magdaliena1
24.02.05, 11:34
Uczę się już długo języka rosyjskiego (szczerze mówiąc mam na jego punkcie
lekkiego świra). Strzygę uszami, gdy słyszę przymiotnik "rosyjski" lub
rzeczownik "Rosja". Biorę czynny udział w kulturalnym życiu stolicy
(przynajmniej się staram), a już na pewno jestem zawsze tam, gdzie dzieje się
coś związanego ze sztuką rosyjską. Mieszkam w Warszawie i na własnej skórze
przeprowadzam próby różnych szkół językowych, oferujących naukę języka
rosyjskiego. Mam też wielu znajomych (poznanych w Puszkinie w Moskwie lub też
innych zboczonych na punkcie tego jak bliskiego Wschodu).
I po cóż ten wstęp spytacie? Kto tu się lansuje?
Otóż zarówno moi znajomi jak i ja sama nigdy, ale to NIGDY, nie słyszeliśmy o
"russkoj izbuszkie" (=p.Krutikow), a naprawdę wcale nieźle orientujemy się w
temacie: nauka rosyjskiego w Warszawie. Jakie nie padnie pytanie na forum -
pierwsza odpowiedź pada z ust p.Krutikowa. Gdzie zdawać .... ?- odpowiada
p.Krutikow, Gdzie kupić....? - odpowiada p.Krutikow, a już nie daj Boże
zapytać się: gdzie można nauczyć się rosyjskiego? (only :russkaja
izbuszka)Doszło do tego, że boję się zajrzeć do szafy, żeby nie wyskoczył
stamtąd p.Krutikow.
Powstało mylne wrażenie, że w Warszawie jest tylko jedna szkoła rosyjskiego.
Ale ale - czy ktoś widział ją kiedykolwiek na targach szkół językowych? Albo
chociaż jakąś małą reklamkę? Ulotkę? Ogłoszenie w dodatkach do gazet
traktujących o szkołach językowych (np. do Wyborczej jakieś dwa tygodnie temu)?
W Warszawie jest kilka dobrych szkół rosyjskiego: Szkoła Języka Rosyjskiego,
RONIK, Katiusza, pojawił się Studtour, w niektórych się uczyłam, do jednej
uczęszczam teraz i jestem superzadowolona, ale oczywiście nie powiem do
jakiej, żeby nie być posądzoną o kryptoreklamę, albo o to, że jestem niewyżytą
właścicelką którejś z nich.
Reasumując - fajnie (być może), że istnieje ktoś taki jak p.Krutikow vel Wujek
Dobra Rada, który zawsze odpowie na pytania co?gdzie?kiedy?, tylko wkurza
mnie, że się tak nachalnie lansuje. Przecież wiadomo, że panna, która szukała
lektora dla swojego szefa, chciała zasięgnąć rady innych ludzi odnośnie
fajnych korepetytorów czy szkół językowych, a p.Krutikow znowu wyskoczył (tak
jak w każdym innym wątku) jak diabeł z pudełka, albo jak osioł w "Shreku",
który skacząc do góry błagalnie krzyczał "Mnie, Shrek, mnie wybierz"!!!
Na boga! Przecież to już żenada!
Ja chętnie poleciłabym koleżance poszukującej lektora języka biznesowego moją
nauczycielkę, ale obawiam się że mój wątek i tak nie ujrzy światła dziennego.
Tak oto wylawszy czarę goryczy, jadu i złości żegnam się z Państem szanownem.