high_level
02.04.05, 20:04
Życie w Belgii nie należy do najłatwiejszych. Wielu Polaków wyjeżdża tam bez
znajomości języka, kultury, zwyczajów. Po spędzonych tam latach i pracy "na
czarno", niektórzy decydują się na założenie oficjalnej działalności
gospodarczej. Jak wygląda więc rzeczywistość, jaki wpływ miała integracja z
UE, czy nasi rodacy radzą sobie bez problemów?
Belgia jest krajem atrakcyjnym do założenia w nim własnego przedsiębiorstwa -
ze względu na przewidywalność sytuacji gospodarczej i stabilność rozwoju.
Ponadto Polacy cieszą się w Belgii opinią solidnych i tanich wykonawców,
zwłaszcza w zakresie usług remontowych. - można przeczytać na popularnym
serwisie internetowym "Pierwsza praca".
Postanowiłem sprawdzić, czy powszechnie publikowane informacje zachęcające do
założenia własnej działalności na terenie państw członkowskich, mają pokrycie
w surowych realiach.
Ewa Boratyńska pochodzi z Siemiatycz, jej rodzice prowadzą miejscową
wypożyczalnię video. Podróże w kierunku Belgii zaczęła już 16 lat temu,
pracując głównie dorywczo jako opiekunka do dzieci.
Po skończeniu szkoły, w wieku 20 lat wyjechała już na stałe. Wykorzystała
zdobyty w Polsce zawód i podjęła pracę w domu starców jako pielęgniarka.
- Zdecydowałam się na wyjazd i dołączyłam do przebywającej tu wówczas matki.
Przywiodła mnie głównie wizja lepszego życia, zarobków. To były ciężkie lata
w Polsce - przemiany polityczne i gospodarcze. Tu poznałam męża i wspólnie
postanowiliśmy otworzyć wypożyczalnię video, do czego namawiała nas również
moja mama.
Przez kilka lat rozwijaliśmy działalność, w sierpniu 2004 r. zdecydowaliśmy
poszerzyć ofertę o polski sklep. Tego tutaj bardzo brakowało. Jak się
okazało, było to dobre posunięcie.
Sklep pani Ewy znajduje się w północnej części Brukseli, w dawniej obficie
zamieszkanej przez Polaków dzielnicy Schaerbeek.
- Otworzyliśmy w styczniu kolejny sklep w Antwerpii, niebawem powstanie
następny. Niestety, technologiczny postęp oraz zmiana przyzwyczajeń ludzi,
wymusiła na nas decyzję o zamknięciu wypożyczalni video. Po tylu latach pracy
i włożonego w to czasu było mi niezwykle ciężko wywiesić kartkę, iż
wypożyczalnia została zamknięta - ze smutkiem dodała pani Ewa.
Sklep na Schaerbeek wygląda jak typowy sklep w Polsce. Na półkach wyłącznie
polskie produkty, nawet chleb, który dostarczany jest tu z polskiej piekarni
na terenie Brukseli. Zakupy umila muzyka z polskiego radia, dostępnego przez
internet.
W czasie mojej rozmowy z właścicielką do sklepu przychodzi wiele osób, wiele
twarzy da się rozpoznać, to osoby z naszych stron.
- Jak ocenia pan pomysł stworzenia takiego sklepu? - pytam jednego z klientów.
- Jestem bardzo zadowolony, codziennie robię tu zakupy. Przyjechałem tu z
żoną i dziećmi ponad 9 lat temu i mimo długiego już pobytu odczuwamy
niezwykle silny sentyment do naszych polskich produktów, które smakują
zupełnie inaczej niż te lokalne. Do tego rozmawiamy w naszym ojczystym
języku..
Podobne opinie dominują wśród pozostałych klientów.
Niebawem minie rok od integracji Polski z UE, pani Ewa ocenia ten okres
bardzo pozytywnie.
- Uważam, iż decyzja o wejściu do Unii była bardzo dobra. Fakt integracji
wywołał u nas chęć do otworzenia sklepu. Niestety, w praktyce aż tak dużo się
nie zmieniło, jak tego wszyscy oczekiwaliśmy. Na granicy polsko-niemieckiej
nadal są problemy, gdy przywozimy towar z Polski. Dlatego często dokonujemy
zakupów u pośrednika z Niemiec, omijając w ten sposób często nieprzyjemną
procedurę.
Istotną sprawą jest również fakt częstych kontroli, zdarza się, że niemal co
tydzień przyjeżdża tu kilkunastoosobowa grupa kontrolerów, którzy
skrupulatnie sprawdzają, czy każdy towar został oclony.
Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
Jarosław B. Surmacz, Glos Siemiatycz