Dodaj do ulubionych

Dziedziczność ZA

11.01.06, 10:08
Witam Wszystkich

Na początku chciałam wyjaśnić ten login - dotychczas korzystałam w dwóch kont
na gazeta.pl - inside_again i moj_blog, na które był założony
pierwszakg.blox.pl. Ale się pozmieniało. Ci, którzy są w temacie - wiedzą o co
chodzi. Więc - to jestem znowu (niestety;) ja :)

Już od dawna chciałam o tym porozmawiać. Mianowicie interesuje mnie problem
dziedziczności ZA. Wątek pojawiał się na blog na forach, ale nigdzie nie
został wyczerpany na tyle, na ile chciałabym. Pisaliście o tym, ze
podejrzewacie ZA o Ojca lub Matki itd. Ale ja bym chciała porozmawiać z
Rodzicem, który ZA podejrzewa u SIEBIE. W sensie personalnie. Chciałabym, żeby
odezwali się Rodzice, którzy po obserwacji Dziecka i Jego reakcji doszli do
wniosku, ze Oni sami prawdopodobnie albo mają ZA, albo mieli, tylko został
zgłuszony. Bo wydaje mi się, że jestem ZA. I wydaje mi się, że jeśli byśmy się
zastanowili i wykluczyli lub potwierdzili ZA u samych siebie - byłoby nam dużo
prościej poradzić z ZA u Dziecka.

Co myślicie? :)
Dorota
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: Dziedziczność ZA 11.01.06, 17:09
      po obserwacji syna, po tlumaczeiu testu na AQ - doszlam do wniosku ze mam pewne
      cechy wskazujace na AS, moze nie pelne spectrum ale cos gdzies w glebi mysli zostalo
      upodobanie do samotnosci, zwlaszcza w dziecinstwie, wylaczanie sie podczas
      wykonywania czynnosci, ktore mnie naprawde pochlanialy


      podobno do tej pory mam klopot z rozumieniem innych jak i odpowiednio
      formulowaniem wlasnych wypowiedzi

      troche mi to pomaga wczuc sie w klopoty dzieci - jedno z AS, drugie z ADHD
      • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 11.01.06, 19:49
        Właśnie. Do tego zmierzam. Gdyby się nam udało może jakoś to pozbierać... W
        sensie pamietamy SWOJE problemy, pamietamy jak się z tego wychodziło (bo jakoś
        jednak chociaż częściowo się wyszło) - może to by dało jakieś wskazówki? Chcę
        przez to powiedzieć, że Oni prawdopodobnie sami do tego w końcu dojdą, ale
        możemy Im oszczędzić wielu przykrości i zrobić to wcześniej. Dziś się złapałam
        na banale: wkurzają mnie autobusy, w sensie ludzie w tych autobusach. Ja
        oczywiście się nauczyłam nad tym panować, oczywiście nie okazuję tego (no moze
        czasem zrobię minę), ale chodzi mi o odczucie - nie jest ciekawe. I jak sobie
        pomyślę - że ja mogę być bardzo słabym ZA, a On może być dużo mocniejszym to od
        razu widzę jakie schody ma przed sobą.

        Nie lubię tłoku, ścisku... Ale to nie jest takie zwykłe "nie lubię", takie
        znormalizowane. Ja tego nienawidzę!!! I mam ochotę od razu wywołać awanturę.
        Jasne, ze tego nie robię, ale myślę, ze Oni są jeszcze za mało doświadczeni,
        zeby sobie z tym poradzić. I patrze potem na ludzi - im to jakoś nie
        przeszkadza. Ani te plecaki na plecach (Twoich), ani ten wyścig szczurów do
        wolnego miejsca (kto pierszy, żeby usiąść), ani to dotykanie przypadkowe,
        przepychanie... Czasem myślę, ze najlepiej się czuję, kiedy w promieniu metra
        ode mnie nie ma nikogo, absolutnie nikogo.

        To taki drobiazg, ale dla mnie był podstawą do zrozumienia, dlaczego On w
        autobusach czy tramwajach potrafił dostawać histerii dzikiej, dlaczego trzeba
        było czekać na następny, bo oceniał ilość ludzi w środku i odmawiał wejścia,
        dlaczego też się rzuca na miejsce, bo miejsce siedzące gwarantuje trochę "luzu"
        dookoła i znacznie utrudnia dotknięcie przez obcą osobę, i wcale tu nie chodzi o
        zmęczenie czy wygodę... I chyba trafiłam, bo kiedy postarałam się zminimalizować
        ten problem, osłaniałam Go w tramwaju, starałam się stworzyć Mu margines
        swobody, żeby nikt przypadkowo Go nie dotknął, nie popchnął, nawet ja - problemy
        się skończyły... Ale <b>uświadomiłam</b> to sobie dopiero dziś.

        I mogłabym tak jeszcze długo.
        • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 13:20
          wczoraj po nagraniu w tvn zaczęłam się zastanawiać dlaczego ja tak dobrze
          rozumiem mojego syna.że jestem inna wiedziałam od zawsze.pani ekspert
          powiedziała ,że jest mniej zdiagnozowanych dziewczynek,bo one lepiej się
          kamuflują.i tak się zastanawiałam w drodze do domu.ZA byłoby doskonałym
          wytłumaczeniem moich problemów emocjonalnych,tego,że nie lubię
          zmian,wychodzenia z domu,notorycznych kłótni z mamą i poczucia niezrozumienia i
          tego,że wszyscy robią ze mnie wariata,kalectwa manualnego,wczesnego
          czytania,osamotnienia i sama niewiem czego jeszcze
          • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 14:31
            Otóż to. Ja tylko bym nie powiedziała "usprawiedliwieniem" a "uzasadnieniem".
            Może się lepiej kamuflują (dziewczynki) a może chodzi o normy społeczne.
            Napisałam taki tekst o chłopcach i dziewczynkach, i dlaczego jest dużo mnie
            zdiagnozowanych dziewczynek, bo nie następuje eskalacja problemu, bo dziewczynce
            wiele uchodzi z tego, co nie uchodzi chłopcu. dziewczynka nie musi być sprawna
            AŻ TAK, dziewczynka może być wyalienowana - mówi się "nieśmiała". Ale chłopiec,
            który nie przeklina, który nie bije, nie popycha, nie wyzywa - taki chłopiec od
            razu staje się "debilem". A kiedy przestaje to wytrzymywać, zaczyna histeryzować
            i odrzucać szkołę - wtedy się zaczyna szukać. I znajduje się np. ZA.

            Po cichu myślę, że mamy w rękach klucz do pomocy dzieciom. Tylko go nie widzimy.
            Nie rozumiemy do końca. Dlatego zaczęłam ten wątek, bo mnie to męczy.
            Prześladuje. Bo patrze na Niego i widzę siebie w Jego wieku. Analogiczne
            zachowania, analogiczne reakcje, analogiczne podejście do świata, rytuały,
            obsesje jednotematyczne... Tylko na dziewczynkę z takimi "odchyłami" patrzy się
            inaczej niż na chłopca. Ale pamiętam, że był czas, dawno temu, kiedy Moja Mama
            chciała iść ze mną do psychologa. Ostatecznie zarzuciła ten pomysł. Ale chciała.
            A trzeba pamietać, że to było ponad trzydzieści lat temu. To były inne czasy...

            Więc dużo by można tu z siebie wyrzucić. Ja myślę, że jeśli ktoś może ZROZUMIEĆ
            ZA to tylko my. Bo my też mozemy być ZA. Teraz trudno to bedzie stwierdzić,
            nauczyłyśmy się, umiemy się zachować, znaleźć rozwiązanie, zmanipulować
            czasami... Tak jak z tym autobusem. Ta złość jest okropna. Ja Go ROZUMIEM. Nie
            wiem tylko jak Go nauczyć, zeby umiał to powstrzymać. Bo On nie umie.
    • gemmavera Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 15:06
      Do mnie teoria o dziedziczności problemów związanych ze spektrum chyba się nie
      stosuje. Tzn. jak sobie przypomnę siebie jako dziecko, to cos bym znalazła,
      zresztą do dziś mi coś zostało... Ale to chyba za mało?

      Pamiętam, że byłam samotnikiem. Tzn. chciałam mieć koleżanki (fakt, że niezbyt
      o to zabiegałam, ale jednak), ale za nic mi nie wychodziły kontakty z nimi.
      Najgorsze było to, że nie mogłam pojąć, dlaczego po kilku tygodniach znajomości
      one mnie olewały, do dziś zreszta nie wiem, w czym tkwił problem. Pod koniec
      podstawówki udawało mi się znajdować kolegów, ale z wyjątkiem jednej dziewczyny
      byli to zawsze chłopcy - konkretni i mówiący większośc rzeczy bez owijania w
      bawełnę. Do dziś nie lubię takiego babskiego pitu pitu.

      Kiedy kilka miesięcy temu gadaliśmy z mężem o problemach Zuzki z integracją
      sensoryczną, pamiętam, że mąż mi powiedział, że jeśli ona ma zaburzenia SI, to
      z pewnością po mnie. I coś w tym jest. Nie lubię nagłego dotyku, przytulanie
      mnie drażni (chyba że sama mam potrzebę), nie znoszę ludzi, którzy w trakcie
      rozmowy za bardzo na mnie "włażą" - muszę mieć przestrzeń wokół siebie, bo
      inaczej się duszę. Nie cierpię powitalnych uścisków, całusków i innych takich
      serdeczności, brrr...
      Autobusów też nie lubię - nie cierpię, jak ktoś mnie tyka albo nie daj Boże
      wisi nade mną. :)

      Nie potrafię też prowadzić tzw. rozmów o niczym. Jeśli ktoś mi w windzie rzuci
      "ale dziś mroźno, prawda?", usłyszy w odpowiedzi tylko "tak". :)) Nie widzę
      potrzeby marnowania czasu na gadanie o oczywistych rzeczach tylko po to, żeby
      nie jechać sześciu pięter w milczeniu... Z tego też powodu uchodzę za osobę z
      lekka gburowatą, niestety.
      A jak już sobie postanowię, że będę podtrzymywać albo nawiązywać takie
      konwersacje, to wygaduję takie głupoty, że potem mi wstyd przed samą sobą. Bo w
      sumie to chyba nie jestem głupia, ale przy próbach prowadzenia tego typu rozmów
      wychodzę na blondynkę z kawałów - ja po prostu NIE UMIEM rozmawiać o niczym. :)

      O emocjach niekoniecznie chcę tu pisać, ale też mam wątpliwości, czy z nimi
      wszystko ok. ;)

      Pewnie jeszcze coś bym znalazła. Ale jak mówię, to wszystko za mało, żeby się
      doszukiwać. To po prostu cechy mojego charakteru czy tam czegoś.
      Szkoda tylko, że jeżeli nawet Zuzka odziedziczyła część tych "dobrodziejstw" po
      mnie, to u niej chyba przekroczyło to pewne granice, które można jeszcze uznać
      za normę...

      Co do tezy, że dziewczynki się lepiej ukrywają, to zgadzam się z Dorotą - to
      nie one same się kamuflują, tylko społeczeństwo je kamufluje. Bo w naszej
      rzeczywistości dziewczynki mają prawo nie byc przebojowe, mają prawo być
      ciamajdowate i mają prawo nie być duszą towarzystwa. Ile razy sama słyszałam
      (nawet od osoby, która już wiedziała, że mamy diagnozę): "eee, daj jej spokój,
      przecież to dziewczynka".
      • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 19:53
        piszesz,że społeczeństwo daje dziewczynkom pozwolenie na takie zachowanie,bo to
        tylko dziewczynki.mnie moja mama do tej pory próbuje wychować,uczy walczyć o
        swoje,być przebojową,sprytną itp.,a ja nie umiem i nie chce.wczoraj w kiosku
        upomniałam babke,że nie policzyła mi pisma za 6 zł.głupio by mi było nie
        zapłacic,ja nawet nie umiem dać łapówki ani nic załatwić co wymaga troche
        sprytu albo kolorowania,nie umiem kłamać,nie okazuję uczuć.mam opinięspokojnej
        i zrównoważonej,i źle mi,bo nie jestem rozumiana.
        • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 22:18
          Kochana, witaj w klubie.

          Ale ja mam taki patent - szczerością do bólu też można wygrać. Tylko trzeba tę
          szczerośc ubrać w słowa. Znaczy zmanipulować. Łapówki tez nie umiem dać. Nie
          umiem się wykłócić o złotówkę, mnóstwa rzeczy nie umiem. Ale to jest tak, ze
          trzeba mnie doprowadzić do furii. Wtedy umiem. Ale wtedy to jestem nieobliczalna.

          A bardzo poważnie - sama widzisz, jest o czym rozmawiać. Ja myślę, ze to można
          wykorzystać. Miałam dziś zapaść gigant, jak mój czternastoletni wystartował przy
          mnie do swojego nauczyciela historii:
          - Bo ja panu muszę opowiedzieć, jak to Maciuś na pana pisał obsceniczne teksty
          na tablicy... o, rany, jaki pan ma fajny beret!!! - zdębiałam. A Pan na to:
          - No, i popatrz, nie moherowy!!!
          Bo Pan jest SUPER.

          Wszystko się da.
          Porozmawiajmy :))

          Szczerość do bólu... Tylko nam kłopotów dostarcza, bo się wstydzimy. Że nasze
          dzieci takie jakies są dziwne. Że powiedzą komuś wprost, ze ma krzywy nos,
          chociaż nie nalezy tego mówić, że wygadają każdą "tajemnicę" i przez to sa
          odrzucane, że wystartują z tekstem co najmniej niewłaściwym do np. nauczyciela i
          tylko nam głupio, bo faktycznie wychodzi, że nie umiemy dziecka wychować... Że
          mówią, co myślą i to jest dokłądnie tak jak myślą... I nie rozumieją
          niwłaściwości chwili, niewłaściwości osoby... Albo dla odmiany są naiwne, kupią
          każdą bzdurę. Młody kiedyś święcie wierzył, że Jasio go zepchnie ze schodów, bo
          Jasio-złośliwiec kiedyś Mu tak powiedział. Trzy lata traumy i horroru. A do dziś
          Młody nie wejdzie na schody i nie zejdzie z nich, jeśli na schodach ktoś stoi.
          Czeka, aż ten ktoś sobie pójdzie... Albo uwierzył, ze mafia po Niego przyjedzie
          i miałam jazdę nie z tej ziemi...

          Tylko ja wiem, że Wy macie tak samo. Nie wiem czy chcecie rozmawiać. Że
          niektórzy z nas też tacy byli, a jednak teraz jest ianczej. Że jakoś sobie z tym
          poradziliśmy. I tajemnica tkwi w tym JAK.
          • n_nadia Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 22:49
            Już od dłuższego czasu zastanawiam się, czy ZA nie dotyczy w jakimś stopniu również mnie.
            - Nie potrafię się o nic wykłucić.
            - Jednocześnie nie lubię zmian, pouczeń.
            - Przez wiele lat nie potrafiłam wyczuć sytuacji, w której sprawiłam komuś przykrość. Mówiłam co myślałam i nawet nie przyszłoby mi do głowy, że coś mogłam źle powiedzieć. Niestety zbyt wiele osób się obrażało, więc nauczona doświadczeniem, wolę już nic nie mówić, nie komentować, nie wyrażać głośno swoich poglądów, niż mówić coś, co innym nie będzie się podobało.
            - Nie znoszę tłoku, ścisku! Nie jeżdżę komunikacją miejską, bo się zwyczajnie źle czuję, boję.
            - Nie lubię poznawania ludzi i nie czuję potrzeby utrzymywania kontaktów.
            - Nie potrafię nawiązywać znajomości (nawet internetowej), zagadywać, podtrzymywać rozmowy.
            - Najlepiej się czuję w domu, sama.
            - W czasach szkolnych wolałam siedzieć w domu i czytać, niz gdzieś chodzić.
            - Bardzo szybko sama nauczyłam się czytać.
            - Pamiętam mnóstwo dat, ale nie potrafię połączyć z nimi żadnych wydarzeń.
            - Pamiętam mnóstwo faktów, które chyba zaśmiecają mi głowę. Pamiętam np. co myślałam w danej sytuacji mając 3 latka (też tak macie?). Wiem dokładnie jakie miałam wówczas przemyślenia odnośnie konkretnej sytuacji itp. Te przemyślenia były wówczas naprawdę inne, niż przemyślenia moich rówieśników.

            Możnaby dalej wymieniać...

            Pozdrawiam
        • anorakinbreslau Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 22:32
          Witam,

          A ja się tak zastanawiam. Czy może ze mną coś jest? Nie oglądałem tego programu
          i nie jestem specjalnie na bieżąco ale część z poruszanych przez Was tematów
          mnie też dotyczy:
          * nie cierpię tłoku w tramwaju / czasem wolę się przejśc;
          * nie lubię łazić na bzdurne imprezy ze znajomymi;
          * jedyne osoby jakim pozwalam na przytulanie i dotykanie to żona i chrześnica;
          * migdalenie się budzi we mnie odrazę;
          * najchętniej odpoczywam sam z muzyką, książką, komputerem (zaawansowane IT)-nie
          cierpię gier, czy czatów;
          * nie znoszę tańczyć (robię to tylko dla żony)
          * jestem czasem uważany za gburowatego - nie lubię żartowania i dowcipkowania;
          * nie oglądam seriali (polsaty, tvp, tvn i inne) - poza sf;

          i czuję się z tym całkiem nieźle, choć otoczenie mnie często męczy: zmień się!!!
          Może powinienem gdzieś się przebadać na ZA?
          • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 12.01.06, 23:05
            myślę,że nie musimy się zmieniać.jesteśmy dobrzy tacy jacy
            jesteśmy.założzyliśmy rodziny więc nie jest tak źle.nasze dzieci są do nas
            podobne ale są bardziej zaburzone.coś po drodze poszło nie w tą stronę co
            trzeba.np.młody doświadczył urazu okołoporodowego,był podduszony,długo w
            szpitalu beze mnie.dla mnie było jasne,że to nie będzie bez śladu.
            • emeryt21 Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 14:52
              Z duzym zainteresowaniem przeczytalem wszystkie posty na tym forum.Zaczalem
              zastanawiac sie;moze ja tez taki bylem.Zawsze bylem "inny".Moja rodzina
              rozpadla sie,bo bylem inny.Nie moglem sie przystosowac sie do tego,ze ktos mi
              narzucal swoja wole.Nie umialem przekonywac innych do swojego zdania,chociaz
              bylo oczywistym,ze to ja mam racje.Bylem zmeczony takim zyciem i gdy dzieci
              byly juz praktycznie samodzielne,odszedlem,ucieklem na drugi koniec
              swiata.Przez 25 lat bylem sam dla siebie,zylem samotnie.Moje kontakty ze
              swiatem zewnetrznym ograniczaly sie do niezbednego minimum.Musialem
              pracowac,ale wybralem sobie taka prace,ktora prawie nie wyma gala kontaktu z
              innymi.Bylo mi dobrze,w obcym kraju,z obca kultura otoczenia,obcym
              jezykiem.teraz,na starosc,wrocilem do kraju,ale nadal jestem sam.Nie jestem w
              stanie wlaczyc sie w nurt codziennosci,czuje sie obco w moim wlasnym
              kraju.Bardzo szybko wrocilem do jezyka polskiego,choc pierwsze miesiace byly
              trudne.Nie moge jednak wrocic do polskiej mentalnosci,wiele rzeczy mnie
              drazni.Wielu rzeczy musialem uczyc sie od nowa.Duzo pomogl mi w tym
              internet,dzieki niemu mam kontakt z otoczeniem,ale nie musze miec kontaktu
              osobistego.Prosze,napiszcie co o tym myslicie.Moze to pomoze mi zrozumiec mi to
              moje "lekkie dziwactwo"
              • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 15:51
                To może ja spróbuję poskładać, ostatecznie założyłam ten wątek ;) Faktycznie
                wyraziłam się nieprecyzyjnie. Nazwałam "Dziedziczność ZA?", ale tak naprawdę
                chyba rzeczywiście chodzi o aspergerski pierwiastek naszego istnienia. Któraś z
                Was miała rację pisząc, ze prawdopodobnie my mamy CECHY, być moze nie
                kwalifikowalibyśmy się do orzeczenia pełnej diagnozy (chociaż?), a w naszych
                dzieciach to się jakoś nasiliło. Faktycznie, Młody, aczkolwiek "normalnie"
                urodzony (planowe cięcie cesarskie, hehe, tez mi normalny poród) miał powikłaną
                ciążę. Albowiem w miednicy mi się zaklinował w szóstym miesiącu i przez ostatnie
                trzy miesiące rósł i się nie mógł wydostać. Czyli nie "pływał". Nie miałam szans
                Go urodzić normalnie. Ja dla odmiany rodziłam się trzydzieści godzin. No nie ma
                siły, zeby po takim porodzie dziecko było absolutnie zdrowe. Więc to wszystko
                mogło spotęgować jakiekolwiek cechy autystyczne, które posiadaliśmy jako
                "wrodzone". To jedna sprawa.

                Idźmy dalej.
                Kiedy analizuję kryteria ZA u dziecka (kilkuletniego) z tego co pamietam o sobie
                - praktycznie spełniam wszystkie. Odizolowanie. Tiki. Dziwna mowa,
                nieproporcjonalna do wieku, "stara maleńka", wieczne poczucie niezrozumienia.
                przecież ja jestem w porządku, ja mam rację, więc dlaczego się ze mnie śmieją,
                dlaczego mnie odrzucają... Dziś widzę, ze NIE MIAŁAM RACJI, a przynajmniej nie
                we wszystkim. Piekielny upór. PIEKIELNY. Sztywność poglądów. Ale widzę to
                dopiero patrząc na Młodego. Dziwny sposób poruszania się, ta wszechobecna
                niezgrabność... Te ciągłe wymówki rodziny, że jestem potworną egoistką, że
                myślę TYLKO o sobie, przecież to są moje słowa, do mojego dziecka!!! "Nic i nikt
                cię nie obchodzi, z nikim się nie liczysz, tylko własny czubek nosa widzisz..."
                Ale ja wtedy nie rozumiałam dlaczego się tak uważa, bo ja się uwazałam za osobę,
                która naprawdę ma na względzie dobro innych. Tyle tylko, ze być może to dobro w
                moim mniemaniu na czymś innym polegało.

                Krótko mówiąc - potworne problemy fizyczne. Brak koordynacji, podejrzewano u
                mnie chory błędnik nawet, zero roweru, piłki, pływania, ewentualnie prosta
                statyczna gimnastyka, nic więcej. Ale z drugiej strony piekielna precyzja.
                Potrafiłam SKOPIOWAĆ bardzo trudny rysunek DOKŁADNIE, jako małe dziecko. Ale
                sama z siebie nie potrafiłam niczego narysowac. Nigdy nie umiałam niczego
                wymyślec, w sensie fabuły, wszystko musiało być realne, twardo przy ziemi i na
                podstawie faktów. Potem to się zmieniło, ale z plastycznymi kompozycjami do dziś
                mam problemy.

                Ojej... :)
                Strasznie się tego dużo robi, a ja bym mogła pisać i pisać...
                To jest trochę tak - znalazłam odpowiedź po 13 latach co się dzieje z moim
                dzieckiem. Ale patrze na niego i dochodzę do wniosku, ze jest BARDZO do mnie
                podobny. ZA BARDZO. Właściwie myślałam, że jesli uda nam się znaleźć jakieś
                wspólne punkty - na przykład wszyscy mieliśmy okreslone problemy ruchowe, któreś
                z nas sobie z tym poradziło, w taki i taki sposób - to moglibyśmy spróbować tę
                strategię do dzieci zastosować. A przy okazji moze dotarlibysmy do sedna,
                dlaczego mamy jakieś takie wewnetrzne problemy własne. Bo chyba mamy. Może
                sobie też moglibyśmy taką wymianą zdań jakoś pomóc.

                Joanno, masz rację. Tu nie ma błędów ortograficznych tylko literówki. Bo się
                spieszymy, żeby wyartykułować wszystko od razu :) Od malucha czytamy, czytamy i
                czytamy... A jeśli nie czytamy to czytamy... I znajomość ojczystej ortografii
                nam została... po tym czytaniu ;)

                Pozdrowienia
                D.

                (ale jakby mnie ktoś zapytał dlaczego się coś pisze tak jak się pisze - to w
                życiu bym nie potrafiła odpowiedzieć ;)
        • 9-x-2 Re: Dziedziczność ZA 16.01.07, 10:46
          Też obserwuję wiele cech o których piszecie u siebie.
          Również przez całe życie mam fobię społeczną.
          Nigdy nie miałam bliskich przyjaciół, zawsze sama.
          Tak samo jest teraz
          Widzę u siebie nadwrażliwość dotykową, słuchową, bolą mnie mięśnie, strasznie
          reaguję na zmiany pogody, miewam problemy ze snem, a w dzień jestem ospała, w
          ogóle mam mniej sił i jestem mniej wytrzymała niż inni.
          Jestem bardzo niezgrabna, na WF zawsze miałam tróje (naciągane), znacznie
          obniżone możliwości fizyczne...
          Czytałam samodzielnie mając 2,5 roku, w dzieciństwie byłam małym geniuszem (co
          stopniowo zanikało i np. mając lat 20 już praktycznie niczym się nie różniłam
          od innych). Oczywiście szkoła, szkoła muzyczna II stopnia i Uniwerek (prawo)
          ukończyłam z wyróżnieniem. Ale: często czuję pustkę w głowie, nie potrafię się
          wysłowić, gubię myśli. Mam pamięć fotograficzną jeżeli chodzi o teksty,
          fenomenalną pamięć muzyczną, ale nie dotyczy to twarzy ludzi...
          No i chorobliwie zaniżone poczucie własnej wartości...
      • koraga Re: Dziedziczność ZA 13.02.07, 21:40
        Jakbym czytała o sobie. Też nie umiem gadać o niczym, mam dużo znajomych, ale
        brakuje mi prawdziwych przyjaciół, nie wiem dlaczego, ale nie potrafię sie
        zaprzyjaźnić, nie przyciągam ludzi, nie chcą ze mną obcować na dłuższą metę.
        Może im się wydaję nuda, skoro nie umiem gadać o niczym?

        Faktycznie czasem dotyk mnie drażni, a czasem nie. Nie cierpię się witać z
        innymi buziakami i przytulaniami, ale jakoś z tym żyję.

        Najlepiej się czuję w domu, nie lubię nowości, ale zwykle jak już spróbuję, to
        się okazuję ze jest fajnie ;)

        Zawsze byłam mało sprawna fizycznie, w-f to była moja zmora.
        Pewnie bym jeszcze coś znalazła, ale nie chcę szukać ;)
    • gemmavera Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 16:51
      Joanno, hmm, mówiąc szczerze też bym kobiecie w kiosku przypomniała, że mi nie
      doliczyła za gazetę - ale zawsze byłam przekonana, że to kwestia mojej
      uczciwości, a nie zaburzeń. ;))

      Za to spostrzeżenie o braku błędów otrograficznych jest bardzo ciekawe,
      muszę przyznać.
      Ja również zaczełam bardzo wcześnie czytać i pisać - z tym, że byłam dzieckiem
      piszącym najbrzydziej z całej klasy - i ciągle słuchałam, że bazgrzę, że sie
      nie staram itd. A po pierwsze, nie potrafiłam pisać ładniej, nawet jeśli
      _naprawdę_ się starałam, po drugie, wydawało mi się to bezsensowną szopką -
      uważałam, że wystarczy, żeby test był do przeczytania, po co komu
      kaligrafia. :)

      Na WFie też byłam najgorsza, a co. ;) Niestety nie znalazłam na to sposobu
      innego niż przeczekanie - wystarczyło pójść na studia, gdzie WFu nie było. :)

      Miałam też całą masę tików - ehh, to była zmora. Niedawno moja mama
      przypomniała mi, że miałam też swój mały tikowy rytuał: dotykałam ust każdym
      palcem jednej dłoni, po kolei tam i z powrotem, bardzo szybko. :) Najpierw
      myślałam, że mama coś pomyliła, ale próbując sobie to wyobrazić spróbowałam - i
      eureka - poczułam się "w domu". :)

      Czytając nowe posty w tym wątku zaczynam się zastanawiać (w pierwszej
      kolejności biorąc pod uwagę swoje wpisy), w jakim stopniu coś tu jednak
      nadinterpretujemy. Jak pisałam poprzednio - pewna jestem, że w moim przypadku
      tych kilka cech to kwestia charakteru, nie zaburzeń. Ale z drugiej strony...
      może to jednak podejrzane, że Zuzka ma akurat taką matkę... ;)

      find_yourself napisała:

      > To jest trochę tak - znalazłam odpowiedź po 13 latach co się dzieje z moim
      > dzieckiem. Ale patrze na niego i dochodzę do wniosku, ze jest BARDZO do mnie
      > podobny. ZA BARDZO. Właściwie myślałam, że jesli uda nam się znaleźć jakieś
      > wspólne punkty - na przykład wszyscy mieliśmy okreslone problemy ruchowe,
      któreś
      > z nas sobie z tym poradziło, w taki i taki sposób - to moglibyśmy spróbować

      > strategię do dzieci zastosować. A przy okazji moze dotarlibysmy do sedna,
      > dlaczego mamy jakieś takie wewnetrzne problemy własne. Bo chyba mamy. Może
      > sobie też moglibyśmy taką wymianą zdań jakoś pomóc.
      >

      Nie pamiętam siebie z wczesnych lat dzieciństwa (prócz kilku zaskakująco
      wyraźnych wspomnień), a z czasów przedszkolnych pamiętam tylko, że dzieci się
      ze mnie podśmiewały, że umiem czytać. :) Trudno mi więc porównywać siebie i
      córkę. Za to moja mama, czyli Zuzki babcia, mówi, że ona jest do mnie bardzo
      podobna (np. jest strasznie uparta i drze się wniebogłosy, jeśli coś jest nie
      tak, jak sobie wymarzyła ;)). Możliwe, że za kilka lat będę mogła robić więcej
      porównań.

      Co do możliwości podzielenia się sposobami na pokonanie pewnych problemów - ja
      takich sposobów nie znalazłam, niestety. W pewnym momencie uznałam, że taka po
      prostu jestem i trzeba skończyć marzyć np. o byciu lwem salonowym. ;) Głową
      muru nie przebijesz.
      • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 17:40
        a co z krytyką,jak reagujecie?gdzieś przeczytałam,że asperger nie znosi żadnej
        krytyki,nie daje się przekonać jeżeli uważa,że ma racje.co do podobieństwa
        dzieci do nas to my też powinnyśmy być do kogoś podobne,może cechy autystyczne
        nasilają się w kolejnym pokoleniu.ja bardzo przypominam mojego tatę.siedząc z
        nim cały dzień możemy nie zamienić nawet słowa i dobrze nam z tym.
        • roseanne krytyka 13.01.06, 18:00
          niestey, mam klopot z przyjeciem takowej, zwlaszcza jesli jest ostra...
          bo nie odbieram tego jako zwrocenie uwagi na cos tylko na osobisty atak na mnie

          bardzo mi to zycie trudnia..
          • gemmavera Re: krytyka 13.01.06, 18:59
            roseanne napisała:

            > niestey, mam klopot z przyjeciem takowej, zwlaszcza jesli jest ostra...
            > bo nie odbieram tego jako zwrocenie uwagi na cos tylko na osobisty atak na
            mnie
            >
            > bardzo mi to zycie trudnia..

            Mam dokładnie tak samo.
            Każda uwaga może się dla mnie stać małym dramatem i popsuć mi humor na kilka
            dni - bo obsesyjnie o niej myślę. :/
            • find_yourself Re: krytyka 13.01.06, 19:44
              Witamy, witamy, mam to samo... Zamknę się. Schowam. Nawet jesli przyznam rację w
              obliczu LOGICZNYCH argumentów to i tak się czuję głęboko dotknięta...
            • find_yourself Re: krytyka 13.01.06, 19:47
              Kurczę, nie no... Dobra, przeważnie NIE DAJĘ SIĘ PRZEKONAĆ.
              Ale nauczyłam się jednego. jeśli wiem, ze mam rację (a przecież WIEM) to
              nauczyłam się nie zrażać do siebie ludzi w ten sposób, że odpuściłam trochę z
              tonu autorytatywnego i próbuję łagodnej perswazji, w sensie udaję, ze ja tylko
              przypuszczam, ja tylko proponuję itede... W duchu po cichu oczywiście JA I TAK
              SWOJE WIEM, ale przynajmniej nie od razu mnie palą na stosie ;)
              • n_nadia Re: krytyka 13.01.06, 21:31
                Mnie krytyka bardzo boli, a jeszcze bardziej boli mnie, że nie potrafię innych przekonać do własneo zdania. Zawsze wtedy brakuje mi słów i dla świętego spokoju przyznaję innym racje, ale zdania swojego nie zmieniam, nie dzielę się nim jednak.
        • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 20:00
          Coś Wam powiem, tylko nie krzyczcie od razu ;)
          Bo ja to sobie myślę, że tego się nie da zmienić. Asperger ma rację, a jak nie
          ma - patrz punkt pierwszy. Jakieś takie organiczne czy coś, nie wiem. Ale może
          to jest sposób:

          NAUCZYĆ DZIECKO (WDRUKOWAĆ), ŻE OKEJ. ŻE JEŚLI WIERZY W SWOJĄ RACJĘ (A PRZECIEŻ
          WIERZY) TO W TAKIM RAZIE NIECH OPANUJE ZWYKŁĄ SZTUKĘ ARTYKUŁOWANIA SWOJEJ RACJI
          W SPOSÓB MAŁO KATEGORYCZNY. I UPRZEJMY.

          Ja wiem. To się nazywa manipulacja. Znaczy uczę się grzeczności i uprzejmości w
          stosunku do oponentów, o których i tak mam wyobrażenie jednoznaczne, ale muszę
          miedzy nimi żyć, muszę istnieć - więc albo pozwolę na odruchy, które MNIE
          zdyskwalifikują na starcie, albo nauczę się jakoś maskować. "Co se myślę, to se
          myślę" - prawda stara jak świat. Tylko ja tego nie robię dla oszukania, bo JA
          NIENAWIDZĘ OSZUSTWA. Ja po prostu nie chcę robić ludziom bezinteresownej
          przykrości, ja nie chcę, żeby mieli przez mnie schrzaniony humor, tylko dlatego,
          ze ja mam takie a nie inne odruchy. Naprawdę nie chcę. Bardzo chcę się z nimi
          dogadać. Ale ciągle mam wrażenie, że oni mnie nie rozumieją. Ani moich intencji,
          ani tego, co robię, jak robię... :(((

          Mały mi kiedyś to tłumaczył. I dlatego się zaczęłam zastanawiać. Bo czasem się
          wściekam. Bo znowu o czymś zapomniał, znowu czegoś nie zrobił, znowu powtórzył
          coś, czego już dawno nie powtarzał, znowu gada do kranu albo macha do ściany...
          I się wściekam. Cholerycznie. A Mały się śmiał. Takim serdecznym śmiechem. Ręce
          mi opadały. Kiedyś mi powiedział, że On się nie śmieje z tego, że ja się
          wściekam, On wie, że ja się słusznie czepiam, i On rozumie, o co mi chodzi, i
          przykro Mu jest, że nie potrafił itede, ale... Ale jak się złoszczę, to robię
          takie śmieszne miny, że On się nie może powstrzymać. I dlatego się śmieje, ale
          wcale nie dlatego, że lekceważy to, co mówię albo Mu nie zależy.
          • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 21:01
            widzisz,wystarczy czasem,że ktoś zada właściwe pytanie i zaczynamy slę
            zastanawiać.ale ja namolnie wrócę do pytania o dziedziczność.skoro nasze dzieci
            są do nas tak bardzo podobne,to my też musimy być podobne do kogoś.przecież
            każdy może znaleśc u siebie cechy autystyczne,tylko dlaczego to nasze dzieci aż
            tak bardzo sobie nie radzą.czy może być tak,że cechy autystyczne nasilają sie w
            kolejnych pokoleniach,a może musi zaistnieć jakiś czynnik wyzwalający np.uraz
            okołoporodowy,choroba po urodzeniu lub odseparowanie od matki,niewiem może jest
            jakiś gen za to odpowiedzialny,który dopiero z czymś innym daje inność?pomyślcie
            • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 21:49
              Joanno, ja nie przegapiłam :)
              Ja się tylko zastanawiam od bardzo długiego czasu do KOGO. Bardzo długiego, parę
              miesięcy... Nie mam w rodzinie bliskiej w okolicy nikogo takiego jak ja, oprócz
              bardzo dziwnego kuzyna. Ale... Ale kuzyn był wychowany inaczej, wciąż jeszcze
              nie jestem pewna, na ile wychowanie może ukształtować aspergerskie cechy. Bo
              wydaje mi się, że trochę może. Ale to temat na oddzielny wątek ;) na
              przykładzie mojego kuzyna, który chyba aspergerem nie jest, ale jakby na niego
              popatrzeć i się dobrze zastanowić... No, i robi mnóstwo błędów ortograficznych,
              na gadawcu czasem widzę, jak z nim ględzę....

              Musiał ktoś być. MUSIAŁ. Ale to nie jest ani moja Mama, ani Ojciec. Oni są
              zwyczajni, fajni, Oni najczęsciej mi mówią, że się wyrodziłam chyba, że do
              nikogo nie jestem podobna, że jestem egocentryczna, ze nie jestem rodzinna, ze
              mi nie zależy... Że jestem jakaś taka potwornie silna, nie wiadomo skąd, a ja
              wcale nie jestem silna, tylko chłodna i logiczna.... Kiedyś to nawet
              podejrzewałam, że ja nie jestem Ich dzieckiem ;) Pamietam, że miałam chyba
              siedem lat, jak zapytałam Mamę, czy Oni mnie aby czasem nie adoptowali ;)

              Miałam dziadka. Dziadka, którego nie znałam, bo bardzo dawno umarł. Moja Mama
              miała wtedy 5 lat, więc nie pamięta, nie moze pamiętać, wie tyle ile jej
              powiedziano, czyli prawie nic. Może Dziadek? Z Tym Moim Dziadkiem to jest mocno
              zawikłana historia. Od dzieciństwa miałam obsesję tego dziadka, ale sobie potem
              wytłumaczyłam, że to dlatego, ze Go nie znałam. Dopiero w ubiegłym roku sama
              znalazłam Jego Grób, zabrałam Młodego i pojechaliśmy. Przez lata prosiłam różne
              ciotki, zeby mnie na ten grób zabrały, o Mamie nie wspomnę. I nikt nie chciał.
              Zawsze mnie zbywali. I dopiero w ubiegłym roku, stara baba, jedzie na grób
              dziadka, co to nikt o nim nic nie wie... Jak powiedziałam Mamie, że byłam u
              Dziadka, to się zamieniła w słup soli... Notabene Grób znalazł Młody, bo ja się
              zgubiłam... I Młody mi zwrócił uwagę na dziwne rzeczy, nad którymi ja się nie
              zastanawiałam...

              I też nie wiem dlaczego. Dlaczego TAK.
              Ale ze zgoła niewiadomych powodów myślę, że jeśli ktokolwiek w rodzinie - to
              Dziadek.
              • bob68 Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 22:17
                Find_yourself,
                wybacz, że w tym miejscu pytam, ale ciekawi mnie, jak problemy Małoletniego
                opisały kompetentne osoby. Mam na mysli opinię, jaką otrzymuje dziecko z ZA.
                Mam syna obserwowanego w tym kierunku i zastanawiam sie, czy warto starać sie o
                diagnozę. Watpliwosci biorą sie stąd m.in. ,że u siebie też obserwuję
                identyczne cechy i mimo problemów radzę sobie w życiu
                Pozdrawiam
                • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 22:30
                  Ha, dobre pytanie. Otóż wcale nie opisały. Napisały "Zespół Aspergera F84.5". I
                  koniec. Ale papier mi otwiera wszystkie drzwi - w sensie mam indywidualne
                  nauczanie, mogłabym mieć renty i te inne (ale nie chcę), w Szkole Młody ma 4
                  godziny terapii tygodniowo oprócz lekcji, wszyscy ze mną rozmawiają, słuchają i
                  w ogóle traktują poważnie.

                  Wiesz, ja tez sobie radzę (się pochwalę, a co tam). Sama Go wychowuję, doktorat
                  kończę, no niby wszystko pięknie, tylko... Tylko On po prostu jest dużo
                  poważniejszym przypadkiem. I nie dałby rady bez tych dodatkowych zajęć, bez
                  ITS-u, a bez tego magicznego papierka to bym w publicznej poradni nie załatwiła
                  DOKŁADNIE niczego. Kiedy byliśmy w Ich wieku... To były inne czasy. Dlatego Oni
                  mają gorzej niż my. Moze gdyby znaleźli się w "naszych" warunkach - też nie
                  byłoby problemu? Nie wiem...
                • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 13.01.06, 22:32
                  Aha, sorry - napisały jeszcze "Całościowe zaburzenie rozwojowe"

                  Więcej dostałam w orzeczeniu ITS-u z rejonowej poradni, w sensie wskazówek, co z
                  Młodym należy w Szkole robić itd.
                  • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 14.01.06, 09:09
                    a ja męczę dziedziczność.przypomniałam sobie,że mój mąz nie mógł się dostosowac
                    do pobytu w wojsku,wypuścili go po trzech miesiącach,po okaleczeniach i
                    wystawili orzeczenie,że nie nadaje się do służby,bo osobowość
                    nieprawidłowa,cechy psychopatyczne.tak się zastanawiam czy nie stworzyliśmy
                    przez przypadek mieszanki wybuchowej.
                    • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 14.01.06, 09:24
                      Mogliście, ale sama wiesz że to takie dywagacje. Ile macie Dzieci? Bo nie
                      doczytałam, na pewno gdzieś pisałaś - czy tylko Syna z ZA? A ciekawi mnie (jeśli
                      możesz napisać) z czym Twój Mąż nie radził sobie w wojsku? Znaczy co Go
                      najbardziej frustrowało? Czy dyscyplina, czy wysiłek fizyczny, czy głupota
                      coniektórych czy fakt, ze musi się do niektórych zuepłnie idiotycznych rpzepisów
                      dostosować? Jeśli możesz - bo wiesz, mozemy spekulować. jedno jest jasne -
                      dzieci są do nas podobne. U nas w mniejszym stopniu występują różne elementy,
                      ale też w innym świecie byliśmy wychowani, no i w przewadze to jednak matki -
                      dziewczynki kiedyś, czyli też inna sytuacja społeczna.Musilibyćmy mieć
                      szczegółowe opisy - myślę że, kilkudziesięciu rodziców i dzieci, żeby spróbować
                      zainteresować badaniami kogokolwiek w tym kraju (albo wręcz poza nim). Mnie
                      mówiono, ze to mikrouszkodzenie mózgu. Fatycznie EEG Młodego jest zgoła dziwne.
                      Ale moze rzeczywiście jest uszkodzenie na poziomie kodu, które skutkuje
                      mikrouszkodzeniem mózgu, a może wcale w mózgu żadnego uszkodzenia nie ma...
                      • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 14.01.06, 09:40
                        już mowię,mąż po prostu nie chciał tam być i koniec,chciał do domu.dzieci mamy
                        troje.mateusz 11 lat (ZA),maks 7 lat bardzo podobny ale nie zaburzony,aleks 5
                        lat typowe zwykłe dziecko bezproblemowe mało podobne do braci,nie wymagające
                        tylu rozmów i tłumaczeń.mój średni choruje na przewlekłe zapalenie
                        wielomięśniowe,podejrzenie miopatii mitochondrialnej,na razie nie
                        potwierdzone.eeg też jakieś dziwne było i rezonans wykazał inne połączenia
                        żylne ale bez patologii,do obserwacji.starszy eeg teżmiał nie takie jak trzeba
                        tomografia wykazała jakiś zanik korowy,ale te badania były dawno.mateusz i maks
                        są bardzo podobni,lekarze też sugerowali ADHD,ale ja już nie dałam się wrobić.w
                        szkole na razie nie ma problemów,ale pani czuwa jest uprzedzona o możliwościach
                        mojego syna .myślę,że z młodszym nie będzie tak źle jak ze starszym,bo jest
                        drugi,jestem bardziej doświadczona,nauczycieli już nastraszyłam,że drugi taki
                        sam i mają inaczej traktować.zastanawiam się na ile to cechy wrodzone a na ile
                        wychowanie.przecież ja uczę ich rzeczy,które sama uznaję,może dlatego są
                        podobni?
                        • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 14.01.06, 10:36
                          A próbowaliscie z Mężem dociec DLACZEGO nie chciał? Nic nie dzieje się bez
                          powodu. ja wiem, że to trudne i upierdliwe zgoła, ale może warto dojść do sedna.
                          Dlaczego nie chciał tam być? Co mu przeszkadzało, co złościło, co wywoływało
                          stany jakieś dziwne, co spowodowało, że się okaleczał... Bo na pewno jak by się
                          zastanowił to by ptorafił powiedzieć.

                          Młody ma w eeg obce fale. Wszędzie. Fale nie są cykliczne, są zupełnie bezładne,
                          nikt nie rozumie tego EEG. Pojawiają się znikąd, nie są powtarzalne, i są
                          wszędzie, a nie tylko w jednym miejscu. Czyli kaplica.

                          Wiesz - nie jestem pewna z tym wychowaniem. Nad tym by się trzeba szczegółówo
                          zastanowić. uczę dziecko: utrzymuj porządek i czystość. Pamietasz LadyPank
                          "vademecum skauta?" No coś w tym stylu. I sciana. To nie chodzi nawet o to, ze
                          On odmawia. On to po prostu przepuszcza i wypycha. Ja nie wiem. Nie przywiązuje
                          do tego ządnej wagi. To jest dla Niego NIEWAŻNE. Zaśmieca mu umysł. takie mam
                          wrażenie. "Dziecko z ZA pamieta daty, liczby, a nie pamieta, ze nalezy przynieśc
                          ołówek na lekcję..."

                          Kiedyś to samo było ze mną. Miałam osiem lat, powiedziałam Tacie:
                          - Nie będe sprzątać, bo moja osobowość nie może się rozwijać w porządku...
                          Ojciec furii dostał. Pamiętam.
                          I jak patrzę na sprzątanie Młodego - widzę siebie.
                          Staramy się być wzorem. jesteśmy uprzejmi, grzeczni, jesteśmy jednoznaczni,
                          szanujemy ludzi i swiat. Ale moze przy okazji jesteśmy też w zorem w sferach
                          których nie zauważamy. Moze dziecko to widzi. My nie zdajemy sobie sprawy, ale
                          dziecko to czuje. Trzeba bardzo dobrze i obiektywnie znać i ocenić siebie, zeby
                          móc powiedzieć, czego nauczyliśmy dziecko, co pokazaliśmy mimowolnie, a co jest
                          wrodzone. Mnie to inetersuje, bo ja mam big problem.

                          Mój Syn nie wyjdzie sam z domu. Poradziłam sobie z większością problemów ZA u
                          Młodego, a z tym nie mogę ruszyć z miejsca. Za cholerę. Jestem... tego...no,
                          wolną kobieta (podobno już się nie mówi "samotną matką";)) i organizacja dnia z
                          czteranstolatkiem, który SAM Z DOMU NIE WYJDZIE jest mniej więcej upiorna.
                          przewalczyłam już wstyd, że odprowadzam do szkoł, już nie aptrza na mnie jak na
                          wariatkę, bo wiedzą, ze to ZA, ze to nie mój odpał. Poradziłam sobie z tym
                          dyskomfortem w tramwajach, kiedy muszę Go trzymać za rękę albo asekurować. Ale
                          to nie o to chodzi.

                          W dodatku ja nie umiem do Niego dotrzeć. Kiedy próbuję rozmawiać - albo mówi o
                          lęku, albo odwraca kota ogonem i twierdzi:
                          - Bo wy byliście nadopiekuńczy i nie daliście mi szansy...
                          Bestia inteligentna jest i cwana. Ma trochę racji. Ale zezwolenie na
                          samodzielność kosztowałoby mnie zawał w tej chwili. Już się nauczyłam odpierać
                          takie teksty:
                          - No to udowodnij mi... - tu opis co ma mi udowodnić. I wtedy On się poddaje.

                          Jest zupełnie bezradny na ulicy. Oczywiście mówię o normalnym poruszaniu się po
                          wielkim mieście, a nie pobliskim kuble ze śmieciami.

                          Ja nie mam pomysłu.
                        • find_yourself Re: Dziedziczność ZA 14.01.06, 10:38
                          Przepraszam za literówki, ale się spieszyłam :)
                          Myśl jest szybsza od palców na klawiaturze :)
                        • gemmavera Re: Dziedziczność ZA - wychowanie? 14.01.06, 11:01
                          joanna9920 napisał:

                          > zastanawiam się na ile to cechy wrodzone a na ile
                          > wychowanie.przecież ja uczę ich rzeczy,które sama uznaję,może dlatego są
                          > podobni?

                          Jeżeli to geny, to pewnie prawdopodobieństwo, że kolejne dziecko będzie miało
                          problemy, jest spore. Ale wychowanie?
                          Przez długi czas miałam (zreszta teraz też mam) wyrzuty sumienia, że sama w
                          jakiś sposób zafundowałam córce te problemy, które teraz ma. Nie wiem,
                          czym miałoby to być spowodowane, ale mimo tego mam wyrzuty sumienia. A przecież
                          mam drugie dziecko, które jakby nie patrzeć ma taką samą matkę, jak Zuza. :) A
                          młodszy jest zupełnie zwyczajny (nie chciałam pisać "normalny").
                          Wojtek jest przeciwieństwem Zuzy: komunikatywny, kontaktowy (nawet zaczepia
                          obcych ludzi, żeby się czymś pochwalić ;)), taka mała przylepa już od okresu
                          niemowlęcego. I to wydaje się być argumentem przeciwko tezie o moim 'zgubnym'
                          wpływie na Zuzę - ale nie umiem przestać szukać w sobie winy. Czy Wy też tak
                          macie czy tylko ja jestem nienormalna?

                          Na pewno moje relacje z Zuzką są inne, niż relacje z synem - i to mnie trochę
                          gryzie.
                          Z drugiej strony podobno autystyczne dziecko samo "ustala" (chociaż rzecz jasna
                          to nieświadome), jak wyglądają jego stosunki z matką i innymi osobami z
                          otoczenia. To by oznaczało, że moje relacje z córką są takie, a nie inne, bo po
                          prostu mój stosunek do niej jest odpowiedzią na to, co ona sama "proponuje".
                          Czy zgodziłybyście się z taką teorią?

                          Mnie to nawet jakoś tam gra.. Przykład z przytulaniem: młodszy od samego
                          początku miał silną potrzebę kontaktu fizycznego. Pamiętam, jak się zdziwiłam,
                          że w wieku 10 miesięcy potrafił SAM się przytulić - to niemowlęta potrafią się
                          przytulać?? Kiedy Zuzka była w tym wieku, nie przytulała się z własnej
                          inicjatywy - myślałam, że jest za mała, żeby umieć wpaść na to, jak samej
                          zaspokoić potrzebę bliskości. A ona po prostu chyba nie miała tej potrzeby. Nie
                          wzbraniała się przed dotykiem, ale też przytulona pozostawała niewzruszona, nie
                          przylepiała się tak, jak to robił młodszy. Dopiero teraz się to zdarza. Ona się
                          musiała NAUCZYĆ przytulać - pamiętam, jak jej tłumaczyłam, żeby zamiast
                          krzyczeć, przyszła się przytulić, kiedy jest zła albo smutna.
                          Więc może nie jestem oziebłą matką, tylko po prostu miałam lekko "oziębłe" ;)
                          dziecko?
                          • find_yourself Re: Dziedziczność ZA - wychowanie? 14.01.06, 11:07
                            Wiesz, możesz mieć rację. Kiedy był mały - reagował tak jak Twoja Zuzka. teraz
                            dla odmiany lepi się do mnie, a mnie to frustruje. Raz, ze sama nie jestem z
                            gatunku przylepnych, a dwa, ze się czuję niezręcznie. Bo On ma swoje lata i mi
                            głupio, jak nagle w szkole przy ludziach rzuca mi się na szyję, a chłop prawie
                            mojej wysokości.

                            Bo to mogło być tak: najpierw odruchowo odpowiadamy dziecku. Jak jest maleńkie.
                            A w miare upływu czasu zauważamy różnice pomiedzy naszym dzieckiem i
                            rówieśnikami i zaczynamy, znowu odruchowo przeciwdziałaś zachowaniom, które NAM
                            się wydają niestosowne. Działamy w ciemno. Nie mamy żadnych podstaw. I mozemy w
                            ten sposób dużo wyprostować, ale też i dużo zepsuć.
                            • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA - wychowanie? 14.01.06, 16:39
                              mój mateusz też sie nauczył przytulać,chociaż na początku nie było to jakieś
                              specjalne odrzucenie,po prostu pozwalał sie przytulić i za chwile uciekal.za to
                              teraz od kilku lat przytuleniem okazuje akceptację,ale mnie też nie pasuje to
                              jak przytula.robi to mocno z całej siły i tak jakoś kanciaście,sprawia mi
                              ból,aż się prosi żeby odepchnąc.powoli się uczy jak to zrobić dobrze.muszę
                              kontrolowac sytuację.kiedy jest spontaniczny to sprawia ból,a kiedy pod
                              kontrolą to wszystko ok.w szkole też nie ma oporów ,nawet przed pocałunkiem w
                              policzek lub w czoło.zapomniałyśmy o jednej ważnej rzeczy:dzieci uczą się przez
                              obserwację.widzę to u swoich,przynajmniej ci starsi doskonale mnie
                              naśladują.dlatego gubię się,co jest wrodzone a co nabyte.był czas kiedy mój
                              średni zachowywał się identycznie jak starszy.nawet lekarze mieli problem z
                              rozróżnieniem co jest naśladownictwem a co nie.
                              • szarlotka66 Re: Dziedziczność ZA - wychowanie? 03.02.06, 08:24
                                Joasiu
                                - takie nienaturalne, zbyt mocne przytulanie czesto wiaze sie z deficytami w
                                sferze SI - u mojego synka tez podobne objawy wystepowały i
                                w zasadzie minęły od kiedy syn uczestniczy 2 x tyg po 60 min w terapii SI.
                                W warunkach domowych pomagają mocne uciskowe masaże - wałkiem drewnianym po 1
                                minucie jedna strona kolejno masujesz: rece /bez brzucha i klatki piersionej/ i
                                nogi /czyli częsci ciała od górnych do dolnych/ potem syn niech leży na brzuchu
                                a ty masujesz kolejno ręce, plecy wzdłuż kręgosłupa, a potem nogi. Inne
                                cwiczenia zawijanie w gruby ciężki koc, masaż ugniatający poduszką wypełnioną
                                ziarnem, opukiwanie lekkie klockiem drewnianym /kolejność jak w masażu
                                wałkiem./ Jeśli dziecko unika normalnego dotyku albo boi się np. jakiejś
                                powierzchni to proponuję ćwiczenia:
                                * ciepłe zimne ciepłe /po 10 sek. butelkami z ciepła i letnią wodą/ - masujemy
                                dłonie a potem stopy.
                                lub
                                * miękkie szorstkie miękkie /np. miękki welur, szorstka gąbka, miękki welur/
                                * masaże w misce z ziarnem - niech zanurza i obsypuje sobie ręce a potem stopy
                                Więcej mogą poradzić fachowcy SI- Ja jestem tylko mamą -pozdawiam ;-))

    • synthea Re: Dziedziczność ZA 17.02.06, 15:59
      Hej wszystkim
      Pierwszy raz przeczytałam ten wątek i nie mogę się oprzeć żeby nie dopisać si
      do niego.
      Zastanowił mnie fakt,że pod wszystkimi tymi wypowiedziami mogłabym się
      podpisać.Podobnie reaguję na tłum w autobusach, czuję się w opresji, kiedy ktoś
      na mnie patrzy.Lubię samotność, w dzieciństwie bardzo odstawałam od reszty
      rówieśników i trudno mi bylo nawiązywać kontakty. Zawsze byłam takim wycofanym,
      nieśmiałym wrażliwcem, zaczytanym i bardzo refleksyjnym.
      I chociaż nie wydaje mi się żeby ZA był dziedziczny, to być moze cechy, które
      dzieci dziedziczą po rodzicach(pewne cechy) predestynują zachowania
      autystyczne...nie wiem, ale uderzyło mnie, że my rodzice dzieci z AZ mamy tyle
      podobieństw....
      • grzalka Re: Dziedziczność ZA 23.12.06, 23:33
        nie mam dziecka ze zdiagnozowanym ZA (jeszcze, bo jeden synek mi podpada) ale
        zarówno ja jak i mój mąż mamy mnóstwo cech ZA

        synek ma 2 latka- czy powinnam juz zacząć coś robić?
        • joanna9920 Re: Dziedziczność ZA 26.12.06, 10:20
          myślę,że nie.robi sie wówczas coś,jeżeli występują jakies problemy
        • gemmavera Re: Dziedziczność ZA 27.12.06, 12:47
          Grzalka, to zalezy, jakie problemy zauważasz u synka.
          Są pewne zachowania interpretowane jako autystyczne, które w rozwoju dzieci w
          pewnym wieku są zupełnie normalne i mieszczą się w granicach normy.
          Samo "genetyczne obciążenie" nie jest chyba wystarczającym warunkiem do
          podjęcia jakichs zdecydowanych działań, bo dziecko może nie miec problemów.
          Chociaz oczywiście warto syna obserwować.

          Nie opisałaś żadnych zachowań synka, więc może napiszę, co moim zdaniem mogłoby
          być niepokojące (rzecz jasna nie musi to oznaczać diagnozy autyzmu!): brak
          wskazywania palcem, brak jakiejkolwiek zabawy w udawanie, dziwne zabawy (np.
          ustawianie zabawek w rzędy zamiast bawienie się nimi zgodnie z przeznaczeniem),
          brak rozumienia prostych poleceń typu "pokaż krzesło", "podaj mi misia".

          Jeżeli chcesz sprawdzić, czy synek może być w grupie ryzyka, zerknij tutaj:
          www.nas.org.uk/nas/jsp/polopoly.jsp?d=128&a=2226 (po angielsku)
          i tutaj: tinyurl.com/q2cm6
          wersja html: tinyurl.com/mlagv (CHAT jest na samym dole)
          • grzalka do Gemmy 22.01.07, 22:19
            Nie mogłam się doczytać jak się liczy ten CHAT- bo owszem, część punktów się
            zgadza. Najbardziej mnie niepokoją jego zabawy- na przykład ustawianie w rządku
            przedmiotów przez kilkanaście minut (dwulatek!) albo przesuwanie klockiem po
            ścianie równie długo- jest wtedy zupełnie wyłaczony. Albo wspina się na coś i
            schodzi w ten sam sposób przez 20 minur. Poza tym nadwrażliwość na bodźce i brak
            zainteresowania innymi dziećmi (kiedy inne dziecko próbuje wejść w interakcję
            Alek reaguje agresją- nieco lepiej traktuje własne rodzeństwo, ale rodzeństwo
            bawi się ze sobą, a on woli bawić się sam). Poza tym mówi, rozmawia, nawiązuje
            kontakt wzrokowy. Nie wskazuje palcem.
            • gemmavera Re: do Gemmy 23.01.07, 13:27
              Grzalka, napisałam maila na adres gazetowy.
    • nie_moj_nick Re: Dziedziczność ZA 31.12.06, 22:57
      Nie wiem, czy są jakieś dowody na dziedziczność ZA. Ale...
      U mojego syna zdiagnozowano ten zespół niedawno. U mnie - jakieś 4 lata temu.
      Niestety, zagłuszony nie jest. W tym czasie zostałam skreślona z listy studentów
      na uczelni, bo nie dopełniłam formalności papierkowych (nie mogłam przemóc
      własnej fobii społecznej). Studia reaktywowałam na innej uczelni, ponownie mam
      problemy tego samego typu. Od kilku miesięcy jestem znowu pod opieka psychiatry,
      biorę neuroleptyki na "zniwelowanie fobii społecznej". Boję się o mojego syna,
      że - mimo, iż rozumiem go doskonale - nie będę potrafiła mu pomóc :(

    • mkolaczynska Re: Dziedziczność ZA 23.02.07, 13:01
      nie wiem czy pisze właściwie o ZA jakimś spektrum autyzmu czy czymś jeszcze
      dziwinieszym ale:
      moje dziecko ma/miało diagnoze zaburzenia rozwojowe o charakterze autystycznym-
      teraz ponoć norma
      Ja osobiście:
      -lubie być sama w swoim towarzystwie(od kiedy pamiętam)
      -jak się mocno zdenerwuje macham rękoma jak kurczak-tak mówi mąż
      -źle reaguje na nieoczekiwane zdarzenia a nawet zmiane jakiś tam własnych
      planów, wytrąca mnie to z równowagi.
      -do dziś lubie liczyć, schody, pasy na przejściu dla pieszych liczbe kafelków
      na które stąpam ;-)lubie, tak zajmuje swoje myśli, tak mi łatwiej/wygodniej
      dojśc do pracy, sklepu czy przychodni.
      -w podstawówce miałam tylko jedną koleżanke której szczerze nie znosiłam
      -jeszcze w ogólniaku "biłam się z myślami"
      -nie znosze jakiegoś lepienia malowania czy ludzików z kasztanów przyklejania
      choinek czy robienia sznura na choinke, szczerze takich zajęć nie znosze i od
      zawsze odkąd pamiętam było dla mnie udręką uczestniczenie w "takiej
      dziecinadzie".

      Z tym ze dla mnie najważnieszym pytaniem staje sie powoli: czy moje dziecko nie
      zachowuje się w okreslony sposób dlatego że to ja/mój mąż wpajamy mu zupełnie
      nieświadomie takie właśnie wzorce zachowań?

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka