Dodaj do ulubionych

Wołanie o pomoc

22.07.08, 13:58
WITAM
mam ogromny problem z 7-miesięcznym synkiem,od pewnego czasu nie
chce ani na chwilę posiedzieć sam w łóżeczku lub kojcu,wymaga
nieustannej uwagi,każda próba sprowokowania samodzielnej zabawy
kończy się płaczem jestem u kresu wytrzymałości,bo poza tym,że mam
normalne obowiązki domowe to jeszcze pracuję w domu,zarywam więc
noce,żeby wszystkiemu podołać,sypiam po trzy góra cztery godziny na
dobę,proszę o radę
Obserwuj wątek
    • martyna1983 Re: Wołanie o pomoc 22.07.08, 18:34
      nie wiem czy jest na tojakaś rada, ja przynajmniej nie mam:(
      może taki egzemplarz Ci się trafił? jedne dzieci bawia się same, inne nie
      ...różnie bywa...

      mój syn też bardzo absorbujący jest, ale nie walczę z tym, akceptuję...
      wiem, że ciężko cokolwiek zrobić w domu w takiej sytuacji jak się ma dużo
      obowiązków, pracę itp dlatego mogę jedynie przesłać uściski...;)
      • ritamutis Re: Wołanie o pomoc 22.07.08, 19:18
        ech... ja mam tak samo, gdy tylko włożę go do łóżeczka lub kojca Marceli urządza
        straszną histerię. Od pewnego czasu zabieram laptopa, książkę, a nad ranem i
        kołdrę do kojca i spędzam tam czas z nim. Gdy siedzę bezpośrednio przy nim jest
        dużo spokojniejszy i potrafi się na chwilkę zająć sam sobą.
    • betty-226 Re: Wołanie o pomoc 22.07.08, 22:13
      Jeśli dzieje się tak "od jakiegoś czasu", to można brać pod uwagę tzw. "kryzys 8 miesiąca", który jednak pojawia się w różnym wieku u niemowląt, ale zasadniczo mniej więcej na tym etapie.
      Dziecię odkrywa, że jest odrębną jednostką, że nie jest całością z mamą i przeraża je rozłąka, nawet taka, kiedy mama jest za ścianą. Demonstruje swój lęk płaczem, złością.
      To mija :) Trwa naogół około 3 miesięcy.
      Siedmiomiesięczniak dopiero pewnie wszedł w ten etap.
      A Marceli? Od dawna to u niego trwa? Może niedługo przejdzie :)
      Nie ma złotego środka. Trzeba szukać możliwości, atrakcyjnego zajęcia dla dziecka, zapewniać o tym, że nawet jak mama wyjdzie z pokoju, to wciąż jest, zaraz wróci. Można mówić, nucić, żeby malec słyszał.
      Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Bo na bunt dwulatka jest kilka miesięcy za wcześnie. W przypadku synka misiowej jeszcze pół roku, w przypadku Marcelka jeszcze ze dwa miesiące.
      • ritamutis Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 08:13
        Marceli ma 11,5 msca i ten stan trwa u niego odkąd pamiętam :) Pół biedy kiedy jest oprócz mnie ktoś w mieszkaniu, ale jak jestem sama to niestety - porażka. Próby zajęcia go zabawą są skuteczne o ile bawimy się razem. Gdy chcę zrobić coś w kuchni Marceli leci tam ze mną. Podobnie z łazienką. Dodam, że mieszkam w kawalerce i ułożenie mieszkania gwarantuje małemu widzenie mnie z kojca w każdym punkcie mieszkania (oprócz łazienki). Ale uparł się i sam w kojcu siedzieć nie chce. Mogę siedzieć nawet przy samej barierce kojca i go uspokajać, ale dopóki nie wejdę do środka mały nie da mi spokoju. Oczywiście reaguje tak tylko na mnie. Gdy zajmuje się nim moja Mama potrafi sam zająć się sobą nawet na pół godziny...
        • betty-226 Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 09:34
          Zatem istnieje ryzyko, że Marceli to taki typ po prostu ;)
          A karmisz piersią? Czasem tak dają czadu cycowe dzieci i odpuszczają mamie po zakończeniu etapu karmienia piersią :)
          Ja nie miałam takich problemów, czy też krótko. Teraz Michał po prostu wszedł w fazę wymuszania.
          Ale moja przyjaciółka miała niefajnie z synkiem. Nie spał po nocach, ciągle chciał do cyca, choćby przytulić się do mamy i w dzień oczywiście snuł się za nią po mieszkaniu. Przyjechała babcia, malucha wzięła na noc do innego pokoju i szybciutko skończyły się nocne pobudki na przytulanie. W dzień też babcia reagowała na marudzenia małego, nie mama. I mały trochę się usamodzielnił. Ale był wtedy starszy niż Marceli, a koleżanka już po prostu >chciała< zakończyć karmienie piersią.
          A moooże Marceli wziął Cię pod pantofel? :) Skoro Twoja mama sobie z nim radzi...
          • ritamutis Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 14:17
            Faktycznie, cały czas karmię go piersią, to może być słuszna przyczyna...a co do brania pod pantofel...wobec mojej mamy i postronnych Marceli nie wytacza tak ciężkiej artylerii jak w stosunku do mojej osoby. To straszne, ale muszę to powiedzieć: bardzo często moje pojawienie się w pobliżu Marcelego powoduje jego natychmiastowy płacz: bo od razu chce na ręce, do cycka, pobawić się, a ja nie zawsze z marszu jestem w stanie zapewnić mu te wszystkie rozrywki. Nie widziałam, żeby reagował tak na którąkolwiek z otaczających go osób. ajaj... co to będzie przy odstawianiu go od cycka... :)
            • betty-226 Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 17:55
              "...a ja nie zawsze z marszu jestem w stanie zapewnić mu te wszystkie rozrywki"
              Tu nie chodzi o "bycie w stanie", tylko o to, że Ty nie musisz! A Marceli się chyba nauczył, że musisz właśnie i wie, że jak włączy syrenę, to postarasz się zaraz być przy nim i jego zachcianki spełnić. Bo skoro potrafi zostać z kimś innym, skoro grzecznie się bawi i tzw. postronnych nie terroryzuje histerią, to nie ma tu mowy o ogromnym lęku separacyjnym i ogromnej potrzebie bycia tylko z mamą, a raczej o ogromną potrzebę, by mama spełniała zachcianki.
              Używam za mocnych słów, bo dzieci nie są terrorystami na tym etapie, a histeria to choroba. Maluchy po prostu przyzwyczajają się do pewnych mechanizmów - "ja sobie powrzeszczę, to mama przyjdzie... z laptopem i posiedzi ze mną" :) Lubi, jak z nim siedzisz, więc używa tego narzędzia, które opanował, czyli krzyku, czy płaczu. Może czas na stanowczość i wyznaczanie granic?
              • ritamutis Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 19:33
                czuję się jak skarcona pod tablicą uczennica :) nie no... staram się, staram, ale jestem w stanie wytrzymać maksymalnie 30 minut jego potwornego ryku i walenia głową o barierkę kojca. PO tym czasie zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem któryś z moich sąsiadów nie dzwoni właśnie na linię zgłaszającą przypadki przemocy w rodzinie, więc po chwili cicho i pokornie zabieram swój ekwipunek do kojca. Trochę brakuje mi takiej instytucji "super niani", która stałaby za mną i uspokajała, że na pewno nic złego się nie dzieje, a ja za wszelką cenę robię dobrze... TRochę boję się odkryć granice własnego dziecka. Jak już wspomniałam wytrzymuję maksymalnie 30 minut jego histerii, a co jest za tą granicą? Zacznie gryźć szczebelki? wyłamywać sobie paluszki? rzucać we mnie zabawkami? a boszz... właśnie się przyznałam, że się boję własnego dziecka :)
                • betty-226 Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 20:27
                  Nie śmiałabym karcić :D, bo sama nabroiłam. Przegapiłam moment, kiedy mój słodki cukiereczek zamienił się w przebiegłego wymuszacza. Zawsze był grzeczniutki, płakał tylko wtedy, kiedy faktycznie czegoś potrzebował, albo gdy starszy brat mu "coś zrobił". Nagle zorientowałam się, że ta zasada przestała obowiązywać, a mały ryczy na zawołanie o.O

                  Aaaa próbowałaś zrobić coś innego, niż spodziewa się Marceli ale również zdążającego do stłumienia jego ryku? :D Na przykład zaskocz go wygłupami (pokaż język, zacznij skakać czy coś równie głupiego). Przystopuje może i nie dojdzie do spełnienia czarnego scenariusza (wyobraziłam sobie te akcje ze szczebelkami i paluszkami ;)), a Ty jednocześnie nie spełnisz jego zachcianki. Z czasem mogłabyś przejść do ignorowania wymuszacza.
                  Tak strzelam - teoretyzować łatwo, gorzej z praktyką.
                  • ritamutis Re: Wołanie o pomoc 23.07.08, 21:25
                    och ile ja się nawygłupiałam przy tym jego kojcu... Już nawet noga założona za głowę nie skutkuje :) Doprawdy, betty, odkąd mam dziecko zyskałam tytuł "człowieka orkiestry". Może jakiś wygłup jest w stanie na ułamek sekundy odwrócić jego uwagę, ale on z niepohamowanego rechotu płynnie przechodzi w płacz.Ja wiem, że on wymusza, ja znam te jego sprytne sposoby, już ja je znam hłe hłe :)))) ale daję ciała na całej linii. Może sprawię sobie papierową postać naturalnych rozmiarów Super Niani bądź Pawła Z. i w ten sposób się zmotywuję do stawienia czoła jego histerii...
                    • betty-226 Re: Wołanie o pomoc 24.07.08, 10:13
                      Niech Cię zmotywuje wizja przyszłości. Wyobraź sobie pięcioletniego Marcelego, który ciska w Ciebie plastikową figurką supermana, bo nie chciałaś dać mu batona :D
                      Najważniejsze, że jesteś w pełni świadoma, że tak nie powinno być. Jeden krok masz już z głowy. A jeśli podobizna Pawła podziała na Ciebie podobnie jak superniani, to nawet i obydwie podobizny sobie postaw. Grunt to motywacja! I jeszcze podobiznę pięcioletniego Marcelego z supermanem w garści ;))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka