lampka_nocna5
27.02.15, 20:27
Słuchajcie, mam problem.
Jakoś na jesieni, na osiedlu pojawił się nowy bezdomniak. Nie kojarzę go z wcześniej, przybłąkał się kocio na nasze dzikie działki.
Jakoś tak pojawił się, dostał michę raz i drugi, i naturalną koleją rzeczy kot zaczął się meldować o określonych godzinach - zawsze 11-12 w dzień.
Kot dostawał jedzenie przez siatkę, coś suchego na później, coś mokrego od razu, przemycona została tabletka na robaki, takie tam opiekowanie się kotem w potrzebie.
Kot nie był dziki - dało się rękę przez siatkę przecisnąć i pogłaskać kota, kot nie miauczy, tylko skrzeczy, ale łasi się do ludzkiej ręki - najpierw myślałam, że może to jakiś spryciarz wychodzący, bo przecież udomowiony. Ale później pomyślałam, że za głodny na wychodzącego, inne koty od misek odganiał, wciąga nosem wszystko, co podane.
I dzisiaj stało się coś dziwnego. Tradycyjnie mąż wychodzi kotę nakarmić, ale ten pokonał ogrodzenie i był po "naszej stronie", zero zainteresowania michami, tylko robił łasząc się ósemki wokół mężowych nóg.
Nazwaliśmy go roboczo Białe Skarpetki, oto on:

nie wiem, co za płeć. Po paru miesiącach karmienia wypiął się w moją stronę klejnotami - zero jajek. Ale jakby to była dziewczynka, to już powinna grubieć, jeśli nie wysterylizowana. Ucho nie cięte. Więc albo faktycznie kot domowy, może z domu wyrzucony, ale wysterylizowany, albo... nie wiem.
Problem taki - jak kotu ewidentnie proczłowieczemu powiedzieć, że nie ma miejsca w domu na czwartego kota, ale na michę może liczyć zawsze. A może jakiś dom mu znaleźć? Ale ja mam wszystko wszędzie poupychane, nie mam nikogo, kto by kota przygarnął, dorosłego na dodatek. No jak on już ogrodzenie pokonał, żeby pokazać, że jest pięknym zdrowym kotem szukającym domu, determinacja pełna, to jak mu pomóc?