Dodaj do ulubionych

Nie radzę sobie

27.02.12, 18:59
Nie potrafię dotrzeć do mojego dziecka, mój synek żyje jakby w swoim świecie i nie umiem go z tego wyciągnąć. Czekam na wizytę w PPP,ale póki co nie wiem jak z nim postępować,bo z dnia na dzień wydaje mi się,ze jego stan się pogarsza. Zaczynam mieć powoli dosyć mojego synka,i jest mi ciężko,zwłaszcza jak przyjeżdżają goście,a mały cały ten czas spędza mi na kolanach,zatyka przy tym uszy. Denerwuje mnie tym,ze wszystko specjalnie rozrzuca,a potem nie sprząta tylko czeka aż ja to zrobię. Najbardziej mnie dobija,ze wymuszanie samodzielności wywołuje u niego histerię,nie mam sił już go karmić,ubierać,bawić się z nim,sprzątać.Nie jestem stworzona do wychowywania dziecka niepełnosprawnego,jeśli się okaże,ze syn taki jest.A może ja sama powoduje u niego taki stan,może on czuje moje zmęczenie i irytację? Jak Wy sobie radzicie?
Obserwuj wątek
    • rohatyna Re: Nie radzę sobie 27.02.12, 19:28
      Świetnie Cię rozumiem - w skrócie powiem tak -dziecko na diagnozę i terapie - Ty do kosmetyczki i fryzjera i na plotki z kumpelami. Na początku stosowałam to i działało - teraz jestem trochę wypalona - ale może jakoś się podniosę - czego i Tobie życzę - Rohatyna
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Nie radzę sobie 27.02.12, 20:17
      Ja mogę napisać to samo - nie czuję się stworzona do wychowywania dziecka autystycznego. Ale czuję, że daję radę. Pomaga mi w tym gotowość do dzielenia się tym wychowywaniem z małżonkiem, opiekunkami, wychowawcami, terapeutami, dalszą rodziną. Sama na pewno bym tego nie uniosła. W najgorszych momentach po prostu ograniczałam czas spędzany z dzieckiem, byśmy mieli jak najwięcej pozytywnych doświadczeń a jak najmniej negatywnych ze sobą i zajmowałam się sobą oraz pozostałymi dziećmi.
      • mruwa9 Re: Nie radzę sobie 27.02.12, 23:35
        ja nie roztrzasam sytuacji pod katem tego, czy jestem, czy nie estem stworzona do wychowywania dziecka specjalnej troski. takie myslenie to slepa uliczka i donikad nie prowadzi (poza frustracja). Mnie wystarczy, ze jestem stworzona do bycia mama moich dzieci. A moje dzieci sa,jakie sa i inne nie beda. I takie je kocham.
        A poniewaz akceptuje je takimi, jakie sa, nie mam wobec nich oczekiwan z kosmosu. Meczy halas? Co za problem sprawic ochraniacze na uszy ( dostepne w marketach budowlanych). Potrzebuje pomocy w samoobsludze? No to ja otrzyma, co za problem (BTW moje 11-letnie dziecko jest ciagle zapieluchowane cala dobe i z garderoby potrafi co najwyzej sie rozebrac, ubierac- nie). Bierzemy na tapete rozne tematy i problemy po kolei, pojedynczo, nie wszystko na raz.To indywidualne mozliwosci dziecka ustalaja tempo i kierunek rozwoju, nie moje chciejstwo czy nadmiernie wybujale, nieprzystajace do rzeczywistosci, aspiracje. Bo pewnych rzeczy i tak nie przeskocze, moze w zwiazku z tym pewne umiejetnosci dziecko posiadzie wolniej, ale za to w domu jest zdrowa atmosfera, bez miotania sie, depresji i pretensji do losu. Polecam
    • ez-aw Re: Nie radzę sobie 27.02.12, 23:51
      W pełni Cie rozumiem, miałam to samo. Wiele razy dzwoniłam do męża by przyszedł szybciej z pracy, bo ja nie daję rady. Ciężki czas :/
      Zmiana nastąpiła, gdy syn zaczął terapię. Mi pomogło:
      1 - Podczas zajęć z WWR siedzę i obserwuję, jak specjaliści sobie radzą z dzieckiem. Uczę się i wdrażam to w domu. Bardzo pomaga mi, syn się bardziej słucha. Teraz jest dużo łatwiej z nim przebywać, ja się już tak nie denerwuję, przestałam podnosić głos itp.
      2 - wideo-trening. Kobieta nagrywała nasze codzienne życie i sposób radzenia sobie. Później omawialiśmy to: co było dobrze, gdzie nasza reakcja nie była prawidłowa, jak sobie radzić. Dawała rozwiązania (zawsze kilka) do wypróbowania. Na ogół któreś działało i było coraz lepiej.
      3 - psycholog z przedszkola. Raz na 3 mies spotykamy się bez dziecka i omawiamy co sprawia nam największe kłopoty. Wybieramy 3-4 zagadnienia najbardziej męczące. Ona daje pomysły co można zrobić, by to zmienić. Na następnym spotkaniu omawiamy zmiany, co udało się osiągnąć i wybieramy kolejne problemy do rozwiązania.
      Ale chyba najbardziej pomaga mi myśl, ze nie jesteśmy sami z tym wszystkim. Że zawsze mogę się umówić z psychologiem przedszkolnym i podzielić swoimi kłopotami, że ktoś chociaż spróbuje mi pomóc. Psycholog z PPP też ostatnio powiedziała, że są też dla rodziców i że jeśli będzie jakiś problem, to mamy zgłosić. Umówimy się wtedy na osobną wizytę i będziemy rozmawiać. To bardzo dużo daje.

      Obawiam się, ze ciężko opisać jak masz postępować, by dotrzeć do dziecka. Każde dziecko jest inne i tylko podpatrując specjalistów jesteś w stanie wyciągnąć wnioski i uczyć sie. Mogę Ci napisać co sprawdziło się u nas. Ale to nie oznacza, ze sprawdzi się u Was. Specjaliści wiedzą jak podejść do dziecka, szukają różnych rozwiązań i dopasowują je indywidualnie.
      • eps Re: Nie radzę sobie 28.02.12, 08:26
        ja czasem tez sobie średnio radzę ale nie roztrząsam tego specjalnie.
        Przecież do "okna zycia" i tak go nie oddam wiec nie ma co rozmyślać czy jestem stworzona do wychowywania autysty czy nie.
        Ja łapę sie kazdej fajnej chwili z synkiem i jak przychodzi gorszy okres to staram sie tymi fajnymi chwilami "karmić". No ale czasem i to nie wystarczy :( jest ciezko ale co zrobić.
    • czarna_ida Re: Nie radzę sobie 28.02.12, 11:40
      nie jestes sama.. Konsekwencja przede wszystkim. Rozumiem Ciebie..
      Ale ja wyręczalam syna, ale maz stanął okoniem, i są efekty..
      Ja tez sobie nie radzę..
      • gostki2ija Re: Nie radzę sobie 28.02.12, 11:55
        ja też czuję, że po raz kolejny sobie nie radzę..., aż się dziś w przedszkolnej szatni poryczałam nieco... z pomocą przyszła znajoma- także mama dziecka z autyzmem.
        WSPARCIE od kogoś NIEZBĘDNE!
        • gepardzica_z_mlodymi Re: Nie radzę sobie 28.02.12, 15:49
          Oj, oj, ryczenie w szatni było swego czasu moją codziennością, gdy dziecko stawiało opór przed wyjściem z domu i całą agresję wyładowywało na mnie:(
    • backwoodsman Re: Nie radzę sobie 28.02.12, 17:59
      gepardzica napisała: "Ja mogę napisać to samo - nie czuję się stworzona do wychowywania dziecka autystycznego."
      Gepardzico, nie znam nikogo, kto ma poczucie, ze jest stworzony do wychowania dziecka autystycznego. Sądzisz, że ja czy moja żona czujemy sie do tego stworzeni? Tyle , że myśmy nigdy sie nad tym nie zastanawiali. Zycie postawiło nas w obliczu wyzwania, które nas (jak nam się wielokroć w trudniejszych momentach wydawało) przerastało i nie za bardzo zostawiło nam furtkę do ucieczki, z której to furtki potrafilibyśmy skorzystać w taki sposób, by ta ucieczka nie zostawiła psychicznej rany nie do zabliźnienia. Pozostała więc tylko jedna droga i podobnie jak ty nią poszliśmy
      • czarna_ida Re: Nie radzę sobie 28.02.12, 20:58
        mnie zabijają drobne rzeczy, tak po milimetrze. Czuję ze ja za przeproszeniem ''idiocieje'' :-(
        Chce mieć teraz tylko spokoj, chce spać do 10.00, i jak bardzo zle się czuję, to chce sobie chorować...
        Niestety, nie da się, wiele chorob przechodzilam.. Bo nie dosc ze 80 % pensji, premii nie ma.. to nie poleze, bo mi nie wolno. To luksus.. A przez stres, ja jem, duzo i tyję, i nie wiem jak przyjdzie wiosna i lato jak się odnajdę, bo od ''chudych'' lat pocę się nadmiernie, czuję się cieżko, a diety coż, nie mam tyle silnej woli.. Pomagaly mi leki, ale ich nie ma..
        Czas chyba iść do lekarza, po pomoc.. :-(
        • backwoodsman Re: Nie radzę sobie 29.02.12, 10:04
          czarna_ido napisałaś: " A przez stres, ja jem, duzo i tyję, i nie wiem jak przyjdzie wiosna i lato jak się odnajdę, bo od ''chudych'' lat pocę się nadmiernie, czuję się cieżko, a diety coż, nie mam tyle silnej woli.."
          Daruj sobie dietę, czy rozmaite "cudowne" metody odchudzania reklamowane szeroko. Wydasz pieniądze i osiągniesz coś, czego sie nie da na dobrą sprawę utrzymać. Zachęcilbym cie i zachecam do aktywności fizycznej, ale mam swiadomość jak z tym jest, więc tylko zachęcam. jeśli jesteś w stanie zaakceptować samą siebie (taką jaką jesteś) to nie ma co wariować, tylko nie dopuść by to tycie sie pogłębiało. Nie dopuść!

          " Pomagaly mi leki, ale ich nie ma..
          > Czas chyba iść do lekarza, po pomoc.. :-("
          Nie odkładaj tego na bliżej nieokreślony czas, nie mów chyba - po prostu idź, będzie dobrze:-)
          • an_7 Re: Nie radzę sobie 01.03.12, 18:07
            Z jednej strony mam trochę łatwiej. Nigdy nie myślałam, że będę wychowywać zdrowe dziecko. Dla nas to "tylko" autyzm, Mały miał być warzywkiem, bez kontaktu. Poza tym uważam, że moje dziecko jest wyjątkowe i znacznie bardziej inteligentne od tradycyjnych dzieci w jego wieku.
            Z drugiej strony - mam w domu dwóch autystów i czasem to zbyt wiele.
            Znalazłam sobie odskocznię. Angażuję rodzinę do pomocy i mam czas na pracę, podwyższanie kwalifikacji, realizację pasji. Dużo daje nam terapia Młodego, bardzo Go wyciszyła.
            • blacksheep-1 Re: Nie radzę sobie 01.03.12, 21:30
              Ja wychowuję dziecko sama,nie mam pomocy żadnej,dziadkowie pracują,ojciec interesuje się dzieckiem raz na jakiś czas,więc czasem jest naprawdę ciężko.Zastosowałam się do Waszych rad i tak nie naciskam na samodzielność i to nawet przynosi efekty,mały dzisiaj zjadł zupę sam bez namawiania,no i częściej siada na nocnik bądź nakładkę w łazience.Ale jeśli dostanie orzeczenie to braki w samoobsłudze nie spowodują wydalenia dziecka z placówki?
              • nie-po-kolei Re: Nie radzę sobie 05.03.12, 15:48
                Doskonale Cię rozumiem, bo sama jakieś pół roku temu czekałam na orzeczenie. To jest okropny, parszywy czas, pełen napięcia, bezsilności... Potem jeszcze "żałoba po diagnozie",
                i zastanawianie się czy można dobrowolnie zrzec się praw rodzicielskich, bo przecież ja nie dam rady. Cały ten cyrk z załatwianiem orzeczenia i wyborem dalszego postępowania jest koszmarnym doświadczeniem. Po pół roku mogę stwierdzić, że wszystko w miarę się poukładało - terapia pomaga. Ja też trochę odpuściłam w pewnych kwestiach. Przestałam protestować przy każdym "mamusiu proszę mnie nakarmić" i "mamusiu rozbierz mnie bo ja nie potrafię" i powoli, powoli zaczyna to robić sam. Zresztą, w przedszkolu sam je i sam się ubiera - może z Twoim też tak jest?
                Aha, z przedszkola nas nie wywalili. Młody chodzi do zwykłego, masowego, diagnozę dostał po roku uczęszczania. Wiem, że jakiś tatuś chciał pisać petycję (bo to przecież przedszkole dla normalnych dzieci), ale Rada Rodziców go zgasiła. A pani z urzędu gminy powiedziała mi, że nawet gdyby napisał, to nie ma opcji, żeby dzieciaka wywalić.
                Trzymaj się :)
              • czarna_ida Re: Nie radzę sobie 05.03.12, 22:01
                Nie wiem, czy coś zmieni czy nie, zalezy od placówki...
                My kiedy syn skonczyl 3 lata, chcielismy zapisac do przeszkola, ale ze nie mowil prawie wcale, dupki nie umial podcierać co za tym idzie nie sygnalizowal swoich potrzeb, nie bylo mowy o klasycznym przedszkolu, bo tam nas nie chcieli. Dopiero jak skonczyl 5 lat, udalo się zalatwic mezowi, klub malucha wg montessori, na 3 dni w tygodniu po 3 godziny.. Potem juz z orzeczeniem w integracyjnym, tez nie chcieli, na terenie gminy.. Wiec chodzil do zerowki, w przedszkolu, bo w tym miescie nie ma nigdzie w szkole zerowki :-). Teraz chodzi do szkoly intergracyjnej, tez na terenie tej miejscowosci. Mysle ze wiele zalezy od tego kto pracuje w Twojej placowce :-)
          • czarna_ida Re: backwoodsman 05.03.12, 22:07
            Ja duzo wedruję w weekendy, robimy po 10 km, 15 km..
            Ale u mnie to raczej kompulsywne jedzenie :-(
            Wiem ze czas na odwiedziny lekarzy kilku specjalizacji, niestety..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka