Gość: :)
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
16.04.05, 19:28
Przedłuża się nieobecność Adama Michnika w „Gazecie Wyborczej”. Czy wróci on
do tej samej firmy?
Gazeta czy wyrocznia
Lakoniczność i tajemniczość cechuje wszelkie doniesienia o tym, co się dzieje
w „Gazecie Wyborczej” od czasu nieobecności Adama Michnika. Zarówno
komunikaty Agory SA, jak i pracownicy gazety starają się jak najmniej
powiedzieć. Michnik odszedł na urlop w połowie października 2004 roku w
związku z chorobą (powikłania po przebytej przed laty gruźlicy), od tego
czasu „Gazetą” kieruje Helena Łuczywo, zastępca naczelnego. Najpierw
ogłoszono, że choroba Michnika potrwa kilka tygodni, potem, że wróci na
początku kwietnia. Jak dotąd nie wrócił.
Dziennikarze, którzy mają w tej firmie długi staż, mówią, że atmosfera w „GW”
od jakiegoś czasu się zmieniała, a odejście Michnika to przyspieszyło. -
Jeszcze niedawno traktowaliśmy się wzajemnie jak członkowie rodziny. Teraz
każdy robi swoje i wychodzi z firmy, nie interesuje się tym, co się dzieje w
redakcji, co słychać na co dzień u ludzi, z którymi pracuje - opowiada jeden
z dziennikarzy „GW”. Inny kwituje krótko: - Agora to już tylko korporacja.
- Ostatnio „Gazetę” opuściło sporo osób długo utożsamianych z tą firmą. Ale
to chyba obiektywny proces, budowanie nowoczesnej korporacji ma swoje prawa.
Co nie zaprzecza temu, że postępuje erozja pewnej wspólnoty, która łączyła
ludzi w „Gazecie”. I której symbolem był także, a dla wielu, przede
wszystkim, Adam Michnik - stwierdza Jacek Ziarno, obecnie redaktor
naczelny „Pulsu Biznesu”, do 2002 roku szef oddziału „GW” w Krakowie.
Doświadczyli tego nawet ci najbardziej zasłużeni dla tytułu. Jeden ze
współzałożycieli „Gazety Wyborczej”, redaktor i wieloletni komentator Ernest
Skalski odszedł z redakcji z końcem zeszłego roku i publikuje teraz
w „Rzeczpospolitej”. Ludzie, z którymi od początku tworzył „Gazetę”, nie
urządzili mu nawet pożegnania. - Skalski chciał gdzieś przejść, bo czuł, że
jest traktowany w redakcji jak emeryt. Radziłem mu, żeby przeszedł
do „Tygodnika Powszechnego”, ale wybrał naszą konkurencję. Dojrzewał do tej
decyzji, czuł, że już nie bierze udziału w powstawaniu „Gazety” - opowiada
Juliusz Rawicz, zastępca redaktora naczelnego. On także należy do osób
będących w „GW” od początku, był jednym z filarów redaktorskich, a dziś jest,
jak to określa, na pół-emeryturze. Zajmuje się opracowywaniem na podstawie
materiałów „GW” haseł zamieszczanych w encyklopedii wydawanej przez Agorę
wspólnie z Wydawnictwem Naukowym PWN SA. W redakcji pojawia się rzadko,
czasem przegląda podsyłane mu teksty. - To naturalna zmiana pokoleniowa,
która objawia się w innym sposobie patrzenia na różne rzeczy. Dziennikarstwo
walczące i zaangażowane, takie jakim było nasze, zmienia się teraz w
obiektywizujące, polegające na tym, że dziennikarz relacjonuje fakty, ale ich
nie tworzy - opowiada Rawicz.
Zmiana pokoleniowa - takie określenie pada często w rozmowach o tym, co
przeżywa redakcja „GW”. Trudno jednak zmianą pokoleniową tłumaczyć odejścia
bądź zwolnienia z „GW” m.in. Wojciecha Mazowieckiego (nadzorował lokalne
dodatki z ramienia wydawnictwa, teraz w „Przekroju”), Ryszarda Holzera (jeden
z wieloletnich redaktorów, obecnie w„Pulsie Biznesu”), Michała Przewłockiego
(był szefem pionu technologii, a wcześniej m.in. asystentem Piotra
Niemczyckiego) czy Bożeny Dudko (była redaktorem w dziale reportażu).
Zmiana warty
Nieobecność Adama Michnika to najważniejszy znak roszad personalnych, które
następują na najwyższych szczeblach władzy „Gazety” i Agory. Najpierw w
sierpniu 2004 roku Helena Łuczywo zrezygnowała z funkcji członka zarządu, bo
chciała się „całkowicie poświęcić »Gazecie«, która przecież jest jej pasją,
prawie dzieckiem” (z oświadczenia Agory). Od tego czasu Łuczywo, która w
zarządzie nadzorowała pracę redakcji, administracji i zawiadywała Internetem,
miała się zajmować pracą redakcyjną oraz odpowiadać za współpracę
kierownictwa „Gazety” z zarządem Agory. Administracja wydawnictwa trafiła pod
nadzór nowej osoby w zarządzie: Jarosława Szalińskiego, który w Agorze
pojawił się niecały rok wcześniej. Niedługi staż w Agorze (od 2000 roku) ma
też członek zarządu Zbigniew Bąk. Pozostałe obowiązki odchodzącej z zarządu
Łuczywo przejął Piotr Niemczycki, jedna ze sztandarowych postaci Agory,
współzałożyciel „Gazety”. Przypadło mu więc nadzorowanie wydawnictwa,
drukarni, redakcji „GW”, prasy bezpłatnej, projektu Internet, marketingu „GW”
i projektów specjalnych. Tymczasem już w październiku Agora ogłosiła, że
Niemczycki przez pół roku będzie na urlopie. Prezes Wanda Rapaczyńska
tłumaczyła wówczas, że Niemczycki potrzebuje odpoczynku, bo przez 15 lat
pracował bez przerwy. Ale przez okres urlopu pojawiał się w „Gazecie”, brał
czynny udział w pracach Izby Wydawców Prasy.
Nieoficjalnie w „Gazecie” mówi się, że urlop Niemczyckiego był związany z
pracami nad nowym dziennikiem Agory. Niemczycki wrócił z urlopu 1 kwietnia.
Nie znalazł czasu na rozmowę z „Press”, podobnie jak Helena Łuczywo. Z władz
Agory na pytania „Press” odpowiedziała jedynie Wanda Rapaczyńska. Prezes
Agory, pytana o zmiany kadrowe, mówi: - Nasza polityka informacyjna zakłada
niekomentowanie decyzji personalnych.
Lider opinii czy sprzedaży
Coś jednak z agorowej solidarności zostało. Byli dziennikarze starszego
pokolenia najpierw zgadzają się na rozmowę o zmianach w „GW”, po czym
odwołują spotkania. Dziennikarka zwolniona ostatnio w ramach redukcji etatów
mówi, że w Agorze spędziła najpiękniejsze lata życia i dlatego nie chce mówić
ani niczego złego, ani dobrego na temat tej firmy. Bardziej rozmowni są
młodsi. To z ich relacji wynika, że w „Gazecie” przed chorobą Michnika
dochodziło do ostrych spięć między nim a częścią zarządu Agory, zwłaszcza
Heleną Łuczywo i Wandą Rapaczyńską. Jak pisała „Rzeczpospolita”, konflikt
dotyczy różnicy w pomysłach na przyszłość „Gazety” i kwestię utrzymania jej
niezależności. Zarząd Agory i część kierownictwa „GW” myśli bowiem
kategoriami ekonomicznymi, przede wszystkim chce, aby firma osiągała jak
najlepsze wyniki, nawet kosztem pozycjonowania i zmiany charakteru „GW”. -
Michnik krzyczał, że jego nie obchodzi wielkość sprzedaży „Gazety”. Według
niego może ona spaść i do stu tysięcy, byleby była opiniotwórcza - opowiada
długoletni pracownik „GW”. Rozbieżności między polityką Adama Michnika i jego
zwolenników a strategią zarządu Agory ujawniły się w trakcie afery Rywina i
dały pretekst do stawiania firmie zarzutów nieprzejrzystego prowadzenia
interesów.
- Dla Adama wysokość sprzedaży „Gazety” jest istotna, ale najważniejsza jest
jej rola opiniotwórcza. W życiu nie zgodziłby się na wydawanie gazety
przypominającej „Fakt”. On jest intelektualistą. W „Gazecie” zawsze był
najbardziej przywiązanym redaktorem do „Gazety Świątecznej” - mówi Juliusz
Rawicz.
Jednak sprzedaż „GW” interesuje wszystkich, którzy mają akcje Agory, a wśród
nich pokaźną grupę stanowią pracownicy posiadający prawie 20 proc. akcji. W
dodatku na dystrybucję wśród pracowników czeka kolejne 10 proc. udziałów.
Koniec epoki
„Fakt” już w trzecim miesiącu ukazywania się pokonał „Gazetę” - sprzedał o
102 tys. egz. więcej (534 904 egz. w grudniu 2004 roku, ZKDP). I cały czas ma
wyższą sprzedaż, chociaż Agora przygotowała odpowiedź w postaci
dziennika „Metro”. J