Mamy piękny koniec wakacji i wielu z nas korzysta jeszcze z kąpieli słonecznych nad wodą. Wczoraj byłam świadkiem scenki, która mnie głęboko zasmuciła

I ...przypomniała o tym forum i dyskusjach w temacie zachowania dzieci i ich rodziców.
Byłam sobie na dzikiej plaży nad płytka rzeczką. Ludzi trochę było, ale nie tak, żeby gęsto. W pewnym momencie usłyszałam piski jakiejś kobiety. Z dość dużej odległości, około 100 metrów. Kobieta pędem wybiegała z wody, a gonił ja strumień wody, który ok. 6-7 - letni chłopiec wypuszczał z takiej sikawki. Reakcji kobiety się nie dziwiłam, bo rzeka górska, to i zimna. Sądziłam, że to jakaś mama, czy ciocia zabawia się z dzieckiem. Tymczasem ku naszego zdumieniu owa pani w towarzystwie pana w zbliżonym do niej wieku (ok. 30) zebrała swoje rzeczy i ruszyli w kierunku, gdzie my plażowaliśmy, bez tego dziecka. Ulokowali się jakieś 20 metrów od nas, kobieta zaczęła gorączkowo czegoś szukać. Zaraz potem podszedł pan i spytał, czy nie mamy czasem zapalniczki, bo zona nie może znaleźć. Mieliśmy. Pan przyszedł oddać i od słowa do słowa okazało się, że plażowicza byłą oblewana tą zimną wodą przez zupełnie OBCE dziecko będące z ludźmi, którzy plażowali dalej, za krzakami, więc my ich nie widzieliśmy. Chłopiec najpierw skierował strumień wody na schładzająca się w rzece kobietę. Sądziła ona, ze przez przypadek, czy nieuwagę. Zwróciła dziecku uwagę "Hej, ale przestań mnie oblewać", ale efektu nie było, dziecko kontynuowało. Podeszła więc do ludzi, z którymi dziecko było prosząc, żeby na nie wpłynęli. Efekt był taki, że chyba ojciec zawołał do dziecka "Nie lej pani". Zero przeprosin. Za jakiś kwadrans pani znów poszła schłodzić się w rzece i sytuacja się powtórzyła przy braku jakiejkolwiek reakcji opiekunów dziecka. W tej sytuacji para się przeniosła gdzie indziej.
Gdy mi to pan relacjonował przy okazji zwrotu zapalniczki pomyślałam sobie, że jakby ta pani poczytała niektóre wątki na forum, to by wiedziała, ze dzieci trza szanować, mają swoje prawa i nie ma o co robic tragedii