gemmavera
22.05.08, 18:59
Temat nie dotyczy bezpośrednio autyzmu, ale jestem ciekawa Waszych opinii.
Pewnie część z Was słyszała o tej sytuacji - kamery w jednym ze sklepów Media Markt zarejestrowały kilkunastoletniego chłopaka, który postanowił sobie potańczyć przy wejściu - nagranie dostało się do netu, no i teraz tłumy internautów mają ubaw. :/
Potem niektórym miny zrzedły, kiedy okazało się, że chłopak jest upośledzony umysłowo. I nagle na śmiejących się z tańca posypały się gromy, że to nieludzkie wyśmiewać się z osoby upośledzonej.
Sytuacja trochę mi się skojarzyła z moją córką, która tak jak ten chłopiec nie ma specjalnie poczucia niestosowności niektórych sytuacji. W Święto Zmarłych stanęła na środku szerokiej alejki cmentarnej, którą płynęły tłumy ludzi, i zaczęła tańczyć do muzyki granej przez skrzypka. Fakt, że moja córka ma 7 lat, więc więcej jej w oczach społeczeństwa "ujdzie". Ale mimo wszystko tak samo jak bohater tamtego filmiku zrobiła coś, na co akurat miała ochotę. Fakt, że to było na cmentarzu i pewnie nie wypadało. :P
Ale nasuwa mi się takie pytanie: czy fakt, że chłopak z nagrania w MM jest upośledzony, aż tyle zmienia? Czy gdyby był przeciętnym nastolatkiem, można by się było śmiać do woli?
Czy bądź co bądź zabawny taniec (we mnie ten taniec wzbudził sympatię i coś na kształt rozczulenia, bo był taki nieporadny - typowo męski ;))) staje się niezabawny, bo wykonał go ktoś upośledzony?
Przypomina mi się fragment z "South Parku", gdzie chłopcy założyli sobie zespół heavymetalowy, do którego przyjęli niepełnosprawnego kolegę, Timmy'ego. Jedyne, co Timmy potrafił, to wykrzykiwać swoje imię - i takie właśnie miał zadanie w owym zespole. :) Chłopaki grali ciężką muzykę, a Timmy siedział na swoim wózku i co chwilę pokrzykiwał "Timmy!" z wielką radością. Nawiasem mówiąc te okrzyki świetnie się z muzyką komponowały. :)
Publiczność, która przyszła na koncert, była oburzona - no bo jak można wykorzystywać kalectwo Timmy'ego!
Nikogo nie interesował fakt, że Timmy po prostu się świetnie bawił i chyba w nosie miał to, co ktoś sobie pomyśli.
Chodzi mi o to, czy my nie wyrządzamy niepełnosprawnym krzywdy, widząc w nich najpierw ową niepełnosprawność? Tyle się trąbi o akceptacji, tolerancji, o traktowaniu niepełnosprawnych jak pełnoprawnych członków społeczeństwa. A jednocześnie wcale nie traktuje się ich normalnie...
Czy jeśli moje dziecko w wieku 15 lat zechce zatańczyć na ulicy, nie dbając o konwenanse, to czy trzeba na to patrzeć przez pryzmat Aspergera? Czy nie lepiej się zachwycić tą spontanicznością i brakiem spętania różnymi "nie wolno", "nie wypada"?
Bo mówiąc szczerze ja mam wobec tego chłopca z MM naprawdę pozytywne odczucia - i wcale nie dlatego, że jest niepełnosprawny umysłowo. Ja mu po cichu nawet trochę zazdroszczę tej spontaniczności - a z czego ona wynika, to dla mnie kwestia drugorzędna.
Usłyszał fajną muzykę, zatrzymał się i potańczył - wielkie rzeczy.
A co Wy na ten temat sądzicie?