Dodaj do ulubionych

Wqrzające zachęcanie do jedzienia

02.05.08, 12:05
picia tez ...
Nie wiem co sie tym ludziom w głowach porobiło- serio.
Rozumiem, ze ktos jest dumny ze swego wypieku, czy innej potrawy,
ewentualnie wina, czy nalewki włąsnej roboty, ale zeby kogoś zmuszać?

Ostatnio byam na przysłowiowym ciastku i kawie smile - u dalszej
znajomej. Faktycznie słynie z pysznych ciast. Nie przepadam za
slodyczami w ogólnosci, tak mam , ale nie ejstem na dieci, to i
kawalek specjału spróbowalam - faktycznie - niebo w gębie smile Inni
tez zachwalali i gospoduni promieniała z zadowolenia. Do czasusad Bo
niestety chyba chec uslyszenia kolejnego "piania" z zachwytu
przysłoniła jej dobre maniery i zdrowy rozsadek. ojawil sie znajomy
z dziewczyną, są chybna z sobą od niedawna, bo nie byla gronu znana.
Bardzo miła osoba, zresztą. Przyszli troszkę później (zapowiedziane
spóźnienie - on dłuzej pracował), ludzien juz "opiali" wypieki
gospodynismile. Znajomy oczywiscie zaraz przystapił do jedzenia ciast,
jego dziewczyna - nie. Na kilkarotne zachęty ze strony gospodyni
odpowiadałą "Dzięki, naparwde adnei wygląda i pachnie, ale ja nie
jadam ciast" - normalnie wg mnie. Nikt poza gopsodynią nie zachecał,
ale ona była niestrudzona "A co na diecie jestes? daj spokj, jeden
kawalek tuszy nie czyni, zresztą z taką figurą itepe" W końcu sama
nałozyłą dziewczynie na talerzyk ciasto, dziewczyna nie jadłą, to
sie nie odczepila tylko "Pzrykrośc mi robisz, a tak wszyscy lubią
moje ciasta itede". W końcu panna skapitulowałą i wocec ok. 15
całkiem obcych osób powiedziała: "Wybacz, mam cukrzyce, jaadm
okreslone rzeczy w określonych porach, unikam słodyczy, nie gniewaj
sie" ..Oczywiscie zrobił sie kwas, gospodyni jeła poniewczasie
przepraszać, ale parka i tak w miare szybko sie zwineła sad
Kiedyś, dawno bylam swiadkiem sytuacji na weselu, kiedy nienzny mi
gosc uporczywie proszony o wypicie "jednego" glosno i wyraźnie
powiedział "Nie mogę, jestem alkoholikiem" ...
Czy naprawde goscinnosc i chec zaipomnowania innym kunsztem
kulinarnym musi prowadzić do takich sytuacji? Luzdie nie rozumieją,
ze NIE znaczy NIE?
Obserwuj wątek
    • madzia.magdalena Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 02.05.08, 12:54
      Faktycznie żenujące...
      Opisujesz, Koro, sytuację, kiedy to dziewczyna próbowała WIELOKROTNIE wymigać
      się od konsumpcji ciasta - w takim wypadku gospodyni powinna chyba była wyczuć
      intencję inną niż dbanie o figurę itp. (a nawet gdyby ktoś nie jadł z powodów
      "dietetycznych", i tak nie ma obowiązku jeść albo tłumaczyć się z niejedzenia).
      Ja się jednak zastanawiam, czy partner owej osaczonej kobiety nie mógł na
      stronie jakoś zasugerować lub wprost powiedzieć gospodyni, jaka jest przyczyna
      niejedzenia. Może dzięki temu nie byłoby kwasu?... Co nie zmienia faktu, że
      taktowna osoba nie wciska na siłę nikomu dania wobec odmowy.
      • kora3 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 02.05.08, 13:15
        Wiesz, ja jestem zadnia, że człowiek nie musi się tłumaczyć ze
        swoich gustów, czy koniecznosci kulinarnych...
        Wg mnie sytuacja jest zdrowa, jeśli gosc nie korzysta z tego, z
        czego nie moze albo nie chce, a gospodarz nie zwraca na to uwagi.
        Ostentacyjne wyglaszanie przez ludzi informacji typu "ja alkoholu
        nie piję, bo nie muszę się napić, zeby sie dobrze bawić", albo "jak
        mozna jesć mieso i tym samym być mordercą", albo "jak mozna nie jesc
        misa to niezdrowo" itepe uwazam za przejaw co najmniej braku
        kultury.
        Nie pasuje mi - nie jesm nie pije i nie zwracam na to uwagi. Tu
        sytuacja była inna - gdyby gospodyni nie zachęcała tak uporczywie,
        to pewnie nikt by uwagi na to, ze ta dzewczyna nie je, nie zwrócił.
        ówisz, ze kolega mógl gospodyni napomknac, moze i mógł, w kazdym
        razie nie w tym momencie, bo musiałby ja zawolać na strone sad. Biore
        tez pod uwagę, ze do głowy mu nie przyszło, ze baba bedzie az tak
        natarczywa, a także że jego dziewczyna moglą sobie zwyczajnie nie
        zyczyć, zeby bądź co bądz całkiem obcej jej kobiecie, której nawet
        na oczy nie widziała opowiadał o jej chorobie.

        Jako wegetarianka, czesto rezygnuje z wielu podawanych potraw - raz
        czy dwa razy byłąm zachęcana dosc natarczywie, jednak zdaję sobie
        sparwę, ze powiedzenie o swoich gustach kulinarnych publiznie, gdy
        ktoś do tego zmusza, jest znacznie mniej nieprzyjemne (acz jest),
        niż mówienie o swojej chorobie.
        Co innego w bliskim gronie, gdzie sie wszyscy znaja - wiadomo, ze
        franio własnie miał operacje na woreczek i franiowi się nie serwuje
        karkówy z chrzanem, a franio kulturalnie nie zamezca innych
        opowiesciami o swojej operacji smile i diecie.

        Nie umiem pojąc ludzi w taki sposób psujących atmosfere na wlaswnym
        przyjeciu, jak ta znajoma sad Co jej to dało? Pewnie to, że tearz juz
        kazdy nadal wie, ze ona pysznie piecze, a nie je tylko ten, co nie
        może ...Ale przy tym wszystkim, jej "slawa" pozostała, nie tylko
        jako qwspaniałej kucharki, ale tez namolnej i niekulturalnej
        gospodyni sad
    • drie Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 02.05.08, 18:41
      Bardzo dobry przyklad i zarazem przestroga przed namolnym
      namawianiem.

      Z drugiej strony wlasnie czytajac ta historie przyszlo mi na mysl
      pytanie: ile razy mozna zaproponowac gosciom cos aby nie wydawac sie
      natretnym i byc w zgodzie z zasadami dobrego wychowania?

      Trzy? smile


      • kora3 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 02.05.08, 20:51
        stare zasay SV mówiły, ze nie należy nigdy po raz trzeci brać
        dokladki jakiejkolwiek potrawy, choćby nie wiem jak gosciowi
        smakowała i nie nelaezy po raz trzeci namawiać do poczestowania się
        tym samym - o ile dovbrze pamietam- zcyli wychodzi, ze dwa smile Teraz
        oczywiscie, zwłaszcza w bliskim gronie te zasady nie sa chyba az tak
        ścisłe, ale poniekąd chyba personaknie nie nalezałoby niokogo
        zachecać nawet raz, ogólnie - czemu nie ?smile Tak mi się wydaje
        • drie Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 02.05.08, 23:39
          Mi tez dwa lepiej pasuje. smile

          Ostatnio bylam swiadkiem ponizszej sytuacji:
          obiad mieszany tzn. sporo "swojskich" gosci i kilka osob nowych. Po
          obiedzie podawano deser. Czesc osob z checia przyjela talerzyki.
          Kilku gosci powiedzialo: moze za chwile. Gospodarz po +/- pol
          godzinie zaproponowal ponownie owym ludziom deser. Jedna przyjela,
          trzy odmowily, ze "jeszcze nie". Gospodarz na to: prosze, obsluzcie
          sie sami jak bedziecie mieli ochote lub dajcie mi znac.

          Jedna z tych osob byla niemile zaskoczona, ze jak to ona ma prosic
          gospodarza.

          Uwazam, ze gospodarz zachowal sie w porzadku. Byl zajety rozmowa,
          pilnowal czy kazdy ma do picia co chce, itp. Wlasnie wystapil efekt
          dwoch razy. Moim zdaniem spelnil swoja powinnosc. smile
          • kora3 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 03.05.08, 08:29
            drie napisała:

            >> Jedna z tych osob byla niemile zaskoczona, ze jak to ona ma
            prosic
            > gospodarza.
            >
            > Uwazam, ze gospodarz zachowal sie w porzadku. Byl zajety rozmowa,
            > pilnowal czy kazdy ma do picia co chce, itp. Wlasnie wystapil
            efekt
            > dwoch razy. Moim zdaniem spelnil swoja powinnosc. smile

            Też tak sądzę - ta niemile zaskoczona osoba jakaś grymaśna smile
            Oczekiwala, ze bedzie latal do niej 10 razy, zeby zapytać czy nie ma
            ochoty na desre? Proponowal 2 razy- wystarczy.
    • drie Podpinam sie - prawie na temat 02.05.08, 23:53
      Pozwol Koro, ze sie podepne pod Twoj watek, bo temat rowniez dotyczy
      jedzenia. Wprawdzie nie namolnego namawiania, ale... sumienie mnie
      meczy od jakiegos czasu.

      Pracuje w sporej firmie. Mamy stolowke. Na lunch chodze z grupa
      siedzaca obok, inny dzial. Poniekad przygarneli mnie, bo mam bardzo
      samodzielne stanowisko i "nie naleze" do nikogo. Otoz taki lunch
      trwa zazwyczaj okolo godziny, za sprawa jednej osoby. Jest to
      przemila kobieta, ktora prowadzi sporo konwersacji podczas posilku i
      do tego bardzo powoli je. Ja nie moge sobie pozwolic na godzinny
      lunch, mam przewaznie poustawiane spotkania itp. wiec dosc czesto
      zegnam towarzystwo wczesniej, dziekuje i odchodze od stolu. Bardzo
      zle sie z tym czujac. Z drugiej strony nawet jak zostaje do konca
      widze 4-6 osob czekajacych na ta kobiete z pustymi talerzami. Do
      niedawna gryzlo mnie sumienie, ale w sumie teraz doszlam do wniosku,
      ze to ta osoba troche nagina zasady. Dodam, ze taka sytuacja ma
      miejsce w 98%, czyli naprawde prawie zawsze.

      Mozecie, prosze wyrazic swoje zdanie, zebym mogla "rozgrzeszyc" lub
      pograzyc jeszcze bardziej moje sumienie. smile)
      • kora3 konwersacja podczas posiłku :) 03.05.08, 08:38
        to w zasadzie podstawa dobrego wychowania - ale przy stole
        biesiadnym. Podczas przerwy na lunch - nie musi być bardzo
        ozywiona smile Co bynajmniej nie oznacza, ze nalezy w milczeniu i
        szybko pochłonąc jedzenie.
        Podczas takiego posiłku wszyscy maja swiadomosc, ze to nie rozrywka,
        tylko chwila przerwy w pracy, no moze poza kolezanką. Wg mnie nie
        robisz "fopy"smile odchodząc wczesniej od stołu i nie czekajac na
        kolezankei czekającą na nią reszte - jesteś w pracy (jako i reszta),
        masz poumawiane spotkania itede.
        Nawiasem mówiąc , nawet stare zasady "posiłkowego" SV mówią, że zbyt
        szybkie, ale tyakze zbyt wolne, zmuszające do siedzienia długo "na
        pusto" sąsdiadów stołowych, jedzenie nie jest kulturalne. Kolezanka
        tak włąsnie robi - ok - rozumiem wolno je i lubi pogadać - no to
        podczas posiłku w parcy powinna zmniejszyc intensywnosc konwersacji
        i zająć się jedzeniem, skoro powoli je, albo jesc szybciej -
        ewentualnie skoro lubi w tym ghronie pogadać - zaproponowac wspólny
        wypad PO pracy. Nie stresuj się - sumienie twe jako róża smile biala
        • drie Re: konwersacja podczas posiłku :) 04.05.08, 21:06
          Podoba mi sie zdanie o rozy smile niestety, pomimo wszystko czuje
          ciezar odchodzenia do stolu w polowie posilku innych osob. Chociaz
          czasem mam wrazenie, ze niektorzy patrza na mnie z zazdroscia wink ,
          bo niestety sie utarlo, ze 50 na 50 przypadkow odchodze wczesniej.

          Ostatnio rowniez zlapalam sie w pulapke, bo z powodu urlopow,
          konferencji itp - bylysmy na lunchu tyko we dwie. I pomimo
          czekajacych na mnie "terminow" - musialam towarzyszyc kolezance do
          konca posilku. Nie moglam jej zostawic. Obiecalam sobie solennie by
          na drugi raz sprawdzac czy nie idziemy przypadkiem tylko ja i ona.
          Jestem w stanie zrezygnowac z posilku, kupic kanapke "na biurko" -
          tylko po to by nie tracic godziny. Bardzo mi przykro z tego powodu,
          jest to przemila osoba i nawet w zartach nie przejdzie mi przez
          gardlo pogonienie jej. Oprocz tego jest ona dosc nowa w kraju (nie
          mieszkam w Polsce) i mysle, ze z powodu niewielu przyjaciol -
          traktuje wlasnie lunch jako biesiade. sad

          • kora3 Re: konwersacja podczas posiłku :) 05.05.08, 19:39
            drie napisała:

            >> Ostatnio rowniez zlapalam sie w pulapke, bo z powodu urlopow,
            > konferencji itp - bylysmy na lunchu tyko we dwie. I pomimo
            > czekajacych na mnie "terminow" - musialam towarzyszyc kolezance do
            > konca posilku. Nie moglam jej zostawic.

            Moglaś, to nie "fopa" - jesteście w pracy.

            Obiecalam sobie solennie by
            > na drugi raz sprawdzac czy nie idziemy przypadkiem tylko ja i ona.
            > Jestem w stanie zrezygnowac z posilku, kupic kanapke "na biurko" -
            > tylko po to by nie tracic godziny. Bardzo mi przykro z tego
            powodu,
            > jest to przemila osoba i nawet w zartach nie przejdzie mi przez
            > gardlo pogonienie jej. Oprocz tego jest ona dosc nowa w kraju (nie
            > mieszkam w Polsce) i mysle, ze z powodu niewielu przyjaciol -
            > traktuje wlasnie lunch jako biesiade. sad
            >
            Hmmm no moze i przemiła, ale niezbyt taktowna, albo po prostu taka
            jest i nie zdaje sobie sparwy, że reszta ma przez nią poczucie
            straconego czasu. Proponuję "przynaglic " ją juz an wstepie: "Dziś
            musze szyko wracać do buiura, mam umowione spotkanie za pół
            godziny" - mzoe pojmie i nie ebdzie zagadywac tyle, tylko jesć? A
            jeśli nie - po 20 min. zjadłwszy wstajesz grzecznei i
            mówiesz "dziękuję" oraz przypomiasz, ze spieszys zz się na
            spotkanie.
    • dominikjandomin Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 04.05.08, 21:30
      Koro, z jednej strony - nad-zachęcanie do jedzenia, zwłaszcza picia jest karygodne.

      Z drugiej - w polskiej (i nie tylko) tradycji jest, ze gościa trzeba nakarmić.
      Gość w dom - Bóg w dom.

      Kot w takiej sytuacji zawinił? Gospodyni... a odmawiająca? Czy umie odmawiać? Na
      samym początku "ze względów zdrowotnych nie jem" i tyle. Nie ma namawiań, nie ma
      kwasów.
      • drie Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 04.05.08, 22:07
        Dominikjandomin.. smile mysle, ze wlasnie z powodu "gosc w dom.." pani
        drazylaby temat w klimacie: oj, na diecie jestes? Nie? Cos powaznego
        ze zdrowiem, wszystko w porzadku? Co ci dolega kochana?

        I tak to osoba, ktora chcialaby zachowac swoja tajemnice zostalaby
        glownym tematem dialogu w obecnosci innych gosci. Do tego pewnie
        wspolczucie itd. "Nie" ma znaczyc NIE. Sposob, w ktory pani domu
        dowiedziala sie o cukrzycy byc moze nauczy ja wlasnie tego, ze
        czasem trzeba po prostu odpuscic, nawet kosztem straconych
        komplementow. smile

        Oczywiscie rozwazam czysto teoretycznie znajac nasza polska
        goscinnosc. smile
        • dominikjandomin Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 05.05.08, 12:27
          Rozważając teoretycznie drugą odpowiedzą jest "nie chcę o tym rozmawiać".
          Trzecią i czwarta to samo.

          Bowiem w Polsce wiele osób mówi "nie", aby być zachęcanym i zapraszanym. Ciężko
          rozróżnić takich gości...

          Nie wszyscy postępują zgodnie z mądrą zasadą "dawać i prosić to o jedno za duzo".
          • dominikjandomin Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 05.05.08, 12:30
            PS. Zwłaszcza, ze to była "przysłowiowa kawa i ciastko". Być "na cieście" i nie
            jeść ciasta - gospodyni ma swoje skromne prawo do wyjaśnień. Gospodyni to nie
            służąca ani nie kelnerka w restauracji.

            Dlatego też pełnia kultury, to wyjaśnienie po cichu na boku, albo krótkie,
            skromne na początku i niekontynuowanie tego tematu.

            Na moje - obie strony nawaliły, niestety.
            • kora3 nie jestem przekonana... 05.05.08, 19:35
              dominikjandomin napisał:

              > PS. Zwłaszcza, ze to była "przysłowiowa kawa i ciastko".

              Już pomijajac zachowanie gospodynmi wzgledem tego goscia - w zaadzie
              nigdy nie powinno sie podawac tylko słodkich rzeczy na takim
              proszonym podwieczorku- dla ludzi nie lubiących slodyczy powinny
              pojawic się jakies slone przekąski, to raz.

              Być "na cieście" i nie
              > jeść ciasta - gospodyni ma swoje skromne prawo do wyjaśnień.

              Gospodyni to nie
              > służąca ani nie kelnerka w restauracji.

              Otoz własnie i w zwiazku z tym przyjecie nie ma się chyab ogranizcac
              do konnsumpcji ciasta. Nie? tego rodzaju spotjabnie jest okazja do
              MILEJ pogawedki, a nie tylko do zzarcia ciasta i tyle.

              >
              > Dlatego też pełnia kultury, to wyjaśnienie po cichu na boku, albo
              krótkie,
              > skromne na początku i niekontynuowanie tego tematu.

              Tak się złozyło, o czym pisałam - ze ta para spóźniła się, co bylo
              zapowiedziane, a nastepnie zostala "usadzona" za stolem, nie było
              wiec okazji na boku. Nie bardzo tez wiem jak miałoby
              wygladać "skromne wyjasnieniena początku"- wstac i oznajmic "Mam
              cukrzyce nie mogę tego jesć"?
              Preciez dziewczyna włąsnie wyjasniła - kiedy nie nabieralą ciasta i
              znajoma ja przynaglała powiedziala, ze wszystko pysznie wyglada ale
              ONA nie JADA ciast - wg mnie to powino wystarczyć za wyjaśnienie.
              >
              > Na moje - obie strony nawaliły, niestety.

              A wg mnie - jedna. Gospodzra ma dbać o gosci, ale nie być
              natarczywy, w ogóle sobie nie wybrazam, ze mam sie tłumaczyć ze tego
              zcy tamtego nie jem i dlaczego. Jem co uwazam i nie musze się z tego
              tłumaczyć, ejsli nie robię oscentacji ze swego "niejedzenia" - takie
              mam zdanie
              • dominikjandomin Re: nie jestem przekonana... 05.05.08, 20:26
                Wiesz, jest różnica między "nie jadam wieprzowiny, bo mam taką fanaberię" od
                "nie jadam wieprzowiny, bo jestem muzułmaninem" czy nie jasne "nie jadam świni".

                Podobnie z ciastem.

                I nie zgadzam się, ze na przyjęciu, zaproszeniu na ciasto musi pojawic się
                "nie-ciasto".

                No i - skoro jest przyjęcie na ciasto, to po co iść? Zwłaszcza, jeśli wiadomo,
                ze gospodyni to mistrzyni wypieków i u niej jest właśnie ciasto i ciasto i
                jeszcze raz ciasto? I idzie się na wspaniałe ciasto + pogawędkę, a nie na
                pogawędkę + coś do kawy kiepskiej jakości z cukierni za rogiem?

                Zawsze jest możliwość poinformowania - czy przy zaproszeniu, czy przy wejściu...
                Z pewnością musieli wejść, przywitać się. Być może zdjąć płaszcz, przejść do
                jadalni / salonu. To nie wiedzieli, na co są zaproszeni? A może nie witała ich
                gospodyni, tylko sami weszli, posługując się zapasowymi kluczami?

                A spóźnienia... jest takie powiedzenie "kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi".

                A skromne wyjaśnienie na początku opisałem. Nieuważnie czytasz.
                • drie Re: nie jestem przekonana... 06.05.08, 08:59
                  > No i - skoro jest przyjęcie na ciasto, to po co iść? Zwłaszcza,
                  jeśli wiadomo,
                  > ze gospodyni to mistrzyni wypieków i u niej jest właśnie ciasto i
                  ciasto i
                  > jeszcze raz ciasto? I idzie się na wspaniałe ciasto + pogawędkę, a
                  nie na
                  > pogawędkę + coś do kawy kiepskiej jakości z cukierni za rogiem?

                  Poszli poniewaz byli zaproszeni. Poniewaz chlopak moze mial ochote
                  zobaczyc sie ze znajomymi i nie chcial isc sam: mowiac ty nie jesz
                  ciasta wiec nie pojdziesz, bo to zaproszenie na ciasto.
                  A dziewczyna jako nowa w towarzystwie niekoniecznie miala ochote od
                  zaczynania znajomosci przedstawiajac swoja karte chorobowa pomiedzy
                  drzwiami a wieszaniem plaszcza.

                  Nie wyobrazam sobie sytuacji gdy wchodza do mnie goscie i zaczynaja
                  juz w drzwiach: ona ma cukrzyce, prosze nie czestuj jej ciastem.
                  Swiadzyloby to o mnie, ze zalozyli z gory ze jestem napastliwym
                  gospodarzem i wiedza, ze bede namawiac bez granic.

                  Nie znaczy nie.
                  • remez2 Re: nie jestem przekonana... 06.05.08, 09:33
                    > Nie znaczy nie.
                    Masz rację. Z jednym wyjątkiem:
                    - "nie" znaczy "może",
                    - "może" znaczy "tak"
                    bo kobieta nie mówi "tak".
                    - "tak" znaczy "może",
                    - "może" znaczy "nie"
                    bo dyplomata nie mówi "nie".
                    Celowo nie użyłem słów prawdziwa/prawdziwy. smile
                    • drie Re: nie jestem przekonana... 06.05.08, 09:49
                      > > Nie znaczy nie.
                      > Masz rację. Z jednym wyjątkiem:
                      > - "nie" znaczy "może",
                      > - "może" znaczy "tak"
                      > bo kobieta nie mówi "tak".
                      > - "tak" znaczy "może",
                      > - "może" znaczy "nie"
                      > bo dyplomata nie mówi "nie".
                      > Celowo nie użyłem słów prawdziwa/prawdziwy. smile

                      Ramez... nie jest wiecej niz jeden wyjatek? wink

                      Zalozylam z gory (moze nieslusznie), ze kobieta ta idac na ciasto
                      nie flirtowala z gospodynia. smile

                      Zakladajac ze "moze" znaczy "tak" w sytuacji kiedy pytasz kogos:
                      "moze pojdziemy na ten film" oznacza to faktycznie: idziemy na ten
                      film.

                      To sie nadaje na osobny watek. Dyplomata nie mowi "nie", kobieta nie
                      mowi "tak". Co w sytuacji kiedy kobieta jest dyplomata? big_grin

                      Zaluje, ze wyjezdzam. Na pewno rozwinie sie ciekawa dyskusja.
                      Pozdrawiam.
                      • remez2 Re: nie jestem przekonana... 06.05.08, 09:58
                        > To sie nadaje na osobny watek. Dyplomata nie mowi "nie", kobieta nie
                        > mowi "tak". Co w sytuacji kiedy kobieta jest dyplomata? big_grin
                        Używa tylko słowa "może"?
                        > Zaluje, ze wyjezdzam.
                        Szczęśliwej podróży. Wracaj szybko, lubię Cię czytać. smile pozdro
                  • kora3 calkowicie się zgadzam 06.05.08, 10:14
                    ja bym odpadła, jakby mi ktoś od drzwi powiedział "Witam, nazywam
                    sie Beata Nowak, pragnę poinformować, ze choruję na wątrobę, wiec
                    bardzo prosze nie zachęcac mnie do jedzenia niczego z grilla, bo mi
                    to szkodzi, a nie chce być przez pania nagabywana przy innych
                    gosciach" - toz to horror.
                • kora3 Re: nie jestem przekonana... 06.05.08, 10:12
                  dominikjandomin napisał:

                  > Wiesz, jest różnica między "nie jadam wieprzowiny, bo mam taką
                  fanaberię" od
                  > "nie jadam wieprzowiny, bo jestem muzułmaninem" czy nie jasne "nie
                  jadam świni"

                  tak? a niby jaka? ze masz "usprawiedliwienie"? uwazam oczekiwanie na
                  to, ze ktoś się "wytłumaczy" z takiej czy innej koniecznosci, czy
                  fanaberii za brak kultury. Wybaczsmile wg mnie wuystarczy - "Nie jadam
                  miesa", "Czy też, nie jadam wieprzowiny (wołowiny)" BEZ mówienia
                  dlaczego.

                  > Podobnie z ciastem.

                  nie uwazam tak - mam prawo nie jesć tego, czego nie lubię, na co nie
                  mam ochoty albo co moze mi zaszkodzic bez wtajemniczenia
                  towarzystwa - dlaczego.
                  >
                  > I nie zgadzam się, ze na przyjęciu, zaproszeniu na ciasto musi
                  pojawic się
                  > "nie-ciasto".

                  no widzisz, no to się nie zgadzaj smile
                  >
                  > No i - skoro jest przyjęcie na ciasto, to po co iść? Zwłaszcza,
                  jeśli wiadomo,
                  > ze gospodyni to mistrzyni wypieków i u niej jest właśnie ciasto i
                  ciasto i
                  > jeszcze raz ciasto?

                  Po co iść? porozmawiac, poznac nowych ludzi, pogawedzić - itedesmile

                  I idzie się na wspaniałe ciasto + pogawędkę, a nie na
                  > pogawędkę + coś do kawy kiepskiej jakości z cukierni za rogiem?

                  Ale ktoś moze lubić to towarzystow, czy chciec je poznać i wcale nie
                  lubić np. ciasta, czy czegokolwiek, co tam serwują. Jeśli ktos mnie
                  zaprosi na wino, a ja przyjade samochodem to musze pić, bo to
                  niekulturalnie?smile czy moge wypić sok, cole, wode i tak samo dobrze
                  się bawić rozmowa?
                  >
                  > Zawsze jest możliwość poinformowania - czy przy zaproszeniu, czy
                  przy wejściu..

                  a nie przyszło co do głowy, ze ktoś moze sobie nie życzyć informowac
                  wszystkich o swojej dolegliwosci? tyle sie mówi o osobach
                  zameczających podczas przyjec innych opowiesciami o swoich
                  dolegliwosciach zdrowtnych, a juz jak znajdą lekarza tacy to
                  koszmar ...

                  > .
                  > Z pewnością musieli wejść, przywitać się. Być może zdjąć płaszcz,
                  przejść do
                  > jadalni / salonu. To nie wiedzieli, na co są zaproszeni? A może
                  nie witała ich
                  > gospodyni, tylko sami weszli, posługując się zapasowymi kluczami?

                  wiesz to nie było zaproszenie na DEGUSTACJE ciats akonkursowego, a
                  oni nie zasiadali w zadnym jurysmile Zaproszenie było takie
                  przypuszczam jak moje, czyli "Zapraszam do mnie na kawę w piatek,
                  bedzie tez oczywiscie ciasto" - nie uwazam, ze mam obowiązek pić
                  kawe ( a jeśli ktoś woli herbate?smile i koniecznie jesc ciasto, bo tak
                  brzmiało zaproszenie. Gdyby to było "Zapraszam na DEGUSTACJĘ mojego
                  nowego wypieku i ocene w skali od 10 do 10 smile oraz wypełnienie
                  protokołu konkursowego" - to inaczej bym podeszła do sparwy smile

                  >
                  > A spóźnienia... jest takie powiedzenie "kto późno przychodzi, sam
                  sobie szkodzi
                  > ".

                  Bajdurzysz - to nie wina tej pary, ze gospodyni źle sie zachowała sad
                  a spóźnienie było zapowiedziane, trudno, zeby ktoś nie poszedł do
                  pracy, albo urywał sie z niej, bo jakaś pani ciasto upiekłasmile
                  facet zapowiedział, że zjawią się później, bo on dłuzej pracuje w
                  piatki, gospodyni zaakceptowałasmile Moze powinna powiedzieć "Ale
                  degustacja konkursowa zaczyna sie punkt 17., wiec moze jednak wam
                  podziekuje, nie przychodźcie"?smile
    • sturbow Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 06.05.08, 10:54
      Opisana sytuacja to mój odwieczny problem. Nie jem mięsa, mam sporo
      nietolerancji pokarmowych i staram się unikać słodyczy (a w szczególności ciast
      z kremem i tortów, które powodują u mnie natychmiastowe mdłości).
      Ile ja w życiu przez to przeszłam niemiłych sytuacji...

      Stwierdzenie "nie jem mięsa" nikogo nie satysfakcjonuje i z reguły nigdy nie
      zamyka tematu. Bo każdy chce wiedzieć, dlaczego tego mięsa nie jem. I próbuje mi
      wmówić, że ten kotlecik jest tak pyszny, że zaraz mi fanaberie przejdą.
      O nietolerancjach pokarmowych nienawidzę mówić nikomu, bo to temat wyjątkowo
      nieprzyjemny.
      A jeśli chodzi o słodycze, to często właśnie mówię, że mam wysoki cukier, bo to
      chociaż ucina dyskusje i nikt nie drąży dalej.

      Moja siostra ma za to epilepsję, więc nie może pić alkoholu. I też każdy drąży -
      a napij się, a dlaczego nie pijesz, a odrobina szampana ci nie zaszkodzi.

      Ja nienawidzę się przed kimś tłumaczyć. Nie znaczy nie, a jakiekolwiek
      nakłanianie do czegoś wprawia mnie w straszne zakłopotanie, szczególnie jeśli
      nakłaniający robi jeszcze obrażoną minę.
      • ibelin26 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 06.05.08, 11:45
        Nigdy nie zrozumiem dlaczego ludziom nie wystarcza taktowne „Nie,
        dziękuję”. Będą molestować, drążyć, przekonywać, namawiać – jakby od
        tego czy zjesz czy nie zależały losy świata i galaktyki.

        Ja np. mało jem. Tak w ogóle. Efekty przejedzenia są przykre.
        Wszystkie nagabywania ucinam stanowczo, mówiąc że jak zjem za dużo
        to choruję. Zresztą po tym jak mój niemąż wiózł mnie do szpitala po
        jakichś imieninach to on wygłasza tę kwestie bardzo stanowczo
        aczkolwiek uprzejmie, co zazwyczaj zniechęca do namawiania.
        Aczkolwiek niektórzy patrzą na mnie z mieszaniną niezdrowej
        ciekawości i współczucia, zastanawiając na jakież to choróbsko
        cierpię.

        Jeśli ktoś drąży dalej (zdarza się) pytając co mi konkretnie dolega
        mówię „Nie chciałbyś / chciałabyś wiedzieć” tonem i z miną
        sugerującymi jakąś wyjątkowo paskudną przypadłość.

        Tylko raz wyjątkowo namolny osobnik zapytał – „no ale co ci
        jest” „Rzygam”. Wiem, że byłam mało kulturalna, ale sam się o to
        prosił.

        Jest jeszcze inna wersja – „to może CHOCIAŻ herbaty się napijesz”.
        Mam ochotę wykrzyczeć, że qwa, nie! Nie napiję się!

        Po prostu nie ma fizycznej możliwości aby mój żołądek cokolwiek
        przyjął.
        • zmusztarda Re: NIE 08.05.08, 18:08
          a jeżeli ktoś zwyczajnie nie lubi ciasta, to jak ma odmówić takiej natrętnej
          gospodyni? Może jest jakaś kulturalna formuła?
          • paero123 Re: NIE 20.05.08, 16:32
            Nie ma "Nie lubię"
            W TVN emitują teraz serial "Damą być 3" (Ladette to Lady, produkcja UK) gdzie
            agnegatki SV trafiają to staroświeckiej szkoły dla panien, ktore chcą być
            damami. I już w pierwszym odcinku przyszłe damy uczyły się jedzenia ostryg, choć
            żadnej to nie smakowało i uroczo porównywały jedzenie ich do "połykania flegmy"
            czy też przed kamerami demonstrowaly swoje odruchy wymiotne po spozyciu ostryg.
            A pani od etykiety mówiły, ze damy musza nauczyć się jedzenia ostryg a nie
            odmawiania spozywania ich bo nie smakują (wskazówka: ostrygi trzeba wciagać a
            nie łykać)
            • remez2 Re: NIE 20.05.08, 21:51
              Bardzo obrazowy opis. Ale co/kto to jest agnegatka?
              • paero123 Re: NIE 21.05.08, 12:58
                Miało być "abnegatka". Zamiast 'b' kliknąłem klawisz wyżej i poszło "agnegatka"
    • kol.3 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 08.05.08, 21:57
      Po pierwsze dla gospodyni dumnej ze swojego dzieła kulinarnego nie
      ma nic bardziej stresującego niż gość który absolutnie nie je.
      Po drugie, pani,która nie mogła jeść słodyczy z powodu cukrzycy nie
      opanowała cennej sztuki nabierania na talerz i umiejętnego
      przesuwania jedzenia po talerzu, co sprawia wrażenie że gośc coś
      jednak robi w sprawie jedzenia i odwraca od niego uwagę namolnej
      gospodyni. Otóż znam osoby, które opanowały tę sztukę do perfekcji.
      Są to na ogół ludzie bardzo przywiązani do swojej szczupłej figury.
      Niektórzy z nich z racji zawodu często uczestniczą w obiadach
      służbowych (tuczących), w czasie których sztuka "jedzenia ale
      niejedzenia" bardzo się przydaje.
      Osobiście uważam, że lepszym wyjściem w czasie przyjęć jest
      niepodkreślanie, że czegoś nie jem, nie piję. Nalewają, podnoszę
      kieliszek do góry ew. moczę usta i odstawiam. Można opękać jednym
      niewypitym kieliszkiem całe przyjecie.
      • madzia.magdalena Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 08.05.08, 22:32
        A kimże jest gospodyni, by wmuszać jedzenie w gościa? Do tego stopnia ma się on kryć z brakiem ochoty/możliwości jedzenia - że powinien nabrać ciasto i "umiejętnie przesuwać po talerzu"??
        To jest perspektywa jednostronna...
        Poza tym z tego, co pisała Kora, wynika jasno, że gospodyni wielokrotnie próbowała dosłownie zmusić tę kobietę do jedzenia. Myślę, że "umiejętne przesuwanie jedzenia po talerzu" na nic by się zdało - jeśli rozpatrywać skuteczność zaproponowanego przez Ciebie sposobu...
        • kora3 Obawiam sie,z e byłoby jeszcze gorzej :( 09.05.08, 00:14
          gdyby dziewczyna "umiejetnie przesuwala ciasto an talerzu"- choćby
          nie wiem jak przesuwala to znikłoby z talerza, a głowe dam, ze nie
          uszłoby to uwagi gospodyni. No i byłoby jeszcze gorzej, bo skoro nie
          nabiera wcale - nie lubi ciasta, albo nie moze jesc - logiczne.
          skoro nabrała, spróbowała (to samo przez sie nasuwałoby sie
          przy "pzresuwaniu") i nie pochłoneła radosnie - znaczy, ze NIE
          SMAKUJE... Jejku, ale by wtedy było ...
          • kora3 pomylka :) 09.05.08, 00:15
            kora3 napisała:

            > gdyby dziewczyna "umiejetnie przesuwala ciasto an talerzu"- choćby
            > nie wiem jak przesuwala to NIE znikłoby z talerza, a głowe dam, ze
            nie
            > uszłoby to uwagi gospodyni. No i byłoby jeszcze gorzej, bo skoro
            nie
            > nabiera wcale - nie lubi ciasta, albo nie moze jesc - logiczne.
            > skoro nabrała, spróbowała (to samo przez sie nasuwałoby sie
            > przy "pzresuwaniu") i nie pochłoneła radosnie - znaczy, ze NIE
            > SMAKUJE... Jejku, ale by wtedy było ...
            • kol.3 Re: Zgadzam się.. 09.05.08, 19:25
              że gospodyni przesadziła z częstowaniem i w rezultacie doprowadziła
              do sytuacji niezręcznej.
              Są jednak przyjęcia, na których nikt gości nie kontroluje namolnie
              czy jedzą i piją. Z moich obserwacji wynika, że gdy się nie chce za
              dużo zjeść/wypić, najlepiej nie odmawiać zbyt gwałtownie, wziąć coś
              tam na talerz lub zgodzić się na nalanie do kieliszka, a potem
              umiejętnie sobie z tym radzić, skubiąc,przesuwając po talerzu,
              unosząc kieliszek, mocząc w nim usta itd. Technikę trzeba znać.
              • remez2 Re: Zgadzam się.. 09.05.08, 20:38
                kol.3 napisała:

                > że gospodyni przesadziła z częstowaniem i w rezultacie doprowadziła
                > do sytuacji niezręcznej.
                > Są jednak przyjęcia, na których nikt gości nie kontroluje namolnie
                > czy jedzą i piją. Z moich obserwacji wynika, że gdy się nie chce za
                > dużo zjeść/wypić, najlepiej nie odmawiać zbyt gwałtownie, wziąć coś
                > tam na talerz lub zgodzić się na nalanie do kieliszka, a potem
                > umiejętnie sobie z tym radzić, skubiąc,przesuwając po talerzu,
                > unosząc kieliszek, mocząc w nim usta itd. Technikę trzeba znać.
                A może1 po prostu nie chidzić na
              • remez2 Errata. 09.05.08, 20:40
                A może poprostu nie chodzić na takie przyjęcia/spotkania?
                • kora3 Re: Errata. 10.05.08, 08:43
                  remez2 napisał:

                  > A może poprostu nie chodzić na takie przyjęcia/spotkania?

                  Remezie - jasne, mozna nigdzie nie chodzic przecież smile
                  • remez2 Re: Errata. 10.05.08, 09:18
                    kora3 napisała:


                    > Remezie - jasne, mozna nigdzie nie chodzic przecież smile
                    Określenia nigdzie/nigdy/zawsze z natury rzeczy zawierają wyjątki. Np. trudno
                    się wymigać od spotkań służbowych. Ale chodzenie z własnej nieprzymuszonej woli
                    tam gdzie czuję się źle, uważam za pozbawione sensu.
                    • kora3 Re: Errata. 10.05.08, 09:47
                      remez2 napisał:

                      > > Określenia nigdzie/nigdy/zawsze z natury rzeczy zawierają
                      wyjątki. Np. trudno
                      > się wymigać od spotkań służbowych. Ale chodzenie z własnej
                      nieprzymuszonej woli
                      > tam gdzie czuję się źle, uważam za pozbawione sensu.
                      >
                      Masz calkowita rację Remezie. Ale , jeśli ghdzieś idziesz pierwszy
                      raz, jak ta dziewczyna skad u licha masz wiedzieć, ze bedziesz czuł
                      się źle?
                      Dziewczyna poszła ze swoim partnerem, dio jego znajomych, wcale ichj
                      nie znała. Ja prawde mówiąc też nie spodziewałam się, ze gospodyni
                      bedzie aż tak nachalna. Jak wspomniałam - nie lubię słodyczy i jem
                      ich naprawde mało. U tej pani skusiłam się na kawałęk ciasta z
                      brzoskwiniamismile Inni jedfli wszystkie trzy rodzaje po kilka
                      kawałków. mnie gospoduyni zna od dawna i wie, ze za ciastem nie
                      przepadam, nigdy mnie tak nachalnie nie zachecała. Mimo, ze ja
                      ciasta nie lubię, a ona o tym wie, zaprasZa mnie, a ja wcale się
                      tam dotychczas xle nie czułam. ie musze pzreciez caly czas jesc,
                      zeby dobrze sie czuc, prawda? Poza jedzeniem a konkretnie slodyczami
                      sa tam jeszcze mili ludzie, mozna pogadać- gdyby chodziło tylko o
                      jej wypiek moznaby jej zapłacić a ciasta sobieu niej zamówić, albo
                      w dobrej cukierni i zjesc w domu, prawda?smileWg mnie gospodyni po
                      prostu chciała kolejnej osoby do grona zachwyconych jej wypiekami
                      (wdizwne, bo ona peicze naparde dobre rzeczy ma spore grono
                      wielbicieli jej ciast).
                    • madzia.magdalena Re: Errata. 10.05.08, 15:34
                      remez2 napisał:

                      > (...) chodzenie z własnej nieprzymuszonej woli tam gdzie czuję się źle, uważam
                      za pozbawione sensu.

                      Remezie, chyba nie odkryję Ameryki, pisząc, że są przyjęcia, na które po prostu
                      wypada albo należy chodzić. Pewnie, że kiedy nie wymaga tego sytuacja, można nie
                      pójść. Tak więc większego sensu może nie być w chodzeniu na przyjęcia np.
                      rodzinne, ale przyznasz, że presja jest. Spotkanie w większym gronie miało być -
                      z tego, co zrozumiałam - okazją do poznania tejże dziewczyny (w efekcie ofiary
                      natrętnej gospodyni).
                      Ja nadal twierdzę, że jeśli partner dziewczyny wiedział wcześniej, że gospodyni
                      lubi wmuszać jedzenie w innych (lub przynajmniej stanowczo i kilkakrotnie
                      proponować), powinien był albo uprzedzić utalentowaną kucharkę, albo już w
                      trakcie przyjęcia jakoś jej zasugerować, żeby przystopowała z namowami. Tym
                      bardziej że było to zaproszenie na ciastko (tak wynika z kontekstu).
                      • kora3 {pniekad masz arcję Magdaleno ... 10.05.08, 15:56
                        Ale spotkanie z załozenia nie miało byc okazją do poznania nowej
                        dziewczyny kolegi - zwyczajowo jest tak, ze zaprasza sie znajomych z
                        osobami tow. jeśli takowe istnieją, to znaczy o ile ktos jest zkimś
                        zwiazany w ym gronie. Nie znam szczegółów - w jaki sposób zostali
                        zaproszeni oni, mezczyzna jest mniej wiecej takim znajomym
                        gospodyni, jak ja, a wiec nie jakims bardzo bliskom, ot po prostu
                        znaja sie i od zcasu do zcasu spotykają. Domyslam sie, ze mogło to
                        być zaproszenie w formie podobnej do tego, jak mnie
                        zapraszała "Zapraszam na kawę do mnie w piatek, oczywiscie bedzie
                        też ciasto" - ja takei zaproszenia odbieram jako zaproszenie na
                        pogawedke, spotkanie - nie jako degustatorkę ciastasmile - myslę ze
                        inni też. Jak wspomniałam - sama słodyczy nie jesm zbyt duzo, a
                        NIGDY nie bylam nagabywana o to przez gospodynię. Stąd tez mnie jej
                        zachowanei zaskoczyło. Być moze wynika to z faktu, ze ona mnie zna
                        dosc długo, poznala przy oakzji pracy i pewnie pare razy nim mnie
                        zaprosiła do siebie, zcy gosciła u mnie w domu mogla uslyszeć, jak
                        odmawiam deseru, czy rezygnuję z jego zamaiwania w restauracji.
              • kora3 Re: Zgadzam się.. 10.05.08, 08:42
                kol.3 napisała:

                Z moich obserwacji wynika, że gdy się nie chce za
                > dużo zjeść/wypić, najlepiej nie odmawiać zbyt gwałtownie, wziąć
                coś
                > tam na talerz lub zgodzić się na nalanie do kieliszka, a potem
                > umiejętnie sobie z tym radzić, skubiąc,przesuwając po talerzu,
                > unosząc kieliszek, mocząc w nim usta itd. Technikę trzeba znać.


                Ależ jasne Kol. - to jest do zrobienia na duzym przyjeciu, kiedy
                gospodarz zachowuje sie normalnie.
                u sie nie dalo, bo gospodyni najwyrraźniej oczekiwała achów i ohów
                nt. swego wypieku od kazdego, a w dodatku parka sie jak wspomnialam
                spóźniła, co spowodowało naturalni, ze uwaga zostala na nich
                skupiona.
                • kasprowy.wierch Re: Zgadzam się.. 10.05.08, 16:02
                  to co kora opisuje w oryginalnym poscie to jakas paranoja

                  gospodyni chciwa pochwal zrobila sie namolna - taka jej natura i wada

                  ale dziewczyna, ktora ciasta jesc nie chciala chyba po n-tych zaprosinach sie zorientowala, ze gospodyni spokoju jej nie da. Czy to na prawde tak trudno powiedziec, dziekuje serdecznie ale nie moge bo mam cukrzyce (ostatecznie to nie jest syfilis) i nie wdawac sie w dalsza dyskusje i wejsc na inny temat.

                  Trzeba sie nauczyc jak wybrnac z niezrecznej sytuacji i zyc wsrod niedelikatnych ludzi bez wyczucia - prawdopodobienstwo tego ze podobna sytuacja jeszcze kiedys zaistnieje jest spora - a wiec co dziewczyna bedzie robic? - z kazdego spotkania bedzie sie zmywac?

                  a po drugie, sadze, ze jesli gospodyni jest wielka entuzjastka wypiekow ( a takie z natury lubia eksperymentowac) to na nastepny raz upieklaby dla dziewczyny cos odpowiedniego dla cukrzyka
                  • kasprowy.wierch Re: Zgadzam się.. 10.05.08, 16:08
                    a podsumowujac to zycie wg sv to jest obycie i umiejetnosc przystosowania sie do okolicznosci a nie poglebiania zenujacej sytuacji
                    • kora3 Re: Zgadzam się.. 10.05.08, 17:01
                      kasprowy.wierch napisała:

                      > a podsumowujac to zycie wg sv to jest obycie i umiejetnosc
                      przystosowania sie d
                      > o okolicznosci a nie poglebiania zenujacej sytuacji


                      zapewne, tylko wiesz - ja znam gos[podunię pare dobrych lat i na
                      mnie jej namolnosc zrobila wrazenie, co zatem dziwqic sie osobie
                      pierwszy raz bedącej w jej i nie tylko jej , ale wszystkich poza
                      jednym, włąsnym partnerem, gosci towarzystwie.
                      • kasprowy.wierch Re: Zgadzam się.. 11.05.08, 02:46
                        kora3 napisała:
                        >
                        > zapewne, tylko wiesz - ja znam gos[podunię pare dobrych lat i na
                        > mnie jej namolnosc zrobila wrazenie, co zatem dziwqic sie osobie
                        > pierwszy raz bedącej w jej i nie tylko jej , ale wszystkich poza
                        > jednym, włąsnym partnerem, gosci towarzystwie.

                        w takim razie, to byl dobry test na to czy ludzie umieja sie zachowac jesli sa czyims postepowaniem zaszokowani
                        • kora3 Re: Zgadzam się.. 12.05.08, 11:57
                          kasprowy.wierch napisała:

                          > kora3 napisała:
                          > >
                          > > zapewne, tylko wiesz - ja znam gos[podunię pare dobrych lat i na
                          > > mnie jej namolnosc zrobila wrazenie, co zatem dziwqic sie osobie
                          > > pierwszy raz bedącej w jej i nie tylko jej , ale wszystkich poza
                          > > jednym, włąsnym partnerem, gosci towarzystwie.
                          >
                          > w takim razie, to byl dobry test na to czy ludzie umieja sie
                          zachowac jesli sa
                          > czyims postepowaniem zaszokowani

                          możliwe
    • lena36 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 12.05.08, 13:51
      Cóż..ludzie bywaja rózni. Niektórym się wydaje że właśnie bardzo
      grzecznie jest namawiać kogos i zapraszać kilkakrotnie. Ja też się z
      tym spotkałam moze nie na przyjęciu ale np. w pracy, gdzie koleżanka
      namolnie częstuje mnie czekoladkami leżącymi na jej stoliku.
      Odmawiam bo akurat nie lubię słodyczy lub nie mam ochoty (dowolne
      wybrac) ale ona czuje się w obowiązku kilka razy mnie jeszcze
      zachęcać.
    • rafa.koralowa1 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 13.05.08, 17:05
      wybaczcie, podepne sie do watku:
      mam podobny problem, przy "odbebnianiu" wizyt rodzinnych (strona
      meza) za kazdym razem laduja na stole potrawy zawierajace sosy,
      majonezy itp. Wlasciwie dla mnie NIC nie jest jadalne. Ostatnio, u
      tesciowej nabralam sobie na talerz takiego ohydztwa, mimo ze mialam
      odruch wymiotny, lykalam jak ges czujac presje psychiczna, bo maaz
      nie wzial na talerz zupelnie nic i balam sie, ze tesciowa znow sie
      obrazi, a on wina za to obarczy mnie, co juz sie zdarzalo.

      Maz nie bierze w takich sytuacjach mojej strony, wrecz przeciwnie,
      robi ze mnie dzieciaka strojacego fochy, mimo ze on nie je pewnych
      rzeczy i nikt sie go nie pyta dlaczego, ani tez nie twierdzi, ze
      jego powody sa glupie.

      Dodam, ze nie jestesmy informowani co bedzie na proszonym obiadku,
      wiec nie moge sie wczesniej ustosunkowac. Miedzy mna i mezem nie
      jest ostatnio za dobrze... ale nie chce robic uwag typu "tobie wolno
      nie jesc" przy stole i probuje nadrabiac mina za nas oboje

      Jesli maz nic nie je, bo mu po prostu nie smakuje,a bylo sie
      zaproszonym wlasnie na obiad, ja powinnam za wszelka cena cos zjesc,
      mimo ze mnie mdli na widok zwykle serwowanych potraw ? Czy moge
      odmowic i nie bedzie to pogwalceniem zasad SV?
      Jak grzecznie i kategorycznie odmowic w tym przypadku? Zadna choroba
      nie moge sie wylgac....
      • kora3 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 14.05.08, 08:49
        No faktycznie ...
        Wiesz, a moze powiedzieć tesciowej, ze zcegos tam nie lubisz przy
        innej okazji - np. na pzryjeciu u Was? Powiedz, ze nie lubisz sosów,
        zcy czegos tam. Moze nie pomoc, w skrajnym przypadku - przestańcie
        umawiać się na obiadysmile Po prostu postaraj sie przesuwać pore
        odwiedzin u tesciów na podwieczorkową.
    • masandra6 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 23.05.08, 13:20
      W nakłanianiu do jedzenia celują zwłaszcza osoby starsze. Wegetarianizm,
      stronienie od słodyczy to dla nich fanaberia i zmanierowanie. Ujdzie
      usprawiedliwienie nie piję, bo prowadzę.
      A co zrobić jak na dzień dobry gość dostaje mega porcję, nie lubianego, tłustego
      jedzenia w dodatku podanego nieapetycznie albo herbatę w brudnej szklance?
      • malwa51 Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 26.06.08, 16:00
        Pisze z doswiadczenia: "Z przyczyn zdrowotnych nie moge tego
        jesc"(np wysoki cholesterol/cukier itp. - zaleznie jakie danie jest
        serwowane, mozna poczytac sobie, jaka wartosc jest poza norma,
        gdyby ktos blizszy dociekal i ciagnal temat smile Podziekowac i
        jedzonko ignorowac, nie ciagnac tematu.
        Za napitek w brudnym naczyniu rowniez podziekowac - i zignorowac,
        mozna dodac, ze w tej chwili nie chce mi sie pic.
        Zycie zmusilo mnie ostatnio do nauczenia sie asertywnosci w
        podobnych przypadkach wink

        Czy powyzsze scenariusze maja cos z SV wspolnego - tego nie wiem smile
        • pijawka_lekarska Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 03.09.08, 13:18
          > Pisze z doswiadczenia: "Z przyczyn zdrowotnych nie moge tego
          > jesc"(np wysoki cholesterol/cukier itp. - zaleznie jakie danie
          jest
          > serwowane, mozna poczytac sobie, jaka wartosc jest poza norma,
          > gdyby ktos blizszy dociekal i ciagnal temat smile Podziekowac i
          > jedzonko ignorowac, nie ciagnac tematu.

          Dokładnie tak! Dobrze jest tez na takie namolne wmuszenie potrawy
          powiedzieć "dziekuję", po czym szybko zmienić temat rozmowy, nie
          dopuszczając tym samym do bycia bombardowanym kolejnymi naleganiami.

          A gdy mimo protestów gospodarz i tak nakłada Ci potrawe na talerz,
          napełnia kieliszek, zrobić, jak napisał ktos powyżej - dziobnąć
          symbolicznie kęs potrawy, umoczyc usta w kieliszku - i tylko tyle.
          • paniena Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 16.07.09, 01:05
            dobra wymowka jest tez alergia.
            jesli ktos usilnie namawia mnie do picia alkoholu, to mowie, ze swoje w zyciu
            juz wypilam smile a czy sie ktos obrazi czy nie, mam w nosie.
            nie jem miesa, czesto niestety gdy po prostu odmawiam potrawy, jest pytanie 'a
            dlaczego?' wiec mowie o niejedzeniu miesa, potem kolejne pytanie 'a z jakiego
            powodu nie jem miesa', jesli ktos chce faktycznie dyskutowac to mozna pogadac,
            jesli nie to po prostu mowie, ze nie potrzebuje tego jesc i tyle.
          • b.montana Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 17.07.09, 18:30
            rozumiem "markowanie" jedzenia na przyjęciu w towarzystwie wielu osób, wtedy może nasza niezjedzona potrawa nie zostanie zauważona, ale co w sytuacji, gdy poza mną jedzą 4 osoby? wiem, że powinnam zjeść, bo przyszła teściowa się obrazi jak nie zjem, ale tłuste mięsa z ciężkimi sosami i ziemniakami z masłem po prostu mi nie przejdą przez gardło. jedyną dolegliwością, którą mogłabym się tłumaczyć, jest moja nadżerka żołądka, ale przecież nie będę opowiadać o czymś takim przy jedzeniu, nawet przy ludziach, którzy kiedyś będą moją rodziną.
            • pavvka Re: Wqrzające zachęcanie do jedzienia 17.07.09, 22:51
              b.montana napisała:

              > jedyną dolegliwością, którą mogłabym się tłumacz
              > yć, jest moja nadżerka żołądka, ale przecież nie będę opowiadać o
              czymś takim p
              > rzy jedzeniu, nawet przy ludziach, którzy kiedyś będą moją rodziną

              Nie musisz przecież od razu opowiadać o szczegółach. Jeżeli
              namawiacze są normalni, to stwierdzenie "mam problemy z układem
              trawiennym" wystarczy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka