hexakosioihexekontahexafobie
31.01.14, 19:24
Byłam ostatnio z kolegą w naszym lokalnym, małym, nieformalnym dzielnicowym pubie. Podobnie jak w wielu pubach, konwencja jest tutaj następująca: wszyscy gadają głośno, wszyscy się słyszą, nikt się nie słucha... Kolega natomiast lubi uzyć plugawego słownictwa, co jednak czyni okazjonalnie i bardzo wdzięcznie, mnie to zupełnie nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się przez lata znajomości... Tymczasem od sąsiedniego stolika wstał młody facet, podszedł do nas i poprosił, aby przy nim, nie przeklinać, że jemu przeszkadza... Mój kolega się zmieszał i przeprosił półgębkiem, mam jednak wrażenie, że nasz sąsiad powinien chyba jednak skupić się na swoich znajomych, a nie nadstawiac ucha do naszego stolika i naszych spraw... Co sądzicie?