Gość: Anonymus
IP: *.privacyfoundation.de
01.07.09, 21:40
Ile żon górników utrzymuje domy z prostytucji?
Maria Kudroń, Małgorzata Skowrońska
2004-02-27, ostatnia aktualizacja 2004-02-27 00:00
Tego nie wiadomo, ale organizacje pozarządowe twierdzą, że "zjawisko przybrało
zatrważające rozmiary". Prostytuują się kobiety po 40., żony bezrobotnych górników
oferty pracy dla kobiet z Gazety Zachodniej
oferty pracy dla kobiet z Gazety Zachodniej
ZOBACZ TAKŻE
• Byle zarobić na rodzinę (27-02-04, 02:00)
• Agencje nędzy ze Śląska (24-02-04, 22:20)
• Krakowski rynek prostytucji opanował gang ze Śląska (24-02-04, 21:22)
Rodzinom mówią, że jadą do Krakowa do pracy w szwalni albo że będą opiekowały
się dzieckiem. Wyjeżdżając, zostawiają w zamrażalnikach gołąbki, poporcjowane
mięso, kupują chleb. Kiedy wracają, lodówki są już puste. Trzeba je zapełnić,
dzieciom dać na klasową składkę, mężowi na piwo. Wtedy nie będzie o nic pytał,
a one nie będą musiały zmyślać, ile to rękawów koszul pozszywały.
Marzyły, żeby mieć męża. Mąż górnik to było coś. Matki podpowiadały im, że
taki pracy nie straci. Rodziły się dzieci. W kopalniach było jednak coraz
gorzej i okazało się, że nie każdy górnik jest już potrzebny.
Same musiały poszukać pracy. Na karierę było już za późno. Łapały się za
sprzątanie, handel. Nie zarabiały nawet połowy tego, co kiedyś mąż górnik.
Długi rosły, a pieniędzy potrzebowały coraz więcej: na dom, na dzieci i na
piwo dla męża górnika.
Busem do Krakowa
I tak część z nich znalazła się w busie, który dowozi je do krakowskich
agencji towarzyskich.
Bus ma do pokonania 80 km autostrady. Zazwyczaj przyjeżdża do Krakowa we
wtorek rano, w niedzielę przed południem odwozi kobiety do Katowic.
W Parasolu (Program Pomocowy dla Osób Sprzedających Seks) mówi się nawet o
"grupie katowickiej".
- Pierwsze sygnały o działalności tej grupy pojawiły się półtora roku temu -
mówi pracownica Parasola.
- Ślązaczki zastąpiły Ukrainki i Rosjanki. Werbowane są przez ogłoszenia i
znajome, które już siedzą w branży. Te bardziej oporne obłaskawia się najpierw
pracą telefonistek i sprzątaczek w agencjach - twierdzi oficer policji.
O samym gangu wiadomo tylko tyle, że "to śląscy bonzowie raczej mniejszego
kalibru". Z policyjnych informacji wynika, że wcześniej kradli auta. - Nie
zajmują się młodymi dziewczynami, ale kobietami w średnim wieku. Może dlatego
nikt się ich nie czepia - dodaje policjant.
Czterdziestka do wzięcia
"Kobieta po 40 szuka pracy" - takie ogłoszenie ukazało się w jednej ze
śląskich gazet kilka miesięcy temu. Beata Dąbrowska, szefowa zabrzańskiego
klubu Demokratycznej Unii Kobiet, chciała w ten sposób sprawdzić, jakie szanse
na pracę mają żony bezrobotnych górników. Odpowiedziało kilka agencji
towarzyskich. W jednej z nich Dąbrowska spędziła trzy dni jako telefonistka: -
Te kobiety prostytuują się, żeby utrzymać rodzinę. Dla nich to tragiczny
wybór, bo wykonują zawód, przez który mogą stracić prawo do opieki nad
dziećmi. Sądy rodzinne nie cackają się z takimi kobietami. Jeśli do opieki
społecznej docierają informacje, czym one się zajmują, tracą prawo do dzieci.
Pobili, gdy chciała odejść
Zofia (45 lat) pilnowała dzieci u właścicielki agencji towarzyskiej: -
Pracowały u niej kobiety w moim wieku. Zaczęły mnie namawiać. Mówiły, że
dorobię sobie. Mam pięcioro dzieci. Troje jeszcze się uczy. Zarabiałam w
agencji nawet do 1,5 tys. zł miesięcznie.
Mąż Zofii domyślał się, co robi. Nie protestował, kiedy za zarobione w agencji
pieniądze wyremontowała mieszkanie.
Zofia nie pracuje już w agencji. Zanim pozwolono jej odejść, była bita i
więziona. - Kłopoty zaczęły się, kiedy usłyszałam, jak zmawiają się na
dziewczynę, która chciała odejść. Mówili, że ją pobiją, a dziecko załatwią.
Ostrzegłam ją. Bardzo mnie za to pobili - opowiada.
Jej mąż znalazł sobie inną kobietę. Dzieciom powiedział, czym zajmuje się
matka. Ostatnią Wigilię Zofia spędziła w Caritasie.
Prostytucja przymusowa
Nikt nie prowadził badań, jaka jest skala prostytucji ekonomicznej na Śląsku.
Organizacje pozarządowe trąbią jednak na alarm. Policjanci twierdzą, że tylko
w kręgu "grupy katowickiej" może być prawie sto kobiet.
Już sześć lat temu władze Katowic nie dawały sobie rady z problemem. To
właśnie wtedy poproszono Zgromadzenie ss. Marii Niepokalanej o pomoc. Siostry
dziś prowadzą projekt "Magdalena".
Siostra Anna Bałchan mówi: - To mit, że prostytucja dotyczy tylko środowisk
patologicznych. Istnieje prostytucja przymusowa, z braku pieniędzy, za
jedzenie, za dach nad głową. Jedyne, co można zrobić dla tych kobiet poza
pomocą terapeutyczną, to dać im pracę.
- Bardzo chcę mieć normalną pracę. Chcę też zrobić prawo jazdy. Teraz prawie w
każdym ogłoszeniu piszą, że jest potrzebne - mówi Katarzyna (prostytuuje się
od pół roku).
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,1935580.html