viking73
28.11.02, 14:17
To tak na pograniczu stricte tłumaczeń. Raz oprowadzałem po Krakowie szwedzką
wycieczkę. Idziemy jedną z głównych ulic miasta, Grodzką, a tu sklep z
napisem "DROGERIA". W tym momencie podbiega do mnie dwójka uczestników
wycieczki i zafrasowana pyta "Przepraszam, co się sprzedaje w tym sklepie?"
Ciekawe co mieli na myśli...