jednopokojowe
02.02.06, 14:42
zamierzamy sie pobrac z narzceczonym-klasycznie: ja Polka, on Wloch.
Moj narzeczony chce w Warszawie, bo taniej i uniknie zapraszania '100 kuzynow
trzeciego stopnia',(a raczej sie ich zaprosi i nie przyjada), chcemy cos
malego na 40 osob, z powodu kosztow i takze tego, aby po prostu czuc sie
dobrze i w gronie ukochanych osob. Chetnie zgodzila bym sie na slub we
Wloszeh, ale nie byloby nas stac na 100 osob i to jeszcze przy wloskich
cenach! Tesciowa nie chce slyszec o Polsce, ale nie po
trafila by tez zagwarantowac skromnych 40 osob. Ogolnie i tesciu i tesiowa
chca zaprosic wszystkich 'by zrobis buona figura'. Co robic? Jestesmy w
kropce! Czy ktos mial takie klopoty?