Dodaj do ulubionych

ostre emocje i sv

17.02.15, 19:05
Moja młodsza siostra przez 5 lat była w związku z chłopakiem. Przez 4 mieszkali ze sobą. Mieli wtedy po 20 lat, planowali ślub itp. Nic z tego nie wyszło, no ale zdarza się. Po roku przerwy zeszli się ze sobą, znowu razem zamieszkali a siostra wkrótce później zaszła w ciążę. Urodziło się dziecko, zaplanowali znowu ślub, ale jej narzeczony jako warunek ślubu i w ogóle dalszego życia razem postawił zrobienie badań na ojcostwo. Siostra się obraziła, ale zrobiła. I wyszło, że to nie on jest ojcem. I znowu powtarzam, takie rzeczy się zdarzają. Jak sami jednak rozumiecie w grę wchodzą gigantyczne emocje. Jak w takiej sprawie zachować się kulturalnie? Siostra jeszcze nic nie powiedziała narzeczonemu, jestem jedyną osobą (poza nią), która wie. Ojcem dziecka jest poprzedni jej partner, z którym była po rozstaniu ze swoim dawnym i teraz obecnym. Pozostają więc trzy problemy: 1. Poinformować o fakcie obecnego narzeczonego. Jak to grzecznie zrobić? Dodam, że nie ma wątpliwości, że on ją zostawi, bo wielokrotnie oświadczał, że nie wyobraża sobie wychowywać nieswojego dziecka. 2. Poinformować o fakcie byłego partnera, który związał się już z inną kobietą i planuje z nią ślub. 3. Poinformować o fakcie naszych rodziców. Jak waszym zdaniem powinno się to zrobić w sposób możliwie delikatny, ale szczery? Czy siostra, która jest zrozpaczona i przekonana, że narzeczony ją zostawi (w końcu nic formalnie ich nie łączy a on ma zasady), powinna to robić osobiście, czy lepiej, żeby ktoś inny to zrobił, np. ja? Proszę o podejście do tematu z sercem.
Obserwuj wątek
    • pastrych [...] 17.02.15, 19:17
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
      • bene_gesserit Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 19:45
        No, o kulturze w świetle drugiego akapitu twojej wypowiedzi istotnie można długo uncertain
        • yoma Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 22:33
          Gdzie ty widzisz drugi akapit?
          • asia.sthm Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 23:24
            Yoma, akapitu juz na szczescie nie widac, zostal usuniety.
      • asia.sthm Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 20:00
        pastrych napisała: rzygu rzyg rzyg

        Admini proszeni o dezynfekcje miejsca.
    • bene_gesserit Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 19:47
      Krótko, wprost, osobiście, bez owijania w bawełnę. Niech nie maluje rzęs i weźmie chusteczki. Być może dobrze, zeby przećwiczyła te rozmowy z tobą (ty grasz chłopaka i byłego, ona - siebie).
    • triss_merigold6 Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 20:15
      Absolutnie czadowy temat, masz fantazję.

      Jesli badania na ojcostwo nie były robione w wyniku nakazu sądowego, podczas sprawy o ustalenie ojcostwa, to są nieważne. Nieważne i już w świetle prawa. Narzeczony oczywiście może pannę siostrę porzucić, ale jeśli - zakładam że tak - uznał dziecię w USC, to ojcem jest formalnie i prawnie, co oznacza obowiązek alimentacyjny. Przestanie byc ojcem jeśli złoży pozew o zaprzeczenie ojcostwa do sądu rodzinnego i uzyska orzeczenie.

      Jak już przed sądem zostanie przeprowadzone, że pan X ojcem nie jest, to siostra wnosi o ustalenie ojcostwa i wskazuje pana byłego. Ślub z inną od strony formalnej nie będzie mu przeszkadzał. tongue_out
      • kora3 Triss - niedokładnie 18.02.15, 14:28
        to co piszesz poniekąd jest prawdą, ale ze tak powiem opisaną niedokładnie co do procedur, bo:
        1. jeśli gośc uznał dziecko w USC, to rzeczywiście jest formalnie jego ojcem d czasu orzeczenia o zaprzeczeniu jego ojcostwa, ale o ile matka dziecka nie poda go o alimenty, to wcale nie musi ich płacić.
        2. O zaprzeczenie ojcostwa dziecka może wnieść domniemamy ojciec, ale może także wnieść matka
        3. Badania zgodności DNA wykonane prywatnie, czyli nie na zlecenie sadu, prokuratury lub placówki medycznej istotnie nie są dowodem w sprawie, ale są przesłanką do tego, by ewentualnie sąd badania zlecił. Jednakowoż sąd niekoniecznie musi przy każdym zaprzeczeniu ojcowstwa zaraz badania zlecać. Zleca je najczęściej wówczas, gdy stanowiska matki i domniemanego ojca sa rozbieżne, a także wówczas, gdy sad, ale reprezentujący dziecko kurator ma wątpliwości co do stanowisk stron.
        • annakate Re: Triss - niedokładnie 19.02.15, 20:59
          Mylicie pewne instytucje - zaprzeczenie ojcostwa to obalenie domniemania ojcostwa, czyli domniemania, ze dziecko pochodzi od męża matki. Jesli rodzice nie byli małżeństwem to nigdy nie będzie zaprzeczenia ojcostwa. o zaprzeczenie ojcostwa może wnosić tak matka, jak i ojciec, mają tylko inne terminy na to. Może także wnosić prokurator. Jesli rodzice nie są małżeństwem i dziecko zostanie uznane to ewentualnie można się procesować o ustalenie bezskuteczności uznania, jesli mężczyzna złozył oświadczenie o uznaniu dziecka w przekonaniu, że jest to jego (bioligiczne) dziecko, a potem się okazało, że jednak nie. Jesli to nie jest biologiczne dziecko mężczyzny to kierownik USC w ogóle nie powinien przyjąc oświadczenia o uznaniu dziecka bo parę lat temu przepisy się zmieniły i uznanie dziecka nie jest już oświadczeniem woli (chcę, żeby to dziecko było moim dzieckiem w sensie prawnym) tylko oświadczeniem wiedzy (jestem przekonany, że to jest moje dziecko i dlatego oświadczam ,że jestem jego ojcem także w sesie prawnym). To, czy wyniki badań wykonanych prywatnie będą uznane przez sąd nie zalezy od tego, że przeprowadzono je z własnej inicjatywy czy na zlecenie sądu - istotne jest, czy przeprowadziła je certyfikowana placówka - ale taka naprawdę certyfikowana, a nie z pieczątką Instytutu Gotowania Na Gazie . Poważne placówki nie robią badań na przysyłąnych próbkach pobranych w łazience - materiał do badań pobierany jest w placówce badawczej, przez pracownika, odpowiednio zabezpieczane, osoby poddane badaniu mają sprawdzaną tożsamość, robi się im zdjęcie żeby nie było wątpliwości co do tego kto był badany.
          • kora3 Re: Triss - niedokładnie 21.02.15, 11:32
            Wiesz, ale chyba nigdy nie było tak, ze mezczyzna składal oświadczenie w USC pt. chcę, żeby to dziecko było moje, choć nie jestem biologicznym ojcem. Mam na myśli oczywiście dziecko pozamałżeńskie, które nie ejst objęte domniemaniem ojcostwa byłego meza matki.
            Uznanie CUDZEGO dziecka za własne np. dziecka swojej żony z innym mężczyzna/ojca nieznanego zawsze wymagało czynności administracyjnych.
            W tej chwili być może inaczej brzmi oświadczenie, ale działa tak samo - przychodzi facet, zaświadcza iż ma przekonanie, ze narodzone/mające się narodzić dziecko jest jego biologicznym dzieckiem i czesc. Nikt przecież nie sprawdza czy tak jest w istocie - nie kaze mu się okazać wyników testów DNA.
    • akle2 Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 20:31
      Odpowiadam z sercem, naprawdę. Czego siostra się spodziewała po swoim oszustwie? Takie rzeczy maja krótkie nogi. Ewentualne wątpliwości powinna zgłosić już na początku powtórnej znajomości, a nie wtedy kiedy mleko się wylało.
      Ty nic moim zdaniem nie powinnaś w tej kwestii robić, poza podtrzymywaniem siostry na duchu. To sprawa między nią a jej (byłym wkrótce) narzeczonym. Obecne formalności powinna załatwiać z tym panem, co był na przeczekanie, czyli ojcem dziecka.
    • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 17.02.15, 22:17
      Wszystko pięknie, ale skąd ta nagła troska o s-v?
    • dar61 abstrakcja, że to sv 18.02.15, 00:44
      Warto rozdzielić kulturę - od reszty.
      A resztą jest życie rodzinne oraz życie rodzinne nienarodzonego.
      Z życia bardzo bliskiej mojej rodziny biorąc przykład, oszczędziłbym dziecięciu przyszłego, niechybnego, doinformowania się męża co do ojcostwa i całego potem życia - i nieżycia - małżeńskiego. Bo to skaża, proszę mi wierzyć - wszystkich i wszystko w takiej rodzinie, a nawet w rodzinach teściów i rodziców. I w przyszłej rodzinie dziecka.

      Na miejscu siostry nikogo bym nie informował, jedynie dziecko, w swoim czasie.
      A [ewentualne] małżeństwo? Proszę uważnie przeczytać moje pierwsze zdania wpisu.
      Dziś świat nie musi opierać się jedynie na małżeństwie ...
      • minniemouse Re: abstrakcja, że to sv 18.02.15, 09:38
        narzeczony jako warunek ślubu i w ogóle dalszego życia razem postawił zrobienie badań na ojcostwo.

        Piekne idee, Dar, z ktorymi zasadniczo jak najbardziej sie zgadzam, gdyby jedynie matka byla w posiadaniu tej informacji, i to matka zapytywala jak postapic, moze w innych warunkach kto wie, moze i poparlabym cie w opinii,
        ale niestety mamy tu powazny problem w postaci narzeczonego ktory jako warunek stawia
        kategoryczne wykazanie jego ojcostwa poprzez DNA.

        Nawet jesli matka teraz wynik ukryje i doprowadzi do malzenstwa, to nie wiadomo jak sie taka niepewnosc u ojca odbije na dziecku. moze wcale, moze jak sie urodzi to je pokocha jak wlasne i nie bedzie nigdy dochodzil czy biologicznie jest jego czy nie,
        a moze bedzie zawsze go gnebilo co jest prawda, i to bedzie sie odbijac nie tylko w jego relacji z zona ale przede wszystkim w sposobie w jaki bedzie traktowal dziecko.
        i to moze byc bardzo nieprzyjemna, dysfunkcyjna relacja w rodzinie. traumatyczna dla dziecka.

        I niestety ze wzgledu na nieprzewidywalna reakcje partnera, matka dziecka musi mu powiedziec teraz prawde, aby partner ewentualnie mogl wstapic w zwiazek calkowicie swiadomy na co sie decyduje, i pozniej nie zalowal, a co gorsza, nie czul sie oszukany, zlapany w sidla, i przez to nie wyladowywal swojej frustracji na niewinnym dziecku.

        Minnie
        • aqua48 Piękne idee? 18.02.15, 10:28
          minniemouse napisała:

          > Piekne idee, gdyby jedynie matka zapytywala jak postapic,

          Nie rozumiem jak w ogóle można rozważać zatajenie faktu. Autorka nie pyta z resztą o to czy powiedzieć prawdę czy nie, tylko JAK to zrobić. A zrobić należy jak najszybciej i najprościej. Najpierw oszukanemu narzeczonemu, potem biologicznemu ojcu dziecka, a następnie reszcie rodziny. I nastawić na przykrości. Na gruncie rodzinnym można z wsparciem siostry, z oboma panami lepiej sam na sam - można (z każdym osobno) umówić się w kawiarni, wtedy w przypadku niemiłego obrotu spraw siostra może po prostu po zakomunikowaniu informacji wyjść.
          • minniemouse Re: Piękne idee? 18.02.15, 10:40
            Wez pod uwage Aquo, ze ja odnioslam sie do owej ogolnej pieknej idei Dara "ojostwo nie ma znaczenia" itd, nie do kwesti w watku.
            owszem, zdarzaja sie skomplikowane sytuacje w zyciu gdy kobieta poznaje partnera ktoremu nie przeszkadza ze nie jest lub moze nie byc ojcem biologicznym.
            wtedy pytanie "powiedziec mu czy nie, jaki jest wynik DNA" mozna rozwazac pod roznymi katami,
            niekoniecznie "absolutnie powiedziec". czasami faktycznie nie warto, nie ma znaczenia, lub nie zaraz..

            Minnie
            • aqua48 Re: Piękne idee? 18.02.15, 11:19
              minniemouse napisała:

              > Wez pod uwage Aquo, ze ja odnioslam sie do owej ogolnej pieknej idei Dara "ojos
              > two nie ma znaczenia" itd, nie do kwesti w watku.

              No własnie wydaje mi się, że nie ma żadnego sensu rozpatrywać takiego rozwiązania w opisywanej sytuacji.



              • dar61 sens w bezsensie 18.02.15, 12:12
                Może ja jestem nie na czasie, może jeszcze mnie nie zainfekowała zachodnia moda na rozwody, może kociołapstwo w tej stronie świata jest jeszcze niedoceniane.
                A może wierzę statystyce %% dzieci obcogenetycznych, wychowywanych w rodzinie...

                Powtórzę - odnoszę się do zapisu, czy kultura społecznych zeznań winna górować nad szczęściem rodzinnym, a szczęściem dzieci szczególnie.
                Warunek stawiany przez protonarzeczonego uważam za ... szantaż, co najmniej. Nie wróżyłbym takiemu małżeństwu [...].
                • matylda1001 Re: sens w bezsensie 18.02.15, 16:26
                  dar61 napisał:

                  > Warunek stawiany przez protonarzeczonego uważam za ... szantaż, co najmniej. Nie wróżyłbym takiemu małżeństwu [...].<

                  Szantaż? moim zdaniem bardzo racjonalne zachowanie, i jak widać okazało się, że jego podejrzenia były słuszne, a panna kłamała chcąc go wrobić w ojcostwo. Ja też nie wróżyłabym niczego dobrego małżeństwu opartemu na kłamstwie ale tego małżeństwa nie będzie bo facet zachował się przytomnie.

                  >czy kultura społecznych zeznań winna górować nad szczęściem rodzinnym, a szczęściem dzieci szczególnie.<

                  A czy życie w kłamstwie da szczęście dziecku i rodzinie? Szkoda, że ta matka nie pomyślała o dziecku ZANIM się poczęło.
                  • kora3 Re: sens w bezsensie 18.02.15, 23:43
                    Matyldo - przepraszam, ale ja nie odniosłam z postu założycielskiego wrażenia, ze siostra autorki KŁAMAŁA w kwestii ojcostwa dziecka. Raczej odniosłam takie, iż była przekonana, ze ojcem jej dziecka jest narzeczony. Ewentualne możliwe osoby, które zechcą nas uświadomić, ze porzadna kobita nie sypia z dwoma facetami w tak krótkich odstępach czasu, by potem nie wiedzieć, który jest ojcem jej dziecka, bo obie wersje sa możliwe oraz takie, które zauważą poniekąd słusznie, ze w takich sytuacjach raczej wskazana jest antykoncepcja mogą sobie darować - pociąg już pojechał, a temat wątku jest jaki jest...

                    Pomiędzy świadomym wprowadzeniem kogos w błąd, a wprowadzeniem go samemu będąc przekonanym o tym, co de facto nie jest prawdą jest kolosalna róznica, która dostrzega także prawo. Dlatego właśnie wariograf to nie wykrywacz kłamstw, a nie wykrywacz prawdy smile To urządzenie pokazuje kiedy ktoś kłamie, ale nie pokazuje wzorca do jakiego się odnosi. A ten wzorzec jest kluczowy, o tym wzorcem jest wiedza, albo PRZEKONANIE.
                    Osoba przekonana o czyms, ze jest to prawda, potwierdzając to NIE klamie. Nie kłamie nawet jeśli nie jest to wcale prawda obiektywnie
                    • matylda1001 Re: sens w bezsensie 19.02.15, 00:57
                      kora3 napisała:

                      > Matyldo - przepraszam, ale ja nie odniosłam z postu założycielskiego wrażenia, ze siostra autorki KŁAMAŁA w kwestii ojcostwa dziecka."

                      Cytat: "Po roku przerwy zeszli się ze sobą, znowu razem zamieszkali a siostra wkrótce później zaszła w ciążę"

                      Korciu, Autorka nie prosiła nas o ocenę moralną zdarzenia, więc spróbujmy matematycznie. Rozumiem, że kobieta, która tak gwałtownie przeskakuje z łóżka do łóżka może sobie zwichnąć życie (właśnie mamy doskonały przykład), ale nie rozum. Żeby naprawdę nie wiedziała kto jest ojcem, to musiałaby przespać się z dwoma facetami w ciągu 48 godzin, a jeśli tak było, to nie miała prawa być PRZEKONANĄ o ojcostwie ŻADNEGO z nich. Nie miała ku temu podstaw. Już to samo świadczy o tym, że ŚWIADOMIE wprowadziła narzeczonego w błąd. W każdym innym przypadku musiała wiedzieć. Z ojcem dziecka urwało się, narzeczony stał się kołem ratunkowym. Mógł nastąpić syndrom wyparcia, bardzo chciała, żeby narzeczony był ojcem, ale projekcje własnego umysłu to jeszcze nie przekonanie. Żądając testu chłopak sporo ryzykował, np. to, że jeśli okaże się, że jest ojcem, dziewczyna nie wybaczy mu braku zaufania. Mogłaby mu to przez całe życie wypominać, a jednak to zrobił. Dlaczego? bo musiał mieć mocne podstawy, żeby jej nie wierzyć. Nigdy nie dowiemy się jaka była prawda, Autorka pewnie sie już nie odezwie, wiec pozwolę sobie na to, czego tak nie lubisz, na "gdybanie". Przypuszczam, że dziewczyna chciała go wrobić we "wcześniaka". Wiek ciąży mógł mu się nie zgadzać i stąd wątpliwości.
                      • kora3 Re: sens w bezsensie 19.02.15, 08:27
                        Matyldo - nie znam szczegółow o jakich mówisz, ani ty ich nie znasz, ale na dobrą sprawę, gdyby wyznaczenie momentu owulacji zawsze było takie proste, to niepotrzebne byłyby testy owulacyjne, ani zmudne i nieprzyjemne praktyki stosowane w metodach NPR. Zapewne kobitka musiała współżyć z ekspartnerem w czasie nieodległym od współżycia z narzuconym, ale niekoniecznie musiałoby to być 48 godzin.

                        Zgadam się z tym, ze skoro gość tak naciskał na badania, to musiał mieć jakiś powod i najpewniej miał taki, że siostra autorki zaczęła z nim ponownie być być może zwyczajnie porzucając ekspartnera. Zatem jeśli tak było, to faktycznie istniało uzasadnione podejrzenie, ze sprawcą ciąży może być ów ekspartner. Dziw tylko, ze narzeczony "obudził się z tym dopiero teraz.

                        Tak czy owak - nie stawiałabym zaraz na swiadome kłamstwo siostry autorki. Być może kobieta była swiecie przekonana, ze ojcem dziecka jest narzeczony
                        • matylda1001 Re: sens w bezsensie 19.02.15, 18:20
                          kora3 napisała:

                          >Dziw tylko, ze narzeczony "obudził się z tym dopiero teraz. <

                          Cytat :" Dodam, że nie ma wątpliwości, że on ją zostawi, bo wielokrotnie oświadczał, że nie wyobraża sobie wychowywać nieswojego dziecka."

                          Wielokrotnie oświadczał, czyli systematycznie powracał do tematu w dłuższym przedziale czasowym, czyli wątpliwości nie zrodziły się "wczoraj". Wprowadzony w błąd przez matkę dziecka, nie miał pewności. Badanie na ustalenie/wykluczenie ojcostwa jeszcze w trakcie ciąży jest mozliwe, ale to kosztowna sprawa (nawet 6000zł) i w pewnych przypadkach może się skończyć poronieniem, lepiej poczekać aż dziecko sie urodzi, no i sie urodziło.

                          > Tak czy owak - nie stawiałabym zaraz na swiadome kłamstwo siostry autorki. Być może kobieta była swiecie przekonana, ze ojcem dziecka jest narzeczony<

                          Nie miała żadnych podstaw do tego, żeby byc święcie przekonaną, w żadnym razie, a już to samo wskazuje na kłamstwo.
                    • baba67 Re: sens w bezsensie 20.02.15, 23:26
                      Z wpisu wynika ze pani z narzeczonym zamieszkala a nastepnie zaszla w ciaze z poprzednim panem. Tak dala z sentymentu na pozegnanie czy tez zeby przeprowadzic studia porownawcze i jeszcze sprawe przemyslec to nie wiemy. Jednakowoz rozumiem obu ze za grosz do iej zaufania nie maja.
                      • kora3 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 06:32
                        babo, z całym szacunkiem, ale słowo "dała" w określeniu do seksu może nie jest z rynsztoka, ale na pewno jest z magla i nie chodzi tu o kanał sciekowy, ani o miejsce,, gdzie się magluje bieliznę - to na wypadek, gdybys udawała, ze nie rozumiesz. Nie wiem co jest nieodpowiedniego natomiast w słowie "współżyła". które jest normalne i powszechnie używane.

                        Natomiast co do meritum, to opowiem ci cos. Pewna dziewczyna i pewien facet zapragnęli mieć dziecko. No to zaczeli ku temu zmierzać, po pierwsze przez odstawienie przez panią tabsów. Już w 4 miechy potem pani nie dostała miesiączki i wszyscy byli hurra zadowoleni. Lekarz, którego dziewczyna odwiedzała regularnie termin porodu wyznaczył na koniec kwietnia. Wyznaczył go nie na podstawie znanej nam z podstawówki metody: do daty ostatniej miesiączki dodać 7 dni i cofnąć się o 3 miesiące, bo rzecz działa się w XXI w. w dobie USG i wszelkich innych badań. Kiedy pod koniec marca kobitkę złapały bóle wpadła w panikę- ponad miesiąc przed terminem! No, ale sa przecież szpitale, lekarze. W szpitalu, gdzie ordynatorem położnictwa był lekarz, który panią "prowadził" stwierdzono, ze ruszyła akcja porodowa, wszystko jest w porzo. Kobieta urodziła zdrowego chłopczyka, który bynajmniej nie zdradzał cech dziecka urodzonego przedwcześnie, tyle, ze nie był jakims dużym noworodkiem, ale był noworodkiem w normie - 10 punków.
                        Tu nijakich wątpliwości nie było co do ojcostwa. Ale przecież mowa o co najmniej miesięcznej rozbieznosci pomiędzy wyznaczonym terminem porodu, a porodem. Przez miesiąc kobieta może zerwac z jednym, zacząć być z drugim. Ta historia zdarzyła się w moim bliskim otoczeniu i WIEM, ze jest prawdziwa. Jak to możliwe w czasach, gdy dostępne technologie medyczne pozwalają monotorować płód na bieżąco? Ano tak samo, jak lekarz może na USG nie dostrzec takiej wady, jak niewykształcone prawidłowo kończyny, brak gałek ocznych, czy małogłowie - rodzicow dzieci ze wspomnianymi i innymi wadami znam osobiście i widziałam dokumentacje medyczna z ciąż, z których przyszły na swiat. Tam nic nie było tych wadach, a jednak dzieci się takie urodzily! W związku z tym pomyłka o miesiąc w wyznaczeniu terminu porodu to mały pikus ...
                        • baba67 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 07:35
                          Z narzeczonym z ktorym sie mieszka uprawia sie seks itd.Facetowi na boku (bo zaszla mieszkajac z narzeczonym-narzeczcony nie byl glupi bo cos podejrzewal)daje sie doopy -zwiazek frazeologiczny, Korciu-pomysl o ksiazce-Twoi znajomi to kopalnia pikantnych historyjek zasadzajacych sie na hedonistycznym braku zasad -dawanie na prawo i lewo teraz dobrze sie sprzedaje byle dobrze opakowac.
                          • kora3 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 08:14
                            Babo, jacy moi znajomi- to hostoria narodzenia się mojego siostrzeńca smile tak właśnie było - lekarz pomylił się o miesiąc w terminie porodu! Moja siostra zawsze miała nieregularne cykle, normowały się tylko przy tabletkach. Odstawiła, gdy chciała zajść w ciaze, wiec znów stały się nieregularne.

                            Wiec Twoje głupawe wycieczki o znajomych - psu na bude. Natomiast co do zw. frazeologicznych - osoba, która o seksie mówi, ze ktoś daje komus doopy, jest niekulturalna i bez znaczenia jest jakiej konfiguracji damsko-męskiej to dotyczy. Zapytał Cie kiedyś ginekolog kiedy ostatnio dawałaś doopy, czy może raczej kiedy był ostatni stosunek?
                            • baba67 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 08:32
                              Nie bede nazywala goowna pralinka. Dawala na lewo i juz. Tak sie to nazywa,a czy kulturalnie czy nie to mnie malo obchodzi grunt ze celnie.
                              Ja do Twoich niektorych znajomych nic nie mam czytam jak o jakims egzotycznym plemieniu funkcjonujacym inaczej niz moje srodowisko, Twoje proby przekonania nas ze to normalne mnie zwyczajnie bawia.I ten potencjal rozrywkowy moznaby fajnie sprzedac.No ale jesli sie w tym nie widzisz...
                              • kora3 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 08:38
                                No wiesz, ja się teraz zorientowałam, ze w Twoim sroosiwku wierność jakos dziwnie funkcjonuje. raz - można jej wymagac po wspólnym zamieszkaniu, kiedy idziej - nie można zdradzić kohabitantki, bo jeśli nie ma slubu, to nie jest zdrada.

                                A to o czym pisze Babo, to funkcjonowanie nie MOJEGO sro9dowksa, tylko WIEKSZOŚCI społeczeństwa. smile Naprawde w nim większość dorosłych ludzi nie pobiera się/nie wchodzi w poważny związek prawiczkiem i dziewicą, większość ma w życiu więcej niż 1 partnera seksualnego i większość się zdradza w długotrwałych związkach. taka jest prawda i nawet jeśli ciebie personalnie to nie dotyczy, to nadal nie znaczy, że jesteś wyznacznikiem większość.
                                • baba67 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 08:58
                                  W moim srodowisku po zamieszkaniu razem uznaje sie ze jest to powazny zwiazek i zdradzac nie nalezy . Zreszta do wiernosci zamieszkanie nie potrzeba-wszystko zalezy o etapu na ktorym ludzie sa wrelacjach.To Ty caly czas dowodzisz ze wszyscy sie koca na prawo i lewo czy w konkubinatach czy w malzenstwach tak nasze spoleczenstwo wyglada,co mnie bawi bo widac w jakiejs enklawie zyje wyjatkowo bogobojnej jak sie wydaje.Co mi sie podoba. A historieTwego bylego opowiedzialam kilku osobom jako dowcip bez szczegolow zadnych i zawsze wysublimowany stopien absurdu zostal doceniony.
                                  • kora3 Re: sens w bezsensie 21.02.15, 09:13
                                    baba67 napisała:

                                    > W moim srodowisku po zamieszkaniu razem uznaje sie ze jest to powazny zwiazek i
                                    > zdradzac nie nalezy


                                    Babo, pisalas sama tu, ze zdardzanie konkubiny/kohabitantki to absurd. zmieniłaś wraz ze środowiskiem zdanie?

                                    . Zreszta do wiernosci zamieszkanie nie potrzeba-wszystko
                                    > zalezy o etapu na ktorym ludzie sa wrelacjach.


                                    Dla mnie sprawa jest jasna i mieszkania do niej nie potrzeba - czy to jest "chodzenie", czy spotykanie się na serio, czy wspólne mieszkanie na zasadach związku (bo może być wszak jeszcze sublokatorskie, mieszkałam tak z eksfacetem ponad rok po rozstaniu jeszcze) - wymagam wierności i ja zapewniam ze swej strony - proste.


                                    To Ty caly czas dowodzisz ze wszy
                                    > scy sie koca na prawo i lewo czy w konkubinatach czy w malzenstwach tak nasze
                                    > spoleczenstwo wyglada,


                                    Nie wszyscy babo, a większość. Taka jest prawda.

                                    co mnie bawi bo widac w jakiejs enklawie zyje wyjatkowo
                                    > bogobojnej jak sie wydaje


                                    Najpewniej zwyczajnie o pewnych rzeczach nie wiesz, bo się nimi nie interesujesz, ani nikt ci się z nich nie zwierza. Nie wierze wszelako, ze pracując i obracając się miedzy ludźmi nie widzisz takich przypadków i nie słyszysz o nich.

                                    Ot choćby teraz słyszałam o takiejsprawie i nie dotyczy bynajmniej moich znajomych. W pewnym urzędzie pan naczelnik wydziału miał romans z podwładną. urząd o tym "huczał", wszyscy wiedzieli i wszyscy komentowali, bo poza "świetem oburzeniem" hehe sprawa miaa i wymiar bardziej przyziemny - pan decydował o nagrodach i pani je dostawała nader często. Nikt jednak nie szedł z tym do szefostwa. Ale za to współpracownicy pani, którzy czuli się niedoceniani w pracy finansowo (o te nagrody szło) oraz obciążani zbytnio obowiązkami smile naprowadzili zastepce szefa tego urzędu na sytuacje, w której nakrył państwa na gorącym rzec można uczynku w gabinecie pana. Pan poszedł na zasłużoną emeryturę, pani zaproponowano, by złożyła wypowiedzenie. Dla ciebie może to dziwne, szokujące, ale la mnie - nie. W tym urzędzie wiele jest romansujący par, tyle tylko, ze ta przeginała z seksem w godzinach pracy a przede wszystkim z wyróżnianiem pani przez jej kochanka. To ostanie spowodowało, że ktoś chciał, żeby sprawa ustała, bo co do całej reszty to wszystkim zwisało, tylko się może pośmiali po katach i czesc.



                                    .Co mi sie podoba. A historieTwego bylego opowiedziala
                                    > m kilku osobom jako dowcip bez szczegolow zadnych i zawsze wysublimowany stopie
                                    > n absurdu zostal doceniony.


                                    Jakiego absurdu? Pytam z czystej ciekawości
                • minniemouse Re: sens w bezsensie 18.02.15, 23:53
                  dar61 napisał:
                  Warunek stawiany przez protonarzeczonego uważam za ... szantaż, co najmniej. Nie wróżyłbym takiemu małżeństwu

                  Z drugiej strony, ty nie wiesz jaka ta panna jest. moze ten "pan moze?mlody" ma sluszne podejrzenia co do uczciwosci swojej potencjalnej wybranki? zna ja na tyle dobrze iz wie, ze moze go zdradzac w przyszlosci jako zona tez.
                  chce wiec miec stuprocentowy dowod w postaci biologicznego dziecka na to ze jest tak,
                  jak narzeczona przysiega - w czasie gdy znowu byli razem, byla mu wierna i z nikim go nie zdradzala. fakt ze dziecko nie jest jego kryje za soba nie sama niechec do "wychowywania cudzego dzieciaka", a jest epitomem ze kobieta go ostatecznie, mimo przysiag iz bedzie inaczej, oszukuje, a on tylko zmarnowal kolejne 5 lat zycia (czy ile to tam bylo).
                  i tu jest ten pies pogrzebany?
                  z jednym sie zgodze, ze takiemu malzenstwu trudno dobrze wrozyc.

                  Minnie
                  • kora3 Re: sens w bezsensie 19.02.15, 08:50
                    Minnie, a może było bardziej prozaicznie?smile
                    Po prostu - para się rozstała i każdy sobie jakoś tam żył. Pani poznała ekspartnera, była z nim. Po jakims roku znów się spotkali, uczucie wybuchło na nowo i pani porzuciła partnera z dnia na dzień...Wkrótce okazało się, ze jest w ciązy. Dziwi mnie tylko, że w sumie całkiem logiczne wątpliwości narzeczonego dot. jego ojcostwa zrodziły się teraz, bo powinny być od początku ciąży ...

                    Mogło też być mniej prosto, ale tak samo prozaicznie: pan teraz dotarł do jakiś informacji wskazujących na to, ze może nie być ojcem dziecka. Do dokumentacji medycznej np., albo zwyczajnie dowiedział się, ze pani już będąc z nim spotykała się z ekspartnerem i o ile wcześniej nie miał wątpliwości co do tego, czy jest ojcem, to teraz ich nabrał.
              • minniemouse Re: Piękne idee? 18.02.15, 23:41
                aqua48 napisała:
                No własnie wydaje mi się, że nie ma żadnego sensu rozpatrywać takiego rozwiązania w opisywanej sytuacji.

                Ach, tobie sie wydaje... ale ty nie jestes jedyna na swiecie.

                plus, ja wyjasnialam Darowi dlaczego uwazam jego rozwiazanie w TEJ sytuacji za niewlasciwe.

                Minnie
                • aqua48 Re: Piękne idee? 19.02.15, 09:38
                  minniemouse napisała:

                  > aqua48 napisała:
                  > No własnie wydaje mi się, że nie ma żadnego sensu rozpatrywać takiego rozwią
                  > zania w opisywanej sytuacji.

                  >
                  > Ach, tobie sie wydaje... ale ty nie jestes jedyna na swiecie.

                  Złości Cię, że się z Tobą zgodziłam? Hmmm...
                  • minniemouse Re: Piękne idee? 19.02.15, 23:41
                    aqua48 napisała
                    Złości Cię, że się z Tobą zgodziłam? Hmmm..

                    uncertain Fakt, teraz widze, zle cie zrozumialam. Zginam sie unizenie i Przepraszam. z duzej litery..

                    Minnie
                    • aqua48 Re: Piękne idee? 20.02.15, 09:45
                      minniemouse napisała:

                      > Fakt, teraz widze, zle cie zrozumialam.

                      Ok, ok, nie zginaj się za bardzo, od tego tylko krzyże bolą smile smile
                      • minniemouse Re: Piękne idee? 22.02.15, 07:42
                        aqua48 napisała:
                        Ok, ok, nie zginaj się za bardzo, od tego tylko krzyże bolą


                        nalezy ci sie smile

                        Minnie
                        (w mysl lepiej pozno niz wcale, bo zapomnialam o tym)
    • kora3 Re: ostre emocje i sv 18.02.15, 14:44
      Przepraszam, ale nie rozumiem tu czegoś...Narzeczony siostry naciskał na te badania, tak? Rozumiem, ze siostra nie zdobyła jego próbek jakoś potajemnie, tylko normalnie, a zatem on wie, ze badania wykonano. Nie interesuje się wynikiem? Nie pyta?
      Nawet jeśli teraz nie pyta, to przecież wnet zapyta, wiec poinformowanie go o wyniku testów jak najszybciej, spokojnie i bez histerii jest najlepszym wyjściem.
      Rozumiem, ze to się pewnie skończy rozstaniem oraz odwołaniem ślubu o ile już zaplanowany, ale trudno, tak bywa w życiu.

      Co do bylego partnera siostry. Nie zrozum mnie źle, ale siostra powinna mieć absolutną pewność, ze to on jest ojcem informując go o tym. jeśli w czasie możliwego poczecia współżyła tylko z nim oraz z narzeczonym to taką pewność mieć może. I mając ją powinna zadzwonić do eskpartnera i umówić się z nim. A n spotkaniu krotko i spokojnie powiedzieć "Zrobiłam testy DNA, X (narzeczony) nie jest ojcem Y (imię dziecka), więc możesz nim być tylko Ty." To co będzie dalej zależy od reakcji gościa. Należy się liczyć z tym, ze pewnie sam zechce potwierdzenia w badaniach. Wówczas siostra i on mogą to zrobić. Jeśli natomiast będzie się zapierał, ze to niemożliwe, żeby był ojcem, to siostra mają pewność ze jest może wnieśc o ustalenie ojcostwa. Z tym, ze ja zauważyła Triss może to zrobić dopiero, gdy sąd orzeknie w odrębnym postępowaniu,iż narzeczony ojcem dziecka nie jest (o ile je uznał rzecz jasna). O zaprzeczenie ojcostwa narzeczonego może wnieść on sam, ale może i siostra, jako matka dziecka. Tu wiele o ile nie wszystko zależy od postawy ekspartnera siostry.

      Co do rodzicow - rozumiem,ze sistra jest już samodzielna, ale jeli jest blisko zwiazana z rodzicami, to przed nimi wiele nie ukryje i samo "zrezygnoiwalismy ze slubu i rozstajemy się" - nie wystarczy. Sugerowałabym porozmawiać z nimi już po obyciu rozmow z narzeczonym i ekspartnerem - wówczas bowiem już wiadomo będzie na czym siostra stoi - czy będzie zmuszona procesować się z ekspartnerem ws. ojcostwa, czy nie itd.
      • agulha Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 01:29
        No wiesz, jeszcze jest mały detal. W jaki sposób pobrano próbki do badania DNA? Jeżeli obecny narzeczony tak bardzo naciskał na te badania, to OK może to był "tylko" brak zaufania albo wątpliwości co do wieku ciąży, ale mogło być i tak, że podłożył cudzą próbkę? Chyba, że w laboratorium próbkę pobiera laborant i że siostra autorki poszła wraz z narzeczonym do tego pobrania i wie na pewno, że to on się tam stawił.
        Chodzi mi o to, że ostrożnie z tymi tezami, że jeśli kobieta współżyła w podobnym czasie z dwoma mężczyznami i na pewno z żadnym innym, to dlatego, że wynik testu napisany na papierku jest "X nie jest ojcem", to ojcem jest Y".
        Ja to mówię, Jarząbek, pracujący w medycynie. Lekarzom wbija się do głowy na studiach, że badania dodatkowe są tylko dodatkowe. Nigdy nie można wykluczyć błędu laboratoryjnego albo zamiany próbek, a w przypadku TAKIEGO badania, gdzie stawką jest np. 25 lat comiesięcznych alimentów...
        • agulha Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 01:35
          Jeszcze mi się przypomniało ze studiów. Opowiadał nam na wykładzie ktoś zajmujący się takimi testami, że mieli raz badanie zlecone przez sąd. Chodziło o dziecko, bodajże już starsze (nie maluch), sprawa o zaprzeczenie ojcostwa. Pytanie od sądu: "Czy X jest ojcem dziecka A?"
          Co wyszło w badaniu? Że X nie jest ojcem dziecka A, ale niestety uważana za matkę i wychowująca dziecko pani Y nie jest jego matką. Pracownicy mieli straszny dylemat moralny. Odpowiedzieć na samo pytanie sądu = pani Y dostaje łatkę osoby, która zdradziła męża i oszustki. Przekazać całość informacji = zburzyć życie całej trójce, łącznie z Bogu ducha winnym A.
          • kora3 Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 08:41
            Agulho, po kolei:
            Z tego co zrozumiałam, to badanie przeprowadzono na "wniosek" pana, zatem można spokojnie założyć, ze próbki pochodziły od niego i zostały prawidłowo pobrane. Czy mogłby podesłać kogoś innego, albo wysłać próbki kogoś innego? Tak, teoretycznie - mogłby. Tylko, że jak słusznie ktoś tu zauważył badania zrobione prywatnie, nie na zlecenie sadu np. nie stanowią dowodu w sprawie o ojcostwo. Zatem gdyby gośc chciał oszukać, a kobieta jednak była pewna, ze on jest ojcem (byłaby pewna np. dlatego, że z nikim w czasie możliwego poczecia nie współżyła), to podałaby go do sadu na okoliczność potwierdzenia jego ojcostwa i sad zleciłby te badania, do których już na pewno wykorzystanoby jego próbki. I prawda i tak wyszłaby na jaw.

            To o czym piszesz - możliwość błędu, pomyłki, zamiany próbek, a nawet - jak opisałaś - najprawdopodobniej zamiany dzieci po urodzeniu - jasne, zawsze istnieje. Tylko w tym przypadku siostra autorki najwyraźniej zaskoczona bardzo nie jest wynikiem - musiała w czasie możliwego poczecia współżyć z ekspartnerem. Nie, nie sugeruję, ja Matylda, ze musiała swiadomie kłamać narzeczonego - po prostu była przekonana, ze to on jest ojcem.
            Gdybym ja teraz zaszła w ciąże (czego nie przewiduje, ale teoretyczniesmile), to byłabym na 10 proc. pewna, kto jest przyszłym tatą. Gdyby po urodzeniu dziecka z jakiejś przyczyny doszło do przeprowadzenia testów i wyszło, ze mój partner nim nie jest, to zakładałabym pomyłke, a nie możliwe ojcostwo kogoś innego. Tu pani zakłada możliwe ojcostwo kogoś innego poza narzeczonym, bo przecież wie, ze to jednak możliwe.
            • yoma Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 10:08
              >zakładałabym pomyłke, a nie możliwe ojcostwo kogoś innego

              No żartujesz, przy 90-proc. prawdopodobieństwie? smile
              • kora3 Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 10:18
                No fajnie to zabrzmiało smile oczywiście szło o 100 proc. a nie 10
    • minszelka Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 23:27
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Wszystko już "załatwione". Narzeczony zostawił siostrę. Dziecka nie uznał w USC. Rodzicom jest bardzo przykro. Biologiczny ojciec dziecka zapowiada walkę w sądzie sad
      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 19.02.15, 23:59
        minszelka napisał:
        Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Wszystko już "załatwione". Narzeczony zostawił siostrę. Dziecka nie uznał w USC. Rodzicom jest bardzo przykro. Biologiczny ojciec dziecka zapowiada walkę w sądzie

        Jest mi niezmiernie, niewymownie przykro, naprawde.

        Ale postapilyscie prawidlowo. siostrze niepotrzebny facet dla ktorego ma az takie znaczenie ze to nie jego dziecko biologicznie. Ludzie czekaja latami aby moc zaadoptowac, i nie ma dla nich znaczenia ze nie jest to ich ze tak sie wyraze "wiez krwi" , jest jak najbardziej ich wlasne dziecko. A ten pan nie byl w stanie uznac dziecka osoby ktora ponoc bardzo kocha?

        Oprocz tego, gdyby siostra teraz zataila prawde, to ta sprawa bylaby tylko tykajaca bomba co skonczyloby sie b. zle w przyszlosci, zwlaszcza dla dziecka.
        zalozmy ze wydaloby sie chocby dlatego bo dziecko okazaloby sie bardzo podobne do biologicznego ojca.
        jakiez wtedy moglyby wyniknac nieprzyjemnosci, szykana, wole sobie nie wyobrazac.
        Tak czy siak, zwiazek budowany na klamstwie runie predzej czy pozniej, i zawsze cos tam kuleje.

        Natomiast co co "walki ojca w sadzie". nie bardzo rozumiem o co tu chodzi.
        jesli to jest naprawde biologiczny ojciec, to siostra nie powinna, nie moze! uniemozliwiac mu dochodzenia ojcostwa i widywania sie z dzieckiem, bo to JEST dziecka ojciec,
        i dziecko ma prawo miec ojca w zyciu.

        Nawet jesli siostra nie ma ochoty na kontakty z owym panem, to sadownie mozna ustalic zasady widywania sie ojca z dzieckiem. dziecku (dziecku, nie matce, nie bylej partnerce, ) naleza sie tez alimenty od ojca ktore siostra moze (i powinna) np juz teraz skladac na jakies konto oszczednosciowe w banku na zalozmy przyszle studia, albo przedplate na samochod, czy dom, cokolwiek - za 16, 18 lat bedzie to spora suma. w zadnym wypadku nie odmawiac bo to nie sa JEJ pieniadze. tylko dziecka.

        Siostra nie musi odnawiac znajomosci z ojcem dziecka, ale tez nie moze dla wlasnego egoizmu, nieporozumien z bylym partnerem pozbawiac dziecka jego prawa do ojca - ktore i ktory mu sie bezwglednie nalezy.

        Minnie
        • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 01:07
          minniemouse napisała:

          >> Natomiast co co "walki ojca w sadzie". nie bardzo rozumiem o co tu chodzi. jesli to jest naprawde biologiczny ojciec, to siostra nie powinna, nie moze! uniemozliwiac mu dochodzenia ojcostwa i widywania sie z dzieckiem, bo to JEST dziecka ojciec,
          i dziecko ma prawo miec ojca w zyciu.<

          Minnie, ojciec zapowiedział walkę w sądzie nie o prawa do dziecka, ale o to, żeby go za ojca nie uznano.

          >Nawet jesli siostra nie ma ochoty na kontakty z owym panem, to sadownie mozna ustalic zasady widywania sie ojca z dzieckiem<

          smile Ty tak poważnie? Temu ojcu kontakty z dzieckiem nie sa potrzebne i raczej nie będzie o nie zabiegał. Miał zamiar założyć rodzine z inna kobietą, a teraz może tamta nie zechce alimenciarza? Cała wina za jego problemy skupi sie na dziecku. To dziecko juz teraz skazane jest na życie bez ojca.

          > naleza sie tez alimenty od ojca ktore siostra moze (i powinna) np juz teraz skladac na jakies konto oszczednosciowe w banku na zalozmy przyszle studia, albo przedplate na samochod, czy dom, cokolwiek - za 16, 18 lat bedzie to spora suma. w zadnym wypadku nie odmawiac bo to nie sa JEJ pieniadze. tylko dziecka.<

          Odmawiać? ranyboskieeee! toz to chodzi o to, że panien z dzieckiem nikt już nie prześladuje. Siostrze nie tyle potrzebne jest nazwisko dla dziecka, co właśnie te alimenty, których ojciec nie planował w swoim budżecie i przed którymi będzie sie bronił w sądzie. Jeżeli sąd zasądzi alimenty to jeszcze nie znaczy, że ojciec będzie placił, a jeżeli będzie placił, to matka wyda wszystko na bieżące potrzeby dziecka, o odkładaniu alimentow samotna matka może tylko pomarzyć.

          > siostrze niepotrzebny facet dla ktorego ma az takie znaczenie ze to nie jego dziecko biologicznie. Ludzie czekaja latamiaby moc zaadoptowac, i nie ma dla nich znaczenia ze nie jest to ich ze tak sie wyraze "wiez krwi" , jest jak najbardziej ich wlasne dziecko. A ten pan nie byl w stanie uznac dziecka osoby ktora ponoc bardzo kocha?<

          Minnie, to ponury żart, czy Ty tak poważnie?

          • minniemouse Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 23:46
            matylda1001 napisała:
            Minnie, ojciec zapowiedział walkę w sądzie nie o prawa do dziecka, ale o to, żeby go za ojca nie uznano.

            nie wiem na jakiej podstawie tak sadzicie. moim zdaniem rownie dobrze moglo byc tak, ze owa siostra nie chciala by ojcem byl X tylko Z - ten z ktorym chciala sie pobrac.
            wiec gdy X sie dowiedzial ze Z nie jest ojcem dziecka to postanowil dochodzic ojcostwa i praw do dziecka.
            skad wiec wiecie ze siostra mu tego nie utrudnia, z jakis wzgledow?

            Miał zamiar założyć rodzine z inna kobietą, a teraz może tamta nie zechce alimenciarza?

            no coz, kosci zostaly rzucone - jesli jest ojcem, to dziecko jest, a tamta zechce lub nie zechce alimenciarza. wiec zalozy albo nie zalozy nowa rodzine.

            Siostrze nie tyle potrzebne jest nazwisko dla dziecka, co właśnie te alimenty, których ojciec nie planował w swoim budżecie i przed którymi będzie sie bronił w sądzie.

            bywa tez odwrotnie. sa kobiety ktore w swojej glupocie odmawiaja alimentow bo "on juz nie ma prawa do dziecka, niech wezmie swoja kase i spada. ja mu dziecka nie dam".

            Minnie, to ponury żart, czy Ty tak poważnie?

            Jaki zart??? wyjawszy taka okolicznosc iz nie wiemy co bylo miedzy nimi, to jak sie jest w zwiazku z kobieta 5 lat, ponownie schodzi, planuje malzenstwo, i okazuje sie ze ona zaszla w ciaze, to to, ze dziecko nie jest biologiczne, nie jest jeszcze powod aby z miejsca zwiazek przekreslac. co to przeszkadza ze dziecko nie byloby jego biologicznie? dziecko to dziecko.
            czy nie ma udanych malzenstw gdzie dziecko nie jest 'jego'? mieszanych malzenstw (oboje po rozwodzie, z dziecmi)?
            ale na to trzeba byc doroslym, odpowiedzialnym, moralnym, i inteligentym.
            spadlo na nich wyzwanie, ona w ciazy, okazuje sie ze nie jego, ogon podwinal i spie.. .
            To ma byc przyszla ostoja zyciowa? jak na razie to mamy nieszczesna, opuszczona
            kobiete w ciazy, ktora zostawil jej przyszly " bialy ksiaze na koniu".
            LOL taki facet to doopek nie ostoja. ja na takiego i splunac bym nie chciala,a co dopiero popatrzec.

            Minnie
            • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 01:22
              minniemouse napisała:

              >> nie wiem na jakiej podstawie tak sadzicie<

              Na podstawie tego, co napisała autorka, a napisała wyraźnie.

              > Jaki zart??? <

              Już napisałam, jaki - PONURY.

              >ale na to trzeba byc doroslym, odpowiedzialnym, moralnym, i inteligentym. spadlo na nich wyzwanie, ona w ciazy, okazuje sie ze nie jego, ogon podwinal i spie.. .<

              Znam taki jeden przypadek. Pewien Józef - stolarz okazał sie taki odpowiedzialny, moralny i inteligentny. Za to świętym został. Ale podobno też nie od razu się poddał, dopiero jak mu Anioł wytłumaczył wink

              > jak na razie to mamy nieszczesna, opuszczona kobiete w ciazy, ktora zostawil jej przyszly " bialy ksiaze na koniu". <

              U Was w Kanadzie też puszczają brazylijskie telenowele? smile
              • minniemouse Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 06:40
                matylda1001 napisała:
                U Was w Kanadzie też puszczają brazylijskie telenowele?

                Matyldo, nie wiem kto i co ci zrobil, ale jestes bardzo cyniczna. rzeczywscie tylko w telenowelach takie przypadki sie zdarzaja? w zyciu nie?

                Minnie
                • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 08:09
                  Pewnie nie tylko w telenowelach, ale sądze, ze postawa Matyldy jest odpowiedzią na to, co piszesz Minnie. A piszesz sorry tak, jakby każdy człowiek miał OBOWIAZEK uznac i wychowywać nieswoje dziecko, bo inaczej jest mało inteligentny, niemoralny, i niedojrzaly. Otóż Minnie - NIE.
                  Każdy z nas ma prawo do decyzji w takiej sprawie i to musi być przemyślana decyzja, bo to nie jest tak hop siup. I piszę to z pozycji dziecka wychowanego przez człowieka, który wiele lat temu podjał taką decyzje i po stracie którego nadal się jeszcze nie pozbierałam, bo był wspaniałym ojcem dla mnie. Tylko, ze sytuacja była zupełnie inna - mojemu ojcu nikt nie usiłował wmówić, ze jest moim biologicznym ojcem, nie czuł się oszukany. Zakochał się w kobiecie, która miała już dziecko i o tym wiedział. Czy każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo ? pewnie NIE, ale to wcale nie znaczy, ze faceci, którzy nie chcieliby zwiazac się z młodą wdową z dzieckiem byliby źli, niemądrzy, niedojrzali. Po prostu - nie czuliby, ze chcą i potrafi wziąć na siebie taka odpowiedzialność i taka postawa swiadczy właśnie o dojrzałości i madrosci życiowej - nie podejmuje się zobowiazań nie czując, ze się tego chce i podjać je potrafi.
                  Ja jestem na to swietnym przykładem - nigdy nie czułam, ze chce mieć dziecko, wiec go nie mam. Mowa o własnym. Bo dziecko to nie zabawka, tylko człowiek. Nie można uznac, ze teraz wydaje mi się, ze może być, a potem się zobaczy ...Ja bym tak nie potraktowała zwierzęcia, a co dopiero dziecka, człowieka..

                  Pokazujesz te kobiete jako biedna opuszczona w ciąży... Wiesz, ze ja jestem daleka od wszelkiego moralizowania i bynajmniej nie ocemiam pani moralnie. A nawet tego rodzaju oceny mi się nie podobają! Ale jeśli ktoś tu jest biedny, to to dziecko. bo ta kobieta powinna zwyczajnie liczyc się z konsekwencjami! Biwdna porzucona kobieta w ciązy to jest wówczas, gdy starają się z facetem o dziecko, zajdzie w ciąze i facetowi się nagle "odwidzi". Tu ta sytuacja nie zachodzi. Dorosła kobieta chyba wie, ze jak się współzyje, to można zajść w ciaze, nie? A jeśli się współżyje bez bez zabezpieczania w tym samym, czy nieodległym czasie z dwoma facetami, to jak się zajdzie w ciaże, to kazdy z nich może być sprawcą. Czego tu nie rozumieć i gdzie ta "biednosc" pani?
                  Owszem, sytuacja jest niefajna, na pewno niekomfortowa, ale przewidywalna. Nie twierdze, ze pani spechjalnie chciała "wrobic" w dziecko narzeczonego, skłaniam się raczej ku temu, ze była przekonana, ze to on jest ojcem, ale ze było jak było, to powinna liczyc się z tym, że może być inaczej.
                  • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 13:05
                    kora3 napisała:

                    > Pewnie nie tylko w telenowelach, ale sądze, ze postawa Matyldy jest odpowiedzią
                    > na to, co piszesz Minnie. A piszesz sorry tak, jakby każdy człowiek miał OBOWI
                    > AZEK uznac i wychowywać nieswoje dziecko, bo inaczej jest mało inteligentny, ni
                    > emoralny, i niedojrzaly. Otóż Minnie - NIE.

                    Dzięki, Koro... dokładnie o to mi chodziło.

                    >Nie twierdze, ze pani spechjalnie chciała "wrobic" w dziecko narzeczonego, skłaniam
                    się raczej ku temu, ze była przekonana, ze to on jest ojcem, ale ze było jak było, to powinna liczyc się z tym, że może być inaczej. <

                    No i własnie dlatego, że powinna się liczyc z tym, że może byc inaczej, jej "przekonanie" uważam za usiłowanie "wrobienia".
                    • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 15:36
                      Matti, nie wykluczam takiej próby, ale też jej nie zakładam w tym przypadku. Może ta kobieta naprawdę była przekonana, ze zaszła z narzeczonym. Może stosowała z ekspartnerem, gdy jeszcze był partnerem antykoncepcję, a ta zawiodłą o czym ona nie wiedziała? Może lekarz wprowadził ją, jak moją siore w błąd co do wieku ciąży? Tego nie wiemy...
                  • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 00:23
                    kora3 napisała:
                    A piszesz sorry tak, jakby każdy człowiek miał OBOWIAZEK uznac i wychowywać nieswoje dziecko, bo inaczej jest mało inteligentny, niemoralny, i niedojrzaly. Otóż Minnie - NIE.


                    nie obowiazek, ale tez nie odrzucac z miejsca. nie zapierac sie. nie stawiac tego za punkt honoru, za jakas bariere nie do pokonania a nawet za cos waznego. bo to jest w gruncie rzeczy niewazne.

                    a szczegolnie wspolczuje dzieciom ktore, niczemu niewinne, sa odrzucane, bo "nie jego".

                    Biwdna porzucona kobieta w ciązy to jest wówczas, gdy starają się z facetem o dziecko,
                    zajdzie w ciąze i facetowi się nagle "odwidzi"


                    ale nie taka ktora jest dobra dopoki nadaje sie bo nie ma dziecka, ale w ciazy/ z dzieckiem to nie - tak, Koro?
                    jak ma dziecko to juz nie, juz sie nie nadaje, poszla won z tym brzuchem
                    a potem bachorem, no bo On przeciez nie bedzie cudzego wychowywal, tak?
                    a nawet swojego, bo On przeciez chce zalozyc zwiazek z inna kobieta, hmmm.
                    I wtedy "sama sobie winna".
                    Czyli, kazda dobra poki w ciaze nie zajdzie, pan sobie laskawie pobzykal poki mu pasowalo,
                    a jak problem,
                    to juz nie jego a tylko i wylacznie jej. niech sobie teraz glupia dziwka radzi.
                    zaiste, boska mentalnosc..

                    Minnie
                    • agulha Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 01:08
                      Dziwne masz poglądy. "Pan sobie łaskawie pobzykał" - pomijając uroczy styl, to ten pan dogadał się z tą panią, że każde z nich nie będzie utrzymywało stosunków płciowych z innymi osobami. Pani tego nie dotrzymała (dobrowolnie, bo nie było w poście mowy o żadnej przemocy ze strony ekspartnera) i stąd wzięła się ciąża. Mieć dziecko, to znaczy poświęcać mu dużo uczucia, czasu, uwagi - czyli kobieta mająca dziecko będzie miała część tego czasu itp. zajętą przez to (niewinne faktycznie) dziecko. A pan liczył na to, że uwaga będzie skierowana na niego i ewentualnie na dzieci wspólne. Może pan liczył na to, że kilka lat spędzą jeszcze w stylu osób młodych i bezdzietnych - podróżując z plecakiem po bezdrożach, a może dorabiając się, a może intensywnie ucząc się i studiując. Ustalono w naszym społeczeństwie, że za dziecko odpowiada ojciec i matka, i że ojcem jest zasadniczo ojciec biologiczny. I to oni oboje muszą dostosować swoje życie do faktu posiadania dziecka. A nie inne osoby. To tylko w Polsce z powodu narodzin dziecka jego babka musi rezygnować z pracy i iść na służbę do dzieci. Problem nie jest "jej i wyłącznie jej", tylko dwóch osób, ale tą drugą nie jest były narzeczony. Dziecku można współczuć, ale najwyżej odrzucenia przez biologicznego ojca.
                      Są sensowni faceci, którym zdarzyło się mieć dziecko z więcej niż jedną kobietą i którzy, chociaż są aktualnie z jedną kobietą (nawet niekoniecznie z matką swego dziecka), poczuwają się do ojcostwa wszystkich dzieci. I to jest rola tego ekspartnera i ewentualnie jego wybranki (która, znowu, może zgodzić się na taki układ albo może rzucić w diabły kawalera z obciążeniem alimentacyjnym na najbliższych 18-25 lat).
                      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 01:32
                        agulha napisała:
                        Dziwne masz poglądy. "Pan sobie łaskawie pobzykał" - pomijając uroczy styl,

                        ten styl jest celowy, a jesli nie zrozumialas dlaczego to trudno.

                        Do tanga trzeba DWOJGA, Agulho, pomijajac tak oczywista kwestie ze kobiety sa w gruncie rzeczy nadal traktowane jak bydlo w XXI wieku, to najsmutniejsze w tym jest to
                        ze tego nie widza same... kobiety.

                        Pieknie wszystko wytlumaczylas, tylko jednej rzeczy nie zrobilas- nie stanelas w obronie tej kobiety i jej dziecka. jest jak mowie - byla dobra poki dziecka nie miala, teraz ma, to won.
                        a faceci, jasne, sa w porzadku. jeden jej dzieciaka zrobil, drugi rzucil w ciezkiej sytuacji
                        - ale, W PORZADKU. coz...



                        Minnie
                        • agulha Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 03:08
                          Na czym miałoby polegać stanięcie w obronie tej kobiety i tego dziecka? Miałabym twierdzić, że mężczyzna, który za obopólną zgodą podjął z nią współżycie i na jakiś czas zamieszkał, miałby ją i jej dziecko z innym mężczyzną utrzymywać do końca życia? Owszem, jest takie zobowiązanie, nazywa się ono ślubem. I pani, i pan wiedzieli, że ślubu nie mają.
                          Dziecko nieślubne ma takie same prawa, jak dziecko ślubne (a nie zawsze tak było), i z tym się całkowicie zgadzam. Ma prawo do tego, żeby łożyli na jego utrzymanie oboje rodzice. No i będą łożyli, chyba, że biologiczny ojciec w ogóle nie zarabia, wtedy będzie łożyć państwo.
                          Nie odmawiam również kobietom prawa do współżycia bez ślubu, bez zobowiązań, z kilkoma partnerami równolegle, a nawet z kilkoma równocześnie - tak samo, jak mężczyznom. I tak samo, jak mężczyzna, jeżeli w trakcie tych igraszek spłodzi dziecko, to na całe życie zostaje jego ojcem i na nie później płaci, tak samo i kobieta zostaje matką. Wykręcenie się od tego jest niezwykle trudne - opisywano jakieś dwa przypadki (w Izraelu chyba) wprowadzenia przez kobietę mężczyzny w błąd (twierdziła, że jest trwale niepłodna). Z kolei w Europie odnotowano już przypadek, kiedy dwie panie w związku partnerskim postanowiły mieć "wspólne" dziecko, co załatwiły w ten sposób, że użyczył im swego nasienia znajomy, bodajże gej (zapłodnienie sztuczne). Po jakimś czasie panie się rozstały, a pan dostał pozew o alimenty, i tyle.
                          A jak Ty traktujesz kobietę? "Rzucić kobietę" - to coś tak, jak rzucić ubranie na krzesło, zakłada, że kobieta jest przedmiotem. "Zrobić kobiecie dziecko" - a tu właśnie, do tanga trzeba dwojga; przemocy nie było. Tak jak mężczyzna musi mieć świadomość, że będzie miał obowiązki ojca, gdy spłodzi dziecko, nawet jeżeli nie miał zamiaru, tak samo kobieta.
                          Próbujesz narzucić innym swój światopogląd. Zobacz nawet na swój styl: "jest, jak mówię" - Twoja racja jest najtwojsza?
                          • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 03:56
                            agulha napisała:
                            A jak Ty traktujesz kobietę? "Rzucić kobietę" - to coś tak, jak rzucić ubranie na krzesło, zakłada, że kobieta jest przedmiotem. "Zrobić kobiecie dziecko" - a tu właśnie, do tanga trzeba dwojga; przemocy nie było. Tak jak mężczyzna musi mieć świadomość, że będzie miał obowiązki ojca, gdy spłodzi dziecko, nawet jeżeli nie miał zamiaru, tak samo kobieta.


                            prawda? jak to ladnie a celnie brzmi "rzucic kobiete"- ale czy tak wlasnie nie jest? czy jak co do czego przychodzi - ona nie jest tylko przedmiotem? przeciez przez 5 lat COS musialo sie w niej temu partnerowi podobac na tyle, ze chcial sie z nia ozenic.
                            i co, nie ozeni sie z nia juz bo co, bo DZIECKO mu sie nie podoba? ale ona sie nie zmienila! dalej jest ta sama Zosia czy Basia czy Ziuta, tyle ze jest aktualnie w ciazy. rownie dobrze moglo to byc z nim.
                            w tym przypadku nie roznimy sie za wiele od pobratymcow ze wschodu, muslims.

                            I ja uwazam ze to niesprawiedliwe. znowu dyskryminacja.


                            a zalozmy takie scenario - facet zamierza ozenic sie z kobieta, i wlasnie dowiaduje sie ze bedzie mial dziecko z inna. jakie rady padna?

                            w tym momencie zgadzam sie calkowicie z Darem i z tym co poprzednio napisal.
                            powinno kierowac sie dobrem wyzszym nie przyziemnymi szczegolami.
                            nie powinno byc dyskryminacji "moje, jego, twoje, jej".

                            Próbujesz narzucić innym swój światopogląd. Zobacz nawet na swój styl: "jest, jak mówię" - Twoja racja jest najtwojsza?

                            Pozwolisz, ze ci przypomne niektore wypowiedzi:
                            Ty tak poważnie? Temu ojcu kontakty z dzieckiem nie sa potrzebne i raczej nie będzie o nie zabiegał. Miał zamiar założyć rodzine z inna kobietą, a teraz może tamta nie zechce alimenciarza? Cała wina za jego problemy skupi sie na dziecku. To dziecko juz teraz skazane jest na życie bez ojca
                            Minnie, to ponury żart, czy Ty tak poważnie?
                            Biwdna porzucona kobieta w ciązy to jest wówczas, gdy starają się z facetem o dziecko, zajdzie w ciąze i facetowi się nagle "odwidzi".

                            dla mnie to jest wciskanie mi swojego swiatopogladu, a chyba ma prawo bronic swojego zdania?


                            Minnie
                            • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 07:00
                              Minnie, w przypadku jaki podałaś : facet jest z kimś, planują wspólna przyszłość i nagle okazuje się, ze będzie miał dziecko z inną moja rada bylaby dokładnie taka, jak dla pani - powiedzieć o wszystkim przyszłej zonie i przyjąć na klate jej decyzje. Ta kobieta tez miałaby sweite orawo zrezygnować z gościa, który być może ja zdradził, i który będzie mieć bardzo poważne zobowiązanie, o którym wcześniej nie wiedziała planując z nim zycie. Jednej pani może nie przeszkadzać, ze facet ja zdradził, albo może mu to wybaczyć - a innej będzie przeszkadzało i nie wybaczy (vide: ja np.). Jednej pani może nie przeszkadzać, ze jej maż/partner ma dziecko z kims innym, a innej może przeszkadzać.

                              Przypomniała mi się taka historia, która przydarzyła się mojej przyjaciółce wiele lat temu, ponad 20. Była na I roku studiów, gdy na jakiejś prywatce poznała chłopaka chyba z rok starszego. Zaczeli jak to się mówiło "chodzić" - sliczna parka. Ona studiowała w dość odległym miescie (250 km), ale regularnie widywali się w weekendy, on pracował i także studiował. Szybko zaczeli myśleć o ślubie, po jakichś 3 miechach znajomości. Ona nawet planowała przenieść się na bliższa uczelnie, choć o tej na której studiowała marzyła (wrocławska AM). Starałam się ostudzić nieco jej zapały - zakochana ok, ale ma dopiero 20 lat, on 21 znaja się w sumie krótko, parą sa weekendową, ale nie za bardzo dawała sobie coś powiedzieć. Jak to młoda osoba ...Rodzice jej chłopakowi przeciwni nie byli, bo fajny, grzeczny, ale uważali, ze trza trochę poczekać ze slubem, załatwić z ta uczelnią najpierw itd. Po jakichs 5 miesiącach ich znajomości w sielance chłopak wyznał, ze pojawiła się u niego była dziewczyna twierdzac, ze jest z nim 5 misiecy w ciązy.
                              Wszystko wskazywało na to, ze nawet jeśli on jest ojcem, to nie zdradzał mej przyjaciółki - był z dziewczyna, rozstali się i zaczał spotykać z moją przyjaciółka, a teraz okazało się, ze dziewczyna w ciązy. Dla mej przyjaciółki mimo to był to szok. Chłopak wprost mówił, ze on nie jest pewien, czy jest ojcem mającego się narodzić dziecka. Wobec tego moja przyjaciółka uznała, ze należy zrobić badania na ojcostwo, gdy dziecko się urodzi. Do tego czasu jej znajomość z chłopakiem wyglądała w zasadzie tak samo, jak dotychczas - wspólne weekendy, bo ona we Wrocku na co dzień, on w Katowicach.Gdy się urodziło dziecko chłopak zaczał przebąkiwać, ze może on to dziecko uzna, po co jakieś sady. Już wtedy wiedziłam na 100 proc. ze to jego dziecko. Powiedziałam o tym mojej przyjaciółce - gdyby miał wątpliwości zrobiłby testy - to nie "lokata" na rok, dwa, to zobowiązanie na całe zycie. Nikt z mózgiem mając uzasadnione wątpliwości nie poszedłby na to. Postawiła mu warunek - albo robi testy, albo z nimi koniec. Powiedział, ze zrobi z nakazu sadu. No i jakoś chwilke była cisza o tych testach. W końcu powiedział, ze sąd nakazał, on zrobił i dziecko jednak jego. No ok, zdarza się. Ustalili, że będzie się z dzieckiem kontaktował, płacil na nie i tyle. No dobrze.
                              Jakis czas to potrwało normalnie, czyli tak, jak dotychczas i wkrótce okazało się, ze on w weekend spotkać się nie może, bo dziecko chore.
                              Moja przyjaciółka to wszystko łykała jak kaczka, ale ja nie. Postanowiłam sprawdzić jak to jest z tym dzieckiem. Nie było to wcale takie trudne. Kolezanka moja z podstawówki pracowała w USC - sprawdziła - dziecko uznał gość zaraz po urodzeniu, nie było zatem żadnej rozprawy, zadnych zleceń na testy. A siostra kolegi z mojego roku szczęśliwie pracowała w szpitalu, w którym dziecko się urodziło - chłopak odwiedzał regularnie tamta dziewczyne w szpitalu, czekał pod sala porodową z kwiatami.

                              Powiedziałam to mej przyjaciółce. Poprosiła chłopaka o wyrok sadu i kopie testów - niema, nie wie, gdzie to jest itd. Wtedy mi dopiero uwierzyła. Chlopak najpewniej sypiał z panną, gdy już spotykał się z nią, dlatego wiedział, ze to jego dziecko i nijakich testów robic nie zamierzał. Pewnie sypiał także później. Dlaczego zatem kłamał? Bo fajnie było mu w takim układzie, miał kobitke i dziecko oraz reprezentacyjna dziewczynę z dobrego domu na prestiżowym kierunku studiów, która jeszcze była w stanie zaakceptować, ze on ma dziecko. Z matka dziecko jak się potem okazało pomieszkiwał w tygodniu, w weekendy miał "szkolenia" w pracy, znaczy spotykał się z moją przyjaciółką.

                              Ona to wszystko strasznei przezyla, a facet był tak bezczelny, ze próbował ja skłonić do powrotu doń. Pogonilismy z przyjacielem tego człowieka bezczelnego. a moja przyjaciółka poznała mego kolege z roku - kawalera bez obciązeń typu dzieci, alimenty i niejasne historie. W tym miesiącu będą mieć 15 rocznicę ślubu smile
                              Jakby moja przyjaciółka związała się z tamtym typem, to pewnie dorobił by jeszcze z pare dzieciatek gdzieś "na boku" a ona musiałaby to finansować, bo z tego co mi wiadomo o typie (a wiadomo, bo mieszka na jednym osiedlu z moim kuzynem), to ma on wieczne "problemy z pracą". I jasne Minnie, ja zła jestem kobieta, odstreczałam przyjaciółke od biednego chłopaczka, który odpowiedzialnie chciał uzac woje dziecko ...Tak i odstręczałabym także gdyby zrobił te testy na serio i gdyby faktycznie dziecko nie było owocem zdrady wobec mej prfzyjaciółkii, tylko poczeło się nim zaczeli z tym chłoakiem się spotykać. A wiesz dlaczego? Bo młodziutkiej studentce u progu zycia na grzyba facet z takim obciążeniem, jak dziecko! I możesz mnie uważać za bezduszna, ale tak mysle. Ale i taka dziewczyna może się ZDECYDOWAC na bycie z kimś z takim obciążeniem, tylko,zeby się decydować na spokojnie, to trzeba wcześniej sytuację ZNAC. Przypuszczam, ze gdyby w chwili poznania się ich ten chłopak miał już dziecko, albo była dziewczyne w ciązy, to moja przyjaciółka nie wchodziłaby z nim w bliższe relacje, byliby zwyczajnie kolegami. A nawet jeśli nie, to byłaby to jej decyzja niepodyktowana wielkim uczuciem, ajk było w przypadku gdy nagle okazało się, ze gość będzie mieć dziecko, gdy już byli razem.
                              • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:28
                                kora3 napisała:

                                Pewnie sypiał także później. Dlaczego zatem kłamał? Bo fajnie było mu w takim układzie, miał kobitke i dziecko oraz reprezentacyjna dziewczynę z dobrego domu na prestiżowym kierunku studiów, która jeszcze była w stanie zaakceptować, ze on ma dziecko. Z matka dziecko jak się potem okazało pomieszkiwał w tygodniu, w weekendy miał "szkolenia" w pracy, znaczy spotykał się z moją przyjaciółką.

                                Przyklad calkiem od czapy Koro, bo mnie chodzilo o to by wlasnie powiadomic "ta druga"
                                ze on ma dziecko z inna, a ta druga niech juz robi w/g wlasnego uznania. natomiast mnie najbardziej obchodzilo aby bio-ojciec uznal swoje dziecko i lozyl na nie,
                                czyli na tym przykladzie jest wszystko jak trzeba a nawet lepiej bo .

                                A wiesz dlaczego? Bo młodziutkiej studentce u progu zycia na grzyba facet z takim obciążeniem, jak dziecko!

                                Nie uwazam dziecka za "obciazenie". co nie znaczy ze nie wiem jaki to jest duzy obowiazek
                                i ciezka praca. a szczegolnie na studiach.
                                A z "takim typem" nie dlatego nie warto sie wiazac bo ma dzieci a dlatego bo ma kiepski charakter - jak sama piszesz ani to do pracy ani na stabilny zwiazek.
                                dzieci nic do tego nie maja.


                                Minnie
                                • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:56
                                  minniemouse napisała:
                                  >
                                  > Przyklad calkiem od czapy Koro, bo mnie chodzilo o to by wlasnie powiadomic "ta
                                  > druga"
                                  > ze on ma dziecko z inna, a ta druga niech juz robi w/g wlasnego uznania. natom
                                  > iast mnie najbardziej obchodzilo aby bio-ojciec uznal swoje dziecko i lozyl na
                                  > nie,
                                  > czyli na tym przykladzie jest wszystko jak trzeba a nawet lepiej bo .


                                  Nie, nie nawet lepiej Minnie, wyobraź sobie ze moja bezdzietna wówczas przyjaciółka także miała uczucia! Okłamywanie jej, że się podejrzewa, iż się ojcem dziecka nie jest, okłamywanie, ze robiło się testy, zdradzanie jej z matka swego dziecka nie było "lepiej" to było ohydne działanie dla swojej korzyści. Gdyby facet powiedział jej na wstępie, ze to jego dziecko na pewno, ze ma zamiar spotykać się z jego matka i z nią sypiać, to pewnie by mu podziękowała wówczas, popłakała z 2 noce i byłoby po bólu. Postapiłby uczciwie. A tak postąpił haniebnie, bo dziewczyna ponad rok z tym wszystkim się "szarpała", omal nie zawaliła studiów i omal nie związała się z oszustem!

                                  >
                                  > Nie uwazam dziecka za "obciazenie". co nie znaczy ze nie wiem jaki to jest duz
                                  > y obowiazek
                                  > i ciezka praca. a szczegolnie na studiach.


                                  Minnie, Twoje dziecko to dla Ciebie nie obciążenie, ale dziecko partnera/rki/zony/meza dla drugiej strony - owszem, może nim być. Poczytaj watki na "Kobiecie" w temacie np. - kobietom nie pasuje, że wybranek spedza czas z dziećmi, zaprasza je do domu, spedza z nimi czesc wakacji, albo zabiera je na te wspólne z nimi itd. Niektóre też sporo mówią o kasie ....a także o złym traktowaniu przez te dzieci.
                                  Inna sprawa, ze pisza to kobiety, które związały się z tymi dzieciatymi facetami WIEDZAC, że oni dzieciaci są. wykazują zatem sporą niekonsekwencję. Trzeba było nie wiązac się z kimś, kto ma dzieci i finał.
                                  Ja bym się nie związała z kims, kto ma dzieci w wieku, w którym powinien się nimi opiekować. Nie pasowałoby mi spędzanie weekendów, czy urlopów z malym dzieckiem, ani nastolatkiem będącym dzieckiem partnera. Tym bardziej bym nie poszła na mieszkanie z takim dzieckiem. Gdyby mnie takie cos interesowało, to bym sobie "zrobiła" swoje dziecko/dzieci. A ze mnie nie interesowało, to w to nie weszłam smile i nie wiem dlaczego miałabym "wchodzić" w cudze dziecko/dzieci.

                                  > A z "takim typem" nie dlatego nie warto sie wiazac bo ma dzieci a dlatego bo
                                  > ma kiepski charakter - jak sama piszesz ani to do pracy ani na stabilny zwiazek
                                  > .
                                  > dzieci nic do tego nie maja


                                  Miinie, mają! Może dla Cienie nie stanowiłoby problemu, ze partner/mąż ma dziecko z innego związku nawet gdybyś była młodziutka bezdzietna panną - wierzę. Ale komus innemu może to nie pasować z różnych przyczyn: nie chce tworzyć patchworkowej rodziny, nie chciałby kontaktów z tym dzieckiem, nie pasuje mu, ze ojciec będzie mu poswiecał czas itd.
                                  Wówczas nie należy wchodzić w związki z dzieciatymi i finał.
                                  >
                                  >
                                  > Minnie
                            • baba67 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:32
                              Minnie- czasem jest tak ze podoba nam sie ktos, odpowiada pod wieloma wzgledami ale jego plany zyciowe juz nie. Powiedzmy ze nie wyobrazam sobie mieszkania w Nowej Zelandii na stale bo powiedzmy mam tu satysfakcjonujaca kariere zawodowa jestem bardzo przywiazana do rodzicow i siostry no i mam skaze psychiczna-nie moge zyc poza naszym burdelikiem gdzie mamy ciagly pozar. Tymczasem facet bliski idealu w ktorym jestem zakochana cale zycie wiaze z emigracja. nie porzuci tych planow bo to marzenie zycia.
                              Do szczescia potrzeba wielu czynnikow-udany zwiazek to tylko jeden z nich.Wazny,tak,ale sam nie wystarczy.Ci ktorzy przypisuja szczescie spelnieniu tylko jednego marzenia bardzo sie rozczarowuja o czym traktuje Anna Karenina na przyklad.
                              Mysle ze narzeczony tej kobiety nie kochal mocno na tyle zeby ten zwiazek mogl byc udany. Zbyt duzo tu dystansu-niewyobrazam sobie zyc z kims w bliskim zwiazku ze swiadomoscia ze jest WARUNEK, ze nic nie budujemy tylko spedzamy czas a co bedzie to sie okaze.Facet mi sie nie podoba(wlasnie dlatego) choc doskonale rozumiem kogos kto nie decyduje sie na zwiazek z kobieta z dzieckiem( zaznacza w formularzu) i nie oceniam takiej osoby negatywnie,
                              • minniemouse Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 03:23
                                baba67 napisała:
                                Mysle ze narzeczony tej kobiety nie kochal mocno na tyle zeby ten zwiazek mogl byc udany.

                                I tu jest po prostu pies pogrzebany.

                                Minnie
                        • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 06:12
                          Minnie, moim zdaniem odwracasz kota ogonem. Gosc ja rzucił, bo podejrzewa, ze został zdradzony! Może ty przyjełabyś taka sytuacje entuzjastycznie, ale wierz mi, ze jesteś wobec tego w mniejszości!
                          Inna sytuacja jest gdy mezczyzna wiąze się z kobietą majacą już dziecko albo bedaca w ciązy, ale nie z nim i on o tym wie, a inną, gdy jest wkręcany, ze dziecko jest jego, a okazuje się, ze nie.

                          Kobiety a raczej jej dziecka bronić Agulha nie musi, robi to prawo - jeśli wskazywany jako ojciec gość nie chce uznac dziecka, a okaze się, ze jest jego będzie miał prawa i obowiązki rodzica. Natomiast zmusic kogoś, by z kims był fizycznie żadne prawo nie może, także gdy ten ktoś jest mezem/ zoną.
                          • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:13
                            kora3 napisała:
                            Minnie, moim zdaniem odwracasz kota ogonem. Gosc ja rzucił, bo podejrzewa, ze został zdradzony!

                            Nie Koro, warunkiem malzenstwa nie byla wiernosc a czy dziecko jest jego.
                            On wiedzial ze ona go zdradzala. dlatego chcial te testy. i gdyby dziecko bylo jego to by sie mimo zdrad ozenil. ale nie okazalo sie, wiec - nie.

                            to tylko ja zrobilam takie teoretyczne zalozenie na poczatku mojej dyskusji z Darem
                            zalozenie pt. "co by bylo gdyby...", jak to w dyskusji - czysto teoretyczne.

                            wskazywany jako ojciec gość nie chce uznac dziecka, a okaze się, ze jest jego będzie miał prawa i obowiązki rodzica. Natomiast zmusic kogoś, by z kims był fizycznie żadne prawo nie może, także gdy ten ktoś jest mezem/ zoną.

                            Koro, powtarzasz za mna. czytaj prosze, moje wpisy.

                            Minnie
                            • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:37
                              minniemouse napisała:
                              >
                              > Nie Koro, warunkiem malzenstwa nie byla wiernosc a czy dziecko jest jego.
                              > On wiedzial ze ona go zdradzala. dlatego chcial te testy. i gdyby dzieck
                              > o bylo jego to by sie mimo zdrad ozenil. ale nie okazalo sie, wiec - nie.


                              A co w tym dziwnego? Dlaczego gość miałby wychowywać nieswoje dziecko, jako swoje?
                              .
                              >
                              > Koro, powtarzasz za mna. czytaj prosze, moje wpisy.

                              Przepraszam Minnie, może po prostu na tyle zdumiewają mnie Twe poglądy w temacie faceta i kobitki w ciązy, że faktycznie nieuważnie przeczytałam reszte.

                              Oi prostu nie rozumiem dlaczego uważasz za niewłaściwą postawę niechęc do uznawania nieswojego dziecka za swoje.

                              A calkiem już w temacie wątku - no właśnie nie wiemy, jak było z tym facetem. czy wiedział, ze był zdradzany ( o ile był oczywiście). Załozmy taka sytuację: kobieta jest na razie z tym partnerem, spotyka/odzywa się do niej dawny narzeczony. Szast prast uznaja, ze jednak chcą być ze sobą. Ona partnera porzuca, zamieszkują razem z narzeczonym. Wkrótce okazuje się, ze kobieta jest w ciązy. Z oczywistych przyczyn nie jest pewnein, czy on jest ojcem mającego się narodzić dziecka, czy też może ekspartner narzeczonej. Nie musiał ja podejrzewać o zdradę zaraz - mogła zajść nim się z nim ponownie związała. Ale tak czy owak wątpliwościami dzieli się z narzeczona. I ...teraz zatrzymajmy się na chwilę. Moim zdaniem na logikę facet musiał być przekonywany, ze dziecko na pewno jego, skoro była z narzeczoną przez czas ciązy i planował slub. Niewykluczone, że ona sama była przekonana, ze dziecko na pewno jego, ale niwykluczone też, ze nie była pewna którego z panów, jak również, ze wiedziała, ze ekspartnera, ale łudzila się, że narzeczony nie zechce sprawdzać.

                              Samka o tym przekonana, czy nie musiała orzekonywac jego, skoro jak wspomniałam był z nią w ciązy i planował slub. Mógł przecież stanąć na stanowisku, że skoro niepewne czyje to dziecko, to on się wycofuje do czasu narodzenia dziecka i przeprowadzenia testów (testy płodu sa możliwe, ale kosztowne i niosa ryzyko dla płodu). Nie zrobił tego, zatem musiał być solidnie przekonywany, ze dziecko jego. Jednakowoż gdy się urodziło i testy były już bezpieczne dla niego oraz nie tak drogie postawił warunek ich przeprowadzenia i jasno się określił, ze jeśli dziecko jednak nie jego, to on "podziekuje".

                              Możesz uważac taka postawę za egoistyczna, niedojrzała, ale ja uważam wręcz przeciwnie. Gośc chciał wziąć odpowiedzialność za dziecko i jego matke, ale za SWOJE dziecko. Dziecko okazało się nie jego, a on był oszukiwany przez minimum 9 miesięcy.
                              My kobiety Minnie nie znamy tego uczucia, bo z fizjologicznych powodów nie ma wątpliwości co do tego, kto jest matka dziecka (poza sztucznym zapłodnieniem, czy zamianą dzieci w szpitalu).
                              • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:02
                                kora3 napisała:
                                A co w tym dziwnego? Dlaczego gość miałby wychowywać nieswoje dziecko, jako swoje?

                                A dlaczego NIE ????

                                Oi prostu nie rozumiem dlaczego uważasz za niewłaściwą postawę niechęc do uznawania nieswojego dziecka za swoje.

                                Bo ta kobieta jest w dalszym ciagu ta sama kobieta z ktora jeszcze 5 minut przed otwarciem koperty z wynikami byl gotow sie ozenic Koro.
                                to, ze to nie jego BIOLOGICZNE dziecko niczego nie zmienia, to jest nadal ta sama osoba ktorej 5 minut wczesniej obiecywal dozgonna milosc, tyle tylko ze teraz beda mieli dziecko.
                                Sa mlodzi, przyszlosc przed nimi - tak trudno sobie wybaczyc?

                                Dziecko to dziecko, tak naprawde jakie to ma znaczenie czyja dokladnie krew?
                                dlatego podalam przyklad z adopcja - mozna tak samo pragnac i kochac niebiologiczne, zatem krew doprawdy nie ma az takiego znaczenia. co ma to uczucia,
                                ale te tutaj jak widze najmniej sie licza. za to wyrachowanie i kalkulacje, bardzo...

                                Przepraszam cie Koro, ale pewne rzeczy trzeba samemu doswiadczyc aby je zrozumiec.
                                to ze ten facet nie ma jeszcze dzieci ma znaczenie, to ze ty nie masz dzieci tez ma znaczenie. wy nigdy nie zrozumiecie to to jest czuc dziecka krzywde a szczegolnie wlasnego dziecka krzywde.
                                dlatego tez nie moge pojac jak tu niektorzy ktorzy ewidetnie swoje juz maja, podzielaja zdanie
                                "slusznie, to nie jego, wiec po co mu" - to moze niech wstawia sobie w wyobraznie siebie i ich malenkie dzieci i w tym momencie rady "po co mu to".
                                jeszcze zrozumiem juz wieksze dzieci, ale niemowle?

                                Minnie
                                • baba67 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:06
                                  Minnie myslisz dwie sprawy- pan jest nieciekawy , glebie duchowa ma na poziomie legwana ,pani tez zdaje sie nie rozumiec pewnych oczywistosci ale wciaz jest w prawie nie chciec wychowywac nie swojego dziecka.
                                  • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:29
                                    baba67 napisała:
                                    ale wciaz jest w prawie nie chciec wychowywac nie swojego dziecka.

                                    i ja tego prawa niestety odmowic mu nie moge i zasadniczo nie odmawiam wcale, bo jak,
                                    mowie tylko ze tak nie powinno byc i ze tak wynika z powodu zgody na i tolerowania takiego stanu, takiego myslenia i to powinno sie zmienic.

                                    - pan jest nieciekawy glebie duchowa ma na poziomie legwana ,pani tez zdaje sie nie rozumiec pewnych oczywistosci

                                    a to jest inna para kaloszy z ktorej wynika cale powyzsze, i niestety i 10/10 Babo sad

                                    Minnie
                                • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:38
                                  minniemouse napisała:
                                  >
                                  > A dlaczego NIE ????

                                  a to akurat bardzo proste Minniesmile- DLATEGO, ŻE NIE CHCE!

                                  >
                                  > Bo ta kobieta jest w dalszym ciagu ta sama kobieta z ktora jeszcze 5 minut prz
                                  > ed otwarciem koperty z wynikami byl gotow sie ozenic Koro.
                                  > to, ze to nie jego BIOLOGICZNE dziecko niczego nie zmienia, to jest nadal t
                                  > a sama osoba
                                  ktorej 5 minut wczesniej obiecywal dozgonna milosc, tyle tylko
                                  > ze teraz beda mieli dziecko.


                                  CHwila, chwila - gdyby gośc deklarował ze dozgonnie bez względu na wszystko, to by nie żądał badań i nie uzależniał od ich wynku ożenku. Pani wiedziała, że pan postawił warunek.

                                  > Sa mlodzi, przyszlosc przed nimi - tak trudno sobie wybaczyc?
                                  >


                                  Tak czasem Minnie trudno - wiem z doświadczenia.

                                  > Dziecko to dziecko, tak naprawde jakie to ma znaczenie czyja dokladnie krew?

                                  Dla Ciebie może nie ma , wiec bylabys gotowa wziąć po porodzie obojętnie jakie dziecko ze szpitala, a dla innych ma. Do tego stopnia ma, że latami się leczą, próbują kosztych metod zapłodnienia, żeby mieć SWOJE dzieci, choć mogliby starac się o adopcje. To się nazywa instynkt Minnie.


                                  > dlatego podalam przyklad z adopcja - mozna tak samo pragnac i kochac niebiol
                                  > ogiczne
                                  , zatem krew doprawdy nie ma az takiego znaczenia. co ma to u
                                  > czucia,


                                  Minnie, tylko decyzje o adopcji podejmuje się w innych okolicznościach niż nóz na gardle. Ludzie chcący adoptować dzieci muszą być tej decyzji pewni, dojrzali do takiej sytuacji i w dodatku jeszcze przejść testy oraz szkolenia.

                                  >
                                  > Przepraszam cie Koro, ale pewne rzeczy trzeba samemu doswiadczyc aby je zrozumi
                                  > ec.
                                  > to ze ten facet nie ma jeszcze dzieci ma znaczenie, to ze ty nie masz dzieci te
                                  > z ma znaczenie. wy nigdy nie zrozumiecie to to jest czuc dziecka krzywde a szcz
                                  > egolnie wlasnego dziecka krzywde.


                                  Mysle Minnie, ze teraz ty wydajesz o mnie opinie krzywdzaca, bo nie chwalac się mam na koncie wiele pomocy dzieciom naprawdę skrzywdzonym czasem przez los, a czasem przez ludzi po prostu. Ale to, ze obcy facet nie chce być ojcem dla dziecka to nie jest dla niego krzywda Minnie! Krzywdzi je jego ojciec, gdy nie chce go znac!

                                  > dlatego tez nie moge pojac jak tu niektorzy ktorzy ewidetnie swoje juz maja, po
                                  > dzielaja zdanie
                                  > "slusznie, to nie jego, wiec po co mu" - to moze niech wstawia sobie w wyobraz
                                  > nie siebie i ich malenkie dzieci i w tym momencie rady "po co mu to".


                                  Może dlatego, ze mają słuszne przekonanie, ze w takiej sytuacji człowiek może dokonać WYBORU i także podjąc decyzje na "nie".

                                  > jeszcze zrozumiem juz wieksze dzieci, ale niemowle?

                                  Czyli w zasadzie kzdemu można dac niemowlę, żeby sobie je uznał za swoje ...Oj Minnie, dziwne masz poglądy
                                  • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 23:21
                                    Kora napisala
                                    a to akurat bardzo proste Minniesmile- DLATEGO, ŻE NIE CHCE!

                                    tak Koro, wiemy, wiemy, tylko w ogole nie o to chodzi

                                    CHwila, chwila - gdyby gośc deklarował ze dozgonnie bez względu na wszystko, to by nie żądał badań i nie uzależniał od ich wynku ożenku. Pani wiedziała, że pan postawił warunek.

                                    znowu nie o tym mowa Koro

                                    Dla Ciebie może nie ma , wiec bylabys gotowa wziąć po porodzie obojętnie jakie
                                    dziecko ze szpitala, a dla innych ma. Do tego stopnia ma, że latami się leczą,
                                    próbują kosztych metod zapłodnienia, żeby mieć SWOJE dzieci, choć mogliby starac się o adopcje. To się nazywa instynkt Minnie


                                    Z gory przepraszam, ale dla mnie to sie nazywa tez glupota. i powiem ci Koro ze taki przypadek znam z wlasnego podworka. pewna bliska mi osoba tak wlasnie postepowala,
                                    ale w koncu tego upragnionego dziecka nigdy nie miala. teraz jest stara babcia,
                                    i komu moze opowiada jaka jest przez los pokrzywdzona bo "Bog jej dziecka nie dal",
                                    ja jej niezmiennie na to mowie on ci dawal za kazdym razem jak ci pokazywal reklamy sierocinca ale ty bylas glucha i slepa.
                                    ona mi na to wlasnie ze ja niby nie rozumiem co to znaczy chciec miec wlasne dziecko bo ja mam wlasne.
                                    A ja ci powiem Koro to nie jest tak ze ja tego nie rozumiem, bo ja to rozumiem doskonale to pragnienie wlasnego dziecka, dlatego rozumiem i popieram te poczawszy od in vitro skonczywszy na surogatkach,
                                    tylko ja nie rozumem jak mozna byc tak ograniczonym aby nie moc rozszerzyc tych "ogromnych" "matczynych" uczuc na dziecko adpotowane.
                                    bo imo albo chce sie miec DZIECKO, albo nie. a jak sie chce miec DZIECKO, to co za roznica
                                    skad dokladnie sie wzielo?
                                    I tak Koro, masz racje ja bym mogla wziac ze szpitala byle jakie dziecko i wychowywac jak swoje, glownie nawet nie dlatego ze takstrasznie chcialabym byc matka ale bo nie moge patrzec sie jak dzieci cierpia. jak ktos moze patrzec sie na to obojetnie, to nie rozumiem.
                                    dlatego pomiatam facetami ktorzy tak jak w tym przypadku odrzucaja kobiete z ktora 5 minut wczesniej gotowi byli sie zwiazac bo tacy "zakochani", ale "jak dziecko okaze sie ze nie jego,
                                    to "paszla won" - ta para miala wszelkie warunki do tego aby zalozyc dobra rodzine - mlodosc, moze nawet milosc skoro pogodzili sie po 5 latach, nawet dziecko (niewazne czyje) - ale do tego to musza byc ludzie na poziomie, aby umiec sobie z tym poradzic z kultura i uczuciami. i tego tam po prostu nie bylo, i tyle.

                                    Minnie
                                    • agulha Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 01:03
                                      Co do tych sierocińców, to może u Was są tam dzieci do wzięcia od zaraz. W Polsce, nie wiem, czy wiesz, większość to sieroty społeczne, i co gorsza rodzice biologiczni nie mają do nich odebranych praw rodzicielskich.
                                      Na marginesie, bo nie dotyczy to akurat dyskutowanego przez nas przypadku, adoptowanie w dzisiejszych czasach sieroty społecznej często kończy się niedobrze. Takie dzieci bywają bardzo trudne w dzieciństwie, a czasami w dzieciństwie są słodkie, ale niestety w okresie dojrzewania upodabniają się do rodziców biologicznych - zaczynają na przykład kraść, mimo, że im niczego nie brakuje, albo zadawać się z podejrzanym towarzystwem. Powiesz, że to może się zdarzyć także w przypadku własnego dziecka? Może, ale znacznie rzadziej.
                                      Podobno przed II wojną światową adopcje były rzadkie, a ściślej - owszem, adoptowano, ale dzieci z dalszej rodziny, jeżeli były osierocone albo jeżeli ich rodzice byli ubodzy i mieli dużo dzieci.
                                      Może ta Twoja znajoma ma szczęście, bo nie ma dziecka, ale przynajmniej nie żyje w strachu, że ją takie adoptowane dorosłe teraz dziecko tłucze albo z domu wypędza, a jeszcze wszyscy wokół by ją obwiniali, że to na pewno przez nią, że wychowanie niewłaściwe. Cały czas zaznaczam, że takie sytuacje zdarzają się również z dziećmi własnymi.
                                      W przypadku dziecka współmałżonka, to jest inna sprawa, ale weź pod uwagę, że to również zależy od sytuacji. Jeżeli ktoś nie ma szans na dzieci własne, to może być szczęśliwy, realizując się w macierzyństwie czy ojcostwie i przelewając uczucie na dziecko czy dzieci ukochanej osoby. Znam takie przypadki w najbliższym otoczeniu. Jeżeli jednak chodzi o osobę młodą, bez obciążeń zdrowotnych, która prawdopodobnie będzie mogła i chciała mieć własne dzieci, to oczywiście może postąpić szlachetnie i podjąć się wychowywania nieswojego dziecka, ale nie musi. Jak to ktoś napisał, jeśli ta osoba nie jest pewna, to lepiej niech na dziecku nie eksperymentuje.
                                      Poza tym w dzisiejszej Polsce ludzie odpowiedzialni mają często mniej dzieci, niżby chcieli, z powodów finansowych. Podjęcie się utrzymywania jednego nieswojego dziecka może oznaczać, że nie wystarczy środków na utrzymanie własnego dziecka albo własnych dwojga dzieci, znaczy może być równoznaczne z tym, żeby własnego dziecka nie mieć albo mieć tylko jedno. Nie każdy tak chce.
                                      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 03:36
                                        agulha napisała:
                                        Na marginesie, bo nie dotyczy to akurat dyskutowanego przez nas przypadku, adoptowanie w dzisiejszych czasach sieroty społecznej często kończy się niedobrze. Takie dzieci bywają bardzo trudne w dzieciństwie, a czasami w dzieciństwie są słodkie, ale niestety w okresie dojrzewania upodabniają się do rodziców biologicznych - zaczynają na przykład kraść, mimo, że im niczego nie brakuje, albo zadawać się z podejrzanym towarzystwem. Powiesz, że to może się zdarzyć także w przypadku własnego dziecka? Może, ale znacznie rzadziej.

                                        I ona to tak wlasnie motywowala, teraz placze ze jest stara i sama.
                                        owszem Agulho, masz racje, bez ryzyka nie ma nic, i tez slyszalam ze po rodzicach mozna odziedziczyc "takie geny" i najlepsze wychowanie nie pomoze.
                                        ale ja jak to ja, mocno wierze ze w wiekszosci takich przypadkow wychowanie ma jednak znaczenie.
                                        zwlaszcza gdy urodza sie dzieci biologiczne, zbyt czesto zdarza sie ze te bio sa mimo woli faworyzowane. to zawaza na "skrzywieniu" takiego adoptowanego, wtedy zwala sie na geny
                                        a, zauwaz, ze nawet w tej samej rodzinie dysfuncyjnej nie wszyscy koncza tak samo. na ogol tak ale niekoniecznie. zalezy od wielu czynnikow.

                                        Minnie
                                        • minniemouse Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 03:36
                                          ps
                                          moja puenta bylo, ze nadzieja ze bedzie lepiej niz gorzej zawsze jest smile
                                        • agulha Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 08:56
                                          Piszesz, że koleżanka jest "stara". Czy była albo jest zamężna? Bo jeżeli nie, to w Polsce dziecka do adopcji by nie dostała, o ile wiem. Wiem z godnego zaufania źródła, że odpaść w procedurze kwalifikacyjnej na rodziców adopcyjnych można za byle co. Z założenia chyba nie dają dzieci osobom, które mogą mieć własne. Wiem o małżeństwie, które odpadło dlatego, że zadeklarowało, że po krótkim macierzyńskim [ja się teraz gubię w tym nowym nazewnictwie], kiedy z dzieckiem byłaby matka, przez resztę urlopu rodzicielskiego byłby z nim ojciec. Powód był jakże życiowy - matka po prostu zarabia znacznie (ZNACZNIE) więcej.
                                          Inne są warunki w przypadku rodzin zastępczych, ale to już jest w ogóle co innego, niż adopcja.
                                          • agulha Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 08:56
                                            PS. Miałam oczywiście na myśli, że "sama", a nie, że "stara" - rozumiem, że stara to jest teraz, i jak każdy była kiedyś młodsza smile.
                                          • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 09:28
                                            Agulho, osoba samotna - w sensie bez pary może w PL adoptować dziecko, nie ma przeszkód prawnych, ale przypadki takiej adopcji sa raczej rzadkie i na ogół, choć pewnie nie zawsze jest to adopcja ze wskazaniem. Osobiście znam przypadek, gdzie samotna kobieta - wdowa, ale oczywiście nie stara, adoptowała dziecko swej przyjaciółki. Przyjaciółka ją jako mamę adopcyjna wskazała wiedząc, ze umiera, a tamta chce zaadoptować jej syna.

                                            Generalnie jednak osobie samotnej a już szczególnie facetowi bardzo trudno jest w PL adoptować dziecko. Z prozaicznej przyczyny - nasze sądy rzadko stosunkowo orzekają całkowite odebranie praw rodzicielskich rodzicom, nawet gdy rodzice ci skrajnie dzieci zaniedbują i kolejne ich potomstwo trafia do placówki. Na ogół te prawa tylko ograniczają, co przekreśla możliwość adopcji z oczywistych przyczyn. Dziecko zatem pozostaje w placówce, albo trafia do rodziny zastępczej, nierzadko fikcyjnej - t znaczy rodzina zastępczą jest np. babcia, która mieszka z patologicznymi rodzicami. Takie ograniczenie praw na papierze.

                                            Tak czy owak - dzieci, które z prawnego punktu widzenia nadają się do adopcji jest w PL bardzo mało. Z powodu podanego wyżej, a także takiego, ze o ile rodzice giną np. w wypadku, to na ogół zgasza się ktoś z rodziny deklarujący cheć zaopiekowania się dzieckiem/dzieci tragicznie zmarłych. W zasadzie "adopcyjne" dzieci to te, które mają w papierach "ojciec nieznany", a matka zrzeka się praw w czasie nieodległym od urodzenia się dziecka. Do adopcji trafiają dzieci zdrowe, do 3 lat - o takie oczekujący na adopcje się "zabijają". Jeśli dziecko ma lat np. 6 to jego szanse na adopcje sa już niewielkie, nie jest tez wielu ludzi chcących adoptować dziecko chore, albo niepełnosprawne. I nie, to wcale nie jest zaraz egoizm i selekcja - po prostu dziecko adoptowane jest w swietle prawa dzieckiem własnym, wiec zadnej pomocy państwa w zakresie leczenia, czy rehabilitacji dziecka, poza taką, którą w adekwatnej sytuacji otrzymują biologiczni rodzice oczekiwać nie mozna. A nie każdego zwyczajnie stać jest na kosztowne zabiegi, czy rehabilitację.

                                            Tak czy owak - na zdrowe i małe dzieci do adopcji czeka długasna kolejka chętnych po weryfikacji, testach i przeszkoleniu. Państwo stoi na stanowisku, że co prawda nie ingeruje ono w to, kto biologicznie zostaje rodzicem i czy go na to stać psychicznie i materialnie, ale powierzając adopcyjnym rodzicom dziecko należy wybrać najlepszych. A za najlepszą opcje uznaje zdrowych, nie za dojrzałych, wydolnych materialnie ludzi będących jednak parą małżeńską. Stad poza wskazaniem osoba singlowa ma małe szanse na adopcję.
                                          • minniemouse Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 22:03
                                            agulha napisała:
                                            Piszesz, że koleżanka jest "stara". Czy była albo jest zamężna?

                                            To nie kolezanka to ktos z rodziny, i tak to bylo i jest malzenstwo,
                                            on byl sklonny adoptowac ona nie. i to juz starsi ludzie,
                                            ja opisuje sprawe z przeszlosci, a mieszkaja w Kanadzie.

                                            Minnie
                                            • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 22:09
                                              I uważasz Minnie, ze nalezało starać się o adopcje, gdy potencjalna adopcyjna matka nie ma ochoty na to? A co do tego, ze ma żal do Stwórcy, losu, czy też natury - rozumiem ja - NORMALNIE ludzie mogą mieć dzieci - własne, biologiczne, naturalna drogą. Brak takiej możliwości jest poza normą zdrowotną i jakkolwiek nic to nie daje, to zal jest uzasadniony.
                                          • pani.jezowa Re: ostre emocje i sv 26.02.15, 03:04
                                            W Polsce osoba samotna jak najbardziej MOŻE adoptować dziecko.
                                            Natomiast masz pełną rację co do tego, że adoptować u nas dziecko jest bardzo trudno i że to kandydaci na rodziców adopcyjnych czekają kilka lat na dziecko, nie odwrotnie.
                                            Większość dzieci w domach dziecka ma nieuregulowaną sytuację prawną i adoptować ich nie można.
                                            Mówienie typu "adoptujcie sobie, skoro nie możecie mieć własnych" świadczy o totalnym nieorientowaniu się w temacie.

                                            • minniemouse Re: ostre emocje i sv 26.02.15, 04:11
                                              pani.jezowa napisał(a):
                                              Mówienie typu "adoptujcie sobie, skoro nie możecie mieć własnych" świadczy o totalnym nieorientowaniu się w temacie.

                                              nie o to chodzi - ale probowac adoptowac w przypadku gdy 100% nie da sie w ciaze zajsc - mozna, prawda? kwestia jest tylko taka ze niektorzy taka mozliwosc odrzucaja bo to nie bedzie juz "ich" dziecko".
                                              procedura adopcyjna nie ma z tym nic do rzeczy.

                                              Minnie
                                              • pani.jezowa Re: ostre emocje i sv 26.02.15, 16:36
                                                Można próbować, setkom ludzi się udaje.
                                                Niektórzy nie próbują, bo boją się RAD i FAS, zbyt dużo wiedzą po prostu.
                                                A inni są świadomi, że nie będą umieli wychowywać dziecka, które nie jest ich genetycznie. I jeśli mają tę świadomość to dobrze, że nie adoptują.
                                                • minniemouse Re: ostre emocje i sv 27.02.15, 10:02
                                                  pani.jezowa napisał(a):
                                                  A inni są świadomi, że nie będą umieli wychowywać dziecka, które nie jest ich genetycznie. I jeśli mają tę świadomość to dobrze, że nie adoptują.

                                                  my tu gadu gadu, i zeszlismy z tematu (czesciowo z mojej winy).

                                                  bo w temacie mamy matke biologiczna, tylko ojciec nie jest. wiec znowu przed takim calkiem nieznanym nie stanalby, bez przesady znowu.

                                                  Minnie
                                    • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 05:41
                                      Minnie - jest pewien problem, który polega na tym, ze ty masz dobre intencje i może naprawdę sama tak myślisz, ale robisz z tego normę i uważasz, ze każdy, kto tak nie myśli jest jakiś odjechany negatywnie.

                                      Jak pisałam wcześniej - decyzja o związaniu się z kims, kto ma dziecko/dzieci musi być s wiadomym i przemyślanym wyborem! Tak samo decyzja o adopcji, która jak słusznie zauwaza Agulha w PL nie jest sprawa latwą, bo dzieci, które ze wzgledow prawnych mozna adoptować jest mało, za to dużo jest chętnych. Co do osoby z Twego "podwórka"- bardzo dobrze, ze się kobieta nie starala o adopcje, skoro jej nie chciała. Zreszą osoba, k6tora tak naprawdę nie chce adoocji i tak odpadnie, bo to wyjdzie na testach. Ty się z tej osoby smiejesz nieco w duchu i myślisz, ze jej zal do Stwórcy za brak dziecka jest glupi, a ja - osoba, która nigdy nie pragnela mieć dzieci - ja rozumiem. Co znaczy pragnac dziecka widziałam po mojej siostrze. Ona długo nie miała instynktu macierzyńskiego i nawet przypuszczala, ze jak ja mieć go już nie będzie. A tu nagle buch - bez zadnego impulsu - chce mieć dziecko, chce mieć dziecko. Ona z tym problemu nie miała, ale mam głębokie przekonanie, że gdyby miała pewnie by się leczyła. Bo Minnie instynkt rodzicielski to nie tylko chęć posiadania dziecka, to także chec przekazania własnych genów. Tak jesteśmy skonstruowani, ze większość z nas chce przekazywać swoje geny, dlatego właśnie ludzie "wymyślili' in vitro. Ty możesz tego nie odczuwać (ja też nie odczuwam), dla Ciebie posiadanie dziecka może mieć inny wymiar, albo możesz sobie tego nie uswiadamiac, bo masz swoje dzieci/dziecko i problem Cie niejako nie dotyczył.

                                      A jeśli mowa o historiach na temat z własnych podwórek ... Najpierw a propos tego, co pisała Agulha. W pobliżu moich dziadków mieszkała pewna rodzina, która miała dwójke adoptowanych dzieci. Byli to ludzie porządni, spokojni, pracowici. To, ze ich dzieci są adoptowane nie było żadna tajemnicą, ale i tez zadną sensacją. To byli dziewczyna i chłopak młodszy, nie rodzeństwo biologiczne, adoptowani jako niemowlaki oboje. Z tego co mi wiadomo do wieku lat nastu dziewczynka była mila, spokojna, normalna. Potem się zaczęło - papierosy, alkohol, wagary - rodzice robili co mogli, chodzili do psychologów itp. Dziewczyna się trochę uspokoiła, skończyła jakaś zawodówkę i zaraz zaszła w ciąze i wyszła za mąż. Rodziców i brata odwiedzała nie za często, ale w miare normalnie zyła. Do czasu, aż się okazało, ze razem z kolezanką dokonał rozboju na starszej osobie mieszkającej w jej miescie. O ile pamiętam dziewczyna poszła siedzieć, bo starsza pani tego nie przezyła.
                                      Tymczasem syn tych państwa z 5-7 lat młodszy od siostry sprawiał kłopoty w zasadzie od dzieciństwa. No, ale jak to dziecko, jeszcze chłopak...Pierwszy raz ukradł, jak miał 10 lat. Dodam, ze jego rodzice nie byli ludźmi jakimiś bogatymi, ale na pewno także nie byli biedni. Ojciec pracował w kopalni, co wówczas zapewniało rodzinie niezły byt, matka zajmowala się dziećmi i domem.
                                      Potem kradl nadal, dostał nadzór kuratora. Do nauki się nie garnąl, wyrastał na tzw. zula. Jego ojciec zmarł, gdy miał ok. 20 lat. No i wówczas się zaczęło. Chłopak pracować nie chciał, choć wówczas nawet dla takich osob bez kwalifikacji praca w PRL-u była. Balował, imprezował i pił za kase od matki, która od niej wyłudzał, albo po prostu jej zabierał. Ta matka odetchnęła, gdy poszedł siedzieć za jakięś pobicie, ale wrocił jeszcze gorszy. Bił matke, zabierał jej pieniądze, terroryzował. Kobieta cierpiała w milczeniu, choć sąsiedzi jej mówii, żeby szła na milicję. Zamkna typa, albo chociaż eksmitują. Ale ona skadże - jak na własne dziecko na milicje. Trwało to latami i mogłoby posłużyć za scenariusz do filmu "Ballada o Januszku2", tylko bardziej drastycznego. Mój dziadek raz pobiegł na milicje, gdy zobaczył, jak matka jest bita przez syna. Pani zeznała, ze się przewróciła, syn pomagał jej wstać, a sąsiad cos źle widział. dziadkowi tez tak tłumaczyla, ze to nie tak było. Mój dziadek nalezał do ludzi konkretnych - powiedział kobiecie, że wzrok ma dobry, a ona źle robi chroniąc syna. Popuściła parę łez i tyle. W dwa lata później już nie zyla, powiesiła się na strychusad Po tym, jak synalek zabral jej kase, stłukł jak zwykle, a potem zrobił imprezę. Zaprosił takich zuli, jak on sam, pili sobie i nagle zachciało im się seksu. No ale kobitek tam zadnych nie było ...poza matka. No to on z kolegą złapali ja, unieruchomili i koledzy już sobie mogli ulzyc, on sam podobno też skorzystal z tej opcji. Wszyscy poszli siedzieć, a typ już do tej kamienicy nie wrócił, co akurat było niezłym wyjściem, bo sprawa wyszła na jaw i ludzie pewnie by go zlinczowali za to co zrobił. Może to przypadek, może niewłaściwe podejście w dzieciństwie Miniie, ale taka historia naprawdę może odstreczyc od adopcjisad

                                      cdn.

                                      Korcia
                                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile
                                      • kora3 cd 23.02.15, 06:40
                                        Druga historia dotyczy corki szkolnej koleżanki mej ciotki. Wrócmy do czasów młodości cioci i jej koleżanki, czyli cofnijmy się o jakieś 50 lat..Młodzutka Kasia właśnie skończyła podstawówke i od września pójdzie do swej wymarzonej szkoły - zawodówki fryzjerskiej. Choc mieszka w sporym miescie, gdzie taki szkół jest kilka, idzie do takiej w innym miescie, z internatem. Bo choć Kasie się nie skarży, to w domu ma ciężkosad Ojciec pije i awanturuje się, matka zahukana, no i 3 rodzeństwa młodszego, Lepiej w internacie. - No to cześć Iga! Niech ci się wiedzie! Napisze do Ciebie! - rzuca do mojej cioci, swojej przyjaciółki od serca ze szkoły. - Cześć Kasiu, napisz, będę czekała. Powodzenia i do zobaczenia - od tego pożegnania, do ponownego spotkania się Kasi i Igi minie ponad 2 lata. Kasia napisała, ze internat fajny, szkoła fajna, uczy się pilnie, koleżanki w porządku, czyli spokojnie. W wakacje będzie tylko na chwile, bo maja wyjazd ze szkoły. Nie udało się spotkać, no trudno ...
                                        Czas mijal, dziewczyny wymieniały w sumie tylko listy, coraz rzadziej, bo wiadomo - szkoła, koleżanki, pierwsze miłości ...Pod koniec II klasy liceum ciotka dostała od Kasi list, ze będzie w rodzinnym miescie, na pogrzebie babci. Spotkały się, ale Kasia była jakaś dziwna, jakby nieobecna, mówiła niewiele. Moja ciotka do dziś powtarza - Gdybym wtedy wiedziała, gdybym się domyslila. Ale ciotka nie wiedziała i nie domyśliła się, miała tylko niecałe 17 lat ...Kasia od tamtej pory już nie pisała, nic, ani pół listu. Ciotka czasem myślała co z nią, ale Kasia już się nie odezwała. Moja ciotka ma 35 lat i właśnie zasuwa z moja kuzynka po mieście, w którym teraz mieszka. Idzie za jakaś kobietą w podobnym wieku. nie zna jej, ale sylwetka, chod zdaja się jej kogos przypominać. - Przepraszam, czy może pani Kasia? - Iga?????. Panie laduja w kawairni, kuzynka się nudzi, one - nie. Gadają, gadają. Kiedy kuzynka odpada i idzie do domu, Kasia mówi : - Fajna masz córke. - Dzieki, a ty masz dzieci - Tak, to znaczy nie - pada dziwna odpowiedź. Wtedy na pogrzebie babci, Kasia była w ciąży. mąz właścicielki salonu, gdzie miała praktyki uwiódł 16 -latkę. Szukała pomocy u matki, ale ta zahukana przez meza, tylko zapłakała. Kasia nie wiedziała co ma robic. Dokad pójdzie? Z pomocą przyszła jej ... włascicielka salonu. to była bezdzietna pani, bardzo chciała mieć dziecko. Kasia jej powiedziała prawdę o mezu, ale nie musiała, tamta wiedziała. Szkołe Kasia skończyła, a potem wyjechała pod Radom, do krewnych jakichś pani fryzjerki i jej meza. Urodziła córeczkę, maż pani fryzjerki ja uznal, Kasia zrzekła się praw do dziecka. Dostała pieniądze i miała zapomnieć , ze miała dziecko. - Wiem Iga, ze tak jest dla niej lepiej. Co ja bym jej mogła dać wtedy? Ale często mysle, jak zyje, jak wygląda? Popłakały sobie razem. Od tego czasu miały kontakt. Kasia często mówiła o córce, wreszcie poprosiła moja ciotke, by pojechała z nia do tamtego miasta. Może ja jakos odnajdą, bodaj zobaczą.... Pojechały. Odnalazły dom. Miła pani sąsiadka powiedziała, ze wyjechali. A corka? - Młodszą córke chyba zabrali z sobą, a ta starsza to nie wiem. Iga i Kasia dowiedziały się tyle, ze córka Kasi nie jest jedynym dzieckiem w domu. Jest jeszcze jakaś druga córka. Gdzie teraz szukac córki Kasi. Nic o niej nie wiedziały, tylko nazwisko. Kasia po narodzeniu nazwała ja Olą po swej zmarłej babci, ale czy ojciec i adopcyjna matka zachowali to imię? Wrociły do domu z niczym.
                                        Zaczeły się wakacje i panie na razie zrezygnowały z szukania córki Kasi. W wakacje, to szukaj wiatru w polu...Po wakacjach ciotka natknęła się na kolege z pracy. Spontamicznie wpada doń da kawę, jego zona akurat ma dobre ciasto, siedza, gadają. O i córcia się pojawiła. Karolina jest dumna jak paw, bo w tym roku w wakacje pracowała! - Takie tam nic, trochę sprzątania, trochę podawania do stołu w takim ośrodku w górach, ale zawsze coś - Karolina jest skromna, ale widać, ze az pali się opowiadac o tej pracy. Pokazuje fotki. Tu sprzataja, a tu w kuchni pracują, a tu na sali, jako kelnerki. Piekna fotka, na niej z 15 młodych dziewczyn w kelnerskich uniformach. Ciotka nie może oderwać oczu od jednej z nich. Ze zrobionej z miesiąc temu fotografii patrzy na nia ...Kasia. - A ta koleżanka Karola? Kto to? - A to taka Ola X, ona jest z Y, fajna dziewczyna tylko bardzo skryta. Ciotka już wszystko rozumie, zostawili imię. I co teraz? Karolina nie dała się długo prosić, by odezwała się do Oli i ja zaprosiła. Przyjezdza skromnie ubrana, niesmiała dziewczyna. Spaceruja z Karolina. - Ooooo a to kolezanka rodziców pani Iga i jej kolezanka pani Kasia, poznajcie panie moja kolezanke, Olę. Kasia Z trudem hamuje łzy. To jej córka. Dziewczyna uśmiecha się nieśmiało.Na pierwszy raz spotkania wystarczy, choć Kasi nie chce isc z Igą " w swoja strone". Karolina powoli zyskuje ufność Oli. Ta już jej mówi, ze jest adoptowana, rodzice szczególnie matka kochają jej młodszą o 4 lata siostrę, jej - nie. Niby jest ok - jesc daja, książki do szkoły kupuja, ale jakos tak. Matka jej nie lubi chyba, a ojciec ulega matce w wszystkim. Ale już niedługo 18-stka, potem jeszcze rok i skończy szkole. - Wyniosę się od nich, pójde do pracy i na studia. Kasia tak naprawdę nie miała planu, chciała tylko zobaczyć córke, dowiedzieć się, jak jej się zyje. gdyby dowiedziała się, z dziewczyna jest kochana i szczesliwa nigdy nie chciałaby zburzyć jej szczęśliwego zycia i ujawniać się. Ale dowiedziała się, ze jej dziecko, które oddała ojcu i ponoc tak bardzo pragnącej tego dziecka kobiecie, która wybaczyła mezowi romans z nastolatką, cierpi i jest traktowane jak 2 kategoria. Po 4 latach od urodzenia się Oli stał się cud: jej adopcyjna matka, która podobno nie mogla mieć dzieci zaszla w ciaże i urodziła córke. Ola stała się zbedna - kobieta miała już co chciała SWOJE dziecko, a mała Ola tylko przypominała jej o zdradzie meza. I tak była, bo była. Nikt jej nie bił, nie głodził, nie zmuszał do pracy zamiast nauki, ale nie czuła się kochana, potrzebna. Kasia wszystko omówiła z moka mama - jak delikatnie powiedzieć Oli, że ona jest jej mamą, ze jej szukała, ze cudem niemal - znalazła. Na szczęście dziewczyna wiedziała, ze jest adoptowana, wiec to nie był taki szok. Wiekszym było chyba to, ze ojciec jest jej biologicznym ojcem. Poznałam te Ole kiedyś u ciotki. Faktycznie miła, choć taka nieco wycofana. Kiedy Kasia, a raczej dla mnie pani Kasia się ujawniła ustalily, ze skończy szkołę w swoim mieście, a potem przeniesie się do matki na studia. Nie ukrywały przed jej adopcyjna matką i ojcem, ze się odnalazły, nie wylewały na nich zalu. Poniekad pani Kasia i Ola mówiły, ze miay wrazenie, jakby odetchnęli z ulgą słysząc ich decyzje o przeprowadzce Oli.

                                        Jak widzisz Minnie, zycie pisze rozne scenariusze, a dziecko nieswoje nie wystarczy uznac za swoje. trzeba je jeszcze po prostu kochac, a to nie zawsze wychodzi ...
                                      • pani.jezowa Re: ostre emocje i sv 26.02.15, 03:15
                                        Trzeba pamiętać, że takie historie nie muszą być skutkiem (i najczęściej nie są) ani genów, ani braku miłości w domu adopcyjnych rodziców.
                                        takie historie to najczęściej efekt RAD (zespołu zaburzeń więzi), którego objawy, czasem niepełne, ma wiele dzieci, które zostały oddane, porzucone, odebrane rodzicom, które spędziły jakiś czas w placówkach.
                                        A sama późniejsza miłość rodziców adopcyjnych potem nie wystarcza by dziecku pomóc, nawet gdy mają wiedzę o takim zespole, a najczęściej nie mają.
                                        Fachowców od traumy wczesnodziecięcej w Polsce jak na lekarstwo.

                                        Do tego często dochodzi FAS lub FASD, bo dzieci adoptowane to często dzieci, których matki piły w ciąży.
                                        Zrozumienie norm społecznych, empatia bardzo wtedy szwankują.
                                • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 22:32
                                  minniemouse napisała:

                                  >> Bo ta kobieta jest w dalszym ciagu ta sama kobieta z ktora jeszcze 5 minut przed otwarciem koperty z wynikami byl gotow sie ozenic<

                                  Nie, Minnie, to już jest zupełnie inna kobieta. On się chciał ożenić z matką swojego dziecka, i mimo wątpliwości zakładał, że dziewczyna nią jest. Po otwarciu koperty okazało się, że dziewczyna nie jest tą, za jaką uchodziła w jego oczach. Zdradziła go, usiłowała wykorzystać, czy po prostu była słaba z matematyki, tego się nie dowiemy. Faktem jest, że takiej już nie chciał. Moim zdaniem miał rację, związku nie buduje sie na kłamstwie.

                                  >ta sama osoba ktorej 5 minut wczesniej obiecywal dozgonna milosc, tyle tylko ze teraz beda mieli dziecko.<

                                  Nie ONI będą mieli dziecko, tylko DZIEWCZYNA będzie miała dziecko, w tym cały problem. I wcale nie obiecywał dozgonnej miłości, skoro postawił warunek, że ożeni się TYLKO z matką SWOJEGO dziecka, i jak napisała sama Autorka, powtarzał to wiele razy. Tak więc opowieści o wielkiej miłości, o białym rycerzu na koniu, mozna sobie włożyć między bajki.

                                  > dlatego tez nie moge pojac jak tu niektorzy ktorzy ewidetnie swoje juz maja, podzielaja zdanie "slusznie, to nie jego, wiec po co mu" <

                                  Są pary bezpłodne, które bardzo pragną dziecka. Jedni zdecydują się na adopcję, a inni pozostaną bezdzietni. Tym pierwszym do szczęścia potrzebne jest dziecko, a tym drugim ICH BIOLOGICZNE DZIECKO. Skoro takiego mieć nie mogą, to nie chcą żadnego innego. To bardzo dobra decyzja, bo jeśli zdają sobie sprawę, że nie potrafią pokochać dziecka, którego nie spłodzili, to lepiej, żeby na żadnym nie eksperymentowali.
                                  • minniemouse Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 03:01
                                    matylda1001 napisała:
                                    On się chciał ożenić z matką swojego dziecka, i mimo wątpliwości zakładał, że dziewczyna nią jest. Po otwarciu koperty okazało się, że dziewczyna nie jest tą, za jaką uchodziła w jego oczach. Zdradziła go, usiłowała wykorzystać, czy po prostu była słaba z matematyki, tego się nie dowiemy. Faktem jest, że takiej już nie chciał. Moim zdaniem miał rację, związku nie buduje sie na kłamstwie.

                                    niekoniecznie , Matyldo, przeczytaj uwaznie pierwszy wpis:
                                    Po roku przerwy zeszli się ze sobą, znowu razem zamieszkali a siostra wkrótce później zaszła w ciążę.

                                    jezeli wezmiemy pod uwage ze o ciazy mozna sie zorientowac dopiero gdy nie pojawia sie nastepna miesiaczka, to juz mamy uplyniety miesiac i tydzien.
                                    zatem w /g chlopaka para mogla juz byc ze soba smialo miesiac, poltora czasu w ktorym nastapila domniemana zdrada, podczas gdy faktycznie zaplodnienie nastapilo chocby tuz dzien przed decyzja pogodzenia sie i zamieszkania razem. czyli moglo nie byc zadnej zdrady. zalozmy.

                                    ale i tak nie o to chodzi. ja mysle, ze chlopak bardzo dobrze wiedzial ze byl taki wlasnie krotki moment kiedy dziewczyna mogla zajsc w ciaze i z tym i z tym, a mimo to byl gotowy sie z ozenic pod warunkiem ze dziecko okaze sie jego. tylko tyle Matyldo, zwroc uwage ze sam fakt z kim dziewczyna przedtem sypiala mu nie przeszkadzal do zeniaczki - tylko czyje bedzie dziecko. tylko TO.
                                    podam ci taki przyklad Matyldo, abys lepiej zrozumiala.
                                    powiedzmy ze masz w domu od lat piekny antyczny krysztalowy wazon. jestes z niego bardzo dumna, zachwyca cie jego ciecie, kolor, blask, sposob w jakim sie w nim ukladaja kwiaty.
                                    no, po prostu kochasz go smile
                                    pewnego dnia przychodzi do ciebie jakis znawca antykow i mowi, o, Matyldo, widze ze masz prawdziwy Ruski krysztal, no naprawde przepiekny itd itd
                                    ale poniewaz ty bardzo russsskich nie lubisz to z miejsca ten ukochany krysztal przestal ci sie podobac.
                                    w czym tu rzecz? ano jedynie w twojej wlasnej percepcji Matyldo poniewaz sam krysztal pozostaj bez zmian, tak samo piekny przed jak i po oswiadczeniu antykwariusza.
                                    to samo ciecie, ten sam blask, tak samo kwiaty sie ukladaja itd.
                                    na tej samej zasadzie dziewczyna sie nie zmienila, rozumiesz. to on zmienil nagle spojrzenie na nia i to tylko dlatego ze okazalo sie ze dziecko nie jego.
                                    a ja uwazam ze dziecko niczemu niewinne, ze nie trzeba zaraz stawiac sprawy na ostrzu noza,
                                    ona dalej jest jaka byla (patrz: wazon)
                                    Kora mowi bo on chcial "swoje" - pominawszy kwestie ze jakby zaadoptowal to by bylo jego, to nic nie stalo na przeszkodzie aby nastepne byly rzeczywscie biologicznie jego.

                                    Skoro takiego mieć nie mogą, to nie chcą żadnego innego. To bardzo dobra decyzja, bo jeśli zdają sobie sprawę, że nie potrafią pokochać dziecka, którego nie spłodzili, to lepiej, żeby na żadnym nie eksperymentowali.

                                    to inny aspekt, co prawda, i z ktorym niestety zgodzic sie musze. co prawda to prawda.
                                    niemniej jednak zaluje, ze tacy ludzie sa.


                                    Minnie
                                    • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 10:27
                                      Sorry Minnie, ale porównanie dziecka do wazony jest raczej nietrafione...

                                      Dziwię się, ze Ty - kobieta mądra i pewnie także doswiadczona nie umiesz pojąc, że natura niektórych ludzi odrzuca przyjecie cudzego dziecka, jako własnego. Już bez znaczenia jak to prawnie wygladac miałoby, chodzi o przyjecie mentalne: obdarzenie go taką miloscią jak własnego, odczuwanie takiego poczucia odpowiedzialności jak za własne itd. To nie jest niemożliwe, ale nie jest wszystkim dane. Dziecko to właśnie NIE wazon, ze obojętnie w sumie jaki, byle ci się podobał. Dla zobrazowania: wyobraź sobie, że jest ci kompletnie obojętne kto jest Twoja matką - byle jakas miła pani w stosownym wieku. Nie wyobrazasz sobie? No właśnie ...

                                      Wielu ludzi nie jest gotowych na wychowywanie cudzego dziecka. częściej to się uwidacznia u mężczyzn, bo dzieci z reguły częściej pozostają po rozstaniu z drugim rodzicem przy matce. Ta matka jak najbardziej ma szasnę na nowy związek, ale nie z każdym facetem - wielu bowiem nie wyobraża sobie wspólnego mieszkania z cudzym dzieckiem, współwychowywania go siłą rzeczy. tylko, ze jeśli taka kobieta spotyka takiego mezczyzne, to sprawa jest prosta - nie wchodzą w relację zmierzająca ku związkowi i czesc.

                                      A tak całkiem na marginesie Minnie. Zastanawiam się czy pomysłałas o jeszcze jednym aspekcie tej sprawy?
                                      Załozmy, że scenariusz byłby inny, bliższy Twemu widzeniu. Pan nie pyta o badania, uznaje dziecko a priori, ale przecież matka ma świadomość, ze kto inny może być ojcem. Albo pan robi badania, ale wynik go nie zniechęca, uznaje dziecko, żeni się z matką. I niby wszystko ok. No właśnie - niby ...Przecież dziecko ma prawo wiedzie, kto jest jego biologicznym ojcem,. a biologiczny ojciec, ze ma dziecko, prawda? To nie w porządku nie zawiadomić biologicznego ojca ze ma dziecko, nawet jeśli się jest gotowym uznać je za własne! Mogloby być tak, ze pan ekspartner powiedziałby "A mnie to nie interesuje", ale mogłoby być tak, że tez zrobiłby badania i chciał uznac dziecko, jesliby okazało się jego. Myslalas o tym w kontekście tej historii?
                                      • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 18:08
                                        kora3 napisała:

                                        > Sorry Minnie, ale porównanie dziecka do wazony jest raczej nietrafione...<

                                        Minnie chodziło o tę narzeczoną, że ona to niby ten kryształ. No ale tak czy inaczej porównanie ekstremalne.
                                        • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 18:30
                                          no fakt smile tak czy owak porównanie człowieka do wazonu jest ....ekstremalne
                                      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 07:25
                                        kora3 napisała:
                                        Dziecko to właśnie NIE wazon, ze obojętnie w sumie jaki, byle ci się podobał. Dla zobrazowania: wyobraź sobie, że jest ci kompletnie obojętne kto jest Twoja matką - byle jakas miła pani w stosownym wieku. Nie wyobrazasz sobie? No właśnie ...

                                        Koro, ja chyba zaczne walic glowa w mur bo najwyrazniej nie potrafie sie wyslowic. znowu nie zrozumialas nic a nic z moich wywodow.
                                        w ogole nie chodzi o dziecko ani kto mialby byc czyja matka, to nie oni sa wazonem a dziewczyna.
                                        tu chodzi o fakt ze narzeczona na wzor wazonu jest ta sama osoba PRZED i PO, mimo domniemanej zdrady - tak samo wyglada, taki sam ma charakter, tak samo sie ubiera, taki sam wzrost, te same zalety, te same wady, ten sam kolor oczu itd itp itd -po urodzeniu 'nie-biologicznego' dziecka, ona sama NIC SIE NIE ZMIENILA!!!
                                        co sie zmienilo, percepcja samego narzeczonego!

                                        kobieta mądra i pewnie także doswiadczona nie umiesz pojąc, że natura niektórych ludzi odrzuca przyjecie cudzego dziecka, jako własnego.

                                        milo mi bardzo za komplement Koro, dziekuje i wzajemnie smile
                                        i ja pojmuje Koro pojmuje, rozumiem swietnie, ja tylko nie moge sie pogodzic z takim podejsciem.

                                        wyobraź sobie, że jest ci kompletnie obojętne kto jest Twoja matką - byle jakas miła pani w stosownym wieku. Nie wyobrazasz sobie? No właśnie ...

                                        a nienie, gdybym nie miala swojej lub wlasna okrutna, obdarzylabym uczuciem i wdziecznoscia takiego "byle kogo" kto autentycznie darzylby mnie miloscia jak wlasne dziecko.
                                        co nie znaczy ze nigdy nie pragnelabym aby moja matka biologiczna zechciala taka dla mnie byc. to normalne ze sie tego zawsze pragnie,
                                        ale ja jestem realistka Koro, i wiem, ze w zyciu nie zawsze wszystko sie ma co chce,
                                        i matka niebiologiczna ktora autentycznie kocha to skarb jaki nie kazdy ma.

                                        To nie w porządku nie zawiadomić biologicznego ojca ze ma dzie
                                        cko, nawet jeśli się jest gotowym uznać je za własne!


                                        to zalezy. w zasadzie powinno sie, owszem. ale jesli to jest jakis wyjatkowy lajdak,
                                        to nie bo po co komplikowac dziecku zycie.

                                        Minnie
                                        • kora3 Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 09:56
                                          Minnie - nadal się nie rozumiemy. Ja te Twoją niby analogię z wazonem naprawdę rozumiem - tylko popatrz na to z innej strony nieco - masz coś co ci się podoba, niech będzie ten wazon i co uważasz za markowe/cenne, a okazuje się, ze markowe nie jest. Jakie to ma znaczenie skoro wygląda tak samo? Pomijając sytuację, gdy stanowić by to miała dla Ciebie lokatę pieniędzy - żadne.

                                          Ta analogia byłaby całkiem udana, gdyby właśnie szło tylko o ze tak powiem wrazenie wizualnesmile Ale jak wspomniałam - jesliby wazon (jako antyk np.) miał stanowic dla Ciebie lokatę na przyszłość to opinie eksperta mocno by cię rozczarowała prawda? Coz ci z tego, ze wazon wygląda jak zawsze, gdy lokatą już nie jest? No właśnie. Wazonu pewnie nie wywalasz jeśli ci się podoba, ale przestajesz tak o niego dbać i być z nim taka ostrozna - potłucze się to trudno...

                                          Mam nadzieję, ze w miare zrozumiałe wyłożyłam o co chodzi Minnie. Kobieta analogicznie tu do tego wazonu owszem tak samo wygląda itd. , ale w sensie lokaty - nie finansowej tylko życiowej jest już zupełnie inna.
                                          Oczywiście TY możesz mieć przekonanie, że dla CIEBIE nie miałoby znaczenia, ze przyszły mąż/partner ma dziecko/dzieci z innego związku, które ty najlepiej byś uznała za swoje i wspólnie z nim wychowywała. Ja ci wierzę - serio. Ale dla jakiegoś odsetka ludzi, szczególnie już ludzi, którzy sa jeszcze młodzi i nie mają dzieci z innych związków taka sytuacja byłaby nie do przyjęcia. Szzczególnie nie do przyjęcia, gdy znaleźliby się w niej ze tak powiem - z zaskoczenia. Gdy się ludzie poznają i gadają z sobą i okazuje się, ze jedno czy drugie ma/nie ma coś co u drugiej strony wyklucza bliższa relacje, to wszystko dzieje się naturalnie. Ktoś się dowiaduje o tym, wycofuje, faza znajomości jest taka, ze takie wycofanie się nie wymaga nawet wyjaśnień i tyle. Ale co wówczas, gdy ktoś taką cechę eliminującą u drugiego ukrywa?
                                          I tak np. pan po pół roku spotykania się w panią dowiaduje się, ze ona ma dzieci, o których wcześniej nie wspominała, albo pani dowiaduje się, że pan jest po rozwodzie, a wcześniej po tym nie wspominał...Jakieś emocje już sa, być może uczucie i NIBY ta osoba, która wazną sprawę powiedzmy sobie wprost zataiła nadal jest taka sama - ma te same oczka, uszka, charakter i włosy, ale to już NIE JEST osoba, z którą druga strona chce być Minnie.
                                          I tu nie biega nawet o kłamstwo - jeśli ktoś nie pyta, a Ty nie mówisz nawet o czyms ważnym, to przecież NIE kłamiesz zasadniczo! Klamałabyś, gdybyś odpowiedziała nieprawdę, a Ty NIC nie mówiłaś i nie byłas pytana.

                                          Mam nadzieję, ze teraz zrozumiesz mnie już lepiej - poza wyglądem i charakterem ludzie maja jeszcze cały zespół innych cech, a także jakiś bagaż doswaidczeń i określoną sytuację życiową - nie sa właśnie samotnym bytem bez ich otoczki. A w tej otoczce może być coś, co dla danej osoby eliminuje kogoś jako partnera/rke - może to być dziecko z innym partnerem, może to być rozwód na koncie, może to być określony swiatopoglad, może to być wiezenna przeszłość - cokolwiek co komus nie pasuje i gdy wychodzi na jaw nie ma szans na związek.


                                          Co do wątkowej sytuacji i biologicznego ojca. Nie wynika z postów autorki, by jej ekspartner czyli domniemay ojciec dziecka był jakims degeneratem, zatem nie ma podstaw, by chronić dziecko przed nim, a co za tym idzie narzeczony i matka mogliby być razem, ale należałoby ojca biologicznego powiadomić, ze ma dziecko! A on powinien je upewniwszy się ze jego uznac, łozyc na nie i utrzymywać z nim kontakty.
                                          • minniemouse Re: ostre emocje i sv 25.02.15, 09:39
                                            kora3 napisała:

                                            Nie wynika z postów autorki, by j
                                            > ej ekspartner czyli domniemay ojciec dziecka był jakims degeneratem, zatem nie
                                            > ma podstaw, by chronić dziecko przed nim, a co za tym idzie narzeczony i matka
                                            > mogliby być razem, ale należałoby ojca biologicznego powiadomić, ze ma dziecko!


                                            alez i ja nie sugerowalam wcale zeby nie, po prostu rozwinal sie podwatek to poprowadzilam dalej teoretycznie.

                                            tylko popatrz na to z innej strony nieco - masz coś co ci się podob
                                            > a, niech będzie ten wazon i co uważasz za markowe/cenne, a okazuje się, ze mark
                                            > owe nie jest. Jakie to ma znaczenie skoro wygląda tak samo? Pomijając sytuację,
                                            > gdy stanowić by to miała dla Ciebie lokatę pieniędzy - żadne.


                                            tak, tylko to by dotyczylo dziecka raczej, natomiast nie pasuje do matki, bo matka dalej jest "antykiem" -przed i po, Koro, jest taka sama. i jak Baba przedtem napisala, jakby on naprawde matke kochal, to by mu taki "falsyfikat" w postaci niebiologicznego potomka az tak bardzo nie przeszkadzal.
                                            ale Ok rozumiem o co ci chodzi.

                                            Minnie
                                            • kora3 Re: ostre emocje i sv 25.02.15, 09:58
                                              minniemouse napisała:
                                              >
                                              > alez i ja nie sugerowalam wcale zeby nie, po prostu rozwinal sie podwatek to
                                              > poprowadzilam dalej teoretycznie.


                                              Dobrze, dobrze Minnie, tylko już nie teoretycznie, a praktycznie to taka sytuacja oznacza, ze bilogiczny ojciec będzie zawsze już obecny w życiu dziecka i jego matki, co dla maeza matki może być przyznasz mało komfortowe.

                                              >
                                              > tak, tylko to by dotyczylo dziecka raczej, natomiast nie pasuje do matki, bo ma
                                              > tka dalej jest "antykiem" -przed i po, Koro, jest taka sama. i jak Baba przedt
                                              > em napisala, jakby on naprawde matke kochal, to by mu taki "falsyfikat"
                                              > w postaci niebiologicznego potomka az tak bardzo nie przeszkadzal.
                                              > ale Ok rozumiem o co ci chodzi.


                                              No nie Minnie - człowiek mający dziecko, to nei taki sam człowiek, jakim był bez dziecka
                                              >
                                              > Minnie
                                              • minniemouse Re: ostre emocje i sv 25.02.15, 23:38
                                                kora3 napisała:
                                                a praktycznie to taka sytuacja oznacza, ze bilogiczny ojciec będzie zawsze już obecny w życiu dziecka i jego matki, co dla maeza matki może być przyznasz mało komfortowe.

                                                no niestety, ale tak to jest jak sie bezmyslnie narobi dzieci...

                                                Minnie
                                                • kora3 Re: ostre emocje i sv 26.02.15, 06:12
                                                  tyle, ze ten pan nie narobił, wiec ...
                                                  • minniemouse Re: ostre emocje i sv 26.02.15, 09:26
                                                    tyle, ze ten pan nie narobił, wiec ...

                                                    albo gadasz o d..e, albo o trupie Koro, jak ci pasuje tak skaczesz z tematu na temat.
                                                    badzzez z raz konsekwentna. albo ojciec biologiczny ma dziecko albo nie.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: ostre emocje i sv 27.02.15, 07:44
                                                    Biologiczny ma, ale mowa była chyba o panu co zostawił pania z racji, ze wazonem nie była już tak kryształowym smile
                                    • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 19:01
                                      minniemouse napisała:

                                      >ezmiemy pod uwage ze o ciazy mozna sie zorientowac dopiero gdy nie pojawia sie nastepna miesiaczka, to juz mamy uplyniety miesiac i tydzien.<

                                      Skąd Ci sie to wzięło? mam Cie uczyc na stare lata? jaki miesiąc i tydzień? Owulacja występuje na 14 dni przed spodziewaną miesiączką. Jeżeli nie nastąpi zapłodnienie, to po 14 dniach pojawi się miesiączka. Jeżeli nastąpi zapłodnienie, to 14 dni + niech będzie jeszcze 7 dni strachu. Trzy tygodnie i wszystko wiadomo.

                                      > ja mysle, ze chlopak bardzo dobrze wiedzial ze byl taki wlasnie krotki moment kiedy dziewczyna mogla zajsc w ciaze i z tym i z tym,<

                                      No jasne, stąd jego wątpliwości.

                                      > a mimo to byl gotowy sie z ozenic pod warunkiem ze dziecko okaze sie jego<

                                      No właśnie, właśnie! O tym tu piszę od kilku dni, a Ty udajesz, że nie rozumiesz. Gotów był się ożenić z matką SWOJEGO dziecka.

                                      >podam ci taki przyklad Matyldo, abys lepiej zrozumiala<

                                      Nie jest to przykład najlepszy, a nawet zły, bo niczego nie przybliża, nie wyjaśnia.

                                      > na tej samej zasadzie dziewczyna sie nie zmienila, rozumiesz. to on zmienil nagle spojrzenie na nia i to tylko dlatego ze okazalo sie ze dziecko nie jego.<

                                      Tylko tyle, że dziecko nie jego? naprawdę uważasz, że to fakt bez znaczenia? może to, że go zdradziła albo celowo wprowadziła w błąd też nie powinno mieć znaczenia? A jeśli twierdzisz, że dziewczyna sie nie zmieniła, to tym gorzej dla niego. Skoro w dalszym ciągu miałaby byc taka "uczciwa" względem niego, to jako żona mogłaby mu fundować takiego paczworkowego potomka co roku, a on z wszystkich by się cieszył.

                                      > to inny aspekt, co prawda, i z ktorym niestety zgodzic sie musze. co prawda to prawda.<

                                      W takim razie spróbuj zrozumieć tego człowieka.
                                      • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 19:19
                                        matylda1001 napisała:
                                        >
                                        > Skąd Ci sie to wzięło? mam Cie uczyc na stare lata? jaki miesiąc i tydzień? Owu
                                        > lacja występuje na 14 dni przed spodziewaną miesiączką. Jeżeli nie nastąpi zapł
                                        > odnienie, to po 14 dniach pojawi się miesiączka. Jeżeli nastąpi zapłodnienie, t
                                        > o 14 dni + niech będzie jeszcze 7 dni strachu. Trzy tygodnie i wszystko wiadomo


                                        Matyldo, sorry, ale nie masz racji. U pewnej części kobiet krwawienie miesięczne pojawia się MIMO ciąży. na ogół jest bardziej skape i krótsze, niż normalna miesiączka, ale jeśli kobieta w ogóle ma niezbyt obfite miesiączki to może to być dla niej niezauważalne. Moja siostra była pewna, ze zaszła w ciąże będąc w niej już miesiąc. Wczesniej miesiączke miała. mAło tego - lekarz (!!!) ordynator oddziału w sporym szpitalu AKADEMICKIM nie zorientował się w sytuacji i termin porodu wyznaczył o około miesiąc za wcześnie. Sprawa wyglądała tak, że ona przyszła, powiedziała, ze starają się o dziecko i jej się ok. tyg. spóźnia miesiączka. Robiła test domowy, wyszo, ze jest w ciąży. Lekarz jej nie badał, bo tak małej ciązy się nie wybada. Zlecił test z krwi, wyszedł pozytywny. Potwierdził, ze siostra jest w ciązy, zlecił kolejne badania (tokso, HIV i te tam inne ciązowe), przykazał dbac o siebie i skasował 250 zetasmile. Siostra badania zrobiła, ale żadne z nich przecież nie wskazuje na wiek ciązy,. Dla mnie to szok, ordynator, duzy szpital akademicki ...Przecież chyba stezenie hormonów w teście z krwi bodaj sugeruje wiek ciązy! jest róznica pomiędzy 1-2 , a 5-6 tygodniem. Poza tym ok - może przeoczył to stężenie, ale przecież potem była badana! Wielokrotnie przez TEGO lekarza i nadal nie wyczaił, ze ciąza jest miesiąc wyższa? tak czy owak - tak było. Tu nie było wątpliwości kto jest ojcem, ale taka sytuacja się zdarzyla.
                                        > .
                                        • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 20:57
                                          kora3 napisała:

                                          >Matyldo, sorry, ale nie masz racji. U pewnej części kobiet krwawienie miesięczne pojawia się MIMO ciąży<

                                          To niemożliwe, Koro, i z całą (zawodową) odpowiedzialnością zapewniam Cię, że wiem, co piszę. To, co zdarzyło się siostrze, to najprawdopodobniej plamienie implantacyjne, które przez nią zostało potraktowane jako miesiączka, i taką informację przekazała lekarzowi. Zjawisko jest rzadkie i polega na tym, że natychmiast po zapłodnieniu, macica przygotowuje sie na przyjęcie zarodka. Następuje znaczne przekrwienie błony śluzowej macicy. Implantacja zarodka następuje około 5 - 8 dni po owulacji. Jeżeli zarodek, szukając sobie miejsca, natrafi na naczynko krwionośne i je uszkodzi, następuje krwawienie. Krwawienie to przeważnie jest niezbyt obfite i trwa krócej niz miesiączka. Gdybyś zapytała siostrę (jeśli jeszcze pamięta), to powiedziałaby Ci, że ta "ostatnia miesiączka" wystąpiła kilka dni wcześniej niż powinna i była mniej obfita niż zazwyczaj. Lekarz wyznaczył termin porodu na podstawie wywiadu i tego się trzymał. Popełnił klasyczny błąd - zaufał pacjentce smile Gdyby zbadał siostrę w czasie tej pierwszej wizyty, to by zauważył, że z tą "miesiączką" coś nie tak. Już do końca ciąży nic nie było tak miarodajne, jak to pierwsze (stracone) badanie, a jeśli ciąża była prawidłowa, to lekarz nie wnikał w szczegóły. Siostra mogła usłyszeć, że dziecko będzie duże, i tyle.
                                          Ani kolejne USG, ani badanie poziomu hormonów nie zawsze potwierdzi rzeczywisty wiek ciąży.
                                          • kora3 Re: ostre emocje i sv 23.02.15, 21:55
                                            matylda1001 napisała:
                                            Gdybyś zapytała siostrę (jeśli je
                                            > szcze pamięta), to powiedziałaby Ci, że ta "ostatnia miesiączka" wystąpiła kilk
                                            > a dni wcześniej niż powinna i była mniej obfita niż zazwyczaj.


                                            Widzisz Matyldo, rzecz w tym, ze moja siostra zawsze miała nieregularne cykle (regulowały się tylko przy tabsach, a te przecież odstawiła chcąc zajść w ciąze), wiec trudno byłoby jej powiedzieć, czy była ta niby jak się okazuje smile miesiączka kilka dni wcześniej niż zwykle, bo "zwykle" u niej mogło oznacza co 25, albo co 33 dni a to rozbieżność spora, przyznasz.

                                            Co do obfitości, jak pisałam wcześniej - wcale nie tak małemu odsetkowi się to zdarza, to krwawienie o którego mechanizmie mnie teraz oświecilas i zwykle jest mniej obfite, niż normalna miesiączka, tylko, ze jeśli kobieta ma z natury miesiączki raczej skąpe (jak moja siostra), to może tej zmniejszonej obfitości nie zauważyć i wziąć to za miesiaczke.
                                            Lekarz moim zdaniem popełnił błąd klasyczny, bo jednak powinien zbadac, bo nawet jeśli ciąża byłaby bardzo niska i nie sposób byłoby jej wybadać, to zobaczyłby czy wszystko ok np. ułożenie macicy, stan szyjki itd. Gdyby zbadał to mam nadzieje połapałby się, ze ciąza jest wyzsza niż wynika z deklaracji pacjentki.
                                            • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 00:03
                                              kora3 napisała:

                                              > Lekarz moim zdaniem popełnił błąd klasyczny, bo jednak powinien zbadac, bo nawet jeśli ciąża byłaby bardzo niska i nie sposób byłoby jej wybadać, to zobaczyłby czy wszystko ok np. ułożenie macicy, stan szyjki itd. Gdyby zbadał to mam nadzieje połapałby się, ze ciąza jest wyzsza niż wynika z deklaracji pacjentki. <

                                              Oczywiście, ale u nas wszystko dzieje się w pośpiechu, nawet za 250zł wink
                                              • kora3 Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 11:02
                                                No tak ...

                                                ale teraz w odniesieniu do sytuacji wątpliwości co do ojcostwa - przyznajesz, ze taka historia może się przytrafić - kobieta może wziąć to krwawienie za miesiączke, lekarz może zaniedbać badanie i już masz sytuację taką, ze ciąża jest w oczach wszystkim o miesiąc "młodsza", niż serio jest. W zyciu róznie się układa i ciąze nie zawsze sa planowane przecież, a rozstanie z kimś, by być z kims innym nie jest wcale rzadkie. Jeśli tak było w przypadku siostry autorki watku, ze poszuciła partnera dla dawnego narzeczonego, to nic dziwnego, ze poszła z tymze narzeczonym do łozka, wszak nie był to ledwie znany kolo z klubu, do którego po imprezie dała się zaprosić "na herbate". Nie miała swiadomosci, ze jest w ciązy itd.
                                                • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 23:37
                                                  kora3 napisała:

                                                  > ale teraz w odniesieniu do sytuacji wątpliwości co do ojcostwa - przyznajesz, ze taka historia może się przytrafić <

                                                  Może, oczywiście, ale myślę, że w takiej sytuacji narzeczony tym bardziej byłby przekonany, że to jego dziecko. Skoro ciążą młodsza o miesiąc, to znaczy, że zaistniała w czasie, gdy dziewczyna była już z nim.
                                                  • kora3 Re: ostre emocje i sv 25.02.15, 07:15
                                                    Może narzeczony tez zetknął się/słyszał o takim przypadku, jak u mojej siostry (nie sa wcale to przypadki takie rzadkie) i stąd miał wątpliwości? A może było tak, ze pani rozstała się z ekspartbnerem z dnia na dzień i zaczęła być od razu z narzeczonym? Wówczas prawdopodobieństwo, że każdy z nich może być ojcem było 1:2
                                      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 06:54
                                        matylda1001 napisała:
                                        Skąd Ci sie to wzięło? mam Cie uczyc na stare lata? jaki miesiąc i tydzień?

                                        Ano, czytaj uwaznie - od ostatniej miesiaczki do tej nastepnej uplynal miesiac i tydzien lub dwa. co innego ile dokladnie ciaza trwa.

                                        Minnie
                                        • minniemouse Re: ostre emocje i sv 24.02.15, 06:59
                                          ps
                                          plus, ze nie wspomne iz poprzednia "miesiaczka" tez mogla byc tylko krwawieniem ciazowym
                                          mylnie wzietym za miesiaczke smile

                                          tak przy okazji, 1 na 2.500 kobiet w ogole nie wie ze jest w ciazy az do dnia porodu.
                                          moze miec takich regularnych krwawien ze 6 w ciazy, co dodatkowo ja myli przez pierwsze 6 mies ciazy.
                                          kopania dziecka nie czuje ze wzgledu na inne (frontowe) ulozenie macicy. lekkie ruchy plodu tlumaczy sobie gazami. rzadkie, ale mozliwe.

                                          M.
                      • baba67 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:02
                        Mnie sie styl podoba-moja szkola.Niemniej racja jest po Twojej stronie.
                        Nawet jesli pani byla wierna aktualnemu partnerowi a ciaza sie okazala na tyle pozno ze szczerze wierzyla ze dziecko jest narzeczonego ,narzeczoy wciaz mial prawo postapic jak postapil.
                        Osobisciej jednak gdybym sama uslyszala od narzeczoego ze jesli dziecko nie bedzie jego to sie rozstana nie chcialabym kontynuowac tego zwiazku bo zawsze mialam wysokie standardy a taka postawa swiadczylaby ze sie pomylilam.
                    • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 06:05
                      minniemouse napisała:
                      >
                      > nie obowiazek, ale tez nie odrzucac z miejsca. nie zapierac sie. nie stawiac te
                      > go za punkt honoru, za jakas bariere nie do pokonania a nawet za cos waznego. b
                      > o to jest w gruncie rzeczy niewazne.


                      Może dla Ciebie to nie jest ważne, a dla kogos ważne jest! Piszesz o tym tak lekko, jakby wychowanie dziecka, uznanie je za własne było takie proste. Ciekawe zatem dlaczego procedury adopcyjne są takie długie i skrupulatne.
                      >
                      > a szczegolnie wspolczuje dzieciom ktore, niczemu niewinne, sa odrzucane, bo "n
                      > ie jego".


                      Ok - zatem dziecko może na ulicy zaczepić dowolnego faceta i zaczc mu mówic "tato" a on powinien uznac je za swoje, bo inaczej je odrzuca?smile

                      >
                      > ale nie taka ktora jest dobra dopoki nadaje sie bo nie ma dziecka, ale w
                      > ciazy/ z dzieckiem to nie - tak, Koro?


                      Nie bardzo rozumiem Minnie. Dla mnie np. mój partner jest dobry w takim ze tak powiem stanie dzieciowym, w jakim jest. Ma dwoje dzieci dorosłych, wiedziałam o tym wiaząc się z nim. Gdyby mi teraz oznajmił, ze "dorobił" sobie jakieś dziecko to nie, nie byłby dobry, rozstalibyśmy się.

                      > jak ma dziecko to juz nie, juz sie nie nadaje, poszla won z tym brzuche
                      > m


                      Nie, dlaczego won - do faceta którego dziecka oczekuje. Tu zresztą o ile zrozumiałam dziecko już jest na swiecie.

                      > a potem bachorem, no bo On przeciez nie bedzie cudzego wychowywal, tak?

                      Minnie, nie bachorem, ale TAK - ktoś ma prawo nie chcieć wiązać się z kims kto ma dziecko z kims innym. To naprawdę dziwne dla Ciebie?

                      > a nawet swojego, bo On przeciez chce zalozyc zwiazek z inna kobieta, hmmm.
                      > I wtedy "sama sobie winna".


                      No tu akurat, to tak - sama sobie winna pani. Jeśli się sypia w nieodległym czasie z dwoma panami, to nalezało zadbac o antykoncepcję, żeby później nie mieć takich sytuacji.

                      > Czyli, kazda dobra poki w ciaze nie zajdzie, pan sobie laskawie pobzykal poki
                      > mu pasowalo,
                      > a jak problem,
                      > to juz nie jego a tylko i wylacznie jej. niech sobie teraz glupia dziwka radzi


                      .
                      > zaiste, boska mentalnosc
                      ..


                      Minnie, ale to jakas przepraszam Twoja interpretacja. Sprawa jest dla mnie prosta. Narzeczony tej pani chciał wziąć za dziecko odpowiedzialność, jeśli owo dziecko okaze się jego potomkliem - całkiem normalna postawa. Nie miał zadnego obowiązku wiazac się z matka i uznawać dziecka, które nie okazało się być jego dzieckiem. Sprawę stawiał od początku jasno z tego co zrozumiałam z postu założycielskiego. Mogłby związać się z matka i uznac dziecko za swoje, gdy okazało się nie jego, ale wcale nie musiał Minnie. Nie miał takiego obowiazku także moralnego, mimo, ze także współżył z ta panią.
                      Natomiast aktualnie domniemamy ojciec ma wątpliwości, czy nim faktycznie jest, które są uzasadnione. Jeśli jednak jest tym ojcem, to sąd nakaze mu administracyjnie uznac dziecko, matka zdecyduje czy będzie nosiło jego naziwsko, czy jej, czy tez oba i zobowiaze go do płacenia alimentów. Jak będzie się układac relacja ojca z dzieckiem to już czas pokaze.
                      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:41
                        kora3 napisała:
                        No tu akurat, to tak - sama sobie winna pani. Jeśli się sypia w nieodległym czasie z dwoma panami, to nalezało zadbac o antykoncepcję, żeby później nie mieć takich sytuacji.


                        zartowac raczysz Koro.
                        ON tez mogl zadbac. to jest wlasnie ta 50-50 odpowiedzialnosc o ktorym zapominasz Koro.

                        Gdyby mi teraz oznajmił, ze "dorobił" sobie jakieś dziecko to nie, nie byłby dobry, rozstalibyśmy się.

                        Ale to ty wtedy jestes ta druga bez dziecka, zauwaz.
                        ale tak notabene, cos latwo ci przyszlo z niego zrezygnowac.

                        Sprawa jest dla mnie prosta. Narzeczony tej pani chciał wziąć za dziecko odpowiedzialność, jeśli owo dziecko okaze się jego potomkliem - całkiem normalna postawa.
                        Nie miał takiego obowiazku także moralnego, mimo, ze także współżył z ta panią.
                        Natomiast aktualnie domniemamy ojciec ma wątpliwości, czy nim faktycznie jest,
                        które są uzasadnione Jeśli jednak jest tym ojcem, to sąd nakaze mu administracyjnie uznac dziecko, Jak będzie się układac relacja ojca z dzieckiem to już czas pokaze.


                        i w tym drugim przypadku ani slowa o relacji matki z ojcem, oczywscie, a ani w jednym ani drugim ani slowa o tym ze jak dwoch z nia spalo to bylo dobrze a jak jest dziecko to obydwaj nogi w troki zwinelo i poszli.. i znowu to kobieta zostala sama dzieckiem ale hej, kto sie bedzie tym przejmowal. sama sobie winna, nie?

                        Minnie
                        • baba67 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 08:50
                          Pani jest o tyle sama sobie winna (psychologicznie) ze wybiera nieciekawych partnerow zyciowych.Przy zalozeniu ze w rzeczy samej mimo szybkosci zmian byla wierna aktualnemu partnerowi. Bo jesli nie byla (wciaz nie wiem) to jest sama sobie winna bo oszukiwala i kombinowala.
                          Minely juz czasy kiedy dziecko to byl "klopot" kobiety idlatego malzentwo mialo taka wage.
                          • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:13
                            baba67 napisała:

                            Pani jest o tyle sama sobie winna (psychologicznie) ze wybiera nieciekawych partnerow zyciowych.

                            a to jest cos z czym sie 100% zgadzam,

                            i nawet z tym:
                            Bo jesli nie byla (wciaz nie wiem) to jest sama sobie winna bo oszukiwala i kombinowala.

                            bo to nie ma nic do rzeczy z chceniem/ niechceniem dziecka per se, antykoncepcja i cala ta reszta.

                            Minely juz czasy kiedy dziecko to byl "klopot" kobiety idlatego malzentwo mialo
                            taka wage.


                            tu juz nie, - dalej jest Babo bo jakby nie bylo klopotem to narzeczony by sie ozenil i tyle.
                            po prostu fakt bycia panna z dzieckiem przestal byl klopotem, samo dziecko jak widzisz dalej jest.

                            Minnie
                            • baba67 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:18
                              No prawda, alenieslubnedziecko nie jest juz rodzajem wyroku jak kiedys kiedy to niezamozne panny w ciazy rzucaly sie z mostu lub pily esencje octowa.
                          • kora3 Babo - mam pytanie 22.02.15, 11:17
                            Pozwole sobie zapytać Cię o coś. W kontekście tego, że pani wybiera nieciekawych panów...Ok, narzeczony ma zasadę, ze nie będzie się wiazał z kobietą mającą dziecko z kims innym. Mam wrazenie, ze pani o tej zasadzie wiedziała wcześniej. Zasada sama w sobie nie jest dobra, ani zła- jest neutralna moralnie. Ktoś inny ma zasadę, że nie związałby się z osobą, która nie może/nie chce zawrzeć ślubu sakramentalnego, a jeszcze ktoś inny, że nie związałby się z osobą bezpłodną itd.

                            Natomiast moje pytanie dotyczyć będzie 2 pana, którego także oceniłaś jako "nieciekawego" jak rozumiem. Otóż o ile mnie pamięc nie zawodzie masz syna, prawda? No to wyobraź sobie hipotetyczną sytuację: Twój syn jest związany z jakąś panną, która wcześniej była z innym - normalna sytuacja. Trwa to ok. roku i związek syna się rozpada (nie wiemy jak, czy panna porzuca go dla byłego narzeczonego, czy inaczej się to "rozchodzi", grunt, że się rozstają). Syn to przezywa (o ile został porzucony), albo nie (o ile sam chciał rozstania), ale tak czy owak chce sobie ułozyc zycie na nowo, no i jest z inna panną - planują slub. O byłej wie, ze wróciła do dawnego narzeczonego, spodziewają się dziecka. No i nagle tak mniej więcej po koło roku od rozstania owa dziewczyna była pojawia się i mówi Twemu synowi, że to on jest ojcem jej dziecka. Tu zostawmy na chwilę syna, przejdźmy do Ciebie. Co robisz? Załozmy, ze syn Ci się z tego zwierza i co? Mowisz mu: synu, pędem do USC uznac dziecię, aktualną narzeczoną przeproś i nie wołaj o zwrot pierścionka, a ja będziesz w USC zaklep date slubu z byłą?
                            Czy może raczej: synu, skoro pytasz o radę, to radziłabym ci sprawdzić, czy to dziecko rzeczywiście jest twoje. Bo może być, ale może i nie być, wcześniej miało być na bank narzeczonego twej byłej. Nie chce być niesprawiedliwa, ale też pewności mieć tu nie można. Na Twoim miejscu wykonałabym badania DNA, żeby pewność mieć i to najlepiej z udziałem sadu, żeby nie było możliwości zakombinowania. No i musisz porozmawiać niezwłocznie ze swoja narzeczoną, powiedzieć jej o sytuacji, bo ma prawo wiedzieć i zdecydować co dalej, jeśli dziecko okaze się Twoje?

                            Która opcja Babo? Jka znam Ciebie i Twój rozsądek - druga. Zgadlam? Jeśli tak, to co jest nieciekawego w tym ekspartnerze?
                            • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 12:43
                              Nieciekawy pan nie dlatego ze nie chce wychowywac cudzego dziecka zeby jasnosc byla. napisalam kilkakrotnie ze rozumiem taki wybor i od czci i wiary nie odsadzam.
                              Ale byc w bliskim zwiazku przez kilka miesiecy na zasadzie "nie ufam ci i nie wiem jak bedzie , wszystko zalezy od testow twoje samopoczucie nic mnie nie obchodzi'.Poziom wrazliwosci zaby ale pewnie sie ze mna nie zgodzisz bo to przeciez normalne w tym Twoim dziwnym swiecie gdzie sie seks wymusza szantazem i nie chodzi o dzialanosc przestepcza.
                              Pan nr 2 czyli ojciec wlasciwy-nie ma klasy za grosz. Oczywiscie ze nie ma obowiazku w takiej sytuacji wierzyc,prosba o zrobienie testow potwierdzajacych nie zburwersowalaby mnie w zadnym razie ale DO SADU? Po co?pani nie chce robic testow i trzeba ja do tego zmuszac? No chyba nie-jaki by miala w tym interes? Pan zwyczajnie zachowuje sie jak 9 latek ktoremu kaze sie posprzatac pokoj(powiem babci ze sie nade mna znecasz psychicznie smile. Dorosly facet tak nie reaguje.
                              • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 13:01
                                baba67 napisała:

                                > Ale byc w bliskim zwiazku przez kilka miesiecy na zasadzie "nie ufam ci i nie
                                > wiem jak bedzie , wszystko zalezy od testow twoje samopoczucie nic mnie nie obc
                                > hodzi'.Poziom wrazliwosci zaby ale pewnie sie ze mna nie zgodzisz


                                babo, rzecz w tym, ze oani o tym wiedziała, o tej zasadzie o tej nieufności także i godziła się na to. Ja bym z gościem nie była gdyby mi postawił taki warunek, także wówczas, gdy okzałby się ojcem dziecka. A wiedziałabym, czy się okazał, bo nie mając sama pewności na pewno zrobiłabym testy - sama, dla siebie i dziecka.

                                bo to przecie
                                > z normalne w tym Twoim dziwnym swiecie gdzie sie seks wymusza szantazem i nie c
                                > hodzi o dzialanosc przestepcza.


                                Babo, jak Ty przekręcasz. Chwilami złosliwosc zasłania ci nie tylko SV, ale i pamięcsmile Pisałam ci to już kilka razy: nie seks był wymuszany szantażem, tylko trwanie w tym układzie. I wiem to, bo jak wspomniałam, pani w akcie desperacji wysłała mi i nie tylko korespondencję obojga, w tym także to, jak się gościu miksować z układu chciał i czym mu groziła. Samobójstwem także dla ścisłości dodam, a także tym, ze zabije swoje dzieci, a potem siebie. Kobieta była obsesyjnie zaangażowana emocjonalnie. Gdyby szło tylko o uzupełnienie braków seksie małżeńskim odpusciłaby i znalazła do łozka kogos innego, a nie tak ponizała.


                                > Pan nr 2 czyli ojciec wlasciwy-nie ma klasy za grosz. Oczywiscie ze nie ma obow
                                > iazku w takiej sytuacji wierzyc,prosba o zrobienie testow potwierdzajacych nie
                                > zburwersowalaby mnie w zadnym razie ale DO SADU?


                                A pomysłałas o tym, ze może gośc nie ufa kobiecie teraz i chce badań zleconych przez sad, żeby mieć absolutna pewność?

                                Po co?pani nie chce robic te
                                > stow i trzeba ja do tego zmuszac? No chyba nie-jaki by miala w tym interes? Pa
                                > n zwyczajnie zachowuje sie jak 9 latek ktoremu kaze sie posprzatac pokoj(powiem
                                > babci ze sie nade mna znecasz psychicznie smile. Dorosly facet tak nie reaguje.


                                Ale jak nie reaguje? Nie chce dorosły sprawdzić? Ja na jego miejscu bym chciał i to tak, by było to pewne.
                                • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 13:38
                                  Wiedzialam ze pojmiesz i zaakceptujesz cos co dla mnie jest nie do pojecia ani do zaakceptowania. Pan postawil sprawe uczciwie ale o prawdziwej milosci mowy byc ie moze.
                                  No nie ufal i ja to rozumiem . Zwykle testy nie wystarcza?Uwazal,ze pani przekupi personel?
                                  To juz paranoja a nie zwykly brak zaufania.
                                  Korciu Twoj byly uprawial seks (bo uklad nie polegal na glaskaniu po glowce i poklepywaniu po pleckach) z pania niezrownowazona psychicznie bo byl szantazowany (albo byc szantazowanym bylo mu milo i wygodnie-jak w dowcipie o gwalconej babci),Zamiast zawiadomic meza i pomyslec o leczeniu psychiatrycznym (przymusowym wobec takich grozb ) pan uprawial radosne bzykanko z w/w pania. Maz moglby zabezpieczyc dzieci ale jesli boi my sie dostac w morde ...no to jestesmy makaronem weganskim.I Korcia nas nie chce bo nieglupia.
                                  • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 14:13
                                    baba67 napisała:

                                    > Wiedzialam ze pojmiesz i zaakceptujesz cos co dla mnie jest nie do pojecia ani
                                    > do zaakceptowania. Pan postawil sprawe uczciwie ale o prawdziwej milosci mowy
                                    > byc ie moze.


                                    Babo, ale pani o tym WIEDZIAŁA i poszła na to.

                                    > No nie ufal i ja to rozumiem . Zwykle testy nie wystarcza?Uwazal,ze pani przek
                                    > upi personel?
                                    > To juz paranoja a nie zwykly brak zaufania.


                                    Ponizej Agulha pisze do Ciebie - wykonane prywatnie badania sa bardziej narażone na pomyłke, albo ewentualny szwindel, a uznanie ojcostwa jest nieodwracalne, nawet jeśli później męzczyzna dowie się, ze ojcem nie jest.

                                    > Korciu Twoj byly uprawial seks (bo uklad nie polegal na glaskaniu po glowce i p
                                    > oklepywaniu po pleckach) z pania niezrownowazona psychicznie bo byl szantazowan
                                    > y


                                    Nie tylko uprawiał seks, spotykał się z nią przede wszystkim - o ile wiem, a wiem z obu stron wątek seksualny był tu wątkiem pobocznym. Ja wiem, ze ty nie umiesz tego pojac - kochanka/kochanek kojarzą Ci się tylko z kimś zaspakajającym seksualnie. Czasem tak jest, ale wcale nie zawsze, ani też wcale nie tak często. Pisałam Ci już kiedyś - często romans i zdrada to nie jest przyczyna rozpadu związku, tylko skutek oddalenia albo kryzysu. Człowiek nie czuje się w związku spełniony, brak mu np. zainteresania partnera, czułości itd. Nie wskazuje zaraz z kims do łozka, tylko tworzy z kims z kim romansuje więź emocjonalną. Bo ta osoba daje jej/ jemu to, czego w związku brakuje. Seks jest konsekwencją tej wiezi, a nie przyczyną.

                                    (albo byc szantazowanym bylo mu milo i wygodnie-jak w dowcipie o gwalconej ba
                                    > bci),Zamiast zawiadomic meza i pomyslec o leczeniu psychiatrycznym (przymusowym
                                    > wobec takich grozb ) pan uprawial radosne bzykanko z w/w pania.


                                    Babo, nie można w naszym kraju nikogo zmusic do leczenia psychiatrycznego. Ja to chyba wiem najlepiej, nie sądzisz? smile A ja byłam osobą bliską w swietle prawa - zona. jak miał to zrobić kochanek bedacy oficjalnie kolegą z pracy? Administracyjnie może zmusić sad, ale tylko w przypadku popełnienia czynu wskazującego na odchył.
                                    zresztą o ile pamięta, to z tej korespondencji wynikało, ze ostatnie tygodnie przed rozesłaniem tego ich pisania to było takie szarpanie się - ona nalegała na spotkanie, on nie chciał, ona groziła czym popadnie, on się zgadzał ale w miejscu publicznym i usiłował tłumaczyć kobicie, ze romans się skończył. Nie mógł się przed nia "schować", bo przecież pracowali w jednej firmie - jak nie odbierał prywatnej komóry, to dzwoniła na sekretariat i prosiła o połaczenie z nim, a sekretarka łączyła. O tym też było w tych mailach. A także o tym, ze on chciał wyjechać na trochę, żeby się od niej uwolnić. I faktycznie namawiał mnie na wyjazd na 2 tyg. wówczas, ale ja z racji pracy wówczas nie mogłam.


                                    Maz moglby zab
                                    > ezpieczyc dzieci ale jesli boi my sie dostac w morde ...no to jestesmy makarone
                                    > m weganskim.I Korcia nas nie chce bo nieglupia.


                                    Wiesz, jak wspomniałam - w morde się nie bał dostać, bo per saldo, gdyby doszło faktycznie do bójki (acz nie doszło podczas spotkania panow), to obity miał większe szanse zostać mąż pani, z racji po prostu warunków fizycznych. Jednakowoz ja tego pana meza (znałam go jako mezatej pani) nie podejrzewam w ogóle o mordobicie.
                                    • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 14:34
                                      Nawet jesli ktos grozi ze zabije dzieci? I jest to na pismie czy nagrane?
                                      Skoro sie spotykal miejscu publicznym tylko po tym kiedy zaczely sie szantaze to znaczy ze nie bylo juz zadnego zwiazku.Twoj facet usilowal sie uwolnic od namolnej BYLEJ kochanki co wypisujesz ze nie mogl skonczyc relacji bo byl szantazowany? Skonczyl.
                                      I nie rob za mnie wiekszego mohera niz jestem.Jajeczko nie moze byc czesciowo nieswieze. Bliskie relacje miedzy osobami plci obojga mozna podzielic jasno-te z bzykaniem i bez nazywane przyjaznia.Nie sadze zebys miala cos przeciw przyjazni. Gdyby ten seks byl taki poboczny to relacja przerodzilaby sie w przyjacielska bez zadnego problemu .Ktora kobieta grozi ze sie zabije bo ktos nie chce sie z nia juz przyjaznic? Co za problem przyjaznic sie z kolezanka z pracy?
                                      • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 15:18
                                        baba67 napisała:

                                        > Nawet jesli ktos grozi ze zabije dzieci? I jest to na pismie czy nagrane?

                                        no było w tych mailach.

                                        > Skoro sie spotykal miejscu publicznym tylko po tym kiedy zaczely sie szantaze
                                        > to znaczy ze nie bylo juz zadnego zwiazku.Twoj facet usilowal sie uwolnic od n
                                        > amolnej BYLEJ kochanki co wypisujesz ze nie mogl skonczyc relacji bo byl szanta
                                        > zowany? Skonczyl.


                                        No widzisz, ale on wciąż nalegała na te spotkania, nawet w miejscach publicznych. Kiedy się na nie nie godził wyprawiała cyrki. Te maile rozesłała, gdy definitywnie spotkawszy się z nią w pracy powiedział, ze to koniec i udał się po tejze pracy do domu, gdzie wyłączył komórki i nie odbierał maili. To było przed weekendem i kobitka szału dostała - 2 dni bez moizliwosci kontaktu. Mogła teoretycznie zadzwonić do mnie i poprosić go do tel. ale pewnie liczyła się z tym, ze może mnie poprosić żeby mówić, ze go ni ma smile I poprosił - sklamal, ze się z nią pozarł w pracy o poważną sprawę i nie chce z nia gadać, póki nie ochłonie z nerwów, wiec gdyby dzwoniła, to jego nie ma w pobliżu mnie.

                                        > I nie rob za mnie wiekszego mohera niz jestem

                                        Nie rozumiem - serio.

                                        .Jajeczko nie moze byc czesciowo
                                        > nieswieze. Bliskie relacje miedzy osobami plci obojga mozna podzielic jasno-te
                                        > z bzykaniem i bez nazywane przyjaznia.Nie sadze zebys miala cos przeciw przyja
                                        > zni. Gdyby ten seks byl taki poboczny to relacja przerodzilaby sie w przyjaci
                                        > elska bez zadnego problemu .Ktora kobieta grozi ze sie zabije bo ktos nie chce
                                        > sie z nia juz przyjaznic? Co za problem przyjaznic sie z kolezanka z pracy?


                                        Babo, sadziłam, ze jasno się wyrazam, ale chyba nie...Nie ma problemu, kawa na lawęsmile otóż ta pani od dłuższego czasu starała się właśnie z nim zaprzyjaźnić. To było w czasie, kiedy jeszcze byliśmy ze tak powiem na odległość, nie mieszkaliśmy razem. On mi o tym wspominal, nie jakoś szczególnie, ale po prostu przy okazji. A byliśmy w zasadzie non stop na bieżąco na komunikatorze, bo ja chorowałam i byłam w domu, a jeśli on był poza pracą to kiedy tylko mógł smysował. No wiec ta pani właśnie starała się "zaprzyjaźnić". W cudzysłowie, bo o co jej chodzi w końcu zdradziła - chciała się przytulic, pocałować na jakiejś imprezie firmowej. Kiedy on zareagował zdziwieniem, ona powiedziała, ze liczyła na coś itd. on jej wówczas powiedział, ze jest z kimś (to jest ze mna wówczas), jest zakochany i mamy plany wspóne, a ona ma meza i małe dzieci. O tym mi tez opowiedział na bieżąco. Wkrótce po tym ja się tu sprowadziłam i nawet panią poznałam, co gdybym czula się zagrozona, na pewno by mnie uspokoiło. Pani bowiem nie jest osobą szczególnie atrakcyjną i wówczas także nie była.
                                        Ale ja się zagrozona nie czułamsmile W czasie, gdy już tu mieszkałam, pani dla odmiany usiłowała się zaprzyjaźnić ze mną, przypuszczam ze po to, by być blisko niego, ale nie wyszło. Nie szło o ten incydent z imprezy, ale ogólnie - zero wspólnego miałyśmy ze sobą.
                                        Po kilku miesiącach ja zaczęłam pracować w branzy i bardzo się w pracę zaangażowałam. Byłam tu całkiem nowa, na nieznanym mi terenie o nieznanej mi dotychczas problematyce i musiałam jak to się mówi trochę się przyłożyć. Poza tym bylam po b. traumatycznym związku z eksmężem, co niestety pozostawiło mi wtedy jeszcze slady w emocjach. Przyznaje, ze zaniedbałam mojego eksfacetasad Obłozona obowiązkami zawodowymi (w tym czasie u nas jeszcze były zmiany kadrowe i spadło na mnie więcej roboty, niż normalnie) nie poswiecalam mu już tyle czasu ile wcześniej. a ze bylam zmeczona, to bywałam także czasem drazliwa, nieprzyjemna. kilka razy o tym rozmawialiśmy, ale ja widziałam tylko siebie i brak zrozumienia u niego. No bo przecież wiedział, ze jestem po ciężkim małześńtwie, operacji, w nowej pracy obłozona obowiązkami itd. - powinien to rozumieć. Tylko, ze ja jego też powinnamsad Nic takiego nie oczekiwał, tylko, ze np. pójde z nim na formową impre u nich w firmie, ale ja wolałam jechać na materiał. Kochalam go Babo, chciałam mu to wynagrodzić, kiedy już jakos się z ta pracą ustabilizuje. Ale w tzw. miedzy czasie ta pani wyczuła pismo nosem, ze mamy kryzysik i wykorzystała to przy czynnym udziale mego eksa. Ona miała czas z nim pogadać o JEGO problemach w pracy np. jest jeszcze cos innego - on jest osoba, która lubi, gdy mu się okazuje może nie podziw, ale uznanie często. A ja z kolei jestem taka, ze nie patrzę na faceta, jak na ikone i łobraz swietysmile Natomiast to też dawała mu ta pani - bezgraniczny podziw. Faktycznie, on był od niej lepszy zawodowo, przystojniejszy, lepiej wykształcony, z lepszego środowiska macierzystego. Ona na tle pochodzenia i wykształcenia miała spore kompleksy, wiec ... Do łozka jak wynikało z korespondencji poszli po jakichś 2 miesiącach, wiec nie tak szybko wcale, jak na osoby z doswaidczeniem seksualnym oboje. A nim się to stało wymieniali romantyczne maile, przesyłali sobie pio9seneczki wierszyki itd. smile
                                        Ale z jego strony nigdy nie padło "kocham" i "będziemy razem" - gdy pytała mówił, że nie wie co czuje do niej, ale mnie nadal kocha, natomiast bycie razem wykluczał z uwagi na to, ze pani jest męzatką i ma dzieci. To trwało z seksem jeszcze jakiś miesiąc, potem on zaczął się starać z tego wymiksować. Ja z kolei już ogarnęłam pracę, uspokoiłam się nieco - i chyba brutalnie móiwąc on już jej nie potrzebował, bo ja mu już poswiecalam uwagę. Z tej korespondencji wynikało, że sadził, iż ładnie i gładko to zakończą. Resztę już znasz ode mnie, a ja z tych malii "szantażujących".

                                        Napisałas, ze Korcia go nie chce, bo korcia niegłupia smile Wiesz, wtedy, gdy podjęłam decyzje o tym, ze jednak nie dam rady wybaczyć i mimo jego usilnych starań uratować tego związku byłam może niegłupia, ale bardzo zakochana i b. cierpiałam. Nie bylam jednak w stanie mu tego wybaczyć i dalej z nim zyć. Po około roku od rozstania poznałam mego partnera i zaczelismy się spotykać. Nie był klinem na byłego bynajmniej - ja sobie ten rok bycia singlem zafundowałam właśnie po to, by nie klinowacsmile od spotkania do spotkania no cóz tu mowić - zakochałam się. Do tego doszedł atrakcyjny seks i naprawdę ostatnia rzecza o jakiej myslalabym to powrot do eksa. Ale to nie znaczy, ze przestał się dla mnie liczyć jako człowiek. Bo TAKZE po rozstaniu był wobec mnie w porządku, wspierał mnie, pomagał mi i trszczył się o mnie. i tak jest nadal. On swoja obecna partnerkę poznał w jakiś rok po mojej wyprowadzce. Sądzę, ze im się układa, ja mniej ja znam, ale nic do niej nie mam. Nie zaprzyjaźniłybyśmy się na pewno, bo nie mam z jia wiele wspólnego, innego rodzaju kobieta po prostu, ale to nie przeszkadza nam mieć ok relacji przy rzadkich spotkaniach, a żadna do kumplowania się na siłe (jak tamta) nie dąży. Mam nadzieję,ze teraz już wyjaśniłam jasnosmile
                                        • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 15:56
                                          KORCIU ,szczerze Cie przepraszam. Naprawde mialam zupelnie inny,groteskowy obraz sytuacji.na tyle groteskowy i dla mnie niepojety ze caly czas do tego wracalam.
                                          Historia jest pouczajaca zyciowo,dzieki,
                                          Z moherem to byl zarcik . Nie wszystko sprowadzam do biologii.
                                          • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 16:09
                                            baba67 napisała:

                                            > KORCIU ,szczerze Cie przepraszam. Naprawde mialam zupelnie inny,groteskowy obra
                                            > z sytuacji.na tyle groteskowy i dla mnie niepojety ze caly czas do tego wracal
                                            > am.


                                            Spoko Babo,. ja tez nie pisałam o tym z takimi szczegółami przecież. Dla mnie te szczegóły były oczywiste, bo je znałam, ale dla Ciebie nie, a ja tego pod uwagę pisząc nie brałam. sad

                                            > Historia jest pouczajaca zyciowo,dzieki,

                                            W sumie to historia, w sensie mechanizmu, jakich wiele.

                                            > Z moherem to byl zarcik . Nie wszystko sprowadzam do biologii.

                                            Ależ Babo, SA ludzie, dla których kochanek/kochanka to osoba z którą zaspokajają TYLKO potrzebe seksu. Jeśli druga stroma jest tego swaidoma i także tak sprawę traktuje, to ok - gorzej, gdy roi sobie, że to uczucie z drugiej strony. Nie musi być to zaraz zresztą kochanek/nka - osoba wolna może także mie potrzebe seksu bez potrzeby wchodzenia w związek, czy też relację uczuciową. Pomysłałam, ze wszystkie sytuacje romansowe wrzucasz do jednego worka, właśnie takiego jaki teraz opisałam. Z nijaką włóczką nic to wspólnego nie miało. smile
                              • agulha Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 13:33
                                Dlaczego ojciec właściwy chce do sądu? To znaczy chodzi Ci o ojca biologicznego? Uważam, że ma do tego prawo. Uznanie dziecka jest czynnością nieodwołalną w prawie polskim (nawet jak później wyjdzie na jaw, że dziecko ma innego ojca). Kobieta może współżyć w podobnym czasie nie z dwoma mężczyznami, tylko na przykład z trzema. Dodatkowa możliwość to nieprawdziwy wynik testów niesądowych zrobionych na okoliczność ojcostwa narzeczonego (jak pisałam - możliwość pomyłki laboratoryjnej albo celowego fałszerstwa).
                                Co do uznawania nieswojego dziecka - znacie oczywiście bajkę o Kopciuszku? Wiele osób nie może się przemóc, żeby szczerze pokochać cudze dziecko (zresztą nie dotyczy to tylko relacji dorosły-dziecko. Czy nie macie takich znajomych, przyjaciół lub kolegów z pracy, że Wam wydaje się, że osoba A jest w porządku i osoba B jest w porządku, lubicie i A, i B, natomiast A i B wzajemnie się nie cierpią?). W odróżnieniu od kolegów z pracy (dorosłych, którzy raczej nie dadzą sobie w kaszę dmuchać), dziecko jest z natury istotą słabszą. Jeżeli ktoś ma negatywne podejście do tego dziecka i jego wychowywania (nieważne, czy uzasadnione, czy nie), to lepiej, żeby się za to nie brał, bo jeszcze unieszczęśliwi to dziecko. Oby nie żadną przemocą, ale np. chłodem uczuciowym. Mnie się wydaje, że lepiej dziecku wychowywać się w rodzinie złożonej z kochającej mamy i na dalszym planie kochających dziadków czy cioć, niż kochającej, ale zestresowanej mamy, zimnego i nieprzyjaznego wobec dziecka "ojca" i jeszcze rodzeństwa, zapewne przez tatusia faworyzowanego.
                                • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 13:46
                                  W jaki sposob mozna uzyskac nieprawdziwy wynik testow niesadowych? Pytam powaznie,bom ciekawa. Czy chodzi o wysoka lapowke za sfalszowanie wynikow? jakos ciezko mi sobie wyobrazic ze kobieta w plikiem seteczek idzie do nieznajomej laborantki ata kaske bierze i pisze co ta chce. Czy testy sadowe automatycznie wykluczaja mozliwosc omylki?Mysle ze naprawde mozna ugodowo to zalatwic .
                                  • agulha Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 13:57
                                    Google Twoim przyjacielem. genlab.pl/: "Pobranie próbek na miejscu przez miły personel medyczny lub samodzielnie w domu". Jak "samodzielnie w domu", to jaką masz pewność, że pan, niezainteresowany byciem ojcem, nie poprosił o próbkę kolegi? Jak się uprzesz asystować przy pobieraniu, to z kolei Ty jesteś ta, co nie ufa.
                                    Po drugie, teoretycznie, można mieć znajomego w laboratorium, który zrobi przysługę tatusiowi (mało prawdopodobne, duże ryzyko, poza tym laboratoriów jest dużo).
                                    Po trzecie, przy każdym badaniu dodatkowym, powtarzam przy każdym, istnieje możliwość pomyłki laboratoryjnej.
                                    • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 14:18
                                      No teraz rozumiem-dzieki , Wynika z tego ze panu zalezy zeby byc poza podejrzeniem oszustwa.Jakos w te strone nie myslalam. Choc to troche nie logiczne-to kobiecie powinno zalezec zeby domiemany ojciec niekombinowal.
                                      • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 15:31
                                        no widzisz Babo, a już gotowa byłas odsadzać gościa od czci i wiarysmile

                                        Piszesz, że to kobiecie powinno zależeć. A pomyśłalas może tokiem myslenia tego faceta? Ojcem miał być narzeczony - nie jest. Bóg wie, czy ja nim jestem, ale może być tak, ze była szuka teraz na silę ojca dla swego dziecka. Jeśli facet jest niebiedny i pracujący, to może być idealnym kandydatem.
                                  • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 14:35
                                    Ale Babo przed sadem nie oznacza nieugodowo koniecznie. rozwodzisz się obligatoryjnie przed sądem, a możesz to zrobić ugodowo - dogadać się co i jak i masz rozwod na 1 rozprawie.
                                    Skad wiadomo, ze facet będzie gwałtownie zaprzeczał. Może powie jak było: niewykluczone, ze jestem ojcem, ale z racji tego, ze matka dziecka ostatnio przekonana była, ze jest nim jej były narzeczony, to ja mam uzasadnione wątpliwości i prosiłbym o zlecenie badań w celu ustalenia prawdy. Co w tym napastliwego, czy nie ugodowego?
                                    • baba67 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 15:48
                                      Dzieki za wyjasnienia teraz rozumiem. Dla takich laikow jak ja droga sadowa kojarzy sie z konfliktem i walka na racje.Tu rzeczywiscie wyglada to na rozsadne wyjscie.
                                      • kora3 Re: Babo - mam pytanie 22.02.15, 16:02
                                        Moim zdaniem sama chęc załatwienia sprawy sądownie jest tu rozsądna i normalna. Teraz zależy jak się gość zachowa w śadzie - czy na kobiecie psy powiesi, będzie starał się udowadniać, ze spała z połową miasta (w tym z nim), czy też powie co musi: ojcem miał być narzeczony, teraz pani mowi, ze on, wykluczyć tego nie można, ale on pewności nie ma i prosi o zlecenie badań - to zachowa się jak człowiek i sad nawet nie powinien obciązac go za te badania w tej sytuacji.

                                        Nie wiem czy to możliwe, takie zwolnienie z kosztów w takiej sytuacji. Bo chyba jest tak, że jeśli facet się zapiera i wyjdzie, ze jednak dziecko jego w badaniach, to sąd go obciaza kosztami tych badań. jeśli babka niedobrze wskaze - to ja, ale kobieta mająca na wychowaniu dziecko na które na ma alimentów może chyba liczyć na umorzenie, czy przerzucenie na Skarb Pańtwa, w każdym razie kiedyś tak było. Moim zdaniem w tej sytuacji, kiedy pan jest już kolejnym "podejrzanym" ojcostwo, a wcześniej nikt go nie nagabywał o nie, sad powinien umorzyć mu koszty, nawet jeśli okaze się, ze dziecko jest jego.
                        • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:25
                          minniemouse napisała:

                          > zartowac raczysz Koro.
                          > ON tez mogl zadbac. to jest wlasnie ta 50-50 odpowiedzialnosc o ktorym zapomina
                          > sz Koro.
                          >


                          To ty raczysz zartowac Minnie - ok ona nie zadbała, on tez nie, ale dziecko nie jego, więc ...Za to dziecko ma być odpowiedzialny każdy facet, z którym ta kobieta współżyła bez zabezpieczenia, bo teoretycznie mogłoby być jego ?

                          >
                          > Ale to ty wtedy jestes ta druga bez dziecka,

                          Ale jakie to ma znaczenie? Podziekowałabym i już.

                          [i] zauwaz.
                          > ale tak notabene, cos latwo ci przyszlo z niego zrezygnowac.
                          >

                          Gdyby mnie zdradził - tak, a sytuacja ze teraz miałby dziecko z kims chyba jasna byłaby, nieprawdaż?

                          >
                          > i w tym drugim przypadku ani slowa o relacji matki z ojcem,

                          Ależ wzajemne relacje ojca i matki to przecież ich sprawa. Wg mnie powinny być minimum poprawne dla dobra zdiecka. Jeśli miałaś na myśli to, ze pan powinien teraz się oświadczyć, to moim zdaniem głupie - jeśli nie kocha tej kobiety, nie ma sensu udawac, ze się jest razem. no i wazna sprawa - ona go także najpewniej NIE KOCHA, skoro była z wyboru z innym, a z nim się rozstała.

                          oczywscie, a ani
                          > w jednym ani drugim ani slowa o tym ze jak dwoch z nia spalo to bylo dobrze a
                          > jak jest dziecko to obydwaj nogi w troki zwinelo i poszli..


                          Ale gdzie "poszli" - jeden poszedł miał do tego podstawy, drugi na razie pewnie jest zaskoczony i niepewny czy dziecko jego. Z kobietą nie jest już około roku. ty serio oczekujesz, ze będzie skakal pod sufit i się oswiadczal?smile Jeśli dziecko okaze się jego będzie musiał na nie płacić, dać mu nazwisko, jeśli matka sobie tego zażyczy i z prawnego punktu widzenia - tyle. Natomiast jeśli jest w porządku, to będzie utrzymywał kontakty z dzieckiem i troszczył się o nie nie tylko materialnie. Oczekiwanie, ze w takiej sytuacji będzie także z jego matka jest niepoważne.


                          i znowu to kobieta
                          > zostala sama dzieckiem ale hej, kto sie bedzie tym przejmowal. sama sobie winna
                          > , nie?


                          Minnie, jeśli dziecko jest ekspartnera to będzie musiał na nie łożyć, natomiast nie ma także moralnego obowiązku wiązania się z jego matką, po tym, jak rok już nie sa z sobą, ona miała zamiar związać się z innym, on ma zamiar z inna.

                          A co poiwesz na taka sytuację Minnie: zonaty i dzieciaty facet ma romans i owocem tego jest dziecko z kochanką. Załozmy, ze ona tez ma męza. Czy Twoim zdaniem mąz ów powinien przejść nad zdradą do porządku dziennego i tyle? A co jeśli nie zechce? No zostawi pania, będzie łozył na dzieci (swoje). Teraz co z drugim panem? Powinien opuscic zone i dzieci i zwiazac się z panią, bo została teraz sama? Jak to zrobi to zsoatwi żone samą z dziecmi, prawda? Jeśli tego nie zrobi zostawi kochanke samą z dzieckiem. Tak czy owak jakaś kobieta zostanie sama z dzieckiem/dziećmi. No, ale może być to facet z małżeństwa bezdzietny, tylko, ze wyobraź sobie - bezdzietne osoby też mają uczucia. Może zona mu wybaczy zdrade, może on także chce z nia dalej być i co? Ma ja zostawić sama, bo przespał się z jakas panią?
                          Widzisz absurd Twoich wywodów?
                          Prawo zabezpiecza interes dzieci Minnie, a nie porzuconych panów i pań, którzy sa ich rodzicami. W polskim porządku prawnym nie istnieje przepis, który nakazuje życ z matką, czy ojcem swego dziecka. Jeśli ktoś nie chce być z tymiż, to nie będzie i czesc.
                      • minniemouse Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:31
                        kora3 napisała:
                        Może dla Ciebie to nie jest ważne, a dla kogos ważne jest! Piszesz o tym tak lekko, jakby wychowanie dziecka, uznanie je za własne było takie proste. Ciekawe zatem dlaczego procedury adopcyjne są takie długie i skrupulatne.

                        i tak najtrudniejsza jest procedura zaakceptowania 'nieswojego' dziecka, Koro....
                        • kora3 Re: ostre emocje i sv 22.02.15, 09:50
                          W przypadku adopcji ? Nie sądze, to sa ludzie zdecydowani uznac nieswoje dziecko za swoje, chcą tego, czekają na to nieraz długo.
                • matylda1001 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 12:45
                  minniemouse napisała:

                  > Matyldo, nie wiem kto i co ci zrobil, ale jestes bardzo cyniczna. rzeczywscie tylko w telenowelach takie przypadki sie zdarzaja? w zyciu nie?

                  Nikt mi nic złego nie zrobił, po prostu żyję wśród ludzi i obserwuję. Zdarzają sie przypadki, nawet znam taki jeden bardzo dobrze, bo sprawa toczyła sie na moich oczach. Dzieci sąsiadów - chłopak z mojej klatki a dziewczyna z klatki obok Do szkoły jeszcze chodzili gdy dziewczyna zaszła w ciążę. Chłopak sie wypiął, ani on ani jego rodzice nie chcieli słyszeć o jakimkolwiek związku, o jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się stało. Dziewczyna po wakacjach przeniosła się do wieczorówki, ciąża jeszcze nie była widoczna. Tam poznała o dwa lata starszego chłopaka, który też właśnie przeniósł się do tej szkoły bo w poprzedniej nie wykazywał zapału do nauki, zostawał na drugi rok w kolejnych klasach. Chłopak się zakochał, jej też sie spodobał, powiedziała mu, że jest w ciąży, opowiedziała swoją historię. Chłopaka to nie zniechęciło. Trwał przy niej przez całą ciążę, a jak wylądowała na porodówce, to on czekał na narodziny tego dziecka, i to on usłyszał od położnej "MA PAN CÓRECZKĘ". Pobrali sie wkrótce potem, on dziecko uznał za własne, dał nazwisko, zamieszkali u rodziców dziewczyny. Nie raz widziałam jak spacerował przed blokiem z wózeczkiem, a biologiczny ojciec w tym czasie wystawał z kolegami przed klatką. Widziałam też jak biologiczna babcia z ciekawości zapuszcza żurawia do wózka, ale podobno nigdy nie podeszła żeby zobaczyć wnuczkę. Potem młodzi sie wyprowadzili i urodziło im sie jeszcze dwoje dzieci. Są szczęśliwi. Różnica między tą sytuacją a sytuacją z wątku jest taka, że moja sasiadka nie próbowała wmawiać chłopakowi,że to jego biologiczne dziecko.

                  Drugi przypadek. Koleżanka twierdzi, że jej matka za młodu była wyjątkowo puszczalska (cytuję jej określenie). W koncu zaszła w ciążę ale nie bardzo wiedziała z kim. Rodzice wzięli sprawy w swoje ręce. Wynaleźli jakiegoś starzejącego się kawalera, mechanika samochodowego. Skłonili go do slubu z ciężarną córką. W zamian dostał pieniadze na założenie warsztatu samochodowego. Pobrali sie, urodziła się moja koleżanka. To małżeństwo nie przetrwało, bo przetrwać raczej nie mgło, ale matka kolezanki była rozwódka a nie panną z dzieckiem, co w jej srodowisku było ważne. No i tu też, pan ożenił sie z dziewczyną w ciąży i uznał dziecko za własne, ale zagrali w otwarte karty, nikt nikogo nie kantował, ani alimentow po rozwodzie nie oczekiwał.
                  • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 16:10
                    No właśnie Matti, to sa sytuacje bardzo różne od opisanej. Jak wspomniałam - sama jestem dzieckiem wychowanym nie przez biologicznego ojca, tylko meza matki. Tyle tylko, ze ja już bylam na swiecie kiedy się w sobie zakochali no i moja mama była wdową. Nikt mnie nie usiłował wmówić, ze tata, to mój biologiczny tata, ani mojemu ojcu, ze jest moim biologicznym ojcem. A był dla mnie najwspanialszym tatą, przyjacielem, kompanem, nauczycielem życia i wielu przydatnych w nim rzeczy smile Jestem z urody podobna do mamy, wiec często zwracano uwagę na to, że "z wyglądu całkiem mama, ale charakter zupełnie po ojcu" - i to fakt, z tata miałam takie same zainteresowania np. techniczne, motoryzacyjne, żeglarskie, podróżnicze), podobne gusta (sztuka, ubrania, kulinaria), a także usposobienie. Nie znaczy to ze z mama mam złe relacje - przeciwnie, ale po prostu na wiele rzeczy mamy odmienne zdanie, pogląd, choć nie sa to rzeczy kluczowe życiowo.
        • anastazyl Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 15:01
          minniemouse napisała:

          > Ale postapilyscie prawidlowo. siostrze niepotrzebny facet dla ktorego ma az tak
          > ie znaczenie ze to nie jego dziecko biologicznie. Ludzie czekaja latami
          > aby moc zaadoptowac, i nie ma dla nich znaczenia ze nie jest to ich ze tak sie
          > wyraze "wiez krwi" , jest jak najbardziej ich wlasne dziecko. A ten pan nie by
          > l w stanie uznac dziecka osoby ktora ponoc bardzo kocha?

          Dobre sobie! Żaden normalny facet nie chce wychowywać cudzego dziecka. Zwłaszcza nieświadomie. I nie mów o adopcjach, bo to co innego. Decyzję o adopcji podejmują oboje rodzice i nie jest to biologiczne dziecko każdego z nich. Oczywiście zdarzają się mężczyźni świadomie decydujący się wychować nie swoje dziecko, ale to jednak statystycznie znaczna mniejszość (podobnie jak ci, co adoptują dzieci). I żadne polit-poprawne bajki nie zmienią zdrowej męskiej natury: nie ma głupich, na nieswoje dzieci nikt łożył nie będzie ani poświęcał im czasu.

          > Natomiast co co "walki ojca w sadzie". nie bardzo rozumiem o co tu chodzi.
          > jesli to jest naprawde biologiczny ojciec, to siostra nie powinna, nie moze! u
          > niemozliwiac mu dochodzenia ojcostwa i widywania sie z dzieckiem, bo to JEST d
          > ziecka ojciec, > i dziecko ma prawo miec ojca w zyciu.

          Kompletnie nie znasz życia i nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Dla każdego oczywiste jest, że ojciec biologiczny dziecka go nie chce i zapowiada walkę w sądzie, aby go nie uznać. Jak można być aż tak naiwnym, żeby sądzić, że jest odwrotnie?
        • kora3 Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 19:17
          Minnie, powtórzę za kims - chyba zartujesz ...

          Nie, nei jest tak, ze żaden normalny facet nie chce wycowywac nieswojego dziecka - czego mój sp. tato jest nalepszym przykładem, ALE jest kolosalna róznica pomiędzy sytuacja, gdy mężczyzna (czy kobieta) decyduje się na to swiadomie - np. wiedzac, że kobieta z którą się wiązą jest w ciąży z kims innym, ma dziecko z kims innym, a sytuacją, gdy mezzczyz na jest utwierdzany w przekonaniu, ze jest ojcem przyszłego/ narodzonego dziecka, a w istocie nie jest!
      • dar61 Typowe emocje i życie 20.02.15, 00:09
        {Minszelka}:
        ... Rodzicom jest bardzo przykro ...
        Ciekawe, kogo rodzicom.

        ... Biologiczny ojciec dziecka zapowiada walkę w sądzie ...
        Walkę o co?

        Ciąg dalszy niedokonany...
        • ewa9717 Dar, to na pewno ty? 21.02.15, 12:38
          dar61 napisał:

          > Ciekawe, kogo rodzicom

          Nie wierzę!
          • dar61 Darze, zważ wiarę 21.02.15, 14:19
            {Ewa9717} nie wierzy, żem: ... Ciekawe, kogo rodzicom ...
            Wiara czyni - pono - cuda.
            Ciekawiło mnie to, bo pobrzmiewa w tym zapisie nawet to, że to może info o rodzicach matki dziecka/ ojca. Wszak donosi nam brat matki dziecku. Stryj, żtp.
            Choć na odpowiedź za bardzo nie liczę, liczę na logikę zapisu.

            ... Dar, to na pewno ty...
            Jam to.

            ***
            Wołacz umiera tak szybko, nie śpieszmy się go dobijać biernikiem...
            • matylda1001 Re: Darze, zważ wiarę 21.02.15, 14:56
              dar61 napisał:

              > Ciekawiło mnie to, bo pobrzmiewa w tym zapisie nawet to, że to może info o rodzicach matki dziecka.<

              Owszem, to info o rodzicach matki dziecka. Autorka zastanawiała się jak tę wiadomość przyjmą rodzice i okazało się, że jest im bardzo przykro.

              >Wszak donosi nam brat matki dziecku. Stryj, żtp.<

              Czy Ty czytać nie umiesz? Nie żaden brat tylko siostra. Autorka - Minszelka jest siostrą dziewczyny, która wpadła w kłopoty.

              > Choć na odpowiedź za bardzo nie liczę, liczę na logikę zapisu.<

              Zapis brzmi ze wszech miar logicznie. Narzeczony zerwał z narzeczoną, rodzicom jest przykro, a domniemany bio-ojciec będzie się bronił w sądzie.W zapisie jest wszystko, co otrzebne żeby zrozumieć.

              > ... Dar, to na pewno ty...
              > Jam to.

              Ja też mam wątpliwości, czy to Ty smile Na ogół rozumiesz czytany tekst, a tu taka wpadka.
              • dar61 dar wiary i swaru 21.02.15, 16:49
                Niech mnie tutejsze forumianki tak nie ... kopią, dość to czyni tu inna służbistka.
                Wszak widzę, iż stoi w okienku, jak wół:
                minszelka napisał:
                > Moja młodsza siostra przez 5 lat była

                >>Napisał<<
                Zaraz przepatrzę jego zapisy w tekście, bo może znów jakaś forumianka korzysta z konta forumianina [...] Już jestem - nie ma nic, prócz informacji z automatu zakładanych kont.
                Czy w innych zapisach nie ma świadectwa żeńskości, nie szukam, aż taki drażliwy na przytyki nie jestem.
                Dalej - swe skupienie w czytaniu wpisu tego {Minszelki} dałem na cytowane przeze mnie ostatnio wyjątki, i z nich, jak dla mnie, nie wynika, że rodzice to ci rodzice, a bio-ojciec stara się oto, o co się stara - to à propos będzie się bronił w sądzie.

                Ku {Korze_z_trójką}, jaka nie rozumie:
                ... dlaczego domniemany teraz ojciec - ekspartner matki [-] miałby walczyć o swoje prawa i zapowiadać to teraz ...
                Powtórzę - bo z wpisu samego {M.} też i to może wynikać, nie wiemy, czy bio-ojca poinformowano, że ma potomka. A także z tego, że ja wierzę w siłę ojcowskich więzów [smajlik dwuoczny].

                Wydaje mi się, że wyczerpaliśmy już wszystkie pochodne, miejsce na didaskalia i [--
                • kora3 Darze - wynika, ze poinformowano 21.02.15, 16:54
                  Nie w początkowym poście, a w kolejnym drugim i chyba, jak na razie ostatnim autor, czy autorka watku pisze, że już po rozmowach, narzeczony siostrę zostawił i dziecka nie uznał, rodzice (wspólni autora/rki i siostry) zmartwieni, a ekspartner zapowiada walkę w sadzie.
                  Jak mogłby zapowiadac, skoro by z nim nie rozmawiano i nie powiadomiono, ze teraz on jest domniemanym ojcem?
                • matylda1001 Re: dar wiary i swaru 22.02.15, 21:26
                  dar61 napisał:

                  >> Niech mnie tutejsze forumianki tak nie ... kopią<

                  Nie mam w zwyczaju kopać leżących wink Masz TU tego swojego "stryja" smile A tak zupełnie na marginesie, w "rodzinnym rozkładzie jazdy" brat matki to wuj, a stryj to brat ojca.

                  > jak dla mnie, nie wynika, że rodzice to ci rodzice<

                  A jaką jeszcze widzisz alternatywę? W pierwszym poście Autorka zastanawia się jak rodzice dziewczyny (a zarazem dziadkowie niemowlaczka) przyjmą fakt, że stało się tak, jak się stało. W drugim poście informuje, że jest im przykro. Co tu jeszcze dodać?

                  > nie wiemy, czy bio-ojca poinformowano, że ma potomka.<

                  A gdyby nie, to skąd Autorka wiedziałaby (i nam przekazała), że zapowiedział walkę w sądzie?

                  > a bio-ojciec stara się oto, o co się stara - to à propos będzie się bronił w sądzie. <

                  W pierwszym poście Autorka napisała, że domniemany bio-ojciec jest juz zajęty, planuje ślub z inną dziewczyną, o swojej byłej dziewczynie może już nawet zapomniał (nie pierwsza i nie ostatnia), więc nieszczęsna siostra Autorki powrotu do niego już nie ma. Jeżeli zakładasz, że domniemany bio-ojciec wpadł w zachwyt na wiadomość, że właśnie został ojcem, to świadczy o Twoim szlachetnym charakterze ale nie o znajomości życia. To nieszczęsne maleństwo skomplikowało jego plany. Teraz będzie musiał wytłumaczyć swojej obecnej, że 12 miesięcy x 25 lat x kilkaset złotych, to żaden uszczerbek w budżecie domowym, i w żaden sposób nie wpłynie na obniżenie poziomu życia ich przyszłych dzieci - tych prawdziwych dzieci, a że czasy są, jakie są, to kandydatka na jego żonę może nie uwierzyć i z niego zrezygnować. Niechciane maleństwo zawiniło, więc mu za to zapłaci... tym, że nie będzie miało ojca, najwyżej płatnika alimentów. Dlatego licząc na cud będzie się bronił w sądzie. A może ma powody żeby nie wierzyć w swoje ojcostwo? Powody tak mocne, jak ten były narzeczony? W końcu nie wiemy dlaczego sie rozstali. Teraz jest inaczej niż kiedyś. Dawniej chłopak tygodniami czekał na pierwszy pocałunek, teraz kolacja ze śniadaniem na pierwszej randce nikogo nie szokuje. Czasami budzi niesmak, politowanie, ale nie szokuje.

                  No, rozpisałam się, ale mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłam Ci w poukładaniu tego wszystkiego.
                  • dar61 Dar miary 23.02.15, 21:26
                    Styl swarów tego forum uczy wiele.

                    Prawdą jest, że całe swe dziecięce życie zwałem stryja swego wujem, dopiero jak odszedł z tego świata, pożałowałem, że tak było. Bo u schyłku życia mej ostatniej babci, jaka tego mego wujostryja przeżyła, dzięki tej babci poznałem rozległość rodziny po jej stronie i zacząłem porządek jaki-taki w swej pamięci stawiać.
                    Ma więc tu rację {Matylda}, 1001-krotną.
                    Do winy w rozumieniu rodziców się nie poczuwam - po prostu rozwinąłem za bardzo swój tam wpis, bo on w 1. wersji miał mieć postać pytania do autora wątku Rodziców kogo?. Ciekawiło mnie, czy to rodzice dziecka, czy rodzice rodziców. Obie odpowiedzi warte byłyby przemyślenia.
                    Wynika więc z tego, że skracanie wpisów doskonali.

                    Pozostałe wpisy po głównej odpowiedzi założyciela wątku, cała ich ostatnia fala, jak dla mnie w większości powinna odbyć się pozaforumowo. Wyobrażam sobie, jak kiedyś będzie te zapisy czytać owo dziecię - i jemu współczuję.
                    Warto skończyć na czas.
                    Na przykład mój tu pobyt w forum.

                    Autora nie autorkowałbym - a i ojcu szansę daję.
                    Dar61
                    • matylda1001 Re: Dar miary 23.02.15, 23:37
                      dar61 napisał:

                      > Do winy w rozumieniu rodziców się nie poczuwam<
                      >Pozostałe wpisy po głównej odpowiedzi założyciela wątku<
                      > Autora nie autorkowałbym <

                      Możesz się zastanawiać o jakich rodziców chodzi (chociaż to oczywiste) ale zupełnie nie mogę zrozumieć dlaczego w dalszym ciągu upierasz się, żeby Minszelkę (kobietę) nazywać autorem (mężczyzną). Chyba zawartość linka, ktory Ci podałam w poprzednim poście, rozwiewa wszelkie wątpliwości?

                      Jeśli chodzi o to dziecko, to bardziej obawiam się tego, że ojciec szansy nie wykorzysta, niż tego, że za 20 lat przypadkiem wygrzebie ten wątek.
                      • yoma Re: Dar miary 24.02.15, 12:56
                        Bo się loguje jako facet, dany Minszelka.
                        • matylda1001 Re: Dar miary 24.02.15, 23:00
                          yoma napisała:

                          > Bo się loguje jako facet, dany Minszelka.<

                          Dlatego podałam Darowi link do innego forum, gdzie Minszelka osobiście pisze o sobie, jako o kobiecie. Myślałam, że to Dara przekona smile
      • kora3 Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 19:19
        Nic dziwnego, ze nie uznał, skoro nie jest jego. Jeśli siostra jest pewna, ze ekspartner to ojciec dziecka to on wiele w sądzie nie "powalczy" - sąd zleci badania, wyjdzie ,ze dziecko jego i tyle będzie jego walki.
        • anastazyl Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 19:27
          kora3 napisała:

          > Nic dziwnego, ze nie uznał, skoro nie jest jego. Jeśli siostra jest pewna, ze e
          > kspartner to ojciec dziecka to on wiele w sądzie nie "powalczy" - sąd zleci ba
          > dania, wyjdzie ,ze dziecko jego i tyle będzie jego walki.

          A ja bym na miejscu ojca niby-biologicznego walczył. Na wszelki wypadek. Bo nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że tak naprawdę on też nim nie jest. Może zamiast zakładania sprawy dogadałbym się z matką, żeby zrobić test we własnym zakresie i w zależności od wyniku działać dalej: jak jest ojcem - trudno, stało się, trzeba uznać ojcostwo i uzgodnić alimenty oraz ewentualnie zagadnienia opieki. Jeśli nie, to szkoda nawet iść do sądu dla dwóch osób a mamusia niech szuka biologicznego papci sama wink
          • kora3 Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 20:20
            a to już w gestii mamy i domniemanego Taty ja się dogadają. Z postu autorki ostaniego) zrozumiałam, ze pan nie chce rozwiązania polubownego tylko sądowe, ale może się mylę
            • baba67 Re: ostre emocje i sv 20.02.15, 23:18
              Ten domniemany ojciec tez ma nie najlepsze zdanie o tej pani .
              • dar61 ostre oceny i sie wie 20.02.15, 23:32
                Polemizowałbym.
                Jeśliby od gospodarza wątku padła info, że ów bio-ojciec będzie walczył o swe prawa do dziecka, ocena {Baby67} byłaby ... na wyrost.
                • minniemouse Re: ostre oceny i sie wie 20.02.15, 23:51
                  Tak czy siak, w tej chwili liczy sie tylko i wylacznie dobro dziecka.
                  Ojciec biologiczny czy chce czy nie chce, bedzie musial na nie lozyc. a czy bedzie mial z nim kontakt, to juz zalezy od niego.

                  powinien, nie tylko dla dobra dziecka ale i dla siebie. ojcostwo to piekna rzecz. i potrzebna.
                  najwazniejsze, aby rodzice jakos pokojowo te sprawy rozwiazywali. bez robienia sobie wzajemnie wyrzutow.

                  Minnie
                • kora3 Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 21.02.15, 06:09
                  Darze - to co piszesz jest niemniej dziwaczne od tego co napisała sama autorka watku.
                  Mam na myśli te walkę w sądzie. Nie wiadomo o co, ale rozważmy:
                  1. Pan domniemany ojciec będzie chciał "walczyć" zaprzeczając ojcostwu. Ok - nie dziwię się wcale. Nie dziwie się temu, ze facet a priori nie chce uznac dziecka. Ma mocne podstawy - nic tym, ze ma ojcem zostać nie wiedział przez cała ciąże, nawet jeśli o niej wiedział, to oficjalna wersja była taka, ze jego eks oczekuje dziecka z narzeczonym. Teraz się okazuje, ze matka twierdzi, iż to jego dziecko - też małabym wątpliwości na jego miejscu. Ale jak wspomniałam, w sądzie wiele nie powalczy - jeśli badania wykażą ze dziecko jego, to jego i finał. To czy matka dziecka współżyła w tym czasie także z innym (narzeczonym, czy raczej już teraz byłym narzeczonym) nie ma zadnego znaczenia.
                  Jedyna mozliwoscią, kiedy ten, komu w badaniach skutecznie udowodniono ojcostwo mogłby jeszcze walczyc jest taka sytuacja, gdy osoba jest w stanie dowieść, ze nie miała kontaktów intymnych z matka, a jej nasienie wykorzystano bez jej wiedzy.

                  2. Gdyby natomiast miała to być walka oswoje prawa do dziecka, to też głupawe. W momencie, gdy badania wykażą, ze ekspartner jest ojcem, będzie on musiał uznac dziecko i z tym uznaniem nabędzie wszelki PRAW rodzica. Wcale o nie walczyc nie będzie musiał, dostanie je z automatu. Matka nie będzie mieć żadnych podstaw,by wnosic o ograniczenie mu, czy odebranie praw rodzicielskich, bo fakt, ze nie uznawał dziecka od razu w tej sytuacji nie jest przesłanka ku temu. Zatem o CO miałby walczyć?
                  • minniemouse Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 21.02.15, 06:48
                    kora3 napisała:
                    Zatem o CO miałby walczyć?

                    Koro, no przeciez nie o ustalenie ojcostwa jesli to juz jest ustalone.
                    ale o wlasnie np. ustalenie ojcostwa, jesli matka na to nie wyraza zgody.
                    bo ojciec moze dac tylko swoje DNA do badania, dziecka na sile nie wezmie, bo jak?
                    o to moze chciec walczyc.
                    i o mozliwosc widywania sie z dzieckiem jesli zalozmy matka bedzie mu to utrudniac.
                    bo co z tego ze "z automatu nabierze praw", jak jeszcze musza one byc egzekwowalne.
                    to tak jak sad nakaze splacic dlug.
                    fajnie fajnie, ale teraz zmus dluznika zeby ci te pieniadze fizycznie oddal. no jak? wyszarpiesz mu z kieszeni? jak sam nie zechce oddac to dlugu pieniedzy nie zobaczysz.

                    Minnie
                    • kora3 Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 21.02.15, 07:02
                      Minnie, ja się takimi sprawami zajmuje na co dzień smile Podesłać ci na priv?
                      W sądzie to możesz sobie wiesz... Znam przypadek gościa, który ma zasadzone widywanie się z dziećmi w określone dni z kaluzulą, ze ma to być poza miejscem zamieszkania matki i bez jej udziału! I baba dzieci nie daje facetowi. Ten wzywa policję, a ta sporzadza notatkę, która "przyda mu się" w sadzie. Do czego mu się przyda? To tylko potwierdzenie, ze był w tym dniu, chciał zabrać dzieci, matka nie dała i tyle. Teoretyczne powinny ja czekac sankcje za niestosowanie się do wyroku sądu, praktycznie nic się nie dzieje ...
                      • minniemouse Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 21.02.15, 07:37
                        Bo jej nie podaje do sadu, tylko konczy na wezwaniu policji. gdyby tak wzial babe do sadu, to moze cos by z tego bylo. inna sprawa, jak dziala prawo w tych sprawach, czy, ponownie,
                        da sie cos wyegzekwowac tzn po prostu tak zamknac na 24 g za niestosowanie sie do zalecen sadu.
                        ( za nieplacony dlug w koncu mozna trafic za kratki, jak sie dluznik uwezmie).

                        Do czego mu się przyda? To tylko potwierdzenie, ze był w tym dniu, chciał zabrać dzieci, matka nie dała i tyle.

                        no wiesz. byc moze ze taka matka wmawia dzieciom ze ojciec nie chce ich widywac, wyrzuca wysylane poczta kartki na urodziny itd.
                        to przynajmniej kiedys bedzie mial dowod do pokazania dzieciom iz robil wszystko co mogl
                        aby sie z nimi widziec, nie opuscil ich tak jak matka im klamala.
                        dla dzieci bedzie to bardzo wazne, a matce "podziekuja".

                        I dziekuje Koro za mila propozycje, ale ja znam takie historie z zycia. mniej wiecej orientuje sie jakie sa realia, tzn tutaj.

                        przy okazji, taka ciekawostka
                        w 2004 r pewien tata w BC, zdesperowany przez nierowne prawa do dziecka
                        w walce o lepsze prawa dla ojcow, przywiazal sie do jednego z wazniejszych, ruchliwych mostow w Surrey (kolo Vancouver) czym skutecznie zablokowal ruch na pare godzin,
                        i rownie skutecznie zwrocil uwage na preferencyjne traktowanie matek przy zasadzaniu z kim zostaja dzieci w przypadku rozwodu - automatycznie przy matce.
                        https://www.equalparenting-bc.ca/images-0/2004-09-00_F4J-PattulloBridge-w440.jpg
                        dokladnie nie pamietam czy to wtedy powstala, czy dzialala juz wczesniej grupa Fathers4 Justice, ale po wystepie tego taty sprawy dla ojcow nieco sie polepszyly- czesciej przyznawano prawa rodzicielskie 50-50.


                        Minnie
                        • kora3 Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 21.02.15, 08:22
                          minniemouse napisała:

                          > Bo jej nie podaje do sadu, tylko konczy na wezwaniu policji. gdyby tak wzial ba
                          > be do sadu, to moze cos by z tego bylo. inna sprawa, jak dziala prawo w tych
                          > sprawach, czy, ponownie,


                          Bzdura - sprawa jest w sadzie od pół roku smile
                          Minnie, ja naprawdę w tym siedzę smile

                          > da sie cos wyegzekwowac tzn po prostu tak zamknac na 24 g za niestosowanie sie
                          > do zalecen sadu.
                          > ( za nieplacony dlug w koncu mozna trafic za kratki, jak sie dluznik uwezmie).


                          Minnie, z długami jest znacznie prościej - masz nakaz sadu wykonywany przez komornika. Problem zaczyna się wówczas, gdy komornik nie ma z czego sciagnąć.
                          Wsadzenie matki za niestosowanie się do wyroków sadu jest teoretycznie jedynie egzekwowalne. Pierszą bowiem karą jest kara grzywny - kobita wykazuje, ze nie ma z czego zapłacić a próba zapłacenia spowodowałaby, ze ucierpiałyby także materialnie - dzieci. Nastepna karą jest mało dotkliwa kara ograniczenia wolności, a dopiero kolejna kara pozbawienia wolności. już widzę, jak sa wsadza matke samotnie wychowujaca dziecko za taka rzecz ..,
                          >

                          >
                          > no wiesz. byc moze ze taka matka wmawia dzieciom ze ojciec nie chce ich widywac
                          > , wyrzuca wysylane poczta kartki na urodziny itd.



                          A nie nie nie - dzieci widza, ze ojciec po nie przychodzi - choc wie, ze matka ich nie wyda. Sa nauczone mówic "nie chcę z toba iśc", "przestań przychodzić" itd.

                          > to przynajmniej kiedys bedzie mial dowod do pokazania dzieciom iz robil wszystk
                          > o co mogl
                          > aby sie z nimi widziec, nie opuscil ich tak jak matka im klamala.
                          > dla dzieci bedzie to bardzo wazne, a matce "podziekuja".


                          Minnie, nie masz pojęcia czym jest alienacja rodzicielska i jakie może mieć skutki, sorry.
                          >
                          > I dziekuje Koro za mila propozycje, ale ja znam takie historie z zycia. mniej w
                          > iecej orientuje sie jakie sa realia, tzn tutaj.
                          >


                          Ale chyba nie masz pojęcia, jakie sa te realia w PL.

                          > przy okazji, taka ciekawostka


                          > dokladnie nie pamietam czy to wtedy powstala, czy dzialala juz wczesniej grupa
                          > Fathers4 Justice, ale po wystepie tego taty sprawy dla ojcow nieco sie polepsz
                          > yly- czesciej przyznawano prawa rodzicielskie 50-50.


                          Minnie, w Pl takich organizacji jest sporo. Np. "Dzielny tata" i co? I nic smile
                          • minniemouse Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 22.02.15, 02:40
                            kora3 napisała:
                            Bzdura - sprawa jest w sadzie od pół roku smile
                            > Minnie, ja naprawdę w tym siedzę smile


                            nie napisalas tego od razu. zreszta zaznaczylam w odpowiedzi ze podanie do sadu konczy sie roznym sukcesem. czy podal o podzial praw do dziecka?

                            Minnie, nie masz pojęcia czym jest alienacja rodzicielska i jakie może mieć skutki, sorry.

                            Koro, wybacz, nie ty jedna masz doswiadczenia z rozwodnikami z malymi dziecmi ktore teraz sa dorosle. kazdy doradca, psycholog ci powie, ze jedynie co rodzic moze zrobic w takiej sytuacji to zbierac dowody na swoje zaangazowanie w checi widywania dzieci, checi kontaktow z nimi. bo to sa jedynie namacalne i niezaprzeczalne dowody na to ze ta druga strona klamala. i nawet ty nie mozesz temu zaprzeczyc.
                            po prostu jak czytasz, to czytaj uwaznie, nie dospiewuj sobie wink
                            bo ja tymze samym nie dalam gwarancji ze do tego dojdzie. ale te dowody w razie czego - sa.

                            Przypadkiem znam taki wlasnie przypadek gdzie matka nakrecala dzieci przeciw ojcu calymi latami. dzieci maja teraz blisko 30tki, i wreszcie sie przyjrzaly tej chorej mamusi. zaczely rozmawiac z ojcem i zapytaly go " a gdzie ty wtedy byles?" "dlaczego nie wysylales nam kartek, nie dzwoniles jak bylismy mali?" pokazal im kwitki z poczty, bo tak mu doradca rodzinny poradzil aby zbieral, na kartki urodzinowe, swiateczne itp ktore wysylal poleconym (tez rada doradcy). pokazal grube skoroszyty z podaniami do sadu o widywanie sie z dziecmi. pokazal nie wyplacone czeki ktore im wypisywal co jakis czas na zycie a ktorych byla zona nigdy nie realizowala,
                            (za to smarowala przed dziecmi na czarno jak to nie lozy na ich utrzymanie).
                            papierki byly juz wyblakle, pogrubiale, a jakze cenne ..
                            nigdy nie wiesz co kiedys bedzie.jak sie odmieni. i co sie przyda.
                            ale jedno jest pewne, jak ojciec naprawde walczy o swoje dzieci, a nie tylko kloci sie z byla zona, to to widac.

                            Minnie, w Pl takich organizacji jest sporo. Np. "Dzielny tata" i co? I nic

                            A u nas wtedy wywalczyli lepsze warunki dla ojcow przy przyznawaniu praw do dziecka. moze w PL za slabo dzialaja? a moze mentalnosc jest taka, ze za bardzo nie maja o co walczyc, sadzac po tym watku. bo tak czy siak nie chca tych dzieci, po prostu.

                            Minnie
                            • kora3 Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 22.02.15, 05:22
                              minniemouse napisała:
                              >
                              > nie napisalas tego od razu. zreszta zaznaczylam w odpowiedzi ze podanie do sadu
                              > konczy sie roznym sukcesem. czy podal o podzial praw do dziecka?


                              Napisałam Minnie, napisałam smile

                              >
                              > Minnie, nie masz pojęcia czym jest alienacja rodzicielska i jakie może mieć
                              > skutki, sorry.

                              >
                              > Koro, wybacz, nie ty jedna masz doswiadczenia z rozwodnikami z malymi dziecmi k
                              > tore teraz sa dorosle.


                              ?????? Że co przepraszam? Nie wiem kompletnie o czym teraz napisałaś - serio. Ja nie jestem psychologiem, nie zajmuje się terapią dorosłych, których w dzieciństwie dotknęła alienacja rodzicielska. Skad wzięłaś w ogóle taki pomysł?

                              Napisała Ci - siedze w tym tu i teraz - chodzi o sytuacje, które dzieją się aktualnie! Po prostu zawodowo zajmuje się opisywaniem historii walk rodziców o dziecko/dzieci. Czesciej to ojcowie muszą walczyć o możliwość widywania się z dzieckiem - takie sa realia w PL. Często walcza bezskutecznie, bo sąd owszem - przyznaje im taka moizliwosc, wyznacza dni, godziny, ale matka dzieci nie wypuszcza, albo szczuje na ojca.



                              kazdy doradca, psycholog ci powie, ze jedynie co rodzi
                              > c moze zrobic w takiej sytuacji to zbierac dowody na swoje zaangazowanie w che
                              > ci widywania dzieci, checi kontaktow z nimi. bo to sa jedynie namacalne
                              > i niezaprzeczalne dowody na to ze ta druga strona klamala. i nawet ty nie mozes
                              > z temu zaprzeczyc.


                              Owszem Minnie, tylko tym facetom nie chodzi wcale o to, żeby za 20 lat móc dziecku udowodnić, ze chciał się z nim widywać. Oni chcą TERAZ móc je widywać, spędzać z nimi czas, współuczestniczyć w ich wychowaniu. Rozumiesz?

                              > po prostu jak czytasz, to czytaj uwaznie, nie dospiewuj sobie wink
                              > bo ja tymze samym nie dalam gwarancji ze do tego dojdzie. ale te dowody
                              > w razie czego - sa.


                              Minnie, Ty może tez czytaj uważnie, bo nie wiem skad te dorosle dzieci nagle wziełas smile
                              Ja Ci napisałam o realnych sprawach, które właśnie się rozgeywaja i o tym, jak prawo jest bezsilne. Masz wyrok sadu i on nic nie znaczy. Jasssne za 20 lat możesz je dziecku pokazać wraz z notatkami z policji, opinią RODeK-u i udowodnić, ze chciałaś i nie było jak. Tylko po 10 czy 15 latach braku faktycznego kontaktu nie ma więzi. Przez te lata masz dziecko i jakbyś goi nie miała, a ono ma ojca i jakby go nie miało. Taka więź trudno odbudować.


                              > ale jedno jest pewne, jak ojciec naprawde walczy o swoje dzieci, a nie tylko kl
                              > oci sie z byla zona, to to widac.


                              Oczywiście Minnie, tylko - jak wyżej.

                              > A u nas wtedy wywalczyli lepsze warunki dla ojcow przy przyznawaniu praw do dzi
                              > ecka. moze w PL za slabo dzialaja? a moze mentalnosc jest taka, ze za bardzo n
                              > ie maja o co walczyc, sadzac po tym watku. bo tak czy siak nie chca tych dzieci
                              > , po prostu.


                              Minnie, ale co Ty możesz sadzic na temat tych ojców po tym watku? Bo nie rozumiem. Tu mamy sytuację taką, kiedy jeden mezczyzna ma uzasadnione wątpliwości czy jest ojcem i okazuje się, ze nie jest, a drugi najpewniej też ma wątpliwości i zapowiada cheć sprawdzenia tego. Nie wiemy, jak się zachowa, jeśli okaze się, ze ojcem jest.
                              My jesteśmy kobietami, wiec nam się to nie zdarzy, ale wyobraź sobie, ze jesteś facetem i nagle pojawia się Twoja była z dzieckiem deklarując, ze ty jesteś tatą, a wcześniej miał nim niby być jej narzeczony. Tak od razu hurra skaczesz pod sufit? Nie masz zadnych wątpliwości? Watpię
                              • minniemouse Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 22.02.15, 09:22
                                kora3 napisała:

                                ?????? Że co przepraszam? Nie wiem kompletnie o czym teraz napisałaś -
                                > serio.


                                no o tym alienowaniu przeciez. z tym ze powinnam moze byla dodac, nie tylko o rozwodnikow oczywiscie chodzi.

                                Oni chcą TERAZ móc je widywać, spędzać z nimi czas, współuczestniczyć w ich wychowaniu. Rozumiesz?

                                ale TERAZ wlasnie nie moga, rozumiesz? wiec co powiedza dziecku/iom za zalozmy 20 lat?
                                jak to udowodnia?

                                Tylko po 10 czy 15 latach braku faktycznego kontaktu nie ma więzi.


                                jak sie nie chce to sie nie ma, jak sie chce to sie ma. a w kazdym razie z tym papierkami w reku zawsze mozna dziecku powiedzic - zrobilem i robie co moge.
                                najwazniejsze to nigdy sie nie poddawac.

                                Taka więź trudno odbudować.


                                a jeszcze trudniej odbudowac bez jednego swistka "zobacz, przysiegam ze robilem co tylko moglem"....

                                Minnie
                                • kora3 Re: Walka o prawa do dziecka - dziwaczne 22.02.15, 09:59
                                  Ależ ja Cię rozumiem, tylko wskazuje Ci na to, ze nie mogą tearz, bo prawo niby im to zapewnia, ale tak naprawdę nie zapewnia, jeśli matka się uprze. Nie tylko matka zresztą - pisałam o kobiecie, której eksmąż porwał córke i nie chce oddac. Twa to 3 (słownie: trzy) lata . Dziewczynka teraz ma 6 matki nie zna. Przychodzi z nakazem sadu pod dom byłego meza, ten jej nie otwiera, wzywa policje, ta wchodzi do domu po dziecko, nie ojciec nie wyda, a na siłowe zabranie policja nie chce się zdecydować. Dziecko pytane czy chce do mamy, moiw, ze nie - jak ma chcieć, jak kobiety praktycznie nie kojarzy?
                            • kora3 Och Minnie, chyba zrozumiałam Twóje "podejrzenia" 22.02.15, 05:48
                              Pisząc o tych dorosłych dzieciach rozwodników i mojej znajomości tematu sadziłas, ze ja go znam z doswiadczeń mego partnera i jego dzieci?smile
                              Jeśli tak, to nic bardziej mylnego Minnie. Kiedy mój partner i jego eksżona się spokojnie rozstarwali, to jedno dzicko było już na studiach w innym mieście, a drugie nominalnie dorosłe (po 18 -stce) i zostało z tata, bo mama wyjechałasmile I nikt tu nikomu nie ograniczał kontaktów, bo nawet gdyby chciał, to obie osoby były dorosle i same decydowały o nich. Te kontakty zresztą i z ojcem i z matka sa dobre, więc ....

                              Minnie, nie jest tak, ze jeśli ktoś pisze o czyms, ze się z tym zetknął, to zaraz musiał osobiście, albo dotyczy to kogos z jego bliskich. W przypadku opisywanych tu ojców i ich sytuacji, to sa to ludzie poznani przeze mnie przy okazji pracy wyłącznie, żadne bliskie mi osoby, ba - nawet nie były mi znane z widzenia przed zwróceniem się do mnie ze swoim problemem.
                              • minniemouse Re: Och Minnie, chyba zrozumiałam Twóje "podejrze 22.02.15, 09:24
                                kora3 napisała:
                                Pisząc o tych dorosłych dzieciach rozwodników i mojej znajomości tematu sadziłas, ze ja go znam z doswiadczeń mego partnera i jego dzieci?

                                nie, oczywscie ze nie. od poczatku rozumiem ze jesli o czym napomykasz to o znanych ci sprawach nie o sobie. mowie ci, czytaj mnie uwazniej wink

                                Minnie
                                • kora3 Re: Och Minnie, chyba zrozumiałam Twóje "podejrze 22.02.15, 10:00
                                  To skad to dorosłych dzieciach? Bo nie zrozumiałam
                                  • minniemouse Re: Och Minnie, chyba zrozumiałam Twóje "podejrze 23.02.15, 03:19
                                    kora3 napisała:
                                    To skad to dorosłych dzieciach? Bo nie zrozumiałam

                                    Korciu, no ja ci opisalam historie wlasnie takiej skutecznej alieniacji ze ojciec nie mial kontaktu z dziecmi przez 30 lat bo matka nie tylko mu to uniemozliwiala (tez mimo nakazow sadowych)
                                    ale i przepierala dzieciom mozgi do tego stopnia ze odpychaly ojca z nienawiscia.
                                    ale co, uwazasz ze poniewaz on chcial "TERAZ" i "jak dzieci byly male" to mial w koncu machnac reka i zrezygnowac z prob dotarcia do dzieci, bo nie warto tyle czasu?

                                    On sie nigdy nie poddal, zawsze probowal i w koncu po 30 latach jedno z nich wyrazilo zgode aby sie z nim spotkac. i wtedy pomalutku, pomalutku kontakty zaczely sie poprawiac, znaczna role spelnily owe papierki z ktorych sie tak wysmiewasz poniewaz dzieci byly nauczone przez matke ze ojciec to przebiegly klamca i manipulator. on TYLKO dzieki tym skrupulatnie latami zbieranym dowodom mogl przekonac dzieci ile pracy, czasu, wysilku go kosztowalu by moc je widywac. nic innego je nie przekonywalo, zadni znajomi ("wrogowie matki nakreceni przez ojca", sam ojciec ("wlasna matke by sprzedal na wodke i drugsy" (co bylo nieprawda))

                                    I tak,to prawda, zarowno on jak i dzieci stracili wspolne cenne lata dziecinstwa przez durna, zawistna matke ale czy to znaczy ze w wieku zalozmy 30 lat juz nie warto miec przez nastepne 30, 40, 50 relationship z ojcem? a nawet w starszym wieku? lub tuz przed smiercia?
                                    moim zdaniem lepiej pozno niz wcale.

                                    Minnie
                  • dar61 Walka o klarowność - dziwaczna? 21.02.15, 14:03
                    {Kora3}:
                    ... Darze - to co piszesz jest niemniej dziwaczne od tego, co napisała sama autorka wątku ...

                    Chyba zacznę być drażliwy pod kątem każdego mocnego słowa, wpisanego w tym forum wobec mnie, tak jak to czyni często tutejsza cenzorka [tu - bez jednoocznego smajliku]...

                    Cóż, wpis końcowy wątkuzałożyciela jest dość tajemniczy - to ostatnie zdanie właśnie, w sensie logiki słowa i sądowych wariantów.
                    Miałem dwie wersje wpisu, pytającego o tę walkę bio-ojca dziecka.
                    Pierwsza sama się kojarzy, ale druga jest też możliwa, a dla mnie ciekawsza.
                    Czy bio-ojciec może walczyć o swe prawa? A dlaczego nie? Np. w wariancie, przeze mnie powyżej rozważanym, że w ogóle nie zostanie powiadomiony o urodzinach dziecka - z ust samej dziecka matki.
                    Na miejscu zakładacza wątku już nic bym nie donosił, bo w tej postaci jego opowieść jest soczysta aż nadto.

                    Mnie, jako ekologistę, oczywiście korci, by dopowiadać dalej coś o samiczkach ptaków, jakie mają głównego partnera w czas toków, ale i ukrytego [ukrytych], i o innych ciekawostkach z tej dziedziny, ale nie wypada.

                    Mamie wątkowej życzę szczęścia i dużo wyczucia taktycznego w informowaniu, szczególnie informowaniu dziecka. I zamieszkiwania w jak nawiększym miejskim ośrodku, bo ludzie sa różni, co nawet widać w tym wątku.
                    Ahoj!
                    • kora3 Re: Walka o klarowność - dziwaczna? 21.02.15, 15:44
                      Darze - z tego co zrozumiałam dziecko juiż się narodziło i na razie formalnie nie ma ojca. Jak zrozumiałam narzeczony miał je uznać i żenic się z jego matką, gdy będzie miał potwierdzenie, ze dziecko jest jego. Nie jest jego, wiec dziecka nie uznał, a z matka się zenił nie będzie. Zatem musi mieć w metryce, ze pochodzi od nieznanego ojca.

                      Nadal jednak nie rozumiem dlaczego domniemany teraz ojciec - ekspartner matki miałby walczyć o swoje prawa i zapowiadać to teraz. Jeśli uznałby dziecko, albo sąd uznał je za jego potomka (na ogół na podstawie badań DNA się to odbywa), to automatycznie miałby pełnię praw rodzicielskich Darze. Do walki mógłby stanąć dopiero, gdyby matka usiłowała mu te prawa odebrać, albo ograniczyć, albo utrudniała kontakty z dzieckiem. Na logikę - gdyby kobieta nie chciała by dowiedział się, ze nie jest ojcem dziecka, to zwyczajnie by mu o całej sytuacji nie mówiła. Nie ma obowiązku opowiadać się ekspartnerowi, ze nie wychodzi za mąż, a były narzeczony nie uznał dziecka.
              • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 06:13
                Babo, znowu wpadasz w ten ton ...smile
                Może tak, może nie - nie chodzi o zdanie. Na miejscu gościa miałabym watpliowsci - był narzeczony, dziecko miało być jego, ekspartner nic nie wiedział, jakoby miał zostac tatą, a tu nagle okazuje się, ze dziecko ma być jego. Jeśli sypiał z babką w okresie możliwego poczecia może być jego, nawet jeśli to było tylko raz, ale ma prawo chcieć sprawdzić.
                • baba67 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 07:40
                  Wyraznie jest napisane ze zaszla w ciaze z innym mieszkajac z narzeczonym. Jest to jeszcze gorszy moralny absurd iz zdradzanie konkubiny.Brak elementarnych zasad moralnych.twoj facet to byl przynajmniej szantazowany smile)))))
                  • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 08:33
                    Babo, naprawdę liche sa twe złosliwosci i poniżej moim zdaniem Twego poziomu.
                    MOIM zdaniem nie ma nic dziwnego w stwierdzeniu, ze ktoś zdradził osobę z która nie był w zw. formalnym, czy sakramentalnym - nie stosuje się do katolickich zasadsmile
                    Mysle zresztą ze wieszkosc społeczeństwa tak sprawę traktuje, bo wielokroć można usłyszeć o zdradzie chłopaka/dziewczyny, narzeczonej/narzeczonego, zatem całkiem sporo ludzi uznaje, ze będąc z kims w związku nieformalnym, ba - nawet niespecjalnie poważnym (nastoletni chłopak i dziewczyna) można odeń wymagac wierności. Może w Twoim środowisku jest tak, ze póki slubu nie ma, to się akceptuje seks przyszłego meza/chłopaka z innymi kobietami w trakcie trwania związku, ale o ile, to jest ono mniejszościowe.

                    Mój EKSfacet był owszem szantażowany, ale najpierw poszedł do łozka z kobita, tóra go POTEM szantażowała, wiec jego zachowanie było dla mnie niedopuszczalne w tym zakresie i tyle. Gdyby tego nie robił, kobieta nie miałaby go czym szantażować - proste.

                    Owszem, autorka wątku napisała ze siostra zaszła w ciązxe po zamieszkaniu ponownym z narzeczonym, ale nie napisała KIEDY. Czy po pół roku okazało się ze jest w ciąży, czy po miesiącu, a to jest zasadnicza róznica. Ja wiem Babo, ze ani Tobie, ani nikomu z Twoich wietych znajomych i jeszcze bardziej swietych krewnych nie przyszłoby do głowy, ze można się z kims rozstać w np. grudniu i w styczniu już być z kims innym, ale także rzeczy wśród mniej swietych się zdarzająsmile

                    • baba67 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 08:48
                      Pani zaszla kiedy mieszkala-nie przekrecaj. A zdradzanie partnera z ktorym jest sie w zwiazku (chyba ze obie strony sobie tak wyobrazaja taki uklad ,ale tu tak nie bylo).
                      Jest toz zwyczajne swinstwo i i nie tylko moi swiatobliwi znajomi tak uwazaja.Sama jakos z tym zdradzajacym facetem nie jestes-dlaczego niby jesli to takie normalne i wszyscy to robia ? A on taki biedny-serca nie masz ... albo mnie bedziesz bzykal albo powiem twej konkubinie ze mnie bzykales.naprawde nie czujesz tu Mrozka? A co by bylo gdyby maz tej pani sie dowiedzial...nie czekaj ja juz wiem-Ty sie z nim rozstalas o facet BAL SIE MEZA czyli nie mial jaj To jest powod-tez wolalbym pilota niz taki makaron na koloniach.Przepraszam-mialam Cie za niekonsentna ale teraz wreszcie rozumiem.
                      --
                      Kiedy słońce zachodzi. karły rzucają cienie jak olbrzymy.
                      • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 09:02
                        baba67 napisała:

                        > Pani zaszla kiedy mieszkala-nie przekrecaj.

                        babo, wiesz co to jest skrot myslowy?

                        A zdradzanie partnera z ktorym jest
                        > sie w zwiazku (chyba ze obie strony sobie tak wyobrazaja taki uklad ,ale tu
                        > tak nie bylo).
                        > Jest toz zwyczajne swinstwo i i nie tylko moi swiatobliwi znajomi tak uwazaja


                        No jakze - pisałaś ze konkubiny nie można zdradzać, to jak to jest? smile

                        > .Sama jakos z tym zdradzajacym facetem nie jestes-dlaczego niby jesli to takie
                        > normalne i wszyscy to robia



                        A co w tym dziwnego. Fakt, ze wieszkosc starystyczna tak robi nie oznacza:
                        a) ze ja musze tak robić
                        b) ze mam się godzić na to, ze ktoś tak robi wobec mnie

                        My się zwyczajnie nie rozumiemy - ja nie tqwierdzę, ze tak jest dobrze i mnie odpowiadałoby, ja jedynue twierdze, że tak się dzieje w większości. Może się to i mnie i tobie nie podobać, ale tak jest po prostu.

                        ? A on taki biedny-serca nie masz ...


                        Nie, wcale nie "biedny" - biedny to byłby, gdyby baby nie chciał bzyknąć i ona z zemsty straszyła go, że powie iż bzykał i ja bym w to uwierzyła, a on byłby niewinny.
                        Pisałam o takim przypadku - gość mający obsesje na punkcie dziewczyny wysyłał gdzie się dało informacje o tym, ze rzekomo z sobą sypiają, nawet posunął się do fotomontaży.

                        albo mnie bed
                        > ziesz bzykal albo powiem twej konkubinie ze mnie bzykales.naprawde nie czujesz
                        > tu Mrozka?


                        Babo, jak wyżej - gdyby jej nie bzykał, to nie miałby problemu. z tym, ze u niej nie było "jeśli nie będziesz mnie bzykał dalej", tylko "jeśli ze mna nie będziesz...". Kobieta się po prostu zakochała, zresztą to uczucie było wcześniej, nim doszło do bzykania. Ona chciała z nim po prostu być i uważała, że jedyna do tego przeszkodą jestem ja ...

                        A co by bylo gdyby maz tej pani sie dowiedzial...nie czekaj ja juz w
                        > iem-Ty sie z nim rozstalas o facet BAL SIE MEZA czyli nie mial jaj


                        Mąż się dowiedział, a facet meza się nie bał, bo i dlaczego miałby. Mąz dowiedział się od pani, był skłonny jej wybaczyć. Spotkał się z moim eksem i zapytał, czy on ja kocha, chce z nia być. Ten powiedział mu szczerze, ze nie, ze to był tylko romans.


                        To jest powo
                        > d-tez wolalbym pilota niz taki makaron na koloniach.Przepraszam-mialam Cie za n
                        > iekonsentna ale teraz wreszcie rozumiem.



                        A co ma do tego mój obecny facet, poznałam go już jakiś czas po rozstaniu się z eksfacetem.
                        • baba67 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 09:20
                          Jest roznica miedzy skrotem myslowym a nieprecyzyjna narracja -a tyle nieprecyzyjna ze zmienia obraz sytuacji w sposob diametralny. jesli pani skacze jak pchelka od jednego partnera do drugiego nie zdradzajac zadnego to oczywiscie nie daje na boku.
                          Probuje uwaznie czytac posty.
                          • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 09:30
                            Ale Babo po co ta pchełka, skacze, daje - naprawdę nie widzisz, ze to jest nielulturalne słownictwo?
                            "Jeśli kobieta zmienia często partnerów, ale nie współżyje z żadnym w tym samym czasie, to nikogo nie zdradza" - da się? Dasmile
                  • minniemouse Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 23:53
                    baba67 napisała:
                    Jest to jeszcze gorszy moralny absurd iz zdradzanie konkubiny

                    Babo, z calym szacunkiem, ale kto ci daje prawo do osadzania prowadzenia sie tej pani?
                    I jakiejkolwiek innej.
                    Masz bez mala poglady z XIV wieku.
                    notabene, czy byloby ci przyjemnie gdyby np ktos powiedzial iz najbardziej sie oburzaja byłe prostytutki? i czy bylaby to prawda?
                    no ale ktos jest przekonany ze tak, i nie przekonasz go ze nie..

                    Minnie
    • kora3 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 08:40
      babo, czy Ty uważasz, ze Twoje uwagi sa kulturalne? Tak na serio, bo to forum SV
      • baba67 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 09:04
        Sa na temat. Jesli nie sa kulturalne to Minnie wykosi,bez obrazy. Uwielbiam Twoja wizje swiata -jest w niej cos co wysoko cenie .
        • kora3 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 09:28
          Babo, ale jaka wizję? Uwagi nie są na temat, bo tematy był, jak i kto powinien narzeczonemu/ekspartnerowi/rodzicom powiedzieć o sytuacji. Ale ok normalne, ze wątki "dryfują" nie tylko w kierunku głownego tematu. Jednakowoż czy na temat głowny, czy poboczny wypowiedzi w stylu "dawac doopy", czy "koorewka" SĄ niekulturalne. Ostatni zmodyfikowany co prawda wyraz jest nawet wulgaryzmem.

          Nie tak dawno odsądzano tu od czci i wiary ) trolla, który brzydka dziewczynę nazwła "pasztetem" i były głosy oburzenia także w kierunku złego wychowania. facet nie pisa; nawet i nikim konkretnym, pisał o przykładowej sytuacji brzydka dziewczyna wysyła podrasowaną foć, jakaś, hipotetyczna i te hipotetyczna nazwał w cudzysłowie "pasztetem".

          Ty o mino wszystko dla watkodawczyni konkrewtnej osobie, jej siostrze, piszesz "koorewka" coś tam o ghoscinnosci w kroku i dawaniu doopy i to jest ok?

          A tak swoja droga Babo - takie słownictwo swiadczy o emocjonalnym podejściu do tematu, które moim zdaniem oczywiście, jest tu zupełnie nieuzasadnione. Ani Cie sprawa nie dotyczy, ani nic, a tak emocjonalnie do tego podchodzisz. Rozumiałabym jeszcze emocje i tego narzeczonego, ekspartnera i akrualnej jego wybranki, z którą slub planował, ale u Ciebie nie rozumiem.
          Zauwazam natomiast ze w Tobie tematyka damsko meska często budzi takie emocje i o ile nie jest to pytanie zbyt osobiste, to pozwole sobie zapytać: dlaczego?
          • baba67 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 09:49
            No taka wizje ze wszyscy procz mojego srodowiska sie koca i krolicza na potege rozchodza schodza,sluby biora jakims dzikim przypadkiem ,a i to nie przeszkadza w uszczesliwianiu dwoch (zeby tylko) panow na raz .panowie tez sie staraja jak moga.
            A tu-patrze podejrzliwie -syn sasiadki podobny do jej meza o dziwo nie do sasiada wyzej'rozwody owszem sa ale jakos nie z powodu nowego obiektu westchnien zyje w dziwnym swiecie i bardzo mi to pasi.Dlatego lubie Twoje posty.
            • kora3 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 09:56
              baba67 napisała:

              > No taka wizje ze wszyscy procz mojego srodowiska sie koca i krolicza na potege
              > rozchodza schodza,sluby biora jakims dzikim przypadkiem ,a i to nie przeszkadza
              > w uszczesliwianiu dwoch (zeby tylko) panow na raz .panowie tez sie staraja jak
              > moga.


              Babo, z tymi slubami to wiesz ...Raz,ze kupa ludzi się rzowodzi, dwa ,ze wspomniałam o zdradach w raczej długoletnich związkach (choć nie zawsze tylko w nich się przecież zdarzają). Samo zycie Babo i jeśli tobie zdaje się, ze "uwa" mam na myśli srodowisko jest inaczej, to jesteś po prostu naiwna.

              > A tu-patrze podejrzliwie -syn sasiadki podobny do jej meza o dziwo nie do sasia
              > da wyzej'rozwody owszem sa ale jakos nie z powodu nowego obiektu westchnien zyj
              > e w dziwnym swiecie i bardzo mi to pasi.Dlatego lubie Twoje posty.


              zżyjesz w swiecie iluzji Babo. To,ze sasiadka ma syna najprawdopodobniej z mezem, to wcale nie znaczy, ze nigdy tego meza nie zdradziła, ani mąz jej. Na ogół ludzie mający romans na bolu unikają sytuacji, by z tego romansu było dziecko, choć zdarza się ...
              • baba67 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 10:12
                Na pewno go zdradzila,na pewno wszystkie co ladniejsze sasiadki zdradzaja mezow bo nie da sie tak normalnie uczciwie w Twoim swiecie .Maz sasiadki przebzykal juz na pewno pol biura i reki nie zlamal na nartach jak opowiadal tylko taki dziwak maz kolezanki mial cos przeciwko atencji do zony i byl hm kategoryczny.Ja sie tam jeszcze dopytam, na pewno wszyscy klamia. Twoja siostra tez szuka pewnie przygod bo jak wszyscy to wszyscy i moja twierdzi ze pociag sie spoznia ciagle ale to sciema wiadomo.No i jakim cudem Ty ie korzystasz , ja to dziwna jestem, ale Ty,taka nowoczesna, wyzwolona a tu wszyscy no WHY?
                • kora3 Re: ostre oceny i sie wie 21.02.15, 10:28
                  Babo, poniżej podałam Ci statystykę dot. rozwodów z powodu zdrady ludzi, których znam, ale wcale nie naleza do mego środowiska obecnie. Przeczytaj sobie smile

                  Raz jeszcze podkreślam - NIE wszyscy, ale większość. Niekoniecznie teraz i w tym momencie. Woele osob trwających w związkach ma za sobą skok w bok, czy romans. Wiele ma też to przed sobą. Takie są statystyki. Dlaczego ja nie korzystam pytasz? smile Ano dlatego, ze kocham mego partnera i chce z nim być. Ale możesz mi wierzyć, ze gdybym chciała to nie byłoby problemu z kims na skok w bok, czy romans. Takich facetów śliniących się do babek zajetych szczególnie jest multum, wśród zajętych właśnie, głownie zonatych.
                  To ci potwierdzi kazda babka mająca okazje poznawać więcej ludzi w miare atrakcyjna i nie z poszukujących meza/partnera (bo od takich faceci wieja na dzień dobry). Wiec daj sobie spokój z tym moim środowiskiem, bo tak jest niemal wszędziesmile

                  Ja nie zdradzam, bo czuję się spełniona w moim związku, a gdybym się nie czuła, to mogłabym go bezkolizyjnie zakończyć. Wielu ludzi nie jest spełnionych w związku, ale obiektywnie nie mogą go łatwo zakończyć, albo subiektywnie uważają, ze nie mogą. Czy moja siostra zdradza? Nie wiem. Nic o tym nie mówi, a raczej by mi powiedziała, ale pewności mieć nie mogę. I ty też w stosunku do NIKOGO poza sobą samą takiej pewności mieć nie możesz - proste.
    • kora3 Mała statystyka dla Baby :) 21.02.15, 10:15
      Skoro Babo uważasz, ze to Ty masz racje, to pozwól, ze przedstawię Ci malą starystykę. Żeby nie było wciąż o tym "moim srodowisku", to przedstawię Ci statystykę dot. osob, które znam czysto z przypadku, bo się z nimi po prostu edukowałam i z niewielka ich grupa obecnie utrzymuję stałe kontakty.
      - moja klasa z podstawówki - na 29 osob 28 wstąpiło w związki małżeńskie. W tych pierwszych jest nadal 14 osób, większość z pozostałych 14 rozstała się z powodu zdrady własnej, albo małzonka
      - moja klasa z średniej szkoły - na 30 osob wszyscy się pożenili (no poza mna, ja wyszłam za mąż smile) - w swoich pierwszych małżeństwa trwa 18 osób, większość z tych, które się rozpadly, rozpadły się z powodu zdrady własnej, albo małżonki
      - moja grupa studencka - na 7 osób wszyscy wstąpili w zw. małżeńskie. jedna osoba zmarła po ok. 5 latach trwając w tym związku. z Pozostałych 6 trzy osoby są w małżeństwach pierwszych, móje rozpadlo się wiesz dlaczego, dwóch pozostałych moich kolegów - z powodu zdrady.
      • baba67 Re: Mała statystyka dla Baby :) 21.02.15, 10:58
        Czy ja dobrze czytam czy to jednak nie wiekszosc?Wiekszosc jest jakas dziwna-ci sami malzonkowie od poczatku...nudziarze panie dzieju,jakja dziwaki. I nawet nie wszyscy co sie rozstali nie z powodu kroliczenia ? Twoj przypadek wyjatkowo nietypowy dla mnie zostalas oszukana i na pewno sama bym sie rozwiodla w takim wypadku.
        A pomyslalas ze studia to nie jest probka reprezentatywna? Dobre liceum tez nie ?
        • kora3 Re: Mała statystyka dla Baby :) 21.02.15, 11:07
          Nie chodziłam do liceum smile
          Babo, to jest statystyka, być może nie reprezentatywna, ale raczej kompletnie nie związana z moim obecnym środowiskiem - inne miasta, inne kierunki kształcenia. Nie umiem podac tej statystyki dla moich drugich studiów, to i nie podałam. A to były studia w zawodze, jaki teraz wykonuję, choć nie w mieście gdzie mieszkam, ale w miare zbieżne z moim sro9dowiskiem zawodowym.
          Tak czy owak - sama widzisz, ze wiele małżeństw rozpada się z powodu zdrady, ale nie wszystkie. Czasem jest tak, ze osoba zdradzona wybaczy, a czasem tak ze nigdy się nie dowie, albo też udaje ze nie wie.
          Nie twierdzę wcale, ze wszyscy się zdradzają (nie znam się na koceniu się i króliczeniu tym bardziej, koty mam, ale kastrowane, królików nigdy nie hodowałam), twierdzę, ze nie ejst to jakies unikatowe, jak Ty chcesz przedstawiać. Romanse są w niemal każdej firmie, w niemal każdym srodowisku, o skokach w bok nie wspomne, bo stosunkowo rzadko wychodzą na jaw jakies delegacyjne przygfody z kimś spoza firmy.
    • kora3 Re: ostre emocje i sv 21.02.15, 15:48
      Babo, nie, nie lepiej, tak samo niegrzecznie. I nie chodzi tu tylko o określenie kobiety mającej więcej partnerów. taki był raban o "paszteta" ...Takich obraźliwych określeń jest więcej: dzieciorób, robol, alimenciarz itd. Czy naprawdę nie da się wśród kulturalnych ludzi unikac takich okresleń, skoro są inne: wielodzietny, pracownik fizyczny, płacący alimenty?
      • kora3 Test na słownictwo 21.02.15, 16:44
        Robiłam kiedyś materiał o rodzinie z 12 dzieci, która pilnie potrzebowała pomocy w zasadzie wszelkiej. Zagaduję w temacie do dalszego znajomego przedsiębiorcy> Wiesz, na zasadzie "kapnij im na opał, odpiszesz sobie od podatku itd." . Odpowiedź "Ja zadnym bezmyślnym dzieciorobom pomagał nie będę, ewentualnie kupie im zapas gumek na rok" - grzecznie? Nie. Mogl zwyczajnie odmówić, ale mógł i uzasadnić "Z zasady nie pomagam rodzinom wielodzietnym" - grzecznie? no tak.
        Zasłyszana romowa dwóch młodych mężczyzn. "Krzysiek się żeni, słyszałeś? No tak, słyszałem, ze sobie jaką przechodzona z bachorem bierze." A mogło być tak "Krzysiek się zeni....?No tak, słyszałem, ze jego przyszła zona to rozwódka z dzieckiem" - powiedz mi, czy dostrzegasz róznice?
        • baba67 Re: Test na słownictwo 21.02.15, 17:06
          Bylo wziac od niego na te gumki.Mnie tez wkurzaja bezmyslni ludzie ktorych bezmyslnosc odbija sie a boguduchawinnych dzieciach. nie rozumiem naszego prawa ktore zabrania permanentnej antykoncepcji.
          Nazywanie rzeczy po imieniu czasem jest konieczne , poprawoscia polityczna mozna sie zadlawic. Ale ci dwaj panowie to pasywno agresywne chamidla(doskonaly przyklad kiedy rzeczy po imieniu nazwac nalezy).Pan przedsiebiorca mogl swa opinie zachowac dla siebie ale rozumiem jego odczucia .
          • kora3 Re: Test na słownictwo 21.02.15, 17:33
            Babo, ale ODCZUCIA nie maja tu nic do rzeczy, chodzi o WYRAZANIE się - kulturalne, albo nie. Pan mogł mieć swoje odczucia i do mnie, jakol osoby proszącej go, ale bezpośrednio niezainteresowanej powiedziec o nich, tylko GRZECZNIE. To samo drugi pan, mógł uważać, decyzje kolegi ws. żeniaczki za niesłuszną i tez mógł ja wyrazić, tylko grzecznymi słowami.
            • baba67 Re: Test na słownictwo 21.02.15, 18:58
              No mogli-zadnego interesu w niekulturalnym wyrazaniu sie nie mieli a jeszcze pan przedsiebiorca narazil Cie na dyskomfort od ktorego uciec nie moglas.
              Inna sprawa sa dyskusje. ustalilas juz ze jestem ni kulturalna ,zatem powtarzac juz nie bedzie trzeba bo ja ze swego stylu nie zrezygnuje. Jesli kogos razi czyjs styl jest opcja wygaszania-nie chcemy nie czytamy .Oczywiscie wyzwiska i bezposrednie obrazanie nie wchodza w gre ale zjawiska bede nazywac po imieniu.
              • kora3 Re: Test na słownictwo 21.02.15, 19:33
                Babo, mów sobie jak chcesz i pisz ...Dla mnie nazywanie np. kobitki wierzącej w pewnym wieku "stara cnotka niewy...bka jest nazywaniem rzeczy po imieniu, bo często to prawda, ale nadal nie jest kulturalne. Podobnie jak nazywanie ciężarnej "nadmuchaną", albo w gwarze wiezniennej (powjawiło się gdzieś tu w innej formie, czy mi się zdaje?) - "kotną". Podobnie nie trawię mowienia o dzieciach z wadami "potworek" - choć czasem tak właśnie wyglądają, No po prosyu tak już mam - z domu chyba, z tego tak liberalnego domu smile i moje arcy "rozbuchane" rzekomo srodowisko to także potwierdza smile - nikt tak nie mówi, a każdy mze wyrazać swe zdanie tylko na litośc KULTURALNIE! Acha i drazni mnie mówienie na księdza "klecha" a na geja "pedał"
    • kora3 Re: Mała statystyka dla Baby :) 21.02.15, 15:58
      Babo, skad Ty masz o mnie te informacje?smile Ja blisko show biznesu? Przecież ja jestem dziennikarzem lokalnym smile Jeśli mam do czynienia z jakimiś celebrytami, to kiedy odwiedzają region, który ze tak się wyraze obsługuję i robie z nimi wywiady. trudno nazwać to znajomoscią z kimś, czy byciem blisko jego środowiska także, przyznasz?

      Krąg moich prywatnych znajomych to zwyczajni ludzie: nauczyciele, nauczyciele akademiccy, samorządowcy, prawnicy, lekarze, przedsiębiorcy, ale także pracownicy resortu MSW, pracownicy biurowi, fizyczni. I to właśnie na podstawie takich środowisk pisze to, co piszę Babo. Ale nie tylko, bo nawet jeśli nie mam na to checi wcale docierają do mnie informacje o różnych sprawach ludzi, który znam tylko z widzenia (jak opisana tu para szefa wydziału i podwładnej - ja tych ludzie kojarzę, wymieniamy dzień dobry, ale de facto ich nie znam, chyba nawet z zadną z nich nigdy nie gadałam).

      Mam wrazenie, ze Ty zaklinasz rzeczywistość. Jeśli w Twoim srodowisku tak nie jest - nigdzie poza show biznesem, tak nie jest. Inna sprawa, ze możesz nie mieć pełnego obrazu, bo być może nie masz stosownego spektrum.
    • chris1970 Re: ostre emocje i sv 27.02.15, 09:39
      Należy siostrę przekonać do jak najszybszego porozmawiania z partnerem i wyznania mu prawdy.
      Dalsze zatajanie prawdy nie ma sensu. Bo jak tu budować związek, bez względu na formalności i przysięgi, w którym nie ma szczerości i prawdy, są półprawdy i tajemnice.
      Załóżmy, że partner wychowuje dziecko, kocha, nagle po latach potrzebna jest pomoc medyczna, nie wiem, przeszczep, oddanie krwi, a tu nagle okazuje się, że kochana córeczka / synek jest zupełnie obcą osobą?
      Jeżeli chłopak uzależnia wspólne życie z siostrą od tego, czy dziecko jest jego, to w sumie w interesie siostry jest rozwiązanie tego związku i poszukanie innego człowieka, który pokocha siostrę bezwarunkowo i będzie wychowywał dziecko jak swoje - świadomie.
      Siostra nie ma gwarancji, że nie pojawią się kolejne warunki do utrzymania związku z tym partnerem. Jak wspominałaś, z tym partnerem już było rozstanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka