał jak manekin a ja
                                wkladałam majtki skarpetki i inne etcetery .
                                Najgorzej było zimą bo czapeczka i rękawiczki itd.
                                Mieszkaliśmy na bawarskiej wsi i był rano tylko jeden autobus dowożący do
                                szkoły , autem nie jeżdżę więc musiałam wstawać bladym świtem żeby zdążyć.
                                Jakoś powoli zaczął się ubierac sam ale tych ośmiu lat do końca życia nie zapomnę...
                                Dziś ma prawie 21 lat i ubiera się sam , bardzo elegacko. Nosi koszule ,
                                porządne spodnie z kantem , kamizelki i marynarki. Wszystko prasuje sam ,
                                nawet najbardziej skomplikowane koszule.
                                I moje ubrania też , nie wiem kiedy miałam żelazko w ręce...
                                • klafuti Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 13:08
                                  i wątek przedmówczyni mnie krzepi:)) bo chcialabym wychować faceta,
                                  który bedzie kiedyś partnerem dla kogoś w dzieleniu się
                                  obowiązkammi. wspomniany po drodze temat motywacji i zasiania chęci
                                  żey dziecku się chciało chcieć jest dla mnie też ogromnym wyzwaniem.
                                  ręce mi czasami opadają z bezsilnosci na ciągłe nie mam czasu
                                  czytam, rysuje gram oglądam itp. na moje prośby żeby pomógł w
                                  domowym rozgardiaszu ( jasno wie co ma za obowiązki). Kiedy był
                                  młodszy było łatwiej przemycić to w zabawie, teraz sa dyskusje i
                                  argumenty i moje usilne staranie by nauczanie _empatii_ nie poszło
                                  na marne. podzielcie się Waszymi sposobami na to jak i co mówić, jak
                                  przekonywać tych buntowników, ktorzy mają wiele ciekawszych zajęć
                                  niz pomaganie w myciu naczyń itp.?
                                  • 3-mamuska Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 18:16
                                    No wlasnie u mnie brak motywacji.Jesli go cos interesuje to caly dzien
                                    to robi,Woda np.Wie jak wlaczyc pralke tylko datego ze Woda tam leci w
                                    szufladzie na proszek i mozna wsadzic reke.To samo jest z mowa, on jej
                                    nie uzywa bo nie ma motywacji, lub nie rozumie ze mowa mozna
                                    osiagnac/dostac Dana rzecz. Np. Bawiac sie bankami mydlanymi to powie
                                    banka,ale jesli sie chce nimi bawic to nie powie tylko Sam bedzie sie
                                    wdrapywal na szafke, żeby wziasc samemu.Jedzenie I ubieranie to nie
                                    temat ktory go interesuje, wiec uczenie sie tego go nie kreci.
                                    • monna16 Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 23:10
                                      My z samodzielnym ubieraniem się walczymy od dwóch lat. Młody teraz ma sześć i
                                      pójdzie do zerówki. Dwa lata chodził do przedszkola na 7-mą, więc rano ubierałam
                                      go sama. Wieczorami próbował sam się ubierać w piżamę ale trwało to godzinami.
                                      Teraz ubranie się rano (w letnie ciuchy) zajmuje mu od 0,5-1,5h w zależności od
                                      dnia i humoru. I choć żal mi go bardzo że tyle czasu nad tym spędza, to nauczyć
                                      go w końcu muszę, bo aż strach pomyśleć kto go w szkole po w-fie ubierze. No ale
                                      mamy jeszcze rok...
                                    • andevi Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 23:24
                                      Kolezankom nie chialo sie zajrzec do poczatku watku:) Rogallique odpoweidzial
                                      juz na zadawane przez Was pytania.A ja jeszcze raz powiem to samo, tylko
                                      lopatologicznie: jasne struktury, rytm i zero pustych momentow. Dziecko
                                      autystyczne MUSI miec plan dnia, zaplanowana kazda chwile od momentu wstania do
                                      momentu pojscia spac, inaczej gubi sie w chaosie. Poslugiwac sie pictogramami i
                                      sekwencjami, a nie nawijac makaron na uszy, bo dzieciak czesto tego po prostu
                                      nie lapie. No, moj malec skwitowal kiedys nadawanie babci jednym stwierdzeniem:
                                      babcia zum zum zum. Komunikat trzeba tlumaczyc na jezyk Tych Z Obcej Planety:)
                                      No i samemu sie nie wykpiwac, ze nie mam ochoty stosowac sie do zalecen
                                      terapeuty, bo (wstaw tu sobie swoje zwykle wymowki i porownaj z tymi twojego
                                      dziecka. Co, echolalia ci wyszla?) Zaopatrzyc sie w proste pomoce typu tablica i
                                      kilka swistkow z czarno-bialymi rysunkami, no i do roboty!
                                      • klafuti Re: samoodzielność i obowiązki 16.08.10, 23:55
                                        andevi napisała:

                                        > Kolezankom nie chialo sie zajrzec do poczatku watku:) Rogallique
                                        odpoweidzial
                                        > juz na zadawane przez Was pytania.A ja jeszcze raz powiem to samo,
                                        tylko
                                        > lopatologicznie: jasne struktury, rytm i zero pustych momentow.
                                        hmmm zgaduje Andevi, że Ty laikiem nie jesteś ? myle się:)?mam na
                                        myśli wykształcenie?ot tak mentorsko troche zabrzmiało to co
                                        napisałaś.absolutnie się nie nadymam, ani nie czuję pouczana, tylko
                                        czasem przeżywam sytuacje z moim nadwyraz mądrym ZA, który w wieku
                                        wczesnoszkolnym jest bardzo chetny do wszelkich dyskusji i
                                        kontrargumentowania( doceniam jednakowoż bo to treningu kaawał
                                        społecznego i obrona swoich racji kiedyś mu wyjdzie na dobro).
                                        coś z czym nie zawsze sobie radzę, to właśnie częsta jego niechęć do
                                        tzw.prozy życia, bo czym innym są te obowiązki i samodzielność?jeśli
                                        Aspi ma tyle świetnych rzeczy do zrobienia, wykreowania,
                                        wynalezienia to przecież nie będzie do cholery podłogi zamiatał i
                                        chętnie ciasteczek piekł z mamą.po prostu czasami brak pomysłu mi
                                        jak zmotywować, a nie należę do tych co robią dziecku zum zum zum (
                                        piękne uśmiałam się ;))ani tych wojskowych co pod przymusem i gdzie
                                        ten złoty środek?
                                        • iska2009 Re: samoodzielność i obowiązki 17.08.10, 09:28
                                          Ha! a u nas to jest tak, ze wszystko zalezy od motywacji, jesli po
                                          ubraniu COS SIE ZDARZY fajnego oczywiscie, co lubi, to ubiera sie
                                          blyskawicznie, co wiecej potrafi sobie sam wyjac ubranie z komody,
                                          czasem pomyli strony, ale to detal. Jak motywacji brak, tzn. trzeba
                                          sie ubrac i juz, to trwa to godzinami, myla sie strony, skarpety
                                          laduja na nogach pieta do gory itd. Wszystko co dookola sie znajduje
                                          jest ciekawsze od wykonywanej czynnosci, zreszta podobnie jest z
                                          jedzeniem. Staram sie "uprzatac" teren przed operacja UBIERANIE,
                                          zeby nic nie odwracalo uwagi, na motywacje jednak brak mi pomyslow :)
                                          Aha i u nas piktogramy nie dzialaja - probowalam - zreszta terapeuta
                                          nam je odradzil...
                                          • monna16 Re: samoodzielność i obowiązki 17.08.10, 22:22
                                            iska2009 napisała:
                                            >jesli po
                                            > ubraniu COS SIE ZDARZY fajnego oczywiscie, co lubi, to ubiera sie
                                            > blyskawicznie, co wiecej potrafi sobie sam wyjac ubranie z komody,
                                            > czasem pomyli strony, ale to detal. Jak motywacji brak, tzn. trzeba
                                            > sie ubrac i juz, to trwa to godzinami, myla sie strony, skarpety
                                            > laduja na nogach pieta do gory itd.

                                            U nas jest dokładnie tak samo. Tym co motywuje młodego do szybkiego ubierania
                                            się to wyjście z domu. Jeżeli z różnych powodów nie możemy wyjść, to nic nie
                                            jest w stanie go zmotywować.
                                      • gepardzica_z_mlodymi Re: samoodzielność i obowiązki 17.08.10, 10:33
                                        No, cóż my do roboty aię wzięliśmy a efekty mierne - nasz aspi ma
                                        gdzieś plany dnia, gdzie jest konieczność wychodzenia, robienia
                                        czegoś spoza jego fiksacji. Nawet dwaj Obcy się niespecjalnie
                                        dogadują. Cóż do każdego trzeba znaleźć klucz o nieco innym wzorze.
                                        Przyznam, że Twój post mnie rozdrażnił.
                                        • klafuti Re: do gepardzicy 17.08.10, 12:47
                                          nie wiem co konkretnie Cię rozdrażniło w moim poście więc nie moge
                                          argumentować,jeśli uznasz to coś ważnego to jestem otwarta na
                                          dyskusje.Powiem tylko tyle,że u nas jest właściwie ciągła walka z
                                          dzieciakiem, ktory poza swoimi pasjami świata nie widzi i tojest
                                          wykańczające, stąd moja chęć dyskusji na ww temat, jak robią to inni
                                          czy im się udaje robić to inaczej, lepiej. oczywiście że do każdego
                                          dziecka inny klucz, to nie podlega dyskusji, ale wymiana taka jak
                                          tutaj na forum może naprowadzić na jakiś pomysł i może zmianę
                                          podejścia, albo danie sobie i dziecku spokoju świętego bo i tak to
                                          niewiele ma sensu?zadawanie pytan zawsze prowadzi do jakiejś nowej
                                          wiedzy.
                                          • 3-mamuska Re: do gepardzicy 17.08.10, 23:16
                                            Kolezankom nie chialo sie zajrzec do poczatku watku:) Rogallique
                                            odpoweidzial
                                            juz na zadawane przez Was pytania.A ja jeszcze raz powiem to samo,
                                            tylko
                                            lopatologicznie: jasne struktury, rytm i zero pustych momentow. Dziecko
                                            autystyczne MUSI miec plan dnia, zaplanowana kazda chwile od momentu
                                            wstania do
                                            momentu pojscia spac, inaczej gubi sie w chaosie. Poslugiwac sie
                                            pictogramami i
                                            sekwencjami, a nie nawijac makaron na uszy, bo dzieciak czesto tego po
                                            prostu
                                            nie lapie. No, moj malec skwitowal kiedys nadawanie babci jednym
                                            stwierdzeniem:
                                            babcia zum zum zum. Komunikat trzeba tlumaczyc na jezyk Tych Z Obcej
                                            Planety:)
                                            No i samemu sie nie wykpiwac, ze nie mam ochoty stosowac sie do zalecen
                                            terapeuty, bo (wstaw tu sobie swoje zwykle wymowki i porownaj z tymi
                                            twojego
                                            dziecka. Co, echolalia ci wyszla?) Zaopatrzyc sie w proste pomoce typu
                                            tablica i
                                            kilka swistkow z czarno-bialymi rysunkami, no i do roboty!

                                            Oj chcialo sie czytac i przeczytalam, nawet kilka razy. I dalej nic nie
                                            wiem co robic gdy maly zawiesi sie i nie chce jesc,lezy i patrzy
                                            pusto.mam mu pokazac kartke z talerzem? Moge powiesic plakat na cala
                                            sciane jesli to pomoze, nie wiem jak do niego dotrzec.
                                            Tylko ze ja wlasnie nie wiem co zrobic i wlasnie tu rozumiem sukces
                                            programu superniani, bo to co napisal pan terapeuta i ty nic mi nie
                                            daje bo nie wiem w jakim momecie co robic. Jestem na samym poczatku,
                                            nie wiem dokladnie jak podejsc.
                                            Bo nawet na terapi babka chciala zaczac z nim pracowac nad tym ze jesli
                                            chce owoc, to ma za moja pomoca podac jej naszykowana kartke,z bananem
                                            to on zrezygnowal z jedenia i przez 15 minut gapil sie w sciane i nic
                                            do niego nie docieralo.Fakt ze na 3 zajeciach to robilismy i za kazdym
                                            razem bylo to samo. I wlasnie powiedzcie mi ile razy czy godzin mam z
                                            nim siedziec pokazyac obrazek , i nie rzucajcie sloganami rysunki i
                                            wescie sie do pracy ale jak? Dokladnie krok po kroku.
                                          • gepardzica_z_mlodymi Re: do gepardzicy 18.08.10, 16:50
                                            Napisałam pod postem Andevi i chodziło mi o ton jej wypowiedzi.
                                            Ja zresztą telepaniem reaguję na to, gdy terapeuci za wszystkie
                                            niedomogi dziecka obwiniają rodziców i ich nieudolność - uprzedzam,
                                            że miałam też tak narodzeniem własnych dzieci. Zwykle to, co robią
                                            rodzice trudniejszych dzieci, dobrze by zadziałało w przypadku
                                            zwykłych dzieci ale w przypadku tych wyjątkowych już nie starcza i
                                            nie jest to wina rodziców.
                                            Podobnie z tym co pisał R. - to nie musi być lęk przed byciem
                                            postrzeganym jako ześwirowana rodzina ale pogodzenie się z tym i
                                            ZROZUMIENIE, że świat dziecka jest inny.
                                            Ja zauważyłam, ze przez terapeutów, nauczycieli często przemawia
                                            pycha, dopóki ich samych podobny problem (jak dziecko
                                            niepełnosprawne) nie dotknie osobiście:P
                                            • klafuti Re: do gepardzicy 18.08.10, 17:28
                                              gepardzica_z_mlodymi napisała:
                                              >.
                                              > Ja zauważyłam, ze przez terapeutów, nauczycieli często przemawia
                                              > pycha, dopóki ich samych podobny problem (jak dziecko
                                              > niepełnosprawne) nie dotknie osobiście:P
                                              Zgadzam sie z powyższym,myślałam naiwnie,że w tych ludziach
                                              uprawiających zawody opierające sie na wielkim zaufaniu pacjentów
                                              znajde wiecej niż gdzie indziej empatii, zrozumienia takiego głęboko
                                              ludzkiego.Powiem szczerze, moje ideały i autorytety, na których tak
                                              by się czasem chciało oprzeć sięgnęły bruku. Słucham ich słucham, a
                                              potem i tak ide robic swoje, dlatego fanką Superniani nie jestem
                                              choć w sensie ogólnospołecznym pewnie to kawał dobrej roboty
                                              edukacyjnej dla przeciętnego Kowalskiego i oko na dziecko jego mu
                                              otwiera. Mnie nie przekonuje, no ale Wyjątkowy jest wyjątkowy i nie
                                              dla niego superniania z jej jeżykami.
                                              • czarna_ida Re: do gepardzicy 19.08.10, 08:23
                                                bo Superniani nie wyszloby z takimi dziecmi jak nasze. Poza tym ona
                                                pokazuje rodzicow, ktorzy tak jakby na wlasne zyczenie narobili
                                                sobie bigosu wychowawczego.. Mogę się założyć ze pewnie byly
                                                zgłoszenia od rodzicow dzieci z adhd, autyzmem, czy z ZA..No ale
                                                takie choroby, to takie nie medialne, niz te niepelnosprawnosci
                                                fizyczne.Mam odczucia podobne, ze jesli ktoś nie doświadczyl tego na
                                                wlasnej skórze.Tak samo lekarze, psycholodzy. A z psychologami jest
                                                tak ze jesli ktoś nie mial konkretnego przypadku, nie wie jaką
                                                diagnozę postawić to tego nie powie. Bo kasa za wizyte nie
                                                smierdzi.A ze rodzic iles tych specjalistów odwiedzi zeby trafić na
                                                wlasciwe osoby, to jego. My tak mielismy, iles wizyt prywatnie,
                                                zadnych wnioskow, zadnych wskazań, nic.
                                              • czarna_ida Re: do gepardzicy 19.08.10, 08:23
                                                bo Superniani nie wyszloby z takimi dziecmi jak nasze. Poza tym ona
                                                pokazuje rodzicow, ktorzy tak jakby na wlasne zyczenie narobili
                                                sobie bigosu wychowawczego.. Mogę się założyć ze pewnie byly
                                                zgłoszenia od rodzicow dzieci z adhd, autyzmem, czy z ZA..No ale
                                                takie choroby, to takie nie medialne, niz te niepelnosprawnosci
                                                fizyczne.Mam odczucia podobne, ze jesli ktoś nie doświadczyl tego na
                                                wlasnej skórze.Tak samo lekarze, psycholodzy. A z psychologami jest
                                                tak ze jesli ktoś nie mial konkretnego przypadku, nie wie jaką
                                                diagnozę postawić to tego nie powie. Bo kasa za wizyte nie
                                                smierdzi.A ze rodzic iles tych specjalistów odwiedzi zeby trafić na
                                                wlasciwe osoby, to jego. My tak mielismy, iles wizyt prywatnie,
                                                zadnych wnioskow, zadnych wskazań, nic.
                                                • roza_am Re: do gepardzicy 19.08.10, 13:01
                                                  Na pewno był jeden odcinek Superniani o chłopcu z ADHD. superniania.onet.pl/3,1509813,odcinki.html
                                                  ZA/autyzmu nie pamiętam, ale też nie oglądałam regularnie.
                                                • 3-mamuska Re: do gepardzicy 19.08.10, 13:10
                                                  > bo Superniani nie wyszloby z takimi dziecmi jak nasze. Poza tym ona
                                                  > pokazuje rodzicow, ktorzy tak jakby na wlasne zyczenie narobili
                                                  > sobie bigosu wychowawczego.. Mogę się założyć ze pewnie byly
                                                  > zgłoszenia od rodzicow dzieci z adhd, autyzmem, czy z ZA..No ale
                                                  byl odcinek super ninani gdzie byl chlopiec z adhd.
                                                  Ja ogladalam supernianie i czasem jakies rady mi sie przydaly i inaczej
                                                  patrzylam na pewne zachowania dzieci. Nie twierdze ze ona to jest super
                                                  extra, bardziej chodzilo mi o to ze terapelta siedzi w gabinecie i
                                                  powie porady , a jak czlowiek sam w domu to nawet nie wie do konca jak
                                                  zastosowac.
                                                  Ona bedac w domu gdy dzielo wrzeszczy a rodzic ma dosc i chcetnie by
                                                  odposcil to ona jest obok i nie pozwoli na zalamanie.
                                                  R napisal ze mamuski nie sluchaja, a superniania to szol.
                                                  Tylko po jego wypowiedzi widac dlaczego, bo sie nagadal i co ja nadal
                                                  nie wiem jak nauczyc synka jedzenia.
                                                  W wychodzi wlasnie typowa pomoc psychologow- terapeltow.
                                                  • andevi Re: do gepardzicy 19.08.10, 23:50
                                                    Klafuti, ani terapeuta, ani lekarzem czy innym specem nie jestem. Jestem
                                                    mamuska, jak i Wy wszystkie, do tego podobnie jak 3-mamuska mamuska na
                                                    samiutkim poczatku drogi, nawet jeszcze bez diagnozy.Tez musialam przerobic
                                                    wszystkie etapy dochodzenia do akceptacji faktu, ze moje dziecko, moj maz i
                                                    siostrzeniec meza, jak i moja tesciowa sa z Innego Swiata, i niekoniecznie z tej
                                                    samej planety...Mialam chwile calkowitego zalamania, gdy czulam sie osamotniona,
                                                    niezrozumiana, odsylana przez lekarzy od Annasza do Kajfasza, gdy mi dziecko dwa
                                                    tygodnie nic do ust nie chcialo wziac. Nie jest mi lekko, tym bardziej, ze
                                                    jestem na obczyznie i nikogo bliskiego tu nie mam. Holandia to nie El Dorado,
                                                    choc system opieki inny, ale tez o swoje trzeba z pazurami i klami walczyc.Moze
                                                    dlatego wlasnie stalam sie twarda i sprawiam wrazenie, ze swietnie sobie radze,
                                                    gdy faktycznie chcialabym w ch...wszystko rzucic i nareszcie miec troche czasu
                                                    tylko dla siebie.
                                                    3-mamuska, pytasz, wiec Ci odpowiem.Kazde dziecko jest inne, nie ma ogolnej
                                                    instrukcji obslugi Wyjatkowych, bo kazde z naszych dzieci jest wyjatkowe i
                                                    niepowtarzalne, do kazdego jest inny klucz.To, co dziala u mojego synka, nie
                                                    musi dzialac u Twojego, i odwrotnie. Dlatego jesli tylko masz terapeute, stosuj
                                                    sie do jego/jej rad.Ktos, kto pracuje na co dzien z twoim dzieckiem i poznal je,
                                                    naprawde moze Ci wiecej pomoc niz ktos online. Jasne, taki pedagog domowy by sie
                                                    przydal, ja tez o kims takim marze! Mam sasiadke z gory, ktora jest terapeutka,
                                                    przychodzi do nas od czasu do czasu i cos podpowie.No ale oranie po ugorze musze
                                                    robic sama.
                                                    Moj synek nie mowi, wiec komunikacja werbalna odpada.Stad pictogramy.Mam taka
                                                    tablice magnetyczna, a do niej kwadraciki z rysukami, prostymi, schematycznymi i
                                                    jasnymi. Zaczelam na poczatek z trzema dotyczacymi jedzenia. Obiad to byl
                                                    pictogram przedstawiajacy talerz, na talerzu udko, obok talerza lyzka i widelec.
                                                    Przynioslam z piwnicy krzeselko do karmienia.Maly zwiewal mi bowiem od stolu,
                                                    gdy go sadzalam na normalnym krzesle. Tak wiec byl zakulbaczony jak niemowlak i
                                                    mial wlasny stolik wpiety do fotelika.A na stoliku najpierw ladowal kwadracik z
                                                    rysunkiem. Do tego komunikat slowny i gest "jemy".Jedno slowo i jeden gest.Wazny
                                                    tez kontakt wzrokowy, by dziecko nie tylko slyszalo polecenie, ale i widzialo.
                                                    Na poczatku byly protesty, wrzaski, walki trwajace i do godziny.Kosztowalo mnie
                                                    to duzo zdrowia, by nie wybuchnac.Maly byl spocony, ja ledwo zylam, ale trzy
                                                    kesy byly zjedzone. Acha, moj maly nie jadal nic innego jak kuleczki z jogurtem,
                                                    slodkie buleczki drozdzowe z rodzynkami i mleko oraz ewentualnie chleb z maslem
                                                    orzechowym czy z nutella na sniadanie albo kolacje, a na obiad tylko jeden
                                                    rodzaj zupy.No i pilnowal, by zawsze bylo to samo.Jak sie pojawilo cos innego,
                                                    nawet z jego ulubionego zestawu, nie ruszyl. Chodzilo nie tylko o to, by mu
                                                    rozszerzyc diete, ale by tez wiedzial, ze to mama rzadzi, a nie on, i by jadl
                                                    tez w obcych miejscach.Na poczatek robilam bardzo male porcje, takie na
                                                    doslownie trzy kesy.Chleb kroilam w kosteczki (nozyczkami swietnie sie to robi)
                                                    i takie kostki centymetr na centymetr mu podawalam. Nie akceptowal skorki od
                                                    chleba. Zrezygnowalam z koperkow, szczypiorkow i pietruszek na jajku, pilnowalam
                                                    tez, by pieczywo nie mialo ziarenek, tylko gladka skorke. Dopoki maly mial jesc,
                                                    picto lezal na stoliku i jak zacieta plyta powtarzalam "jemy".Jak maly
                                                    wrzeszczal, wychodzilam z pokoju, zostawiajac go samego, uspokajal sie, to
                                                    wracalam (byl caly czas przypiety w foteliku).No i kontynuowalismy.Nie
                                                    odpuszczalam, mial zjesc trzy kesy. Czesto bylo tak, ze pierwszy kes bral do ust
                                                    i wypluwal albo zwracal, drugi juz pogryzl, ale tez zwrocil, ale trzeci juz
                                                    poszedl w calosci:) Bylam konsekwentna, ale i spokojna, nic na przymus. No, po
                                                    trzech czy pieciu takich akcjach dziecko zaczelo jesc. Czasem naprawde czegos
                                                    nie jest w stanie przelknac, zostajemy wtedy przy tych trzech kesach, ale
                                                    najczesciej zjada cala porcje. Sukcesem jest to, ze je juz na miescie, nawet
                                                    sprobowal dzis smazonej ryby, choc ryby nie znosi. Osiagnelam to, ze przy mamie
                                                    czuje sie bezpieczny, i od mamy przyjmie jedzenie. Chociaz tatusiowi tez udaje
                                                    sie go nakarmic. Nie wiem, jak jest w innych sytuacjach, gdy mnie obok nie ma.
                                                    Coz, pracujemy dalej.
                                                  • 3-mamuska Re: do gepardzicy 20.08.10, 04:10
                                                    Wielkie dzieki za dosc obrazowe wyjasnienie.
                                                    Moj synek tez nie mowie i nie rozumie, w ostatnich tygodniach, zaczal
                                                    sie odwracac na swoje imie i rozumnie masz i idziemy papa, chodz jesli
                                                    sie bawi czy skopi sie nad czyms to nic z tego.
                                                    Masz racje z malym jest inny problem, bo on siedzi w krzesle ze
                                                    stolikiem ma widelec, sa dni ze zje 3-4 widelce, ale wiekszosc nie chce
                                                    poprostu siedzi, i wlasnie gorzej bo je tylko ziemniaki badz makaron,
                                                    ale mieso lub warzywa sam nie ruszy. Do tego jest tak ze on 2 dni je i
                                                    juz mysle super poprawilo sie a potem tydzien 2 znow to samo. Do tego
                                                    jest tak ze jak sie zawiesi to moze siedziec i siedzic jak w wozku
                                                    spokojnie nawet 5 godzin( sprawdzone)
                                                    mamy terapeltke ale 2 godziny tygodniowo, tez starala sie go na obrazki
                                                    uczy co prawda przed wakacjami tylko, na 3 zajeciach ale maly sie
                                                    zawiesil no i rezygnowalismy bo czas, 20 minut na przekaske minal.
                                                    Wlasnie z nim tak jest ze albo naje sie z lodowki sam jogurtow badz
                                                    mleka z kartonu napije, albo siedzi na krzesle/kanapie/ppdlodze i mieli
                                                    buzia jak do smoczka i przytula przytulanke i tak moze
                                                    siedziec,sprawdzone jest to ze potrafi o 7 rano wypic mleko i do 14-15
                                                    nic nie zjesc.
                                                    Myslam przeglodzi sie to sam zje a tu nic, do tego schudl,600g w
                                                    ostatnich kilku tygodniach.
                                                    Do tego bardzo lubil platki z mlekiem od 2 tygodni nie ruszy.
                                                    Teraz jestesmy po przeprowadzce, i nie jestesmy jeszcze zbyt
                                                    zorganizowani, ale posilki zawsze jemy razem,jemy razem ze wzgledu na
                                                    starsze dzieci no i nas jako rodziny.
                                                    Najsmieszniejsze jest to ze on jak mial rok to jadl duzo roznych rzeczy
                                                    i kanapki i zupy, teraz jego jadlospis to kilka rzeczy. Nie je slodyczy
                                                    a jak juz to raz na kilkanascie dni jajko niepodzianke.
                                                    Jedzenie dla to nie istotna sprawa, mam nadzieje ze po otrzymaniu
                                                    diagnozy bedziemy mieli lepszy dostep do terapi no i znajdzie sie
                                                    miejsce w przedszkolu gdzie kazde z dzieci ma swojego nauczyciela
                                                    odrebny progra i scisle wspolpracuje sie z rodzicami, jesli ucza
                                                    ubierania to marka robi to samo w domu, jesli ucza korzystania z
                                                    toalety to to samo w domu. Wiec mam nadzieje ze ruszymy.
                                                    A najwiekszy proble to to ze on rezygnuje przy najmniejszej
                                                    przeszkodzie,jedynie gdzie widac bunt to strefa wody( przelewanie
                                                    wylewanie) schemat chodzenia na spacer z hulajnoga,i jezdzenia z nia
                                                    przez progi nie mozna mu pomagac bo on musi sam, nawet jesli mu nie
                                                    wychodzi bo gdy mu pomoge to i tak wraca do tego samego miejsca gdzie
                                                    sie wtracilam.
                                                    Jesli czym sie bawi lub robi cokolwiek i mu sie zabierze lub nie
                                                    pozwoli, odbiega z placzem, ale juz po kilku metrach przestaje plakac i
                                                    robi cos innego szybko rezygnuje. Nie wiem czy obrazowo to pokazalam, o
                                                    co tak naprawde chodzi on jest poprostu bierny.
                                                    Zakladanie pieluchy i ubieranie to pryszcz bo to jedyne dziecko co nie
                                                    ucieka, daje sie ubrac i nawet pomaga wlozyc ubranie w co go ubiore
                                                    jest ok, nie zwraca uwagi.
                                                    Jesli chce byc przytulony to staje obok mnie i stoi, ale jesli odejde
                                                    to on tak stoi i juz albo idzie za mna, ale tak bez pokazania jakis
                                                    emocji ze go nie wzielam.
                                                    Emocje wychodza czasem przy butelce z mlekiem, czasem sie zlosci ale
                                                    nie wiem czemu o to ze za dlugo czekal ze zle podane bo pp chwili
                                                    bierze i pije. Ma butelce nie ma smoczka tylko ustnik.
                                                    No ale wierze ze znajde do niego klucz dostepu.
                                                    Tylko musze poszukac, bo ja nie odpuszczam jak nie wiem co robic to
                                                    szukam.
                                                    Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka