Gość: ichtiolog
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.02.05, 07:01
Lotna inspekcja
Wczoraj przyszło do mnie dwóch poważnych mężczyzn z teczkami. Przedstawili
się jako inspektorzy ochrony danych osobowych. Zażądali wydania notesów
telefonicznych i adresowych, przejrzeli i stwierdzili popełnienie
przestępstwa, a co najmniej wykroczenia, polegającego na gromadzeniu bez
zezwolenia imion, nazwisk, adresów i telefonów rozmaitych ludzi. Już mieli
pisać protokół, kiedy jeden z nich zainteresował się biblioteką. Co my tu
mamy? - zapytał sarkastycznie. Książki - odparłem, zgodnie z prawdą.
Urzędnikom państwowym na służbie zawsze należy mówić szczerą prawdę. Książki -
roześmiał się, a był to śmiech sardoniczny. Drugi zawtórował mu chichotem.
Książki, łaskawy panie - kontynuował - to jest beletrystyka. Fikcyjne postaci
robią wymyślone rzeczy. A poza tym opisy przyrody, albo jak który pisarz
ambitniejszy to strumień świadomości. Albo wierszyki, o Koziołku Matołku, o
Trzech Budrysach, o bólu istnienia. A pan tutaj nie ma żadnych książek, tylko
niechroniony rejestr osób. Nazwiska, zajęcie, pozycja społeczna, ocena,
często negatywna, a nawet złośliwa.
Proszę bardzo, alfabet Słonimskiego, alfabet Kisiela, alfabet Rokity. A na
tej półce, nie tylko, kto jest kim w Polsce dziś, ale też, kto był kim w
Polce w roku 1980. Same dane osobowe. A tutaj encyklopedie. To samo. Co
drugi - działacz partyjny i państwowy. Co trzeci - autor dzieła o wpływie
marksizmu na wydajność kur niosek.
A u pana jest na półkach jeszcze gorzej. Wojciech Jaruzelski "Stan wojenny,
dlaczego... ". Otwieramy na chybił trafił indeks nazwisk. Litera B - Babiuch,
Bafia, Bajbakow, Baka, Bakunin, Balcerowicz, Barcikowski, Baryła. Już samo
sporządzenie takiego indeksu jest sprzeczne z ustawą, nie mówiąc o
posiadaniu. A tu obok Jana Błażyńskiego "Mówi Józef Światło". Stek ohydnych
kalumnii, a co gorsza, jak się mają oczyścić ludzie, którzy przypadkowo
nazywają się Różański.
Ależ proszę panów, to przecież historia najnowsza, albo wręcz bieżąca
polityka. Jakże tak, bez nazwisk? - zaprotestowałem. Historię niech pan
zostawi historykom, a politykę politykom - wrzasnęli. - Politycy do biura, a
dziennikarze do pióra. Możesz pan czytać, pisać i myśleć bez nazwisk. I
poszli, zostawiając mi zalecenie zniszczenia wszystkich encyklopedii i "hu is
hu", wyrwania wszystkich indeksów osobowych i zaczernienia wszystkich
nazwisk. Zapowiedzieli też, że wrócą. Jeśli nie po tych wyborach, to po
następnych. Ja mogę o nich bowiem zapomnieć, ale oni o mnie - nigdy. •
MACIEJ RYBIŃSKI