Cieszę się

16.12.12, 01:16
Zawzięłam się i przeczytałam ciurkiem wszystkie wypowiedzi we wszystkich ostatnich wątkach. I Cieszę się.
Cieszę sie, że część z Was zaczęła MYŚLEĆ. Nie obrażam się na inwektywy, ale widzę, że otworzyliście się jakoś bardziej - to dobrze - to pomaga.
Trzeba było takiej okropnej baby jak ja, żeby mogło to się stać. Teraz macie wspólnego wroga. Też dobrze! To pomaga. Spina szeregi i daje impuls do działania.
" A właśie, że ta głupia rohatyna nie ma racji !" Bardzo się ucieszę, jak się dowiem, że nie mam - naprawdę ! -:)
    • malgoska777 chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 09:24
      Powiedz mi , nam, co takiego robi Twoj syn, że nie mógłby funkcjonować w życiu, pamiętam jeszcze forum z kiedyś jak opowiadałam mężowi, że bardzo fajnie wychowujesz syna.
      Zacznę pierwsza, mam ciotecznego brata, ktory najprawdopodobniej ma niezdiagnozowane ZA.Jest sporo po 40-tce.Miał żonę, ma dziecko - rozwiedziony.Żona nie wyszła za niego z miłości, dziewczyna potrzebowała chyba obywatelstwa, ale muszę powiedzieć, że szczerze próbowała ułożyć sobie życie z "tym dziwnym gościem".Nie wytrzymała relacji z teściową... Piszę obiektywnie, że moim zdaniem i tak wytrzymała długo.Mają kontakt przez skype, bo wyjechała z córką za granicę. Brat znosi to dość pogodnie,Atualnie zajmuje się swoją matką po udarze - załatwia lekarzy, zmieniał pampersy, sprząta, gotuje - i robi to porządnie. Tak jst dziwny i na pracę ma niewielkie szanse. Jedyna praca jaką udało mu się dostać, jeszcze posiadając żonę, która go pogoniła do roboty, to akwizycja - i chociaż kontakty są jego kiepska strona, to tak zasuwał, że był najlepszy w swoim regionie.Parę razy był w biurze u mojej koleżanki, więc wiem jak wyglądały te wizyty - wchodzi, nie patrzył na nikogo i mruczał coś pod nosem... Ale że biura to głównie baby, to kobitki chcąć się dowiedzieć co on chce same zaczynały rozmowę, no i często coś kupowały. Ta firma już się zwinęła, szkoda, bo pracował tam kilka lat.
      Co do samego brata, to owszem, mimo autyzmu córy, mimo wiedzy i tego że patrzę na niego już inaczej, to męczy mnie jego towarzystwo. Dlaczego? Bo

      1.higiena osobista leży i kwiczy (nie jest widocznie brudny, ale ubrania czy jego - nie wiem - po prostu czuc)
      2.cały czas chodzi, rozmawia ze mna a lata od pokoju przez przedpokój do kuchni, jak zapytasz czemu tak chodzi to usłyszysz, że lubi/jak juz siedzi to kręci młynka palcami itp/
      3.mam wrażenie że jego męczy moje towarzystwo, że męczy go rozmowa ze mną
      co do innych rzeczy jakie robi : nie ma znajomych, odwiedza sie chyba tylko z najbliższą rodziną, ostatnio tylko z nami; zawsze jego cechą był brak wyczucia - ostatnio jakby zaczął zwracać uwagę co wypada a co nie, np przychodzi na kawę - siada - wypija kawę i mówi że kurtuazyjne 5 minut posiedział to już idzie:), kiedyś dostał cos tam ode mnie to powiedział, że on przyniesie coś Pauli przyniósł za parę dni czekoladki, powiedział, coś w stylu " miałem przynieść, to przyniosłem" i zaraz poszedł.

      W mojej ocenie dałby sobie radę np. w biurze, w urzędzie, właściwie w więksozści miejsc,ale musiałby mu ktoś załatwić pracę bo nie przejdzie rozmowy kwalifikacyjnej, no i pokazać co ma dokładnie robić na swoim stanowisku pracy. Owszem byłby biurowym "dziwolągiem" to nie ulega wątpliwości.

      Nie jestes moim ani niczyim wrogiem, ja po ostatnim zamieszaniu mam potężnego doła, bo ile bym nie wsadziła energi wterapię to nie wiem jak to się skończy. Wszyscy się spodziewamy, że nasze dzieci, to te którym się"uda".Wszyscy gdzieś w głowie mamy myśl " że może być inaczej".Po ostatnich dyskusjach, ta myśl, która tylko się kołatała - teraz mnie przygnotła.Patrzę na swoje środowisko - pracuję w dużym zespole, widuję dziennie setki ludzi, - i myslę, że brzydko mówiąc oni by moje dziecko zjedli i wysrali:( Nie miałaby towarzysko najmniejszych szans.Czasem lepiej się zbytnio nie zastanawiać i nie wybegac za bardzo, bo skądś trzeba czerpać energię do pracy na teraz. U mnie jakaś machina ruszyła w głowie i nie wiem co z tego wyjdzie.

      Podsumowując - co on cholera takiego robi, że nie może normalnie funkcjonować - przecież z tego co pamiętam to chyba wychodzi gdzieś, coś studiuje? Napisz plisssss.
      • malgoska777 Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 09:53
        aha - moj brat nie mial nigdy terapii, zadnej.Ciotka ma jedno dziecko i swiata poza nim nie widziala. Poza tym siedziala nad nim jak kwoka, zachowania typu - przychodzi z 20 letnim synem do nas i mowi do niego : 'synku, powiedz dzien dobry". Wczoraj byl u nas i ochrzanił mnie za to że kazałam jej się przywitać.Powiedział, żebym zostawiła ją w spokoju...
        • malgoska777 przepraszam za literówki 16.12.12, 10:41
          piszę jak potłuczona, chyba z pośpiechu.Miało być:Ochrzanił mnie za to, że kazałam się przywitać córce.

          Co do reszty, hm...obecnie usamodzielniam na siłę do bólu, chcesz w sklepie konika - masz 20 zł idź do pani i kup sobie.Bywa, ostatnio coraz częściej, że Pani kumata się trafia i nie sprzeda dopóki młoda się nie wypowie co chce. Zgadzam się z muchomorem, że trzeba usamodzielniać i to ważniejsze od wszystkich tusów i terapii.Kiedyś byłam na pielęgniarstwie i uczyli nas fajnej zasady, nawet najbardziej chory powinien robić przy sobie wszystko co tylko jest w stanie.Staram się to w rozbudowanej wersji stosować do córy.Niestety ostatnio czuję się cholernie sama we wszystkim co robie, jakoś mi się w życiu gmatwa, dobrze ze chociaz tu się można wygadać.Nie jestem z narzekających, szlanka jest dla mnie do połowy pełna, ale ostatnio coś mnie optymizm opuszcza.Pisałam jakis czas temu , że mówi, że jest fajnie.Mówi coraz lepiej, ale określiłabym to tak - jest komunikacja - nie ma rozmowy. Leci jak sinusoida , 2 miesiące temu zaczęło się wydawac, że wychodzi na prostą, nawet lekarz stwierdził, kurczę ona naprawdę miała cechy autystyczne, a nie ma , wyglądało jak jakieś przebudzenie.Teraz cofka, znów widzi tylko to co chce, zresztą nie wiem po co to piszę, same chyba wiecie...
      • muchomorczerwony Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 10:53
        Malgoska, znalam podobnego kolesia, jak go widzialam z daleka,to sie krylam, bo jak zaczepil na ulicy, to konca jego wywodom nie bylo,a ja nie wiedzialam,jak mam skonczyc rozmowe. zona ma z nim trzy swiaty. ich starsza corka gdzies 4letnia praktycznie nie mowi(cos tam belkocze niezrozumiale,a zaczela w wieku 3lat w ogole cos mowic), ma powazna alergie i oni sie glownie na tym koncentruja. zachowanie tego dziecka jest straszne(bez kija nie podchodz) i nie jest to na pewno wynikiem braku wychowania czy bicia(takie teorie slyszalam od "zyczliwych")
        • malgoska777 Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 11:30
          w sumie to moja pieciolatka tez bełkocze, ale to wynika raczej z porażenia, ma bardzo niewyraźną mowę. Za to czyta - płynnie, niewyraźnie może, ale bardzo płynnie, nie składa liter, czyta całość.Ostatnio chciałam ją pochwalić i żeby poczuła się że coś umie lepiej.I pytam "Paulinka, a dzieci w przedszkolu już czytają ?" OdpowiedŹ mnie powaliła " Nie. dzieci MÓWIĄ."Najgorsze jest to że ona zdaje sobie sobie sprawę z inności, ale nie wiem jak się z tym czuje i co w ogóle czuje, bo nie ma żadnej rozmowy.Wielu pytań po prostu nie słyszy. Komunikuje się - chcę - niechcę, byłam-widziałam - lubię- nie lubię. Ostatnio było "mama nie idź do pracy" i to był w zasadzie szczyt możliwości.

          Jak się czuje dziecko autystyczne? Przecież czuje, dlaczego nie mówi o tym. Nie rozpoznaje uczuc, nie potrzebuje wsparcia? Wiem że potrzebuje.Ale mam nieraz zbyt mało danych ,żeby go udzielić. Jak rozmawiać o uczuciach? Jak postrzymać depresje, która jak będzie tak jak jest jest nieunikniona? Ktoś wie? Niech się podzieli.
      • rohatyna Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 11:23
        malgoska777 napisała:

        Powiedz mi , nam, co takiego robi Twoj syn, że nie mógłby funkcjonować w życiu, pamiętam jeszcze forum z kiedyś jak opowiadałam mężowi, że bardzo fajnie wycho
        wujesz syna.

        Małgosia, wiele tu poruszyłaś spraw, nie wiem czy na wszystkie dam Ci radę odpowidzieć, ale spróbuję.
        1. Walka o Michała zżarła całą naszą rodzinę. Jesteśmy wypaleni i sfrustrowani. Odsunęliśmy się swego czsu od starszych synów, bo po prostu nie mieliśmy już na nich czasu, energii ani siły.Jakoś sobie radzili.Teraz ponosimy tego konsekwencje.
        2. Założenie było takie , że " wyciągniemy" Michała z autyzmu, zwłaszcza, że rokował dobrze.
        3. Pisząc , że sobie nie poradzi, nie mam na myśli, że nie zrobi sobi sobie jedzenia, nie pójdzie do sklepu, że nie załatwi czegoś na poczcie. Przeciwnie - radzi sobie. Nawet sam złatwił wszystkie papiery dotyczące renty socjalnej. Wypełnił , zawiózł i dostał. Przygotowuje sobie posiłki, robi jajecznicę, usmaży schabowego. Bez szaleństw - ale radzi sobie.
        Natomiast on nic nie rozumie. Każdy może go zrobić w konia, kto chce. Nawet dziewięciolatki. Jest naiwny jak pięciolatek. Ostatnio jakiś mały chłopiec sprzedał mo coś za 50 złotych, wmawiając, że to bardzo cenne itp. Śmieć nie wart nawet pięciu złotych. Tak jest ciągle. Podpuszczają go, a on się łapie. Boję się, że ktoś mu wmówi, że może śmiało skoczyć z mostu do rzeki bo to wcale nie jest niebezpieczne - to zrobi tak. No bo przecież chłopiec powiedział !
        Też ma tendecje do " brudasowania", ale pilnujemy. Co będzie jak przestaniemy - nie wiem. Sporo czyta ma jakieś zainteresowania, ale w pracy go nie widzę. Nie potrafi dostosować się do wymogów. Jak coś mu się nie podoba, po prostu zakłada czapkę i wychodzi. Bez słowa wyjaśnienia. Szybko wszystko go nudzi, nie ma motywacji, kiepsko się koncentruje.
        To tak w skrócie.
        • malgoska777 Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 11:39
          dzieki Rohatyna za odpowiedź, opisałaś z charakteru moją córkę. Uwierzy we wszystko. Cholera.
          • gemmavera Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 14:19
            malgoska777 napisała:

            > dzieki Rohatyna za odpowiedź, opisałaś z charakteru moją córkę. Uwierzy we wszy
            > stko. Cholera.

            Malgoska, bez przesady, nie ma sensu porównywać pięciolatki z dorosłym.
            • muchomorczerwony Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 14:24
              no wlasnie, Malgoska, mojego siedmiolatka tez czasem mzona zrobic w konia, bo dzieci bywaja naiwne..co innego dorosly
              • tijgertje Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 20:46
                aaaa, tam. ja tez jestem naiwna, i co z tego? Musialam sie nie wiem, ile setek razy dac wykorzystac, zeby wyciagnac co nieco wnioskow. I jedno jest pewne: musialam do tego dojsc sama. Ile razy mi ludzie nie tlumaczyli, nic nie pomoglo. Dopiero trzeba samemu dac sie na tyle naciac czy wykorzystac, zeby porzadnie zabolalo, zeby to w moim interesie, a nie rodziny czy znajomych bylo, zebym sie wiecej nie dala. I szczerze mowiac duzo potrafie zniesc i trzeba naprawde daleko sie posunac, zebym sracila do kogos zaufanie. I wiecie co? wcale nie jest mi z tym az tak zle, jakby sie niektorym moglo wydawac;) Tyle, ze faktycznie, moje doswiadcznia pokrywaja sie z teoria o autyzmie, autysci dojrzewja emocjonalnie duuuzo pozniej i mysle, ze tak do 23-25 lat to cudow nie ma sie co pod tym wzgledem spodziewac. Zalezy, ile sie samemu dostanie szans, zeby sie naciac i pojac pewne zaleznosci, bo tego wylumaczyc sie po prostu nie da, chocbyscie na glowie staneli i uszami zaklaskali. Nadal jestem naiwna i daje sie nabierac, ale z drugiej strony doszlam duuuzo dalej niz inni. Daje sie nacinac w bezposrednich relacjach, ale sprobojcie do drzwi zapukac i wcisnac mi jakas "super atrakcyjna" promocje;) Znajde kazdy haczyk, przyczepie sie do kazdej niescislosci w "drobnym druczku" ;) Za to nie rozumiejac pewnych niuansow w mimice, artykulacji i jezyku ciala teraz mam np problem, bo szydelkuje czapki i rozni ludzie sie zachwycaja pomponami mlodego, stwierdzajac, ze tez by taka chetnie chcieli dostac, a ja za skarby nie wiem, czy mowia serio czy zartuja. jedyny sposob to dopytywanie. Jedna z kierowcow busa, przywozaca mlodego ze szkoly tak sie pare razy zachwycala, w koncu zapytalam wprost, czy mowi powaznie czy nie. Zapewnila, ze nie zartuje, pare dni pozniej dostala czapke, za ktora zostalam wysciskana i wycalowana a Kasper jest zachwycony, bo od kilku dni pani mu opowiada, ze jej wreszcie uszy nie marzna, jak do pracy na rowerze zasuwa. Mlody przyniosl jeszcze kilka zamowien od roznych pracownikow szkoly, ale pojecia nie mam, jak to ugryzc:/ Co nie oznacza, ze jakos szczegolnie przez to cierpie. Czekam na rozwoj wydarzen i kolejne kroki mlodego, bo on tez lapie, ze czasem musi pare razy zapytac, zanim zalapie prawdziwe intencje. Wlasciwie to nawet sie tym nie przejmuje. Bo i po co ? mam wieksze zmartwienia na glowie;)
            • malgoska777 Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 21:16
              gemmavera wiem ,że pięciolatki wierzą we wszystko co im się powie, ale chodzi mi taka inna naiwność, naiwność charakterystyczną dla wielu z naszych dzieci, I ją już widać niestety w tym wieku:( Przepraszam za marudzenie, poszłam do pracy, święta, roboty tyle że masakra i dół mnie puścił, już jakoś lepiej patrzę na świat. Na córkę tez, chociaż od rana się raczej nie zmieniła:)
            • malgoska777 Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 21:20
              gemmavera wiem ,że pięciolatki wierzą we wszystko co im się powie, ale chodzi mi taka inna naiwność, naiwność charakterystyczną dla wielu z naszych dzieci, I ją już widać niestety w tym wieku:(Poza tym miałam mega doła, chyba najwiekszego jaki mnie dopadł od urodzenia Pauli. Przepraszam za marudzenie, poszłam do pracy, święta, roboty tyle że masakra i dół mnie puścił, już jakoś lepiej patrzę na świat. Na córkę tez, chociaż od rana się raczej nie zmieniła:)
      • yula Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 11:35
        > 1.higiena osobista leży i kwiczy (nie jest widocznie brudny, ale ubrania czy je
        > go - nie wiem - po prostu czuc)
        Oczywiście może być problemem higiena osobista, ale też i zdrowotna. U mojego syna między innymi tak objawiała sie alergia na gluten, po prostu śmierdział. Słyszałam też o dorosłym którego było "czuć" został skierowany do lekarza i też coś wykryli.
        • muchomorczerwony Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 14:28
          czy nieprzyjemny zapach z ust wchodzi tez w gre czy chodzi o nieprzyjemny zapach ciala?
          • yula Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 17:23
            jeśli chodzi o mojego syna to miał nieprzyjemny zapach z ust i strasznie śmierdzące bąki, i przez to śmierdział cały. Po wprowadzeniu diety bezglutenowej jak ręką odjęło.
            • muchomorczerwony Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 17:49
              u mojego syna nieprzyjemny zapach z ust i moja nadwrazliwosac na zapachy ...ciagle sie od niego odsuwam..gdy pytalam lekarzy, to twierdzili,ze przesadzam..z czego sie rezygnuje przy tej diecie bezglutenowej? z mleka i chleba, tak?
              • yula Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 20:01
                sam nieprzyjemny zapach z ust to może być też zepsute zęby lub grzybica ust. Dieta bezglutenowa to dieta bez glutenu czyli praktycznie wszystkich zbóż. Ale bez wskazań lekarskich nie wprowadzałabym. U syna wyszła alergia na mleko i gluten.
                • tijgertje Re: chcialam zapytac o doroslego ZA 16.12.12, 20:24
                  Smrodu z ust pozbylam sie dopiero po usunieciu migdalow. mialam wrazenie, ze "cala" smierdze przy przerostach grzybow, chocbym sie nie wiem czym i jak dlugo szorowala. Maz mowil, ze przesadzam, ale nie udalo mu sie mnie przekonac;) Na szczescie moj nadwrazliwy nos juz nie narzeka;)
    • malgoska777 Re: Cieszę się 16.12.12, 09:56
      Ja tez zawsze myslalam, moja corka ma autyzm i MPDZ, ale teraz nie potrafie myslec o niczym innym:( Patrzę w pracy na młode dziewczyny i wyobrażam sobie moją córę w tym wieku i dół.I nie potrafię nic z tym zrobić.
      • muchomorczerwony Re: Cieszę się 16.12.12, 10:17
        moje dzieci nic nie maja zdiagnozowane (syn problemy z motoryka mala, nie wymawia r i wlasnie przestaje powolutku seplenic, ma 7lat skonczone), corka dopiero 2lata, duzo mowiaca,ale...ja tam nie wiem,co z nich wyrosnie, nie sa takie udane,jak inne dzieci i tez na widok mlodych ludzi mam dol, bo wydaje mi sie,ze sobie nie poradza,ze oni ich zjedza itp.
        dlaczego?
        -poniewaz ja jestem nieudana i na pewno mam jakies cechy autystyczne i pewnie dzieci tez jakies tam maja.
        - poniewaz jestem czarnowidzem, pesymistya i zawsze widze najgorsza wersje.
        - poniewaz rodzice dzieci zdrowych tez sie tego boja,ze ich dzieci sobie nie poradza.
        - poniewaz nigdy niewiadomo co z dziecka wyrosnie, nawet to zdrowe mzoe nabyc cechy autystyczne poprzez niewlasciwe wychowanie.
        - poniewaz okolicznosci niezalezne od nas wplywaja na rozwoj czlowieka.
        gdybym kiedys nie rzucila pracy, to by mi sie nie pogorszylo. na bezrobociu czlowiek z cechami autystycznymi staje sie autystyczny. podobnie jak dziecko w niewlasciwej klasie, szkole czy z niewlasciwa pania. wszytsko zalezy od okolicznosci. ale na pewno wiecie o tym. trzeba czasem miec troche szczescia a w przypadku dzieci intuicji,zeby je odpowiednio prowadzic. wcale nie chpodzi tu o terapie. wystarczy pozwolic na wieksza samodzielnosc, nie wyreczac, nie robic niuniusia z dziecka i jakos sobie wtedy poradzi(byc moze)-mowie o takich z cechami autystycznymi czy z tym autyzmem wysokofunkcjonujacym,czy jak to tam sie zwie.
    • zakladka Re: Cieszę się 16.12.12, 11:03
      Przegapiłam awanturę, zapoznałam się pobieżnie
      z wpisami, jako mama dorosłego, niefunkcjonującego samodzielnie,
      miałam wiele zrozumienia da twojego wpisu od którego się zaczęło ...

      Naprawdę sądzisz, że akurat tutaj są ludzie bezmyślni,
      bezwolni i potrzebujący impulsu do działania?
      Że oprócz wroga, którego już mają, w postaci zaburzeń dziecka, potrzeba im jeszcze kogoś?
      Że potrzebują takiej pomocy? W postaci zmuszenia ich do niepotrzebnego wydatkowania energii, irytacji, przypominania o możliwym niepowodzeniu? Niepowodzeniu, którego mimo działania czasami uniknąć nie sposób?

      Ludzie mają problem i swoje metody radzenia sobie z nim.
      Za to, że w ogóle próbują-nawet jeśli w naszej opinii w zły sposób i nieefektywny-
      należy im się szacunek-nie szyderstwo.

      Doprawdy, trzeba megalomanii aby podejrzewać, że ktokolwiek zacznie kiwać palcem w bucie
      z tego powodu aby udowodnić Ci, że nie masz racji.
      • madziulec Zakładka... 16.12.12, 11:25
        Czy ja Ci mówiłam kiedys, że szanuje Cie za Twoje myśli? Jesli nie to przepraszam i nadrabiam.
        Bez stawiania posągów (cholera tak modnych tu ostatnio), czołobitności, całowania stopiczek i ścielenia dywaników... po prostu szanuję i już
        • zakladka Re: Zakładka... 17.12.12, 09:56
          Nadrabiaj, każde ego potrzebuje głaskania.

          A tak serio: miło mi bo nie zawsze się zgadzałyśmy:)
          • madziulec Re: Zakładka... 17.12.12, 10:56
            Ale my nie musimy się zgadzac, by się szanowac ;))))
      • gemmavera Re: Cieszę się 16.12.12, 14:22
        Zakladko, dzięki za rozważny i mądry wpis.
        • marychna31 Re: Cieszę się 17.12.12, 14:56
          też mi się podoba wpis Zakładki:)
      • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 00:59
        zakładko, cieszę się, że wciąż można tu znaleźć tak bezmyślnych ludzi jak ty. Piszę bezmyślnych, bo są przeciwieństwem tych, których rohatyna zalicza do grona MYŚLĄCYCH. To dzięki takim ludziom wciąż nie tracę wiary w człowieka... bo podobnie jak ty nie myślę. Pozdrawiam cię serdecznie,
        • halogen75 Re: Cieszę się 18.12.12, 06:35
          I ja przyłączę się do słów uznania pod wpisem zakładki:)
    • 1iwona1 Re: Cieszę się 16.12.12, 17:04
      Gepardzico, kilka lat temu odmówiono mi terapii starszego syna (ZA + wówczas poważne zaburzenia wtórne). W zamian za to dostałam do ręki listę ośrodków, w których mogę go umieścić. Młodszego syna uczę sama (edukacja domowa), bo nie przetrwałby w szkole ani jednego dnia. Jeśli masz ochotę - zapraszam na iwonek12@op.pl.
    • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 00:32
      Rohatyna napisała:
      "Cieszę sie, że część z Was zaczęła MYŚLEĆ. (...) Trzeba było takiej okropnej baby jak ja, żeby mogło to się stać."
      Pozwolisz, że ja NIEMYŚLĄCY też kilka słów napiszę? Określiłem siebie jako niemyślącego, ponieważ z twojej rohatyno wypowiedzi jasno wynika, że myślący są tylko ci, którzy przyjmują twoją optykę. Nie skrywasz satysfakcji, iż (twoim zdaniem) część z piszących na forum osób DZIĘKI TOBIE uruchomiło swój umysłowy potencjał. Dotąd byli bezwolnymi, bezmyślnymi istotami, matkami wierzącymi w to, że ich dzieci, gdy dorosną będą funkcjonować na tyle dobrze, że poradzą sobie z prostymi czynnościami potrzebnymi w codziennym życiu co pozwoli na elementarną samodzielność życiową.
      Teraz po zabiegach rohatyny, czynionych dla dobra ogółu otwierają im się oczy i zaczynają MYŚLEĆ. Dostrzegają, że nie ma nadziei, nie ma sensu wysiłek często ponad siły, nie ma światełka w tunelu i jednym słowem wszystkie terapie i zabiegi, by przystosować dziecko do życia funta kłaków nie są warte. Nie wyleczą autyzmu, nie będą autystyczni młodzieńcy brylować na salonach i rwać tuzinami dziewczyny, nie wezmą udziału w wyścigu szczurów i nie osiągną sukcesów w wielkich korporacjach, nie założą rodzin i nie obsypią rodziców wnuczkami... czy to jednak oznacza, że ich życie, że oni sami są niewiele warci?
      Bo nie spełnili pokładanych w nich nadziei? nie są ludźmi sukcesu? Bo tyle pracy się włożyło, że o kasie nie wspomnę, a tu klapa, sukces niepełny...
      Jestem ojcem 20 latka z Zespołem Aspergera i wbrew temu o co zabiega tu na forum rohatyna NIGDY nie będę myślał jej kategoriami. Jestem do głębi przekonany, że idąc w jej, rohatyny ślady zdradziłbym moje dziecko, odrzucając wiarę w niego odrzuciłbym jego samego, nie kochając go takim jaki jest sam nie zasługiwałbym na jego miłość. Tak, tak rohatyno, na jego miłość. Bo ja WIEM, że on mnie kocha, podobnie jak swoją mamę. Nie, nie mówi tego, ale miłość można odbierać i okazywać w najróżniejszy sposób. Mój syn zawsze, gdy wyjeżdżam na parę dni (praca), nim wyjdę z domu czeka w korytarzu i mocno się do mnie przytula, obejmuje mnie ramionami, czuję jego bliskość, ciepło jego policzka przy moim policzku i trwamy tak w uścisku minutę lub dwie... Podobnie jest gdy wracam.
      Nie potrafiąc poradzić sobie ze swą frustracją wmówilaś sobie i próbujesz wmówić innym, że ich nadzieje pokładane w ich dzieciach, to niepotrzebne, szkodliwe złudzenia. Masz poczucie misji, ty rohatyna otworzysz wszystkim oczy, obedrzesz ze złudzeń, zabierzesz nadzieję, obrazisz ale... "Też dobrze! To pomaga. Spina szeregi i daje impuls do działania"
      Piszesz, że się ucieszysz jak się dowiesz, że nie masz racji - większego nonsensu mógłbym spodziewać się tylko po Kaczyńskim. Nie ma takiej siły, nie ma najbardziej przemawiającego do rozumu, czy wyobraźni argumentu, by przekonać cię, że nie masz racji. Walka z tobą to walka z wiatrakami.
      Wam wszystkim powiem, jedno, gdy czytam, że rohatyna czyta ciurkiem wszystkie wypowiedzi i się cieszy, to mnie ogarnia smutek i niepokój. Smutek, bo domyślam się z czego jej radość wypływa, niepokój zaś jest niepokojem o to, że sami pozbawiacie się nadziei na to, że ujrzycie jak wasze dziecko kroczek po kroczku, nieśmialo i chwiejnie kroczy ku lepszemu funkcjonowaniu. Nie, nie obiecuję nikomu z was, że wasze dzieci będą doskonale funkcjonować, że gdy dorosną trudno je będzie odróżnić od NT. Każde z naszych dzieci jest indywidualnym przypadkiem, mają różne deficyty, i różnie je głębokość zaburzeń, ale żadne z nich, gdy poświęcicie im swe wszystkie siły nie będzie stało w miejscu.
      Nie zaprzepaśćcie tej szansy, dajcie im szansę rozwoju, dojścia do punktu, który przy waszej pomocy są w stanie osiągnąć. Dla każdego z naszych dzieciaków ten punkt leży w innym miejscu, ale to nie znaczy, że nie warto. Nie dawajcie posłuchu komuś, kto nie potrafi poradzić sobie samodzielnie ze swoją frustracją, z poczuciem przegranej, ze swym bólem. Spójrzcie na swe dzieci, zaciśnijcie zęby i nie opuszczajcie ich, nie spisujcie na straty, nie zawieszajcie poprzeczki na wysokości NT, bo to nie olimpiada.
      Nie chcę dużo pisać o moim synu, bo mój syn ma święte prawo do prywatności, jest dorosły. Zrobił maturę, odbył staż w dużej międzynarodowej firmie, zrobił prawo jazdy (przeszedł badania w Ośrodku Medycyny Pracy takie jakie robią zawodowi kierowcy), coraz lepiej poczyna sobie za kierownicą. Wiem, dla rohatyny to nic nie znaczy, to wszystko proch, nic, zero, bo nie ma dziewczyny, tu gdzie mieszkamy nie ma kolegów (ma mnóstwo kontaktów w necie i okresowo jeździ na konwenty mangi- sam i tam znajomych spotyka), nie pracuje (póki co, ależ ilu NT nie ma pracy) ma wciąż pewne dostrzegalne (dla znających się na rzeczy) cechy typowe dla ZA (przemilczę ze względu na prywatność). Czegóż chcieć więcej na Boga? Czegóż chcieć więcej? Ja nie oczekuję, że mój syn osiągnie kryteria umożliwiające postawienie go na równi z NT, ale ja tego nigdy nie oczekiwalem, wiedząc, że ma ZA. To największy błąd jaki można popełnić. Macie dziecko z autystycznego spektrum więc czego oczekujecie, że osiągnąwszy pełnoletność stanie się NT? Nie, nigdy nie będzie NT, ale ja tego nie oczekuję. Ja jestem szczęśliwy patrząc co razem osiągneliśmy. Jestem szczęśliwy, bo wiem z jakiego punktu startował i do jakiego poziomu dotarł. To jest dla mnie źródlo szczęścia i dumy ze swego syna. Bo ja jestem i będę z niego dumny. Jestem dumny z tego co osiągnął. Chcecie to pogrążajcie się w czarnej rozpaczy, posypcie głowę popiołem i wyjcie z bólu... Ja wskazuję wam inną drogę. We mnie nie ma frustracji i wściekłości, ja nie dość, że nie będę obrzucał waszych dzieci epitetami, to nie pozwolę na to nikomu, bo te epitety obrażają również mego syna. I nie będę opowiadał głupot, że obrażanie was i waszych dzieci pomaga, "Spina szeregi i daje impuls do działania"

      Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy [tu] wchodzicie..." idąc w ślady rohatyny sprawicie, że ten cytat z "Boskiej Komedii" Dantego stanie się mottem tego forum, a jeśli kto nie wie, to przypomnę, że napis ten widniał nad wejściem do piekieł.
      • rohatyna Re: Cieszę się 18.12.12, 01:44
        backwoodsman napisał:
        Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy [tu] wchodzicie..." idąc w ślady rohatyny sprawicie, że ten cytat z "Boskiej Komedii" Dantego stanie się mottem tego forum, a jeśli kto nie wie, to przypomnę, że napis ten widniał nad wejściem do piekieł.

        Ech ... nawet tego nie skomentuję. Szkoda czasu i atłasu.


      • halogen75 Re: Cieszę się 18.12.12, 06:37
        backwoodsman, Ty wiesz, że lubię Cię czytać, nie?;)
        • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 09:55
          halogen75 napisała:

          > backwoodsman, Ty wiesz, że lubię Cię czytać, nie?;)
          halogen, twój nick ma dla mnie głęboki sens, jesteś dla mnie kimś, kto oświetla mi drogę i rozprasza mrok otoczenia, czyni je znośniejszym.
          jesteś również jednym z powodów, dla których czasami zostawiam tu swój ślad ;)
      • rohatyna Re: Cieszę się 18.12.12, 07:25
        backwoodsman napisał:

        We mnie nie ma frustracji i wściekłości, ja nie dość,
        że nie będę obrzucał waszych dzieci epitetami, to nie pozwolę na to nikomu, bo
        te epitety obrażają również mego syna. I nie będę opowiadał głupot, że obrażan ie was i waszych dzieci pomaga.


        Jak zwykle niestety nic nie zrozumiałeś. Ja nie obrażam naszych dzieci. Byłoby to głupie, jako że sama jestem matką ze spektrum.
        To świat je na co dzień obraża i czym są starsze tym bardziej, bo małym wybacza się więcej. Nad tym ubolewam i to jest powodem mojego cierpienia, a swojego syna kocham nad życie, jako i on mnie, i też jestem z niego dumna i cieszę się z jego osiągnięć, bo wiele zrobiłam, żeby mogły mieć miejsce.
        Tylko ten świat ... i ta rzeczywistość .... i ci ludziew w okół. W tamwaju, na ulicy, w szkole, w miescach gdzie starał się o pracę...gdzie chciał poznać kumpli... gdzie poznał dziewczynę.To musi się zmienić i z tym rzeba walczyć. Jeśli rozumiesz.
        Nie czuję żadnej misji. Jestem zmęczona.
        • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 09:36
          "Jak zwykle niestety nic nie zrozumiałeś. Ja nie obrażam naszych dzieci."

          Mnie, to, że nic nie rozumiem można wybaczyć, ja jestem NIEMYŚLACY... ale nawet nie myśląc, spętany swą umysłową ociężałością wiem, że to czy słowa jakie do kogoś kierujemy obrażają go, czy nie obrażają, zależy jedynie od indywidualnej wrażliwości i od indywidualnej granicy dopuszczalnego poziomu konwersacji. Ty rohatyno swoją granicę próbujesz narzucić wszystkim wokół ciebie, nie licząc się z niczyimi odczuciami. Ty nie potrafisz dostrzec, bądź udajesz że nie dostrzegasz różnicy (może subtelnej, ale jednak), między tym co ja nazwę promiskuityzmem, czy częstymi przygodnymi kontaktami seksualnymi, a co ty zapewne określisz jako kurwienie się. To tylko pozornie wygląda na problem w wyrażaniu tego samego, dobierając inne słowa. Za słowami zawsze kryje się pewna intencja. Zawsze. Bo dobór słów jakich uzywamy do wyrażenia czegokolwiek, w tym stanu naszych uczuć kryje w sobie intencję. Bo nasz język, jest nie tylko opisem czegoś, ale świadczy także zawsze o naszym stosunku do opisywanej rzeczy. Żyjesz w przekonaniu, że określanie przyszłości dziecka jako stanu "bycia mniej czy bardziej, ale głupim" jest tylko opisem rzeczywistości i nie ma w tym wszak nic obraźliwego. To jedynie nazwanie rzeczy po imieniu. Dla mnie taki dobór słów kryje w sobie niestety domieszkę pogardy. Bywało, że ja sam zwracałem się do ciebie takim językiem, ubolewam nad tym, ale chciałem byś dzięki temu zabiegowi dostrzegła różnicę, o której mówię, lecz teraz widzę, że to próżny zabieg. Wiem, że są osoby, które z tego co napisałem nic nie rozumieją, bo trudno im przebrnąć przez dłuższy tekst w którym umyka im myśl przewodnia. Przykro mi, prościej wyrażać swych myśli nie potrafię.

          "Tylko ten świat ... i ta rzeczywistość .... i ci ludziew w okół. W tamwaju, na
          > ulicy, w szkole, w miescach gdzie starał się o pracę...gdzie chciał poznać kump
          > li... gdzie poznał dziewczynę.To musi się zmienić i z tym rzeba walczyć."

          Niestety, to nie forumowi rodzice żyją złudzeniami tylko ty. Uskarżasz się na rzeczywistość i otaczający nas świat, na nieznośny do wytrzymania ból i cirpienie jaki ta rzeczywistość powoduje. Czy zastanowiłaś się jaki ból, jakie cierpienie, jaki poziom frustracji musiał odczuwać ów młody człowiek, który dokonał masakry na bogu ducha winnych małych dzieciach, mordując przedtem swoją matkę? Sądzę, że on też był przekonany, że coś, co go otaczało i powodowało nieznośne cierpienie trzeba było zmienić i odczuwał przed tą masakrą przekonanie, że trzeba z tym walczyć. Nie zrozum mnie źle, nie próbuję stawiać was na tym samym poziomie, absolutnie.

          "Jeśli rozumiesz"

          By spróbować pokazać ci, że rozumiem skopiuję tu mój post, jaki umieściłem gdzie indziej, w innym miejscu, ale również w środowisku mającym ścisły związek z autyzmem:

          miałem napisać coś zupełnie innego, lżejszego, ale...życie chadza sobie znanymi ścieżkami, nie licząc się zupełnie z naszymi pragnieniami i planami i zwykło narzucać nam wbrew nam samym swoje scenariusze, czego najdoskonalszym przykładem są nasze dzieci. Wiem, że ktoś na tamten mój post czekał, przepraszam więc owego ktosia za spóźnienie.
          Dzisiaj "Katarzynka" święto pracowników kolei i komunikacji. Świeto którego mój syn - milośnik pojazdów szynowych każdego roku wyczekuje i które spędzamy razem jak nie w zajezdni tramwajowej, to w jakimś obiekcie kolejowym. Dzisiaj padło na lokomotywownię Poznań Franowo
          Autyzm zawsze odmienia życie rodzica. Czyni go innym rodzicem, innym od tysięcy rodziców, których dzieci rozwijają się bez widocznych zaburzeń. Rodzic autystycznego dziecka wykształca w sobie cechy, które u przeciętnego rodzica bądź nie rozwijają się wcale, bądź w niewielkim stopniu. Opieram to twierdzenie na obserwacji samego siebie, choć wiem, ze nie jest to próba reprezentatywna. Jechaliśmy pociągiem do Poznania, ja i mój syn. Na peronie jednej ze stacji stał byczek o pół głowy wyższy ode mnie z dwiema butelkami piwa w ręku. Wsiadł do naszego przedziału. Wiedziałem, że dosiądzie się do nas. Oprócz nas siedział tam jeszcze młody chłopak. Byczek na dzień dobry spytał naszego współpasażera skąd jedzie. Chlopak odpowiedział i padło pytanie skierowane do nas:
          -A wy skąd bo chyba jesteście razem? to twój syn?
          -A czemu cię to interesuje? - spytalem
          -Bo chce kurwa wiedzieć z kim jadę, dziwne?
          Powiedziałem mu skąd jedziemy i niemal czulem jak we krwi pojawia się adrenalina. Nigdy nie bylem agresywny i zwykle unikałem konfliktowych sytuacji, ale byl ze mną mój syn i widziałem jak ta sytuacja zmienia rysy jego twarzy, jak wypełza mu na twarz obawa przed tym co może nastąpić, jak kurczy się w sobie.
          Byczek spojrzał na Mika i stwierdził
          -A co on kurwa taki jakiś wycofany? Dumny jesteś z takiego syna?
          Widziałem kątem oka jak Miko zerknął na mnie.
          I wtedy poczułem jak coś uderza mi do głowy, nie wiem, skok ciśnienia, adrenalina, czy jeszcze coś innego. Mimo, że staralem się zapanować nad sobą to słyszałem, że zmienił mi się tembr glosu. Nie chciałem prowokować spięcia, ale te slowa podzialały na mnie jak płachta na byka i powiedziałem:
          Tak, to jest mój syn, a ja jestem z niego tak dumny, jak tylko ojciec może być dumny ze swojego syna, czy się to komuś podoba czy nie.
          Nie wiem co mialem w oczach mówiąc to, ale byczek odpuścił i skupił się na naszym współpasażerze. Wrócil jeszcze do Mika pytając czym sie zajmuje i próbował namówić Mika do wlamania się do kompa jego żony, bo jak twierdził musi mieć kontrolę nad nią. Ma dwóch agentów w domu (synowie), ale musi kontrolować kompa. Rozmawialem z nim z konieczności odwracając uwagę od Mikolaja, bo widziałem, ze syn nie bardzo sobie w tej stresujacej sytuacji radzi.
          Kiedyś przed wielu, wielu laty widzialem, jak moja kotka, której kocę bawiło się na trawniku widząc jak w jego kierunku biegnie duży wilczur, bez namyslu skoczyła mu z pazurami do pyska. Wtedy bylem zdumiony jej odwagą i desperacją. Dzisiaj przypomniala mi sie tamta scena i wiedziałem, ze gdyby memu synowi cokolwiek groziło zrobiłbym to samo. Autyzm dziecka odmienia rodzica, czyni go bardziej wyczulonym na sytuacje jakie mogą pojawić sie wokół jego dziecka, na sytuacje z którymi on sobie, mimo że jest dorosly nie poradzi, w których bedzie zagubiony. Miko odbyl już parę samodzielnych dalekich podróży. Zawsze się na to godzę, bo taka jest kolej rzeczy. Jest dorosly, ma prawo decydować o sobie i opuszczać dom kiedy zechce, a ja pomimo lęku o niego, pomimo strachu, że spotka go taka sytuacja niosąca ze sobą potencjalne zagrożenie dla niego, kiedy mnie obok nie będzie nie zamknę go w klatce by go chronić. Mój lęk to mój problem. Muszę sobie z nim radzić, gdy on, mój syn jest z dala od domu. Mogę go uczulać by był czujny, ale nie wolno mi ograniczać syna w niczym. I to miałem na myśli mówiąc, że rodzic autystycznego dziecka jest bardziej wyczulony na pewne rzeczy. Rodzic wie bowiem, że jego autystyczne dziecko nie poradzi sobie ze wszystkimi aspektami życia. A zagrożenie jest jednym z nich. I to jest jedyny koszmar jaki mnie prześladuje za każdym razem gdy mój syn udaje się sam w podróż, bo wiem jakie bestie krążą po świecie. Gdyby nie miał ZA takich silnych obaw bym nie mial, ale ZA będzie przy nim zawsze i niezależnie od tego, że jest dorosły zawsze będę o niego drżał jak o dziecko.
          Ja też mam obawy o swego syna, też widzę otaczający nas świat i nieobce mi są twoje rohatyno rozterki. Odczuwasz potrzebę walczenia z tym, tylko czemu walczysz z tym tu na forum, gdzie wydaje się są ludzie , którzy doskonale są uwrażliwieni na to, co tak ci doskwiera i czemu takimi metodami? Ta droga prowadzi w ślepy zaułek. Ja nie postrzegam tego jako walki o zmianę otaczającego świata, bo natury ludzkiej nie zmienisz, choćbyś nie wiem jak chciała. Ja widzę w "twojej walce" tu na forum jedynie sposób na rozładowanie skrajnej frustracji i wyładowanie złych emocji, tyle, że takie rzeczy robi się w innych specjalnie do tego przygotowanych i przeznaczonych mi
          • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 09:50
            Ja widzę w "twojej walce" tu na forum jedynie sposób na rozładowanie skrajnej frustracji i wyładowanie złych emocji, tyle, że takie rzeczy robi się w innych specjalnie do tego przygotowanych i przeznaczonych miejscach, jeśli wiesz co mam na myśli.
            dokończyłem tu mój post, by ostatnie, a ucięte zdanie miało swój sens.
          • zakladka Re: Cieszę się 18.12.12, 10:11
            backwoodsman napisał:
            "Wiem, że są osoby, które z tego co napisałem nic nie rozumieją, bo trudno im przebrnąć przez dłuższy tekst w którym umyka im myśl przewodnia. Przykro mi, prościej wyrażać swych myśli nie potrafię."

            No i niech teraz sam przeczyta pierwszy akapit swego poprzedniego wpisu :) :) :)

            Kochany, my się musimy umówić-koniecznie.
            Nasi synowie mają tego samego fioła!
        • zakladka Re: Cieszę się 18.12.12, 10:02
          Intencje z jakimi wypowiada się pewne słowa nie decydują o tym,
          czy ktoś poczuje się nimi urażony, niestety.
          Znasz takie powiedzenie: jeśli trzecia z kolei osoba ci mówi, że jesteś koniem kup od niej siodło?

          Tak, świat jest zły. Myślałaś, że nie wiemy?
          Ludzie źli bywają: nie tylko dla niepełnosprawnych.
          Akurat tu były tuziny wątków o braku akceptacji, z którym musimy się zmierzyć-mamy dookoła tych samych ludzi co ty: w tramwaju, szkole, sklepie, czasami pedagogów i sąsiadów a nawet babcie, dziadków i o zgrozo, często drugiego rodzica.
          Skoro mają się zmienić to może idź pokrzycz na nich, co?
          Choć może raczej nie, usłyszą o swojej bezmyślności,
          życzliwsi dla nas i naszych dzieci nie będą.

          Każdy z nas musi poradzić sobie z bólem, rozczarowaniem, brakiem akceptacji, sprzeciwem wobec tego co nas dotknęło. Tak, to jest cholerne nieszczęście, nie żadna łaska ani zaszczyt, w poważaniu mam "ubogacenie" i "rozwój" radzeniem sobie z nim, wolałabym się bogacić wewnętrznie na tysiąc innych sposobów. Ale to ja-inni może chcą wierzyć, że są wyjątkowi- proszę bardzo, ich sposób na przetrwanie. -
          Tylko że ASD to taki sam problem jak inne. Jestem głodna, idę do roboty i zarabiam na chleb- nie wrzeszczę na sąsiadów, bo akurat jedzą obiad.
          Mam dziecko jakie mam, to zmieniam świat :)
          Tak jak każdy z nas tutaj na co dzień -pokazujemy, że można innego kochać,
          z nim nie tylko wytrzymać, ale i cieszyć się, nie bać się go i nie krzywdzić, nie podejrzewać, że złapie za broń i wystrzela pół szkoły a włączyć z pożytkiem w codzienne życie, mimo, że sobie nie radzi.
          To wszystko MUSIMY zrobić. ROBIMY- piszemy na forach, na blogach, tracimy swoją prywatność, zakładamy stowarzyszenia, "przyznajemy" się publicznie, niektórzy latają dookoła pałacu kultury a niektórzy tylko bez wstydu za grzech posiadania "takiego dziecka" odkłaniają się sąsiadom.

          I żeby to wszytko przyniosło pożądany efekt -to niestety, ale sami musimy WIERZYĆ, że nam się uda: zmienić dziecko albo świat. Inaczej świat nie uwierzy nam.
          Głupie według ciebie, nie?
          Ale cholernie skuteczne-jak się coś dokładnie wmówi swoim żołnierzom,
          to się wygrywa bitwy- i tylko tak.

          I przykro mi bardzo, wiem, jak zmęczona jesteś, też bywam, też ogarnia mnie zniechęcenie po kolejnej porażce, mojej lub syna.
          Ale nie wmawiaj nam, że twoje rozgoryczenie, do którego masz absolutne prawo, twój okrzyk rozpaczy jest okrzykiem bojowym, który ma zagrzewać do walki. Bo nie jest i to właśnie ci wszyscy usiłują powiedzieć. Zobacz jaki stawiają opór. Ludzie nie tego potrzebują-mordowanie nadziei, to największa zbrodnia wobec ludzkości.
          • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 13:06
            kochana zakładko, mój pech poega na tym, że jeśli znajdzie się już w otoczeniu moim ktoś, kto zdradza chęć kontaktu ze mną face to face, to okazuje się, że mieszka hen, za górami za lasami... Ale zawsze lgnę do ludzi pozytywnie nakręconych, więc jestem cały za... co ma ten dodatkowy plus, że nasze dzieciaki też bez problemu znajdą wspólny język :)
            • zakladka Re: Cieszę się 18.12.12, 13:39
              Ja nie mieszkam za lasami tylko pod lasem za to na końcu drogi.
              Czekamy na śnieg, bo Misiasty ma do wypróbowania pług odśnieżny wirnikowy.
              Na odwiedziny nie liczę tylko na spotkanie na szynach :)
              • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 14:18
                zakładko, to życzę Misiastemu dużo białego puchu już w najbliższych dniach, a co do spotkania na szynach, jako że to czas przedświąteczny, to wierzę, że życzenia wypowiadane w ten magiczny czas zostają wysłuchane, jesli będziesz dzielić ze mną tą wiarę, to kto wie, kto wie...
              • madziulec Re: Cieszę się 18.12.12, 14:36
                A skąd MIsiasty dorwał takowe cuuudo????
                • zakladka Re: Cieszę się 18.12.12, 15:32
                  Zrobił sobie:)
                  Jak skończy to się pochwalę zdjęciem pod czereśnią.
                  • ela880 Re: Cieszę się 18.12.12, 21:14
                    Przeczytałam wszystkie wpisy i chociaż rzadko się odzywam , tym razem muszę.
                    Kocham to forum i Was wszystkich- niezależnie od punktu widzenia.,
                    Przecież wszyscy gramy w jednej drużynie, prawda?
                    • backwoodsman Re: Cieszę się 18.12.12, 22:11
                      Tak Elu masz rację, wszyscy jesteśmy w jednej drużynie, tylko niektórzy strzelają do własnej bramki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja