Dodaj do ulubionych

Liczebność klas-refleksja

03.03.16, 13:35
Jako, że na tym forum często porusza się kwestię ile osób w klasie daje gwarancję, ze będzie względnie ok, chcę coś zasygnalizować.
Dotyczy: dziecka wysoko-funkcjonującego, w normie IQ, spokojnego z ZA.
Córka chodzi do 3 klasy szkoły ogólnodostępnej, nieintegracyjnej, prywatnej, dużej - klasy po 15 os, po trzy klasy z każdego rocznika (od A do C).
Zastanawiałam się z uwagi na kłopoty z koncentracją i ogarnięciem uwagi w grupie, czy jednak nie byłaby lepsza maleńka szkoła z jeszcze mniejszymi klasami np. po jednej klasie w roczniku i po np. 10 dzieci w klasie.
Teraz wiem, że nie. W ostatnim czasie mieliśmy spadek liczebności klas (infekcje) tak, że przez 2 tygodnie klasa liczyła 6 osób. Podpytałam nauczycieli o to czy było "lepiej" i pytałam córkę. Córka : duża klasa jest dużo fajniejsza - zawsze jest ktoś z kim można pogadać, pobawić się itp. Nauczyciele: dla niej większa klasa jest lepsza na tle mniejszej liczby dzieci bardziej widoczne są deficyty i ona sama je dostrzega, co ją blokuje - wśród większej liczby dzieci zawsze ktoś też robi coś nieco inaczej. Większą grupą łatwiej jest też niezauważalnie modulować sytuacje, czy odwracać uwagę. Co ciekawe - ograniczona liczba dzieci wcale nie wpłynęła znacząco na wzrost koncentracji.
W sumie to się cieszę.

Obserwuj wątek
    • stokrotka_beauty Re: Liczebność klas-refleksja 03.03.16, 13:41
      Na tym przykładzie widać, że każde dziecko jest inne. Bardzo się cieszę, że Twoja córka dobrze się czuje w dużej klasie:).
      • aga_sama Re: Liczebność klas-refleksja 03.03.16, 14:09
        Mam podobną refleksję, ale :)
        1. Opisana przez ciebie piętnastoosobowa klasa to jest MAŁA KLASA.
        2. Czy dzieci 15 czy 25 wszystko zależy od nauczyciela, od tego jak potrafi "modulować grupą".
        3. Nie bez znaczenia jest również to, że w klasie Twojej córki nie ma innych dzieci z deficytami, więc nauczycielka może się zająć "modulowaniem" zamiast gasić pożary.
        4. Ze wszystkimi zastrzeżeniami całkowicie się z Tobą zgadzam :) co więcej mogę napisać, że taka prawidłowość występuje w znacznie licznej, zwykłej klasie masowej syna
    • agata_abbott Re: Liczebność klas-refleksja 03.03.16, 14:24
      Ale klasa piętnastoosobowa to nie jest duża klasa:)

      My stoimy teraz przed wyborem przedszkola. Wszystkie przedszkola publiczne to grupy po 25 dzieci. Bardzo dużo:(
      • holina Re: Liczebność klas-refleksja 03.03.16, 16:23
        Aniu, bardzo fajnie że napisałaś. Myślę, że nie jedna mama stoi przed takim dylematem a to naprawdę fajny argument. Ja tego w ogóle nie rozważałam teraz stoję przed dylematem wyboru szkoły.
      • wanderratte Re: Liczebność klas-refleksja 09.03.16, 07:07
        W SAGE ( www.aypf.org/publications/rmaa/pdfs/ClassSizeSAGE.pdf ) 15 osób to była maksymalna liczebność małej klasy (w normalnych klasach było od 21 do 25 uczniów).

        I na szybko znalazłum jeszcze coś takiego:

        aer.sagepub.com/content/17/4/419.abstract
        • agata_abbott Re: Liczebność klas-refleksja 09.03.16, 12:05
          No tak, ale rozmawiamy, jak myślę, o realiach polskich ogólnodostępnych szkół. Tam klasa piętnastoosobowa to jakiś ewenement - spotykany najczęściej w szkołach, w których inaczej klasy uformować się nie da (bo np. albo dzieci jest tak mało rejonie/roczniku, albo jest trochę więcej, ale jednak za dużo, aby była tylko jedna klasa, więc robią dwie mniejsze).

          Próbuję aktualnie zapisać córkę do przedszkola. Mam na oku jedno prywatnie, integracyjne - tam grupy liczą po dwanaścioro dzieci i to są najmniejsze grupy, o jakich słyszałam (piszę o przedszkolach zwykłych i integracyjnych). W innym integracyjnym - grupa ma 24 osoby. W przedszkolach publicznych - liczebność grup to zawsze 25.

          Nie pamiętam, ile dzieci było w grupie, jak ja chodziłam do przedszkola, ale w podstawówce było nas 24 (dwie klasy w roczniku). W liceum - 34. Aż trudno mi sobie wyobrazić, jak może wyglądać klasa piętnastoosobowa:)
    • wanderratte Re: Liczebność klas-refleksja 09.03.16, 07:24
      Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że maksymalna liczba studentów w efektywnie nauczanej grupie wynosi 5. A jeśli studentów jest więcej, efektywność nauczania spada tym bardziej, im grupa jest liczniejsza. Ale to tylko moje osobiste doświadczenie. I różnice mogą wynikać z wielu rzeczy. Biorąc jednak pod uwagę to, jak oceniają mnie studenci, raczej nie wynikają z mojej nieudolności.
    • jagoda280486 Re: Liczebność klas-refleksja 09.03.16, 10:46
      pwinnas przemyslec na czym ci najbardziej zalezy na tym zeby corka sie dobrze uczyla czy na samopoczuciu corki w klasie 3/4 osobowej z pedagogiem specjalnym moglaby miec same piatki dla mnie
      najwazniejsze bylo to zeby mlody sie dobrze czul w szkole bo predzej czy pozniej zacznie sobie zdawac sprawe ze ma problem i co wtedy latwiej jest zaakceptowac to ze jestes inny jak wszyscy sa tacy sami
      • holina Re: Liczebność klas-refleksja 09.03.16, 13:27
        3 czy 4 osobowe klasy oferują jedynie szkoły terapeutyczne czyli innymi sĺowy specjalne. I owszem tam jest psycholog i pedagog specjalny. Czy dla dziecka dobrze funkcjonującego taka szkoła to dobre rozwiązanie, nawet jeśli mało by mieć najwyższe z możliwych ocen ?
        • jagoda280486 Re: Liczebność klas-refleksja 09.03.16, 21:27
          klasy terapeutyczne sa rowniez organizowane w masowkach i maja laczone lekcje np. religie muzyke itp 2/4 osobowej klasie napewno dziecko ma szanse sie duzo wiecej nauczyc niz w normalnej klasie ja przez 2 lata podstawowki ani razu nie zajrzalam do ksiazki co do wysokofunkcjonujacych one maja najgozej dziecko uposledzone jest o tyle szczesliwsze ze nie zdaje sobie z tego sprawy ze ma problem dlaczego wiekszosc dzieci z ZA czy CZR z masowych szkol laduje na indywidualnym nauczaniu bo szkola sobie z nimi nie radzi
        • wanderratte Re: Liczebność klas-refleksja 10.03.16, 06:46
          Zależy od wielu czynników. Gdyby chodziło o mnie, najważniejszy byłby chyba poziom nauczania. Bo w nauce nie chodzi o oceny, a o zdobycie wiedzy. Wysokofunkcjonujące dziecko w którymś momencie stanie się wysokofunkcjonującym dorosłym, zakończy edukację i będzie zmuszone szukać pracy. I będzie musiało przewyższać neurotypowych kandydatów na to samo stanowisko wiedzą i umiejętnościami związanymi z wybranym zawodem, ponieważ oni będą górować nad nim zdolnością do robienia dobrego wrażenia.
          Z drugiej strony np. ja się bardzo dużo uczyłum w domu, głównie dzięki wysiłkom mojego ojca, który opowiadał mi np. o tym, jak działają różne maszyny. I szkoła (zwykła) w tym raczej nie przeszkadzała.
          • holina Re: Liczebność klas-refleksja 10.03.16, 12:28
            Hmmm. Nie miałam pojęcia, że dzieciaki z ZA mogą mieć indywidualne nauczanie i z jakich powodów w ogóle? Zachowują się czasem ,, dziwnie ,, ale żeby izolować je od reszty kolegów to takie trochę cofanie tego dziecka. W takim razie jak ono ma się usołecznic i poprawić relacje z ludźmi ? Hmmm
            Te dzieciaki, które znam z ZA ( kilkoro z TUS i jedno w rodzinie ) chodzą do masowych szkół w tylko jedno do placówki integracyjnej z nauczycielem wspomagającym. I z tego co mi wiadomo, to żadne nie ma indywidualnych zajęć
            • wanderratte Re: Liczebność klas-refleksja 11.03.16, 07:38
              > Hmmm. Nie miałam pojęcia, że dzieciaki z ZA mogą mieć indywidualne nauczanie i z jakich powodów w ogóle?

              Patrz: G. Całek, K. Kwapińska, "Sytuacja dzieci z zespołem Aspergera w Polsce. Raport z badań 2014". Strona 24.

              > Zachowują się czasem ,, dziwnie ,, ale żeby izolować je od reszty kolegów to takie trochę cofanie tego dziecka. W takim razie jak ono ma się usołecznic i poprawić relacje z ludźmi ? Hmmm

              A skąd w ogóle założenie, że umiejętność radzenia sobie z przypadkowymi dziećmi będzie Twojemu dziecku potrzebna w życiu? Na pewno będzie mu potrzebna umiejętność dogadywania się z dorosłymi. Ale to nie jest to samo.
              Polecam zapoznać się z pracą doktorską L. E. Shyersa:

              ufdc.ufl.edu/AA00017640/00001

              > Te dzieciaki, które znam z ZA ( kilkoro z TUS i jedno w rodzinie ) chodzą do masowych szkół w tylko jedno do placówki integracyjnej z nauczycielem wspomagającym. I z tego co mi wiadomo, to żadne nie ma indywidualnych zajęć

              Też nie miałum nauczania indywidualnego. Przeżyłum, choć było ciężko. Nauczyłum się radzić sobie z innymi dziećmi. To bolało. I ani trochę nie pomogło mi w nauce radzenia sobie z dorosłymi.

              Przy czym oczywiście każde dziecko z ZA / HFA / ASD jest inne. I np. Świetlik z "Pięknych, Bestii i Aspergera" nie był prześladowany w szkole ( pieknibestiaiasperger.blogspot.com/2015/08/44-szkoa.html ). Z drugiej strony np. Katja z "Kociego Świata ASD" miała podobne doświadczenia jak ja ( kociswiatasd.blox.pl/2015/03/MASZ-JAKIS-PROBLEM.html ).
          • eagle1234 Re: Liczebność klas-refleksja 23.03.16, 00:34
            ?? teraz są fantastyczne serie na Discovery o maszynach ?? ...
      • ania-pat1 Re: Liczebność klas-refleksja 10.03.16, 12:41
        Córka szła do szkoły z pełną świadomością, że ma ZA i co się z tym wiąże. Z pełną świadomością zrezygnowała z zajęć TUS, bo cyt. "nie odpowiadało jej towarzystwo osób z takimi samymi problemami" - powiedziała, że naprawdę ciężko uczyć się rozmawiać patrząc w swoim kierunku, kiedy nikt tak nie robi. Oceny - cóż - opinia córki: ja muszę dbać o koncentrację, ale oni nic nie potrafią zapamiętać ;-). Dysgrafia - tu ma opinię - podobnie jak z dysleksją i oceniana jest regułami dyslektycznymi. Prędzej czy później będzie funkcjonować wśród NT - musi "znać" konkurencję i moim zdaniem klasa NT obrazuje w większym stopniu reguły gry. Wie, że gdy np. wfista pozwala jej powtórzyć serw to kolega wrzeszczy "to niesprawiedliwe!!!!" - i wie, że pewne sytuacje i pewni ludzie niekoniecznie będą stawać na głowie by pomóc. Widzę też po 3 latach w szkole i po rozmowach z rodzicami z klasy, że jako rodzice dzieci niestandardowych jesteśmy nieco spaczeni. Żaden rodzic dziecka NT nie oczekuje, że dzień w dzień szkoła będzie indukować w dziecku same pozytywne emocje. To wachlarz. I nasze dzieci też muszą go zaznać. Ja z premedytacją powiedziałam, że bardziej zależy mi na społecznym aspekcie niż na samej nauce. Bo o ile naukę mogę sama podciągnąć (IQ córka ma wysokie bo ponad 130 na chwilę obecną) to relacji społecznych nie zainscenizuję. A TUSy to też inscenizacja... Przyprowadzanie dzieci do klasy - cóż wiem, niestety, jak to jest komentowane przez dzieci, gdy nauczyciela nie ma w pobliżu. W klasie dziecko musi trochę nauczyć mierzyć się ze stresem - w pierwszej córka pisała sprawdziany na 30% w klasie a na 100% w pokoju nauczycielskim - teraz pisze na 80% w klasie (i na 100% gdy testujemy, jakby to było samemu). Niezapowiedziane kartkówki - 60% - a niezapowiedziana wypowiedź 1:1 - 100%. Pytanie - który wynik istotniejszy. Z punktu widzenia relacji klasowych - dużo lepiej dla niej jak dostanie 4 przy klasie niż przyjdzie z 5 z pokoju nauczycielskiego. Bo sytuacja w klasie indukuje podejście "ona jest "nasza" - choć czasem dziwna. Dzieci mnie np. informują, ze "ona tak się denerwowała a odpowiadała świetnie", albo że jest świetna z angielskiego. Nie wiem czy warto pozbawiać dziecko takich doświadczeń w imię jego dobrego samopoczucia. Ale podkreślam, że mam na myśli klasę poniżej 20 osób, szkołę z klasami nie do "F" i solidnych pedagogów. Bo u nas na 2 godz. dziennie jest drugi nauczyciel, w szkole jest psycholog koordynator z którym córka ma godzinę w tygodniu i logopeda oraz pedagog spec. (rewalidacja - godz. w tygodniu). Ale też córka jest codziennie w szkole od 8 do 17 - bo lekcje + kółka. Nie jest wcale łatwiej zaakceptować inność w grupie takich samych - bo to nie inność. Dwa nie ma ludzi takich samych - a moja córka ma sonar aspergerowy - potrafi na obozie narciarskim wskazać w innej grupie osobę i powiedzieć -tu cytat : "on chyba spełnia kryteria, ale jazda - wszędzie ktoś :-)).
        • holina Re: Liczebność klas-refleksja 10.03.16, 13:30
          Kurcze Aniu fajna ta Twoja córa. :) Dzięki takim pozytywnym nastawieniem człowiek patrzy na to wszystko w jaśniejszych barwach.:) dla mnie osobiście też ważniejsze są aspekty społeczne niż oceny . Wolałabym, żeby mój syn poruszał się w środowisku, gdzie nauczy radzić sobie w różnych sytuacjach. My jesteśmy dopiero na początku drogi, ponieważ w tym roku zaczynamy pierwsza klasę wiec przede mną wiele decyzji do podjęcia. Pytanie co wybrać, żeby było dobrze?
          Mój synek na szczęście nie odbiega wiedzą czy programem zerowkowym od rówieśników, nie ma też większych problemów w takim ogólnym funkcjonowaniu w stadzie mam tu na myśli trzymanie się zasad, wykonywanie poleceń nauczyciela. Nie ma także problemów z zachowaniem zarówno w szkole jak i w domu. Ale zaznaczam, że jest jeszcze mały i mam pełna świadomość tego, że ZA może w pełnej okazałości ujawnić się w późniejszych klasach, wtedy też rówieśnicy mogą zauważać pewna ,, inność ,, U mojego dziecka. Na TUS uczęszcza ponieważ mamy go jeszcze dzięki WWR natomiast wydaje mi się, że dużo więcej zyskaliśmy dzięki takim ,, spotkaniom towarzyskim ,, z dziećmi z przedszkola / zerówki. Oczywiście terapię będziemy kontynuować, bo dzięki temu synuś ma też lepsze wyniki w różnych dziedzinach, porównując np jego funkcjonowanie w latach ubiegłych. Ale przede wszystkim zależy mi na tym, żeby w jakiś sposób dopasował się do życia w tym neurotypowymi świecie, który w przyszłości będzie go otaczał. ( gimnazjum , liceum , studia , praca , rodzina )
    • tijgertje Re: Liczebność klas-refleksja 11.03.16, 12:32
      Syn 12 lat, klasyczny autyzm, inteliugencja powyzej przecietnej, klasa w systemie daltonowskim, laczone 2 roczniki, 29 uczniow.
      Kiedys wydawalo mi sie to marzeniem, ktore nigdy sie nie spelni. Nie da sie stwierdzic, ze tyle, czy tyle uczniow jest dla dziecka optymalne. Dla jednego 5 dzieci w klasie to bedzie za duzo, dla innbego 30 bedzie ok. Nie mozna brac pod uwage tylko liczebnosci klasy. Wazne sa warunki, w jakich dziecko sie bedzie uczyc, podejscie nauczycieli i ogolna atmosfera w klasie i szkole. Syn jako 7-latek, w tej samej szkole nie wyrabial w klasie jednego rocznika przy 18 uczniach. Na wlasne zyczenie przenieslismy go do szkoly specjalnej, bo szkola byla dla niego istnym koszmarem w pewnym momencie. trafil do klasy tylko i wylacznie z wysokofunkcjonujacymi autystami, 15-16 uczniow (najmniejsze mozliwe w Holandii). I bylo dobrze. mimo, ze liczebnosc klasy niewiele sie roznila, warunki w klasie panowaly zupelnie inne. wiecej przestrzeni, oddzielne stoliki, oddzielone regalami, na ktorych kazdy uczen mial wszystko przejrzyscie przygotowane do pracy, zamiast jednej, malej szufladki do dyspozycji i schowania wszystkich materialow, ktore sie z niej "przelewaly". Niestety okazalo sie, ze nauczyciel jednak mial wypaczone spokrzenie na syna i choc nbiby wszystko bylo super, mlody nie zrealizowal programu. Przez 2 kolejne lata mial swietna nauczycielke, ktora choc ograniczona idiotycznymi zasadami w szkole i podejsciem ciagnacym mlodego do sredniej (w dol), wiedziala, jak cos z niego wyciagnac. Mlody w klasie czul sie dobrze, mial kolegow i nawet dziewczyne ;) Po 3 latach w tej szkole znow sami podjelismy decyzje, ze czas na powrot. Mlody mial srednie oceny, spolecznie wyraznie odstawal (ogolnie podejscie do ucznow :"o, bo oni sa tacy biedni, tak im ciezko, wiec nie bedziemy wymagac wiecej niz absolutnie jest to konieczne"). Dziwnie na nas patrzono, gdy mlody mowil, ze sam chodzi na zakupy czy do fryzjera, bo jak to NIE BOIMY SIE? Ano boimy sie, ale samo nie przyjdzie, jak osiagnie doroslosc. Stanelam na glowie, zeby mlodego zdiagnozowac w kierunku dysleksji (z diagnoza autyzmu moga to zrobic tylko 2 specjalistyczne osrodki w Holandii), niemal wymusilam polroczna terapie (cos jak TUS), bo wiedzialam, ze bez tego nie da rady. Ze wzgledu na autyzm nie ma w szkolach zadnych przywilejow, ulg , zwiekszonego czasu na zadania itp, a mlody ma tez zdiagnozowane ADHD, dysgrafie i pare innych "kfiatkow". Bez papiera o dysleksji czy czyms pochodnym niie mial szans na powrot "normalnej" szkoly. NIKT nie wierzyl, ze sie uda. Sama sie dziwie, ze nie poddalismy sie przy ogolnym czarnowidztwie. Szkole, dosc niechetnie patrzaca na diagnozy mloldego udalo sie przekonac (w miedzyczasie zmienil sie dyrektor, z poprzednia dyrektorka nie byloby problemu). Mlody trafil do mieszanej klasy z przyjamniej 5 dzieciakami ze spektrum (nie wszystkie zdiagnozowane), lacznie 25 dzieci. Poczatki byly bardzo trudne, ale gdy po miesiacu udalo sie zorganizowac podreczniki elektroniczne i mogl zaczac prace z laptopem, ruszyl z kopyta. Po poltora roku w 10-cyfrowej skali, gdzie 8 jest ocena bardzo dobra, wlasnie dostal drugi raport ze srednia 8,2. Kilka dni temu byly zapisy do szkol srednich. Mlody zakochal sie w jednej szkole, znanej w okolicy jako dosc rygorystyczna, bo ma klasy tylko na 2 najwyzszych mozliwych poziomach i jest tez najmniesza w okolicy: 1300 uczniow (inne maja po ponad 2 tysiace). Nauczycielka zaczela krecic i razem z pedagogiem usilowaly nas przekonac, ze lepiej mlodemu bedzie w szkole specjalnej, gdzie w klasach jest srednio po ok 12 uczniow, tylko dlatego, ze wolno pracuje i nie wyrabia z samodzielna praca i "jak on sobie poradzi jak dostanie tyyyyle zadan domowych?" Dla swietego spokoju pojechalismy ta cudowna szkole obejrzec. oboje z mezem bylismy zgodni: PO NASZYM TRUPIE!. To samo, ograniczajace podejscie, bo "ach, im juz jest taaak truuuudno", od ktorego ucieklismy. Oznaczaloby to znowu 2-3 godziny dojazdow dziennie, rezygnacje z wszystkich zajec pozaszkolnych, co w praktyce byloby cofnieciem mlodego w rozwoju. Kasper gra trzeci rok na oboju, 2 razy nauczyciel wlasnie jego wybral na asystenta w czasie dni otwartych w szkole muzycznej, bo mlody jak malo kto potrafi do kazdego podejsc, ogolnie jest straaaasznie nastawiony na pomoc innym, z mlodszymi dziecmi swietnie sie dogaduje. w czerwcu wystepowal na konkursie w teatrze, gdzie w swojej kategorii wygral :D Nie mial problemu z zagraniem przed kilkusetosobowa publicznoscia w czasie szkolnego musicalu. Gra w orkiestrze detej, gdzie jest najmniejszy, ale najbardziej entuzjastyczny (grajac caly podryguje) i jest czlonkiem komisji muzycznej (pomagajacej dyrygentowi wybrac repertuar). Zapisal sie na zajecia teatralne, gdzie znow jesty najmniejszy, jego rocznik jest najmlodszym przyjmowanym. sa lepsze niz wszystkie TUSy razem wziete :D Chodzi na lucznictwo, gdzie radzi sobie coraz lepiej i ma fajna grupke nieco mlodszych dzieci, wpatrzonych w niego jak w obrazek, ogolnie grupa ludzi w roznym wieku, spotykajaca sie glownie dla frajdy, ale majaca tez spore osiagniecia (w doroslej kategorii jako klub sa trzeci rok z rzedu mistrzami kraju). Ostatnio to samo dziecko, ktore 2 lata temu nie bylo w stanie podejsc do grupy znajomych dzieci, zeby wlaczyc sie do zabawy, ostatnio wprosilo sie na impreze u jednej z sasiadek - rowiesniczek :D Nie do konca do niego dotarlo, co zbroil, ale zadzwonil, gdzie jest i o ktorej wroci, zjadl drugi obiad i swietnie sie bawil, najwyrazniej nikomu nie przeszkadzajac ;) W szkole ma kumpli, pare dzieciakow mu dokuczalo, bo np mlody jako jedyny chodzi zima w czapkach, ktore uwielbia, a na rowerze jezdzi w kasku. Nie tylko nauczyl sie stawiac i olewac opinie innych , jesli sam jest przekonany, ze czegos chce i robi slusznie, ale ma tez swojego "podopiecznego", chlopca wyraznie ze spektrum, na razie bez diagnozy. 9-latek, ktory spolecznie lezy i kwiczy, przez co inne dzieci mu dokuczaja, nie akceptujac wielu zachowan. Kasper go nie tylko broni, ale i uczy, czego robic nie powinien, bo dzieci tego nie lubia. Do szkoly jezdzi samodzielnie na rowerze, jak nie jest ciemno, to samo z innymi zajeciami. Decyduje o tym, co chce ubierac, ma coraz bardziej zdeycudowana opinie o wszystkim i nie boi sie jej wyrazic. Trudno uwierzyc, ze to to samo dziecko. W ciagu poltora roku tak niewiarygodnie sie rozwinal, ze wypisali nas z osrodka, gdzie psycholog z psychiatra uznali, ze jest najbardziej spektakularnym sukcesem w ich historii :D Od wrzesnia 8km na rowerze do szkoly, do klasy o najwyzszym mozliwym profilu "plus" z rozszerzonym angielskim (uczy sie drugi rok, ale umie mnostwo nie wiadomo skad), od poczatku "lekcjami naukowymi". Na dniu otwartym nie wiedzielismy wiele, bo mlodego pochlonely laboratoria :D 2 kumpli bedzie jezdzic razem z nim, z jednym beda nawet w tej samej klasie. Nie wyobrazam sobie, zeby bojac sie 32-osobowych klas cofnac mlodego do szkoly specjalnej, odbierajac cala samodzielnosc, bo tam sa dzieciaki, ktore samodzielnie w ogole na ulice nie wychodza. Sama chodzilam do klas raczej niezbyt przepelnionych, VI-VIII 19 uczniow, reszta od przedszkola po liceum w okolicach 25-28. Ponizej 20 jest i latwiej i trudniej. Latwiej na indywidualne podejscie, ale trudniej cokolwiek ukryc, "schowac sie" , jak sie ma gorszy dzien. U syna widze, ze niemal ta sama liczebnosc klasy i szkoly moze sie diametralnie roznic w tym, jak dziecko funkjonuje. W tej chwili mlody nie ma takich nadwrazliwosci jak kilka lat temu, potrafi sie coraz lepiej skupic na lekcjach i w duzej klasie, zlwaszcza mieszanej, gdzie moze pomagach mlodszemu rocznikowi czuje sie swietnie. Do szkoly jezdzi ze spiewem na ustach i wakacje dluzsze niz tydzien to tesknota za szkola. W sredniej wymagania beda znacznie wyzsze, ale ze system bardziej klasyczny i samodzielna prace trzeba robic w domu, a nie tak jak teraz w szkole, spodziewamy sie, ze poradzi sobie calkiem dobrze. Zobaczymy. Mlody w kazdym badz razie nie moze sie doczekac, bo T
      • tijgertje Re: Liczebność klas-refleksja 11.03.16, 12:50
        A, ucielo mi kawalek bez ostrzezenia:/
        Syn nie moze sie doczekac szkoly sredniej bo TAAAkiii KAAAWaaal do miasta samodzielnie bedzie jezdzic! W szkole bardzo mu sie podoba, snuje plany, co bedzie modzic w laboratoriach, szkole, ktora nawet dla pracujacych tam od lat nauczycieli jest labiryntem, po kilku wizytach zna jak wlasna kieszen. Nie ma sily, zeby go cofnac w rozwoju i zamkac w autystycznym pudelku szkoly specjalnej, zwlaszcza, ze autyzm u niego jest coraz mniej widoczny (choc tak samo obecny jak kiedys), a syn ma niewiarygodny glod samodzielnosci i kontaktow spolecznych. Latwo nie bedzie na pewno, ale jestem pewna, ze dokonalismy slusznego wyboru. Kasper choc malutki (skonczyl 12 lat, ale od paru lat prawei nie rosnie, ma zaledwie 141cm wzrostu i wazy niespelna 30 kg), potrafi sie wyroznic z tlumu, nie ma juz pedu by pasowac do grupy i byc taki, jak inni. Wie, ze jest inny, ale widzi tego tez pozytywne strony i jak najbardziej mu to pasuje. Zna swoje problemy, ale wie tez, ze potrafi rzeczy, ktorych tlumy nie robia (gra na oboju na dosc wysokim poziomiejak na tak krotki czas nauki: youtu.be/AD6ZOK51_0s ).
        Jak mysle o tym, jaki byl 5-7 lat temu to naprawde trudno uwierzyc, ze to to samo dziecko.
        • agata_abbott Re: Liczebność klas-refleksja 11.03.16, 14:42
          Dzięki za ten wpis, bardzo inspirujący! :)
        • ania-pat1 Re: Liczebność klas-refleksja 11.03.16, 19:18
          Fajnie, że się odezwałaś. Myślałam, co tam u was. Zwłaszcza, że wieki świetlne temu - (5-lat?) dzięki Tobie podjęłam decyzję by od początku otwarcie już z 5- latką rozmawiać o jej ZA. Zaprocentowało.
        • marika012 Re: Liczebność klas-refleksja 29.03.16, 13:00
          >Kasper choc malutki (skonczyl 12 lat, ale od paru lat prawei nie rosnie, ma zaledwie 141cm wzrostu i wazy niespelna 30 kg)

          Tig. nie diagnozujesz Kaspra w związku z niskim wzrostem? Mój syn z kolei ma w drugą stronę ;) 13,5 roku i 184 cm. Przerósł już swojego ojca. Zastanawiam się czy tak profilaktycznie nie umówić się na wizytę u specjalisty i badań nie porobić.
          • tijgertje Re: Liczebność klas-refleksja 29.03.16, 18:26
            Marika, ze względu na cuda ze wzrostem i waga lekarze maja na młodego oko odkąd skończył 9 miesięcy. W maju mamy wizytę, zobaczymy, co tym razem wymyśla. Mimo, ze Concerta nigdy nie wpływała na apetyt młodego, psychiatra nas uprzedziła, ze długotrwałe jej stosowanie moze zahamować wzrost. Kasper jest na Concercie od 6 lat, wiec bierzemy taka możliwość pod uwagę, choć mamy nadzieje, ze jednak to nie to i nie trzeba jej będzie odstawić, bo nie wiem, jak młody to przeżyje. Bardzo cieżko by było.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka