michal_233
11.05.07, 01:43
mijany zagarniam jej zadumanie ogrzewam w niej swe dłonie
mijany zagarniam jej rozmarzenie
przelewam się do niej
bez reszty łzy nie uronię
mijany zagarniam jej rozkosz płomienną
niech skrzy się miłością zbawienną
niech rozpromienia kształtne jej wonie dziergane nadziei mglistym zamętem
-minąwszy...zabrałeś spokój cudownie... niech to co w tobie mnie nie
ominie...- jej szept upaja bosko i odurza bezkresnym echem w mym sercu się
zanurza
mijany zagarniam jej strach
w dalekie przestworza zanoszę w głębie bezdenne na wysokościach
w powietrznym oddechu w niebyt rozproszę winem ugoszczę niech płynie w
zapomnienie tam trwoga lekkim jest wspomnieniem
w odwróceniu wszystko tonie
jestem właśnie w samym środku wiosny – powiedziałaś
przychodzi łatwo ale ciężko ją pojąć i ten bałagan w głowie, duszna noc i
misie na podłodze...
i wędrówka nad jezioro
miłość w cynamonie
i te twoje loki wśród zapachu kawy
wśród wspomnień palących jak słońce
jesteś radością
w której się wszystko budzi-tak pomyślałem-
która pieści uśmiech wspomnieniem
w której zasypiam i wciąż się odradzam
opatulony twym tchnieniem...
i to jak całujesz gdy zamykasz oczy...
twoje zapatrzenie błękitu mrowienie
wciąż ono we mnie...
gdy sen mnie
budzi wciąż pragnie
gdy patrzy w te leśne rozmarzenie
schowam cię kiedyś w sobie-tak powiedziałem
za nieboskłonem i będziesz tylko ty
a cała reszta. za horyzontem
kawałek błękitu chwili skradziony czasem okryty tli nieskończoności wzburzone
mgnienie
mijany przystaję zatrzymany
najchętniej pocałowałabym cię -sama- jak wtedy...
najchętniej zamieszkałbym w tobie
jak wtedy...
to napięcie między nami...
za każdym razem.
jak wtedy...
chcę do ciebie...jak nigdy