Taka mala refleksja

12.12.12, 21:56
A ktora matka 3-5-7-10 laka zupelnie zdrowego i prawidlowo sie rozwijajacego moze miec pewnosc,ze jej dziecko jako dorosly czlowiek bedzie szczesliwe??? Ze ulozy sobie zycie tak by spelnilo NASZE (rodzicow) wizje szczescia?
Co z tego,ze mamie takiego 3 latka marzy sie za x lat bycie mama madergo, zaradnego, wyksztalconego mezczyzny/kobiety,ktory obdazy ja wnukami? Przeciez moze sie okazac,ze zamiast tego mamy syna kryminaliste,albo corke samotnie wychowujaca gromadke dzieci? Albo nasze dziecko okaze sie byc geyem czy wstapi do kosciola zielonoswiakowcow,albo zamknie sie w klaszorze?
Wiec kazdy rodzic wychowujac dziecko ponosi ryzyko!
Nasza sprawa jest starac sie wychowac nasze dzieci najlepiej jak to mozliwe,a reszte to juz jak sie uda :)
    • kaskax25 Re: Taka mala refleksja 12.12.12, 22:15
      racja, mam w rodzinie męza takiego cwaniaczka, co pół roku laduje w pace, na własną matkę z nożem skakał, mimo ze wychowywała go całkiem normalnie..coż sie stało że tak się stoczył..? życie..? i całkiem zdrowy skurczybyk
      • ese1 Re: Taka mala refleksja 12.12.12, 22:42
        Ja dodam jeszcze, ze szczescie jest uczuciem wzglednym i dla kazdego czlowieka moze oznaczac cos innego.
        Kto powiedzial, ze czlowiek, ktory nie ma meza/ zony, ma takie a nie inne wyznanie, musi byc nieszczesliwy?
        Mysle, ze madrze jest samemu szukac szczescia w sobie i uczyc tego nasze dzieci. Podstawa do szczescia dzieci, jest szczescie rodzicow i szczesliwa rodzina.
        Dlatego drodzy rodzice - czas zaczac od siebie.
    • nefret_ete Re: Taka mala refleksja 12.12.12, 22:36
      no właśnie ja też często o tym myślę. Czy gdybym miała zdrowe dzieci martwiłabym się mniej? Znając siebie nie sądzę. Teraz przynajmniej działam, a ponieważ na polu terapii i normalnego funkcjonowania mamy dużo sukcesów- traktuję to jako mój największy sukces życiowy jak dotąd.
      • alcia555 Re: Taka mala refleksja 12.12.12, 22:49
        nefret_ete napisała:

        > no właśnie ja też często o tym myślę. Czy gdybym miała zdrowe dzieci martwiłaby
        > m się mniej? Znając siebie nie sądzę. Teraz przynajmniej działam, a ponieważ na
        > polu terapii i normalnego funkcjonowania mamy dużo sukcesów- traktuję to jako
        > mój największy sukces życiowy jak dotąd.
        zgadzam się mam dwoje dzieci i martwie się o jedno i drugie tak samo ,moja babcia miała czworo dzieci i do końca martwiła się o nich ,a przecież to dorośli ludzie,
    • aga.r.72 Re: Taka mala refleksja 12.12.12, 22:55
      Zadałaś dobre pytanie.
      Jestem matką 3 zdrowych dzieci. Dwoje z nich to już praktycznie dorośli mężczyźni, córka ma 4 lata.
      Gdy chłopcy byli mali planowałam, marzyłam jak to będzie gdy dorosną, kim będą, do jakich szkół pójdą, studia. Na szczęście nie mam synów kryminalistów, degeneratów, ale mam poukładanych mężczyzn. To co myślałam o przyszłości moich dzieci nijak się ma do teraźniejszości :) Wybrali zupełnie inną drogę, niż sądziłam. Spełniają się w tym, co robią. Nie stawałam im na drodze i dawałam prawo wyboru. Jednak nauczyłam się, że nie ma co planować przyszłości dzieci.
      Z racji swojej pracy wiem też, że zdrowe dziecko, człowiek nigdy swojej przyszłości nie może być pewien, bo różne drogi los wybiera. Dzisiaj jestem zdrowa, ale jutro...
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 07:27
      No, tak, tylko, że tu chodzi nie tylko o poczucie szczęścia ale żeby dziecko było w stanie przeżyć bez naszego udziału. Wiadomo, zawsze coś może zdarzyć się dziecku zdrowemu i zamienić je w wegetujące ciałko ale na dziś wiem, że tak, czy siak moje zdrowe dzieci mają szansę przeżyć a autystyczny syn z dużym prawdopodobieństwem nie będzie samodzielny, do końca może mieszkać z nami, mając problemy ze zwykłymi sprawami jak umycie się, czy przygotowanie sobie jedzenia, nie mówiąc o zarobieniu na nie. Gdy nas zabraknie, będzie się musiało zająć nim państwo albo zostanie bezdomny. To jedne z tych czarniejszych wizji ale raczej nie są spełnieniem jakichkolwiek marzeń o szczęściu.
      Na prawdę sytuacja wychowywania dziecka zdrowego jest inna, niż niepełnosprawnego. A to, że z jedną chwilą można przejść na 'drugą stronę lustra' to już inna para kaloszy.

      • ese1 Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 07:59
        ale w druga strone przejsc tez sie da
        moj brat ma zdrowego, doroslego syna, (przynajmniej jak najbardziej zdrowym sie urodzil), ale dzieciak byl tak chowany od malego, ze nawet teraz, w wieku lat 27 tatus mu naklada na talerz gdy siedzimy przy stole, a po obiedzie pyta go czy sie zmeczyl, a jak tak, to niech sie polozy i odpocznie sobie
        niepelnosprawnosc jak widac to nie tylko rzecz wrodzona, moze tez i byc nabyta popzez takie a nie inne wychowanie w domu. I to nie jedyny przypadek.
        • gepardzica_z_mlodymi Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 08:12
          Jakoś nie wierzę, że całkowicie zdrowe dziecko, tak się da 'popsuć' metodami wychowawczymi (pomijając skrajne znęcanie się).
          Sama mam około trzydziestoletniego kuzyna, który pomimo skończonych studiów i ogromnego talentu artystycznego (z sukcesami), pracuje teraz jako specjalista od podłóg, mieszka z rodzicami, nie ma przyjaciół itp. Na pewno nie jest autystyczny ale jak pamiętam go z jego dzieciństwa, to zawsze unikał wyzwań, coś było nie halo, zdaje się, że jest bardziej typem lękowca (skłonny do nerwic). Zdrowy/niezdrowy? Spełniony/niespełniony? Nie wiem, ta rodzina i on jakoś w miarę funkcjonują. Ja tam uznałabym za sukces, gdyby mój gagatek doszedł przynajmniej do tego poziomu funkcjonowania.
          • tijgertje Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 09:11
            Temat dosc kontrowersyjny o tyle, ze autyzm to niepelnosprawnosc spoleczna i mozna funkcjonowac bardzo nisko nawet nie bedac uosledzonym umyslowo. calkiem sporo rodzicow jest, ktorzy wiedza, ze ich dziecko nawet szans nie ma, aby kiedykolwiek sie usamodzielnic, czy to ze wzgledu na chorobe, czy ze wzgledu na niepelnosprawnosc fizyczna czy umyslowa. Mimo tego sie nie poddaja i roia wszystko, aby usamodzielnic dziecko na tyle, na ile jest to mozliwe. Dla jednego sukcesem bedzie samodzielne zjedzenie kanapki, dla innego doktorat, willa z ochroniarzem, zona, ktora nigdy nie bedzie miec wiecej niz 30 lat, gromadka dzieci odnoszacych spektakularne sukcesy sportowe i artystyczne. Szczescie i "samodzielnosc" to subiektywne pojecia :) Znajoma, ktora kiedys opiekowala sie Kaspem, gdy chodzilam na kurs ma dorosla autystyczna corke ze sprzezonym uposledzeniem umyslowym. Uposledzenie nie bardzo ciezkie, ale w polaczeniu z autyzmem daje mieszanke wybuchowa. Doslownie. Dziewcze w wieku 12 lat wyladowalo w zakladzie zamknietym, gdy w attaku furii zepchnela matke ze schodow, a ta, lamiac w kilku miejscach kregoslup na wiele lat wyladowala w wozku. taka decyzja byla ostatecznoscia, bo musialo dojsc do tragedii, zeby rodzice zrozumieli, ze skoro corka jest tak silna, ze w ataku 2 sprawnych doroslych nie jest w stanie jej opanowac, stanowi jak najbardziej realne zagrozenie dla 2 mlodszego rodzenstwa. decyzja bardzo trudna, ale wiem, ze z perspetkywy czasu wszyscy uwazaja ja za sluszna. dziewczyna funkcjonuje bardzo nisko i samodzielna nigdy nie bedzie, ale jej mama9ktorej udalo sie podniesc z wozka, choc pozostal jej lekki niedowlad reki i nietypowy krok) czasem elaboraty na FB wypisuje zachwycona , ze udalo sie SPOKOJNIE osbyc wizyte w nowym mieszkaniu drugiej corki, pojsc do fryzjera, dac sobie ROWNO pomalowac paznokcie czy isc na piwo do kawiarni. szczescie jest pojeciem wzglednym i wiem, ze oni SA szczesliwi. I mysle, ze dazenie do realnych mozliwosci dziecka daje szanse na powodzenie. z autyzmem jest jeszcze tak, ze pozostaje on zagadka. Dlaczego? Bo choroba, niepelnosprawnosc fizyczna czy uposledzenie umyslowe sa zaburzeniami "wewnetrznymi", zaleznymi od samego dziecka i dajacymi sie przewidziec. Autyzm jest bardzo plastyczny i bardzo podatny na wplywy z zewnatrz i nie mam tu na mysli tylko terapii. Na to, kim w przyszlosci bedzie autysta wplyw moze miec nawet pan ze sklepiku za rogiem czy widok z okna. czasem jedno wypowiedziane przez kogos zdanie moze zmienic bieg zycia. Sa to dosc ekstremalne przyklady, ktore jednak moga sie realnie wydarzyc. No i tu sie klania kwestia podjescia. Wiedzac o tym mozemy zatonac w strachu, ze wszystko, co robimy jest bez sensu, bo nigdy nie wiadomo, co czy kto nam "zlamie" dziecko, z drugiej strony jest nadzieja. nadzeja, ze dziecko ma szanse cos przezyc, na cos lub kogos trafic, kto nagle da mu kopa, by dotarlo to wszystko, nad czym sie pracowalo bez efektow latami, albo na nowo ukierunkuje i pozwoli na lepsze zycie, niz ktokolwiek mogl marzyc. Ja jestem zywym przykladem wlasnie tej ostatniej mozliwosci:) Nigdy nie sadzilam, ze takie zycie, jakie teraz prowadze bedzie dla mnie w ogole mozliwe. Nie sadzilam, ze bede potrafila tak przewartosciowac swoje zycie, ze bede miec tak niezwykla sile, by potrafic stawic czolo chocby calemu swiatu, gdyby sie to okazalo niezbedne, ze bede potrafila zerwac wiey, ktore wydawaly sie wieczne. Sadze, ze wiele osob moje zycie uwaza za ostna tragedie. Kiedys nie wiedzialam nawet, czy smiac sie czy plakac, gdy zadzwonila ciotka, z ktora nie rozmawialam latami i nie majac absolutnie zadnego pojecia o tym, jak sytuacja wyglada z mojej strony, zakladala, ze jestem gleboko nieszczesliwa, siedze uwieziona przez meza z dala od wszystkich, ktorzy cos dla mnie znacza i miala gotowe przepisy, jak mnie wyrwac ze szponow nieszczescia:) doprawny, nie mogla sie bardziej mylic, a dowodzi to jedynie tego, ze szczescie to baaaardzo subiektywne pojecie i to, co dla jednego jest jego pelnia, dla innego rowna sie najwiekszej mozliwej tragedii:)
            Celem wychowania naszego syna jest zapewnienie mu takiego zycia, zeby na kazdym jego etapie mial szanse byc radosnym i szczesliwym. Czasem bardziej przykrecamy srube, gdy chodzi o jakies fundamentalne niemal umiejetnosci, czasem odpuszczamy i wydawaloby sie "olewamy" jakakolwiek prace nad jego "rozwojem" , zdajac sobie sprawe, ze wlasnie w tym momencie, aby ten rozwoj byl mozliwy, dziecko potrzebuje sie zatrzymac, odpoczac, czasem naewet zrobic krok do tylu. Bardzo trudno jest odsunac na bok swoje wlasne doswiadczenia, zyczenia i wizje przyszlosci dziecka i spojrzec na to, czego ono potrzebuje. Nie zawsze sie udaje, ale naprawde warto probowac:)
          • muchomorczerwony Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 09:40
            a ja skonczylam 2 fakultety, mowilam zdaniami i wyraznie jak mialam rok, jestem atrakcyjna, wygladam 10lat mlodziej...sprawiam wrazenie przebojowej, wygadanej, otwartej, bo nauczylam sie pokonywac leki...a w rzeczywistosci...jestem bezrobotna, sparalizowana lekiem przed ludzmi i swiatem, nie szukam pracy,bo mnie to przeraza, boje sie zycia, czuje sie smieciem tego swiata, nie wiem, z czego bede zyc, nie dam sobie rady w zadnej pracy typu supermarket...czy moja mama popelnila jakis blad? nie, ona dzwigala na swoich barkach dzieci i ojca rownie zaburzonego...ze mna sie nic nie dalo zrobic, pewnie trzeba bylo mnie leczyc,ale watpie,aby to mi cos pomoglo, nie wierze w to...mialam chwile normalnosci,przez cale studia,a potem gdy mialam prace-spelnialam sie jako nauczyciel, uwielbialam uczyc,ale rzucilam prace,bo chcialam miec meza i dzieci(czytaj-chcialam byc taka jak inni!) i teraz nienawidze swojego zycia, jestem tylko z dziecmi,a meza zostawilam za granica, wszyscy mnie pytaja,jak ja moge tak wytrzymac,czy nie tesknie,a ja nie wiem,o co im chodzi, bo lubie byc sama!
            • tijgertje Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 09:54
              Muchomorze, ja tez bardzo lubie byc sama, ale to co piszesz, to drugi biegun tego, co ja mysle. Ale wiesz, 10-12 lat temu wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywaly na to, ze moje zycie mialo wygladac tak jak twoje. Co sie zmienilo? Moja wiara w siebie, w to, ze jestem cos warta, ze jestem ludziom potrzebna (nawet, jesli ja ich nie potrzebuje) i ze w ogole cos moge i potrafie. ty piszesz, ze nie wierzysz. I wlasnie to wydaje mi sie kluczowym zagadnieniem w mozliwosciodniesienia "sukcesu". Ja nie mam obiektywnie jakis spektakularnych osiagniec (choc moze niektore rzeczy oceniam nizej, niz otoczenie, inne wprost przeciwnie), ale nie czuje w moim zyciu niedosytu. Chcialabym pare rzezy zmienic w swoim zyciu, ale jet to chec, nie potrzeba.
          • ese1 Re: Taka mala refleksja 13.12.12, 10:56
            a jednak
            tu problem od dziecinstwa byl taki, ze nasz ojciec byl czlowiekiem zawsze bardzo wymagajacym i ostrym, jezeli chodzi o sprawe nauki i pracy. Stawial zwlaszcza bratu wysokie wymagania, ktorych on, w oczach ojca, nie byl w stanie sprostac
            Brat ma jedynego syna i od dziecinstwa traktowal go zupelnie inaczej - postawil sobie za sprawe honoru aby nie popelnic bledow ojca, co odwrocilo sie zupelnie w innym kierunku - wyreczanie dziecka ze wszystkiego. Nie umiesz, tata cie zwolni w szkole. Studia - zaplacimy, bo na inne sie nie dostaniesz. Praca - po 3 miesiacach sie skonczyla, bo chlopak nie byl w stanie sam sie zmobilizowac do niej. To totalny len. Skonczyl zaocznie prywatna informatyke i caly dzien nic nie robi tylko siedzi przed kompem. To z zewnatrz wyglada na autyzm - nabyty. To zdrowe dziecko teraz prawie 24 na dobe zyje w wirtualnym swiecie. Zarabia pieniadze na tworzeniu stron internetowych, a jak nie ma zlecen to gra na komputerze w sieci z innymi mu podobnymi. A mamusia i tatus sie ciesza, ze syn w domu siedzi, ze nie chodzi na dyskoteki, nie pije wodki i zarabia, bo na stronach jeszcze da sie zarobic, ale powoli zaczyna sie to konczyc
            Znam przypadek sasiadow, ktorzy mniej wiecej podobnie jedynaka trzymali pod kloszem. Chlopak po smierci rodzicow popelnil samobojstwo.
            Ale to w zasadzie inny temat - niestety TV, gry komputerowe i internet w obecnych czasach wprowadzaja zdrowych ludzi w spoleczne kalectwo.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja