Dodaj do ulubionych

Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginalnie?

22.11.02, 15:27
Wczor4aj jakis !@#$%^&*(zmusilo mnie do wpisania w diagram krzyzowki"NAPOLI"
choc po polsku mowi sie "Neapol" a forma "napoli" wystepuje w kilku gwarach i
oznacza "spowoduje podgrzanie pieca"... Juz wpisywalem (niestety)
Helsingfors, mimo ze nawet Finowie nie cierpia tej szwedofinskiej (ruotsalais-
suomalaisen?) formyi wiele innych - wedlug mnie - bzdur. Jak do tego odnopsza
sie szaradzisci z praktyka?
Obserwuj wątek
    • reptar Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 22.11.02, 23:21
      Zgodnie ze słownikiem ortograficznym.
      To, czy obiekt geograficzny ma polską nazwę, czy nie, to się jakoś reguluje po
      swojemu. Ale jeśli ma polską, powinna być używana polska. Nie żaden Madrid,
      Roma, Paris, Aachen czy New York. To by były nadużycia. Do takich nadużyć
      zaliczam też protezę Po w rebusach (po polsku: Pad).
    • uhuhu Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 25.11.02, 11:03
      O, ciekawy wątek. Ja powiem tak - generalnie zgadzam się i z kiciorem, i z
      reptarem, że powinniśmy używać polskiego nazewnictwa, jeśli takowe istnieje,
      niemniej w pewnych specyficznych przypadkach jestem w stanie przymknąć na to
      oko.
      Będę w stanie zaakceptować np. użyty w krzyżówce wyraz ROMA czy MILAN pod
      warunkiem, że objaśnienie będzie dotyczyć klubu sportowego - AS ROMA czy też AC
      MILAN; jeśli objaśnienie będzie brzmiało: stolica dla Włocha - jestem na nie.
      Podobnie, jeśli "New York" będzie określone jako np. "przebój Franka Sinatry"
      *tak dla przyładu, nie wiem, czy Sinatra śpiewał piosenkę "New York"), to
      specjalnie mnie no nie zrazi. Tym bardziej, że lubię takie rzeczy w
      krzyżówkach, ale to już inny wątek.

      A zresztą, sami powiedzcie, co brzmi piękniej: Akwizgran czy Aachen, Chociebuż
      czy Cottbus, Zytawa czy Zittau?

      I jeszcze jedno pytanie, drodzy forumianie: jak wolicie pisać: ajnsztajn czy
      einstein (pierwiastek), baseball czy bejzbol?


      • reptar ajnsztajn, bejsbol, autsajder 25.11.02, 11:27
        uhuhu napisał:

        > I jeszcze jedno pytanie, drodzy forumianie: jak wolicie pisać: ajnsztajn czy
        > einstein (pierwiastek), baseball czy bejzbol?


        Pisownię ajnsztajn czy bejsbol lansuje "Nowy słownik ortograficzny PWN" pod
        red. prof. E. Polańskiego. W przypadku tych dwóch nie opowiada się jednak
        zdecydowanie za formą spolszczoną (odsyłacz działa w dwie strony jako "albo").
        Ostrzej stawia sprawę pisowni autsajder (odsyłacz tylko w jedną stronę,
        tzn. "zobacz", co stawia autsajdera w pozycji faworyzowanej).

        To jeden z niewielu zarzutów, jakie można postawić temu skądinąd bardzo dobremu
        słownikowi - próba ingerencji w język wynikająca ze względów ideologicznych.
        W wydanym nieco później "Innym słowniku języka polskiego PWN" pod red. M. Bańki
        odsyłacz w parze autsajder/outsider kieruje w przeciwną stronę, a w Poradni
        Językowej PWN można znaleźć komentarz do tej sytuacji
        slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=autsajder&kat=18 :
        „Nie będziemy tu oceniali słowników, ale outsider jest formą wielokrotnie
        częstszą i choćby dlatego bardziej zasługuje na poparcie. Próba spolszczenia
        outsidera przez nadanie mu formy autsajder nie powiodła się”.
        • uhuhu Re: ajnsztajn, bejsbol, autsajder 25.11.02, 11:55
          reptar przedstawił oczywiście piękną analizę słownikową, ale wymigał się od
          odpowiedzi. Więc ja się zapytuję wprost: reptar, jakbyś pisał list do
          ukochanej, to napisałbyś BEJSBOL czy BASEBALL? AJNSZTAJN czy EINSTEIN? a przede
          wszystkim: DŻOJSTIK (:-)) czy JOYSTICK?!

          Bo mnie się ajnsztajn, bejsbol i dżojstik bardzo nie podobają. Oj, bardzo.
          • reptar Re: ajnsztajn, bejsbol, autsajder 25.11.02, 12:57
            uhuhu napisał:

            > reptar przedstawił oczywiście piękną analizę słownikową, ale wymigał się od
            > odpowiedzi. Więc ja się zapytuję wprost: reptar, jakbyś pisał list do
            > ukochanej, to napisałbyś BEJSBOL czy BASEBALL? AJNSZTAJN czy EINSTEIN? a
            > przede wszystkim: DŻOJSTIK (:-)) czy JOYSTICK?!
            >
            > Bo mnie się ajnsztajn, bejsbol i dżojstik bardzo nie podobają. Oj, bardzo.



            Odpowiadam wprost, choć naokoło:


            Jeszcze do Ukochanej o einsteinie nie pisałem, więc nie wiem, jak to będzie,
            kiedy przyjdzie co do czego ;)

            Dżojstik, ajnsztajn - to formy dopuszczalne. Jeśli zwracam się pisemnie do
            kogoś, kto może o tym nie wiedzieć, np. gdybym pisał o joysticku i einsteinie
            w podaniu o pracę, stosuję pisownię obcą. Prywatnie używam raczej spolszczonej,
            choć musiałbym to zjawisko rozpatrywać na poziomie poszczególnych słów, np.
            nie leży mi autsajder, bardzo ale to bardzo nie leży mi grizli, zdecydowanie
            wolę gibbona od gibona i mastiffa od mastyfa, za to używam konsekwentnie formy
            mejl zamias e-mail, choć nie znajdziesz na to przyzwolenia w żadnych
            publikacjach poprawnościowych (można by się jedynie powołać na ogólną wzmiankę
            w Polańskim). Przejrzyj sobie mejle ode mnie, a sam zobaczysz, których form
            używam częściej ;)

            No i raczej nie posunę się do stosowania pisowni "łiski" czy "haski". Chyba że
            w celach humorystycznych.

            Aha, ajnsztajn ma dodatkowo tę przewagę nad einsteinem, że kiedy stoi na
            początku zdania, to nikt nie ma wątpliwości, że chodzi ci o pierwiastek, a nie
            o pana Alberta. Czasem takie drobiazgi decydują o atrakcyjności formy. Byle
            outsidera nie pomylisz z Albertem Outsiderem.

            Wreszcie - jestem zwolennikiem tezy, że język potoczny jest atrakcyjniejszy od
            oficjalnego, a w pisowni spolszczonej pobrzmiewa mi właśnie potoczność. Ja po
            prostu korzystam z furtek pootwieranych na oścież przez językoznawców, którzy
            usankcjonowali pisownię bejsbol czy ajnsztajn, dzięki czemu mam możliwość
            manewru (tak samo jak mogę - w zależności od sytuacji - powiedzieć ojciec albo
            tato). Nie widzę powodu, by bać się spolszczonej pisowni jak diabeł wody
            święconej.

            A w krzyżówkach nie razi mnie ani autsajder, ani outsider, niemniej widzę
            zasadność umieszczania takich słów w Informatorze (rozumie się, że o "R"
            tu chodzi), gdyż wśród czytelników znajdą się i tacy, którzy widząc pisownię
            spolszczoną (choć poprawną) posądzą zarówno redakcję, jak i autora o nieuctwo
            czy przynajmniej nadużycie. A nadużyciem to nie jest.

            W przypadku nazw ortograficznych jest inaczej - tutaj twardo stoję na
            stanowisku, że żadne tam Paris czy Roma (a nazwa klubu sportowego geograficzną
            już dla mnie nie jest, więc może być).
          • reptar dżojstik, joystick i... (wstrząsające!!!) 28.11.02, 12:44
            uhuhu napisał:

            > reptar, jakbyś pisał list do ukochanej, to napisałbyś
            [ciach]
            > a przede wszystkim: DŻOJSTIK (:-)) czy JOYSTICK?!


            No i proszę, niewiele czasu upłynęło od Twojego pytania i mojej odpowiedzi,
            a tu kolejna rewelacja na horyzoncie :(

            Otóż odkryłem właśnie, że w Oficjalnym Słowniku Polskiego Scrabblisty są aż
            trzy wersje pisowni: DŻOJSTIK, JOYSTICK i... kto zgadnie?

            O ile jestem w stanie zaakceptować zarówno dżojstik, jak i joystick, o tyle
            będę kręcił nosem wytrwale i demonstracyjnie na formę JOYSTIK, która nie wiem
            jakim cudem i podstępem zdobyła sobie uznanie PWN-u (wydawcą OSPS jest PWN).

            Połowiczne spolszczenia w myśl zasady „chciałabym i boję się” to paskudne
            kurioza. Podobnie nie godzę się z pisownią "casanowa", której użyłbym jedynie
            na dyktandzie (albo w krzyżówce, niestety), prywatnie zaś będę zawsze wybierał
            między kasanową a casanovą.


            BTW:
            Co ciekawe, PWN uzależnił pisownię od tego, w czym się szuka: jeśli wybierasz
            opcję "w słowniku wyrazów obcych", to otrzymujesz pisownię "casanova":
            swo.pwn.pl/haslo.php?id=3911 , a jeśli "w słowniku ortograficznym" -
            to "casanowa": so.pwn.pl/slowo.php?od=10360 . Dodam też, że w ORTO
            Casanova przez [v] owszem, występuje, ale wyłącznie jako nazwisko, za to w SWO
            casanowy przez [w] wcale nie ma.


      • kicior99 Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 25.11.02, 18:39
        Hmmm... Pamietam jeszcze za tzw. komuny byl mecz pucharowy Pogon SDzczecin - FC
        Koeln. Pierwszy mecz odbywal sie w Kolonii i na zegarowym ekranie
        przeczytalismy rzecz jasna "Stettin". W tewanzu poczestowalismy Niemcow
        oczywiscie "FC Kolonią". Wtedy troche mnie to smieszylo, teraz zas chyba nikt
        nie wpadlby na taki pomysl... Ale to troche off-topic, przepraszam i polecam
        przeniesc dyskusje do mnie, o ile reptar sie nie obrazi =)
        • taddy01 Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 26.11.02, 08:41
          Procesu spolszczenia wyrazów zapożyczonych najczęściej z języka angielskigo nie
          da się zadekretować. On będzie trwał latami.Tak jak latami trwało przyswajanie
          np. nazw technicznych z języka niemieckiego. I czy to się nam podoba, czy nie,
          to samo życie pokaże czy dana nazwa się przyjmie.Przed wielu laty była akcja
          nadawania polskich nazw narzędziom i maszynom. O ile wirówka raczej wyparła
          centryfugę, to strug i hebel żyją równolegle. A mało kto wie że piłka włosowa
          miała zastąpić laubzegę.
          Życie, samo życie to ureguluje, a nie odgórne nawet słuszne postanowienia
          profesorskiego gremium
          • asci Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 26.11.02, 14:51
            taddy01 napisał:

            A mało kto wie że piłka włosowa
            > miała zastąpić laubzegę.
            Ja wiem, że to nie na temat ale co to jest laubzega? Bo jakoś ta piłka włosowa
            też mi do wyobraźni nie przemawia.

            A jeśli chodzi o spolszczenia to jestem raczej ostrożna, może dlatego że
            kojarzy mi się to z początkami nauki obcego języka kiedy to niektórzy zapisują
            fonetycznie wyrazy nad obcym tekstem. Zawsze mnie to drażniło.

            Pzdr. A.
            • taddy01 Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 26.11.02, 23:25
              asci napisała:

              > taddy01 napisał:
              >
              > A mało kto wie że piłka włosowa
              > > miała zastąpić laubzegę.
              > Ja wiem, że to nie na temat ale co to jest laubzega?
              laubzega to jest takie narzędzie, którym mozna wyrzynać w sklejce najbardziej
              wymyślne kształty. Pełna definicja znajduje się w każdym słowniku języka
              polskiego. wystarczy tylko zajrzeć
              Pozdrowienia dla asci
              • asci Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 02.12.02, 13:49
                taddy01 napisał:

                > asci napisała:
                >
                > > taddy01 napisał:
                > >
                > > A mało kto wie że piłka włosowa
                > > > miała zastąpić laubzegę.
                > > Ja wiem, że to nie na temat ale co to jest laubzega?
                > laubzega to jest takie narzędzie, którym mozna wyrzynać w sklejce najbardziej
                > wymyślne kształty. Pełna definicja znajduje się w każdym słowniku języka
                > polskiego. wystarczy tylko zajrzeć
                > Pozdrowienia dla asci

                Dzięki za wyjaśnienie.
                Twoją odpowiedź odebrałam (może niesłusznie) jako przytyk. I w związku z tym
                chciałabym wyjaśnić co następuje:
                1) buszuję po internecie tylko w biurze, bo w domu nie mam możliwości.
                2) odpowiedź na twoją wypowiedź była impulsem: nie wiem, ale szybko chcę się
                dowiedzieć. Pewnie, że mogłam sprawdzić w jakimś wirtualnym słowniku ale tak
                było prościej
                3) z kobiecego doświadczenia wiem, że mężczyźni czują się dowartościowani mogąc
                kobietom udzielać rad, wskazówek i wyjaśnień. A może ja źle odczytałam twój
                męsko brzmiący nick.

                A w ogóle to w czym problem?
                Twoje wyjaśnienie jest bardzo dokładne i obrazowe i już do końca życia będę
                wiedzieć co to jest ta cholerna (sorry za słownictwo) laubzega.

                Pozdrawiam nie tylko taddy'ego01.
                A.
      • jw1969 Re: Nazwy w krzyzowkach - po polsku czy oryginaln 10.12.02, 13:55
        Witajcie, forumowicze!
        Ja na ogół wolę nazwy oryginalne, a spalszczam je sobie czasem dla zabawy, na
        przykład pisząc fonetycznie. Raczej napiszę outsider i joystick niz autsajder i
        dżojstik - chyba,że tego będzie wymagała konstrukcja zadania szaradziarskiego.
        Bejsbol napisany fonetycznie to dla mnie potoczna nazwa kija do baseballa.
        Ajnsztajna nie akceptuję, w pracy (jestem chenmikiem) stosuję tylko nazwę
        oryginalną. Nawiasem mówiąc, czeka nas niezła zagwozdka w zwiazku z
        koniecznością zatwierdzenia polskich nazw pierwiastków ochrzczonych stosunkowo
        niedawno, a zajmujących w tablicy Mendelejewa miejsca z numerami 104-109. Ich
        nazwy angielskie to: rutherfordium, dubnium, seaborgium, bohrium, hassium i
        meitnerium. Jak widać, anglofoni dzięki temu, ze dodają wzietą z łaciny
        końcówkę -ium, łatwo rozrózniaja człowieka i urobiony od niego pierwiastek.W
        polszczyźnie końcówkę tę zwykło sie odrzucać, mielibyśmy więc rutherford, dubn,
        seaborg, bohr, hass (has?) i meitner. Widywałem już rutherford spolszczony na
        rezerford i razeford, z seaborga zrobią pewnie siborg, z meitnera - majtner.
        Ale co z bohrem? Bor już jest w układzie okresowym...
        Na szczęście to problem typowo akademicki - tych nazw w praktyce chemicznej
        używa się bardzo rzadko.
        A z pokrewnej działki, to zawsze mnie bawiło używanie jednostek miar
        wywodzących od nazwisk uczonych. Gdy coś działa siłą pięciu niutonów czy ma
        energię jednego dżula, od razu wyobrazam sobie pięciu sklonowanych Newtonów lub
        Joule'a tryskajacego energią.


        • reptar Re: seaborg, meitner - co z nimi? 10.12.03, 09:59
          jw1969 napisał:

          > Nawiasem mówiąc, czeka nas niezła zagwozdka w zwiazku z koniecznością
          > zatwierdzenia polskich nazw pierwiastków ochrzczonych stosunkowo
          > niedawno, a zajmujących w tablicy Mendelejewa miejsca z numerami 104-109.
          [ciach]
          > w polszczyźnie końcówkę tę zwykło sie odrzucać, mielibyśmy więc rutherford,
          > dubn, seaborg, bohr, hass (has?) i meitner.


          Pierwsze pytanie: o jakie zatwierdzenie chodzi? To znaczy: czy to chemicy mają
          zatwierdzić nazewnictwo na swoje potrzeby, czy językoznawcy na swoje?

          I drugie: czy to się już dokonało? Minął rok, nazwy tych pierwiastków pojawiły
          się w "Wielkim słowniku wyrazów obcych PWN". Są tam jako "seaborg", "bohr",
          "meitner"... ale jak rozumiem chemicy nie są zobligowani ustaleniami słowników
          jak na przykład w przypadku einsteina (i bardzo dobrze; w kwestii słownictwa
          branżowego przyznaję pierwszeństwo branżom).
          A zatem: co słychać dzisiaj w światku chemicznym na temat ww. nazw?
          • jw1969 Re: seaborg, meitner - co z nimi? 10.12.03, 11:59
            reptar napisał:

            > jw1969 napisał:
            >
            > > Nawiasem mówiąc, czeka nas niezła zagwozdka w zwiazku z koniecznością
            > > zatwierdzenia polskich nazw pierwiastków ochrzczonych stosunkowo
            > > niedawno, a zajmujących w tablicy Mendelejewa miejsca z numerami 104-109.
            > [ciach]
            > > w polszczyźnie końcówkę tę zwykło sie odrzucać, mielibyśmy więc rutherford
            > ,
            > > dubn, seaborg, bohr, hass (has?) i meitner.
            >
            >
            > Pierwsze pytanie: o jakie zatwierdzenie chodzi? To znaczy: czy to chemicy
            mają
            > zatwierdzić nazewnictwo na swoje potrzeby, czy językoznawcy na swoje?
            >
            > I drugie: czy to się już dokonało? Minął rok, nazwy tych pierwiastków
            pojawiły
            > się w "Wielkim słowniku wyrazów obcych PWN". Są tam jako "seaborg", "bohr",
            > "meitner"... ale jak rozumiem chemicy nie są zobligowani ustaleniami
            słowników
            > jak na przykład w przypadku einsteina (i bardzo dobrze; w kwestii słownictwa
            > branżowego przyznaję pierwszeństwo branżom).
            > A zatem: co słychać dzisiaj w światku chemicznym na temat ww. nazw?

            Hm, za cały światek chemiczny trudno mi odpowiadać. Sam nie zajmuję się tymi
            pierwiastkami - tak naprawdę jedynie trzy ośrodki na świecie prowadzą badania
            nad ich syntezą. Otrzymuje się je w niewielkich ilościach (kilka atomów) i są
            bardzo nietrwałe (żyją ułamki sekundy). Dla większości chemików obiekty
            niedostępne, aczkolwiek można o nich wspominać np. studentom i dobrze byłoby
            wypracować jakąś poręczą nomenklaturę. Można mówić "pierwiastek 106" itd,
            podając liczbę atomową. Albo uzywać nazw angielskich, w końcu prawie cała
            chemiczna literatura naukowa publikowana jest w tym języku.
    • zb.wo i za i przeciw... 09.12.02, 19:12
      Są sytuacje, że autor musi skleić resztę wyrazów - inaczej się nie da - jestem
      za. To odstępstwo usprawiedliwia tylko odpowiednio dobra reszta, ale trzeba w
      określeniu wyraźnie podkreślić niezgodność z zasadami, żeby niepotrzebnie nie
      znęcać się nad rozwiązującym. Jeśli ktoś nie ma dostępu do źródeł to jego
      strata, inni mogą mieć i ci zadanie rozwiążą. Powiedzmy, że jest to sytuacja
      wyjątkowa. Bądźmy tolerancyjni. Ale przeciwny jestem nadużywaniu. A gdzie jest
      dokładnie ta granica? To zależy przecież od konkretnej sytuacji, kontekstu.
      Dobrym czynnikiem usprawiedliwiającym jest też "zainstalowane" w zadaniu
      poczucie humoru. Pamiętam rebusy Kasty, w których człony rebusowe opatrywał
      dopiskami z maksymalnymi błędami ortograficznymi - i nie przypominam sobie,
      żeby ktoś to krytykował. A były też rebusy z członami fonetycznymi i takie z
      obcojęzycznymi protezami. Rozpatrujemy tu więc tylko odstępstwo od określonej
      konwencji, kiedy i na ile można. Sprawą autora jest dołożenie wysiłku i
      stworzenie odpowiedniego kontekstu.
      • kicior99 Re: i za i przeciw... 14.12.02, 13:04
        zb.wo napisał:

        > Są sytuacje, że autor musi skleić resztę wyrazów - inaczej się nie da -
        jestem
        > za. W wypadku kiedy nic sie nie da zrobic rozygnuje sie z ulozenia zadania...
        • zb.wo nigdy odstępstw od reguł? 14.12.02, 21:46
          Osobiście nie zdarzyło mi się nigdy używać takich wyrazów. Więcej, w swoich
          zadaniach staram się unikać jakichkolwiek wyrazów trudniejszych. Ale to jest
          wyłącznie sprawa konwencji, którą sobie przyjąłem. No, a gdybym znalazł np.
          kwadrat magiczny 8*8, to być może ... nie będę jednak próbował układać takiego
          kwadratu, bo nie wierzę w powodzenie takigo zamierzenia. Gdyby poza takim
          jednym wyrazem, reszta była odpowiednio atrakcyjna, to jego autorowi chyba
          jednak wybaczyłbym to odstępstwo ;-)

          A jeśli jest to zadanie popełnione w afekcie? :-))))
          • reptar Re: nigdy odstępstw od reguł? 15.12.02, 20:45
            zb.wo napisał:

            > Gdyby poza takim jednym wyrazem, reszta była odpowiednio atrakcyjna, to jego
            > autorowi chyba jednak wybaczyłbym to odstępstwo ;-)


            To są dwie różne sprawy: rozliczenie z reguł i doszukanie się piękna. Załóżmy,
            że ktoś ułoży kwadrat magiczny 10 x 10 po polsku, ale jedno słowo będzie w
            innym języku, albo nie będzie rzeczownikiem, albo nie będzie w mianowniku, albo
            będzie jeszcze jakaś inna skaza... więc co? ma je schować i nikomu nie
            pokazywać??? Ja osobiście chętniej zapoznałbym się z takim tworem niż z wieloma
            poprawnymi, lecz sztampowymi zadaniami.

            Ale fakt, że takie zadanie skazę ma, więc raczej nie należałoby go publikować
            tak, jak inne. Nie jako zadanie. Raczej jako ciekawostkę.
    • reptar Tytuły dzieł - przypadki, niuanse 17.12.02, 21:19
      Wczoraj oglądałem film „Cube” Vincenza Natalego. Pomyślałem sobie, że wyraz CUBE
      *jako* tytuł filmu byłby w krzyżówce w porządku. Dlatego, że pod takim tytułem
      wyświetlano go w Polsce (dlatego, że tak zdecydował dystrybutor). Co więcej, nie
      mógłby się w krzyżówce pojawić wyraz SZEŚCIAN objaśniony jako tytuł tego filmu!

      A film „Sphere” Barry'ego Levinsona, był w Polsce dystrybuowany jako „Kula”
      - i dlatego SPHERE nie mogłoby się pojawić w krzyżówce *nawet* jako tytuł filmu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka