m.maska
19.03.22, 17:27
Autor: Maksymilian Wysocki
Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl
„Za Donalda Trumpa Putin nie odważyłby się na takie działania”, a bez Polaków nikt nie miałby odwagi domagać się więcej, czyli słowo o silnych liderach, bo to nie jest czas na słabych liderów. A wychodzi na to, że gdyby nie polscy liderzy, mielibyśmy kolejny, nowy appeasement w kartach historii. Europa potrzebuje dziś silnych liderów, którzy stworzą lepsze czasy, bo słabi już raz „stworzyli” Hitlera i o ten jeden raz za dużo
Muszę przyznać, że tak skrajna odwaga i skrajnie ryzykowny ruch obecnych politycznych polskich liderów bardzo mnie zaskoczył. W sumie przecież zaskoczyli dokładnie wszystkich. Wszyscy najpierw zadawali sobie pytanie po co. Gdy wicepremier Jarosław Kaczyński ogłosił koncepcję nowej „misji pokojowej”, ta najpierw spotkała się ze zdecydowanie negatywną reakcją NATO i USA. Jednak kolejna doba mija i coś pęka, coś jednak się przebija. Coś nowego się zaczyna. Jeden kraj ogłasza, że jest gotów na taką misję, były brytyjski premier przyznaje temu pomysłowi zupełną rację, a prezydent Marcon już zapowiada, że też wybierze się na Ukrainę… jak już będzie spokojniej. Jednak ta pierwsza reakcja głównych graczy skupiła moją uwagę, bo nie wróży temu konfliktowi najlepiej, a przynajmniej patrząc wprzód, powinniśmy odrobić tę lekcję z historii. Słowem: To nie jest czas dla słabych liderów. Słabi liderzy zrobią nam większą krzywdę.
W internecie, tak od 2016 roku, krążył kiedyś popularny mem, próbujący opisać cykliczność okresów recesji i prosperity: „Dobre czasy tworzą słabych mężczyzn. Słabi mężczyźni tworzą ciężkie czasy. Ciężkie czasy tworzą silnych mężczyzn. Silni mężczyźni tworzą dobre czasy… itd.”
Jeśli posługiwać się tym schematem, jak na dłoni widać, że po dekadach prosperity Europa dorobiła się słabych liderów. Z jednej strony wysyłać broń i leki można. Ale z misją pokojową? To już lepiej nie, bo… można rozzłościć Putina. Gospodarka też potrzebuje szybkiego zakończenia tego konfliktu, co nie znaczy, że poprzez ustępstwa.
Rozumiem, że czasy prosperity stworzyły dobrobyt, do którego tak się wszyscy przywiązali. Ale już kiedyś polityka ustępstw była stosowana i skończyła się tym, że tylko zachęciła Hitlera i Stalina do bycia dalej agresorami.
Appeasement, czyli polityka deeskalacji i ustępstw wobec hitlerowskich Niemiec od 1935, za czasów gdy Wielką Brytanią kierował premier Chamberlain, tylko utwierdzała Hitlera w przekonaniu, że wszystko mu wolno, więc wszystko może. Ta sama polityka brytyjskiego premiera Lloyd George’a wobec Rosji Radzieckiej – obietnicy oddania bolszewikom Polski , by zaspokoić Rosjan i powstrzymać ekspansję bolszewików w kierunku Europy Zachodniej, również nie wypaliła – po prostu bolszewicy chcieli zając dla siebie też cały Berlin i Niemcy, a ich plany pokrzyżowała dopiero wygrana Polaków w Bitwie Warszawskiej. Potem był Anschluss Austrii i cała reszta. Appeasement to jedna z tych historii, które powinny narody jednak czegoś nauczyć, zwłaszcza w dzisiejszym kontekście i zwłaszcza, że tacy ludzie, tak głodni większej władzy, są gorzej niż jak łobuzy. Tacy ludzie są jak rak, który trzeba „wypalać”, bo inaczej grozi przerzutami.
A tymczasem Ukraińcy coraz bardziej czują się zdradzeni przez Zachód, który broń i owszem, podsyła, ale jednocześnie bezsilnie czeka, podczas gdy giną niewinni cywile, gdy giną kolejne kobiety i dzieci. Czują też, że gdyby Putin zaproponował rozejm, ale zabierając to, co udało mu się podbić, NATO wręcz naciskałoby, by na to przystali. A przecież wjazd NATO zakończyłby temat szybko i skutecznie.
c.d.n.